premier wypowiedział się obszernie

07.10.04, 19:50
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041007/publicystyka/publicystyka_a_1.html

Rz: W kontaktach z Niemcami wiadomo, co nas łączy, a co nas dzieli. Co nas
łączy i co nas dzieli w polityce z Rosją?

MB: Dzielą nas przede wszystkim bariery psychologiczne. Między Polakami a
Rosjanami nie ma żadnych resentymentów osobistych, międzyludzkich, tak jak
były między Polakami a Niemcami bezpośrednio po wojnie. Ludzie bardzo
dokładnie umieli rozróżnić imperium, które Polskę zajęło i system sowiecki od
ludzi, którzy - jak doskonale wiemy w Polsce - cierpieli i byli pierwszymi
ofiarami tego systemu. Co nam nie pozwala poprawić naszych stosunków?
Rosjanie odczuwają pewien psychologiczny dyskomfort, kiedy muszą traktować
Polskę jak pełnoprawnego partnera.


RZ: A czy traktują nas w ten sposób?

MB: Nie zawsze. I przez to ciągle obijają się o mur. My sobie nie pozwalamy
na inne traktowanie.


Rz: Czy rzeczywiście sobie nie pozwalamy? Prezydent jedzie do Moskwy, a tam
nie jest traktowany po partnersku. Czy jest sens prowadzić takie rozmowy?

MB: Właśnie czytałem w jednej z gazet, że Kwaśniewski pojechał i nie podpisał
nawet umowy gospodarczej. A dlaczego nie podpisał? Dlatego, że sprawa
nieruchomości rosyjskich w Warszawie nie została rozwiązana po naszej myśli.


Rz: I efekty tej wizyty są bardzo mizerne.

MB: To znaczy, że nie ma być w ogóle wizyt międzynarodowych?


Rz: Pytanie, czy jest sens odbywać wizyty, które nie odnoszą żadnego skutku,
podczas których dodatkowo strona rosyjska krytykuje polskie media, a
prezydent na to nie reaguje.

MB: Jak to nie? Zareagował. Ale jest inny problem. Rosjanie są
przewrażliwieni, a my zupełnie ich nie rozumiemy. Oni z kolei zupełnie nas
nie rozumieją. Nie rozumieją, że istnieją wolne media, nie rozumieją,
dlaczego Katyń jest dla nas tak ważną sprawą. A z drugiej strony my nie
rozumiemy ich. Np. dla nas jest rzeczą oczywistą, że od 1945 do 1989 roku był
tu system narzucony siłą przez Związek Radziecki, że to nie było wyzwolenie,
tylko zniewolenie. A dla Rosjan jest niezrozumiałe, że my nie pamiętamy, iż
600 tysięcy ich ludzi zginęło w czasie działań wojennych na terenie Polski,
czyli w trakcie wyzwalania Polski od nazizmu, jak oni to rozumieją. Rosjanie
nie mogą nam wybaczyć tego, jak w pierwszych latach po transformacji 1989
roku były niszczone i przerabiane pomniki Armii Czerwonej. Między Polakami a
Rosjanami jest wszystko psychologicznie bardzo zapętlone.


Rz: Czy w tej sytuacji uważa pan, że powinniśmy zabierać głos w sprawie
ludobójstwa w Czeczenii? Czy Polska może coś w tej sprawie zrobić?

MB: A nie robimy? Żaden kraj nie robi w tej sprawie więcej niż my. Problem w
tym, że ponieważ żaden kraj nie mówi w tej sprawie więcej niż my, to my
jesteśmy dla Rosjan największe "podpadziochy". A do tego, jeśli jeden z
przywódców czeczeńskich, arcypies Szamil Basajew, organizuje jedne po drugich
krwawe łaźnie dzieciom, to my też jesteśmy coraz bardziej osamotnieni i coraz
mniej wiarygodni w obronie sprawy czeczeńskiej.
    • ardzuna Re: premier wypowiedział się obszernie 07.10.04, 19:53
      ..dla mnie przede wszystkim sensacyjna jest informacja, że władze poslkei
      wreszcie wzieły się na poważnie za problem nieruchomości rosyjskich w
      Warszawie. Brawo! - ten delikatny problem długo nie był załatwiany tak, jak
      powinien być zalatwiony. Aż dziwi mnie takie odsłanianie kuchni stosunków
      zagranicznych, ale jako obywatelka bardzo się cieszę, że mam taką informację,
      bo czuję, że władze polskie dbają o polskie interesy.
      • stary.prochazka Re: premier wypowiedział się obszernie 08.10.04, 11:13
        też słyszałem co nieco o sprawie rosyjskich nieruchomości w Warszawie, dobrze
        że ktoś się za to zabrał.
        • clickkey Re: premier wypowiedział się obszernie 12.10.04, 11:51
          O nieruchomościach rosyjskich w Warszawie był ciekawy artykuł w "Polityce" , ze
          dwa lata temu, łacznie ze zdjęciami budynków. I opis części oszustw i matactw
          związanych z tym majątkiem.


          • stary.prochazka Polityka:"Rosyjskie nieruchomości w Warszawie" 12.10.04, 12:34
            http://polityka.onet.pl/162,4635,1,0,2234-2000-09,artykul.html

            Faktycznie fart

            Śledztwo "Polityki": Kto naprawdę włada posiadłościami po ZSRR w Warszawie?

            Sprawa rosyjskich nieruchomości w Warszawie przez minione 10 lat kilkakrotnie
            stawała się przedmiotem intensywnego zainteresowania mediów i raczej
            delikatnych zabiegów polskiej dyplomacji. Nikt jednak nie odkrył dotychczas, że
            kontrolę nad większością rosyjskich posiadłości w Warszawie skutecznie i bez
            rozgłosu skupiły w swoim ręku dwie spółki - Fart i Tarus, kierowane praktycznie
            przez jedną osobę.

            IGOR T. MIECIK

            W opracowanym w ubiegłym roku dokumencie MSZ dotyczącym rosyjskich
            nieruchomości w Warszawie zanotowano: "Szucha 8. Co tam jest aktualnie,
            sprawdzić". I znak zapytania. Kamienica przy al. Szucha 8 stoi 200 metrów od
            MSZ. Widać ją dobrze z okien ministerstwa. Kiedyś mieściło się tu
            Przedstawicielstwo Handlowe Federacji Rosyjskiej. Potem budynek był przez jakiś
            czas zdewastowany, dziś wygląda jak nowy. Dobiega końca trwający od roku
            remont. Reklama wywieszona na odrestaurowanej elewacji zachęca po polsku i
            angielsku: Do wynajęcia. Telefon taki a taki.

            Pracownik Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej z wyrazem desperacji
            na twarzy od kilku minut bezskutecznie ciśnie guzik domofonu. Ale brama jest
            zamknięta na cztery spusty. - W firmie Fart (siedziba przy ul. Sieleckiej -
            przyp. aut.), która dzierżawi kamienicę od Federacji Rosyjskiej, nikt się nie
            zgłasza od kilku dni - narzeka. - A ja muszę to komuś doręczyć. "Ostateczne
            upomnienie" - pokazuje papier. SPEC domaga się zaległych od trzech miesięcy
            opłat za ogrzewanie 16 304 zł z groszami. Informuje, że jeśli firma Fart nie
            zapłaci, będzie zmuszony odciąć dopływ energii cieplnej. Rzeczywiście
            skontaktować się z firmą Fart nie jest łatwo. Jej siedziba - ta przy
            Sieleckiej - stoi pusta całymi dniami.

            - Szefowie są ciągle w terenie. Szef Aleksander Szirajew - nieuchwytny. Ma dużo
            pracy dyplomatycznej - informuje w końcu pani z silnym rosyjskim akcentem,
            która "przyszła do biura tylko przypadkiem". Biuro skromne. Dwa pokoje, dwa
            biurka, czerwona wersalka i stara maszyna do pisania.

            Zdokumentów złożonych w sądzie rejestrowym wynika, że Fart jest spółką akcyjną
            z kapitałem akcyjnym 100 tys. zł. 49 proc. akcji należy do Ramaza Dimitrjewicza
            Mczelidze, resztę ma Ryszard Skrzypczak, prezesem zarządu jest Aleksander
            Szirajew, a prezesem rady nadzorczej - Tadeusz Rusiecki. W tejże radzie
            zasiadają Grażyna Rusiecka i Kamila Rusiecka. Nazwisko Rusieckiego powtarza się
            także w dokumentach rejestrowych holdingu Tarus Polska. Tam Rusiecki jest z
            kolei prezesem zarządu; głównymi udziałowcami firmy są oni, jego żona,
            mniejszościowymi zaś - małżeństwo Mirosława i Ryszard Skrzypczak (który pełni
            funkcję wiceprezesa zarządu w Farcie). Jeszcze w 1994 r. kapitał Tarusa
            stanowiły wniesione aportem przez Skrzypczaków i Rusieckich dwa spółdzielcze
            własnościowe mieszkania. Dwa lata później udziały zostały pokryte gotówką - 2,5
            mln zł.

            Z dokumentów wynika, że siedziba Tarusa mieści się w Al. Jerozolimskich. Jednak
            Rusiecki urzęduje w pobliżu dzierżawionych przez Fart działek - przy
            Bobrowieckiej. W parterowym bocznym skrzydle biurowca wynajmowanego przez Agorę
            SA. Łatwo tu też spotkać Szirajewa.

            Tadeusz Rusiecki, z wykształcenia inżynier, szczupły wysoki mężczyzna około
            pięćdziesiątki. Uważne spojrzenie zza osadzonych na czubku nosa okularów.
            Marynarka na sportowe polo, siwe włosy ostrzyżone na jeża. Nie szuka rozgłosu.
            Interesuje go tylko zysk. - Rosjanie mają do mnie zaufanie. Umiem z nimi
            rozmawiać, więc interesy idą dobrze - mówi.

            ---strona---Interesy z Rosją zaczął robić w pierwszej połowie lat 90. Dorobił
            się między innymi na transakcjach barterowych - polska żywność za rosyjski gaz
            ziemny. W 1992 r. wszedł w kontakt z przedstawicielstwem podupadającego
            rosyjskiego państwowego zjednoczenia Stankoimport przy ul. Ostrobramskiej 101.
            W nowej rzeczywistości biura dyrektora Borisa Prokuszkina skurczyły się do
            jednego pokoju. Rusiecki zainwestował w remont budynku i wkrótce na zlecenie
            Stankoimportu jego firma - Tarus administrowała nim i podnajmowała biura innym
            firmom.

            W 1997 r. wkroczyła na scenę firma Fart. Jak wynika z dokumentów sądowych,
            dopiero wówczas podjęła działalność, choć Rusiecki założył ją dziesięć lat
            wcześniej. Przez lata zamrożenia jej kapitał akcyjny zdążył zdewaluować się do
            52 zł i 50 gr. Potem go podniesiono do 100 tys. zł.

            W 1997 r. Rusiecki - jak powiada - odkurzył firmę, czyszcząc ją z
            dotychczasowych udziałowców i wprowadzając na ich miejsce Rosjan. W 1998 r. w
            życiu obu firm nastąpił gwałtowny przełom. Odbyło się pięć przetargów Skarbu
            Państwa na 30-letnią dzierżawę pięciu działek przekazanych swego czasu ZSRR.
            Jeśli dziś ktoś dzierżawi rosyjskie budynki lub grunty w Warszawie, to tylko
            Fart albo Tarus.

            Jak to możliwe, żeby zorganizować przetarg na grunty bezterminowo przekazane
            wcześniej umową międzynarodową ZSRR, na których w dodatku stoją budynki?
            Okazuje się, że strony nie dopilnowały załatwienia do końca późniejszych
            formalności.

            Rusiecki jest spokojny: - Rosjanie nie mają na papierze aktów dzierżawy
            wieczystej, a skoro nie mają, to grunty nadal są w gestii Skarbu Państwa i mogę
            je od niego wydzierżawić. I wydzierżawił. Tarus dzierżawi grunty przy
            Ostrobramskiej 101 i Połczyńskiej 10, Fart - sąsiadującą z ambasadą Federacji
            działkę przy Belwederskiej 25 z biurowcem radcy handlowego i dwie działki z
            blokami mieszkalnymi dla rodzin rosyjskich dyplomatów przy ul. Sobieskiego 100
            i Bobrowieckiej 2.

            - To bardzo atrakcyjne tereny. Leżą tu największe rezerwy inwestycyjne gminy
            Centrum. Za parę lat obok przebiegać będzie Trasa Siekierkowska - nowa arteria
            komunikacyjna Warszawy - mówi wiceprezydent Warszawy Jerzy Guz.

            Fart jest także zaangażowany w rosyjską posiadłość w Konstancinie -
            reprezentacyjny pałac, w którym mieściło się Przedstawicielstwo Handlowe i
            dzierżawi od Federacji Rosyjskiej wspomnianą na początku kamienicę przy Szucha
            8. Wszystkie przetargi organizował ten sam Urząd Rejonowy - podległy
            warszawskiemu Urzędowi Wojewódzkiemu.

            Wkrótce po rozstrzygnięciu przetargów, 1 stycznia 1999 r., oba urzędy zostały
            rozwiązane w ramach reformy administracyjnej, a wszystkie dokumenty i
            kompetencje w tej sprawie przejął urząd starosty. Urzędnicy starostwa nie
            ukrywają zdumienia, kiedy na prośbę "Polityki" docierają do dokumentacji.
            Podekscytowani odkryciem zastanawiają się nad zwołaniem konferencji prasowej.

            - Żadna teczka nie jest kompletna! W żadnej nie ma składów komisji
            przetargowych. Nie ma śladu po innych oferentach. Dokumenty są podpisane przez
            jednego urzędnika, ówczesnego kierownika gospodarstwa pomocniczego Urzędu
            Rejonowego Henryka Michońskiego - mówi Manuel Ferreras-Tascón, rzecznik powiatu
            warszawskiego. - Protokół zdawczo-odbiorczy na Ostrobramską 101 został
            podpisany 28 grudnia 1998 r. Dwa dni przed likwidacją Urzędu Rejonowego. Akt
            notarialny zyskuje ważność od 24 grudnia 2001 r. Znaczy to, że do tego czasu
            Tarus nie płaci ani złotówki. W obwieszczeniu przetargowym na Sobieskiego 100
            zapisano, że dzierżawca powinien płacić 3,5 proc. wartości nieruchomości
            rocznie. Płaci 1,5 proc.

            ---strona---Na Bobrowiecką 2b sporządzono dwa akty notarialne. Pierwszy ustala
            opłaty spółki Tarus na 3,5 proc. rocznie, późniejszy obniża je do 1,5 proc. Na
            Połczyńskiej nie dokonano nawet wyceny. Starostwo robi to dopiero teraz. Takie
            opłaty za dzierżawę gruntów w Warszawie są niespotykane! - komentuje rzecznik. -
            Przetarg zaczyna się zazwyczaj od 5 proc. i oferenci podbijają cenę. Normalne
            stawki w stolicy wahają się od 5 do 8,5 proc.

            Dyrektor Centrum Technicznego Awtoeksport przy ul. Połczyńskiej - dziś spółki
            akcyjnej należącej do 38 rosyjskich fabryk motoryzacyjnych, Genadij Igorow nie
            • stary.prochazka Re: Polityka:"Rosyjskie nieruchomości w Warszawie 12.10.04, 12:35
              Na Bobrowiecką 2b sporządzono dwa akty notarialne. Pierwszy ustala opłaty
              spółki Tarus na 3,5 proc. rocznie, późniejszy obniża je do 1,5 proc. Na
              Połczyńskiej nie dokonano nawet wyceny. Starostwo robi to dopiero teraz. Takie
              opłaty za dzierżawę gruntów w Warszawie są niespotykane! - komentuje rzecznik. -
              Przetarg zaczyna się zazwyczaj od 5 proc. i oferenci podbijają cenę. Normalne
              stawki w stolicy wahają się od 5 do 8,5 proc.

              Dyrektor Centrum Technicznego Awtoeksport przy ul. Połczyńskiej - dziś spółki
              akcyjnej należącej do 38 rosyjskich fabryk motoryzacyjnych, Genadij Igorow nie
              ma pojęcia, że dzierżawę na grunt pod budynkiem, w którym mieści się jego
              firma, od dwóch lat ma Tarus. Zarzeka się, że o Rusieckim wie tyle, że
              współpracuje ze Stankoimportem przy ul. Ostrobramskiej. - Nie zostałem
              powiadomiony o żadnym przetargu. Płacę polski podatek od nieruchomości, a
              równocześnie od centrali Awtoeksportu w Moskwie wymagają podatku władze
              rosyjskie wychodząc z założenia, że mamy w Warszawie wieczystą dzierżawę
              gruntu - twierdzi.

              Rusiecki jest niezmiennie spokojny:

              - Przejmujemy rosyjskie nieruchomości legalnie, elegancko i·bez zbcdnego
              rozg_osu. Na biurowiec Przedstawicielstwa Handlowego ambasady przy
              Belwederskiej już mam chętnego najemcę. W dalszej perspektywie znikną domy przy
              Sobieskiego i Bobrowieckiej.

              Henryk Michoński, były pracownik Urzędu Rejonowego, dziś kierownik Wydziału
              Geodezji w gminie Warszawa-Włochy, twierdzi, że nie pamięta szczegółów
              przetargów na "rosyjskie" nieruchomości.

              Do sprawy wrócimy za tydzień.
              • stary.prochazka Polityka:"Rosyjskie nieruchomości w Warszawie 12.10.04, 12:37
                polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=5077&MP=1
                Bez wygłupu

                Rosyjskie nieruchomości w Warszawie – ciąg dalszy

                Starostwo powiatu warszawskiego zapowiada „wewnętrzne śledztwo” w opisanej
                przez „Politykę” (9 i 10) sprawie rosyjskich nieruchomości w Warszawie.

                Chodzi o przejęcie kontroli przez dwie kierowane przez Tadeusza Rusieckiego
                spółki nad nieruchomościami w najatrakcyjniejszych punktach stolicy, którymi
                onegdaj PRL obdarowała ZSRR. – Jeśli nabierzemy podej-rzeń, że zostało złamane
                prawo lub doszło do nadużyć, skierujemy sprawę do Najwyższej Izby Kontroli –
                zapowiada wicestarosta Henryk Dąbrowski.

                W sprawie rosyjskich nieruchomości w Warszawie kilkakrotnie wypowiadało się
                Ministerstwo Spraw Zagranicznych, zabiegając o wyrównanie stanu posiadania
                Polski i Federacji Rosyjskiej (Polska otrzymała w Moskwie dwie działki, zaś
                Federacja Rosyjska w samej Warszawie kilkanaście). Tymczasem, jak ujawniliśmy,
                obiekty dwa lata temu trafiły w prywatne ręce.

                W 1998 r. Urząd Rejonowy ogłosił przetargi na dzierżawę gruntów pod
                pięcioma „rosyjskimi” nieruchomościami. Wszystkie wygrały dwie firmy, polsko-
                rosyjska Fart i polska Tarus, za którymi stoi ta sama osoba – Tadeusz Rusiecki.
                Biznesmen ów, aktywny w niezliczonych dziedzinach, acz niespotykanie unikający
                rozgłosu, już wcześniej prowadził interesy z Rosją, potrafił – jak twierdzi –
                zapewnić sobie zaufanie Rosjan i uzyskać od nich zielone światło na przejęcie
                oficjalnej kontroli nad ich budynkami.

                Zadawaliśmy pytanie, jak to możliwe, żeby wydzierżawić prywatnym spółkom tereny
                przekazane wcześniej bezterminowo ZSRR umową międzynarodową na działalność
                dyplomatyczną? Otóż okazało się, że Rosjanie nie dopilnowali potwierdzenia
                swoich tytułów do owych nieruchomości.

                Rusiecki i Urząd Rejonowy rozumowali tak: jeśli Federacja Rosyjska nie figuruje
                w księgach wieczystych, to tereny nadal są w gestii Skarbu Państwa i Urząd
                Rejonowy może z nimi zrobić, co mu się podoba.

                Po reformie administracji dokumenty i kompetencje po Urzędzie Rejonowym przejął
                powiat warszawski. Urzędnicy, którzy na prośbę „Polityki” dotarli do
                dokumentacji, nie kryli zdumienia. – Żadna teczka nie jest kompletna. Nie ma
                śladu po innych oferentach niż firmy Tarus i Fart. Nie ma składu komisji
                przetargowych. Nie wiadomo, gdzie przetargi były ogłoszone. Mowa jest jedynie
                o „miejscu zwyczajowo przyjętym”, czyli tablicy ogłoszeń w urzędzie – twierdzi
                rzecznik powiatu Manuel Fereras-Tascón. Mało tego, ustalono zaskakująco małe
                opłaty za dzierżawę, w niektórych przypadkach jeszcze je obniżono osobnymi
                aktami notarialnymi, a jeszcze gdzie indziej umowa jest tak skonstruowana, że
                przez dłuższy czas Tarus będzie dzierżawił nieruchomość za darmo. Wszystko
                podpisał jeden urzędnik: ówczesny kierownik Gospodarstwa Pomocniczego Urzędu
                Rejonowego Henryk Michoński, który dziś pracuje w jednej z warszawskich gmin i
                twierdzi, że zapomniał już szczegóły tamtych spraw. Jego szef – były kierownik
                Urzędu Rejonowego Stefan Kubiak (dziś radny powiatowy SLD i dyrektor w Urzędzie
                Marszałkowskim województwa mazowieckiego) zarzeka się, że o całej operacji
                dowiedział się dopiero z „Polityki”. Mówi: – Michoński co prawda nie miał
                obowiązku mnie o niej informować, ale powinien. Ze względu na dobry obyczaj.

                • stary.prochazka Re: Polityka:"Rosyjskie nieruchomości w Warszawie 12.10.04, 12:37
                  Przez dwa tygodnie nasze pytania: co dalej ze sprawą?, czy i kto powinien
                  sprawdzić doniesienia „Polityki”? – nie znajdowały odpowiedzi w urzędach
                  Warszawy. Próba zainteresowania nią władz stolicy kończyła się w sekretariatach
                  wyższych urzędników, niezwykle pochłoniętych w tych dniach – jak tłumaczono –
                  skomplikowaną sytuacją polityczną w mieście. Gmina Centrum:

                  – Raczej nie. Wiceprezydent stolicy Guz?

                  – Chyba nie, zresztą jest na urlopie. Może prezydent Paweł Piskorski: – Nie,
                  nie ma czasu. Nie ma w poniedziałek, wtorek, środę. Powiat? Rzecznik Fereras-
                  Tascón ma wątpliwości: – Trudno powiedzieć, kto powinien się tym zająć, czy na
                  pewno powiat. Kontrowersje dotyczą przecież Urzędu Rejonowego.

                  W nieoficjalnych rozmowach ciągle powraca taka opinia: Jeśli nikt nie bije na
                  alarm, to znaczy, że wszystkim obecny stan rzeczy odpowiada. MSZ ma sprawę z
                  głowy. Skarb Państwa po wydzierżawieniu terenów Rusieckiemu w końcu zaczął
                  czerpać jakieś zyski z zajmowanych przez Rosjan działek. Rosjanie zaś twierdzą,
                  że o żadnych dzierżawach nic nie wiedzą i czują się dalej gospodarzami
                  zajmowanych obiektów.

                  Zdaniem Kubiaka obecnie wyjaśnieniem sprawy powinien zająć się powiat. – Ma on
                  wszystkie instrumenty i kompetencje, żeby to uczynić – mówi. Podobnego zdania
                  są władze stolicy: – Jeśli są jakieś pytania, to właśnie powiat ma na nie
                  odpowiedzieć.

                  Wicestarosta powiatu warszawskiego Henryk Dąbrowski nie jest jednak zadowolony
                  ze swoich „instrumentów i kompetencji”.

                  – Mamy więcej kłopotów niż korzyści z obsługi nieruchomości Skarbu Państwa.
                  Urząd powiatowy jest przygotowany do prowadzenia spraw normalnych, czystych, a
                  nie śledztw – narzeka.

                  – Tymczasem sytuacja jest chora: większość nieruchomości ma sytuację
                  zagmatwaną, budzącą kontrowersje. Setki takich historii to spadek po Urzędzie
                  Rejonowym. Szczególnie dużo spraw zostało załatwionych podobnie jak
                  dzierżawa „rosyjskich nieruchomości” – delikatnie mówiąc – w pośpiechu, w
                  ostatnim roku istnienia Urzędu Rejonowego.

                  – Ktoś uzyskał tytuł do nieruchomości Skar-bu Państwa, nie wiadomo jednak w
                  jaki sposób. Dokumentacji nie ma, nie wiadomo, gdzie jest – taka sytuacja to
                  standard. Do tego dochodzi plątanina roszczeń: spadkobierców, firm, lokatorów,
                  gmin – ciągnie starosta i szacuje, że z 11 tys. działek Skarbu Państwa, które
                  obsługuje dziś powiat warszawski, tylko 3 tys. ma klarowną, nie wymagającą
                  wyjaśnień sytuację! – Sprawa „rosyjskich” nieruchomości zostanie mimo wszystko
                  wyjaśniona. Przeprowadzimy wewnętrzne dochodzenie – obiecuje.

                  Starosta wolałby, żeby dochodzenie takie przeprowadziła Najwyższa Izba
                  Kontroli. Ale wygląda na to, że to on musiałby zawiadomić kontrolerów. A nie
                  chce tego zrobić pochopnie. – Żeby się urząd nie wygłupił.
                  • zenta1 Re: Polityka:"Rosyjskie nieruchomości w Warszawie 12.10.04, 14:52
                    goopi starosta.
Pełna wersja