ardzuna
07.10.04, 19:50
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041007/publicystyka/publicystyka_a_1.html
Rz: W kontaktach z Niemcami wiadomo, co nas łączy, a co nas dzieli. Co nas
łączy i co nas dzieli w polityce z Rosją?
MB: Dzielą nas przede wszystkim bariery psychologiczne. Między Polakami a
Rosjanami nie ma żadnych resentymentów osobistych, międzyludzkich, tak jak
były między Polakami a Niemcami bezpośrednio po wojnie. Ludzie bardzo
dokładnie umieli rozróżnić imperium, które Polskę zajęło i system sowiecki od
ludzi, którzy - jak doskonale wiemy w Polsce - cierpieli i byli pierwszymi
ofiarami tego systemu. Co nam nie pozwala poprawić naszych stosunków?
Rosjanie odczuwają pewien psychologiczny dyskomfort, kiedy muszą traktować
Polskę jak pełnoprawnego partnera.
RZ: A czy traktują nas w ten sposób?
MB: Nie zawsze. I przez to ciągle obijają się o mur. My sobie nie pozwalamy
na inne traktowanie.
Rz: Czy rzeczywiście sobie nie pozwalamy? Prezydent jedzie do Moskwy, a tam
nie jest traktowany po partnersku. Czy jest sens prowadzić takie rozmowy?
MB: Właśnie czytałem w jednej z gazet, że Kwaśniewski pojechał i nie podpisał
nawet umowy gospodarczej. A dlaczego nie podpisał? Dlatego, że sprawa
nieruchomości rosyjskich w Warszawie nie została rozwiązana po naszej myśli.
Rz: I efekty tej wizyty są bardzo mizerne.
MB: To znaczy, że nie ma być w ogóle wizyt międzynarodowych?
Rz: Pytanie, czy jest sens odbywać wizyty, które nie odnoszą żadnego skutku,
podczas których dodatkowo strona rosyjska krytykuje polskie media, a
prezydent na to nie reaguje.
MB: Jak to nie? Zareagował. Ale jest inny problem. Rosjanie są
przewrażliwieni, a my zupełnie ich nie rozumiemy. Oni z kolei zupełnie nas
nie rozumieją. Nie rozumieją, że istnieją wolne media, nie rozumieją,
dlaczego Katyń jest dla nas tak ważną sprawą. A z drugiej strony my nie
rozumiemy ich. Np. dla nas jest rzeczą oczywistą, że od 1945 do 1989 roku był
tu system narzucony siłą przez Związek Radziecki, że to nie było wyzwolenie,
tylko zniewolenie. A dla Rosjan jest niezrozumiałe, że my nie pamiętamy, iż
600 tysięcy ich ludzi zginęło w czasie działań wojennych na terenie Polski,
czyli w trakcie wyzwalania Polski od nazizmu, jak oni to rozumieją. Rosjanie
nie mogą nam wybaczyć tego, jak w pierwszych latach po transformacji 1989
roku były niszczone i przerabiane pomniki Armii Czerwonej. Między Polakami a
Rosjanami jest wszystko psychologicznie bardzo zapętlone.
Rz: Czy w tej sytuacji uważa pan, że powinniśmy zabierać głos w sprawie
ludobójstwa w Czeczenii? Czy Polska może coś w tej sprawie zrobić?
MB: A nie robimy? Żaden kraj nie robi w tej sprawie więcej niż my. Problem w
tym, że ponieważ żaden kraj nie mówi w tej sprawie więcej niż my, to my
jesteśmy dla Rosjan największe "podpadziochy". A do tego, jeśli jeden z
przywódców czeczeńskich, arcypies Szamil Basajew, organizuje jedne po drugich
krwawe łaźnie dzieciom, to my też jesteśmy coraz bardziej osamotnieni i coraz
mniej wiarygodni w obronie sprawy czeczeńskiej.