ardzuna
21.10.04, 21:03
...i jak za nim nie przepadam, tak tu mogę się podpisać pod kazdym jego
zdaniem:
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041021/publicystyka/publicystyka_a_8.html
Polski honor i rosyjska duma
Media poinformowały parę tygodni temu o schwytaniu w Moskwie terrorysty,
który usiłował zaparkować w pobliżu trasy przejazdu prezydenta Putina
samochód wypełniony materiałami wybuchowymi. Ze względu na dobro śledztwa
samochodu tego nikomu nie pokazano. Poinformowano też, że po przesłuchaniu
terrorysta umarł na atak serca. Wcześniej zdążył się jednak do wszystkiego
przyznać: za wykonanie zamachu nieznani osobnicy o kaukaskim wyglądzie
obiecali mu tysiąc dolarów. Śledczy nadmienili przy tym, iż zatrzymany był
pod wpływem narkotyków. Potem okazało się, że zmarły to były oficer
rosyjskiej armii, którego nikt dotąd o żadne kontakty z terrorystami nie
podejrzewał, natomiast zadarł poważnie ze swymi przełożonymi, oskarżając ich
o rozmaite nadużycia. Kilka dni później okazało się, że jego zwłoki, których
domagała się rodzina, w tajemniczy sposób zniknęły z milicyjnej kostnicy.
Minęło jeszcze kilka dni i nieboszczyk się znalazł w innej zupełnie kostnicy,
gdzie został przez rodzinę rozpoznany po uzębieniu. Na koniec przyszła
informacja, że funkcjonariusze, którzy zatrzymali i przesłuchiwali
terrorystę, zostali za tę akcję nagrodzeni.
I teraz mam wielką prośbę do pana Andrzeja de Lazari, historyka idei i
rusycysty. Pragnę skorzystać z okazji, że zechciał on pouczyć Grzegorza
Kostrzewę Zorbasa, Krystynę Kurczab- -Redlich i Agnieszkę Romaszewską- -Guzy,
jak nie należy pisać o Rosjanach, żeby nie czuli się dotknięci "polską pychą"
("Polska pycha", "Rz" z 7 października) i pokornie proszę, aby zechciał
pouczyć także i mnie. Jak, Szanowny Panie, mam przekazać swoim czytelnikom
powyższą sekwencję zdarzeń, nie wychodząc na zarozumiałego polskiego pana,
który zamiast okazywać Rosjanom sostradanije wyrywa się ich krytykować i
pouczać?
Oczywiście, pan de Lazari jest człowiekiem zajętym i nie ma czasu na
udzielanie indywidualnych korepetycji. Ale że, jako pojętny uczeń, trochę już
się po lekturze jego artykułu domyślam, spróbuję po prostu zgadnąć, a
czcigodnego specjalistę od rosyjskiej dumy poproszę tylko o milczące
potwierdzenie. Rozumiem zatem, że pod żadnym pozorem nie wolno okazywać
wątpliwości co do wiarygodności zakończonych nagłym atakiem serca zeznań
odurzonego narkotykami terrorysty, na których opiera się oficjalna wersja
FSB, bo rosyjska bezpieka z punktu się obrazi. Rozumiem też, że niewybaczalną
gafą byłoby okazywanie zdziwienia, że identyfikacji zwłok człowieka zmarłego
na rosyjskim komisariacie na serce trzeba dokonywać po uzębieniu. Na
rosyjskich komisariatach tak po prostu bywa i nie Polakom pouczać wielki
naród, co to takiego wolność, demokracja czy prawa człowieka, bo, jak
słusznie cytuje pan de Lazari, Rosjanom milszy ich rodzimy śledź w
pomidorach, niż jesiotry, których by dla nich chcieli Polacy. No i, przede
wszystkim, nie wolno w ogóle zgłaszać żadnych wątpliwości co do sposobu, w
jaki Rosja walczy z terrorem, bo to uwłacza cierpieniom matek z Biesłanu
(które na okoliczność tej tragedii zostały honorowo awansowane na Rosjanki,
choć poza tym Osetyjczycy zaliczają się do tej samej co Czeczeni i Ingusze
kategorii podludzi, przez prostych Rosjan z właściwym im sostradanijem,
nazywanych czarnymi mordami). Rozumiem, że zdaniem pana de Lazari najlepszy
wzorzec pisania o Rosji dają media rosyjskie i słusznie chcieliby czynownicy
rosyjskiego MSZ narzucić go także krnąbrnym polskim dziennikarzom.
Rosjanie zawsze obrażali się łatwo. Jeden ze sztabowców generała Andersa
wspominał, że kiedy oddali sojusznikom znalezione w sali narad urządzenia
podsłuchowe, ci obrazili się tak, że trzeba było dopiero interwencji na
najwyższym szczeblu i wielokrotnych zapewnień, że Polacy są głęboko
przekonani, iż podsłuch założył się u nich sam. Potem rząd radziecki do tego
stopnia obraził się za uleganie przez Polaków hitlerowskiej propagandzie i
samo zadanie pytania, kto wymordował naszych oficerów w Katyniu, że aż w
słusznym gniewie zerwał z rządem polskim stosunki dyplomatyczne. Cóż
poradzić, wciąż dajemy Rosji powody do obrażania się. A to za fakt, że polska
policja nie złapała rosyjskich mafiozów, którzy pobili na polskim dworcu
rosyjskich turystów. A to znowu, że właśnie jakiegoś złapała, sugerując,
jakoby Rosjanie byli przestępcami. A to za głoszenie fałszywej wersji
historii drugiej wojny światowej, choć rosyjskie MSZ regularnie przypomina w
oficjalnych oświadczeniach jedyną, niezmienną od czasów Stalina prawdę o
pakcie Ribbentrop - Mołotow i 17 września. Lista polskich zniewag jest długa
i tylko w jednym, śmiem twierdzić, pan de Lazari pobłądził.
Otóż twierdzi on, że obrażamy Rosjan swą rusofobią. Nic bardziej błędnego.
Rusofobia, czyli strach przed Rosją, w najmniejszym stopniu Rosjan nie
obraża, przeciwnie, napawa ich dumą. Rosjan irytuje, wręcz przeciwnie,
właśnie to, że zdradziwszy słowiańską wspólnotę na rzecz Zachodu,
przestaliśmy się ich bać, w głupkowatym przekonaniu, że Ameryka i Europa nas
obronią. Rosjan to boli, bo Rosja dzisiejsza jest jak chory chuligan: zawsze
był najsilniejszy na ulicy, każdego mógł skopać, więc wszyscy pokornie mu się
kłaniali, a teraz nawet takie byle co jak Polska, marne paręset kilometrów od
jednego granicznego słupka do drugiego, kpi sobie w żywe oczy i śmie pouczać!
Doskonale rozumiem, jak uraża to rosyjską dumę, i naprawdę chciałbym
oszczędzić cierpień. Jest tylko jeden szkopuł. Jako dziennikarz, mogę
oczywiście nie zadawać pytania, kto i po co rozpętał wojnę w Czeczenii, i
zamknąć oczy na wszystko, co tam Rosjanie robią. Mogę udawać, że nie wątpię,
iż prawdziwie wolne media to media, którym uświadomiono konieczności. Mogę
udawać, że wierzę święcie jednego dnia, iż załoga "Kurska" ma się dobrze i
jest w kontakcie z ratownikami, a następnego, że cała zginęła od razu i w
ogóle nie było kogo ratować. Że wieża Ostankino zapaliła się wskutek
zderzenia z nieznaną wieżą zachodniej konstrukcji, że po solidnym ataku serca
chorego można poznać tylko po zębach etc. Tylko czułbym się wtedy jak ostatni
durak. A pan de Lazari nie pyta, nie wątpi, wierzy i najwyraźniej wcale się
tak nie czuje. I o to najgoręcej pragnę go spytać: jak Pan to robi?
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ