Rozmowa z Siemiątkowskim - GW

25.11.04, 18:31
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2407338.html
Rosyjska ofensywa - rozmowa ze Zbigniewem Siemiątkowskim

Rozmawiali Agata Nowakowska i Bartosz Węglarczyk 24-11-2004 , ostatnia
aktualizacja 24-11-2004 10:09

Rosyjskie elity nigdy nie pogodziły się z degradacją, której uległa Rosja na
skutek rozpadu ZSRR i nigdy nie przyjęły do wiadomości, że na zachód od Rosji
istnieją niezależne państwa. Celem rosyjskiej polityki zagranicznej jest
uzyskanie wpływu na politykę tych państw. A Rosja ma wielki atut - gaz i ropę
mówi Zbigniew Siemiątkowski

Agata Nowakowska, Bartosz Węglarczyk: Podczas przesłuchania w komisji ds.
Orlenu wypowiedział Pan wojnę Rosji. Mówił Pan o rosyjskim imperializmie, o
próbach odzyskania przez Rosję wpływów w krajach dawnego obozu wschodniego.
Ale nie poparł Pan tego żadnymi faktami.

Zbigniew Siemiątkowski, poseł SLD, w rządzie Millera szef Urzędu Ochrony
Państwa, a następnie (do maja br.) szef Agencji Wywiadu: Opisałem
rzeczywistość, którą w miarę uważny obserwator widzi od dawna. Wystarczy
śledzić dokładnie to, co się dzieje po wschodniej granicy, i czytać w miarę
uważnie tych, którzy mają coś na ten temat do powiedzenia.

Wysnuł Pan takie wnioski z czytania prasy?

- Nie tylko. Na użytek komisji mogłem korzystać z tego, co było mi znane z
analiz służb, które mi podlegały, gdy pełniłem funkcję szefa UOP czy Agencji
Wywiadu. Ale jest przecież jasne, że w Rosji coś się zmieniło, od kiedy
prezydentem został Władimir Putin. Putin jest zafascynowany historią Prus,
jest przecież z wykształcenia germanistą, pracował w Niemczech, czyta po
niemiecku i marzy, że Rosja zostaje uporządkowana na kształt sprawnego,
silnego, dobrze zorganizowanego państwa pruskiego. Państwo pruskie było
państwem prawa, choć nie było państwem demokratycznym. Więc Rosja ma być
takim państwem prawa, gdzie głównym reglamentującym prawo i należności będzie
państwo, a nie oligarchowie, nie gubernatorzy. I widzimy, że Putin w tym, co
robi, ma poparcie opinii publicznej.

Putin robi porządek z tymi, którzy w okresie tzw. kuponówki, czyli
prywatyzacji z początku lat 90., rozkradli rosyjski majątek. Państwo
odzyskuje pozycję w strategicznych sektorach gospodarki. Gdy Kreml
uporządkuje swoje wewnętrzne sprawy, znów dojdzie tam do głosu znany w
historii Rosji silny instynkt państwowy. Zacznie się proces odbudowy
imperium, tak dobrze znany nam z historii "proces zbierania ziem ruskich".

Nad stół

Polskie służby chyba dały się zaskoczyć temu rosyjskiemu imperializmowi.
Wszyscy nagle otworzyliśmy szeroko oczy ze zdumienia, gdy okazało się, że
taki człowiek jak Władimir Ałganow może brać udział w negocjacjach na temat
prywatyzacji właśnie strategicznych gałęzi gospodarki w Polsce.

- Nie demonizujmy Ałganowa. Takich jak on w Rosji są setki - rozmieszczonych
w newralgicznych punktach rosyjskiej gospodarki, rosyjskiego życia
politycznego i gospodarczego. Dziś w Rosji rządzi środowisko "siłowników"
wywodzących się z rosyjskich służb specjalnych oraz z wojska. Dla ludzi,
którzy obserwują to, co się dzieje za wschodnią granicą, nie jest
zaskoczeniem, że pojawił się ktoś taki jak właśnie Ałganow. On był w jakimś
sensie katalizatorem dla naszej opinii publicznej, ale na pewno nie dla służb.

Co jest celem Rosji? Odbudowa dawnego imperium, powrót do jakiegoś RWPG?

- Rosyjskie elity nigdy nie pogodziły się z degradacją, której uległa Rosja
na skutek rozpadu ZSRR, i nigdy nie przyjęły do wiadomości, że na zachód od
Rosji istnieją niezależne od niej państwa. Jeden z moich wysoko postawionych
rozmówców w Rosji mówił mi tak: - Pamiętaj, Rosja się trzy razy rozpadła.
Rozpadła się w momencie najazdu tatarskiego. Odrodziła się nie jako Ruś
Kijowska, lecz jako Ruś Moskiewska. I wystarczyło 300 lat od momentu, kiedy
sami byliśmy upokorzeni, żebyśmy rozebrali wasz kraj. Drugi raz rozpadliśmy
się po I wojnie światowej, a odbudowaliśmy się za Stalina. Trzeci raz za
Jelcyna, kiedy się zgodził w Białowieży na podpisanie rozpadu ZSRR. A cóż to
w historii Rosji znaczy 15 czy 20 lat? Popatrzymy na politykę Rosji wobec
Ukrainy, Gruzji, Mołdowy, krajów bałtyckich. Czy mój rozmówca nie miał racji?

Czy Rosja chce, żeby kraje Europy Środkowej i Wschodniej były od niej zależne
jak w latach ZSRR?

- Celem nie jest już doprowadzenie do ograniczenia suwerenności, wchłonięcia
tych krajów, lecz uzyskanie wpływu na politykę tych państw. Dziś siła
polityczna zależy w dużej mierze od siły ekonomicznej. Rosja ma wielki atut -
gaz i ropę. Gdy ropa czy gaz są wysyłane do Europy Zachodniej, Rosja może
sobie pozwolić wyłącznie na czysty rachunek ekonomiczny. Ale w takich krajach
jak Polska, Węgry, Słowacja czy kraje nadbałtyckie obok celów ekonomicznych
realizowane są również często cele polityczne. Wystarczy sięgnąć do
podpisanej w 2000 r. przez Putina Doktryny Bezpieczeństwa i Doktryny Obronnej
Rosji, gdzie mówi się wprost o "ekonomizacji polityki zagranicznej", czy
wypowiedzi Anatolija Czubajsa o liberalnym imperializmie jako nowej misji
Rosji.

Jak wygląda rosyjski plan podboju gospodarki energetycznej Polski?

- Nie wiem, czy istnieje taki plan. Wiem jedno, że w przypadku każdego
koncernu zachodniego, który chce robić interesy w Polsce, mamy do czynienia
tylko i wyłącznie z planem ekonomicznym, że za nim nie stoi plan polityczny
państwa, z którego pochodzi kapitał. Inaczej jest w przypadku Rosji. Można
przyjąć założenie, że główne rosyjskie koncerny swoją politykę ekspansji
kapitałowej mają powiązaną z generalnymi planami politycznymi państwa
rosyjskiego. Można sobie wyobrazić, że wykupienie przez Rosjan Rafinerii
Gdańskiej mogłoby skutkować obniżeniem wartości Orlenu.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że w ogóle nie powinniśmy wpuszczać rosyjskich
firm czy rosyjskiego kapitału do żadnych firm związanych z gazem, ropą czy
energią elektryczną.

- Nie możemy prowadzić takiej polityki, bo Rosjanie to nasi sąsiedzi, a my na
dodatek jesteśmy od nich uzależnieni. Zakup ropy od innych kontrahentów, na
przykład arabskich, i słanie tej ropy przez Naftoport do naszych rafinerii
Gdańskiej i Płockiej to olbrzymie koszty, które musieliby ponieść konsumenci.

To, co można zrobić, to wyprowadzenie relacji polsko-rosyjskich "nad stół", z
dala od jakichkolwiek ciemnych i nieprzejrzystych sytuacji, z dala od
niejasnych partnerów i pośredników nie wiadomo skąd. Skoro w tak ważnej
dziedzinie jak eksport i import nośników energii zależymy od Rosji w ponad 90
procentach, to nie możemy sobie pozwolić na szarą strefę. Trzeba wszystko
robić, opierając się na umowach państwowych obwarowanych gwarancjami państwa
i jasnymi pośrednikami.

Tajemnica J&S

Czy przed sprawą Kulczyka i Ałganowa zdarzały się wcześniej rosyjskie
ingerencje w polski przemysł, polską gospodarkę, takie szare transakcje?

- Cała historia związana z pośrednictwem firmy J&S, która sprowadza ropę z
Rosji dla Orlenu, to - najkrócej mówiąc - taki właśnie spadek.
    • ardzuna Re: Rozmowa z Siemiątkowskim - GW 25.11.04, 18:32
      Przed komisją mówił Pan, że od początku zdawał sobie sprawę z tego, że J&S
      powstała po to, by realizować interesy rosyjskie w Polsce. Kiedy zainteresował
      się Pan tą firmą?

      - Muszę być precyzyjny, bo J&S już wytoczyła mi proces. Ja sformułowałem
      jedynie pytanie badawcze, czy ta firma nie powstała do realizacji celów
      ekonomicznych naszego wschodniego sąsiada. A dlaczego to pytanie zadałem? Bo
      miałem świeżo w pamięci książkę napisaną przez rosyjskiego dziennikarza Paula
      Chlebnikowa o rosyjskim oligarsze Borysie Bierezowskim. Tego dziennikarza w
      sierpniu br. zastrzelono w Moskwie. W swej książce opisał on, jak wielkie
      rosyjskie koncerny wydobywcze obrastały małymi firmami pośredniczącymi
      zakładanymi poza granicami Rosji. Na przykładzie Łukoilu udowodnił, że firmy te
      zostały założone po to, by wypompować prowizje dla menedżerów tych firm.

      Czy tak było również w Polsce? Żeby zaoszczędzić sobie na kosztach ewentualnych
      procesów i sądzenie mnie, J&S powinna publicznie wyłożyć swe księgi, opisać
      przepływ kapitału, podać, ile wyniosły koszty i jak to było dzielone [szefowie
      firmy J&S odmówili "Gazecie" wywiadu - red.].

      Ja się o tej firmie dowiedziałem w połowie 1997 r. Wówczas ten nikomu nieznany
      pośrednik wynegocjował z zarządem Petrochemii kontrakt na pięć lat i wyrugował
      CIECh...

      ...a Pan jako ówczesny szef służb zainteresował się, jak do tego doszło, że
      CIECh, który miał monopol na sprowadzanie ropy, nagle wypadł z gry...

      - Interesowałem się do jesieni 1997 r., gdy SLD przegrało wybory, ja przestałem
      pełnić jakiekolwiek funkcje i przeszedłem do opozycji parlamentarnej, w której
      nie miałem prawie żadnych możliwości monitorowania tej sprawy. Później, na
      jesieni 2001 r., próbowaliśmy sobie zadać to pytanie i odpowiedzi na nie
      znalazły się w analizach, które trafiły do premiera i ministra skarbu.
      Zastanawialiśmy się w nich, czy ta transakcja jest bezpieczna dla kraju,
      analizowaliśmy aspekty inne niż tylko czysty zysk ekonomiczny.

      Powiedziałem w komisji, że kryterium ekonomiczne można stosować, kiedy się ma
      do czynienia z pośrednikiem, który sprowadza ziemiopłody, ale nie z takim,
      który faktycznie monopolizuje dostawy najważniejszego surowca strategicznego
      dla Polski.

      Rozmawiał Pan o tym z premierem?

      - Dziesiątki razy.

      Alarmował Pan rząd, gdy konsorcjum Rotch i Łukoil złożyło propozycję kupna
      Rafinerii Gdańskiej?

      - Wyłączność na negocjacje kupna Rafinerii dla Rotch to decyzja poprzedniego
      rządu. Rotch później doprosił do tegoż przetargu Łukoil. To był przełom 2001 i
      2002 roku. Wówczas moim zadaniem jako szefa UOP, a później Agencji Wywiadu było
      wskazywanie na zagrożenia dla bezpieczeństwa kraju i wskazanie taktyk i praktyk
      stosowanych przez rosyjskie koncerny. Wskazywaliśmy na przykład Litwę, gdzie
      amerykański koncern Williams kupił udziały w rafinerii Możejki, a potem
      odsprzedał je Jukosowi.

      Tyle że to nie służby podejmują decyzję, lecz minister skarbu, a szerzej Rada
      Ministrów. Uważam, że do transakcji sprzedaży Rafinerii Gdańskiej Łukoilowi i
      Rotch nie doszło dzięki temu, co pisały na ten temat służby.

      "Gazeta" pisała, powołując się na źródła w Agencji Wywiadu, że spółka
      handlująca telewizorami, założona przez jednego z szefów J&S, była miejscem
      spotkań oficerów rosyjskiego wywiadu w Polsce.

      - Nie mogę komentować, czy te informacje są prawdziwe, czy nie. Mogę
      powiedzieć, że obszernie na te pytania mówiłem podczas tajnej części
      posiedzenia komisji i czuję nawet niedosyt, że nie mogłem na ten temat więcej
      powiedzieć członkom komisji, bo eksperci uznali, że ujawniłbym tajemnice
      państwowe.

      Teraz jednym z dostawców ropy dla Orlenu jest rosyjska spółka Petroval. Nie
      sądzi Pan, że historia się powtarza?

      - Petroval to spółka w stu procentach należąca do Jukosu. A to oznacza, że nie
      jest to jakiś dziwny twór, którego właściciele mogą z dnia na dzień się
      spakować i zniknąć. To różni Petroval od J&S.

      Próbowaliśmy alarmować

      W przesłuchaniach przed komisją mówił Pan wyraźnie o zagrożeniach ze strony
      Rosji. Ale z drugiej strony rząd Leszka Millera nie robił nic, by się tym
      zagrożeniom przeciwstawić. Można było przecież uzyskać gaz np. z Norwegii czy
      dalej walczyć o podciągnięcie do Płocka nitki ukraińskiego rurociągu Odessa -
      Brody. Miała nim płynąć ropa z Morza Kaspijskiego, a więc niekontrolowana przez
      Rosjan.

      - Problem z Ukrainą polega na tym, że w wielu obszarach na forum
      międzynarodowym optowaliśmy za Ukrainą, a potem okazywało się, że zdanie
      ukraińskie jest w takiej sprawie odmienne. Polska optowała, żeby gazociąg nie
      omijał Ukrainy, a z punktu widzenia Ukrainy to okazało się sprawą drugorzędną.
      Ostatecznie gazociąg ominął Ukrainę. A z punktu widzenia Rosji nie jest
      obojętne, jak ropa i gaz są transportowane, przez jakie kraje, jakie kraje mają
      do nich dostęp.

      Nasze służby pozytywnie opiniowały projekt budowy silnego środkowoeuropejskiego
      koncernu paliwowego. Głównie dlatego, że wyciągaliśmy wnioski z ekspansji
      rosyjskich koncernów na Bałkanach, gdzie wpływy rosyjskie są dziś gigantyczne.
      Węgrzy mieli w tej sprawie podobny do nas pogląd. Byliśmy zwolennikami budowy
      nowoczesnych koncernów paliwowych. Pionowych - od złoża poprzez przesył,
      przerób i sprzedaż. Dopiero taki koncern ma szanse utrzymać się we współczesnym
      świecie.
      • ardzuna Re: Rozmowa z Siemiątkowskim - GW 25.11.04, 18:33
        Powinniśmy zrobić to, co pragną uczynić koncerny rosyjskie, które posiadają
        złoża, rurociągi, a cierpią na brak rafinerii oraz sieci sprzedaży. I tego
        właśnie szukają w Europie Środkowej i Wschodniej. Stąd ich zainteresowanie
        Rafinerią Gdańską i Orlenem. Nie trzeba chyba przekonywać, jak groźna byłaby
        sytuacja, gdyby w rękach rosyjskich znalazły się nie tylko dostawy, ale i
        przerób i sprzedaż ropy naftowej. Rolą moją i szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego
        było zbierać tego typu opinie, rozmawiać z naszymi kolegami po fachu w tej
        części Europy.

        Był Pan sfrustrowany tym, że tak niewiele rząd Leszka Millera zrobił w sprawie
        dywersyfikacji dostaw gazu i ropy?

        - Jestem sfrustrowany, że ja i moi współpracownicy bierzemy w skórę za to, że
        próbowaliśmy coś mówić, coś pisać, alarmować. O premierze Leszku Millerze można
        wiele złego powiedzieć, ale w sprawie rosyjskich wpływów w rynku energetycznym
        wykazał daleko idące zrozumienie. Żaden z dysponentów w tym obszarze nie może
        powiedzieć, że nie miał wiedzy i nie był przestrzegany.

        Do prokuratury wpłynął tajemniczy donos dotyczący firmy J&S, który był zbieżny
        podobno z notatkami Agencji Wywiadu. Czy złożyli go Pańscy ludzie zniechęceni
        brakiem reakcji polityków?

        - Historia zawiadomień do prokuratury jest bardzo bogata. Pierwsza informacja
        pochodziła z 7 lutego 2002 roku, to była z mojej strony próba zainteresowania
        innych instytucji prawa niż służby ochrony bezpieczeństwa państwa. Sądziłem, że
        prokuratura potraktuje to nie jako doniesienie o przestępstwie, lecz jako
        pretekst do wszczęcia postępowania sprawdzającego.

        Potem słaliśmy do prokuratury kolejne doniesienia, a ta umarzała kolejne
        dochodzenia w podsuwanych przez nas sprawach. To było bardzo frustrujące.
        Jestem ciekawy, jak komisja z tym faktem sobie poradzi. Ja mam nadzieję, że w
        końcu przestanie się zajmować wątkiem zatrzymania Modrzejewskiego, bo to trzy
        miesiące już trwa, nie wiem, co jeszcze można wydusić z tego wątku.

        Komisja zajmuje się wątkami, które są bardzo ciekawe, ale z punktu widzenia
        komisji poboczne. Bo spotkanie Ałganow - Kulczyk jest interesujące,
        fascynujące, dające odpowiedź na pytanie, jak wygląda polski kapitalizm, tylko
        w żaden sposób nie przystaje do odpowiedzi, jak wyglądał nadzór właścicielski
        skarbu państwa nad Orlenem.

        Nie mogę się doczekać, kiedy komisja zacznie przepytywać ludzi z działu zakupów
        Orlenu i prezesów zarządów. Jedną z pierwszych decyzji komisji było zwrócenie
        się do Orlenu o dokumentację, zwrócenie się do fundacji Jolanty Kwaśniewskiej o
        dokumentację, zwrócenie się do kancelarii prawniczej szefa rady tej fundacji
        Andrzeja Kratiuka o dokumentację, a nikt nie wpadł na pomysł, żeby się zwrócić
        do firmy J&S o dobrowolne wydanie kontraktu i dokumentacji kontraktów na
        dostarczanie ropy Orlenowi.

        Tak bardzo obawia się Pan Rosjan, tymczasem węgierski MOL odsprzedał udziały
        Jukosowi. Czyli oni tak się Rosjan nie boją?

        - MOL potrafił wynegocjować z Rosjanami taką umowę, że uzyskał od nich dostęp
        do złóż. To bardzo ważne. Strategia konsolidacji polskiego sektora
        energetycznego polegać miała na fuzji Rafinerii Gdańskiej z Orlenem. W
        następnym etapie mieliśmy szukać partnera w Europie Środkowo-Wschodniej, np.
        właśnie węgierskiego MOL-a. Węgrzy proponowali nam w tym okresie, żebyśmy
        wspólnie wynegocjowali z Unią Europejską zgodę na "złotą akcję", czyli taki
        udział państwa w tym koncernie, który gwarantowałby państwu kontrolę. Oni byli
        gotowi, był jakiś plan. Dlaczego się nie udało go zrealizować, to już inna
        sprawa.

        Namnożyło się pośredników

        Pańscy węgierscy koledzy zgadzali się z Waszymi ocenami rosyjskiego zagrożenia
        na rynku energetycznym. Jak to jest więc możliwe, że im się udało wynegocjować
        dobry kontrakt, a nam nie?

        - Może zbyt długo - i dobrze z ich punktu widzenia - pozostawali w kulturze
        habsburskiej. To spowodowało, że ich elity mają większe poczucie
        odpowiedzialności i realizmu. Naszym problemem było to, że namnożyło się nam
        pośredników, lobbystów, genialnych inżynierów finansowych, którzy nigdy nic nie
        zbudowali i nie wyprodukowali, ale za to potrafili świetnie kupić i sprzedać.
        Oni nas obrośli, to główna zmora naszej gospodarki.

        Zbyt dużo w Polsce jest sytuacji, w których decyzja zależy od urzędnika,
        ministra czy wójta. Wówczas w lepszej sytuacji jest ten, kto ma do takiego
        urzędnika dojście.

        Czy taką sytuacją były zabiegi Dochnala o dojścia do polityków?

        - Nikt nie może powiedzieć, że nie znał roli, jaką pełnił Iksiński czy
        Igrekowski, jakiś znany biznesmen, który się kręcił przy wielkich projektach. O
        tym, że się kręci, że jest zainteresowany, z kim jest powiązany, komu co
        obiecał, o tym wszystkim ci, którzy powinni wiedzieć, wiedzieli od służb
        państwa.

        Tyle złego się mówi na temat funkcjonowania naszego państwa. A przecież sprawa
        Dochnala od początku do końca została rozpracowana właśnie przez instytucje
        państwa. Tu nie było śledztwa dziennikarskiego. Od początku ktoś go wziął pod
        lupę, musiano zebrać naprawdę jakieś istotne informacje na temat jego
        działalności, by sąd wydał zgodę na podsłuch.

        Oto pierwszy w historii III RP przypadek, że służby tak dobrze udokumentowały
        korupcję na najwyższym piętrze. Mam nadzieję, że w ABW są jeszcze inne dowody i
        wątki. I może to jest dobry moment, żeby przyjrzeć się działalności Dochnala
        przy prywatyzacji hut stali, przy Hucie Częstochowa, przy tym, co próbował
        robić w sieciach energetycznych, przy cementowniach czy przy TP SA.

        Co dla Pana było najbardziej wstrząsające w taśmach Dochnala?

        - Potworna degeneracja ludzi biznesu, którzy się posługują takimi metodami, jak
        również tych ludzi świata politycznego i urzędniczego, którzy są gotowi dla
        mercedesa z przyciemnianymi szybami narazić skarb państwa na straty, a interes
        państwa wystawić na niebezpieczeństwo.
        • ardzuna Re: Rozmowa z Siemiątkowskim - GW 25.11.04, 18:33
          A nie wstrząsnęło Panem, że poseł Pęczak był gotowy wyprzedać nas Rosjanom?

          - Mam wrażenie, że tu trafił mitoman na mitomana. Z jednej strony Dochnal
          opowiadał Rosjanom o swoich niebotycznych możliwościach, a te jego możliwości
          zbiegały się do tego, że miał w swojej stajni posła Pęczaka. Z drugiej strony
          poseł Pęczak chciał podkreślić swoją wartość, opowiadając, jakie to on ma
          możliwości w stronie rządowej. To moim zdaniem optymistyczne, że Dochnal mógł
          skorumpować tylko kogoś takiego jak pan Pęczak.

          Czuję się podle, gdy czytam, że ktoś z mojej parafii politycznej potrafi się
          tak zachować. Ale zwracam uwagę, że to dotyczy zawsze takich, którzy na długo
          przedtem, zanim objęli stanowiska, już w potocznej opinii środowiskowej
          uchodzili za ludzi przekupnych. Pamiętam, jak podczas masówki na Torwarze
          ustawialiśmy listy kandydatów do Sejmu. Jak Krzysztof Janik wywoływał nazwisko
          Andrzeja Pęczaka, to z sektora, w którym siedziała łódzka delegacja, odezwały
          się gwizdy. Pamiętam też, że gdy Leszek Pogan miał zostać wojewodą opolskim,
          tamtejsi działacze SLD przysłali petycję, w której napisali, że Pogan jest
          łapówkarzem, że jest skorumpowany. Petycję przywiózł poseł Szteliga i to on
          popadł w niełaskę, bo dawano wiarę Poganowi, a nie autorom petycji.

          Z jednej strony Pęczak, z drugiej ja

          Do tej pory niektórzy działacze SLD okradali skarb państwa. Teraz okazuje się,
          że byli gotowi także sprzedać nasz majątek Rosjanom. Pamięta Pan posła Leszka
          Moczulskiego, który kiedyś rozszyfrował skrót PZPR jako Płatni Zdrajcy
          Pachołkowie Rosji?

          - Na Boga, z jednej strony jest Pęczak, z drugiej strony jestem na przykład ja,
          szarpiący się, ostrzegający. Pamiętajcie, że gdy kierowałem służbami, miały one
          absolutnie zielone światło na pisanie w raportach i analizach tego, co chciały.
          Gdy objąłem kierownictwo UOP, powiedziałem swym podwładnym jasno, że biorę na
          siebie odpowiedzialność polityczną za treść ich analiz i raportów. Jeśli czuję
          teraz jakikolwiek żal, to dlatego, że kilku młodym ludziom skrzywiłem kariery w
          służbach, bo pisali, co pisali, a teraz przyjdzie jakiś mój następca i da im po
          łapach, bo pracowali dla czerwonego.

          Pamiętajcie też, że przy wszystkich swych wadach Leszek Miller w tej sprawie
          zachował daleko idącą ostrożność i w większości ufał naszym analizom w sprawach
          wschodnich.

          Czy afera Pęczaka, w której chodzi o sprzedaż polskiego majątku Rosjanom, może
          pogrzebać SLD?

          - Ci wyborcy, którzy mieli od nas odejść, już odeszli dwa lata temu. Ci
          wyborcy, którzy przy nas zostali, analizują sytuację i widzą, że w przypadku
          Pęczaka mamy po prostu do czynienia z mitomanem.

          Jerzy Urban uważa, że SLD powinno się samorozwiązać...

          - Rozwiązać i co dalej? Zaczniemy od nowa po wyborach. Liderzy odpowiedzialni
          za dzisiejszy stan rzeczy odejdą, przyjdą nowi. Potrzebujemy nowej generacji
          działaczy lewicowych. Jak patrzę, ilu działaczy nie wychodzi z powiatowych
          organizacji - Kalisz, Łybacka, Szarawarski, Różański - to widzę, że w partii
          istnieje ogromna chęć zmian.

          Lewica potrzebuje kogoś, kto ją odbuduje. Kogoś o niekwestionowanym
          autorytecie, kogoś kojarzonego z lewicą, ale nie związanego bezpośrednio z SLD.
          Dziś jest tylko jeden taki człowiek - Aleksander Kwaśniewski. Dlatego jest
          jasne, że celem komisji Orlenu jest Kwaśniewski. Jeśli uda się przy tym
          ustrzelić Millera czy mnie, to nikt oczywiście nie będzie płakał. Ale opozycji
          chodzi o usunięcie Kwaśniewskiego ze stanowiska na sześć miesięcy przed końcem
          jego kadencji. Chodzi o to, by pozbawić go autorytetu niezbędnego do budowania
          nowej lewicy i skupienia wokół siebie sierot po obecnych partiach lewicowych.


          Rozmawiali Agata Nowakowska i Bartosz Węglarczyk
    • ignorant11 Pogadajmy o ropie 26.11.04, 00:22
      Sława!

      Gaz ciagniemy z Jamalu, ale skad rope?

      Bo spojrzalem na mape i zauwazylem ze Jamal to az 70-ty równoleznik, na którym
      lezy Astana, Afganistan i Pakistan.

      Oczywiscie mapa nie byla w rzucie MErkatora, wiec trudno jest zmierzyc cyrklem
      odleglosc.

      Jednak ten dystans nie wydaje mi sie wiekszy niz do Iranu, który rowniez potega
      gazowa.

      Cos mi przyszlo do glowy, ze chyba nas robia w balona, ze ruskie zloza sa
      najblizej nas, bo Jamal to jednka duuuzo dalej niz Irak, czy M Kaspijskie.

      Moze jednak wcale nie musimy byc tak bardzo uzaleznieni od rosysjskich zloz?


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
Pełna wersja