Dodaj do ulubionych

Glucksmann w Rzeczpospolitej

06.02.05, 12:19
WIDZIANE Z PARYŻA

Despota jednak nieoświecony
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050205/plus_minus_a_10.html
Zwycięstwo Wiktora Juszczenki ma kluczowe znaczenie dla losów Europy. Bitwa o
Kijów przywraca czasowi właściwy bieg.


Zbyt wielu z nas, zapatrzonych w kolejną rosyjską ułudę, zadowoliło się
wyobrażeniem Rosji nieodwołalnie wkraczającej na dobrą drogę. To były
mrzonki. Udzieliły się wszystkim, którzy zabiegali o względy Władimira
Putina. Od przywódców sprzyjających interwencji w Iraku, jak Silvio
Berlusconi i Tony Blair, po owych niezłomnych "anty", jak Jacques Chirac i
Gerhard Schröder. Wszyscy spierali się o to, komu przypadnie w udziale
przywilej zaproszenia rosyjskiego prezydenta do własnej willi; jeździli do
Sankt Petersburga; kadzili w Moskwie, bez cienia ironii, nowemu piewcy
demokracji, wznoszonej na stosie czeczeńskich trupów.

Ukraińskie powstanie powinno przetkać uszy niedosłyszącym. Putin nie
zapanował ani nad swymi inicjatywami, ani nad swoim językiem. Bez cienia
wstydu ingerował w sprawy państwa, którego niepodległość uszła jego uwagi.
Jego [Putina] sojusznicy, lokalni mafiosi, rządzili za pomocą państwowego
kłamstwa, zastraszania przeciwników albo zapychania urn wyborczych.
Względnie - kiedy było trzeba - likwidowania dziennikarzy i opozycjonistów,
nożem lub trucizną.

Władimir Władimirowicz nie kryje zawziętej woli odtworzenia swojej "strefy
wpływów", przynajmniej w imperialnym wymiarze "bloku słowiańskiego". Nie
skrywał swej pogardy dla podstawowych reguł wyborczych. Obce jest mu pojęcie
uniwersalności praw człowieka. Jeśli ten wielki demokrata miałby szukać
nakrycia głowy, to najlepiej pasowałby mu hełm kolonialny. Zaskoczony przez
ukraiński opór, po sowiecku wychłostał "atlantycki spisek".

Czy jednak wypada pojmować dosłownie te raptowne antyamerykańskie i
antyeuropejskie tyrady? Chyba nie bardziej niż jego wcześniejsze "liberalne"
wyznania wiary. Putin należy do nomenklatury, która - po 70 latach komunizmu
i 10 latach postkomunistycznych spustoszeń - nie wierzy już w nic. Ludzie z
byłych sowieckich "służb" niezbyt przejmują się prawdą. Słowom można nadawać
dowolne znaczenie. Nie chodzi o to, żeby przekonać, ale by pokonać. Wyborcze
manipulacje na Ukrainie, bezkarne bombardowania na Kaukazie: dobre są
wszystkie środki prowadzące do zachowania władzy, a jeszcze lepiej - do jej
rozszerzenia. A każdą porażkę lepiej przypisać złej woli przeciwnika niźli
własnemu zaślepieniu.

Odpowiadając prasie międzynarodowej, Władimir Putin krytykuje "permanentną
rewolucję" i jej "niebezpieczne nieporządki". Potępia ulicę, która obaliła
Miloszevicia w Belgradzie; różane i pomarańczowe rewolucje, które zmiotły
postsowieckie kukły w Gruzji i na Ukrainie. W ten sposób, sam o tym nie
wiedząc, Putin wskazuje zjawisko godne najwyższego szacunku: bardzo długie
powstanie. Wybuchło ono w Poznaniu i Budapeszcie w 1956 r., trwało wraz z
ruchem rosyjskich dysydentów w latach 60.; potem była Praga '68,
walka "Solidarności" w latach 80., upadek muru berlińskiego i powolna,
bolesna demokratyzacja Europy Środkowej.

Kreml nie ceni tych kolejnych zrywów wolnościowych. Odwoływanie się przez
Putina do pojęcia "permanentnej rewolucji" oznacza w istocie właściwą
moskiewskim władcom niezdolność odnowienia własnego słownika, a także brak
konceptu (wyjątkiem był tu Gorbaczow). Antytotalitarne rewolucje nie mają nic
wspólnego z Trockim, o czym świadczą trockistowskie niedobitki rozsiane po
zachodnich uniwersytetach, zmobilizowane przez całą dobę przeciwko Bushowi,
lecz nigdy przeciwko rosyjskim okrucieństwom w Czeczenii.

Po runięciu muru berlińskiego kraje wychodzące z komunizmu wkraczały do
historii. Miały wolny wybór - stanęły przed dwoma możliwymi wariantami
własnej przyszłości. Zachód dostrzegł tę alternatywę z opóźnieniem, nie
bardzo wiedząc, jak się wobec niej zachować. Po 1989 r. otwierały się dwie
drogi. Pierwszą symbolizowali Lech Wałęsa i Vaclav Havel. Tę drugą uosabiał
Miloszević. Gdy w Czechosłowacji aksamitni rewolucjoniści, byli dysydenci,
dochodzą do władzy, ich wybór - gruntownie demokratyczny - nie jest wcale
łatwy. Jest wręcz bardzo skomplikowany, bo trzeba stawić czoło ubóstwu i
korupcji. Havel przedstawia jednak przemyślany i jasny plan: wolność przede
wszystkim. I raptem Słowacja i Republika Czeska potrafią się rozstać bez
wojny, by w końcu wspólnie dołączyć do Unii Europejskiej. Natomiast wariant
Slobodana Miloszevicia promuje sojusz funkcjonariuszy aparatu represji: jeśli
nawet odrzuca ideologię komunistyczną, to przecież zachowuje stare metody i
techniki opresyjne. Skutek: wojny i czystki etniczne.

Wszystkie kraje byłego ZSRR stoją wobec podobnej alternatywy. Na nieszczęście
dla Białorusinów ich państwo stało się przykładem złego wyboru:
kryptokomunistycznej dyktatury w faszystowskim stylu. Odmienny wybór na
Ukrainie już procentuje na rzecz demokracji. Rosja nie powiedziała jednak
ostatniego słowa. Czyżby Putin wolał Miloszevicia od Havla czy Juszczenki?

Mylą się nasze elity, upierające się przy wierze w Rosję, która - ich
zdaniem - pogrzebawszy swój komunizm, zmierza, siłą rzeczy, wprost ku
zachodniemu szczęściu. Tylko ideologiczna aberracja może zrodzić równie
uproszczone rozumowanie. Za sprawą przesądu, odziedziczonego po wieku XIX,
panuje przekonanie, że możliwe są jedynie dwa systemy: albo ten liberalny,
otwarty i tolerancyjny, albo system kolektywistyczny i monolityczny. Stąd
bierze się przeświadczenie, że gospodarka rynkowa doprowadzi mechanicznie do
demokracji.

Owemu zacnemu determinizmowi przeczył przecież cały XX wiek! W tym kontekście
wystarczy przypomnieć, że w 1930 r. gospodarka rynkowa w Niemczech była
dalece wyżej rozwinięta, niż jest dzisiaj w Rosji! Kapitalistyczna baza
niemieckiej gospodarki w najmniejszej mierze nie powstrzymała nazizmu.
Hitlerowskie Niemcy wykazały, że państwo może być doskonale wyposażone
jednocześnie - w polityczne i wojskowe struktury autorytarne czy totalitarne
oraz w kapitalistyczne struktury gospodarcze.

Głosując na Putina, naród rosyjski domaga się "oświeconego despoty".
Człowiek, który zasiada dziś na Kremlu, nie spełnia jednak tego kryterium.
Despota? Owszem. Oświecony? Wątpię. Atrybut "oświecenia" przynależy wszak
osobowości świadomej zagrożeń i wyzwań sytuacji oraz potrafiącej im
sprostać...

Uczulony na wolność prasy; obojętny na nędzę i rewolty przez nią dotkniętych;
nieszanujący godności ubogich, także emerytów; lekce sobie ważący ustawy i
prawo - by wspomnieć aferę Jukosu czy łodzi podwodnej "Kursk". Nie nauczył
się niczego nowego po szkole KGB. Potwierdza, że kto raz został czekistą,
pozostanie nim na całe życie. Za Kaukaz zbiera laury strażaka-piromana. Od
pięciu lat prowadzi wojnę, która miała doprowadzić do unieszkodliwienia 1 - 2
tysięcy "terrorystów"... Co za fiasko!

Putin, mistrz fanfaronady, lubi być porównywany z Charles'em de Gaulle'em,
który po pięciu latach władzy doprowadził do zakończenia wojny algierskiej,
podlegającej zresztą osobnej ocenie. Nawet gdyby tego chciał, Putin wydaje
się niezdolny do nakazania własnej armii podjęcia choćby negocjacji
pokojowych! Trudno uznać za "oświeconego" szefa państwa, który w końcu 2004
r. przelatuje helikopterem nad ruinami Groznego, kontempluje rozmiary swego
dzieła totalnego zniszczenia, a potem wykrzykuje: "Ależ to jest odrażające!".
Czyżby nie wiedział wcześniej o rozmiarach spustoszeń, znanych każdemu
telewidzowi? Jeśli jest szczery - jest niekompetentny. Jeśli zaś gra komedię,
to jako załzawiony błazen nie rozśmiesza.

Rosja, na którą tak bardzo się stawia - druga światowa potęga atomowa
planety, drugi w świecie sprzedawca broni, drugi z posiadaczy największych
zasobów energetycznych - jest dzisiaj u
Obserwuj wątek
    • ardzuna Glucksmann w Rzeczpospolitej - c.d. 06.02.05, 12:19
      Rosja, na którą tak bardzo się stawia - druga światowa potęga atomowa planety,
      drugi w świecie sprzedawca broni, drugi z posiadaczy największych zasobów
      energetycznych - jest dzisiaj u naszych granic bombą z opóźnionym zapłonem.
      Stając z podniesionym czołem naprzeciw swego wielkiego sąsiada, Ukraińcy dają
      Europejczykom lekcję odwagi i przykład przejrzystości spojrzenia; przekazują
      także płomień, który wygasł w tak wielu spośród nas.

      ANDRÉ GLUCKSMANN, tłum. Grzegorz Dobiecki
      • zenta1 Re: Glucksmann w Rzeczpospolitej 07.02.05, 18:25
        Glucksmann chory ? Dawno nie czytałem tak interesującej korespondencji z
        Paryża. Jesli G. jest chory, to również prawie wszyscy Polacy są chorzy.
        Swoją drogą, jesli jeden Francuz zrozumiał Putina i jego politykę, to dlacvzego
        nie rozumieją tego inni Francuzi ?
        • ardzuna Re: Glucksmann w Rzeczpospolitej 07.02.05, 20:59
          zenta1 napisał:

          > Swoją drogą, jesli jeden Francuz zrozumiał Putina i jego politykę, to
          dlacvzego
          >
          > nie rozumieją tego inni Francuzi ?

          Dobre pytanie, nie mam na nie odpowiedzi, oprócz podejrzenia, że chodzi im
          przede wszystkim o szukanie sojuszników w swoim obłędnym, pełnym kompleksów
          antyamerykanizmie.
      • ardzuna Re: Glucksmann w Rzeczpospolitej 07.02.05, 20:58
        kacap_z_moskwy napisał:

        > Zajzy na www.inosmi.ru
        naberz w poszukiwarce autorow - Глюксман i jak
        > zrozumiesz poczytaj, albo masz linki do jezyku media gdzie to nadano.

        Nic nie muszę czytać, kacapie (notabene, nick dobrany zadziwiająco trafnie,
        gratuluję!), bo i tak od dawna wiem, że Glucksmann jest jedną z najbardziej
        znienawidzonych w Rosji osób - znienawidzonych za mówienie prawdy.
          • ardzuna Re: Glucksmann w Rzeczpospolitej 08.02.05, 11:13
            kacap_z_moskwy napisał:

            > Prawda jest rozna.
            > Tylko czesto sie chce myszlec ze jest taka jak sie chce. A potem okazujesie
            ze
            > jest inna.

            No własnie, i przedstawiam to gwoli twojej rozwagi, kolego Rosjaninie. Mam
            nadzieję, że zgodnie z tym co napisałes zakładasz, że to ty mozesz błędnie
            myśleć, ze prawda jest taka, jaką byś ją chciał widzieć - a w rzeczywistośmi
            moze być zupełnie inna.
            • kacap_z_moskwy Re: Glucksmann w Rzeczpospolitej 09.02.05, 05:35
              Oczywiszcze moge sie mylic!!!!! I napewno to robie. Ale faceczi co G. w swoim
              zapale nie widza niczego. I to jest blad. Bo dla nich wszystko jest czarne.
              Tylko podejzewam zapomnial jak zwykle spytacz nas, czyli narod, ktory tu zyje.
              Morze jednak sami to o swoich sprawach bedziemy rozwarzac. I to nie znaczy ze
              trzeba sie wsytkim z nami zgadzac. Tylko trzeba patrzec (probowac) i z oczy
              samych obywateli Rosji.
              • ardzuna Re: Glucksmann w Rzeczpospolitej 11.02.05, 20:39
                kacap_z_moskwy napisał:

                > Morze jednak sami to o swoich sprawach bedziemy rozwarzac.

                Alter ego yigora się tu pojawiło, czy co?

                No wiesz, jeśli się popełnia zbrodnię (jak Putin na narodzie czeczeńskim) to
                oczywiście, że woli się byc pozostawionym samemu sobie, ale wspólnota
                międzynarodowa czasem jednak reaguje (vide hitleryzm) - niestety rzadko. A
                szkoda.
    • ignorant11 Ale co my możemy zrobić? 15.02.05, 03:05
      Sława!

      Obrazic sie na Ruskich za ich zbrodnie w Czeczenii?

      Wychwalać zabijanie osetyńskich dzieci?

      A może mamy udusic sie z braku gazu i wyschnąc z pragnienia ropy?

      Karte ukrainska rozegralismy wspaniale doprowadzac Moskwe do najwiekszego
      upokorzenia i klęski od 350lat...

      Mamy powiedzieć Królewskim, że w odwecie za Czeczenie nie bedziemy pływac przez
      Ciesnine Pilawską? No to przekopujemy Mierzeje...

      Mamy powiedzieć Moskalom, że skoro oni sa zbrodniarze, to my nie będziemy ich
      karmić i zaprzestaniemy exportu zywnosci do Rosji?

      A gdybyśmy byli o wiele potęzniejsi, to co? Mielibyśmy wyslać lotniskowce na
      Morze Czarne?

      Może naszą Brygade Podhalańska w Kaukaz?

      A może zagrozimy Kremlowi atakiem nuklearnym?

      Co mamy zrobić...


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      • ardzuna Re: Ale co my możemy zrobić? 15.02.05, 17:54
        ignorant11 napisał:

        > Obrazic sie na Ruskich za ich zbrodnie w Czeczenii?
        >
        > Wychwalać zabijanie osetyńskich dzieci?

        Podpisuję się pod Prochazką. A poza tym chcę zauważyć, że "ghdzie rzym, gdzie
        Krym" i nie rozumiem, czemu realistyczne podejście do Rosji ma oznaczać
        wychwalanie zabijania Bogu ducha winnych osetyńskich dzieci.

        > A może mamy udusic sie z braku gazu i wyschnąc z pragnienia ropy?

        Nie jedna Rosja ma gaz i ropę.
        • ignorant11 Re: Ale co my możemy zrobić? 17.02.05, 12:27
          ardzuna napisała:

          > ignorant11 napisał:
          >
          > > Obrazic sie na Ruskich za ich zbrodnie w Czeczenii?
          > >
          > > Wychwalać zabijanie osetyńskich dzieci?
          >
          > Podpisuję się pod Prochazką. A poza tym chcę zauważyć, że "ghdzie rzym, gdzie
          > Krym" i nie rozumiem, czemu realistyczne podejście do Rosji ma oznaczać
          > wychwalanie zabijania Bogu ducha winnych osetyńskich dzieci.
          >
          > > A może mamy udusic sie z braku gazu i wyschnąc z pragnienia ropy?
          >
          > Nie jedna Rosja ma gaz i ropę.

          Sława!

          NO tak, ale wtedy znowu łatwo zarzucił gołosłownośc i pustosłowie takiej
          polityce.

          Natomiast w brew temu co się sadzi, nie ma oczywistych alternatyw dla
          rosyjskich paliw.., czy słuchałas komisję w sprawie Orlenu?

          Kaspisjka ropa i gaz sa jednak opcjami bardziej teoretycznymi niz realnymi,
          podobnie z iracka i libisjka.

          Brak jest odpowiedniej infrastruktury i skali przedsięwziecia, a to pociagałoby
          za soba miliardy inwestycji, których Orlen nie ma:(((


          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          • stary.prochazka Re: Ale co my możemy zrobić? 17.02.05, 15:35
            > Kaspisjka ropa i gaz sa jednak opcjami bardziej teoretycznymi niz realnymi,
            > podobnie z iracka i libisjka.
            >
            > Brak jest odpowiedniej infrastruktury i skali przedsięwziecia, a to pociagałoby
            >
            > za soba miliardy inwestycji, których Orlen nie ma:(((

            a od czego jest państwo? Przecież tu nie chodzi o interes Orlenu tylko o
            bezpieczeństwo energetyczne kraju, to jest kwestia nie tylko gospodarki ale i
            polityki międzynarodowej.
            • ignorant11 Re: Ale co my możemy zrobić? 17.02.05, 23:13
              stary.prochazka napisał:

              > > Kaspisjka ropa i gaz sa jednak opcjami bardziej teoretycznymi niz realnym
              > i,
              > > podobnie z iracka i libisjka.
              > >
              > > Brak jest odpowiedniej infrastruktury i skali przedsięwziecia, a to pocia
              > gałoby
              > >
              > > za soba miliardy inwestycji, których Orlen nie ma:(((
              >
              > a od czego jest państwo? Przecież tu nie chodzi o interes Orlenu tylko o
              > bezpieczeństwo energetyczne kraju, to jest kwestia nie tylko gospodarki ale i
              > polityki międzynarodowej.

              Sława!

              Własnie z tej dyskusji wynikało, że w skali samej Polski interes nie byłby
              opłacalny.

              Ale juz Orlen połaczony z MOL i OMV byłoby w stanie rozwiązać problem skali.

              A tu juz kłania sie ABC...


              Pozdrawiam i zapraszam na:
              Forum Słowiańskie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka