Epi student (trochę długie)

11.04.06, 11:08
Muszę się z Wami czymś podzielić, bo jestem w szoku. Jak już pisałam, obecnie
jestem w trakcie zmiany leków, a w ten poniedziałek miałam mieć egzamin z
ostatniego przedmiotu na tych studiach (na czerwiec piszę pracę). Do samego
końca byłam pewna, że pójdę, ale rano zaczęłam się słabo czuć, do tego taki
lęk i niepokój (wcale nie przed egzaminem , bo on był łatwy). Jestem w takiej
sytuacji, że jeśli coś mi się stanie, nikt po mnie nie przyjedzie, więc
wystraszyłam się i zostałam w domu. Moja koleżanka wzięła ode mnie
zaświadczenie,że jestem chora i poprosiłam ją, żeby mi wyznaczył drugi termin
egzaminu. A gość powiedział, że on wszystko rozumie, ale choroba mnie nie
usprawiedliwia, bo to tak, jakbym miała padaczkę, poszła na studia i bez
chodzenia na zajęcia chciała dostać dyplom. Ruszyło mnie to, bo ja
zachorowałam na drugim roku i naprawdę walczyłam, żeby te studia skończyć -
jeździłam na konsultacje, zdawałam, nadrabiałam. I wszystkie egzaminy
zdawałam sama, bez żadnej litości. A na koniec on powiedział, że w maju,
oprócz obowiązkowego zakresu egzaminu mam wymyślić coś, żeby go przekonać,
żeby dał mi zaliczenie! Za karę, że czasem nie chodziłam na zajęcia i że
teraz się nie stawiłam. Wspomnę jeszcze , że na IV roku, pewna kobieta
skreśliła mnie ze swoich zajęć w połowie drugiego semsetru, bo często mnie
nie ma, a ona nie ma czasu zostawać ze mną na konsultacjach. Pomimo
zaświadczeń lekarskich (mam trzy - od trzech lekarzy)powiedziała: rozumiem,
ale...I tak samo wczoraj: rozumiem, ale...Że też się człowiekowi chce na
ostatniej prostej stawiać studentom płotki...Pozdrawiam
    • very_martini Re: Epi student (trochę długie) 11.04.06, 20:05
      Egzamin poprawkowy przy nieobecności na pierwszym terminie,niezależnie od
      przyczyny, należy Ci się jak psu zupa. Chyba że w regulaminie studiów Twojej
      uczelni jest inaczej.

      Jeśli chodzi o nieobecności, każdy wykładowca sam ustala zasady, i tutaj można
      liczyć tylko na jego dobrą wolę.
      A tej kobiecie trzeba było powiedzieć, że uczelnia PŁACI jej za dyżury, tak jak
      płaci wszystkim wykładowcom i ich obowiązkiem jest na tym dyżurze być. No chyba
      że miała tabuny chętnych do zaliczeń, ale wtedy to jest kwestia miejsca w kolejce.

      16%VOL
      22%VAT
    • ania_1609 Re: Epi student (trochę długie) 11.04.06, 21:13
      Ja jej powiedziałam, że przecież nikt do Pani nie chodzi tylko ja, wtedy ona
      zaczęła coś kręcić, że ma jakieś nieprzyjemności z tego powodu, że ma takiego
      studenta i w ogóle. Po prostu niewygodna czasem jestem i tyle. A z tym
      wczorajszym egzaminem wkurzyło mnie to, że ja muszę go przekonywać "za karę".
    • granna Re: Epi student (trochę długie) 12.04.06, 07:58
      Słuchaj
      Kazda uczelania ma swój regulamin, nie wiem gdzie studiujesz więc nie moge Ci
      odpowiedziec konkretnie, ale:
      Student z padaczką to taki sam student jak inny i nie mozna mu stawiac
      dodatkowych wymagań, tylko dlatego, ze jest chory;
      jeśli wykładowcy nie przewidują uwzględniania zwolnień lekarskich to
      nieobecnosci masz prawo zaliczac na dyzurach, po to one między innymi są. A co
      do nieprzyjemnosci to cóz, jestem zażenowana, ze wśród wykładowców znalazł sie
      ktoś na takim poziomie:(
      Poza tym raczej w kazdym regulaminie uczelni jest przewidziane coś takiego jak
      indywidualna organizacja albo indywidualny tok studiów. Daje to mozaliwosc
      indywidualnego ustalenia terminów realizacji obowiązków dydaktycznych
      wynikających z planów studiów. Tobie takie coś nalezy sie jak jak najbardziej.
      Musisz też sprawdizc jak jest z terminami egzaminacyjnymi. Jeśli straciłaś
      termin, ale możesz uzasadnić, że miałaś poważny problem dziekan moze ten termin
      przywrócić. Jeśli nie ma w regulaminie takich możliwości zawsze przysługuje Ci
      drugi termin, na zasadzie poprawkowego.
      Poza tym jeśli wisi nad kimś widmo trudności z zaliczeniem to można tez pomyslec
      o urlopie zdrowotnym. A najlepiej iśc sie wypytać w dziekanacie co możesz robić
      (moze dziekant ludzki:)) i przez cały czas musisz pamiętać,że nikt nie może Cię
      piętnować a juz na pewno nie z takiego powodu jak choroba.

      A na koniec on powiedział, że w maju,
      > oprócz obowiązkowego zakresu egzaminu mam wymyślić coś, żeby go przekonać,
      > żeby dał mi zaliczenie!
      Zaproponuj mu moze egzmin komisyjny, najlepiej z dziekanem jako
      przewoodniczącym. Skandal.
      Raczej w każdym regulaminie studiów jest napisane, ze wykladowca na początku
      zajęc ustala zakres i wymagania i na koniec nie może komuś indywidualnie
      postawic dodatkowych wymagań. A nieobecnosci mozesz zaliczyc na dyżurach :)
      Głowa do góry, spokojnie, ale walcz o swoje bo masz takie same prawa jak każdy inny.
      A ta pani co to ma nieprzyjemnosci rzekomo z Twojego powodu to może niech sie z
      Tobą zamieni, wtedy zobaczy co to nieprzyjemność.
      I nie wydaje mi się, żeby ci ludize, o których piszesz Cię rozumieli. I oby
      nigdy im nie przyszło na sobie albo na kimś najbliższym poczuć tego zrozumienia.
      I raczej powinno im zależeć, żeby (za przeproszeniem) szybko się Ciebie pozbyć,
      bo jak dostaniesz ataku przy nich to będą umieli Ci pomóc?
      Uff , ale sie napisałam :)) Trzymaj się i nie daj sobą pomiatać.
      A jeśłi nie masz sie kogo wypytać w dizekanacie to w kazdej uczelni jest ktoś
      taki jak rzecznik niepełnosprawnych studentów i on juz będize umiał ci doradzic.
      TYlko najpierw spróbuj w dziekanacie, ew. dziekan, jeśli ludzki człowiek.
    • ania_1609 Re: Epi student (trochę długie) 12.04.06, 10:57
      Dzięki za wsparcie! Studiuję na Uniwerstyecie Śląskim, a Dziekan (cudowny
      człowiek!!!)poznaje mnie na korytarzu :-)Miałam już jeden urlop zdrowotny i
      chcę jeszcze dodać, że spora część wykładowców bardzo przychylnie się do mnie
      odnosiła (a zwłaszcza Ci, u których na zajęciach dostałam napadu). Raczej nigdy
      nie ukrywałam swojej choroby, wychodziłam z założenia, że pracują tam ludzie na
      poziomie. Nie mówiłam jedynie wtedy, gdy bałam się, że mogą nie dopuścić mnie
      do praktyk (część w szkole, część w przychodni). Mam fantastycznego promotora,
      który zawsze pyta jak się czuję, zanim zaczniemy rozmawiać o pracy i naprawdę
      wielu, wielu wykładowców po prostu czasem mi pomagało. Dlatego zrozumcie mój
      szok na czwartym roku, a teraz na piątym. Na pewno będzie tak, jak zawsze było,
      zdam ten egzamin, za którymś razem, tak jak zaliczyłam tamten przedmiot i
      wszystkie dotąd. Tylko zastanawiam się, skąd w głowach tych dwojga biorą się
      takie rzeczy, dlaczego wychodzą z założenia, że ja albo ściemniam, albo mi się
      nie chce chodzić na zajęcia. Ta Pani, jak z nią potem rozmawiałam, powiedziała
      pod koniec rozmowy: no ale jakoś dzisiaj Pani jest zdrowa...Próbowałam
      tłumaczyć, że nie wybieram sobie, kiedy mam napad, ale i tak wszystko mi
      opadło...
Pełna wersja