ania_1609
11.04.06, 11:08
Muszę się z Wami czymś podzielić, bo jestem w szoku. Jak już pisałam, obecnie
jestem w trakcie zmiany leków, a w ten poniedziałek miałam mieć egzamin z
ostatniego przedmiotu na tych studiach (na czerwiec piszę pracę). Do samego
końca byłam pewna, że pójdę, ale rano zaczęłam się słabo czuć, do tego taki
lęk i niepokój (wcale nie przed egzaminem , bo on był łatwy). Jestem w takiej
sytuacji, że jeśli coś mi się stanie, nikt po mnie nie przyjedzie, więc
wystraszyłam się i zostałam w domu. Moja koleżanka wzięła ode mnie
zaświadczenie,że jestem chora i poprosiłam ją, żeby mi wyznaczył drugi termin
egzaminu. A gość powiedział, że on wszystko rozumie, ale choroba mnie nie
usprawiedliwia, bo to tak, jakbym miała padaczkę, poszła na studia i bez
chodzenia na zajęcia chciała dostać dyplom. Ruszyło mnie to, bo ja
zachorowałam na drugim roku i naprawdę walczyłam, żeby te studia skończyć -
jeździłam na konsultacje, zdawałam, nadrabiałam. I wszystkie egzaminy
zdawałam sama, bez żadnej litości. A na koniec on powiedział, że w maju,
oprócz obowiązkowego zakresu egzaminu mam wymyślić coś, żeby go przekonać,
żeby dał mi zaliczenie! Za karę, że czasem nie chodziłam na zajęcia i że
teraz się nie stawiłam. Wspomnę jeszcze , że na IV roku, pewna kobieta
skreśliła mnie ze swoich zajęć w połowie drugiego semsetru, bo często mnie
nie ma, a ona nie ma czasu zostawać ze mną na konsultacjach. Pomimo
zaświadczeń lekarskich (mam trzy - od trzech lekarzy)powiedziała: rozumiem,
ale...I tak samo wczoraj: rozumiem, ale...Że też się człowiekowi chce na
ostatniej prostej stawiać studentom płotki...Pozdrawiam