Przemyślałem sprawę.

24.04.06, 00:50
Witam wszystkich serdecznie ja przemyślałem moją decyzję w sprawie czy udać
się na prawo jazdy czy też nie po mojej dłuższej rozmowie z siostrą i mamą
podjełem trochę dla mnie trudną decyzję że lepiej żebym zrezygnował ze
zdawania prawka ze względów zdrowotnych ponieważ ja się boje że choroba może
wrócić albo niedajboże gdy bym prowadził samochód wtedy mógłbym kogoś potrącić
zrobić kalekę albo zabić nie wiem czy mam rację czy nie ale gdyby do takiego
nieszczęścia doszło to bym miał człowieka na sumieniu niewiem czy kiedyś
zrobie prawko wkońcu mam niecałe 20 lat ale na dzień dzisiejszy brzmi
odpowiedż nie ,może to w przepisach nie jest zabronione ale wolę nie ryzykować
mój neurolog wydał mi pozwolenie ale za kółkiem będa ja a nie mój neurolog
może wypisuje głupoty bzdety ale niechcę żeby ktoś mnie póżniej wyklinał jak
bym kogoś potrącił co prawda mam napady nocne ale mówię narazie nie co prawda
to prawda z zazdrością patrzę jak moji koledzy jeżdżą samochodami swojich
rodziców ale tak musi być że jednym wolno a drugim nie tyle co nie wolno co
muszą podjąć odpowiedzialną decyzję moja odpowiedż brzmi nie staram się być
ostrożny przemyślałem sprawę bardzo długo nie była łatwa ta decyzja.
PROSZĘ O WASZE OPINIE.
    • ania_1609 Re: Przemyślałem sprawę. 24.04.06, 09:45
      Witaj!
      Ja zrezygnowałam, choć miałam już kurs za sobą. W czasie jazd parę razy źle się
      poczułam, zrobiło mi się słabo i musiałam to skrzętnie ukrywać. Raz nawet
      powiedziałam, że chyba jestem w ciąży, bo instruktor zauważył, że bardzo źle
      się czuję. Też mówię sobie, że prawo jazdy można zrobić zawsze, a w obecnym
      stanie to nie ma sensu. Może jak się lepiej poczuję, albo leki będą lepiej
      dobrane. Ja również zazdroszczę tym, którzy jeżdżą samochodami i czasem nawet
      chciałabym jednak iść na kurs, ale mówię sobie tak jak Ty: teraz nie mogę. Może
      kiedyś...
      Pozdrawiam Cię serdecznie!
    • mirella67 Re: Przemyślałem sprawę. 25.04.06, 16:23
      Ja myślę, że trzeba rozpatrzyć i przemyśleć dokładnie wszystkie za i przeciw,
      bo masz dopiero 20 lat.
      Z jednej strony dobrze, że myślisz tak odpowiedzialnie, z drugiej strony
      neurolog też wie co robi, bo odmian padaczek jest mnóstwo i nie przy każdej
      taki bezwzględny zakaz prowadzenia samochodów jest uzasadniony. Bo chodzi tu
      wszak o amatorskie prawo jazdy, a nie zawodowe prowadzenie pojazdów - ze
      względów czysto praktycznych czasami bardzo sie przydaje.

      Przy napadach nocnych wiadomo, że wywołują je specyficzne fale emitowane zaraz
      po zaśnięciu lub krótko po obudzeniu i to powoduje te nocne ataki. Jeśli
      zastosowane są dobre leki, to tak zostanie. Natomiast w czasie jazdy samochodem
      mózg znajduje się w stanie dużej koncentracji, co praktycznie uniemożliwia
      jakikolwiek napad. Ale oczywiście nie dotyczy to niestety wszystkich odmian
      epi. Dlatego odpowiedzialność neurologa jest niesłychanie wielka, gdy wystawia
      on takie zaświadczenie, ale myślę, że jednak wie co robi.
      Dlatego tu trzeba czasu, żeby zobaczyć w jakim kierunku będzie szła choroba,
      może napady zanikną, może będą tylko nocą (ale Ci zazdroszczę), a może w wieku
      np. 50 lat, nagle dostaniesz napadu w ciągu dnia. To bywa bardzo różnie...
    • naszazima Re: Przemyślałem sprawę. 26.04.06, 22:45
      Brawo, to byla meska i dojrzala decyzja. Ja borykalam sie z tym samym problemem
      i tez zrezygnowalam, choc bardzo mnie to kreci :)

      Pozdrawiam
    • grzesp3x Re: Przemyślałem sprawę. 27.04.06, 15:19
      Ja również gratuluję Ci tej decyzji i uważam, iż jeśli chodzi o napady padaczki
      mirella ma w pełni rację. Mnie kiedyś też korciło, żeby zrobić prawko, ale
      decyzję podjąłem taką samą jak Ty i po dziś dzień się z tego cieszę. Wprawdzie
      brak prawka jest nieco uciążliwy, ale zawsze lepsza jest decyzja
      z "uciążliwymi" skutkami dla jednej osoby, niż tragicznymi dla wielu innych.
      Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam!
    • jakubsky wole matchboxa:(( niz Ferrari 20.05.06, 22:44
      Czesc moje skarby:))

      prawo jazdy... Mhmmm, malina. Niestety nierealne. Trzeba niestety z czegos w zyciu zrezygnowac. U mnie to samodzielne prowadzenie samochodu, cos czego tradycja w mojej rodzinie jest nazwijmy to silna: tata kierowca zawodowy, brat podobnie, a ja?? Jedyna moja radoscia jest autostopowanie, jezdze stopem po calej Europie, a w chwili obecnej miedzy Belgia, gdzie mieszkam a Niemcami, gdzie robie ten nieszczesny (cholera, jakies fatum zawislo nad nim czy co) doktorat. Generalnie, trase te pokonuje głownie pociagiem (milosnikom kolei trasy Bruxelles - Kolonia i teraz wzdluz Renu, piekne widoki, Mannheim, Karlsruhe, albo szybkimi pociagami ICE, 300 km/hm wiatr we wlosach;)))), tez do Karlsruhe, ewentualnie Bruksela - Luksemburg i dalej tez jest kilka wariantow.)
      Kiedys wracam sobie z Karlsruhe, zimno jak djabli a mnie po 4 dniach siedzenia plackiem w biurze zachcialo sie otwartych przestrzeni i stopowania: jak wyjechalem z Karlsruhe okolo 10:00 to dojechalem do Eindhoven o punkt 18:00 a 18:09 mialem polaczenie do Brukseli. Zycie jest piekne, koleje holenderskie powolne, a ja wtedy bylem w tym smiesznym kraju pierwszy raz.

      Zaluje, ze nie mam prawka jazdy, ale nie jest rzecz niezbedna mi do zycia. Ok, potrzebna, ale nie niezbedna. A poza tym mam kupe znajomych, z samochodami. A dzis wlasnie kupilem rower. Natomiast zabic sie tylko dlatego, ze chce miec jeden papierek wiecej - kiedys widzialem taki reportarz - koles dostal ataku, siedzial sztywny za kierownica pedzacej z predkoscia 160 km/h taryfy (akurat byl taksiarzem) i z calej sily przyladowal w kufer od stojacego na swiatlach policyjnego wozu. Epi-mana wyniesli w sosnowej jesionce, zas policjant okolo dwoch czy trzech lat leczyl oparzenia. Przezyl.

      ku rozwadze...

      pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja