annasz26
07.01.08, 12:28
Witajcie:) Mam na imię Ania. Moje problemy z padaczką rozpoczęły się
we wrześniu, kiedy urodziłam córeczkę. W marcu ubiegłego roku będąc
w 4 miesiącu ciązy przeszłam krwotoczny udar mózgu, stan był
naprawdę ciężki, dzięki Bogu i bliskim wyszłam z tego cało, a
córeczkę pomimo narodzin w 33 tyg. urodziłam zdrową. W między czasie
wykonano mi anigiografię mózgu i wykryto niewielkiego naczyniaka
tętniczo-żylnego, tydz. po badaniu nastapil pierwszy duży atak z
utratą świadomości, trafiłam chyba poraz 10 do szpitala, diagnoza -
epilepsja. Rozpoczęłam walkę i teraz zażywam coróż inne leki przy
stałym zażywaniu depakiny w dawce dobowej 2000 , biorę także
lamitrin ale powoli odstawiam go ponieważ fatalnie się czuję. Napady
różne, od drżenia, drgawek, poczucia nieobecności mam kilka razy w
miesiącu. Dni są róże, najgorsze jest to że nie mogę być sama. Ja do
tej pory pełna energii stałam się uzależniona od babci, męża, boję
sie zostawać sama w domu, wychodzić. Miewam zawroty głowy, nie chce
upuścić córeczki. Lekarze powtarzają żyj oszczednie- co to znaczy??
Mam już dośc i czasami popadam w gorzka rozpacz. Przepraszam
musiałam sie wyżalić osobą które mnie zrozumieją. Pozdrawiam
Ania z Poznania