Jaki w tym sens?

15.11.09, 14:04
Witam,
mam znajomego. Młody facet. Czworo dzieci. Zona w domu. On haruje.
Żyją na granicy ubóstwa. Oboje-z wyższym wykształceniem, nie stać ich
na wakacje, wyjazdy, dentystę. Nie pytałam go, czy chciał mieć tyle
dzieci-z jego półsłówek wnioskuję, że nie, ale, co zrobił to ma. Jaki
w tym sens? Większość wątków na tym forum tworzą kobiety-tak się
wydaje...ciekawi mnie opinia wielodzietnych-niekoniecznie z wyboru-
mężczyzn, tyrających na swoje gromadki i niekoniecznie tym
uszczęśliwionych. A może to mylne wrażenie?
    • pola468 a mi tu pachnie prowokacją... 15.11.09, 14:53
      ... że niby kobiety to są szczęśliwiutkie mając ta swoją 3 -4, ... osobową gromadkę, a mężczyzna to biedny, "tyrać" musi.
      Posiadanie licznej gromadki to obowiązek zarówno dla mamy jak i taty, nawet jeżeli mama jest w domu. W DOMU TEŻ SIĘ PRACUJE, tyle, że bez comiesięcznej pensji. Wyższe wykształcenie nie jest wyznacznikiem tego, ile się posiada/ ma się posiadać dzieci.
      A kwestię szczęścia i zadowolenia z bycia poczwórnym/ potrójnym/etc tatą trzeba sobie ocenić samemu - wszystko zależy z jakiej perspektywy życiowej patrzysz. Znacznie łatwiej przeżywać to, co "TUTAJ", jeżeli masz w sercu wiarę i zaufanie, że Najwyższy poukładał to najmądrzej jak się tylko da. To, że nie jest łatwo, nie oznacza, że nie warto czegoś przeżyć.
    • bubasio Re: Jaki w tym sens? 15.11.09, 17:09
      evenjo napisała:

      Nie pytałam go, czy chciał mieć tyle
      > dzieci-z jego półsłówek wnioskuję, że nie, ale, co zrobił to ma.

      gdy moja mama (która nie rozumie i nie popiera NASZEJ chęci posiadania gromadki
      dzieci) twierdzi, że zmuszam mojego małża do kolejnego dziecka, to jej odpowiadam :
      tak, masz rację, związuję go i gwałcę, dopóki nie zobaczę 2 kresek na teście tongue_out
    • stasihelenka Re: Jaki w tym sens? 15.11.09, 18:02
      ale sorry- co to znaczy niby "nie z wyboru" ??? to On nie wiedzial skąd sie
      biora dzieci i go ktos zmuszal?! wink bez jaj...
      czy naprawdę wakacje i wyjazdy to jest taki priorytet i wyznacznik szczescia ...?
      Oboje z wyższym wykształceniem-bez obrazy, ale to jakos mało zaradni chyba,
      skoro ledwo wiaza koniec koncem.
      On haruje- a zona skoro w domu z dziecmi, to znaczy, ze ma ubaw po pachy od rana
      do wieczora...? uncertain

      skoro nie jest szcześliwy, to powienien dażyc do tego zeby być! no chyba ze mu
      nie zalezy.

      moze on powienien zajac sie dziećmi a zona pojsc do pracy...to tez jest rozwiazanie.
    • andaba Re: Jaki w tym sens? 15.11.09, 18:30

      No to owszem, my też żyjemy bez sensu.
      Nie licząc radości, jaką są dla nas nasze dzieci...
      • luxnordynka żaden sens, chyba 15.11.09, 20:42
        że źle ich oceniasz? Ewa
    • modrooczka Re: Jaki w tym sens? 15.11.09, 21:05
      Jakby mieli na wakacje i na dentyste to wtedy wiadomo, jaki jest sens życia a
      jak im nie starcza to sens żaden - bardzo ciekawe rozumowanie...
      • verdana Re: Jaki w tym sens? 15.11.09, 21:36
        No cóż - dla mnie to jednak nie jest dobra sytuacja dla nikogo i
        waro się zastanowic nad tym, czy mieć duzo dzieci, jesli okazuje
        sie, ze ojciec musi pracowac tyle, ze dzieci wlasciwie wychowuje
        tylko matak. Ani ojciez z ojcostwa wiele nie skorzysta, ani dzieci
        ojca na codzień nie maja, a pewien poziom życia jednak jest rzecza
        istotną - dla dzieci czasem bardziej, niż dla doroslych.
        Cóż, o ile dzieci sa zdrowe - to mimo wszystko warto zastanowic się,
        czy mama w domu rekompensuje dzieciom brak ojca i - jak by nie
        patrzec - biedę.
    • rycerzowa Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 00:35
      Eee tam - haruje!
      Jakby naprawdę harował, to by nie "żyli na granicy ubóstwa". Wstydziłby się!
      • sli-maczek Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 10:23
        A ja troche rozumiem o co chodzi w tym wątku.Bo to jeden z powodow,
        dla ktorych moj maz nie za chetnie rozmawia o kolejnych dzieciach.
        Tlumaczy mi, ze poki co rzadko widuje nasze dwoje, a jak bedzie ich
        wiecej, to koszty wzrosna i trzeba bedzie wiecej pracowac...tak to
        troche jest.Przyznajcie.Chyba ze wszystkim na tym forum tak sie
        super powodzi...nam sie akurat powodzi dobrze.Bardziej chodzi o to,
        ze maz chce najpierw miec chwile na podniesienie kwalifikacji, zeby
        mogl pracowac mniej, a wiecej zarabiac.Bo jak nas przybedzie to
        bedzie musial troche wiecej nam pomagac i nie bedzie mial czasu na
        nauke, wiec jaky ten czas jest mu teraz niezbedny.
        Nie chodzi tu o zaprzeczanie radosci jaka sa dzieci, ale o to,ze w
        duzej mierze kolejne dziecko to dla ojca duze
        obciazenie.Wychowywanie to na pewno odpowiedzialnosc, ale jesli mamy
        checi, to mamy mozliwosc.Za to tatusiowie z zapewnieniem pieniedzy
        to juz gorzej...jednym idzie to lepiej, a inny 'haruje' za grosze. I
        wtedy mozna myslec czy to ma sens.Nawet jesli sie bardzo kocha i
        cieszy swoimi, rzadko widywanymi dziecmi.Zycze tej rodzince zeby
        troszke zlapali oddechu i mogli sie cieszyc spokojnie ze maja
        siebie.Moze warto wyjechac za granice? Przynajmniej na jakis czas? I
        podreperowac budzet.Pozdrawiam.
      • ice-tea Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 11:34
        rycerzowa napisała:

        > Eee tam - haruje!
        > Jakby naprawdę harował, to by nie "żyli na granicy ubóstwa". Wstydziłby się!

        Są miasta, nawet te duże, w których standardem jest pensja 1200, 1400 zł,za normalną pracę, nie jakąś fizyczną, proszę powiedzieć, że to jest dużo by utrzymać rodzinę. Bez łapówek, a także nie można zatrudnić się gdzie indziej na 2 etet. Jeśli ktoś nie ma pojęcia to proszę się nie wypowiadać na ten temat.
        Monika
    • skowgosi Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 10:59
      No biedny facet. Ciężko haruje i nie stać go na wakacje, bo tyle
      dzieci narobił. Niech ważmie się w garść i zacznie zarabiać lepiej.
      Znam rodzinę z jednym dzieckiem, gdzie ojciec haruje za granicą,a i
      tak trudno im związac koniec z końcem. No ale jeżeli dziecko musi być
      ubrane w markowe ciuchy i chce się wyjeżdżać na wakacje za granicę no
      to trudno się dziwić. Może warto budować swoje szczęście w oparciu o
      trochę niższe aspiracje.
      Ja też co roku nie wyjeżdżam na wakacje, wiele ubrań dla dzieci
      kupuję w ciuchlandzie, buty na wyprzedażach i myślę że to jednak ma
      sens.
    • sophie2202 Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 11:29
      Ja pracuje 5 dni w tygodniu a maz pracuje 2 noce, czyli to on ma
      większy wpływ na wychowanie dzieci. Nam taki układ odpowiada. Mimo
      ze wiele pracuje wcale nie odczuwam przymusu harowania na moje
      dzieci. Odczuwam wielkie szczescie ze mam prace a posiadanie dzieci
      bardzo mnie motywuje do wielu rzeczy których normalnie nigdy by mi
      się nie chciało robic.
      • verdana Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 18:05
        No cóż. Dla mnie wyjazd na wakacje - szczegolnie dla dzieci z miasta
        to nie luksus, tylko jedna z podstawowych rzeczy w wychowaniu. Widze
        też tu optyke bardzo wykształconych osób z duzych miast, albo po
        prosu osob, ktore miały szczęście. świetnie rozumiem, ze ojciec może
        pracowac caly dzień za grosze. Rozumiem, ze ojciec może nie chcieć
        zamienic normalnej pracy i zabawy z mniejsza iloscia dzieci na
        pracę - ale juz ze znacznie zmniejszonymi kontaktami - z trojką,
        czworka czy piatką.
        To, ze mama jest szczęśliwa ze swoja gromadką to za mało. Szczęśliwy
        powinien być także ojciec i co więcej - dzieci. Świadome decydowanie
        się na liczną rodzinę kosztem dramatycznego spadku poziomu zycia to
        przeciez wybor, ktory dotyka nie tylko rodziców, ale już urodzonych
        dzieci..
        • modrooczka Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 18:22
          Nie powiedzialabym, ze kazdy kto nie moze zwiazac konca z koncem to niudacznik
          zyciowy i sie nie stara. Mój mąż, żebyśmy normalnie żyli pracuje na półtora
          etatu. Oczywiście mógłby przestać pracować na uczelni i wziąć półtora etatu w
          firmie prywatnej i wtedy zylibyśmy na wysokim poziomie. Tylko że dobre życie z
          sensem to nie tylko drogie wakacje i markowe ciuchy. Byc może to też habilitacja
          męża i moje spełnienie marzeń o własnej firmie, nawet jeśli przez jakiś czas
          będziemy jezdzic na mniej atrakcyjne wakacje i oszczedzac na przyjemnosciach.
    • evenjo Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 20:49
      Właściwie, to nic mi do tego ile kto ma dzieci. Ale w tej kwestii
      nieodmiennie powraca mi pewien rodzaj wspomnienia połączonego z
      pewnym rodzajem afektu. Miałam w liceum - przez jeden rok -
      nauczycielkę od polskiego. Młodą wtedy kobietę-efemeryczną i bladą.
      Ubraną zawsze w ten sam zestaw-miała 2 na zmianę. Gdy ktoś
      powiedział, że ona ma 3 dzieci-byłam zszokowana - troje dzieci!! Taka
      młoda kobieta!! Gdy odeszła z naszej szkoły okazało się, że urodziła
      czwarte. Kilka razy odwiedziłam ją z przyjaciółką. I niby wszystko
      super-dzieci fajne, zdrowe, ale ona...jak widmo-blada, senna, ciągle
      jakaś taka zmęczona...on i jej mąż-oboje doktoranci, po UJ,
      gnieździli się razem z tą czwórką w jednym pokoju wydzielonym z
      dużego, przedwojennego mieszkania. Wspólna kuchnia, łazienka...wtedy,
      gdy byłam nastolatką zupełnie mi się to nie podobało, choć bardzo
      lubiłam i ceniłam moją byłą już wtedy nauczycielkę...miałam poczucie
      jakiegoś zażenowania, i myśli, czy ona tego naprawdę chce/chciała?
      Jaka z tego satysfakcja dla młodej, chyba nawet ambitnej kobiety?
      Jako dorosła już kobieta nie znałam do niedawna żadnej rodziny z
      więcej niż trojgiem dzieci. Dopiero ten gostek...i znowu mam podobne
      poczucie-jakiejś żenady, niesmaku, ale raczej to ma związek z
      niewydolnością ekonomiczna tego płodnego ojca. No i stąd to pytanie,
      bo lata temu nie miałam odwagi, by zadać je mojej nauczycielce-jaki w
      tym-wielodzietnym, wydaje się, że wymęczonym, bladym i słaniającym
      się na nogach-rodzicielstwie-jest sens?
      • kasiask Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 21:11
        Sens przekazywania swojego materiału genetycznego. smile))))))
        • evenjo Re: Jaki w tym sens? 16.11.09, 21:41
          Oj żartownisia, żartownisia...Freud powiedział/napisał "nie warto żyć
          dla zdrowia", modyfikując - "nie warto się zaharowywać dla przekazania
          materiału genetycznego"
          • asia889 Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 10:22
            Oj Evejo, widać, że nie masz dzieci smile. Wiele rzeczy można zrozumieć dopiero jak
            się zostanie matką.
            • evenjo Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 14:28
              Oj, Asiu889, prorokini z ciebie. Mam dwoje dzieci. Posiadanie
              potomstwa nie jest automatycznym warunkiem wygenerowania
              jakichkolwiek refleksji i tzw rozumienia.
              • asia889 Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 17:31
                W takim razie wybór np. pomiędzy wakacjami za granicą w pięknym miejscu a
                pobytem w szpitalu przy chorym dziecku (małym dziecku) powinien być dla Ciebie
                oczywisty. Jest to świadome rezygnowanie z pewnych przyjemności na rzecz
                umęczenia (zaharowania) w imię dobra osób, które bardzo kochamy. I zgodzisz się
                ze mną, że dla dzieci sąsiadki raczej tego byś nie zrobiła. No chyba, że znowu
                się mylę wink.

                Ja stając się matką zrozumiałam jak silna jest miłość do dziecka. Będąc jedynie
                dzieckiem kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Hmm... może nie każdy
                tego doświadcza.

                PS. Przepraszam za literówkę w nicku.
      • jojoe Re: Jaki w tym sens? 20.11.09, 22:04
        Mysle ze jak ktos pragnie w zyciu czegos wiecej niz tylko "swietego spokoju" to
        ma prawo byc czasem blady i przemeczony.Widocznie dawala z siebie wszystko i
        chwala jej za to...
    • hanti Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 11:11
      jak dla mnie w takiej wielodzietności sensu nie ma żadnego. Proponowałbym temu
      panu żeby pomyślał o zabezpieczeniu zanim pojawi się piąte dziecko tongue_out

      Z wielodzietnością jak ze wszystkim -trzeba mierzyć siły na zamiary wink Nie
      miałabym gromadki dzieci gdyby to oznaczało że nie widział by taty, gdyby to
      oznaczało że miałabym stać się zaniedbaną matką polką, gdyby to oznaczało
      rezygnację z wakacji itd, itd
      • ewaibartek Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 12:11
        ostatnio moj maz powiedzial,ze on nie chce wiecej dzieci(czyli
        drugiego),on chce wyjezdzac,zwiedzac.TO mu powiedzialam,ze jak
        bedzie stary i nie bedzie mial sie nim kto zajac,to niech se wspomni
        swoje wakacje,moze te wspomnienia go umyja i zmienia gacie na
        czyste.Ha ha.
        Muszę mu jeszcze wiele rzeczy wytlumaczyc smile
        • chiyo28 Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 12:45
          Żadnego w tym sensu, jeśli by patrzeć z punktu spełnienia funkcji
          rodziny, jaką podaje socjologiczna definicja chociażby z Wikipedii.
          Podejrzewam, ze wskazana na poczatku rodzina nie spełnia tych
          kryteriów ani w połowie... Ja bym raczej ich jakąś dysfunkcyjną
          nazwała ( nie mylić z patologią, bo patologia to nie jest na pewno).

          pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_(socjologia)
          • luxnordynka Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 13:07
            Jesli chodzi o poziom życia to on nie jest do przewidzenia,
            niestety. Moze sie komus dobrze powodzic, zatem pojawia sie gromadka-
            jezdza na wakacje, zwiedzaja, maja markowe ciuchy, mama jest
            zadbana, tata szczesliwy. Zycie jednak, zwlaszcza kasa nie są
            niezmienne. Strata pracy, kredyt na dom, choroby, smierć... Nam z 4
            dzieckiem udalo sie polepszyc znacznie byt, byl to desperacki krok,
            ale nie jestem wciaż pewna, że juz zawsze sie nam bedzie dobrze
            zylo, to dla mnie\nas stala troska... szczerze mowiac nie umiemy
            cieszyc sie ta chwila, w ktorej stac nas na fajne wakacje,
            wycieczki, muzea, ciuchy, jedzenie, zabawki, edukacje, inne
            atrakcje. jak Wy sobie to wyobrażacie? jest Wam teraz dobrze
            finansowo to zawsze bedzie? Z drugiej strony patrzac tak
            fatalistycznie to nie byloby rodzin wielodzietnych, zatem? No i nie
            oceniajmy lepiej tych rodzin, o ktorych napisala autorka, bo nie
            znajac ich to nie ma zadnego sensu, pozory bardzo czesto mylą, Ewa
            • modrooczka Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 13:22
              Nie zawsze bedzie dobrze. Wypadki sie zdarzają i dlatego jestesmy mocno
              poubezpieczani finansowo. Natomiast póki mamy po dwie ręce i zdrowi jesteśmy to
              gorzej raczej nie będzie, bo niby czemu?
            • luxnordynka Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 13:23
              acha ja to nie liczylabym na to, że jak bede stara to sie mna dzieci
              zajma, nie chce na to liczyc...fajnie by bylo, ale miec z tego
              powodu gromadke? Znam wielu jedynakow, ktorzy sie zajmuja swoimi
              starymi rodzicami i znam wielu z rodzin wielodzietnych, ktorzy tylko
              licza ze brat lub siostra sie zajmą, w konsekwencji tego zrzucania
              na siebie obowiazku rodzicami nie zajmuje sie zaden, Ewa
              • chiyo28 Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 14:24
                luxnordynka czy ja Cie dobrze zrozumiałam ? piszesz, ze nie umiesz
                sie cieszyć wakacjami smile ? przeciez nie ma nic wspanialszego niz
                budowanie zamków z piasku, wygłupy w basenie, wieczorne spacery do
                portu... wszystko wolne od pracy, trosk, zastanawiania sie, co jutro
                na obiad, czy lekcje odrobione... taka beztroska dla wszystkich. jak
                sie pojedzie gdzies w tropiki, to nawet pogoda Cie nie martwi. I jak
                tu sie nie cieszyc.
                chyba, ze u Was inaczej wakacje wyglądają wink
        • leluchow1 To jest własnie bez sensu! 18.11.09, 11:25
          Jak można chciec mieć dzieci po to żeby ci ktoś gacie na starość zmieniał!
    • gersomina Re: Jaki w tym sens? 17.11.09, 23:01
      A mi mąż opowiadał o pewnym niemieckim profesorze, z bardzo wysokim
      wykształceniem, byłym sędzim trybunału konstytucyjnego, który
      stwierdził na wykładzie w Polsce, że jak większość społeczeństwa
      niemieckiego jest biedakiem. Nie ma wnuków!
      Sprawdź sobie uposażenia takich sędziów. Koleś ma promienną sztuczną
      szczękę, bo go stać na dentystę. A jednak zanim zacznie wdrażać
      studentów w tajniki bicia kasy na kodeksach, przestrzega ich przed
      pustką, jaka z tej kasy i kariery zionie.
      Kiedy Niemcy odliczali pieniądze na kolejne mercedesy, nasi rodzice
      płodzili nas w rynsztoku komuny, pełni nadziei. Teraz my możemy dać
      w tym kraju czadu, nie oglądając się na starców po czterdziestce.
      Niemcom pozostają tylko starcy.
      Człowiek jest sensem samym w sobie. Niezależnie od stanu uzębienia i
      albumów z wakacji.
    • login_znany_moderatorowi_forum Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 00:18
      Kobieto, masz z tym jakiś problem?
      Facet się nie skarży, to co mu czytasz z półsłówek.
      Nie chcesz mieć dużo dzieci, żeby nie żyć w ubóstwie to nie miej, ale co ci do
      innych. Żal ci ich to zrób im paczkę na święta, a nie plotkuj za plecami.
      • ewaibartek Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 09:04
        LUXNORDYNKA nie bede miala dzieci tylko po to zeby sie mna na
        starosc zajely,ale jesli bede miala przynajmniej dwoje,to jest
        wieksze prawdopodobienstwo,ze chociaz jedno nie bedzie mialo mnie w
        gdzies.
      • evenjo Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 11:40
        Ciekawi mnie motywacja. I reakcje na tego typu ciekawość. Dzieci
        można robić z różnych powodów. Swiadomych i nieświadomych. Te drugie
        powody są dużo bardziej fascynujące niż te pierwsze.
    • ice-tea Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 11:28
      Jest tylko jeden problem, nie zawsze można mieć na wszystko wpływ. My na przykład jesteśmy rodziną wielodzietną dlatego, że urodziły nam się bliźniaki. W drugą ciążę zaszłam dość szybko,ale i tak bym pewnie się zdecydowała na drugą, bo nie chciałam wychowywać jedynaka. Rzecz w tym, że byłam dwa razy w ciąży, tak jak większość kobiet w Polsce, a traktuje się mnie inaczej,dziwnie, czasem pozytywnie, czasem negatywnie,ale zawsze odmiennie. Może to kwestia miasta, bo tu standard to 1, czasem 2, ale po latach, a troje to już ewenement. Jak mówię, że mam troje przedszkolaków(które zresztą nie dostały miejsca w przedszkolu),to każdy nie może się nadziwić, zwłaszcza, że jestem stosunkowo młoda(28 lat). Pewnie w małych miastach, na wsiach jest inaczej i tam czułabym się o.k. Szkoda, że nie tusad Nie lubimy być traktowani jak odmieńcy.

      Monika
      • luxnordynka Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 12:35
        Chiyo, zle mnie zrozumialas, uwielbiamy wakacje i zawsze je
        dokladnmie planujemy i czasem zyjemy wspominajac lub je planując,
        wycieczki tez i fakt ze nas na nie stac i sa z roku na rok
        fajniejsze cieszy nas bardzo! Natomiast chcialam powiedziec, ze nie
        mam tak wielkiej pewnosci ze zawsze nas bedzie stac na to wszystko i
        z tego powodu czasem dołujemy, nie potrafie, tak jak Hanti czy
        jeszcze tam ktos, miec pewnosci, ktora z kolei daje poczucie
        bezpieczenstwa, ze zawsze bedzie dobrze finansowo... trudno mi to
        wyrazic, w kazdym razie nie jest to problem zyciowy i nie ma sensu
        tego watku mojego rozwijać smile, Ewa
        • luxnordynka Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 12:44
          icetea, a ja lubie byc odmiencem, tak troche pod prąd, ale u nas 4
          nikogo nie dziwi smile, trojka to prawie norma.
          A jesli chodzi o motywację, to sama nie wiem, lubie ruch w zyciu,
          lubie sie zajmowac dziecmi, te całą codziennosc z dziecmi, te
          trudnosci do pokonania, ktore kazde dziecko ze soba wnosi, lubie
          nasze wycieczki, takie gwarne, lubie jak kazde dziecko sie czym
          innym fascynuje i to mnie wciąga, daje radość, a zmeczenia juz
          prawie nie czuje, mam w sobie taka pelną akceptację mojego życia z
          czwórką dzieciakow, naprawde cieszymy sie naszą gromadką. Ewa
          • chiyo28 Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 13:28
            Ewa wiecej optymizmu smile
          • evenjo Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 13:55
            A czego chcesz, lubisz tylko dla siebie, tylko w związku z tobą,
            tobą samą, nie z dziećmi?
            • luxnordynka Re: Jaki w tym sens? 18.11.09, 20:15
              Evenjo, w sumie tego aż tak nie analizuję. Twoj post zachęcil mnie
              do jakiś tam refleksji. Odnosząc do Twojego pierwszego postu,
              pocieszam sie, że jestem zadbana, szczupla, nikt nie wierzy ze mam
              34 lata i 4 dzieci, mąż podobnie, choc 7 lat starszy. Jezdzimy na
              wakacje co roku, w zeszlym bylo to lazurowe wybrzeże...ale szanuje
              też rodziny takie jak u Twojej nauczycielki i wierze, że i one
              ciesza sie życiem...Niby zgadzam sie z Verdaną, ale nie jestem tu az
              tak kategoryczna, bo mysle, że dzieci i z takich biedniejszych
              rodzin są szczesliwe... moj mąż z takiej pochodzi i jakos nie
              narzeka, że mu czegoś brakowalo finansowo... (a jest jedynakiem).
              Inna rzecz, że nasza wielodzietność nie do konca byla przez nas
              planowana (czyt. czwarte dziecko), ale tylko dzieki niej polepszylo
              nam sie finansowo smile, wiem też że nie kazdej rodzinie musi sie tak
              poukladac życie... no nie wiem, chce wierzyć, że nawet Twoja
              nauczycielka i jej mąż są szczesliwi, a na pewno daleka jestem od
              oceniania ludzi na podstawie tylko tego co widać, choc powyższe
              refleksje, w ogole watek bardzo fajny, dzieki, Ewa
              • evenjo Re: Jaki w tym sens? 19.11.09, 20:37
                Dzięki za "dzięki". No, cóż, analizowanie to moja profesja-tj
                psychoanaliza, więc mam to obcykane...a co do wątku...myślałam,
                zapodając ten temat na tym forum, że dostanę niezłą zjebkę. Ale ja
                naprawdę jestem ciekawa tych kwestii-tj dzietności, pragnień
                macierzyńskich, ojcowskich (mało tu o tym)itp. Sama nie jestem dobrym
                obiektem obserwacji czy (auto)analizy, nie mam takich pragnień,
                pewnie miałam skoro udało mi się zajść w ciąże, urodzić i nieco
                odchować własne dzieci, ale to jakaś prehistoria. Więc pewnie od
                czasu do czasu pojawię się tu z pytaniem w stylu takim jak powyższe,
                bez intencji dowalenia czy zdewaluowania kogokolwiek, a kierowana
                popędem wiedzy smile
          • jojoe Re: Jaki w tym sens? 20.11.09, 21:57
            Ewa-Ty jestes naprawde optymistka az milo poczytac-jak moim zdaniem ludzie z
            takim podejsciem jak Ty powinni jeszcze nie zamykac warsztatuwink
    • rycerzowa Re: Jaki w tym sens? 19.11.09, 11:59
      Trzeba tu rozróżnić dwie sprawy.

      Pierwsza - gdy rodzina żyje na granicy ubóstwa z powodu wielodzietności.
      Otóż to rzeczywiście "nie ma sensu", gdy podstawowe, elementarne potrzeby członków rodziny nie są zaspokojone, gdy np. nie ma co jeść, nie ma na lekarza, nie ma na książki do szkoły.
      Wtedy rodzic powinien naprawdę "tyrać", żadnej łaski nie robi, dziecko to sprawa dwojga, matka sama w ciążę nie zajdzie.
      Na szczęście żyjemy już w tak cywilizowanym społeczeństwie,że "harówka" przynosi owoce. Ale mówię o prawdziwej harówce.
      Nie o pracy sobie a muzom, za którą nikt nie solidnie nie płaci.

      Druga sprawa - gdy wielodzietność łączy się z pewnymi ograniczeniami w zakresie dysponowania swoją osoba, swymi zasobami.
      Owszem, tak najczęściej jest,że mamy wakacje, ale nie na Kanarach, lecz w kraju pod namiotem lub u rodziny na wsi,że nosimy ciuchy ładne, ale nie markowe, że wykonujemy pracę może ciekawą i pożyteczną ale nie na miarę naszych marzeń.

      Otóż w życiu zawsze jest coś za coś.
      Od nas zależy, czy zrekompensujemy - sobie i dzieciom - pewne oczywiste braki. A nawet - czy wyjdziemy na plus.

      Przykładowo:
      Nasze wakacje to były zawsze wędrówki z plecakami po górach, już pod koniec sezonu, gdy wszędzie pusto, noclegi w tanich schroniskach, posiłki przygotowywane samodzielnie.
      Teraz, gdy i nas i dzieci stać już na każde wakacje - dalej co roku wszyscy wybieramy górskie szlaki, tyle,że nocujemy w lepszych warunkach, chodzimy w lepszych butach.
      Po prostu pokochaliśmy ten rodzaj wakacji, i uważamy to za cenny posag przekazany potomstwu. Mały wnusio też jest uczony radości z aktywnego wypoczynku - wspina się już po skałkach jak kozica.

      Wydaje mi się,że ograniczone środki (ale powyżej tego elementarnego poziomu) uczą aktywności,kreatywności, samodzielności, umiejętności cieszenia się z tego, co się ma.
      • verdana Re: Jaki w tym sens? 19.11.09, 13:55
        Rycerzowo, nie wiem w jakim Ty kraju zyjesz, ale w innym niz ja.
        W wielu malych miejscowosciach, osoby z niskim lub niewlasciwym
        wyksztalceniem moga harować od świtu do zmierzchu i z trudem wyżywić
        małą rodzinę - naprawdę Twoja optyka nie sięga poza wielkie
        wielkich miasta i wyksztalconych ludzi.
        Owszem, mozna harować za granica czy w innym miescie - tylko wtedy
        powiekszanie rodziny i opuszczanie jej sensu już nie ma żadnego.
        • rycerzowa Re: Jaki w tym sens? 19.11.09, 19:11
          Żyję w takim kraju, gdzie właśnie w małych miejscowościach trudno znaleźć człowieka do pomocy np. w budowie domu, nawet gdy mu się nieźle zapłaci.
          Gdzie na wsi nie ma możliwości znalezienia kogoś do opieki nad dwoma niepełnosprawnymi kobietami, na dwie godziny dziennie - nawet gdy się nieźle zapłaci."Służących szukacie?"

          Nam wcale nie było wstyd, gdy mąż , doktor inżynier, dorabiał tapetowaniem mieszkań i tym podobnymi zajęciami, gdy dzieci były małe i potrzebne były pieniądze na lekarza. I nie interesowało mnie (dzieci tym bardziej) co mówi rodzina męża i jego profesor.(Prawdziwy talent i tak się przebije).

          Naprawdę,jeśli ktoś naprawdę "haruje", bez trudu wyżywi rodzinę.
          • verdana Re: Jaki w tym sens? 21.11.09, 13:13
            Jeszcze trzeba umiec tapetować.
            Znam naprawde bardzo porzadnych ludzi, w malych miejscowosciach,
            ktorzy szukają pracy i nic. A jesli dostaja to nielegalną, źle
            platną i bardzo czesto oszukiwani sa przez pracodawców - po jednym
            czy drugim rzzie maja już dosyć. Znam sporo historii o paniach do
            pomocy przy chorej, ktoe pracowały 24 godziny na dobe ,
            nieubezpieczone i zostały wyrzucone z minuty na minutę bez
            pieniędzy, pod pierwszym lepszym pretekstem.
            I naprawde, jak sama roznosilam ulotki, robilam swetry, pracowalam
            na dwoch etatach - i zarabiałam niewiele. Obawiam się, ze masz
            nierealistyczne wyobrazenie o zarobkach i o sytuacji w Polsce.
            Mój byly doktorant szuka KAŻDEJ pracy (klaść kafelków nie umie). I
            ma do wyboru - pracowac za 6 zl za godzinę całymi dniami i zostać
            wyrzuconym z pracy, bo nie będzie pisał, albo żyć na bardzo niskim
            poziomie, z nadzieją na rpzyszłe zarobki. Szuka dla niego pracy cały
            zakład - i nic.
            • rycerzowa Re: Jaki w tym sens? 22.11.09, 15:02
              verdana napisała:

              > Znam naprawde bardzo porzadnych ludzi, w malych miejscowosciach,
              > ktorzy szukają pracy i nic. A jesli dostaja to nielegalną, źle
              > platną i bardzo czesto oszukiwani sa przez pracodawców - po jednym
              > czy drugim rzzie maja już dosyć.


              Z punktu widzenia pracodawców (nie mniej porządnych i uczciwych) wygląda to
              dokładnie odwrotnie:
              - trudno o ludzi do pracy (stąd np. popyt na Ukraińców),
              - trudno o takich, co cokolwiek umieją,
              - trudno o pracowników trzeźwych i punktualnych,
              - a jak się już ktoś trafi, to nakradnie i rzuci robotę z dnia na dzień.


              > Mój byly doktorant szuka KAŻDEJ pracy (klaść kafelków nie umie).

              A wydawałoby się,że nauka tapetowania i kładzenia kafelków nie powinna
              przekraczać możliwości intelektualnych przeciętnego doktoranta. Na pewno jest to
              o niebo prostsze, niż nauka programowania, projektowania, tudzież analizy
              tekstów historycznych.


              > albo żyć na bardzo niskim
              > poziomie, z nadzieją na rpzyszłe zarobki.

              Do czasu przyszłych dochodów trzeba jakoś przeżyć.


              > Szuka dla niego pracy cały
              > zakład - i nic.

              Gdy ktoś nie umie, nie potrafi, zarobić na siebie i rodzinę, faktycznie nie
              powinien być ojcem; żadnym - nie tylko wielodzietnym.
              • verdana Re: Jaki w tym sens? 23.11.09, 16:05
                Cóż, moje przekracza. Czy naprwade uwazasz, ze wszyscy potrafią
                wszystko? Bez nauki, ot tak - postanawiam, ze bede kladla kafelki,
                albo szyła suknie - i umiem siłą woli? I potem koos taki,
                nieodpowiedzialny kladzie kafelki i szyje, a potem pracodawca, taki
                jak Ty, ktory nie rozumie, ze nie kazdy potrafi ulozyć glazurę,
                narzeka, ze pracownicy nic nie umieją. Nie widzisz sprzecznosci?
                Prace fizyczne sa rownie skomplikowane co umyslowe i nie kazdy
                potrafi robic je dobrze - moze Ty i Twój mąż potrafisz absolutnie
                wszystko, ale wiekszość ludzi jednak nie.

                Mam wrażenie, ze kompletnie nie orientujesz się, co oznacza
                bezrobocie - naprawde uwazasz, e obecnie ok. 2 milionow obibokow
                tylko udaje, ze jej szuka.
                No i dlaczego ojciec? Matka, ktora nie umie zarobic na rodzine także
                nie powinna miec dzieci, a nie liczyć na to, że jej mąż umie
                wszystko i zarobi ciężka pracą.
                • rycerzowa Re: Jaki w tym sens? 23.11.09, 18:20
                  verdana napisała:

                  > Cóż, moje przekracza. Czy naprwade uwazasz, ze wszyscy potrafią
                  > wszystko? Bez nauki, ot tak - postanawiam, ze bede kladla kafelki,
                  > albo szyła suknie - i umiem siłą woli?

                  Nie uważam,że wszyscy potrafią wszystko, skąd!
                  Uważam jednakże,że jeśli istnieje konieczność dorobienia, to w miarę inteligentny człowiek jest w stanie nauczyć się tego przykładowego tapetowania w ciągu kilku dni. To nie jest wiedza tajemna.
                  Wystarczają chęci i staranność.
                  Nieprzypadkowo do zawodów budowlanych bynajmniej nie obowiązuje selekcja pozytywna.

                  >
                  > Mam wrażenie, ze kompletnie nie orientujesz się, co oznacza
                  > bezrobocie - naprawde uwazasz, e obecnie ok. 2 milionow obibokow
                  > tylko udaje, ze jej szuka.

                  Dobrze wiesz,że nasze bezrobocie jest strukturalne.
                  Ci poszukujący po prosty pewnych prac nie chcą wykonywać, a innych - nie potrafią.
                  Pomijam rzesze tych, którzy nie chcą wykonywać żadnej pracy.
                  Pracodawcy narzekają właśnie na brak wykwalifikowanej siły roboczej.

                  Poza tym ta krytykowana emigracja nie musi oznaczać rozbicia rodziny. Czasy stają się cywilizowane.


                  >No i dlaczego ojciec? Matka, ktora nie umie zarobic na rodzine także
                  > nie powinna miec dzieci, a nie liczyć na to, że jej mąż umie
                  > wszystko i zarobi ciężka pracą.

                  Owszem, oboje rodzice powinni być odpowiedzialni za dzieci i mieć ich tyle, ilu są w stanie zapewnić elementarne warunki.
    • nata76 Re: Jaki w tym sens? 19.11.09, 16:28
      mam podobne zdanie do Hanti.

      evenjo, jesli chodzi o TWoje przemyslenia, czasem tez sie
      zastanawiam widzac te czy owa osobe, czy planowała tyle dzieci.
      Czesto jest tak,ze nie planowała. Jestem na tym forum,aby jesli
      trzeba niesc pocieszenie dziewczynom, które zaszły w kolejna
      nieoczekiwana ciaze, bo JEST JUZ DZIECKO i jak najszybciej trzeba
      sie otrzasnac z szoku i isc dalej. Dziecko sie na swiat nie prosiło,
      dziecko sie prosi ,zeby je kochac. Dlatego tez osobiscie jestem
      piewca swidomego rodzicielstwa,przyziemnie mowiec-pewnej
      antykoncepcji na ile moze byc pewna(Choc sa srodki pewne i
      pewniejsze),zeby dziecko pojawiało sie na swiecie,bo jest chciane ,a
      nie z wpadki,albo z jakis wyzszych ideologicznych wzgledow.

      ogolnie posiadanie kilku dzieci moze wypompowywac pod kazdym
      wzgledem,ja zplanowałam czwoeke,mam pomoc, a naprawde czasem padam z
      nóg....wiec mysle,ze jesli ktos nie dokonca planował tylu dzieci, ma
      jakies np. finansowe problemy, nie ma pomocy...to moze po prostu sie
      załamac...


      a wybór, kazdy ma swoje zycie....


      a o panu, ktrorym piszesz, mam nadzieje,ze sie rozejrzy za
      antykoncepcja konkretna zanim piate powoła i bedzie biadolił...
      • grzalka Re: Jaki w tym sens? 23.11.09, 16:44
        Ja o tych zarobkach- całkiem niedawno pracując z mężem na etatach (branża medyczna) zarabialiśmy tak mało, że kwalifikowaliśmy się na zasiłek z MOPS. Maź, żeby ratować sytuację, brał po 15 dyżurów w miesiącu- więc w zasadzie kontakt z dziećmi miał znikomy, a ja czułam się jak samotna matka. Owszem, można było rzucić to w cholerę i zacząć "tapetować mieszkania". Nie rzuciliśmy, bo jednak kawał czasu poświęciliśmy na zdobywanie takiego a nie innego wykształcenia i mieliśmy świadomość, że jak rzucimy to już nie wrócimy. Poprawiło się zupełnie nieoczekiwanie (ale widoków na to nie było).

        Aha, jestem wielodzietna z przymusu (druga ciąża bliźniacza). I gdybym miała wybór i mogła cofnąć czas to wolałabym być matka jedynaka, ale wyboru nie mam, więc wyciągam jak najwięcej dobrego z sytuacji w jakiej się znalazłam.
Pełna wersja