Dzieci wielodzietnych

06.12.09, 16:05
Były tu jakieś wypowiedzi o tym, ale chyba rozproszone i przy
okazji...ojciec moich synów ma 4 rodzeństwa. Oprócz niego nikt z nich
nie jest dzieciaty. Ich rodzice-normalni raczej, katolicy, wierzący,
praktykujący, tylko dzieci jakieś takie wychłodzone wyhodowali-niby nie
patologia, ale...nie dziwię się najstarszej-niańczyła wszystkie
pozostałe-że nie planuje i nie tęskni chyba do niańczenia. Trzeba nie
lada wysiłku chyba, żeby, posiadając większą gromadkę, nie zniechęcić-
zwłaszcza chyba córek-do rozmnażania.
    • mroofka94 Re: Dzieci wielodzietnych 06.12.09, 18:12
      Ostatnio mnie ten temat zastanawial i wiesz, jedna z moich kolezanek
      opowiedziala mi historie swojego ojca.
      Jej ojciec wychowal sie w rodzinie gdzie bylo ich 9-ioro. Kazde
      czulo sie ze jest z przypadku, nie bylo milosci, ani tez poczucia ze
      wazni dla swoich rodzicow, ze sa Darem od Boga itd.
      Czekano tylko kiedy na kopie w dupe opuszcza dom i ewentualnie beda
      przynosic kase na utrzymanie reszty...

      Z tego co opowiadala moja kolzanka, tylko jej tata zdecydowal sie
      SWIADOMIE na rodzine wielodzietna! JEst ich 5 smile i kazde dziecko
      bylo chciane i oczekiwane, jednak nalezy tu zaznaczyc, ze to dzieki
      kobiecie jaka spotkal.
      Jego zona oddala cala siebie w milosci do niego i ich dzieci.

      Reszta rodzenstwa taty mojej kolezanki miala po 1 dziecku lub wcale.
      Wydaje mi sie ze kluczem, poczatkiem i koncem WSZYSTKIEGo jest
      Miłość !!!!!!!!!!!!!!
      Oczywiscie mowie za siebie i wyciagam wnioski z doswiadczen wlasnych
      lub obserwacji, ale kazdy z nas ma prawo do wlasnego zdania
      Pozdrawiam smile
      • luxnordynka Re: Dzieci wielodzietnych 07.12.09, 12:33
        moja tesciowa, ktora byla najstarsza z czworki zawsze straszyla
        Martusie, naszą najstarsza corke, że bedzie musiala teraz pomagać
        mamusi-sprzątać, gotować, niańczyć rodzenstwo. Zycie pokazalo, że my
        inaczej podchodzimy do wychowania dzieci niz wczesniejsze pokolenia,
        mamy też wiele udogodnien, ktorych nie mialy nasze babcie. Mamy też
        opiekunke,wiele z nas ma sprzataczke. maja babcia mowi, ze rodzila
        dzieci po to, żeby przejely gospodarstwo, a że starsze byly juz
        odpowiedzialnymi nianiami (5letnimi) to pojewialy sie kolejne
        dzieci. Maja babcia dziwi sie mi ze nie zostawiam dzieci samych w
        domu pod opieka Marty (9lat) i Krzysia (7lat), ze wciąż bawie sie z
        dziecmi, wychodze na codzienne dlugie spacery. Wydaje mi sie, że
        myslenie wspolczesnych wielodzietnych jest inne niż wczesniej, no ja
        jestem pewna, że nasze dzieci nie sa obciazone ani obowiazkami (choc
        sa bardziej zaradne od ich rowiesnikow w samoobsludze-mam porownanie
        bo co drugi weekend nocuja u nas jakies dzieci-koledzy naszych
        starszakow), ani zajmowaniem sie mlodszym rodzenstwem. To akurat
        jeden z problemow wielodzietnych, ktore nas nie dotyczą, ale sa
        inne, z ktorymi musimy walczycsmile, Ewa
    • fantastic-aligatorka Re: Dzieci wielodzietnych 08.12.09, 01:12
      Ja co prawda nie z wielodzietnej rodziny, ale miałam jednego
      młodszego brata, którym musiałam się sporo zajmować. Nie powiem, że
      zawsze chętnie i z własnej nieprzymuszonej woli wink To że musiałam go
      ciągać za sobą gdy wolałam wyjść sama z koleżankami, że musiałam
      sprawdzać czy umył się przed wyjściem do szkoły i czyścić mu
      zasmarkany nos nie zaowocowało w moim przypadku niechęcią do
      posiadania potomstwa... zaowocowało natomiast ogromną niechęcią do
      obciążania starszych opieką nad młodszymi. Nie powiem, że nie zdarza
      się żeby starsze przewinęły maluchy, wytarły gluta, czy zabrały na
      spacer... ale zawsze wychodzi to od nich. Potomstwo chyba widzi i
      docenia, bo nieraz zdarzało mi się słyszeć zachwyty córki jak to ma
      fajnie bo ma dużo rodzeństwa i nie musi się nim zajmować w
      przeciwieństwie do koleżanek, które muszą targać za sobą malucha
      wszędzie smile Póki co synowie nastoletni na temat planów
      prokreacyjnych sie nie wypowiadają, a córka nastoletnia twierdzi, ze
      dzieci nie chce ale nie ze względu na "dzieciowstręt", a na
      niedogodności związane z ciążą i porodem wink
      Myślę zatem, że nie od ilości dzieci, a od podejścia rodziców zależy
      w tej kwestii najwięcej. Moje podejście zawsze było takie, że dzieci
      nie wychowują dzieci. To ja decydowałam sie mieć kolejne i ja
      odpowiadam za ich wychowanie... moje dzieci, czy te starsze czy
      młodsze będą wychowywać własne jeśli będą je mieć.
      • mroofka94 Re: Dzieci wielodzietnych 08.12.09, 08:13
        BRAWO!
    • nata76 Re: Dzieci wielodzietnych 08.12.09, 08:31
      No własnie. Zalezy wszystko od podejscia. No i jeszcze trzeba
      spojrzec przez pryzmat minionego pokolenia, gdzie dzieci sie rodziły
      i powszechnie traktowane były..no cos w rodzaju:'Lepiej dziecko niz
      choroba"...Generalizuje,oczywiscie.Jestem swiezo po
      lekturze "Dzieciństwa w dworze szlacheckim....". Myłse,że "ta nic
      czasrna się przędzie"....Podejscie do rodzicielstwa,
      miłosci,swiadomego towarzyszenia dziecku ....nie było kiedys tak
      pojmowanego macierzynstwa i tak przechodziło z pokolenia na
      pokolenie. Rzadko kto z nas miał to szczescie,ze trafili mu sie
      rodzice ,ktorzy nie poddali sie propagandzie. Zazwyczaj było to
      wychowanie na zasadzie, nie karm, nie nos ,nie pieśc,"dzieci i ryby
      głosu nie mają"-w mniejszym lub wiekszym natezeniu. I to nie
      zalezało od liczby dzieci, mogło jedynie eskalowac.

      Mysle,ze to pytanie powinno zostac zadane za lat dwadziescia.
      Zobaczymy,co nasze dzieci odpowiedza....
    • luxnordynka Re: Dzieci wielodzietnych 08.12.09, 13:24
      drugiej strony: czy my wychowujemy dzieci po to, żeby i one chcialy
      miec duże rodziny? Absolutnie! Niech nie maja dzieci jesli nie chcą!
      Niech będą szczęsliwe w swoich wyborach, Ewa
    • anna_sla Re: Dzieci wielodzietnych 09.12.09, 11:09
      Kiedyś ciocia opowiedziała mi pewne zdarzenie jej znajomej, która kazała swojej
      starszej córce (już nastoletniej) wziąć małego brata na spacer, ale ta jej
      odpyskowała "to Twoje dziecko!". I tym się w życiu kieruję wychowując swoje
      dzieci. Nie można zniewolić starsze dzieci i obarczać opieką nad młodszymi.
      Poprosić raz na jakiś czas na krótko to owszem i zachęcać, zachęcać, a nie zmuszać.
Pełna wersja