ile z nas w nas ;)

19.01.10, 22:10
Dziewczyny, jesteśmy mamami i to na full. Dzień ma tylko 24 godziny,
podzielić to na liczbę członków rodziny i masę codziennych rzeczy do
zrobienia...dla nas zostaje niewiele i to pewnie w późnych godzinach
nocnych wink Co robicie TYLKO dla siebie? Co macie tylko dla siebie i
czego będziecie broniły jak niepodległości? pytam o malutkie
egoistyczne przyjemności, o to, co robicie dla własnej higieny
psychicznej, żeby czasem nie zwariować a czasem wiedzieć, że my i
dzeci to jednak różne organizmy. O Wasze pasje, hobby itd...

Tak jak się zastanawiam to... dużo rzeczy po drodze porzuciłam,
niektóre odłożyłam na potem, jak dzieci podrosną... uświadomiam
sobie, że tak niewiele mnie zostało z danwj mnie...jest głównie MAMA.
jakoś ta zima i problemy z kręgosłupem nastarają mnie refleksyjnie...

pozdrawiam ciepło
m.
    • mama.rozy Re: ile z nas w nas ;) 20.01.10, 17:13
      co mi jeszcze zostało z tamtych latsmile
      -czytanie,kiedy tylko dorwę książkę,doszłam do perfekcji w jednoczesnym czytaniu
      i gotowaniu,jeśli akurat uda mi się uziemić bachorki przy bajce
      -namiętne słuchanie Trójki,od 15 lat...
      ale doszło też i nowe:
      -wieczorno-nocne filmy w łóżku oglądane z mężem na laptopie
      -taka organizacja zajęć dzieciom,żeby mieć chociaż chwilę na cokolwiek...
      jak jeszcze coś wymyślę to dopiszęsmile
      • tolka11 Re: ile z nas w nas ;) 20.01.10, 20:03
        1. Czytam w kiblu ksiązki, bo zamykany, a rodzina szcza do wanny.
        2. Leżę w wannie bywa godzinę dziennie i planuje właściwie nie wiem
        co
        3. Siedzę na forum (też w kiblu)
        4. Chodzę do pracy, coby na rodzine nie patzreć za często
        5. Pasje mam takie, że da się je tylko rodzinnie da się je
        uskuteczniać: żeglarstwo, rower, deska/narty śladowe zimą.
        • modrooczka Re: ile z nas w nas ;) 20.01.10, 23:24
          1. Leżenie w wannie, czesto z gazetą
          2. Kupowanie po każdej wypłacie (mojej) serka danio, zupy chińskiej i ulubionego
          miesięcznika (taki rytułał jeszcze ze studiów smile)
          3. Pilates (teraz nie chodze przez ciążę, ale tak to od wielu lat zostawiam
          rodzine 2 razy w tyg i idę ćwiczyć.
          4. Raz na jakiś czas muszę pójść do empiku, wziąć stertę nowości, zamówić kawę i
          spędzić na przeglądaniu ok 2 godz. Jak mam siłę stać, to potrafię spędzić drugie
          tyle na przesłuchiwaniu płyt.
          5. Siedzenie w internecie (ale wtedy zazwyczaj udaję że pracuję wink)
          6. Raz na jakiś czas muszę zostawić wszystko i wyjść na plotki z przyjaciółką
          albo z mężem.
    • sophie2202 Re: ile z nas w nas ;) 20.01.10, 23:44
      -moja praca która jest moją pasją (choc obecnie jestem na
      macierzyńskim)
      -lekcje angielskiego
      -siłownia, basen albo klasy fitnes na zmiane
      -spacery i zakupy w samotności
      -kino
      -pianino i gitara ale niestety narazie poszło w odstawke
      -wylegiwanie sie w wannie
      -no i jestem uzalezniona od internetu
      • marrakuja Re: ile z nas w nas ;) 21.01.10, 06:43
        To mamy podobnie. Jedyne co mi pozostało i bez czego nie funkcjonuję
        to czytanie. Nie mam już miejsca na ksiązki, chyba zacznę wystawiać
        na allegro te do których już nie wracam, Tak samo jak siebie
        zarzucam książkami i dzieci, co sie opłaca, bo rosną naprawdę fajni
        młodzi czytelnicy. I też koniecznie przyjaciółki - raz na jakiś czas
        mówię pa, pa i znikam.
        Ale nie pamiętam kiedy ostatni raz tańczyłam..., kiedy ostatni raz
        wyskoczyliśmy gdzieś z mężem sami (nie mamy tu rodziny), nie chodzę,
        na żadne zajęcia dla siebie, przytyłam i nie mogę schudnąć, bo nie
        mogę zabrać się za sensowna dietę (wypiekam i gotuję, no i razem z
        domownikami konsumuję...sad, coraz mniej wydaję na siebie, a coraz
        więcej na dzieci (jedyne na co nie oszczędzam, ale w granicach
        rozsądku to kosmetyki - bez makijażu nie wychodzę z domu smile... Coraz
        rzadziej oglądam filmy, wypady do kona (zawsze z kumpelą) mogę
        policzyć na jednej rece, a w domu zwyczajnie nie mam już siły, wolę
        pójść spać.Basen,, siłownia... kiedy to było?
        Praktycznie nie słucham też muzyki, z dyskmena ciągle znikaja mi
        baterie, w domu trudno słuchać bo jak tylko zaczynam, zaraz komus
        się to nie podoba, albo jest własnie Bob Budowniczy tudzież
        MAłe zoo... Małym luksusikiem jest kupno kawy na wynos w czasie
        spaceru, miesieczniki kupuję hurtem , bo jestem gazetoholikiem. i
        tyle...Teraz jestem na macierzyńskim, za chwilę wychowawczym i w
        ogóle mam wrażenie, że znikam...jak pracowałam, było mnie znacznie
        więcej....
        buziaki i miłego dnia
        m.
    • ladyacid Re: ile z nas w nas ;) 28.01.10, 22:26
      ech,zostało mi "z dawnych" niedzieciatych lat:
      1.słuchanie muzyki smile np.gdy pichcę w kuchni
      2.chociaż kilka rockowych koncertów w ciągu 12 mies.
      3.książka (ale już nie do poduchy)
      4.dobry batonik na poprawę humoru
      5.długie spacery smile co prawda teraz Nordic Walking
      • luxnordynka Re: ile z nas w nas ;) 29.01.10, 11:21
        a ja nawet nie chcę i w ogóle mi nie zal tego co bylo we mnie. Teraz
        czuję, że żyję całą sobą, to "teraz" przynosi mi radość, szczescie.
        Nawet jak bylam nastolatka to jakos nie moglam wypelnic w sobie
        pustki, pamietam to dobrze. Wszystko mnie pchalo w strone rodziny.
        Jednoczesnie mam tez swiadomosc, ze jak dzieci beda starsze,
        samodzielniejsze to cos znajde dla siebie, zreszta juz mam plany i
        marzenia. Ale sie nie oklamuje-wiem, ze powoli i stopniowo mijaja mi
        najbardziej satysfakcjonujace lata mojego zycia. Mysle, że
        osiagnelam taka rownowagę w moim zyciu mamy wielodzioetnej i jesli
        chodzi o poziom stresu i zajmowanie sie sobą. Oczywiscie zycie jest
        tak kruche ze czasem trzeba wszystko przeorganizować, pozdrawiam, Ewa
        • verdana Re: ile z nas w nas ;) 29.01.10, 20:03
          Moje dzici sa już dorosłe, albo prawie. jedyna "strata" jaka mi
          naprawde dolegała i dolega to konieczność bbycia w domu w
          okreslonych godzinach, tego, ze nie mogę po prostu wyjść, a teraz,
          gdy najmlodszy jest już 15-latkiem, ze mogę - ale uwazam za
          niewskazane - np wracanie codziennie o 20.
          Reszty nie straciłam - książki czytałam zawsze, nawet przy dwojgu
          małych dzieciach, za imprezami nie przepadam, sama moglam wychodzić
          z domu, bo zmienialismy się z mężem przy dzieciach. No i miałam
          zawsze pracę, nawet na macierzyńskim - a to dla mnie wazne.
Pełna wersja