Powtarzalność

29.04.10, 17:03
Mój najmlodszy zdaje teraz egzaminy gimnazjalne. Choć oczywiscie
cala rodzina się przejmuje, to jednak porównując to do egzaminów
najstarszego syna, a nawet średniej córki - widzę, o ile mniej jest
celebrowania wydarzenia, zainteresowania i nerwów. Ot, kolejne
dziecko zdaje kolejny egzamin, rutyna.
I tak sobie myslę - z jednej strony pewnie to nawet dobrze, akurat w
tym wypadku. Za dużo nerwów i uwagi wcale młodemu człowiekowi nie
służy. Ale ile jest takich innych "kolejnych razów", ktore dla
naszego dziecka są pierwsze, a dla nas - juz nie i ile razy zbyt
mało uwagi im poswięcamy.
Ja wiem, że większość wypowidzi będzie pewnie w stylu 'u nas tak nie
jest". Ja też się staram, zeby tak nie było, ale co innego starania,
a co innego własne podejscie do waznych wydarzeń, trochę już takie
wlaśnie rutynowe.
    • modrooczka Re: Powtarzalność 29.04.10, 17:56
      Napiszę Ci, z punktu widzenia średniego dziecka smile Ja byłam zawsze zadowolona,
      że nie jestem ta pierwsza. Przy mojej starszej siostrze wszyscy w stresie
      biegali wokół niej, kołki jej na głowie ciosali, że ma robić to a nie tamto,
      albo jeszcze coś innego. Przy mnie był święty spokój, rodzice mówili: no
      przecież wiadomo było że zdasz. Potem zabierali na lody i tyle. Przejęli się
      raz, jak się nie dostałam w liceum do klasy mat-fiz, tylko do ogólnej. W końcu
      załatwili mi możliwość przeniesienia do tamtej klasy. Nie skorzystałam, ale to
      był czytelny sygnał, że jak coś się sypie to oni są tam gdzie trzeba.
    • modrooczka Re: Powtarzalność 29.04.10, 18:01
      Jak moja najstarsza córka szła do przedszkola to był ryk przez 2 tygodnie -
      myślę że bezbłędnie odczytywała moją desperacje i przekonanie, że na pewno jej
      się krzywda dzieje. Druga poszła spokojnie, bez nerwów a najmłodsza w
      podskokach, już się doczekać nie mogła i jest nieustająco zadowolona że już jest
      przedszkolakiem. Teraz najstarsza idzie do szkoły i znów jest stres, jak to
      będzie. Nie zazdroszczę jej że wszędzie będzie pierwsza.
    • sophie2202 Re: Powtarzalność 29.04.10, 18:01
      Mi sie wydaje, ze nie ma to az tak wielkiego znaczenia dla dzieci. Z
      ciekawosci spytałam mojego najmłodszego brata który jest 6 z kolei,
      czy czuł sie w jakis sposób pokrzywdzony tym ze najmniej nim sie
      wszyscy przejmowali,w odpowiedzi popatrzyl tylko na mnie jak na
      wariatke, czyli jednnym słowem ma to gdzies.
      Poza tym nerwy rodziców udzielaja sie dzieciom, ja jako najstarsza
      zawsze bardziej sie denerwowałam mamą niz całym wydarzeniem, a brat
      juz na luzie.
      • verdana Re: Powtarzalność 29.04.10, 19:35
        Bo przy egzaminach to na pewno dla dzieci lepiej - być kolejnym. Ale
        przy inncy wydarzeniach - komunia, ślub, jakieś osiągniecie, ktore
        już kiedys miało starsze dziecko... Tu już nie bylabym taka
        przekonana, ze dzieci są zadowolone.
        No i jeszcze jedna rzecz, którą ja widzę wyraźnie - osiągniecia
        starszych trochę przytłaczają (szczególnie, gdy są nie do
        powtórzenia), a ich klęsk z kolei najmlodsze samo się obawia.
        • modrooczka Re: Powtarzalność 29.04.10, 19:49
          Nie generalizuj, Verdano. Ja tez ślub brałam parę lat później niż siostra i w
          ogóle nie przyszło mi do głowy tego porównywać. Jedyne czego zazdrościłam
          siostrze to jej przyjaciółek, aż krok po kroku przyjaciółki stały się wspólne i
          problem się rozwiązał. Osiągnięcia miałyśmy w różnych dziedzinach, więc nie było
          rywalizacji.
          • marina2 Re: Powtarzalność 29.04.10, 20:46
            Mam takie powiedzenie,że pierwsze dziecko jest jak poligon.Po manewrach nabiera
            się rutyny.Jest coś na rzeczy i uważam,że trzeba się pilnować,bo każdy
            -slogan-jednak jest niepowtarzalny i przeżywa inaczej.Na pewno celebra
            egzaminacyjna nie służy dzieciom.I kolejne dzieci oswajają rodziców ze stresem
            egzaminacyjnym.Sama niedawno rozmawiałam z córką o jej egzaminie gimn sprzed
            dwóch lat i powiedziała ,że to był light ,pikuś i śmieje się z tamtego
            stresu.Drugie dziecko będzie miało większy spokój "może"?wink)
            • w_iika Re: Powtarzalność 29.04.10, 23:39
              Ha, własnie dzis o tym z mężem rozmawiałam. Mój mąż (najmłodsze dziecko) zapytał zdenerwowany, kiedy wreszcie moi rodzice przestaną tak wszystko przezywać (jestem najstarsza). Niestety,mam tego "pecha", że rodzeństwo duzo młodsze, więc moje mieszkanie, moje dzieci, moja praca, krótko mówiąć MOJE zycie, to jest dla moich rodziców powód do pzrezywania czegos po raz pierwszy, i mam tego, hm, dosyć. Duzo bym dała, żeby byc kolejnym dzieckiem, jak mój mąż... smile
              • wieloszka Re: Powtarzalność 30.04.10, 16:17
                pochodzę z rodziny wielodzietnej. Jestem szóstasmile Kiedy
                przygotowywałam się do matury mamusia pytała tylko "ale uczyłaś sie
                trochę?" i koniec tematu. Lekcje od pierwszej klasy odrabiałąm sama
                BO MUSIAŁAM. Ma to plusy i minusy. Plusy:zawsze wiedziałam że uczę
                się dla siebie, nikt tego za mnie nie zrobi i nie przypilnuje, to
                była moja działka i bardzo w życiu mi sie to przydało. Ta
                odpowiedziałność za siebie. Nikt nie miał ze mną związanych jakiś
                wygórowanych ambicji, nikt krzywo nie patrzył na tróje, cieszono się
                z moich sukcesów, a ja wiedziałam że sobie tylko je zawdzięczam.
                Miałam krótko mówiąc luz, kiedy uznałam że mogę poluzować i
                pracowałąm kiedy wiedziałam że muszę. NIkt mnie nie sprawdzał, nie
                chodził na wywiadówki bo nie musiał. Fajny beztroski czas.
                Współczułam koleżankom, które miały kartki zdrate od wymazywania i
                poprawiania każdego szlaczka. Ale minusy oczywiście też były.
                Właściwie możecie przeczytać to co napisałam wyżej i inaczej
                spojrzeć na tosmile Moja mamusia nigdy nie brała udziału w zyciu szkoły
                stąd nie byłam najbardziej lubianą uczennicą. Brak samych piątek
                pogarszał sprawę. Częste zapominanie fletu, ekierki, liści na
                plastykę, stroju na wf (o czym zazwyczaj rodzice przypominają)
                pogarszało sprawę. Na wszystkie egzaminy szłam sama. Nikt pod
                drzwiami nie czekał. NIby to rozumiałam i wolałam taki spokój i
                naturalne podejście do egzaminowania ale...jakoś tak bywało mi
                smutno. Także to podejście do różnych wydarzeń w życiu dzieci jest
                ważne. Jak to w życiu bywa każdy gdzieś popełni błąd. Zaniedbane
                może być dziecko jedyne w rodzinie. pozdrawiam!
                • verdana Re: Powtarzalność 30.04.10, 17:16
                  I o to własnie mi chodzi.
                  Mam jednak wrazenie, ze przy jedynaku zaniedbanie jest wynikiem
                  własnie - zaniedbania, raczej nie przytrafia się troskliwym
                  rodzicom. W rodzinach wielodzietnych to zaniedbanie jest efektem
                  przyzwyczajenia - matura jest już szósta, co z tego, ze dla dziecka
                  pierwsza.
                  I nie wydaje mi sie wcale, aby dzieci byly tym aż tak bardzo
                  zachwycone, ze rodzice nie są nimi szczególnie przejęci... - jak
                  zresztą widać z Twojego postu.
                  • luxnordynka Re: Powtarzalność 30.04.10, 20:55
                    mam podobne przemyslenia, ufajac jednoczesnie ze ich swiadomosc
                    pozwoli mi uniknac tego zaniedbania o ktorym piszesz... To tez
                    kwestia empatii, bede przezywac po raz trzeci przedszkole i wciaz
                    wydaje mi sie ze robie to tak samo jak za pierwszym razem, Ewa
                  • werbena11 Re: Powtarzalność 30.04.10, 23:09
                    ja mysle, ze to tylko jedna strona medalu - moze przy kazdym nastepnym dziecku
                    mniej sie podniecamy kazdym nowym zebem, umiejetnoscia, doswiadczeniem,

                    ale tez sami jako rodzice mamy wieksze doswiadczenie, spokoj, pewnosc, ze bedzie
                    dobrze i mozemy to ofiarowac dziecku, ono to przeksztalci we wlasny spokoj i
                    pewnosc siebie, pozytywne widzenie przyszlosci

                    moja 7-letnia corka juz umie przygladnac sie innym rodzicom - czy sobie radza
                    dobrze z dzieckiem, czy panikuja czy sa spokojni, zadziwiaja mnie jej
                    spostrzezenia, ona widzi kiedy matka jest jak kwoka, kiedy nerwy ja biora
                    niepotrzebnie smile) i to nastepne dziecko tez to bedzie umialo ocenic

                    opuszczenie dziecka przy jakis waznych dla niego wydarzeniach to nie zawsze
                    rutyna, czasem to tez zaniedbanie...

                    mozna sie pocieszyc, ze to dziecko w zamian ma cos innego - rodzenstwo...
              • maman3 Re: Powtarzalność 03.05.10, 12:40
                Byłam najstarsza- mam wrażenie,że, paradoksalnie, zawsze bardziej
                martwiono się o moje młodsze rodzeństwo, niż o mnie, zresztą do tej
                pory powtarza się, że ja sobie poradzę, że jestem silnasmile. Co do
                rutyny- oj, tak. Czeka mnie teraz komunia drugiego- nie wariuję, nie
                bawię się w wizytówki- podchodzę do sprawy bardzo spokojnie, mam
                nadzieję, że młodszy nie odbierze tego jako ujmy na honorzesmile.
    • maly_ksiaze Re: Powtarzalność 01.05.10, 00:05
      Hejkasmile


      Nata życzyła sobie - co prawda w innym wątku opowieści jak to być z
      wielodzietnej rodziny - i wydaje mi sie, że tuaj to dobra
      okazjasmile(dla ułatwienia dodam, iż jestem 13 - najmłodszysmile.).
      Jak już zostało napisane - większy luuz i z tym się zgadzamsmile -
      jeśli chodzi o zainteresowanie ze strony rodziców. Raczej większego
      przejmowania się nie byłosmile Nieco inaczej wyglądała sprawa ze strony
      rodzeństwa. Część się mną przejmowała tak jakby to ich własne
      dziecko byłosmile i kiedy powijała mi się noga w czasach burzliwej
      młodości do zawsze podawali ręke i dość szybko wychodziłem z
      kłopotów. Wydaje mi się też, iż większą pomoc wbrew pozorom - jeśli
      chodzi o takie codzienne problemy nastolatka można uzyskać od
      rodzeństwa ale to już troszkę offtopic. Jak dla mnie to takie
      podejści jest dużo bardziej "normalne" i harmonijne niż nieco
      "nadpobudliwe" przeżywanie każdego wydarzenia z życia dziecka...

      Pozdrawiamsmile
      M


      "Mężczyźni różnią się od kobiet.Obie płcie są sobie równe jedynie ze
      względu na wspólną przynależność do Homo sapiens.Utrzymując,że ich
      skłonności,uzdolnienia,czy zachowania są takie same,budujemy
      społeczeństwo oparte na biologicznym i naukowym kłamstwie"
      • luxnordynka Re: Powtarzalność 01.05.10, 12:58
        Maly książe, napisz troche o swojej rodzinie, jak bylo, jak jest,
        czy Twoi rodzice sa wierzacy i stad ta ilosc dzieci... No, ciekawa
        musi byc taka rodzina, jestescie tu w czolowce, hehe Pozdrawiam Cie
        serdecznie, Ewa
        • maly_ksiaze Re: Powtarzalność 01.05.10, 17:27
          Obiecuję znaleźć czas i opisać w tym "innym" wątkusmile
          Pytania co chcielibyście wiedzieć mile widzianesmile
    • rycerzowa Re: Powtarzalność 02.05.10, 00:33
      Powtarzalność...
      Kiedyś nawet pisałam na forum, że w odniesieniu do pierwszego synka pamiętam
      wszystko - pierwszy uśmiech, pierwsze słowo, pierwszy krok.
      A jeśli o młodsze chodzi, muszę podpierać się notatkami.
      Moi znajomi podobnie.
      I raczej nie chodzi o zaniedbanie młodszych, ani o uczuciowe wyróżnianie
      starszych, ale o zwykłe niepodniecanie się, o mniejszy ładunek emocji, związany
      z powtarzalnością pewnych zdarzeń w wychowaniu dziecka, z oswojeniem ich.

      Na pierwsze wywiadówki syna szłam zaciekawiona, pełna dobrej woli, gotowa do
      pomocy szkole, i z oczekiwaniem pomocy w wychowaniu dziecka.
      Na wywiadówkach najmłodszej córki znudzona patrzałam na zegarek, kiedy zebranie
      wreszcie się skończy. Bo już wiedziałam,że to strata czasu.
      Ale być trzeba.

      Każde niepowodzenie pierwszego dziecka jest jak nóż w serce.
      Potknięcia młodszych traktujesz jak na to zasługują - "spróbuj jeszcze raz,
      kochanie, albo spróbuj czego innego, powinno się udać, najwyżej się nie uda".

      Osiągnięcia pierworodnego są na miarę geniuszu;sukcesy młodszych to oczywista
      oczywistość odpowiedniego wychowania.

      To chyba w którymś z tomów "Ani z Zielonego..." było,że pierwsze dziecko to
      najbardziej poetycka poezja, a dziesiąte - najbardziej prozaiczna
      proza,niezależnie od zadbania. O ten ładunek emocji chodzi, związany z nowością.
      O tę powtarzalność.

      Tylko że te nasze dzieciaki potrafią sobie z tym radzić, i być
      niepowtarzalne.
      Jeśli każde jest diametralnie inne, to nie pozwoli rodzicowi na rutynę, na
      spokój, na nudę.

      Ktoś wspomniał o weselach.
      "Ożeniłam" troje dzieci, każde wesele w innym kraju, w innej konwencji, z innymi
      przygodami związane.
      Każde było "pierwsze".
      • nata76 Re: Powtarzalność 02.05.10, 10:52
        pamietam,ze juz był taki temat,ale własnie z drugiej strony, jak nie
        popasc w rutyne.

        Mysle podobnie do luxnordynki,ze swiadomosc tego,ze wiemy o
        powtarzalnosci pozwoli mi nie popełnic błedów.

        Z jednej strony jak piszecie, moja najstarsza ma najgorzej, bo
        pierwsza. ALe to chyba w kazdej rodzinie niezaleznie od liczby
        dzieci najstarsze przeciera szlaki.

        Ni i wlasnie, puenta rycerzowej,ze kazde jest NIEPOWTARZALNE. Wiec
        majac to na uwadze staram sie zatrzymac nad kazdym z dzieci.
        jednoczesnie majac swiadomosc,ze pewnej rutyny sie nie uniknie,
        nawet po prostu z powodów nazwijmy to logistycznychwink
        • sli-maczek Re: Powtarzalność 03.05.10, 08:57
          Ja mam male doswiadczenie w tym watku, ale daje mi to do myslenia.
          Teraz, w trzeciej ciazy, kiedy po raz kolejny zbieram ubranka,
          foteliki, zostawiam dla trzeciego te wszystkie rzeczy, mimo wszystko
          mam uczucie 'ZNOWU'. Znowu pieluchy, znowu gotowanie zupek, kolki,
          czekanie az bedzie siedzialo...byc moze troje to dla mnie jednak
          granica, bo mam wrazenie ze czwarty raz juz by mnie to po prostu
          meczylo. Nie wiem jak z dalszym dorastaniem ale 6lat pieluch i
          wstawania w nocy to dla mnie juz duzo. Pamietam ze kiedy rodzil sie
          drugi syn, moja tesciowa lamentowala ze cora jeszcze nie wola na
          nocnik, i ze bede musiala dwoje przebierac. Dla mnie to nie byl
          zaden problem, uwazalam ze przesadza. Natomiast teraz juz mi sie
          marza trzy pupy bez pieluch i dzieci spiace dluzej niz do szostej
          ranosmile. Taka mysl niedoswiadczonej jeszcze mamy.
          • fajna_kachna Re: Powtarzalność 03.05.10, 18:30
            moje dzieci jeszcze za małe na śluby wink
            i dwoje starszych jest tak różnych że wszystko jest pierwszy raz,
            Wika nigdy nie występowała na akademiach bo się wstydziła więc
            kibicowaliśmy jej w byciu kwiatkiem, Piotrek recytuje wszystko,
            wszędzie i zawsze więc płaczę na każdym przedstawieniu;
            Wika jest wyważona i mało wylewna, uczucia okazuje np wyprasowaniem
            ubranek dla najmłodszego zanim się urodził a Piotr kochał brzuszek
            całując, przynosząc owoce i mówiąc "mamo odpocznij"

            staję na przysłowiowych rzęsach zabieram małego pod pachę (i kilka
            innych pociech jak trzeba) i idę na zawody pływackie czy piknik - to
            ich ważne momenty beze mnie chyba niepełne ...

            a co do spokojności to racja, nastarsza pociecha była za malucha
            mega nerwowa, drugi już lepiej, ostatni to oaza spokoju, ciekawe
            jaki będzie kolejny wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja