goska81-gryfino
14.07.10, 14:53
Dziewczyny, czy Wasi mężowie robią coś w domu i jeśli tak, to co robią? Chodzi
mi o takie sytuacje, kiedy nie trzeba mężowi mówić co ma zrobić, tylko, żeby
mąż sam z siebie wiedział co jest do zrobienia i wyręczał żonę. Mnie krew
zalewa. Nazbierała mi się góra prasowania, a mój ślubny, na widok mnie
zbliżającej się do żelazka stwierdził, że mam tego nie prasować, bo nie
wszystko jest tu do prasowania. Nie podszedł, nie powiedział, że on poprasuje,
tylko, że mam tego nie ruszać, bo tego nie trzeba prasować. Bo podobno nie
wszyscy prasują spodnie i koszulki. A ja nie lubię mieć niewyprasowanych ubrań
i dzieciom też nie lubię takich zakładać. I tak nie prasuję np piżam, albo
rzeczy dziecinnych, które są typowo "po domu" lub "na podwórko"- takich do
dobicia. Któregoś dnia wzięłam się bodajże za odkurzanie. Jako, że jestem w
siódmym m-cu ciąży i brzuch mi już przeszkadza, czasem ciężko robić niektóre
rzeczy, ale jak trzeba, to trzeba. Mój luby słysząc, że zabieram się do
odkurzacza, powiedział łaskawie z drugiego pokoju, że nie trzeba teraz
odkurzać, czy jakoś tak. No myślałam, że zabiję. Bogu dzięki, że śmieci
wyrzuca jak są, łóżko ścieli jak jest w domu i od czasu do czasu podłogę
zamiata, niekiedy też zmywa (podłogę, bo do zmywania naczyń to tak może 2 razy
w m-cu się weźmie, chyba już z litości)

. No, po zakupy czasami chodzi. Ale,
żeby coś miał "swojego" do roboty, to nie ma bata. On jest Fizyczniepracującym
Mężczyzną, który zaiwania w pracy po 8, a czasem 12h, więc może ja się po
prostu czepiam? Bo w końcu grzeję tyłek w domu, kiedy chcę mogę się herbatki
napić, kiedy chcę, mogę do komputera czy TV usiąść, ale wydaje mi się, że do
jakiegokolwiek obowiązku w domu mógłby się poczuwać. Powiedział mi ostatnio,
że jemu to trzeba dokładnie mówić co ma zrobić. Tylko ja mam gdzieś za każdym
razem się prosić o łaskę. Tym bardziej, że pewności nie mam, że zrobi to, o co
się go poprosi. Czepiam się?