jak rozwiązujecie takie sprawy??

21.08.10, 16:20
np. pada hasło: "jak pozbieracie zabawki pojedziemy na basen". No i chłopaki
nie zbierają, córka zbiera, ale dochodzi do momentu kiedy staje się to
niesprawiedliwe. Upominamy (tak jak dziś mąż na podwórku), przypominamy,
zabawek nie zbierają. No to ogarnia nas nieraz wkurw i "na basen nie
jedziemy", bo nawet ochoty nie mamy. I córka płacze. I słusznie, bo to
względem niej niesprawiedliwe, to tak jakby ona też dostała karę a przecież
zbierała. Natomiast z nią samą raczej nie pójdziemy, bo to dla nas za duży
koszt, który na ogół chcemy łączyć już idąc całą rodziną (dzieci mają teraz
promocję fajną, ale dorośli nie). Jak Wy rozwiązujecie taki problem?
    • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 17:33
      Nigdy nie zdarzyło mi się stosować odpowiedzialnosci zbiorowej. Po
      prostu nie dawałam NIGDY tego typu poleceń, za ktore - niezależnie
      od wkladu pracy - nagroda miała być wspólna. I przyznam,z ę nie
      rozumiem tego, co zrobilaś. Ukarałaś córkę za to, ze sprzątała za
      braci? Cóż, zawsze uwazalam,że z dwojga złego lepsza niesprawiedliwa
      nagroda niż niesprawiedliwa kara.
      Pawde mówiąc, az mnie zatkalo, kiedy pomyślałam, jak musiała sie
      czuć Wasza corka, ktora gorliwie i grzecznie sprżatała zabawki,
      cieszac się na basen, gdy dowiedziała się, ze nie pojedzie - bo byla
      grzeczna. natomiast bracia - cóż, mieli rację, nie warto się
      przeciez starać, skoro osobiste starania nie mają znaczenia, jest
      się rozliczanym z tego, co robi brat czy siostra.
      Niezaleznie od wszystkiego przeprosiłabym córkę i zabrała na basen,
      koszt tego co zrobiliście jest znacznie wyższy niż koszt
      jednorazowej wejściówki...
      • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 20:51
        to nie miała być nagroda, oni po prostu mieli sprzątnąć po sobie zabawki na
        podwórku, a potem mieliśmy razem spędzić czas na basenie. Niestety po prostu
        wkurza nas jak chłopaki temat olewają i nie mamy zwykle wtedy ochoty wychodzić
        gdziekolwiek. Nie mianujemy tego ani karą ani nagrodą i komunikujemy im po
        prostu co czujemy, że mieliśmy miło spędzić czas i go nie spędzimy, bo miło nam
        nie jest.

        A sytuacja z basenem jest tylko przykładem.
        • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 22:01
          Cóż, córka sprzatnęła.
          Dla mnie to nie traktowanie dzieci jako osobnych ludzi. nie
          patrzenie na to, kto co robi, tylko jaki jest efekt pracy - i za
          efekt odpowiadają wszyscy po równo, niezależnie od tego, czy
          pracowali, czy się obijali. Najbardziej niewychowawcza i
          demotywująca rzecz, jaką można zrobić - uczy dzieci, ze ich starania
          ida na marne, albo przeciwnie - ze niech jedna osoba robi, a inne
          skorzystają.
          "nie macie ochoty' wychodzić? A kto powiedział, ze rodzice mają
          robić nie to, co jest własciwe, a tylko to, na co mają ochotę? To,
          ze córka miała ochotę, cieszyła się, zrobiła to, co trzeba, aby iść
          na basem po prostu sie nie liczy? Nie macie ochoty iść - więc niech
          placze, niech ma poczucie krzywdy, niewazne? Co zakomunikowałas
          córce "Twoi bracia nie sprżatnęli, więc nie mamy ochoty wychodzić
          takze z Toba, bowiem nieszczególnie liczymy sie z Twoijmi uczuciami,
          nasze są dla nas bez porównania ważniejsze".
          Bo to sa Wasze prawdziwe uczucia, hniestety - komplertne
          lekceważenie dziecka.
          Przepraszam, ze tak ostro, ale dla mnie wizja dziecka, ktore zostaje
          pozbawione przyjemności , bo zrobilo co do niego należało, a rodzice
          są niezadowloeni - i w dodatku rodzice absolutnie nie widza w tym
          nic zlego - to raczej przerazające.
          Cóż, jesli w pracy zaostaniesz pozbawiona premii za wzorowe
          spełnianie obowiązków, bo szef zezłosci się na Twojego kolegę -
          zrozumiesz, co czuje córka.
          • przeciwcialo Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 16:13
            Verdano, oba posty bardzo trafne.
            • bonga_dax1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 11:37
              hmmm, u mnie czasem się tak zdarza. Młodszy syn czeka aż siostra za niego
              posprząta. Ale wtedy już stajemy na głowie, żeby spełnić obietnicę wobec córki,
              a młody zostaje z jednym z nas w domu i niekoniecznie dobrze się bawi. Córce
              jest trochę przykro ze względu na brata, ale na pewno bardziej byłoby jej
              przykro, gdyby oboje nie pojechali i z rozmów wynika, że rozumie, że to był jego
              "wybór", że został w domu. Na szczęście mieliśmy na razie chyba tylko dwie takie
              sytuacje podbramkowe, które chyba jakoś zapadły w pamięć młodemu, bo przestał
              nas "testować".
    • zuzek2007 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 17:36
      Ja przede wszystkim,nawet kosztem dużego wydatku, nagrodziłabym
      córkę za dobre zachowanie, za sprzątanie i poszłabym z nią na basen,
      może wtedy chłopaki zobaczyliby, ze nie zartujecie i kara jest
      realna.
      Dla mnie właśnie pokazujecie coreczce, ze mimo, ze was słucha przez
      braci nagrody nie dostanie i to jest niesprawiedliwesad
      • czarna9610 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 20:47

    • kamienna5 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 21:04
      Ja często mówię, że nie pójdziemy na podwórko dopóki nie posprzątamy. Córka
      (jest starsza) sprząta od razu. SYn (młodszy, 2 lata) udaje, że nie wie o co
      chodzi. Podchodzę więc do niego indywidualnie i wyznaczam mu, co konkretnie ma
      zrobić - z reguły coś prostszego (np. pozbieranie klocków). Mam wrażenie, że on
      jak na chlopa przystało, nie ogarnia umysłowo pojęcia posprzątaj. Trzeba mu
      powiedzieć co konkretnie. Jak z dorosłym facetem! Zawsze sprząta szybciej lub
      wolniej (w zależności od motywacji).
      CO ważne, jeśli mi zależy na powodzeniu sprawy, sprzątam razem z nimi. Mówię po
      prostu: ja wam pomogę.
    • bibba Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 22:03
      nie rzucam takich hasel. ja daje polecenia osobno kazdemu, i
      przynajmniej na razie wszyscy robia czego od nich oczekujemy.

      ale tez nie warunkuje wyjscia na np basen posprzataniem. sprzatac
      prosze, bo jest balagan, a wychodzimy, bo tak zaplanowalismy.
      • czarna9610 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 21.08.10, 22:41
        Verdana ma rację. Myślę że nauczyłaś córkę iż nie warto się wychylać bo i tak
        będzie odpowiedzialność zbiorowa. Jeśli już nie stać cię było żeby tylko z nią
        iść na basen to trzeba był o w nagrodę wymyślić jej
        coś atrakcyjnego

        "W dworcowej poczekalni, na stacji PKP
        lubię posiedzieć czasem
        bo gdzie lepiej czekać jest "
        • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 11:32
          zaproponowałam, a raczej ona zaproponowała, ale nie chciałam pisać, bo chciałam
          spytać jak Wy robicie. Dostała małego kucyka, które uwielbia.
          • housewife1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 15:11
            u mnie na razie jest dwójka ( spodziewamy sie trzeciego) starsza córka i młodszy
            syn i tradycyjnie chyba już, córka zawsze bardzo chętnie sprząta, a syn markuje
            sprzątanie, ja w sumie juz sie do tego nie wtrącam, bo mała wręcz kłóci się ze
            mną, że ona chce bratu pomagać, kiedy jej zabraniam, więc raczej ograniczam sie
            do wydawania mu polecen konkretnych, np jeszcze to, jeszcze tamto...
            Natomiast co do tej sytuacji anna-sla to raczej bym tak nie postapiła, po prostu
            trzeba chłopaków konsekwentnie zmusić do posprzątania i wyjść z cała trójka,
            ewentualnie jeden rodzic zostaje w domu z chłopakami, a drugi idzie na basen z
            córką, wydaje mi się, że wtedy koszt basenu nie byłby duzo wiekszy niz koszt
            tego konika, którego ostatecznie jej kupiliście.
            Poza tym generalnie sprzątanie jest dla sprzątania, sprzątamy, bo nie lubimy
            bałaganu, lub przyjdą goście, a nie dlatego, że gdzieś wyjdziemy, bo wtedy to
            jest nagroda za sprzątnie i moim zdaniem dziecko uczy sie, że za sprzątanie musi
            byc nagroda i nie sprząta po prostu dlatego, że jest bałagan... ale generalnie
            ze sprzątaniem wydaje mi sie, że to jest już chyba uwarunkowane genetycznie, tak
            z obserwacji dzieci mi wynika wink

            • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 19:07
              u nas nie ma nagród za sprzątanie. Mieli zebrać zabawki z podwórka przed
              wyjściem, bo podwórko nie jest tylko nasze tylko całej wspólnoty i zabawek
              raczej zostawiać nie można. Nie ryzykowałabym nawet. Basen nie miał być nagrodą,
              to miał być pomysł na spędzenie czasu, do którego swoimi fochami zniechęcili
              nas. Odechciało nam się. A konika to ja nie kupowałam. Zawsze mam w zanadrzu
              małe pudełko z drobiazgami na różne ewentualności. Przy okazji kupowania czegoś
              tam (bo głównie przez internet robię zakupy) i wtedy dobieram więcej rzeczy (jak
              mam kasę) w tym też takie duperelki. Ten konik kosztował mnie wtedy 5zł, a
              wyjście na basen (1 dorosły + córka) 3 razy tyle.
              • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 19:31
                Cóż, córka fochow nie miała. I tez musiało jej się odechcieć.
                Dla 10 zlotych udowodnić dziecku, ze istnieje odpowiedzialność
                zbiorowa - warto?
                Rozumiem nawet wsciekłość, ktora spowodowała rezygnację z basenu,
                rodzic tez człowiek. Przeraza mnie natomiast jakiś brak wyrzutów
                sumienia, usprawiedliwianie tego, że córka została pozbawiona
                przyjemnosci za to, że jako jedyna byla posluszna. Corka płacze - i
                to nie sklania żadnego z rodziców do współczucia "Nie chce mi się,
                ale i tak ja zabiorę, bo tak na to czekała?" .Często rodzice
                nastolatkow zastanawiają się, dlaczego ich dzieci tracą z nimi
                kontakt, dlaczego nie są szczere, dlaczego nie są prawdomowne. Moim
                zdaniem, oprócz hormonow, przyczyniają sie do tego własnie takie
                sytuacje z dzieciństwa, ktore przekonuja powoli dziecko, ze rodzicom
                wierzyć nie można.
    • przeciwcialo Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 16:11
      Pokazowo powinien ktoś z córką pojechac. Nawet kilka razy.
      Wychodzicie na niesłownych.
      • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 18:22
        Dla mnie konik sprawy nie załatwia.
        Pomijając nie wywiązanie się z obietnicy (jak będziecie kiedyś od
        córki tego wymagać?), to co robicie antagonizuje rodzeństwo. Corka
        wie, zę nie pojechała na basen PRZEZ braci. Piszesz, e to tylko
        przyklad - a więc takie sytuacji powtarzają się - część rodzeństwa
        nie robi lub nie dostaje czegoś w ramach "odpowiedzialności
        zbiorowej". To dziecko, ktore wypelnilo polecenie, zaczyna mieć żal
        do pozostalych - nom cierpi z ich winy. To nie poteguje sympatii,
        natomiast powoduje, że dziecko zaczyna w rodzeństwie widzeć kogos,
        kto może je czegoś istotnego pozbawić. brat czy siostra stają sie
        kimś, kto niweczy plany. Albo można w ten sposób braci znienawidzić,
        albo zacząć po kryjomu kryś ich rózne sprawki, aby samemu uniknąc
        kary. A najczęściej i jedno i drugie.
        Konik za to pokazuje chłopcom, ze zostali ukarani
        podwójnie , "grzeczna" siostra dostaje prezent, a oni nie jadą na
        basen. Siostra jadąca na basen, a oni nie - to zrozumiałe. Siostra
        dostająca prezent, a oni pozbawieni przyjemnności - to zwykle
        jedynie powód do zazdrości, użalania się nad sobą i wspólnego frontu
        przeciw "podlizującej" się siostrze.
        • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 21:19
          > wie, zę nie pojechała na basen PRZEZ braci. Piszesz, e to tylko
          > przyklad - a więc takie sytuacji powtarzają się - część rodzeństwa
          > nie robi lub nie dostaje czegoś w ramach "odpowiedzialności
          > zbiorowej".

          zdarza się ponieważ chociażby dlatego, że mieszkają w jednym pokoju (jeszcze
          przez rok). I np. bywa "jak w miarę szybko uda Wam się ogarnąć pokój to zdążycie
          jeszcze obejrzeć bajkę". Córka się stara, chłopaki olewają. Czas leci i
          przychodzi pora spania. Nie mogę już wtedy włączyć bajki, bo:
          1) "dostaną nagrodę" Ci co nie zasłużyli
          2) Krzysiek jak jest zmęczony to jest z nim tragedia, bije, popycha, dokucza,
          wrzeszczy, przy bajce nie uśnie.

          Czasami wtedy córka ogląda u nas, ale też nie zawsze się da, bo kiedy oni idą
          spać, my porządkujemy mieszkanie już tak "do końca" przed przyjściem
          podopiecznych następnego dnia lub wykonujemy inne czynności i zwyczajnie
          będziemy jej przeszkadzać. Sporadycznie włączamy cicho bajkę jak już chłopaki
          usną, ale wtedy bywa, że obudzą się np. na końcówkę i lipa dalej spać nie mogą.
          Pewnie nie robię dobrze, ale jak mam robić jak oni w trójkę dzielą JEDEN POKÓJ!
          Jeśli chodzi o wyjścia "płatne" to niestety albo całą rodziną, albo wcale jeśli
          nie mamy na to pieniędzy, bo o ile za dzieci dużo się nie płaci, ale za nas
          dorosłych to już są to duże pieniądze. Wyjścia "niepłatne" wtedy jesteśmy
          bardziej konsekwentni i było, że np. Krzysiek został w domu, bo nabroił a reszta
          poszła.

          W przyszłym roku Madzia będzie miała własny pokój, własny telewizor, łóżko,
          stolik itd. a pokój będzie bardziej oddalony od chłopców i wiele rzeczy będzie
          wyglądało zupełnie inaczej.

          A co robisz jak pytasz jaką bajkę chcą obejrzeć, każde mówi co innego i żadne
          nie chce ani ustąpić ani by jego bajka była drugą-trzecią?
          • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 22:55
            Biedna ta Twoja corka.
            Ciekawe, jak dlugo będzie sprzatać i otrzymywac za to karę.
            I jednej rzeczy nie rozumiem - dlaczego uwazasz, ze niezasłużona
            nagroda jest niewychowawcza, a niezasłużona kara jak najbardziej w
            porzadku?
            Rozumiem, ze niesprawiedliwość wobec córki Ci niespecjalnie
            przeszkadza, jeśli wiedzac, co się dzieje, nadal
            uzalezniasz "nagrodę" dla niej od zachowania braci.
            Wybacz, ale dzielenie jednego pokoju nie jest ŻADNYM
            usprawidliwieniem - robisz po prostu tak, aby Tobie bylo wygodnie,
            nie liczac sie z dobrem dzieci. A przecież wystarczy powiedzieć "Ty
            sprątniesz klocki, ty książki, a ty pozostale rzeczy" - i już mozesz
            zobaczyć, kto swoje zrobił. Albo wyznaczyć "rejony " pokoju. Albo
            nie uzalezniać nagrody od posprzątania, skoro to rodzi takie
            problemy.
            Jeśli chodzi o bajkę, to wystarczy rotacja - dziś jeden syndecyduje,
            jutro drugi, trzeciego dnia - córka. Bez dyskusji.
            Prywatnie uwazam telewizor dla dziecka w pokoju za jedną z
            najbardziej szkodliwych rzeczy - albo traci się kontrolę nad tym, co
            dziecko ogląda, albo stale są awantury, odradzam. Tym bardziej,z e
            czym dziecko starsze, tym problem powazniejszy. Rozumiem, że
            telewizor jest w pokoju dzieci? Cóż, ja zaczęłabym reforme od
            zabrania go z pokoju. Bajkę obejrzą u Was, a wtedy Wy decydujecie
            ostatecznie, kto wybiera i co ogląda - bo to Wasz telewizor.
            • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 23:15
              > Prywatnie uwazam telewizor dla dziecka w pokoju za jedną z
              > najbardziej szkodliwych rzeczy - albo traci się kontrolę nad tym, co
              > dziecko ogląda, albo stale są awantury, odradzam. Tym bardziej,z e
              > czym dziecko starsze, tym problem powazniejszy.

              Dzieci same sobie nie włączają, nawet nie umieją jeszcze, bo postarałam się oto
              by nie umiały. Kontrolujemy to co oglądają, nie mają tam nic podpięte oprócz dvd.

              > Rozumiem, że
              > telewizor jest w pokoju dzieci? Cóż, ja zaczęłabym reforme od
              > zabrania go z pokoju. Bajkę obejrzą u Was, a wtedy Wy decydujecie
              > ostatecznie, kto wybiera i co ogląda - bo to Wasz telewizor.

              nie ma takiej możliwości, bo głównie w naszym pokoju siedzą podopieczni, by nie
              zachwiać im kontroli nad ich "przestrzenią". Ich pokój jest ich azylem w razie
              czego. Jeśli nie mają ochoty wpuszczać tam podopiecznych to ja dopilnowuję by
              ich tam nie było.
              • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 23:18
                Rozumiem, ale jak sie ma starsze dzieci, to widać, jak one szybko
                rosnąsmile I to, co nie jest problemem dziś - stanie się problemem już
                niedługo, a zabranie starszym dzieciom telewizora na pewno zostanie
                odebrane jako szykana. Dlatego też jestem za tym, aby telewizor
                zabrać, póki jeszcze macie kontrolę i nie jest to problemsmile
                Ale, jak rozumiem, podopieczni sa tylko przed poludniem? A zatem czy
                dzieci MUSZA wtedy oglądać telewizję?
                • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 11:16
                  podopieczni są od 6-7 do 19 a ostatnio nawet do 22. Nie muszą, ale czasem chcą i
                  czasem się na to zgadzam. Ot co.
            • bonga_dax1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 11:44
              Jeśli chodzi o sprzątanie przed bajką, to ja rozwiązuję to tak, że wyznaczam
              zadania. To z dzieci, które skończyło swoją część sprzątania, idzie do salonu na
              bajkę, drugie zostaje i albo użala się nad sobą, albo szybko sprząta, żeby
              dołączyć do siostry/brata wink Książeczki do czytania, bajki do słuchania
              wybierają przemiennie. Kłótni nie ma.
              • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 20:21
                ja nie mam salonu. Mam tylko dwa pokoje, ich i nasz i grupkę podopiecznych,
                która głównie siedzi u nas.
          • housewife1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 23:20
            anna_sla piszesz, że wyjście na basen to nie jest nagroda za sprzątnięcie, ale
            jesli stawiasz sprawe tak, ze móisz "jak szybko posprzątacie zabawki, to zdążymy
            na basen", to wtedy się to robi nagroda, chociaz ty tego tak nie nazywasz.
            Analogicznie jest w sytuacji z bajką, jak mówisz tak, jak powyżej napisałas, to
            dla mnie jest oczywiste, że dzieci kojarzą to jednoznacznie- będzie posprzątane,
            będzie bajka, czyli bajka za posprzątanie. I nie ważne, że Ty nie uzywasz zwrotu
            "w nagrodę" .
            Mnie sie wydaje, że chyba u was wszytsko jest podporządkowane tym chłopakom,
            Krzysiek krzyczy i nie usnie przy bajce, więc siostra musi cierpieć, dostana
            nagrode ci co nie zasłuzyli, więc w ramach równania tniemy siostrze, chłopaki
            moga sie obudzic, więc siostrze nie włączamy, jakis taki przykry obraz sie z
            tego wyłania, nie zdziwiłabym sie, gdyby ona nie lubiła swoich braci.
            Szczerze mówiąc nie rozumiem problemu, z tym, ze córka nie może ogladac, kiedy
            wy porządkujecie. Ja czasem nawet odkurzam jak muszę i jakos moje dzieciaki
            oglądają dalej. Poza tym, czy nie mozna wtedy np tego sprzątania ostatecznie
            przesunąc o te 30 minut, albo np. po cichu ogarnąć to co się da, a resztę jak
            mała skończy bajkę?( odkurzacie wieczorem, czy co? bo trudno mi sobie wyobrazic,
            co może powodowac taki hałas, zeby bajki nie mozna było obejrzeć).

            A co do wyjścia na basen, w takim razie nie widze innego wyjścia jak tylko przy
            planowanym przez dorosłych wyjściu na basen nie mówimy dzieciom, że będzie to
            wyjście, tylko po prostu każemy sprzątnąć, a jak jest sprzątnięte, to dopiero
            oznajmiamy, że będzie basen i wychodzimy.

            Podobnie z innymi rzeczami, po prostu nie łącz jednego z drugim, skoro nie
            potraficie dotrzymac obietnicy, to zwyczajnie nie obiecujcie, bo nie ma nic
            gorszego niz takie rozczarowanie, dziecko wykonało robotę, ale i tak wyjścia,
            lub bajki nie będzie.
            Uczycie małą, ze nie ma wpływu na własne zycie, zaburzacie poczucie
            bezpieczeństwa i przewidywalności, bo nawet jak sie postara, to zły los (
            rodzice + bracia) powoduje, że jej starania idą na marne, albo zamiast
            spodziewanej rzeczy dostaje coś zupełnie innego, no niby fajnie, że w ogóle coś
            dostała ale...
            Ja rozumiem gdyby to była sporadyczna sytuacja, każdemu moga wysiąść nerwy i
            postąpi niesprawiedliwie, mozna wtedy dziecko przeprosic, wytłumaczyc się
            dlaczego tak sie stało, ale skoro jak sama piszesz, to sie powtarza, no to sad ...

            Co do tego, że w przyszłym roku wiele będzie wyglądało inaczej, to takie
            myslenie zyczeniowe, odsuwanie odpwoiedzialności w czasie, bo co będzie jesli
            znów przy wyjściu na basen mała sprzątnie ładnie swój pokój, a bracia swojego nie?


            > A co robisz jak pytasz jaką bajkę chcą obejrzeć, każde mówi co innego i żadne
            > nie chce ani ustąpić ani by jego bajka była drugą-trzecią?
            >
            zawsze zostaje losowanie, poza tym mozna to własnie tak rozwiązać, że skoro
            chłopaki nie sprzątnęły na czas, a siostra tak, to ona wybiera bajkę
            • housewife1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 22.08.10, 23:28
              Poza tym jeśli w żaden sposób naprawdę nie moga się dogadać, a żadne nie
              zasłuzyło jakos specjalnie, by to jemu dac pierwszemu wybór, to wtedy ja
              wybieram i już, bez gadania.
    • kamienna5 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 09:58
      Ja myślę, że anna-sla jednak zrozumiała błąd z córką. Przyznawanie się do
      własnego błędu publicznie jest poniżające, więc dajcie już jej spokój.

      Tu tak często, ze prosi się o radę, a dostaje od mądrych głów po łbie? No i czy
      mądre głowy nigdy błędów nie popełniają?
      • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 11:28
        oczywiście, że nigdy. Dziękuję kamienna5. Ja cedzę te wypowiedzi przez palce, bo
        wiele osób tu bardzo wyolbrzymia, generalizuje i tragedie dopisuje, a wcale tak
        nie jest i nie widzę sensu tłumaczenia, że jest/bywa inaczej.
        • verdana Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 12:26
          Jeżeli to nie jest problem, to po co w ogóle o tym piszesz?
          Z Twoich wypowiedzi wylania się jednak obraz domu, w w ktorym corka
          nie jest traktowana jako osoba, z ktorą ktokolwiek musi się liczyć.
          dziecko, ktore ma podporzadkowac swoje potrzeby rodzicom, braciom,
          podopiecznym.
          Rozumiem też koniceczność zarabiania - ale Ty zarabiasz, a Twoje
          dzieci nie sa u siebie w domu do 22, ich życie musi być
          podporządkowane innym dzieciom.
          • housewife1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 16:19
            >Ja myślę, że anna-sla jednak zrozumiała błąd z córką. Przyznawanie >się do
            >własnego błędu publicznie jest poniżające, więc dajcie już jej spokój.

            >Tu tak często, ze prosi się o radę, a dostaje od mądrych głów po >łbie? No i czy
            >mądre głowy nigdy błędów nie popełniają?



            Ja odnosze inne wrażenie, na tym forum własnie rzadko sie obrywa po łbie ( a
            znam to forum juz kilka lat, tyle, że niedawno wróciłam znów do pisania tu ) ,
            natomisat jesli ktos o cos pyta, no to dostaje odpowiedź, jesli opisuje
            sytuacje, to my odpowiadamy jak to widac naszymi oczami, może to i jest
            wyolbrzymione, bo wiadomo, ze słowo nie oddaje wiernie sytuacji, ale mimo
            wszystko jesli parę osób odniosło niemal identyczne wrażenie, to jest to warte
            przemyslenia sobie i tyle, nie musi nam sie tutaj anna_sla tłumaczyć i opisywac
            innych sytuacji by udowadniac, że nie jest wielbłądem, wystarczy, by jesli ma
            wątpliwości ( a chyba ma, skoro zadała to pytanie) przemyslała sobie parę
            rzeczy i tyle. To co zrobi z propozycjami rozwiązań sytuacji, jakie jej tu
            piszemy, to wyłącznie jej sprawa.
            • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 20:19
              ja chciałam tylko wiedzieć jak Wy postępujecie w podobnych sytuacjach a nie
              analizy mojej sytuacji. A ostatnio wynikła jeszcze jedna taka przeszkoda. Córka
              dostała od Mikołaja (od teścia) gry komputerowe. Fajne, bez przemocy, bez
              adrenaliny właściwie. Początkowo grała tylko ona, chłopcy sie domagali, ale
              byłam przeciwna. W końcu się złamałam. Potem nagiął mój mąż włączając konsolę
              playstation. Gry w porządku, dla dzieci, długo nie grają, ale te wzbudzają już
              dużą adrenalinę. Bartek zaczyna nie wyrabiać. Robi się agresywny, wybuchowy. I
              tylko on i już nie tylko przy playstation. Reszta zachowuje się normalnie i nie
              ma afery przy wyłączaniu gry. Tamten daje czadu... i teraz co? Teraz dylemat.
              Jak włączę córce, to czemu nie chłopcom skoro już grali? Jak włączę Krzysiowi,
              który zachowuje się normalnie to czemu nie Bartkowi? I kogo teraz ukarać a kogo
              nagrodzić? I ostatnie zdanie jest tylko przenośnią, bo to ani kara ani nagroda,
              ale dla nich cokolwiek zrobię będzie źle.

              Dlatego pisałam, że takich sytuacji trochę się zdarza.
            • kamienna5 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 21:41
              Problemem nie jest zwrócenie komuś uwagi, że tu raczej źle postąpił, ale bicie go po głowie i klepanie tego samego w trzydziestu postach. Ileż można komuś wmawiać, że jest fatalnym rodzicem?

              Verdana, Twój ostatni post o sposobie zarabiania Anny_sla uważam za obrzydliwy. Nie znasz tej kobiety, nie znasz jej domu, nie znasz jej sytuacji i na podstawie jednego- dwóch-trzech posta wysnułaś tak daleko idące wnioski i sądy, że hej. Pogratulować rozenzania. Mój mąż mawia, że ci którzy z taką fascynacją komentują cudze życie, zazwyczaj swojemu nie przyglądają się w ogóle.
          • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 20:34
            > Rozumiem też koniceczność zarabiania - ale Ty zarabiasz, a Twoje
            > dzieci nie sa u siebie w domu do 22, ich życie musi być
            > podporządkowane innym dzieciom.

            Ty już naprawdę przesadzasz. I po co się rozpędzasz? Koniecznie z każdego chcesz
            zrobić złego rodzica? Sama idealna byłaś? Nie mam możliwości iść do pracy, nie
            mam co zrobić z własnymi dziećmi podczas ewentualnej mojej pracy. Opłacę
            przedszkole, opłacę nianię i nie wiem czy mi na to w ogóle wszystko wystarczy. W
            chwili obecnej odchodzi koszt niani i jak chorują nie muszę brać chorobowego,
            jestem z nimi. No, ale pracuję, pracować muszę, ponieważ nie ma za dużego
            zainteresowania (bo niań indywidualnych jest u nas mnóstwo) biorę co się da.
            Ustanawiam z nimi z naciskiem, że nie później jak do 19 ze względu na własne
            dzieci, no ale czasami niestety muszę raz na jakiś czas zgodzić się i na do 22 i
            na któryś weekend. Przynajmniej mnie widują i wciąż mogą ze mną być, rozmawiać i
            bawić się. Takie życie i co zrobić. A ich pokój to już Ci mówiłam ICH AZYL! Nie
            mają obowiązku ani bawić się z podopiecznymi, ani wpuszczać ich do pokoju ani
            robić cokolwiek pod nich. Tylko wyjścia z domu na plac zabaw są uzależnione
            mniej więcej. A na tym etapie już podopieczni mają swoje zabawki (po nich, z
            których wyrośli) a oni swoje. I basta. Przynajmniej nie siedzę i nie narzekam,
            że kasy brakuje nie ma za co żyć i nie narzekam, że brakuje mi wypłaty na
            wszystko i nie mam co zrobić z chorymi dziećmi i za co kupić leki. Myślisz, że
            ile zarobiłabym teraz w normalnej pracy? Najniższą krajową, wiesz w ogóle ile to
            jest? 900zł a przedszkole kosztuje mnie 500zł. W marcu wydałam na leki 300zł,
            myślisz, że znajdę jelenia co posiedzi za 100zł z trójką dzieci przez tydzień w
            domu? Pracowanie na waciki lub na debet mnie nie zadowoli w żadnym wypadku.
            • mamatroojki Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 23.08.10, 22:06
              Myślę, że to forum to doskonałe miejsce do zadawania pytań tego typu
              jakie zadała Anna_sla. W końcu kto pyta nie błądzi, wymieniając się
              doświadczeniami możemy się nawzajem inspirować. Myślę, że problemem
              jest powstrzymywanie się od oceniania postępowania, pytający prosi o
              radę, nie oczekuje oceny... Ale tego oceniającego podpowiadacza
              ciężko wyłączyć, prawda ??
              • housewife1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 24.08.10, 00:55
                anna_sla napisała:

                > ja chciałam tylko wiedzieć jak Wy postępujecie w podobnych sytuacjach a nie
                > analizy mojej sytuacji. A ostatnio wynikła jeszcze jedna taka przeszkoda. Córka
                > dostała od Mikołaja (od teścia) gry komputerowe. Fajne, bez przemocy, bez
                > adrenaliny właściwie. Początkowo grała tylko ona, chłopcy sie domagali, ale
                > byłam przeciwna. W końcu się złamałam. Potem nagiął mój mąż włączając konsolę
                > playstation. Gry w porządku, dla dzieci, długo nie grają, ale te wzbudzają już
                > dużą adrenalinę. Bartek zaczyna nie wyrabiać. Robi się agresywny, wybuchowy. I
                > tylko on i już nie tylko przy playstation. Reszta zachowuje się normalnie i nie
                > ma afery przy wyłączaniu gry. Tamten daje czadu... i teraz co? Teraz dylemat.
                > Jak włączę córce, to czemu nie chłopcom skoro już grali? Jak włączę Krzysiowi,
                > który zachowuje się normalnie to czemu nie Bartkowi? I kogo teraz ukarać a kogo
                > nagrodzić? I ostatnie zdanie jest tylko przenośnią, bo to ani kara ani nagroda,
                > ale dla nich cokolwiek zrobię będzie źle.
                >
                > Dlatego pisałam, że takich sytuacji trochę się zdarza.
                >
                >

                MOże trzeba ustalic dobra kolejność, np. wydaje mi sie najrozsądniejsze
                ustalenie, że graja np po ileś tam minut- nastawienie budzika lub ustalenie, że
                grają np jedną grę ( nie wiem jak długie one są ale moje dzieci np nie lubia
                przerywac, więc wyznaczam im czas do końca gry i jedna gra z reguły trwa 30-60
                minut, ale grają sporadycznie, czasem 2-3 razy w tygodniu, a czasem kilka razy w
                miesiącu, ale mamy tylko na kompa, playstation to nie jest dobry pomysł moim
                zdaniem)
                i teraz skoro córka jest najspokojniejsza, niech gra pierwsza, potem syn, który
                nie robi problemu z zakonczeniem gry, a ostatni ten problemowy, bo skoro on
                bedzie robił problem i trzeba byc na to przygotowanym, więc najlepiej niech gra
                ostatni, wtedy pozostali nie będą poddenerwowani sytuacja, bo juz sie nagrali i
                zajma sie czyms innym, a ty będziesz mogła go w tym czasie opanowac i
                konsekwentnie zakończyc gre.
                Poza tym na pewno obserwować dzieci w trakcie grania i po i wyeliminowac te
                gry,( sprzedac, oddac komuś, "zgubić" ) które działaja pobudliwie na któreś z
                dzieci, trudno, jesli gra działa żle na jedno dziecko, to duże
                prawdopodobieństwo, że działa źle tez na pozostałe, tylko u nich sie to tak od
                razu nie objawia i lepiej sie takiej gry pozbyć.

                • housewife1 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 24.08.10, 01:00
                  >i teraz skoro córka jest najspokojniejsza, niech gra pierwsza, >potem syn, który
                  >nie robi problemu z zakonczeniem gry, a ostatni ten problemowy, bo >skoro on
                  >bedzie robił problem i trzeba byc na to przygotowanym, więc >najlepiej niech gra
                  >ostatni, wtedy pozostali nie będą poddenerwowani sytuacja, bo juz >sie nagrali i
                  >zajma sie czyms innym, a ty będziesz mogła go w tym czasie opanowac >i
                  >konsekwentnie zakończyc gre.


                  szkoda, że nie ma edycji postów

                  Chciałam dodac jeszcze, że temu nerwowemu, jak będzie grał ostatni pewnie tez
                  łatwiej może będzie pogodzic się, że koniec gry, bo juz nikt po nim nie będzie
                  grał... poza tym wtedy jest argument typu "popatrz, ale juz wszyscy skończyli,
                  więc twoja gra tez już sie skończyła... czy coś w tym stylu.
                  • beatrycja.30 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 24.08.10, 08:30
                    Dziewczyny już tu mnóstwo rad udzieliły. Ja tylko dodam, że
                    podziwiam autorkę i szanuję za to, że nie jęczy, że nie ma za co żyć
                    ale bierze sprawy w swoje ręce i pracuje. Na razie jest to bardzo
                    trudne, bo zarówno jej rodzina jak i dzieci, którymi sie opiekuje
                    spędzją prawie cały dzień (mąż pewnie jest w pracy) w 2 pokojowym
                    mieszkaniu - to musi rodzić konflikty. Może będzie łatwiej gdy
                    własne dzieci pójdą do szkoły i będą kilka godzin poza domem. Tylko
                    jak wtedy w spokoju odrobią lekcje? Sytuacja jest naprawdę trudna.
                    • anna_sla Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 24.08.10, 13:38
                      dziękuję. Jest trudno, ale nie ma aż tylu konfliktów. Moje dzieci dzięki temu
                      lepiej się rozwijały, były stymulowane "społecznie" a dwójka z nich ma
                      zaburzenia integracji sensorycznej. Naprawdę bardzo im to pomogło. Były tak
                      jakby w przedszkolu, ale z mamą. Teraz od 1 września córka idzie do zerówki,
                      chłopcy do przedszkola. Będzie o tyle łatwiej, że nie będą słuchać wrzasków
                      pourlopowych podopiecznych ale z drugiej strony nasłuchają się w przedszkolu
                      winkwink Problem szkoły i odrabiania lekcji mamy już rozwiązany. Kupiliśmy sąsiednie
                      mieszkanie. Teraz musieliśmy wynająć, bo kredyt, bo zbieramy na remont bardzo
                      kosztowny. W lipcu w przyszłym roku zaczynamy remont, mamy nadzieję, że wyrobimy
                      się przed wrześniem. Połączymy oba mieszkania, będzie 5 pokoi, w tym córki
                      będzie odosobniony od chłopców i podopiecznych, nie będzie aż takiej akustyki
                      hałasów. Potem mam nadzieję, że pójdę do pracy jak chłopcy pójdą do 1 klasy.
                      • beatrycja.30 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 25.08.10, 08:02
                        Fajnie smile Wszystko się rozwiąże, widzę, że już zaraz od września
                        będzie łatwiej, a od przyszłego to już w ogóle - super że macie
                        drugie mieszkanie.
                    • corrina77 Re: jak rozwiązujecie takie sprawy?? 07.09.10, 12:49
                      Zgadzam się z beatrycja.30. Przesadziłyście z krytyką. Gdyby anna_sla bezrefleksyjnie nie dostrzegała problemu, nie zadawałyby tych pytań na forum. Wystawiając w dodatku siebie i rodzinę pod pręgierz Waszych opinii.
                      Ja chciałam tylko dodać, że u nas z komputerem najlepiej działa ustalony czas - po pół godziny na głowę i obiektywny wskaźnik jego końca - minutnik przy piekarniku. W sytuacjach, gdy odezwie się w okropnie upierdliwym momencie gry, pozwalam dokończyć.
                      Pewnie, że za pierwszym czy drugim razem, ktoś mały niecierpliwy może robić scenę pt. czemu to nie ja pierwszy, albo czemu on teraz gra a ja już nie, ale po kilku razach konsekwencji uczą się reguł i potem jest już ok.
                      Moim zdaniem nie należy zabraniać korzystać z komputera dziecku, które bardzo tego pragnie, bo wtedy staje się on upragnionym nade wszystko dobrem i jego znaczenie w życiu dziecka przesadnie wzrasta. Np. jednemu ze znanych mi chłopców zdarzało się płakać, kiedy w szkole "przepadła" mu informatyka z powodu wycieczki (II klasa podstawówki).
Pełna wersja