Może jednak jestem upierdlliwa?

16.09.10, 12:26
Można zgubić dystans do siebie, jeśli siedzi się od 11 lat w domu z regularnie pojawiającymi się dziećmi(sztuk 4), dlatego też pytam Was - jestem upierdliwa, czy normalna( w miarę)? Otóż mój mąż zaplanował weekendowy wyjazd, rodzinny, w miejsce urocze, niezbyt odległe, dla mnie ten wyjazd ciut za drogi, tym bardziej, że czekają nas wydatki związane ze zbliżającym się remontem, ale uległam-tłumaczył, że należy się, że my też musimy odpocząć, że nie umiem odpoczywac etc. Rzecz w tym, że po kilku dniach poinformował mnie, że ma dla mnie niespodziankę- zmienia plan- jedziemy na weekend dużo dalej, bo... nad morze, na dwa dni de facto(dzieci szkolne)-dla nas to drugi koniec Polski. Zareagowałam histerycznym śmiechem-pakowanie całej ekipy, wszystkie organizacyjne czynności zawsze leżą po mojej stronie, włącznie z działaniami w wypadku nagłej choroby któregoś dziecka- co bardzo mnie stresuje-bo tu dziecko np.wymiotuje(mam na mysli najmłodszego 3-letniego), gorączka- a ja muszę podejmowac decyzję, gdzie szukać lekarza i czy jechać do szpitala. Generalnie wyjazdy z moja rodziną są dla mnie stresem, zwłaszcza daleko,bo zawsze cos sie nieciekawego zdarza, ale jeżdżę- tym razem dałam odpór-stwierdziłam, że dla mnie to żaden odpoczynek.Poza tym istotne jest, że mój mąż uwielbia ze mną odpoczywać, gorzej z pracami domowymi, które czekają na własciwy moment. Nie lubię wracać po "relaksie" do brudnego domu, z górą prania i prasowania, ze świadomością, że w piwnicy niczego nie można znaleźć, płot sie nie postawił, piaskownica niedługo zgnije, bo nikt jej nie pomalował, a za chwilę, kiedy będę potrzebowała gotówki na drogą terapię dzieci, usłyszę,że później, bo teraz nie ma gotówki.Mój mąż wie, że wyjazd nad morze jesienią to moje marzenie, chciał dobrze, ale działa jak dziecko, stosuje metodę wybiórczą-ona to lubi, mnie to pasuje, ok(kolejność niekoniecznie taka). A ja mam dość- bo nie bawi mnie relaksowanie się ramię w ramię z kimś, kto na codzień zostawia mnie samą z upierdliwościami szarego, powszedniego dnia i nie chce zrozumieć, że żeby razem odpocząć, trzeba się razem pomęczyć.
    • bibba Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 12:32
      nie jestes upierdliwa smile
      to co piszesz jest logiczne. coz tu doradzac, - jesli uwazasz, ze to niemadrze wydane pieniadz - to to jest argument koronny, przy duzej rodzinie.
      jesli chodzi o prace okolo-domowe i to ze nie wszystki sa wykonane - musicie jakis plan sobie zrobic. moze jak z dzieckiem - musisz powiedziec co trzeba zrobic a potem robic to z mezem wink
      • maman3 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 12:40
        No właśnie, jak z dzieckiem-ty mówisz, a ono nie słuchasmile, przerabiałam wszelkie metody, te "podstępne" też- bez sukcesów, w końcu ja się biorę za robotę, wtedy mój ślubny się unosi, obrażony chwyta za narzędzie- ale mnie się już nie chce robić takich podchodów, chyba źle to wszystkiemu wróży, on leń jest, ot co.
        • bibba Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 12:48
          to moze odciac pepowine, nie zbierac skarpetek z podlogi, nie prac koszul przez jakis czas, nie podawac jedzonka?
    • luxnordynka Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 13:27
      nie wiem, pewnie nie jestessmile ale ja tam lubie takie wypady, nawet kosztem wielkiego pakowania, wlaczania kilku pralek po, najwspanialsze wspomnienia mamy z takich niezaplanowanych szalenstw, nawet kosztem uszczuplenia finansow, a dzieci wrecz sa zachwycone! Ewa
      • 3bitt Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 14:15
        Ja mam jak na razie TYLKO dwoje dzieci, a gdyby mi ktoś (mąż) powiedział dzisiaj "pakuj się, za tydzień jedziemy nad morze na dwa dni" To bym mu kazała wziąć spory rozbieg i zaprzyjaźnić się z sosną rosnącą nieopodal bramy. Po wakacjach nad morzem (cudownych, upragnionych, wspaniałych) mam dość i prawie na cały rok, a może i dłużej. Fakt, ze dzieci były cudownie grzeczne i ja się nie stresowałam lekarzem czy środkiem na gorączkę bo stwierdziłam ze lekarz jest wszędzie, a i apteka też się znajdzie, ale sama podróż mnie wymęczyła. Jechaliśmy samochodem upakowani jak sardynki 17 godzin... Jechaliśmy wolnooo jak żółwiki, zgodnie z przepisami, jak nam się wydawało, stojąc w korkach i stresując się, ze się zgubimy w nocy w Łodzi, a 3 tyg po powrocie i tak otrzymaliśmy komplet fotek i list gratulacyjny od straży miejskiej bo przekroczyliśmy prędkość w kilku miejscach- zamiast 50 my jechaliśmy 54. Wyjazd kosztował sporo, a po doliczeniu wszystkich fotek wyszła nam taka kwota, ze można by za granicę sobie na tydzień jechać.
        Na samo wspomnienie tej podróży mnie mdli więc pod tym względem ci się nie dziwię, że nie chcesz.

        Jeśli chodzi o pieniądze to ja jestem z tych co jak musi wybierać to woli nową pralkę niż weekendową wycieczkę. Więc jeśli was nie stać na ten wyjazd (w sensie pojedziemy bo mamy na to pieniądze, których i tak nie spożytkowalibyśmy na potrzebne rzeczy tylko rozeszłyby się na pierdoły) to też bym zrezygnowała.

        Trzecia kwestia to pomoc w organizacji wszystkiego. Ja lubię wszystko przygotować sama bo mąż jest raczej niezorganizowany i zapomniałby ręczników, albo kąpielówek. Na niego liczę tylko jako siła robocza przy pakowaniu wszystkiego do samochodu.

        Moje rady są takie:
        Pogadaj z mężem i albo spróbujcie załatwić opiekę nad dziećmi na ten czas i jedźcie tylko we dwoje (będzie taniej, albo tak samo drogo, ale za to lepszy standard, mniej pakowania, mniej nerwów) Albo zrezygnujcie z morza jesienią, a wybierzcie się do jakiejś miejscowości położonej bliżej (2-3 godziny drogi od domu)
    • rycerzowa Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 14:45
      No właśnie - upierdliwa.
      W domu zawsze jest coś upierdliwego do zrobienia i załatwienia, można w nieskończoność suszyć o to małżowi głowę, co dzień wynajdywać nowe upierdliwości, przypominać stare, aż oboje dojdziecie do wniosku, że dom i dzieci to jest jeden wielki upierdliwy biznes.

      Pojawiają się tu czasem posty, że czasem niejedna z nas ma ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami.
      Taka postawa spotyka z ogólnym zrozumieniem.
      Albo że bałagan w domu. Nie przejmuj się - czytamy dobre rady. Zostaw wszystko, wyjdź do fitness klubu, kosmetyczki, do koleżanki, zresetuj nerwy.

      A małż? Wraca z pracy i już wie, co usłyszy - że ten pyskuje, ten chory, temu coś jest, ten się nie uczy, ta wyje, temu co innego grozi, to się zepsuło, to nie zrobione, to zaniedbane.
      Po jakimś czasie pewnie reaguje jak pies Pawłowa - na sam widok domu ściska go w żołądku.
      A gdy chce zresetować nerwy i wyjechać z całą rodziną - tez źle. Bo szkoda kasy.

      Najpierw trzeba przestać być upierdliwym dla siebie - jak to się mówi - wyluzować, może i reszta się ułoży.W końcu malowanie piaskownicy dla własnych dzieciaczków to powinna być przyjemność, a nie upierdliwość.
      • bibba Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 15:14
        rycerzowa, ja cie czytam zawsze z zainteresowaniem, ale nie zawsze ze zrozumienien, jak sadze.

        w takich watkach ( jak i na forum ukrytym ) zony to zawsze takie babiszony co truja mezowi dupsko o wszystko. i taki ten maz zduszony tym zyciem rodzinnym i wiecznymi utyskiwaniami.

        jak dla mnie zdanie ostatnie - odn malowania piaskownicy jako przyjemnosci mogloby sie odnosic do obojga rodzicow, czyz nie mogloby przyniesc temu mezowi (nie rzeczonemu, ale ogolnie zdefiniowanemu mezowi forumowemu) dumy i radosci i spelnienia pomalowanie w pocie czola piaskowincy i potem kawka i ciacho w nagrode?
        • verdana Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 15:29
          Ja mam mieszane uczucia. Niespodziewany wyjazd nad morze - nie, jednak nie, tu Autorke watku rozumiem.
          Ale sprawa wydaje sie bardziej skomplikowana. Bo każdy wyjazd jest własciwie niepotrzebny, meczacy, szkoda na niego pieniędzy. Zawsze są wazniejsze sprawy, wazniejszy jest porzadek w mieszkaniu, plot, dzieci. Odpoczynek jest tu na ostatnim miejscu, wlasciwie najlepej, aby go nie bylo, bo szkoda i czasu i pieniędzy.
          I ja rozumiem, ze to jest dla męża powazny problem. Nie sposób życć tylko pracą i domem. Pomalowany płot i wypastowane podłogi są drugorzedne w porownaniu z paroa dniami spędzonymi razem. Trzeba tez brac pod uwagę, ze mama jest cały czas w domu z dziećmi i dla niej wyjazd z dziećmi specjanym odpoczynkiem byc moze nie jest, ale dla meża, ktory dzieci widuje rzadziej - te pare dni razem jest waznych.
          • maman3 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 15:55
            Ba, problem jest szerokismile. Tatuś dzieci widuje codziennie-długo. Taka pracasmile. Raczej jest nimi zmęczony, niz stęskniony.Domem żyje o tyle, że uwielbia "domować", kiedy żona poda ciasto w wysprzątanym salonie, z uśmiechem na twarzy. Zaległości typu niepomalowany płot są naprawdę długoterminowe- na wszystko jest czas, tylko nie na to. Naprawde nie spotkałyście mężów niereformowalnych? Długo bym mogła pisac, jak starałam się "uświadomić" męża-zostawianie skarpetek tez nie przyniosło skutków. Wyjazd z nim? Pisałam-juz nie chcę z nim odpoczywac, zawiodłam się, tyle razy słyszała:pomogę ci, jedźmy". Wierzyłam- i zostawałam ze wszystkim sama. Nie oczekuję rad-bo cóż można poradzic w tej sytuacji-musiałam sie wyżalić.
          • bibba Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 15:57
            no tak to jest z tymi postami - pisze osoba anonimowa w jakims stopniu i pisze tak by nie oczernic siebie i nie oczernic meza, jakos przedstawic ten problem w miare obiektywnie, albo tak by go przegiac na ktoras strone.

            wypady/wycieczki - to tylko zdrowe dla rodziny. oczywiscie zalezy jakim kosztem. poimijajac finansowy - jesli calosc organizacyjna spada na jedna osobe, to moim zdaniem to jest pomylka, tym bardziej, jesli oprocz tego, trzeba miec na glowie i dom i podworko/obejscie.

            ostatecznie - moim zdaniem - sporowadza sie to do jednego - obydwie strony nie maja wzajemnego zrozumienia swoich obowiazkow, pojawia sie sytuacja ktora to naswietla i - na forum jest dyskusja.
            czy mozna do tego podejsc inaczej? ponownie - pozostawiajac finanse na boku - mozna ustalic, ze przed wyjazdem trzeba odkurzyc, odlozyc, przestawic, zapakowac, kto to robi i co kto robi po powrocie. i jesli obydwie strony maja dobra wole i tego sie beda trzymac - wszystko jest do ogarniecia.
            jesli nie - no, to juz samo zycie, nie? wink

            a mojego podworka: nie lubie spontanicznych wyjazdow na wiecej niz jeden dzien w nowe miejsca. gdybym czula, ze jest to wazne dla m - na pewno powiedzialabym, co mnie meczy i wiem, ze od zrobilby wszystko, zeby ulatwic mi przygotowania do wyjazdu. pod tym wzgledem dobrze sie znamy wink
            • maman3 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 16:15
              No właśnie... Ja również wprost mówię, co mnie boli i dlaczego, nie czekam, aż się domysli, o co mi chodzi. Jestem zawiedziona, tyle. Powinnam się walnąc w piersi i powiedzieć "widziały gały, co brały", chłopca, który nigdy nie miał obowiązków i zawsze dostawał to, co chciał. Myślałam, że się zmienismile.
              • andaba Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 16:27
                Nie, nie jesteś, w sumie cie rozumiem.

                Ale... Mój mąz nienawidzi jeździć, wyciagnięcie go na wycieczkę graniczy z cudem, więc ja na każda propozycję wspólnego wyjazdu rzucam sie z pazurami i z dzikim szczęsciem jadę do młyna lub po węgiel smile
                Nad morze ... Och, zamieńmy się...
                • luxnordynka Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 16.09.10, 21:08
                  no coz, ja jednak oczywiście bym jechała, bo na wyjezdzie pobylabym z dziecmi (niby jestem z nimi caly dzien, ale w domu-pranie, sprzatanie, gotowanie), pobylabym sama ze soba, bo mąż bylby z dziecmi a nie w pracy, no i wieczorami pobylabym z mężem, bo nie trzeba nic robic, planowac, przygotowywaćsmile... Mnie jednak nie meczy pakowanie (choc tu mamy scisly podzial obowiązków), nie stresuje mnie megapranie po wycieczkach-wiem, ze i tak w koncu z tego wyjde. Mnie raczej męczy szara codzienność i po prostu wycieczki i te zaplanowane i te szalone dodaja mi skrzydel i sily, tej psychicznej. W tym roku mielismy zarezerwowany kamping od poniedzialku, mój mąż przyszedl w piatek z pracy i powiedział, że moze pojechalibysmy juz w sobote (przespimy sie w namiocie 2 noce) i choc jeszcze nic nie mialam spakowane, nawet wyprane, pojechaliśmy (pralam na miejscu-byla pralka na campingu) a dzieci były przeszczęśliwe...mysle ze czasem warto odnaleźć w sobie znów dzieckosmile...
    • stefania1939 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 10:03
      Jak ja cię Luxnordynka rozumiem, ja bym też jechała. Uwielbiam podróżować. A mój mąż musi oczywiście spokojnie, rok planować, obliczać. Po czym zawsze wychodzi, że nas nie stać. Za to jak już wyjedziemy to jest zadowolony. Tylko,że znowu ja chcę coś zwiedzać, gdzieś jechać, a on jest zmęczony. Czym ? A na przykład tym, że zjadł obiad, musi sobie poleżeć, i to najlepiej już do kolacji.
      Teraz muszę wam się pochwalić, że lecę do Finlandii z córką. Zaprosili nas przyjaciele, więc ja oczywiście na to jak na lato, mam już bilet i wszystko. Dla mojego męża też było to zaproszenie ale nie chciał.
      • anggie2 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 10:32
        nie tez zawsze przeraża pakowanie , rozpakowywanie i te sparway organizacyje.
        Dlatego ja uwazam ze z małym dzieckiem ( my mamy 15-mczne) na tak krótki czas jak weekend i to daleko nie wyjeżdzamy. Jesli ju to na tydzien min. I jesli nas bedzie na to stac to pojedziemy. Jesli nie to dopiero w wakacje.
        Ale np ze starszymi dziecmi tak od 3 lat w góre to bym pojechała i na weekend . Fajne oderwanie sie od codziennosci. Pod warunkiem ze nas na to w danym momencie staćsmile
      • 2007e Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 10:59
        Wspolczuje, bo to taki typ mezczyzny. Moj tato tak ma. Mama podrozowala, a on zostawal w domu, bo go to meczylo. Nie rozumiem jak przyjemnosci moga meczyc? ALe na to wyglada, ze moga.
        • maman3 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 11:38
          Pomarudzę jeszcze trochę, długo tego nie robiłam, należy mi sięwink. Nie pojechaliśmy. Mąż obrażony wziął się (na krótko) do roboty. A dziś (powinniśmy być właśnie w trasie nad morze) złapał sie za głowę i z dzikim błyskiem rzucił do faktur, bo księgowa czeka! Dziś odcięli nam telefoniczne rozmowy wyściowesmile. Nie mógł zrobić zakupów (mieszkamy na odludziu, a ja siedzę z młodszymi w domu i czekam na powrót starszych ze szkoły), bo ma mnóstwo pracy w firmie. Stwierdził, że nie ma kasy na drzwi do garderoby. I jeszcze jedno- w wakacje byliśmy trzy tygodnie nad morzem, jeździmy tak co roku, w ciągu roku też wyjeżdzamy w rózne miejsca, ja lubię podrózować- ale mam dość, bo wszystkie konsekwencje związane z wyjazdem-biją we mnie!. A tu jeszcze czai się aspekt wychowawczy-starsi synowie(!) to widzą, jak będą sie zachowywac w przyszłości? Tak, to taki typ mężczyzny,mogę tylko sobie pomarudzić, albo bohatersko milczeć, bo rozmowy przynoszą efekt odwrotny.
    • anna_sla Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 11:58
      nawet ja sama jestem w tej kwestii podzielona, jedna część mnie mówi za Tobą a druga za Twoim mężem big_grin nie pomogę tongue_out
      • eni7.08 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 13:35
        ja tez lubie takie spontaniczne wypady... czworka dzieci, pies i to ja wszystkich pakuje....maz tylko wsiada i prowadzi,
        lubie ale jezeli sa blisko a nie np kilka godz w samochodzie, choc oczywiscie lubie tez planowac np pol roku wczesniej.....
    • evenjo Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 16:52
      będę złośliwa, ale co tam...skoro zawiodłaś się na nim, jak rozumiem nie raz i nie dwa, to dlaczego dałaś mu sobie zrobić czworo dzieci?! Tego nie pojmuję.
      • maman3 Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 17.09.10, 18:29
        Najpierw dałam sobie je zrobić, później się zawiodłamsmile; z reguły w sytuacjach podbramkowych wychodzą takie mankamenty, czyż nie?
        • goska81-gryfino Re: Może jednak jestem upierdlliwa? 18.09.10, 08:56
          Mam to samo z moimsmile Stwierdziłam, że chyba trzeba się powolutku przyzwyczaić, bo go nie zmienię, tak samo jak on nie zmieni mnie i moich wad. A dzisiaj, z racji tego, że "męż" kupił "nowe" (big_grinbig_grinbig_grin) auto- w sensie nowe u nas - jedziemy nareszcie wszyscy razem, bez dylematów kogo zostawić w domusmile do oceanarium i potem na jakieś zakupy większewink Trzeba przetestować nabytek. No ale jakby wypalił z propozycją wyjazdu na drugi koniec Polski, to bym powiedział, że kasy nie ma i niech się tak nie zapędza, choć kusiłoby mnie zapewne niezmierniesmile Bo bardzo chętnie bym pojechała. Nawet z dziećmismile
Pełna wersja