Dodaj do ulubionych

gdzie wieloDZ jest normą

28.09.10, 22:56
tak sobie czytam i sama już nie wiem co myślec.
wątek o szóstym dziecku - i pytania czy i kogo stań na wielodzietnośc.
wątek o podziwianiu - i pytania, jak sobie poradzić i ogarnąć i nie zwariować...

od jakiegoś czasu mam do czynienia z innym światem.
jak ktoś czyta mojego bloga - to wie.
chodzimy do Amiszowo-Mennonickiego Kościoła i moge powiedzieć, ze jesteśmy częścią tej społeczności. być może nie wszystko świetnie rozumiem /mój ang daleki jest od doskonałości/, ale obserwuję, widzę i się ciagle uczę.

tutaj wielodzietność jest norma. 6? phi.
Ojcowie pracują na zewnątrz, Matki pracują w domu.
w każdym przydomowym ogródku jest warzywnik i w prawie kazdym kurnik.
większość ubrań jest domowej produkcji - sukienki dla dziewczynek, spodenki dla chłopców swetry, czapki itp. często kobiety robią to dla siebie nawzajem /umiem, to moge to dla ciebie zrobić/
wszystkie dzieci od najmłodszych lat są uczone - pomocy, opieki nad młodszymi, samoobsługi. często mają homeschooling. częściej jednak chodzą to przykościelnej szkoły /uznanje i zatwierdzonej przez Edukacyjna Władze/. zajęcia sportowe, zajęcia dodatkowe? część jest w szkole - sport. dużo Rodzice uczą swoje dzieci /chłopcy - stolarka, ogrodnictwo, mechanika; dziewczynki - robótki ręczne, ogrodnictwo, itp/ dużo atrakcji wspólnota organizuje sobie wspólnie - pikniki, imprezy sportowe, wyprawy w góry, pokazy gotowania. w domu mówią w języku pensylwania-dutch, angielski do własciwie drugi język.
dużo by można opowiadać.
osobiście jestem pod wrażeniem.

da sie. jeszcze nie wiem do końca JAK - ale da się. mieć gromadkę dzieci, ba! uczyc je w domu, ba! miec kurnik, ogród i samej szyć sobie sukienki.
SZACUN, no nie?
smile
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • andaba Re: gdzie wieloDZ jest normą 28.09.10, 23:03
      Napisz cos więcej, musze przyznać, że mnie fascynuje ten kościół...
      Nie żebym sie zamierzała przepisać, co to to nie, ale mnie interesuje, czego wyjaśnić nie potrafię .
      A może możesz jakąś literature nt polecić (tylko po polsku, bo ja niecytata w innych językach). Masz na blogu cos więcej? To o adres poproszę smile
      • mama.rozy Re: ukryta 29.09.10, 12:32
        żeby uczyc dzieci w domu,nie trzeba byc Amiszemsmilemy jesteśmy raczej twardymi katolami,a uczymy w domu,bo i nam,i dzieciom odpowiada ta formasmile
        wokół mnie dużo wielodzietnych,może w takim środowisku się obracam?
        ale masz rację,nie jest łatwo.
        ale można próbowac zrobic tyle,ile się potrafi.
        ja się nauczyłam sama robic białe serki,piec ciasta( w mojej najbliższej rodzinie nie było takiego zwyczaju),od czasu do czasu piekę bułki na śniadanie.
        dla mnie to już dużo.a mam nadzieję,dużo jeszcze życia przede mną.i dużo naukismile
        pozdrawiam serdecznie,d.
        • verdana Re: ukryta 29.09.10, 13:26
          Stanowcze NIE -bo
          zadaniem rodziców jest nauczyć dziecko jak funkcjonować w społeczeństwie. Uczciwie, zgodnie z wyznawanymi wartosciami, zgodnie z wlasnym sumieniem , a i z własnymi pragnieniami.
          A nie wychowywać w izolacji, gdzie panuje jeden system wartosci i dziecko z koniecznosci go przestrzega, bo nie ma wyboru. Wystarczy, ze się zbuntuje i odejdzie - traci nie tylko kontakt z rodziną, ale nie jest nauczone, jak ma zyć poza swoją wąska społecznością.
          • sli-maczek Re: ukryta 29.09.10, 16:27
            Bardzo mnie to zaciekawilosmile Tymbardziej ze az tak daleko nie mieszkam! Kusi takie zycie, bo duzo w nim radosci z prostych spraw. Na codzien mamy niby wygody, uproszczono nam obowiazki domowe itd, ale za to wrzucono rytm pracy, czasem po 10 i wiecej godzin poza domem, ktora tylko dzieli rodzine a nie laczy.
            Moim zdaniem dziecinstwo w takim swiecie musi byc piekne. Na pewno stycznosc z rzeczywistoscia to wtedy maly szok, ale czy to takie zle? Taka spolecznosc daje poczucie przynaleznosci, grupy, wiekszego sensu. Jesli dzieci naucza sie jak takie cos zbudowac moze po prostu stworza szczesliwe rodziny? Lepiej miec taka wiedze w zyciu niz cale zycie szukac i nie wiedziec czego. To sila a nie cos negatywnego.Tak mysle.
            • verdana Re: ukryta 29.09.10, 16:57
              A myslisz, ze keidyś praowało sie krocej? Nie, taka praca w polu to bylo w lecie od switu do zmierzchu. A prowadzenie gospodarstwa domowego zajmowało kiedyś niemal cały dzień - samo pranie to był koszmar.
              Dzieciństwo w świecie, gdzie trzeba się zajmować młodszym rodzeństwem, pomagać rodzicom w pracy w polu, gdzie jest się odciętym od realnego świata jest piękne w czytanach. W rzeczywistości sprowadza się to do totalnego podporzadkowania dzieci wymaganiom rodziców, do posłuszeństwa i ciężkiej pracy. Przynależność do grupy jest dobra, gdy jest połaczona z wolnoscią.
              Życie w sekcie nie jest uznawane za raj dla dzieci.
              Dla mnie kwintesencją życia jest szukanie. Owszem, człowiek dorosły może uznać, ze dalej nie będzie szukał, wwybierze podporzadkowanie się regulom zamiast wlasnych wyborow i koniecznosci decydowanie o sobie. Ale dzieci wychowywane w takich warunkach sa pozbawione możliwosci wyboru - a decydowanie o cudzym zyciu to co innego, niż wlasny wybor.
              • ukryta Re: ukryta 29.09.10, 17:46
                Verdano, użyję paraboli:
                pozwalasz dzieciom jeść wszystko co tylko zachcą? karmisz je McSyfem, tylko dlatego, że jest wszędzie? wierzysz w każdy napis na opakowaniu i kupujesz go dlatego, że jest "współczesny"? jeśli inne dzieci jedzą syfne i niezdrowe jedzenie - twoim też je dajesz, bo muszą być podobne i umiec funkcjonowac i nie odstawać?

                czy raczej karmisz je zdrowo, wpajasz zdrowe nawyki, nie pozwalasz oglądac kłamliwych reklam i omijasz z daleka maksyfa? uczysz swoje dzieci rozróżniać i szukac dobrego, zdrowego jedzenia i masz nadzieję, że będa się zdrowych zasad trzymały w dorosłości?

                to było o fizycznym pokarmie.
                a teraz przełóż to na "strawę duchową"

                a tak BTW - ze tak osobiście spytam - jesteś osobą wierzącą? i w co?

                pozdrawiam
                • verdana Re: ukryta 29.09.10, 17:58
                  Nie karmię dzieci chipsami, ale ni ukarzę za ich sporadyczne zjedzenie. Nie każę zjeść wszystkiego, co podaje, tylko uzwgklędniam ich indywidual;ne gusty. czasem zaprowadzę do McDonald'sa, choć tlumaczę, ze nie jest to zdrowe jedzenie. Nie zakazuję bezwzglednie jedzenia wszystkiego co niezdrowe, nie zakazuję wyjscia z kolegami, bo może zjedza coś niezdrowego, ni mówię "Nie pójdziesz na imprezę, bo tam dadzą ci cos niezdrowego".
                  Czyli - uczę dziecko, jak zdrowo się odżywiać, mowić co jest dobre, uczac wyboru, a nie zakazując bezwzglednie jakiegokolwiek kontakst z niezdrową żywnoscią.
                  Uczę ich zdrowych nawyków, a nie trzymam w izolacji - to nie jest zadne "uczenie", to tylko odkladanie problemu na później.
                  To samo dotyczy "strawy duchowej" - dziecko izolowane w sztucznym świecie, bez kontaktu z ludźmi myslącymi inaczej, nigdy nie nauczy się bronić swoich pogladów - nie bedzie nawet miało pojęcia, ze istnieją. Nie nauczy się też myśleć i samodzielnie wybierać - będzie wiedziało, ze najważniejsze jest słuchać i być posłusznym. Czyli - albo odizolujemy je na zawsze, albo wychowamy kogoś, kto jest całkowicie bezbronny wobec zagrożeń.
                  naprawde uważasz, ze ideałem wychowania jest takie wychowanie dzieci, aby nie musiały mysleć samodzielnie?
                  Nie jestem osoba wierzacą. Ale mój mąż jest. I takze uwaza, ze dzieci trzeba wychować do myslenia, a nie do wykonywania poleceń. I że dzieci mają wlasne życie - zadaniem rodziców jest przygotowanie dzieci do wyboru wlasnej drogi, a nie zamknięcie im wszystkich dróg, poza jedną.
                  • ukryta Re: ukryta 29.09.10, 23:16
                    hm.
                    no to hipokryzja.
                    "wiem, że coś jest złe, mówię, że coś jest złe, i mimo wszystko to robię. pozwalam moim dzieciom to robić i nie karcę ich za to, mimo, że uważam to za złe"
                    kontunuując parabolę -
                    a teraz przełóż to na inne "dziedziny" życia.
                    na przykład 10 przykazań /dla ułatwienie TUTAJ/

                    czy brak hipokryzji u innych jest dla Ciebie problemem?
                    masz za złe innym, że są bardziej konsekwentni i stanowczy?

                    znasz jakiegoś Amisza? czy też Amisz-Mennonite? czy kogokolwiek z tak konserwatywnych kręgów?

                    ech, żałuję, że założyłam ten wątek. miało być o czymś innym sad
                    dla mnie EOT. bawcie się same.
                    • verdana Re: ukryta 30.09.10, 15:52
                      Nie, to nie hipokryzja - to własnie szczerość.
                      Jak zrobię coś źle, to mowię, a nie udaję,z e jestem idealna. Nie udaję też, że człowiek może byc idealny przez cały czas i że ma prawo robić wyłącznie rzeczy zdrowe, dobre i pożyteczne. Nie ma prawa robić tylko ewidentnie złych, krzywdzacych innych.
                      Nie bardzo wierze w ludzi, ktorzy sztywno trzymmają się zasad - lenistwo jest złe, to nidy sobie na nie nie pozwalam, jedzenie slodyczy jest złe, nigdy nie biorę ich do ust - itd. A jesli sa tacy ludzie, to ja sie ich boję.
                      Zareczam Ci, ze 10 przykazań znam, jestem niewierzaca, a nie niewykształcona.
                      Tak, mam za złe ludziom, ktorzy sa absolutnie nieelastyczni i wolą poświęcić człowieka, niż ideę.
                    • agni71 Re: ukryta 30.09.10, 19:43
                      ukryta napisała:

                      > hm.
                      > no to hipokryzja.
                      > "wiem, że coś jest złe, mówię, że coś jest złe, i mimo wszystko to robię. pozwa
                      > lam moim dzieciom to robić i nie karcę ich za to, mimo, że uważam to za złe"

                      nie nie nie - ja zrozumiałam,że verdana woli wpoić dzieciom zasady zdrowego odżywiania, tak aby (kiedy będą same, bez czuwającego rodzica) potrafiły wybrac zdrowe jedzenie a nie Macdonaldowe.
                      Pozwala im zjeśc czasem jedzenie, które uważa za niezdrowe tak aby dzieci znały jego smak, aby nie było kuszącym "owocem zakazanym".

                      > masz za złe innym, że są bardziej konsekwentni i stanowczy?

                      chodzi o to, ze niektórzy chcą dac dziecku wolny wybór, Amisze raczej go dzieciom nie dają. Ich dzieci znają tylko jeden sposób na życie.
                      >
                      >
                      > ech, żałuję, że założyłam ten wątek. miało być o czymś innym sad
                      > dla mnie EOT. bawcie się same.

                      No tak, najlepiej sie obrazić bo ktos ma inne zdanie. ech....

                      • verdana Re: ukryta 30.09.10, 19:54
                        Otóż to.
                        Człowiek powinien robić dobrze, bo to wybiera. Jeśli nie ma wyboru, albo robi cos pod przymusem, czy bojąc się kary - to nie jest "dobrze wychowany" - jest tylko zastraszony. Koniec przymusu, koniec kar , większy wybór możliwosci - i co wtedy?
                        Moja przyjaciółka prowadziła kolonie, wlaśnie takie, na całkowicie nieskazonej wsi. Mowiła, ze potrafiła rozpoznać dzieci wychowywane bez telewizora. Gdy inne idą do lasu, ich nie sposób odciagnąć od ekranu.
              • monhann2 Re: ukryta 29.09.10, 17:58
                A ja sie z verdana zgadzam! Amiszowe dzieci sa pozbawione wiele tego, co wspolczesny swiat ma do zaoferowania. Te dzieci nie wiedza co to kino, telewizja, dziewczynki nie moga nosic spodni! Byc moze sa szczesliwe, bo nie wiedza, ze moze byc lepiej, inaczej. Jednak moim zdaniem takie dziecinstwo jest ciezkie. To jest faktycznie inny swiat i dziwie sie, ze potraficie sie z tym utozszamiac. Ja tez mam do nich szacunek, bo mi nie wadza i nie przeszkadzaja zyc, funkcjonowac i wychowywac moje dzieci inaczej - normalnie, ale nie podziwiam ich, jesli mam byc szczera. Wrecz mi ich szkoda, ze ich swiat jest taki "ubogi".
                • verdana Re: ukryta 29.09.10, 18:02
                  A mlodość jeszcze cięższa.
                  Amisz ma wybor - jesli nie podoba mu się życie w społecznosci, musi odejść. Bez możliwosci powrotu, bez możliwości utrzymywania kontaktow z rodzicami, rodzeństwem , przyjaciółmi. czyli wybor wlasnej drogi życiowej to jednoczęśnie wyrzucenie, nawet bardzo młodych ludzi ze spoleczności, skazanie na samotność.
                  Bo ośmielili się mieć inne poglądy, wybrać co innego. A myslenie nie jest tu cnotą, jest błędem. Nie jestem w stanie podziwiać ludzi, ktorzy są do tego stopnia fanatykami i wymagają fanatyzmu od wlasnych dzieci.
                  • jojoe Re: ukryta 29.09.10, 18:23
                    Droga Verdano.
                    Nie myśl o mnie zle ale trochę się plączesz w zeznaniachwink
                    Z jednej strony piszesz że takie amiszowe dziecko jest na zawsze i nieodwracalnie zaprogramowane na styl życia swoich rodziców,a z drugiej mówisz że może ono tak po prostu odejść bo mu się nie spodoba. A zresztą jeżeli tak to i co z tego. My robimy tak samo, część zachowań z domu powielamy albo idziemy zupełnie inną drogą. Ja uważam że jakby nie było to podstawy wychowawcze mają oni akurat dobre. W sensie praktycznym, boichnia religia mi obcawink
                    • verdana Re: ukryta 29.09.10, 18:34
                      Takie amiszowe dziecko jest programowane na styl życia rodzicow.
                      Co nie oznacza, ze część tych dzieci się nie buntuje. Tylko gdy buntują sie nasze dzieci i idą swoją drogą, to rodzice nie zrywają z nimi kontaktow i nie zakazują odwiedzania rodzinnego domu i rodzinnej miejscowoci.
                      Podstawy wychowawcze, które bazują na izolacji dziecka od świata i wpajanie mu jedynych słusznych poglądów jako dobre podstawy wychowawcze? No, tak, jesli chce się wychować fantyka, o waskich horyzontach.
                      • sli-maczek Re: ukryta 29.09.10, 18:58
                        Czy sie do tego przyznasz czy nie - Twoje dzieci tez sa chowane w waskich pogladach.Twoich. Kiedy dorosna, zaczna widziec ze swiat mozna pojmowac i oceniac inaczej i wtedy beda sie buntowac...znasz to przeciez. A na koniec wybiora to samo badz na zawsze beda przytakiwac Ci z grzecznosci, majac swoje zdanie, inne od Twojego.
                        Wracajac do pracy - kiedys sie duzo pracowalo, ale po cos. W sensie - zbieramy zboze zeby byl chleb itd. Robilo sie to cala rodzina...widze w takiej pracy wiecej piekna niz tata siedzacy do pozna w biurze nad papierami. Kwestia wyboru. Praca jest gdzies sensem zycia, warto to dziecku wpoic. Nie uwazam ze to takie straszne ze sie dziecko izoluje od telewizji (zalamana jestem jak sie teraz przeklenstwa toleruje w bajkach) albo dorastajacej mlodziezy (moj brat mial 10lat jak jego kolega w lawce byl uzalezniony od amfetaminy...koszmar). Pewnie ze trzeba miec swiadomosc jaki jest swiat, ale tak na prawde zawsze tworzymy dziecku pewna izolacje w dziecinstwie i narzucamy styl zycia, a ono i tak z wiekiem wybierze swoja droge, nie mamy na to wplywu.
                        • verdana Re: ukryta 29.09.10, 19:18
                          Nie - moje dzieci widzą w szkole różnych ludzi, różne modele rodzin, różne poglady. Widzą, ze ludzie róznią się między soba i mogą sie ze mną nie zgodzić, wybrać inną drogę zyciową - bez koniecznosci zrywania z całą przeszłoscią. Róznica w pogladach to róznica w poglądach - nie musi konczyć się albo buntem, albo wystraszonym potakiwaniem.
                          izolowanie dziecka od czegoś, to nie nauczenie go rozumnego korzystania.
                          Cóż, czym innym jest pewna izolacja we wczesnym dziecińywie, a czym innym izolacja cały czas. Piszesz - dziecko z wiekiem wybierze swoją drogę - otóż to. Ma wybrać swoją drogę, a nie my mamy mu tę drogę wyznaczyć, nie pozostawiając wyboru.
                          I ja dużo pracuje, widzac w pracy sens. naprawdę, nie tylko praca na roli jest sensowna...
                        • monhann2 Re: ukryta 29.09.10, 19:28
                          sli-maczek, przesadzasz z tymi waskimi horyzontami, w jakich my, zwyczajni ludzie wychowujemy swoje dzieci, w tym i verdana. Nie rozumiem o jakiej izolacji mowisz? Normalne rodziny wychowuja tak, aby dziecko sie pozniej nie buntowalo, bo niby czemu mialoby? Czego to moge dziecku zabronic, czy czego moge mu przy jego wychowaniu nie udostepnic, do czego nie dopuscic, od czego izolowac (no moze przed narkotykami i innymi uzywkami) za co mialoby sie w przyszlosci zbuntowac??? Ma to, co jest mu niezbedne, chodzi do szkoly, ma kolegow, zabawki, komputer, udziela sie towarzysko, ma dostep do kultury, uprawia sport, ktory go interesuje, zwiedza swiat itd Oczywiscie czesc mlodziezy kiedys sie zbuntuje, chodzi tu o alkohol czy narkotyki ale o tym tutaj nie mowimy. Sa to normalne pokusy tego swiata i my, jako rodzice mozemy dziecku wskazac odpowiednia droge w zyciu ale przed tym to chyba nikt nie moze dziecka uchronic.

                          I nie zgadzam sie, ze praca powinna byc sensem zycia. Tak, jest niezbedna aby zyc ale jak to sie mowi: pracujemy aby zyc a nie zyjemy aby pracowacwink

                          Telewizja jest dla ludzi, takze i dla dzieci. Nalezy ja dozowac z umiarem ale nie totalnie ograniczyc. Jest wiele programow w TV, ktorych obejrzenie przyniesc moze dziecku tylko korzysci. Co takie amiszowe dziecko wie na temat flory i fauny kuli ziemskiej????? Albo co wie o globalnym ociepleniu??? Tego byscie chcialy dla swoich dzieci????
                          • sli-maczek Re: ukryta 29.09.10, 19:48
                            Ja nie mowie ze chowamy w 'waskich horyzontach', tylko ze narzucamy pewien sposob myslenia i zachowania, religie itd. Zebym nie zostala zle zrozumiana - nie uwazam ze amiszowe zycie to rozwiazanie idealne, ale uwazam, ze za mocno jest tu krytykowane. Ja dostrzegam w nim wiele piekna. Nie sadze ze jest az tak jak z 'Jasiem' verdany - grubo przerysowane. Otwarta jestem na poznanie innego sposobu na zycie po prostu.
                            A z ta telewizja....smile ciekawe ile razy wlaczasz programy przyrodnicze dzieciom monhann2?smile Ciekawa dyskusja. Osobiscie jestem posrodku, ale nie lubie wypowiedzi Verdany, sa zbyt kategoryczne (przepraszam Cie, szanuje Cie, tylko ciezko mi sie czyta takie ostre nie w kolejnym watku)
                            • verdana Re: ukryta 29.09.10, 20:30
                              Cóż, nie narzucamy, tylko dajemy przyklad. Pozwalamy przy tym - przynajmniej ja pozwalam - na wyrazanie odmiennych pogladów i czerpanie przykladów nie tylko ze swojej rodziny.
                              Jeśli dzieci podążają w takiej sytuyacji sladami rodziców, przejmują ich system wartosci (mniej-więcej), to znaczy, ze rodzice potrafili do niego przekonać.
                              W warunkach izolacji nie ma mowy o przekonywaniu - nie ma po prostu alternatywy.
                              Jaś nie jest przerysowany, to dokładnie sposób życia Amiszóe. Pokaż, w ktorym miejscu ten model się rózni. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można dostrzegać piękno w wychowywaniu dzieci w przymusie i izolacji...
                              Tylko egzotyka jest fajna, taki sam tata w Wólce - to prymityw.
                              Wybacz, ale czy wychowanie dzieci w sekcie - też Ci się podoba? Widzisz piekno uporządkowanego życia i ogródków, a nie dostrzegasz tego, ze dzieci żyją w niewoli, bez możliwosci wyboru swojej drogi. Rownie piękna jest sytuacja kobiet w krajach fundamentalistycznie islamskich - tez się nią zachwycasz?
                              • sli-maczek Re: ukryta 29.09.10, 21:43
                                Rownie piękna jest sytuacja kobiet w krajach fundamentalistycznie islamskich - tez się nią zachwycasz? - jak juz mowilam - ostro przegiete zdanie. Skoro dzieci w tym kosciele sa bite i ponizane to przyznam Ci racje. Ale jesli nie to moze pomysl co Ty wypisujesz?
                            • monhann2 Re: ukryta 29.09.10, 20:53
                              > A z ta telewizja....smile ciekawe ile razy wlaczasz programy przyrodnicze dzieciom
                              > monhann2?smile

                              Moje dzieci sa juz starsze ale powiem Ci, ze od najmlodszych lat "Animal Planet" jest ich najulubiensza stacja telewizyjna, ktora notorycznie sami sobie wlaczali, czesciej nawet niz bajki. I nigdy im nie ograniczalam. A jako ciekawostke jeszcze moge dorzucic, ze moja nastoletnia corka, zapytana w marcu co chcialaby dostac na 17 letnie urodziny odpowiedziala, ze chcialaby abym zamowila jej roczna prenumerate na......"National Geographic". Nie powiem, troche szczeka mi opadla, bo myslalam, ze cos bardziej wyszukanego jej sie pewnie marzywink Ale oczywiscie ma te prenumerate, przychodzi co miesiac i czyta od dechy do dechy. No i tak reasumujac, to co by moja corka miala jak by sie wychowywala w Amiszowej rodzinie?? Ja tam nie dostrzegam w tych zakazach i izolacji zadnego piekna. Owszem, sa skromni, cisi, pracowici, pomocni itd to sa same zalety ale mozna je miec nie bedac Amiszem.
                              • sli-maczek Re: ukryta 29.09.10, 21:48
                                Przyznam ze moje tez na Animal...maz im zapodaje.Chociaz sa male i czasem sie martwia jak lew cos upoluje...ale w ilu rodzinach sie puszcza cos poza bajkami? No wiec wracajac - amisze moze maja ciut ascetyczne zycie (sadze ze ksiazki wolno im czytacsmile), rosna z nich pracowici, skromni ludzie...w dzisiejszych czasach to na wage zlota.Chwala jak ktos umie na takie wychowac swoje dzieci, wiem ze na tym forum duzo jest matek, ktore cudownie chowaja dzieci...ale znamy przeciez mnostwo innych przykladow z zycia. Bycie Amiszem nie jest tym co 'bycie kobieta w kraju muzulmanskim'smileJest innym sposobem na zycie. Uwazam ze ciekawym
                                • verdana Re: ukryta 29.09.10, 22:23
                                  Ciut ascetyczne? Czy wiesz, jak wyglada życie bez elektrycznosci? jakie obowiązki spadają na kobiety - gotujące i piorace jak 100 lat temu? Czy zdajesz sobie sprawę, ze dzieci nie mogą się ksztalcić - są szkoły w wiosce i tyle.
                                  Ksiązki mogą czytac, tylko nie mają kiedy. I nie mają dostępu do normalnej biblioteki z wyborem ksiązek - tylko do starannie przebranej biblioteki, zaakceptowanej przez społeczność.
                                  kraje muzulmańskie też mają inny sposób na życie. W krajach fundamentalnie islamskich kobiety nie mają pełnej swobodu. U Amiszów mlodzież jest całkowicie zalezna od rodzicow i grupy - nie ma prawa wyboru dalszego życia. jesli wybierze niezgodnie z wychowaniem, zostaje wyrzucona na zawsze. Nie widze szczególnej róznicy - w obu wypadkach pozbawia się ludzi wolnosci i swobody.
                                  Dla Ciebie to jest ciekawe - nie pozwolić na wybor doroslym dzieciom? Nie pozwolic im poznać swiata?
                      • verdana Jaś 29.09.10, 19:01
                        No cóż - proponuje takie ćwicznie wyobrażni.
                        nauczycielka Jasia ze wsi Wólka wzywa tate Jasia do szkoły. Mowi, ze Jasio bardzo chce się uczyć dalej, jest zdolny, ale ma pewne braki, nie czyta książek, nie wie nic o tym, co sie dzieje na świecie, a poza tym mówi, ze tata mu nie pozwala. Tata Jasia odpowiada "Tak, nie pozwalam. Uwazam, ze miejsce Jasia jest w domu, ma wiele rodzeństwa i musi pomagać przy jego wychowaniu, jest też dużo pracy w ogrodzie i w polu. Owszem, Jasio może sie uczyc, ale tylko tego, co uznam za wazne, kupilem mu nawet lampke naftową, zeby czytał ksiązki religijne, ale lektur nie będzie czytał, bo sa demoralizujace, nie pojedzie też z klasą do kina, bo filmy sa złe, ani na wycieczkę do Krakowa, bo jazda autobusem to grzech. Zdecydowałem juz, ze Jaś resztę życia spedzi na wsi, nie chcę, aby oddalał się z domu, nie chcę, aby zwiedzał miasta, bo to siedlisko rozusty, a juz na pewno nie chcę, aby studiował - a to ja decyduję o Jasi, a nie jest ważne, co tam on sobie wymyślił."
                        I jakoś wątpię, aby wiele osób czuło podziw dla ojca Jasia.
                        • bibba Re: Jaś 29.09.10, 22:27
                          moim zdaniem to nie jest dobre porownanie. tzn pod jednym wzgledem tak - byc moze wsrod amiszow zdarza sie co jakis czas geniusz i szkoda ze nie ma szansy wyjsc poza swoj swiat i zmienic naszego wink

                          ale - sadze, ze dorosli czlonkowie tej wspolnoty maja calkiem niezle pojecie o swiecie poza nia, i nie sadze, by porownanie do ojca Jasia bylo trafne. mysle, ze ich wybor - to odciecie sie od komercjalizmu, wyscigu szczurow, chorej materialistycznej rywalizacji, od korupcji w polityce, od uzaleznienia od spoleczenstwa, ktorego wartosci moralne nie zgadzaja sie z ich wartosciami. i za to - ja - ich szanuje.

                          mysle, ze wiele moglibysmy sie od nich nauczyc.

                          a wiara w nasz wybor - ze dajemy dzieciom wolnosc wyboru ich drogi? ja akurat jestem osoba bez wiary, ale 'modle' sie by 'wolnosc' nie zwiodla moich dzieci na manowce. tutejsze spoleczenstwo (mowimy o tym w watku naty o matce szostki) ma kumplowski stosunek do dzieci, my niedawno zostalismy zaproszeni na 16ste urodziny naszej znajomej, inny kolega z pracy prowadzil na imprezie bar. ta szestnastka juz dwa razy byla z mama na imprezach na ktore szla jej mama i pila alkohol na kazdej z nich. matka jest edukowana profesjonalistka, a dziecko chodzi do prywatnej szkoly.

                          czesto mysle o tym, ze im dluzej dzieci pod kloszem tym lepiej, bo mamy wiecej czasu na uksztaltowanie ich wg naszych zasad moralnych, a jesli chodzi o ich pozniejsze zetkniecie z 'prawdziwym' zyciem, moim zadaniem jest wyrobic w nich asertywnosc, ktora pozwoli im nie czuc ze cokolwiek musza.
                          amiszowie nie puszczaja dzieci do 'prawdziwego' zycia, ale czy ich dzieci naprawde traca na tym? ja nie wiem!

                          i nie rozumiem, jak mozna miec tak kategoryczne zdanie na ten temat.
                          • verdana Re: Jaś 29.09.10, 22:39
                            Ojciec jasia może być facetem po trzech fakultetach - ale co z tego? Wybrał za syna, zdecydował, jakie będzie jego dalsze życie. Amisze starają sie za wszelką cenę odizolować od swiata. póki jest to decyzja dorosłych - ok. Póki tak wychowywane są małe dzieci - ok. Gdy izoluje się mlodzież - to przestaje być "sposób na zycie", to swoista niewola.
                            Nie odcinają się tylko od komercjalizmu, odcinaja także swoje dzieci od wiedzy - to już mniej zachęcajaco brzmi. Nie mówiac już o tym, ze sztuką jest wychować dobrze dziecko w świecie, nie w izolacji - dzieci odchodzace ze wspólnoty Amisdzow wcale nie są "zabezpieczone" przed pokusami - bo ich nie znają. Nie jest sztuką powiedzieć - świat jest zly, więc zrywam z nim kontakt. Trudno jest wychować dzieci na ludzi, ktorzy ten świat będą starali się zmienić na lepsze.
                            Dzieci chowane pod kloszem zbyt dlugo nie potrafią same, bez pomocy rodziców, odróżnić dobra od zła. Skoro dotąd wszystko było dobre - to dlaczego po wyjsciu z domu juz nie jest? Albo przeciwnie - wychowywane w przeswiadczeniu, ze świat jest zły, a tylko "my" - nasza rodzina i znajomi dobrzy - nie będzie umiało dostrzec zalet inaczej wychowanych ludzi, z innym - nie zawsze gorszym - systemem wartosci.
                            Czy dzieci tracą na tym, ze nie mogą się uczyć, ze całe życie ciężko pracują? Cóz, poczytaj sobie, jak wyglądało życie dzieci na wsi w XIX wieku - ciężka praca, mało rozrywek, zmartwienia i obowiązki od najmlotszych lat. setki pedagogów walczyło o to, aby dzieci przede wszystkim mogły się uczyć, aby nie musialy zajmować się mlodszym rodzeństwem (dzieci to okrutni wychowawczy).
                            A chcesz zobaczyć, czy takie życie jest dobre? Proste. Gdy masz tydzień wolnego nie korzystaj z pralki i zrób ze dwa razy wielkie pranie. pamietaj, ze nie mozesz korzystać z elektrycznosci - wodę więc podgrzewaj na kuchence, wyrzymaj recznie, pierz na tarze.
                            Na temat pozbawiania ludzi wolnosci wyboru mozna mieć bardzo kategoryczne zdanie. O ile wiem, mało kto uznaje życie w sektach za korzystne dla rozwoju kogokolwiek.
                        • ukryta Re: Jaś nie istnieje 29.09.10, 23:05
                          tata Jasia tak nie powie i taka sytuacja nie będzie miała miejsca.
                          Amiszowe dzieci chodzą do Amiszowej szkoły i uczy ich Amiszowy nauczyciel tongue_out

                          widzę, że świetne się bawicie, bijąc pianę i dyskutując o sprawach, o których macie blade pojęcie.

                          czy któraś z Was zadała sobie odrobinę trudu i poczytała o Amisz-Mennonitach? czy jak zwykle - wsiadamy na konika stereotypów i uprzedzeń i galopujemy w sią dal?

                          a. i jeszcze jedno. osoba niewierząca nie zrozumie pobudek i systemu wartości osoby wierzącej /głęboko i świadomie wierzącej/. inne kryteria, inne cele, inne priorytety. a w przypadku ludzi typu Amisze czy Amisz-Mennonici - dochodzi jeszcze brak hipokryzji. wierzą w to, co robią. żyją tym, w co wierzą. przeszkadza Wam to?
                          • monhann2 Re: Jaś nie istnieje 30.09.10, 00:18
                            wierzą w to, co robią. żyją tym, w co wierzą. przeszkadza
                            > Wam to?

                            Nie, nie przeszkadza mi to i kilka postow wyzej napisalam o tym, ze niech sobie zyja w spokoju, darze ich szacunkiem jak kazda inna spolecznosc, ktora innym nie wyrzadza krzywdy. Ale nie bede sie utozsamiac, nie podziwiam takiego zycia, nie widze w nim piekna, nie chce sie na niczym wzorowac. I nie ma to nic wspolnego z wiara czy jej brakiem.

                            A i jeszcze jedno. Tutaj, gdzie mieszkam (Kanada) jest duzo Mennonitow, maja swoje farmy, nawet mozna na niektorych zbierac samemu truskawki (odplatnie), kiedys kupowalam od nich mieso. Tak, jak mowilam wiem cos o nich, ich zyciu ale mi nie przeszkadzaja.
                          • verdana Re: Jaś nie istnieje 30.09.10, 13:52
                            tak, a wolno amiszowym dzieciom iść dalej, na studia?
                            Cóz, mój pradziadek był własnie głeboko wierzacy, miał wlasny system wartosci, miał cele i priorytety. Gdy babcia wyszsla za człowieka innej wiary - uznał ją za zmarłą, nigdy więcej w życiu jej nie zobaczył, żonie też zabronił spotykać się z córką, wnuka niegdy na oczy nie zobaczyli.
                            To była też głeboka wiara, system wartosci we własnie takiej, bardzo tradycyjnej rodzinie, odrzucającej dużą część nowoczesności i nie cenię ani trochę pradziadka za jego przestrzeganie.
          • joxanna Re: ukryta 29.09.10, 22:17
            >Wystarczy, ze się zbuntuje i odejdzie - traci nie tylko kontakt z rodziną,<

            Chyba tu jest clue - wspólnota, ok, jesteśmy razem, kochamy cię, ale tylko pod warunkiem, że się od nas nie różnisz. Jeśli myślisz po swojemu, to nie ma kontaktu.

            Tego nie mogę zaakceptować.

            Ale nie wiem, czy u Amiszów jest aż tak radykalnie? Bo może wcale nie?

            A sposób / styl życia? Na zdrowie - co kto lubi. Byle dzieci wiedziały, że jak wybiorą inny styl życia, to i tak mogą wrócić do rodziców.
            • verdana Re: ukryta 29.09.10, 22:28
              Tak, u Amiszów mlody człowiek dostaje o ile wiem rok na decyzję - albo bedzie żył w spolecznosci, bez elektryczności, samochodów, dostępu do jakichkolwiek nowoczesnych wynalazków (z nauka włącznie), albo odchodzi - bez jakiegokolwiek dalszego kontaktu ze społecznoscia i rodziną.
              To jest typowy sposób dzialania sekty - sekta nie moze sobie pozwolić na odstepstwa, na ludzi "z zewnątrz", którzy będą przychodzili i pokazywali inny sposób życia. Owszem, kontaktują się z sąsiadami, ale sąsiedzi są "obcy" - nie mozna dopuscić, by inaczej zył ktoś z nas.
    • nata76 Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 09:22
      Wielodzietnosc jest normą.Fajnie. Mam tez nadzieje,ze jest decyzja obojga rodziców,a nie ideologią.
      Fajny swiat masz ukryta, najwazniejsze,zebys była szczesliwa.

      Wydaje mi sie,ze nie mozna jednak porównywac świata Amiszów do reszty, tak jak innych grup,nie wiem jak nazwac,mniejszosciowych, odseparowanych????U Amiszów wielodzietnosc jest norma, a na drugim biegunie jest ,zapomniałam jak sie nazywa ta grupa w NY costamcośtam-nokids. Zyja dla siebie, pracy,samodoskonalenia. Ich tez nie mozna porównywac do ogólu. Jak pierwszych wydaje mi sie, nie mozna gloryfikowac, tak ostatnich krytykowac.


      • mali-nki Ukryta pytanie 30.09.10, 11:26
        a mozna sie dowiedziec jak to sie stalo ze zainteresowalas sie ta wspolnota i jestes teraz ich czescia? Piszesz ze chodzisz do tej wspolnoty - czy szukasz swojej wiary, czy cos ciebie meczy w katolicyzmie (jezeli jestes RC?). Bo mi sie wydaje ze nie trzeba zmieniac wyznania zeby prowadzic skromne i proste zycie i przekazywac pewne wzory i wartosci dzieciom. Ja tez interesowalach sie roznymi odlamami chrzescijanstwa ale dochodze czesto do wniosku ze w katolicyzmie-chrzescijanstwie jest wszystko tak naprawde co czlowiek potrzebuje zeby prowadzic wartosciowe zycie i zaszczepiac taka postawe dzieciom.
        • nata76 Re: Ukryta pytanie 30.09.10, 12:12
          mali-nki napisała:

          > a mozna sie dowiedziec jak to sie stalo ze zainteresowalas sie ta wspolnota i j
          > estes teraz ich czescia? Piszesz ze chodzisz do tej wspolnoty - czy szukasz swo
          > jej wiary, czy cos ciebie meczy w katolicyzmie (jezeli jestes RC?). Bo mi sie w
          > ydaje ze nie trzeba zmieniac wyznania zeby prowadzic skromne i proste zycie i p
          > rzekazywac pewne wzory i wartosci dzieciom. Ja tez interesowalach sie roznymi o
          > dlamami chrzescijanstwa ale dochodze czesto do wniosku ze w katolicyzmie-chrzes
          > cijanstwie jest wszystko tak naprawde co czlowiek potrzebuje zeby prowadzic war
          > tosciowe zycie i zaszczepiac taka postawe dzieciom.

          Mnie sie wydaje,ze wystarczy być po prostu dobrym człowiekiem i zaszczepić taka postawe dziecoim.
          Ilu jest katolików-chrzescijan....a ilu naprawde dobrych ludzi....
    • 3bitt Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 17:08
      Nie przeczytałam tego tematu do końca bo wywołuje u mnie smutek i chęć napisania takiego długiego postu, że aż nieprzyzwoicie, ale i tak go nie zrozumiecie...
      Zgadzam się z Verdaną.
      Dodatkowo nie podoba mi się, ze ktoś się zachwyca tym iż dzieci są wykorzystywane do pracy w gospodarstwie. Ktoś kto całego dzieciństwa nie spędził w polu nie ma pojęcia co to znaczy. Jak czytam, ze to takie fantastyczne mieć kurki, świnki, własną ziemię i tak żyć to brzuch mnie boli. Fantastycznie to wstać o 8 iść na 6-8 godzin do pracy, potem do fryzjera, kupić obiad w markecie a wieczorem wziąć kąpiel i obejrzeć tv! To jest fantastyczne. Przynajmniej dla mnie, dla mojej matki, która nigdy w życiu nie była nad naszym Polskim morzem, ale za to doskonale wie wszystko o uprawie marchewki i ma takie ręce że nie jedna 90 latka takich nie ma! Chodzenie w uszytych przez mamę, babcie, sąsiadkę ubraniach. No po prostu szczyt marzeń. Chyba nigdy nie nosiłyście takich ubrań, albo butów po kuzynce.
      Ja wiem wiem, Marta stuard i jej powrót do korzeni, ogrody, pieczenie ciast i robienie serów, albo szycie zaslon do przedpokoju. Tak, owszem to bywa zabawne kiedy ma się do tego sztab ludzi tak jak ona, albo robi się to od czasu do czasu, jak tu ktoś napisał. że "czasem nawet na kolację upiekę bułki" a wyobraźcie sobie, ze nie ma czasem i ze jak ich nie upieczesz to nie ma kolacji, a nie pieczesz dla 4 osób tylko dla 10 i nie na kolacje tylko na 1 śniadanie, drugie śniadanie, podwieczorek i to 7 dni w tygodniu. I tak ze wszystkim. Nie wydoisz krowy- nie masz mleka, nie zbijesz prosiaka/ królika- nie masz mięska, nie zasiejesz marchewki na wiosnę to jesienią nie masz na czym zupki ugotować. Rolnictwo i gospodarstwa samoutrzymujące się to nie praca to Orka, kierat to praca do ostatniego tchu. Tęsknić za tym może tylko ktoś kto nigdy tego nie doświadczył.
      Pozdrawiam.
        • sli-maczek Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 18:15
          To ja sie juz wiecej w tym watku nie odezwe. Bo sie zrobilo zbyt dramatycznie. Mialo byc milo, o czyims wyborze, o tym,ze moze komus sie podoba, a zrobilo sie prawie na noze. Ciekawe po co? Przeciez mozna lubic takie zycie! A co? Amisze sa zmuszani? Nieszczesliwi, pragnacy bulek z supermarketu? To by nie bylo takich spolecznosci. Jak sie komus nie podoba to nie, tylko po co taki ton?
          • 3bitt Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 18:28
            Przepraszam jeśli Cię urazila moja wypowiedź. O Amiszach wiem niewiele i nie do tego się odnosiłam, raczej do argumentów jakie tu padają. A to czy mozna lubić takie życie? Jasne że mozna są przecież na świecie różni ludzie i różne życie wiodą często z wyboru, ale jeśli chodzi o dzieci to chyba nie ma większego wyboru. Nie możesz zdecydować czy to lubisz czy nie lubisz. Nawet niektórzy dorośli decydują się na życie w gospodarstwach samowystarczalnych (nie piszę o Amiszach- podkreślam) nie dlatego ze lubią tylko, ze nic innego nie mają. No bo skąd wziąć pieniądze? Kto dziś kupi przestarzałe maszyny i działki, których nie da się zmienić na budowlane? Iść do pracy? Po 30-40 latach pracy w polu? I co robić skoro nic się nie potrafi, skoro nie wie się jak wygląda komputer, nie zna języka obcego. Co wpisać w CV? sadzenie marchewki i wyrób serów do użytku własnego? Z takiego worka ciężko jest wyjść.
          • verdana Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 18:39
            Dzieci Amiszów są zmuszane. Dorośli mają wybór, one nie. Tak, ci, ktorzy decydują się na porzucenie rodziny na zawsze muszą być bardzo nieszczęśliwi, skoro dla "bulki z supermarketu" decydują się na ostracyzm. Może jednak nie dla bulki...
            I to JEST dramatyczne.
            • ukryta Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 21:46
              miałam się nie odzywac.

              chrzanisz Verdana.

              w takim razie - każde dziecko jest do czegoś zmuszane.

              chyba że dążymy do wychowania bezstresowego, podawania wszystkiego na tacy i smarowania dupy miodem.

              twoje biedne dzieci są wysłane do okropnej placówki szkolnej, pełnej okrutnych dzieciaków, rywalizacji, przemocy i szurniętych nauczycieli. jedzą syfne żarcie. ich ubranie służy nie tyle okryciu ciała, co szpanowaniu lub eksponowaniu wdzięków małotelnich dziewczynek. spędzają czas przed pioracym mózgi telewizorem. ralizują chore ambicje swoich rodziców chodząc na cała litanię zajęć dodatkowych. zanim osiągną pełnoletniość, spróbują seksu, alkoholu i narkotyków. itp

              a może tak to wygląda z drugiej strony?

              a znasz biblijną prawdę - "po owocach ich poznacie"?

              dlaczego depresje i alkoholizm nie istnieją w takich społecznościach /albo są tak marginalne, że szok/? nie ma niechcianych ciąz i aborcji? nie ma rowodów i przemocy w rodzinie?
              życzyłabym Ci z całego serca, zeby twój mąż tak szanował i był ci tak oddany, jak znane mi małżeństwa A-Mennonickie. żeby dzieci tak kochały i szanowały rodziców, żeby o nich dbały. żeby rodzeństwo się wspierało a synowa nie wałczyła z teściową/ - tak, jak widzę, że dzieje się to tam.
              rozejrzyj się dookola i przestać wreszcie chrzanić.
              twój świat jest lepszy?
              lepszy???
              • mali-nki Re: gdzie wieloDZ jest normą 30.09.10, 22:35


                Ukryta pytanie
                mozna sie dowiedziec jak to sie stalo ze zainteresowalas sie ta wspolnota i jestes teraz ich czescia? Piszesz ze chodzisz do tej wspolnoty - czy szukasz swojej wiary, czy cos ciebie meczy w katolicyzmie (jezeli jestes RC?). Bo mi sie wydaje ze nie trzeba zmieniac wyznania zeby prowadzic skromne i proste zycie i przekazywac pewne wzory i wartosci dzieciom. Ja tez interesowalach sie roznymi odlamami chrzescijanstwa ale dochodze czesto do wniosku ze w katolicyzmie-chrzescijanstwie jest wszystko tak naprawde co czlowiek potrzebuje zeby prowadzic wartosciowe zycie i zaszczepiac taka postawe dzieciom.
                • housewife1 Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 01:17
                  No proszę, chyba ukryta masz jakies ukryte frustracje, skoro odmienne zdanie wywołuje u ciebie takie reakcje, że az zaczynasz rzucac wulgaryzmami, jakos mi to nie pasuje do wyznawczyni świata amiszowo-mennonickiego, gdzie wszystko jest takie dobre i cacy, że ludzie nie odczuwają żadnych frustracji. Szczerze mówiąc dziwię się, że jeszcze korzystasz z internetu, skoro tak fascynuje Cie ich świat, co szkodzi Ci zacząć żyć jak oni ? Przeciez nikt Ci nie zakazuje, a to, ze nie wszyscy podziwiaja takie zycie, to przeciez amiszów kompletnie nie obchodzi, oni mają swój świat i tyle nie rozumiem, czemu więc w ich imieniu się tutaj unosisz tongue_out

                  Dla mnie jesli odejście ze wspólnoty jest równoznaczne z uniemozliwieniem kontaku z rodziną- czyli po prostu wyrzuceniem- to niestety świadczy o sekciarskim charakterze wspólnoty. Wybór jest tylko jeden albo-albo. Albo zostajesz z nami, albo odejdź, ale juz nigdy nie wracaj.
                  Czyli tutaj wspólnota jest ważniejsza niz więzi rodzinne i to dla mnie skreśla z miejsca takie wspólnoty,
                  mimo, ze owszem takie życie na łonie natury itd... wydaje się byc fajne, bo patrze na to z daleka, siedząc przy kompie, a w łazience pranie się samo pierze, zmywarka chodzi i zmywa, a ciuchy moge dzieciom i rodzince kupić w sklepie, chleb pieke czasem, jak mam ochote, a jak nie to kupie w piekarni, mam wybór, codziennie, a nie ten jeden na całe zycie.

                  Ukryta, a Ty przeciez tez musisz miec czas i chęć na internet, w ogóle to się dziwię, że jeszcze korzystasz z internetu, przecież w internecie są jeszcze gorsze świnstwa niz w telewizji tongue_out




              • agni71 Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 10:10
                ukryta napisała:


                > chrzanisz Verdana.

                jesli ktos tu chrzani to z pewnoscia nie verdana....
                >
                > w takim razie - każde dziecko jest do czegoś zmuszane.
                >

                Nie odróznisz zmuszania, do pokazywania róznych możliwości i uczenia co dobre a co złe? Nie odróżniasz nakazów i zakazow od umożliwiania dziecku podejmowania własnych decyzji? Dlaczego zakładasz, ze te decyzje zawsze będa złe? Nie ufasz własnym zdolnościom wychowawczym? Wierzysz, że ludzie z natury są żli i zawsze wybiorą zło?
                Jesli ty tego nie widzisz, to chyba nie ma tu o czym więcej dyskutować.

                >
                > h. zanim osiągną pełnoletniość, spróbują seksu, alkoholu i narkotyków.

                Może i spróbują, ale ważne, by umiały je odrzucić, mając wybór. Większą ma to wartośc niz odrzucenie czegos li i jedynie dlatego, ze sie nie wie, że cos takiego istnieje.

              • verdana Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 16:34
                Wiesz, przy takim widzeniu swiata - nie moge zrozumieć, jak zdecfydowałas się na posiadanie dzieci. Skoro wszyscy są źli, zdemoralizowani - a tylko jedna rodzina - Twoja - nie karmi dzieci syfem, nie przebiera dziewczatek za dziwki - to rzeczywiscie, ustrzec dzieci przed demoralizacją mozeesz tylko lkwidując im jakiekolwiek kontakty ze społeczeństwem. Powinny zyc w zamknięciu, bez teleizji, internetu i sklepów z ubraniami aż do smierci, zajmując się ciężka prać, która być moze uchroni je od myslenia i szukania innej drogi.
                Ale ja bym jednak nie ryzykowała - raz spuscisz je z oczu i już będa stracone.
                Depresje istnieja we wszystkich spolecznosciach, podobnie jak rak, bowiem depresja jest chorobą. Nichciane ciąże są, tylko kobieta nie ma prawa wyrazić swoich uczuc. Wyrzucenie dziecka z domu, bo ma inne poglądy jest klasyczna przemocą w rodzinie, a więc przemoc wrecz kwitnie.
                Jakos mój mąz mnie szanuje, dzieci mnie szanują. Obawiam się, ze uwierzylas w cud. Nie ma żadnych spoleczeństw, gdzie trafiają sie same anioly, gdzie wszytkie rodziny są kochające się i lojalne, gdzie nie ma przestępstw, zdrad i nieszczęść. Sa jednak zamkniete społeczności, w których o pewnych rzeczach - szczególnie przybyszom z zewnątrz - po prostu się nie mowi.
                Uwierzylas w piekne dekoracje i tyle.
    • rycerzowa Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 09:21
      O tych wspólnotach Amiszów czy Amiszo-podobnych słyszałam wiele od mojej koleżanki, która bywała tam minimum raz na rok, w odwiedzinach u córki (z pierwszego małżeństwa) swego amerykańskiego męża.
      Ta córka, amerykańska młoda kobieta, po studiach, przystąpiła do tej społeczności wraz ze swoim mężem i pod jego wpływem.
      Tak to u nich jest. Z jednej strony ci, którzy się wśród nich urodzili i innego życia nie znają ani/lubi znać nie chcą, z drugiej - nowi, zniechęceni do współczesnego świata, chroniący się przed nim.

      Przede wszystkim, nie jest tak, że oni żyją całkiem uniezależnieni od cywilizacji.
      Nie jest to fizycznie możliwe.
      Niektórzy członkowie wspólnoty pracują na rzecz klientów zewnętrznych, np. mąż owej córki jest mechanikiem samochodowym.
      O tym, co kto robi, decydują przywódcy duchowi.
      Ci liderzy mają telefony i internet. Ten ojciec umawiał się z ich guru drogą mailową co do odwiedzin córki i wnucząt. Dla mojej koleżanki te wizyty były , że tak powiem, wielka atrakcją "turystyczną". Trudno jej było zrozumieć, że można tak chcieć uciec od wolności, być tak do końca uzależnionym od owych duchowych przywódców. To jest trochę jak klasztor. Niektórzy ludzie lubią, gdy ktoś za nich podejmuje decyzje, gdy wszystko jest raz na zawsze ustalone, zasady życia i bycia jasne i proste, gdy zawsze wiadomo, co robić, jak myśleć.

      Ale decyzje o życiu w klasztorze podejmuje człowiek dorosły. Jaki wybór miałyby urodzone w klasztorze dzieci? Owszem, można je wychowywać w przekonaniu, że takie życie jest jedyne z możliwych. Ale to nie jest prawda,i część dzieciaków prędzej czy później się o tym przekona.
      I część będzie chciała spróbować tego innego życia.

      I tu właśnie tkwi ogromne niebezpieczeństwo. Te dzieci nie poradzą sobie z "normalnym" życiem, bo nie zostały w swoim czasie "zaszczepione" na jego pułapki.

      Dyskutowałyśmy wiele z koleżanką, że życie matki-Polki-katoliczki-wielodzietnej przypomina trochę życie kobiety z kolonii Amiszów. Koncentracja na dzieciach, na zaspakajaniu ich potrzeb bytowych, wpajanie najprostszych życiowych i religijnych zasad, w pewnym okresie życia uzależnienie od męża.
      Ale to tylko pozór.
      Żyjemy wśród innych ludzi. Ludzie różnią się od siebie, mniej lub bardziej pięknie.
      Młody człowiek od najwcześniejszych lat to widzi i wie, że może wybrać, między dobrym a złym, oraz miedzy dobrym a jeszcze lepszym, a najczęściej między tym co jest dobre dla mnie, a tym, co jest dobre dla innego. Bo najważniejsze atrybuty człowieka to rozum i wolna wola.
      Jeśli nie uczymy dziecka myślenia, chronimy je przed wiedzą, pozbawiamy je możliwości wyboru, podejmowania decyzji - to jakbyśmy pozbawiali je człowieczeństwa!

      Pozorem i iluzją jest sielankowy obraz życia społeczności żyjących zgodnie z naturą, według starych zasad, np.z tzw. zabitych deskami wsi. Trzeb trochę pobyć wśród nich, by się przekonać, ile tam zła, okrucieństwa, krzywdy.
      Kto może, niech posłucha, co na ten temat mają do powiedzenia ludzie bardzo starzy, pamiętający tamte czasy. Kto nie ma okazji - niech poczyta.
      • agni71 Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 10:04
        > Pozorem i iluzją jest sielankowy obraz życia społeczności żyjących zgodnie z n
        > aturą, według starych zasad, np.z tzw. zabitych deskami wsi. Trzeb trochę pob
        > yć wśród nich, by się przekonać, ile tam zła, okrucieństwa, krzywdy.
        > Kto może, niech posłucha, co na ten temat mają do powiedzenia ludzie bardzo sta
        > rzy, pamiętający tamte czasy. Kto nie ma okazji - niech poczyta.

        Choćby naszych rodzimych "Chlopów" - istna sielanka, co? wink

        • 3bitt Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 16:58
          dokladnie tak.
          Tylko z "chlopami" jest o tyle "lepiej", że to było kiedyś. Kiedy nie było jeszcze marketów, internetu, postępu na taką skalę. Wtedy chyba łatwiej było tak żyć bo po prostu nie można było żyć inaczej. A teraz? Świadomie rezygnować z tego co nam daje świat, ze wszystkich udogodnień? Jasne, ze można jeśli ktoś ma taką potrzebę żeby cofnąć się o krok w tył. Ale jeśli ten ktoś rodząc dzieci narzucam im z góry, ze i one z całego dobytku cywilizacyjnego ostatnich lat nie będą mogły korzystać to moim zdaniem już nie jest ok.



          • 3-mamuska Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 20:57
            Taka mi sie mysla nasunela,ze to jakby dziecko wychowywac w wiezieniu do 18 roku zycia a potem wyslac w swiat.Bo przeciez matki moga rodzic dzieci w wiezienu,ale dlaczego dziecko moze zostac z matka do 3 roku zycia,potem musi trafic pod opieke kogos z zewnatrz.
            Fajnie bylo pokazane podobne zycie,w filmie "trzy na jednego"nie chodzi mi o to jak zyj bo uzywaja dobrodziejstw terazniejszego swiata,ale widac jakie sa relacje w rodzinie,ze w cale to nie taka sielanka,ze nastoletnie corki wstydza sie, ze ich ojciec ma 3 zony,i ze dzieci z domu obok to jej rodzenstwo.jak walsnie trzeba sluchac starszyzny,jak ojciec oddaje corke mlodziutka dziewczyne za zone stremu facetowi,ktory na jeszcze 3 zony starsze.
            Film wlasnie swietnie pokazuje relacje rodzinne,KTORYMI NIE MOGA podzielic sie z nikim z zewnatrz ,bo nikt nie moze wiedzeic ze facet ma 3 zony.Wiec wszsytkie frustracje sa tuszowane lub rozwiazywane w rodzinie.I tak jest u nich Amiszow,oni poprostu nie chwala sie klopotami poza spolecznasc,jesli jest problem to strszyzna rozwiazuje problem,i trzeba sie podporzadkowac sie decyzji,i tyle.
            Samo to ze kobieta nie moze decydowac o liczbie dzieci,no niby moze ale tylko kalendarzyk,czyli sex tylko z przymusu w te dni co mozna, albo dziecko albo wcale.
            samo to ze nie mozn odwiedzic corki czy wnuka,bo ktos moze nie wyrazic zgody na odwiedziny.To nie jest piekne,rozumiem piekno zycia blosko natury,czasu spedzonego z rodzina poczucie wspolnoty,ale o wiele wiecej jest tam ograniczen niz tego piekna.
            • monhann2 Re: gdzie wieloDZ jest normą 01.10.10, 21:47
              To o czym piszesz to jest serial o odlamie kosciola Mormonow, innej spolecznosci ze Stanow. To sa raczej juz sekty, gdzie praktykuje sie polygamie. Facet, przywodca sekty ma kilka zon, ktore to wszystkie rodza mu dzieci. Oczywiscie takie praktyki nie sa legalne dlatego wszystko odbywa sie w ukryciu. Najwieksza afera wybuchla chyba ze dwa lata temu, kiedy wyszlo na jaw, ze gdzies w Teksasie nie dosc, ze taki jeden mial kilka "zon" to jeszcze spal z nieletnimi, ktore tez rodzily mu dzieci. To jest tak chore, ze az mnie mdli jak o tym pisze. Na szczescie zostal skazany i siedzi w wiezieniu. Sekte zdaje sie rozwiazali, wszystkie dzieci zostaly zabrane z terenu obozu sekty.
    • joalicja Re: gdzie wieloDZ jest normą 21.10.10, 11:23
      ukryta, przeczytałam cały wątek. Ale nie widzę nigdzie odpowiedzi na pytania, które zadały Ci dziewczyny powyżej. Być może taka a nie inna opinia bierze się z nieznajomości społeczności, w której żyjesz. Powiedz proszę jak to jest z tym wykluczeniem dzieci, które dorastając wybierają swoją drogę: są wykluczone czy nie są? Używają internetu? Mogą się dalej kształcić? Mogą nie chcieć pracować w gospodarstwie, co jeśli nie chcą? Liczysz się z tym, że Twoje dzieci jako istoty samodzielnie myślące mogą chcieć wybrać inną drogę? Co wtedy?
    • zebra12 Re: gdzie wieloDZ jest normą 21.10.10, 16:29
      O nie, nie. Nie podoba mi się takie zycie, taki światopogląd, takie wychowywanie dzieci, uzależnienie od społeczności, od męża. Bark możliwości decydowania o sobie. Nie chciałabym nie pracować zawowodwo, wychowywac 6 dzieci, uprawiać pole, dziergać czapki, gotować i prać (zapewne ręcznie). Nie chciałabym, żeby moje dzieci były skazane na takie życie: kobieta kura domowa, mężczyna głowa rodziny. Nie podoba mi się podział ról: chłopcy uczą sie tego i tego, potem zajmują się tym i tym, a dziewczynki tym i tym. To dyskryminacja. Brak antykoncepcji, wczesne małżeństwa... Masakra jak dla mnie!
      Sama należę od lat do jednej społeczności chrześcijańskiej i muszę przyznać, że niektóre rzeczy mnie męczą.
        • zebra12 Re: Zebra 22.10.10, 15:39
          Do kościoła zielonoświątkowego. Należę jeszcze, ale jestem zawieszona za rozwód. Niestety nikogo nie obchodzi jak się czuję psychicznie. Jestem raczej napiętnowana, bo przecież małożeństwo powinno trwać, a nie jakieś rozwody! Nie wolno mi się z nikim związać, sama muszę wychowywać 3 dzieci. Mam coraz bardziej dosć. Zaczyna mi doskwierać samotność, brak seksu i zwykłe codzienne problemy natury egzystencjonalnej. Szukam pomocy w necie, ale nic nie znajduję. Nie ma ludzi w takiej sytaucji jak moja? W każdym razie uważam moją społeczność za zbyt radykalną. W takich społecznościach liczy się ogół, nie jednostka. Nikt nie intersuje się uczuciami jednostki. Masz tworzyć społeczność, mysleć jak ona, robić co ona, czuć co ona. Jak się wyłamujesz, to dla pastora zagwozdka. Czy on wie, co ja czuję? Czy on wie jak ja żyję każdego dnia? Jakie mam problemy? Jak czuję się samotna, bo za związek z kimkolwiek zostanę wykluczona...
          • mali-nki Re: Zebra 22.10.10, 20:32
            Wspolczuje cie zebro! To juz wg mnie nie ma nic wspolnego z miloscia blizniego, przeciez nawet Bog wybacza najwieksze grzechy (jezeli w ogole mozna twoj rozwod tak traktowac). Czy twoj maz tez jest z tej wspolnoty? tez jest wykluczony?
            nie moglabym dalej zyc z ta wspolnota przezyjac takie wykluczenie podczas tak ogromnego stresu zwiazanego z rozwodem.
            Swego czasu interesowalam sie zaangazowaniem w innej wspolnocie ale wlasnie tego typu zasady i ta 100 % przynaleznosc dala mi duzo do myslenia.
            • zebra12 Re: Zebra 23.10.10, 09:15
              Tak, mój eks został wykluczony. Ale co mi to daje? No co? W sumie nic.
              Dlatego jak przeczytałam ten wątek to od razu pomyślałam sobie o tragicznej sytuacji tych nierozerwalnych małżeństw, o skrywanej przemocy, o bardzo modo zawieranych małżeństwach, o braku mozliwości poskarzenia się komukolwiek. Skarga=kręcenie na siebie bicza. Społecznośc ma być idealna. Chcesz być inny to wynocha.
              Nigdy nie chciałabym być w takiej społeczności, która tak głęboko ingeruje w ludzką psychikę, bo już nie tylko prywatność.
              Uważam, że chrześcijanie powinni stawiać czoła problemom. chcieć i umiec pomóc, a nie wykluczać. Mam się zgadzać na przemoc? W imię czego? Że co Bóg złączył itd? A gdy przerwę przemoc rozwodem, to za karę ma być skazana na zycie w samotności i celibacie? To taka niby kara. Dla mnie. Trzeba było siedzieć cicho, a nie do sądów łazić.
              • nata76 Re: Zebra 23.10.10, 09:24
                > Uważam, że chrześcijanie powinni stawiać czoła problemom. chcieć i umiec pomóc,
                > a nie wykluczać. Mam się zgadzać na przemoc? W imię czego? Że co Bóg złączył i
                > td? A gdy przerwę przemoc rozwodem, to za karę ma być skazana na zycie w samotn
                > ości i celibacie? To taka niby kara. Dla mnie. Trzeba było siedzieć cicho, a n
                > ie do sądów łazić.

                swietnie napisałaś....

                i własnie stad jest tak wielka hipokryzja w kosciele. Im wiekszy kościół i wiecej wierzacych tym wieksza hipokryzja....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka