zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto?

30.09.10, 14:29
Chciałabym, żeby wypowiedziały się mamy starszych dzieci - nastolatków, które posyłały je na zajęcia dodatkowe, kiedy były one jeszcze w wieku wczesnoszkolnym lub przedszkolnym. Czy uważacie, z perspektywy czasu, że to miało sens?
Teraz panuje taka moda, żeby dzieciom mocno organizować czas po szkole/przedszkolu. Pewnie są plusy (np. wczesna nauka języka kiedy umysł bardziej plastyczny, więcej ruchu na zajęciach sportowych) ale też minusy (poszarpane popołudnia spędzone w samochodzie, wieczny pośpiech). Ja osobiście zastanawiam się czy warto. Za moich czasów dziecięcych (lata osiemdziesiąte) na regularne zajęcia dodatkowe chodziło się na ogół wtedy, kiedy dało się na nie już samodzielnie podejść/pojechać. Ale zastanawiam się czy moje dzieci nie stracą zbyt wiele, jeśli przyjmę taki sam klucz doboru zajęć w dzisiejszych czasach...
    • 3bitt Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 15:08
      Ja mam małe dzieci, ale chciałam się wypowiedzieć na przykładzie mojej młodszej siostry o języku angielskim w przedszkolu. Dla mnie to porażka i wyrzucenie pieniędzy w błoto. Nauczyć kolorów można się tak samo łatwo i w pierwszej klasie podstawówki, czy tam w drugiej, a wiele więcej maluch się nie nauczy. Na szczęście w tej kwestii większość rodziców z grupy mojego dziecka się zgodziło i nie ma u nas angielskiego.
      Kolejny niewypał moim zdaniem, a niesamowicie modny i matki się nim zachwycają, to nauka pływania dla niemowlaków. Córka sąsiadki prócz wiecznych problemów z bakteriami w moczu nic z tych zajęć nie wyniosła. Moja siostra chodziła od kiedy skończyła dwa lata na kurs "małych bąbelków" i to też było zupełnie zbędne. Chodziła przez rok i nie nauczyła się NIC.Nic to nie wniosło. Naukę pływania rozpoczęła w wieku lat 8 i teraz mając lat 13 pływa jak rybka i basen to dla niej czysta przyjemność. Pewnie ktoś napisze, ze to oswajanie z wodą. Ale osobiście znam tańsze sposoby oswajania z wodą, a wniosą tyle samo.
      • verdana Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 15:12
        Języki do poziomu lieceum - strata czasu i pieniędzy.
        Zajęcia sportowe - OK. Plastyczne - nieprzydatne, ale przyjemne.
        Reedukacja dyslektyków - bilans ujemny - kazda chwila reedukacji nie tylko byla starcona, ale pogłębiała problemy.
        • judytak Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 04.10.10, 13:22
          > Języki do poziomu lieceum - strata czasu i pieniędzy.

          według moich doświadczeń języki to starta czasu i pieniędzy do wieku 10-12 lat
          od takiego wieku, pod warunkiem, że dziecko chce i lubi, jak najbardziej warto - na dobrych kursach dziecko się nauczy języka do poziomu sredniozaawansowanego (B1, moze nawet B2) w ciągu ok. 3 lat, a tak naprawde w liceum już człowiek po szkole zajmuje się innymi rzeczami niż nauka języka (działalnościa naukową, społeczną, atrystyczną, życiem towarzyskim, zarabianiem pieniędzy itp. itd.)

          pozdrawiam
          Judyta
          • verdana Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 04.10.10, 13:31
            Zależy od dziecka. Moje wszystkie (i ja także) zalapaly dopiero ok. 15 roku zycia. Natomiast mąż nauczył się angielskiego już w podstawówce, ale on zdolny jestsmile
            Niestety, mimo pracy i chęci my nie bylismy się w stanie nauczyć jezyka wcześniej - do tego stopnia, ze ja, uczona angielskiego w podstawowce (a potem na studiach) nie znam go wcale, a po francusku mowilam po roku naukie w liceum.
            • judytak Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 06.10.10, 11:48
              przykłady można podawać na wszystko :o)
              ale żeby się dowiedzieć, do której grupy dziecko nalezy, warto w odpowiednim czasie spróbować

              pozdrawiam
              Judyta
    • elgosia Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 15:40
      Ja mogę ze swojej perspektywy powiedzieć, bo mnie w późnej podstawówce (od 6 kl) rodzice posyłali prawie na wszystko. Co dziennie, a dojeżdżałam z siostrą autobusem lub chodziłam pieszo.
      angielski i niemiecki - coś sie nauczyłam, ale jak napisała Verdana najwięcej dało mi liceum
      szachy - nienawidzę ich do dziś, trzepie mnie na widok szachownicy, robiłam to po to, żeby tacie nie było przykro
      gitara - starszy miły (ale nudny) pan uczył mnie nut, a ja chciałam grać, jak przy ognisku; w końcu nauczyłam się chwytów sama w liceum, a o nutach nie pamiętam
      SKS - nie lubię sportu, ale wydaje mi się, że to było warto - jedyna szansa na ruch
      Swoich dzieci nie posyłam na zajęcia z wyj. sportu. Syn będzie też miał raz angielski w szkole zaraz po lekcjach ze swoją panią. Będą sie uczyć wierszyków i piosenek. Lepsze to, niz siedzenie w świtlicy. I dlatego go zapisałam.
      Bezcenny dla mnie jest czas w domu, z rodzicami i rodzeństwem. Zwłaszcza dla małych dzieci.
      • andaba Verdano! 30.09.10, 16:59
        Piszesz, że reedukacja funta kłaków warta - ja mam takie same wrażenie, mój zamiast coraz lepiej pisze coraz gorzej. Zapisałam go kolejny rok do poradni (głównie po to, żeby nie stawiali przeszkód przy wydawaniu opinii), ale żebym sens w tym widziała to nie powiem (a miałam nadzieję, że pomoże i syn chyba też miał...).

        A w ogóle to mi brakuje Cię na pewnym forum, dobrze, że chociaż tu jesteś uchwytna, bo na starszym dziecku za dużo oszołomów i pisać tam nie lubię.
        • verdana Re: Verdano! 30.09.10, 17:50
          Bo na tych zajeciach bardzo dobrze ucza dziecko tylko jednego - ze nie umie... Z kazdych zajęć moje wychodzily bardziej zakompleksione i przekonane, ze i tak się nie uda - bo reedukator oczekuje postępów, a jak ich nie ma, to nie dysleksją winna, tylko albo rodzice (za mało pracują z dzieckiem), albo samo dziecko (jakby czytało/pracowało. nie bylo leniem - to by juz się nauczyło).
          nie wiem, czy u Ciebie jest tak samo, ale w moim przypadku (poza jedną psycholog) nikt nie wierzył, ze dziecko cos robi, a postępów nie ma - wszyscy oskarzali dzieci o klamstwo, a mnie o krycie dzieci.
          Jeśli mogę sprzedać Ci moj patent, na który wpadlam po 12 latach gehenny. nalezy iść do poradni nie na poczatku roku, tylko w polowie października. Wtedy nie ma już miejsc, poradnia przeprasza, dziecko dostaje pracę do domu i ewentualne wizyty raz na parę tygodni. I zaswiadczenie.
      • andaba Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 17:01
        Moje na żadne zajęcia nie chodzą i nie chodziły, wyjątkiem są plastyczne i sportowe, ale chodziły, bo chciały i nie było to w żadnym stopniu kłopotliwe. Czy im to zaszkodziło? Nie sądzę...
        • sli-maczek Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 18:30
          Na swoim przykladzie powiem tak:
          angielski - mialam zajecia z ciocia, wiec moze dosc luzne i wesole (majac 7lat), ale dalo mi to latwosc jezyka na cala edukacje pozniej, lacznie z praca za granica w tym jezyku (zaden inny mi latwo nie wszedl)
          zajecia plastyczne - zostalam architektemsmile To chyba cos mi to dalo. Moje dziecko nie chodzi teraz na zajecia, ale godzinami rysuje i maluje w domu. Uwielbia to, na pewno uczy to w jej wieku koncentracji a i coraz lepiej wychodzi
          plywanie - sama bylam puszczana na basen kolo 7lat, ale z dziecmi chodzimy odkad mialy pol roku i swietnie sa oswojone z woda (skacza same do wody, utrzymuja sie z plywaczkami). Nie wiem jak by bylo na platnych zajeciach ale przez zabawe mysle ze to daje duzo.
          Ja bylam rowniez wczesnie uczona jazdy konnej, na nartach, lyzwach...nie byly to nigdy platne zajecia - po prostu sposobnosc (dziadki mieszkaly w stadninie koni itd). Bardzo jestem wdzieczna rodzicom ze mi to wszystko dali, bo w zyciu sie przydaje, a i pozwala rozwijac pasje. W pozniejszym wieku juz tak latwo czlowiek sie nie uczy jak w dziecinstwie. Uwazam ze warto uczyc dzieci wielu rzeczy, ale nie musza to byc zajecia regularne, platne, albo takie, ktorych dzieci z czasem nie lubia.
          • donkaczka Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 19:38
            moi rodzice usilowali inwestowac w edukacje, chodzilam na angielski od 2 do 5 klasy, potem od 7 do 8, z doroslymi jako dziecko - masakra
            nie umialam NIC, nauczylam sie plynnie w liceum, potem z filmow i netu
            za to strata czasu byly dla nich karate, taniec towarzyski, harcerstwo, plywanie, a mnie tam ciagnelo, co wywalczylam i pochodzilam, to pod byle pretekstem mi urywali sad

            ja moje kilkulatki zapisalam na:
            4 latka poszla na nauke plywania, 12 zajec przez miesiac, umie nurkowac i plywac zabka smile
            chodza na zajecia muzyczne, spiewaja i ucza sie rytmu
            chodza na w-f - zajecia na sali, bieganie, hustawki, skocznie itp moga sie wyszalec
            czasem w ksiegarni za zajecia matematyczne - teraz bedzie rysowanie mapy do skarbu - dzieciaki licza, rysuja itp, ale to sa okazyjne zajecia, nie regularne
            takie pierdolki wylapuje i chodzimy, gdy to cos ciekawego

            zastanawiam sie nad sztukami walki - sa zajecia dla dzieciakow, tez by sie mogly wyszalec i potrenowac, a najstarsza chyba ma po mnie predyspozycje, mogloby ja to wciagnac
            • przeciwcialo Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 08.10.10, 20:48
              Na basen nie zapisałam, jeździmy z dziećmi 1-2 razy w tygodniu.
              • modrooczka Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 11.10.10, 22:43
                Ciekawy temat, ja wciąz się zastanawiam, co ma sens w przypadku dzieci.
                W moim było tak:
                angielski 2 x tydz od 1 klasy - porażka, niby w 8 klasie super umiałam, potem się cofnełam, na studiach już rzygałam, Wolałam francuski (zaczęty w liceum) i hiszpański - wielka miłość ze studiów iberystycznych
                pianino 1 raz w tygodniu do 3 klasy liceum - raczej przyjemność, bez ambicji na pianistkę. Czesto chciałam rzucić ale ja nie umiem czegoś rzucić z dnia na dzień, więc się tak ciągnęło. Pod koniec całkiem fajnie już grałam. Dziś nic nie pamiętam, ale pokochałam przez to muzykę klasyczną.
                teatrzyk w pałacu kultury - zamiast akrobatyki o której marzyłam. Rodzice sie bali sportów wyczynowych. Teatrzyku nienawidziłam głównie dlatego że nie był akrobatyką. Do dzis nie znosze wystapień publicznych i do dziś żałuję, że od 11 do 18 roku życia byłam leniem z nadwagą (kiepski wf i zero sportu poza szkołą). Teraz staram się być aktywna, wybieram to co lubię.
                kółko matematyczne - sama sie zapisałam w 8 klasie, robiłam olimpiady z matematyki - super doświadczenie, do dziś mam komfort, że gdybym zapragnęła jednak nauk ścisłych to spokojnie bym dała radę.

                Moje wnioski:
                języki - bez sensu gdzieś do 10 roku życia. Dzieci się osłuchają na filmach, w domu dużo się używa bo narzeczony mojej siostry anglojęzyczny. Płacę za angielski ale tylko dlatego że dzieci proszą i tylko w przedszkolu.
                sporty - im więcej tym lepiej i ostrożnie żeby nie zniechecić. Chodzimy na basen, jeżdżą na nartach, na rolkach, na rowerze, Lilka ma w szkole taniec. Chce biegać na zawodach. Jeśli temat nie zdechnie to jej w przyszłym roku pozwole.
                muzyka - tak, o ile dziecko chce
                wszystko inne powinno wyjsc od dziecka. Jesli bedzie marzyła o lekcjach rysunku to zapisze, ale jesli nie to niech rysuje w domu, albo na wakacjach z zaprzyjaznionymi plastykami. Tak samo z innymi pasjami.
    • i-t-a Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 20:22
      Rodzice wysyłali mnie na lekcje angielskiego od 1 klasy i na pewno było warto. Nawet jeśli dziecko w przedszkolu wiele się nie nauczy, to samo osłuchanie wiele daje. Poza tym najczęściej jest to nauka przez zabawę i muzykę, więc jest rozwijające. Cieszę się, że w naszym przedszkolu jest taka możliwość (u nas akurat za darmo, bo finansowane z jakiegoś projektu UE). Mój czterolatek potrafi już zaśpiewać kilka piosenek po angielsku. Liczne badania naukowe potwierdzają, że jak nie zacznie się uczyć języka przed ukończeniem 7 roku życia, to już go perfekcyjnie nigdy się nie opanuje.
      Za to zawsze miałam żal do rodziców za brak zajęć sportowych w dzieciństwie. Dopiero na studiach jak zaczęłam zarabiać nauczyłam się jeździć na nartach i konno. Pływać zaczęłam w podstawówce i nigdy dobra w tym nie byłam. Co do basenu dla niemowlaków - nie wiem. Widzę, że dużo dawał moim dzieciom w pierwszym roku życia, potem 2-3 latkom już nieszczególnie, więc zrobiliśmy przerwę.
      W tym roku Franio zacznie znowu chodzić na basen i jakieś zajęcia z Karate, zaraz po przedszkolu. Chce jeszcze razem z kolegą śpiewać w chórku kościelnym, był na razie na jednej próbie i wrócił zachwycony. Więcej zajęć nie planuję, bo wydaje mi się, że nadmiar nie jest dobry. Nie widzę też sensu spędzaniu zbyt wiele czasu w samochodzie na dojazdach. Okazjonalnie jeździmy jeszcze na konie (mamy bliziutko), co by dzieci oswoiły się trochę ze zwierzętami. Nie sądzę, żeby regularne lekcje w tym wieku miały sens. No i też staram się wyłapać jakieś ciekawe atrakcyjne zajęcia jednorazowe. Myślę, że warto, żeby maluchy spróbowały różnych rzeczy, co by potem wiedzieć w jakim kierunku warto ich rozwijać.
      • verdana Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 30.09.10, 20:57
        Warto, albo i nie.
        Fakt, dobry akcent i wymowa to rzeczywiscie jest "zdobycz" uczenia od wczesnego dzieciństwa. Tylko dzieci ucza się i zapominaja. Ja angielskigo uczylam sie od piątego roku zycia. Najpierw w przedszkolu, porazka, do dzis pamiętam kompletne niezrozumienie, po co mowić "apsik", jak kogos nie ma... Potem w szkole, na zajęciach dodatkowych od 1 do 3 klasy. Potem prywatnie - za kazdym razem niemal od zera, bo zapominalam, bo kurs był trochę inny.
        Efekt - nie znam angielskiego i nie nauczę się - nienawidze tego języka.
    • 2007e Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 01.10.10, 12:36
      Zajecia z jezykow sa na pewno bardzo przydatne, ale tylko jak ktos to umie poprowadzic. Osobiscie odradzam szkolek, ktore ucza liczyc do 5 czy 10, kolorow i paru zwierzatek. Tak zazwyczaj wygladaja zajecia przez 1 rok, a w nastepnym jest nowa szkola i od nowa to samo, potem w szkole podstawowej zaczynaja od tego samego poziomu, czyli zera. Ja syna (2 klasa) poslalam na francuski, bo uwazam, ze angielskiego jeszcze zdazy sie do konca studiow nauczyc, bo wszyscy go beda znac i zostanie tak czy inaczej zmuszony do jego nauki. Chce, zeby poznal inny jezyk, bo na to pozniej bedzie coraz mniej czasu (wiecej nauki w szkole!) Mam zamiar kontynuowac jego nauke, w szkole w ktorej wiem, ze program jest prowadzony stale i poszerzany, a nie grupa rozpada sie po 1 semestrze (a tak bywa czesto w szkolach jezykowych). Z innych zajec ma szachy (sam wybral i w zeszlym roku zajal w swojej grupie 1 miejsce), ktore kontynuuje. (poziom ich jest naprawde dobry). Procz tego ma juz tylko zajecia ruchowe, tzn. gimnastyke korekcyjna, tance, karate i zuchy (nie wiem jak to z tymi zuchami dalej bedzie, bo to poczatki i to tez zalezy od prowadzacych, jakie maja pomysly na poprowadzenie zbiorek, rajdow, koloni). Do tego dochodzi basen, ale ostatni rok, bo od 3 klasy jest obowiazkowo w szkole, wiec juz odpowiedzialnosc spadnie na panie. Teraz kontynuuje nauke 2 rok i ma to sens. Mlodszy niestety boi sie basenu i nie mam zamiaru go tam pchac, chyba ze zmieni zdanie. W przedszkolu ma gimnastyke korekcyjna, rytmike i angielski, ktory ma miec 5 razy w tyg, czyli wychodzimy z zalozenia, ze taka nauka cos da (no i chodzi tez z tego wzgledu ze nie kosztuje zbyt wiele, w szkole podstawowej jezeli wyrazi zgode tez poslemy go na francuski). Basen dla maluszkow testowalismy z najstarszym i owszem poki chodzil to nauczyl sie nawet plywac w rekawkach jako dziecko roczne (jakos tak), ale odkad zaczal miec problemy zdrowotne przestalismy, potem byla faza bania sie wody, no i dopiero majac 7 lat dojrzal do basenu. Dlatego wczesne przymuszanie do nauki plywania uwazam za zbedne. Lepiej faktycznie isc na basen i sie dobrze bawic. Moi chlopcy artystycznie niestety sie nie rozwijaja. Sredni mial lekcje gry na pianinie (uwielbia grac), ale niestety nie pod opieka tej pani i zrezygnowalismy. Moze podejmiemy nauke w domu kultury, ale to zalezy czy on zechce. Nie da sie nic na sile. Probowac warto, ale tez bez zarzynania sie.
      • 3bitt Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 02.10.10, 11:45
        Analizując twoją wypowiedz- twoje dzieci chodzą na:
        angielski
        francuski
        szachy
        gimnastyka korekcyjna
        tańce
        karate
        zuchy
        basen
        rytmikę
        gra na pianinie

        10 różnych zajęć. Jak dla mnie bardzo dużo jak na kilkuletnie dziecko.
        • 2007e Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 12.10.10, 01:45
          Moment - pisze tutaj o 2 dzieci, choc glownie starszy ma wiekszosc zajec. Zgadzam sie tez z tym, ze troche za duzo, ale po prostu on wymusil to na mnie (chodzi o odwozenie go na zajecia). Ja tylko zafundowalam mu francuski w formie zabawy w szkole dla dzieci. Nie jest to jego marzeniem, ale sie zgodzil. Jest to pierwszy rok nauki, jezeli nie bedzie mu to na reke - zrezygnujemy. Zreszta wiekszosc zajec, to zajecia ruchowe.
    • sandraw Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 01.10.10, 23:55
      Uczyłam angielskiego w przedszkolach i szkole podstawowej i wiem jak to wygląda.... nie warto- o ile nie jest to naprawdę dobra szkoła, która ma grupy o odpowiednim poziomie co roku i realizuje program po kolei...

      ja zaczęłam uczyć się angielskiego w 7 klasie szkoły podstawowej i nauczyłam się "perfect" do ukończenia liceum. Na studiach już tylko poszerzałam swoją wiedzę- teraz już specjalistyczną z racji pracy w zawodzie.

      moje dzieci miały angielski od 5 lat, ale tylko ze względu na to że "za darmo". W szkole od pierwszej klasy- po kolei program przerabiała córka, syn będzie za rok. O ile będzie mądra pani w 4 klasie to to wykorzysta.
      Moja córcia potrafi podstawy, ale nie dlatego że się uczy w szkole, tylko dlatego ze ja z dzieciakami trochę się bawię w angielski- i np za granicą sama potrafiła kupić sobie lody lub w restauracji poprosić łamaną angielszczyzną o łyżeczkę.

      plastyka- czysta przyjemnosć dla małej, nie sądzę żeby coś z tego miała w przyszłości.

      Co do zajęć na basenie od niemowlaka (moje miały jakieś 10 miesięcy jak zaczynały szkółkę, ale chodziliśmy na basen od kiedy mieli 6 mies)- u nas super sprawa, misiek w wieku 1,5 roku nurkował, Marta od początku uwielbiała zajęcia. Chodziliśmy najczęściej raz na tydzień z nimi pobawić się, a raz na zajęcia, na których po prostu było zorganizowane to jak ćwiczyć z dziećmi. No i moje to uwielbiały- zresztą do dzisiaj są "wodnikami" hihihihi

      Jestem zdania że conajmniej do połowy skzoły podstawowej zajęcia ruchowe to podstawa dla dzieciaków, reszta (płatna) niekonieczna, choć pracę z dzieckiem w domu popieram w 150%
    • rycerzowa Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 03.10.10, 22:10
      Zajęcia dodatkowe dla przedszkolaka?
      A chodzi do przedszkola? Tam ma chyba sporo zajęć rozwijających, kilka wieczornych godzin to chyba czas na ciszę, spokój, samodzielną zabawę u kolan matki. Basen owszem, ale z rodzicami, na luzie.

      Jeśli o angielski chodzi, to maluszkowi najlepiej puszczać bajki w oryginale. Tak się uczą angielskiego dzieci w Skandynawii. Codziennie krótka bajeczka bez dubbingu, bez żadnego tłumaczenia przez rodziców. Po kilku latach dzieciak jest co najmniej osłuchany z językiem.

      Moje maluchy chodziły na zajęcia "dodatkowe", ale tylko dlatego, że nie chodziły do przedszkola. Chciałam , by się oswoiły z samą ideą zajęć zorganizowanych, z obecnością innych dzieci, z nieobecnością mamy, z koniecznością podporządkowania się poleceniom prowadzącego.
      Chodziły na zajęcia plastyczne do naszego Pałacu Kultury oraz do przedszkola muzycznego, dwa razy w tygodniu.

      "Czy było warto?"
      A bo ja wiem...
      Rysować i malować zawsze lubiły i lubią, chodziły bo lubiły, a nie polubiły, bo chodziły.
      Natomiast przedszkole muzyczne "wysłało" mi obie dziewczyny do szkół muzycznych, wskutek czego jedna jest profesjonalną pianistką. Druga spasowała po średniej muzycznej, wybrała inne studia, ale nagrała się do syta. Kiedy w liceum grała koncert z orkiestrą w Filharmonii, powiedziała mi, że "warto było żyć dla takiej chwili".
      Więc chyba było warto...

      Wczesne lata szkolne, to angielski dla całej trójki, dwa razy w tygodniu, w naprawdę dobrej szkole językowej, blisko domu, więc same chodziły. Na pewno było warto, bo szkolny angielski u każdego był marny. W szkole średniej już mówiły dobrze po angielsku, potem mogły wyjechać na studia za granicę.

      Syn od I klasy był ministrantem, co wymagało zaangażowania nie tylko w niedzielę. Syn lubił msze w dni powszednie, bo najczęściej był sam, i mógł "się wykazać".
      "Warto" było w tym sensie, że dla cichego i nieprzebojowego chłopca ważne było, że sobie poradził z nieśmiałością. Ciekawym doświadczeniem było dla syna towarzyszenie księdzu w tzw. kolędzie, gdzie mógł zobaczyć życie wielu rodzin w ich domach. Bardzo to przeżywał.

      Oprócz tego zapisaliśmy synka na modelarstwo lotnicze do tegoż Pałacu Kultury. Chłopak jest urodzonym inżynierem, ale z wrodzonym bałaganiarstwem, niestarannością, niechlujstwem itepe.
      Liczyliśmy, że może modelarstwo będzie szkołą precyzji, koncentracji uwagi.
      Ale było tylko zachętą do lektur o lotnictwie, samolotach.
      Chyba po 3 latach syn porzucił dłubanie w drewnie na rzecz wybranych już przez siebie kółek zainteresowań - komputerowego, karate czy coś podobnego.
      Dlaczego piszę o tym epizodzie z modelarstwem lotniczym?
      Po latach, gdy syn zrobił doktorat z telekomunikacji, jego dossier umieszczono w specjalnej bazie inżynierów do wzięcia. Wyjechał do USA, tam szukał ciekawej pracy. Pewnego dnia odebrał telefon, głos mówi, że to w sprawie pracy, ale nie pyta o kwalifikacje (bo je zna), ale pyta - o pasję.
      - Czy ma pan jakąś pasję?
      - Jasne, ale to raczej luźno związane z zawodem. Ta pasją jest lotnictwo, latam na szybowcach, i ....
      I pogadali sobie o samolotach. A potem zaprosili na rozmowę kwalifikacyjną.
      Tym sposobem syn pracuje w firmie badającej pogodę dla lotnictwa, "łaskocze chmury laserem".
      Robi, co lubi i jeszcze mu płacą.
      Kto wie, może to dlatego, że go kiedyś mama zapisała na modelarstwo lotnicze?
      Więc chyba było warto.
    • bornholmka Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 03.10.10, 22:17
      Moj najstarszy Damian zaczal trenowac Teakwondo w wieku 8 lat.W wieku 15 lat dostal czarny pas.Teraz ma 19 lat i drugi Dan.Wiele osiagniec na swoim koncie jak np.dwukrotnie vice mistrz Danii.Teraz jest trenerem.Uczy mlodych, przygotowuje do zawodow, sprawia mu to nadal frajde.
      • nurit Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 05.10.10, 20:33
        od piatego do 14 roku zycia chodzilam na zajecia plastyczne. byly genialne i b. duzo mi daly, choc nic ze sztukami pieknymi nie mam do czynienia. dla mnie to byly jedyne udane moje zajecia. ale dla nich jednych warto bylo probowac roznosci.
        zeby bylo jasne: w tym roku moje dzieci nie chodza na nic. najstarszy jest w pierwszej klasie i potrzebuje sie wyszalec, a mlodsze maja duzo w przedszkolu.
    • stefania1939 Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 04.10.10, 12:11
      Moja córka uczyła się angielskiego od drugiego roku życia, nie chciałam wierzyć,że to nic nie da , chociaż wiele osób mi o tym mówiło. Teraz jest w drugiej klasie i uczy się wciąż tego samego, zwierzątka, kolory. Byłyśmy razem w Finlandii. Nauczyła się mówić: "juice please" oraz " come on", ale to nie było ze szkoły.Ja ją nauczyłam. Chyba najciekawszym doświadczeniem było dla niej usłyszeć, że ja umiem się porozumieć.
      Co do innych zajęć, jak tańce, konie i inne to nie sądzę żeby zaszkodziły, czy były stratą czasu. Zabawa po prostu. Ważne żeby były blisko i nic na siłę, czy z fanatyzmem.
      Ja natomiast chodziłam na zajęcia plastyczne od 13 roku życia i zaważyło to na całym moim życiu. Tak, ze zajęcia dodatkowe mogą być bardzo ważne, ale może nie wszystko naraz, i nie dla takich maluchów.
    • judytak Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 04.10.10, 14:00
      jeśli chodzi o zajęcia w przedszkolu, uważam, że ich jedynym celem jest miłe spędzanie czasu

      zajęcia w szkole, to już coś innego

      na przykładzie córki, obecnie 16-letniej:

      sport - zapisałam ją na akrobatykę sportową w drugiej klasie, chodziła 5 lat, później przerzuciła się na taniec, jest silna, zwinna, ma ładną figure, nie wyobraża sobie grafiku bez ruchu

      muzyka - chodziła do ogniska muzycznego, grała na pianinie. Po dwóch latach przestała, bo już bardzo nie chciała. Zapisałam ją wtedy, kiedy zdałam sobie sprawę, że w szkole nie nauczy się nawet podstaw czytania nut. Kiedy przestała chodzić, przez kilka lat miała awersję do muzyki jako takiej, ale jej to mineło. W zeszłym roku poprosiła o gitarę, teraz chodzi na kurs, uczy się grać. Dodatkowy plus jest taki, że używa wszystkie palce, kiedy pisze na klawiaturze ;o)

      język - zapisałam ją na angielski w czwartej klasie, w szkole też wtedy zaczynali, ale od szkoły niczego nie oczekiwałam. Uważam, że w nauce języków najważniejsze jest nie przeciągać, iśc do przodu w dobrym tempie, to motywuje. Dziecko w gimnazjum dwujęzycznym, wśród dzieci, którzy uczyli się angielskiego "od urodzenia", w niczym od nich nie odstawało.

      oprócz tego chodziła tylko parę lat na zuchy, jakoś specjalnie się nie wciągnęła

      teraz na własnym przykładzie

      gimnastyka artystyczna - chodziłam w klasach 1-2, ale byłam gruba i przestałam. Myśle, że dobrze by mi zrobiło, jakbym jednak się ruszała, ale nie było takiego pomysłu ani ze strony rodziców, ani z mojej, więc jestem niezdarna i niewysportowana (nie jakoś tak strasznie, ale jednak)

      kółko plastyczne - chodziłam w klasach 3-4 lub 5, do dziś lubię różne takie prace ręczne (z farba, klejem, papierem, itp., a nie szycie czy robienie na drutach), stosuję różne techniki, sprawia mi to przyjemność, tylko rzadko mam na to czas

      kółko matematyczne - chodziłam w klasie 5-6, spowodowało ono, że odkryłam, że matematyka, w odróżnieniu od liczenia, jest czymś bardzo fajnym, poszłam też w liceum do klasy matematycznej, skąd mam bardzo miłe wspomnienia. W życiu dorosłym nie mam dużo wspólnego z matematyka, ale ścisła logika i umiejetność wnioskowania należy do moich podstawowych zdolności

      język - chodziłam na niemiecki w klasie 5-6. Nie sprzedają mnie po niemiecki, ale języka nie znoszę, zajęcia były takie sobie. W siódmej klasie zapisałam się na angielski dla dorosłych, 2x3 lekcji w tygodniu, i to było to ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • corrina77 Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 08.10.10, 00:16
        Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
        Teraz jestem umocniona w swoim przekonaniu, że posyłanie dzieci w wieku 5-8 lat na multum zajęć dodatkowych (popołudniowych, po szkole i przedszkolu, a nie w czasie zajęć w tych instytucjach) jest w znacznym stopniu utrudnianiem sobie samemu życia i niczym więcej smile.

        My mieszkamy na tyle blisko szkoły i szkoły muzycznej, że kiedy tylko dzieci skończą osiem lat, będą mogły samodzielnie uczęszczać na kursy sztuk walki, tańca i lekcje gry na instrumentach, jeśli tylko będą chciały (przypuszczam, że będą, bo mamy w domu sporo instrumentów na których umiemy grać - uczyliśmy się tego w dzieciństwie, ale nie jako sześciolatki, na Boga!).

        Ciekawe, że kilka osób napisało, ze dodatkowe lekcje języka mają sens dopiero tak późno - gimnazjum, liceum. Może to kwestia formuły?
        Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o obce języki po szkole, to myślałam o czymś bardziej egzotycznym, bo angielski jest wszędzie, więc pokolenie naszych dzieci wchłania go naturalnie, razem z piosenkami z bajek. Starszy synek jest zafascynowany Japonią (pojęcia nie mam, czemu?) i myślałam raczej o japońskim, ewentualnie chińskim (podobno przyszłościowy). Ale to w późnej podstawówce raczej.
    • przeciwcialo Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 08.10.10, 20:47
      Najmłodszy zaczyna zabawy z angielskim w przedszkolu, cały czas tam spiewaja i mówia wierszyki. Bardziej chodzi z powodu kolegów niz potrzeby. Średniego zapisałam na angielski płatny po lekcjach bo wole to niż przepełniona swietlicę. jak wraca to jest luxniej i może sie pobawic. Najstarsza wyzywa sie ruchowo, z angielskiego zrezygnowała po 3 latach lekcji prywatnych i sama się uczy, tłumaczy piosenki, w szkole dostaje dodatkowe zadania bo mocno wyprzedza klase.
    • tajmk Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 10.03.11, 20:06
      moze sie jeszcze uda odswiezyc wątek? moze jakies nowe doswiadczenia?
      • basha Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 11.03.11, 08:56
        Moje córki wożę jedynie na naukę pływania, która wiem na 100% im zaprocentuje w przyszłości. Jazdy na nartach uczy je mąż.
        Pozostałe zajęcia odbywają się w godzinach przedszkolnych /szkolnych. Tu ważne jest to kto dzieci uczy. Jula bardzo dużo wynosi z angielskiego w przedszkolu. Taniec natomiast sprawia jej przyjemność. Maja chodzi na kółko plastyczne, ponieważ uwielbia malować. Oprócz tego chodzi do szkoły muzycznej i gra na pianinie, więc w wolnych czasie ma co robić. Do zajęć dodatkowych podchodzę więc ostrożnie i ograniczam ich ilość.
        Wkurza mnie marnowanie czasu, to niestety dotyczy poziomu angielskiego w Mai szkole. Dzieci nie wynoszą nic z lekcji, zastanawiam się czy nie poinformować wychowawcy, gdyż to jest nie tylko moje spostrzeżenie.
        • ewka-1974 Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 12.03.11, 09:40
          Chodziłam do szkoły muzycznej od drugiej klasy szkoły podstawowej. Praca moja nie jest z tym związana ale dzięki tej szkole rozwinęłam wrażliwość muzyczną, pamięć, koncentrację a także umiejętność organizacji czasu. Ewa
    • mama_pyzuni Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 14.03.11, 11:56
      Z perspektywy własnych doświadczeń - bardzo miło wspominam zajęcia kółka tanecznego, na które chodziłam przez 3 lata i długoletnią przynależnośc najpierw do zuchów potem do harcerstwa (zbiórki, zloty, obozy, akcje).
      Zmuszana byłam do nauki niemieckiego, którego nienawidze a którego łącznie ze studiami uczyłam się ponad 15 lat (i nadal nie umiem!!!).
      Za to po roku nauki angielskiego, w czasie studiów byłam 3 miesiące w Stanach i nikt mi nie wierzył, że uczyłam się tylko rok smile
      Moje dzieci chodzą na różne zajęcia i niestety w przypadku starszej (8-latki) muszę używać siły perswazji bo leń z niej straszny i najchętniej by tylko w domu siedziała sad Ale ponieważ w domu energia ją roznosi to staram się, żeby ją jednak rozładowywała w jakiś ukierunkowany sposób!
      Chodzi na basen (szkoła pływacka) i po 1,5 roku nauki pływa wszystkim stylami, łącznie z motylkiem.
      Do tego zajecia z koszykówki, mimo, że są fajnie prowadzone i pan na razie kładzie nacisk na zajęcia ogólnorozwojowe, i mimo, że moja córka sobie świetnie radzi to nie chce chodzić sad Mam nadzieję, że dotrwa chociaż do końca tego roku szkolnego.
      Do tego kółko plastyczne raz w tygodniu, które uwielbia i tu już nie ma problemów z uczęszczaniem.
      Prawie 6-latek chodzi 2 razy w tygodniu na basen i z nim nie ma problemów bo lubi pływać.
      • k_sawa Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 15.03.11, 22:39
        Marysia jako pierwsza została zapisana na pływanie dla niemowląt od 3 mies. życia i muszę przyznać że świetnie jej idzie w wieku 5 lat pływa już sama, nurkuje, wymyśla różne zabawy na basenie i sprawia jej to dużą przyjemność, 1x w tyg chodzi na basen z przedszkolem,jest jedna z lepszych w grupie. Młodsza Jadzia też była zapisana na takie zajęcia dla niemowląt ale nie sprawiało jej to przyjemności więc przestaliśmy chodzić, dużym plusem było to że właśnie na tych zajęciach Pani zauważyła wzmożone napięcie mięśniowe u Jadzi i dzięki temu mogliśmy zacząć wcześniej terapię metodą Vojty, a teraz lubi pływać.
        Marysia ma w przedszkolu angielski, rytmikę, eksperymenty, plastykę, a dodatkowo 2 x w tyg chodzę z nią do zerówki muzycznej, wcześniej chodziła do yamahy.
        Muzykę lubi ale średnio grę na pianinie ogólnie jest leniuchem i lubi robić wszystko po swojemu więc nie wiem w którym to kierunku pójdzie, lubi eksperymenty i sport.
        Mój ogólny wniosek: zapisując dziecko na zajęcia dodatkowe uczymy się co mu sprawia przyjemność , słuchając dziecka i podążając za jego potrzebami jesteśmy w stanie precyzyjnie poznać jego możliwości i zainteresowania. Wychodzę z założenia że nic na siłę ale daję szansę i otwieram horyzonty.
        Marysia 18.12.2005
        Jadzia 05.08.2007
        Małgosia 18.12.2008
        Magdalena 18.10.2010
        • tajmk Re: zajęcia dodatkowe po latach - czy było warto? 19.03.11, 13:24
          moja piecio letnie chodzi 2 razy na basen i 3 razy w tyg na karate - choc wiem że za pare lat może nie chcieć chodzic - jak zacznie się prawdziwa walka - ale .... przynajmniej na dzień dzisiejszy jest wysportowanym dzieckiem i bardzo rozciągnietym - podchodze do tego tak jak nie bedzie chciało na to chodzić to zostanie dziecku... to usportowienie
          starsze sporo ma zajeć plastycznych bo to kocha ale nie chce jej sie nic ćwiczyć - jedynie basen toleruje i na tym zostaniemy
          czas pokaże czy było warto
          na pewno nie warto nic nie robic
Pełna wersja