mamaanieli 27.10.10, 10:57 www.eioba.pl/a134371/my_dzieci_tamtych_rodzic_w Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
domania80 Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:04 Podpisuje sie rękami i nogami. Kocham was za to Rodzice Odpowiedz Link
goska81-gryfino Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:04 To jest świetne. Cudowne wręcz A do kilku punktów sami się stosujemy Właśnie to sobie uświadomiłam Odpowiedz Link
tamcia35 Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:20 Świetne i prawdziwe jak bym czytała o swoim dzieciństwie a tu podsyłam link do czegoś w podobnym stylu , z Youtybe www.youtube.com/watch?v=z95jFK6UxW4&feature=player_embedded#!o Odpowiedz Link
domania80 Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:33 Świetne!!! A pamietacie oranżadę w woreczkach??? Odpowiedz Link
andaba Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:36 Dochodzę do wniiosku, że jestem nie tylko patologicznym dzieckiem, ale też patologicznym rodzicem. Może dlatego miło wspominam dzieciństwo i może dlatego moje dzieci wyglądają na szczęśliwe... Odpowiedz Link
andaba Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:47 Kiedyś ochrzaniłam dzieci, gdy przyczepiały sobie do błotnika przy tylnim kole roweru brzozowe gałęzie i bawili się w "zmiataczki". Ostrzegłam przd konsekwencjami, gdyby gałązka weszła między szprychy. I zaczęliśmy z mężem (poza zasięgiem słuchu dzieci) wspominać nasze rowerowo-motrowe wypadki z dziciństwa. Dużo tego było... Ja głównie na rowerze, na motorze to tylko z kolegami, ale mąż jeżdził motorowerem od 8 roku zycia, motorem od 10. Mandat mu wlepili raz za... jeżdżenie bez kasku, w stanie wojennym (miał 13 lat). Rodzice się nie dowiedzieli. A podobno miał większe przewinienia na sumieniu. Dziś jest idealnym kierowcą, nie ma na koncie ani jednego punktu karnego. Odpowiedz Link
tamcia35 Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 11:59 Pamiętam oranżadę w woreczkach, to był szczególnie hit na koloniach nad morzem pamiętam też jak nie było w sklepach słodyczy to kupowaliśmy sobie cukier wanilinowy albo mleko w proszku "Laktowit" i zażeraliśmy przed blokiem mniam i pamiętam jak latałam z kluczem na szyi ( uwiązanym na brązowej tasiemce ) , nie udusiłam się i całe mnóstwo różnych innych ciekawych zdarzeń i co? Stwierdzam że byłam i jestem bardzo szczęśliwą kobietą a i nasze dzieci póki co nie narzekają kilka miesięcy temu usłyszałam od mojego syna , 17-letniego "metala" z pieszczochą , długimi blond włosami i w glanach : "Mamuś, ja to z Wami mam , nawet buntować się nie mam o co " albo od 14 latka ( też "kudłaty i glaniasty" : "Mamcia, wiesz że jesteś najlepszą mamą na świecie? Żaden z moich kolegów i koleżanek nie ma takiej super mamy " Dumna jestem , jak cholera Odpowiedz Link
mali-nki Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 12:37 Tamcia super, gratuluje takich niebuntujacych sie hipisow czy innych... a artykol fajny, szczegolnie z ta guma do zucia. Ja mieszkalam na obrzezach miasta na nowo budujacym sie osiedlu i tez ciagle gdzies lazilam po tych budowach, np zeby lapac kijanki z jakiegos bajora, mialam pewnie 7-8 lat. nie wiem ja bym jednak na cos takiego mojej corce nie pozwolila -chyba nie jestem patologiczna.Ale staram sie z tego wyzwolic szczegolnie po paru latach zycia w Anglii gdzie health i safety to 1 przykazanie! Jak sie mieszka w duzym miescie to tez jest inna bajka oczywiscie. Jak my mielismy ochote na cos slodkiego ro robilismy tzw bobki - cukier, kakao, platki owsiane - cos jeszcze tam bylo chyba nie.... ale dobre bylo.... Odpowiedz Link
2007e Re: tamcia35 27.10.10, 12:39 > kilka miesięcy temu usłyszałam od mojego syna , 17-letniego "metala" z pieszczo > chą , długimi blond włosami i w glanach : "Mamuś, ja to z Wami mam , nawet > buntować się nie mam o co " > albo od 14 latka ( też "kudłaty i glaniasty" : "Mamcia, wiesz że jesteś naj > lepszą mamą na świecie? Żaden z moich kolegów i koleżanek nie ma takiej super m > amy " > > Dumna jestem , jak cholera Tak to napisalas, ze az ci pozazdroscilam Chciałabym cos podobnego uslyszec od moich synali. Najstarszy ma juz prawie 9, wiec moze ........ Odpowiedz Link
tamcia35 Re: tamcia35 27.10.10, 17:23 Dzięki, dziewczyny Życzę aby każda mama słyszała przynajmniej to co ja od swoich łobuzów Wszystko przed Wami, mamuśki Odpowiedz Link
goska81-gryfino Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 17:37 Mój Paweł wkłada sobie butelkę po napoju (nota bene znalezioną gdzieś na podwórku) za tylne koło i robi "motor", bo to niby fajne dźwięki wydaje Odpowiedz Link
3bitt Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 12:45 Najbardziej mi się kulig podobał Nam ojciec robił za starą ladą, ale to była frajda A jak już dziadziuś traktor odpalił to pół osiedla z sankami się zlatywało. Szkoda, ze nikt tam nie wspominał jak się super jeździło na pace w żuku (normalnie bez fotelika tylko na starej drewnianej paczce, albo na workach na ziemniaki) O furze siana już nie będę wspominała... No ale... to były inne czasy. Moje czasy Kocham je Odpowiedz Link
mama.rozy Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 13:11 ja pamiętam jak mój kolega z bloku zjadał dżdżownice z piaskiem.i chyba jeszcze z mrówkami i bawiliśmy sie w zbożu i goniliśmy tam myszy Odpowiedz Link
karmelek37 Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 13:37 Uśmiałam się po pachy szczególnie zestawiając to z radami strasznie mądrych gazet i poradników o żywieniu, pielęgnacji i wychowaniu. Ostatnio zastanawiając się nad czwartym probuję odpowiedzieć sobie na pytanie co jest dla mnie w życiu ważne, no bo czwarte to już jednak nieco nadwyrężyłoby standard życia naszej rodziny i nie o mnie tu chodzi tylko o to, że dzieciom wiele rzeczy trzeba byłoby odmówić i takie tam dyrdymały. No i tu mam argument za tym, że w życiu dzieciaków ważne jest doświadczenie, przygoda, nie wiem jak to jeszcze nazwać, a nie gadżety i dobre szkoły. Jak będą siedzieć grzecznie, wymyte i elegancko ubrane, najedzone, wśród tysięcy zabawek, z idealnie uregulowanym harmonogramem dnia to ich dzieciństwo będzie koszmarem. Wielodzietność to styl życia, ja się do tego stylu życia skłaniam, ale muszę jeszcze trochę dojrzeć. Powyższy tekst mi pomógł. Odpowiedz Link
kmms4 hmmm 27.10.10, 14:27 No tak faktycznie było ..w Polsce ale czy to było dobre ?? Miało swoje dobre strony ale tez sporo minusów . Kasków na rower nie było poprostu (bo wtedy nic nie było) cudem można było rower kupić Alergie były ale tym się faktycznie rodzice nie przejmowali Na naukę języków bym chętnie chodzia ale w moim małym miasteczku nie było takiej możliwości, nawet kina nie było A np. papierosy rodzice palili przy dzieciech i nikogo to nie dziwiło (przy mnie ojciec palił) teraz chroni się dzieci, na pewno nie zawsze ale jest większa świadomość ludzi. Ja wspominam swoje dzieciństwo fajnie, wesoło, spontanicznie ale moim dzieciaczką staram się to samo dawać, nie trzymać ich na smyczy (chociaż nie zawsze mi to wycodzi) Do pierwszej klasy chodziłam z koleżankami ale teraz po 20 latach mojego syna tą samą drogą do szkoły nie puszczam, bo jest poprostu bardziej niebezpiecznie. Ostatnio słyszałam fajne zdanie nt wychowania dzieci : " wiedyś wolno było dziecko uderzyć teraz mają psychologiczne sposoby by dzieci męczyć " - myślę że coś w tym jest Trzeba jak zwykle znaleźć złoty środek i nie popadać ze skrajności w skrajność. Ja dostałam RAZ lanie i do dzisiaj pamiętam że było to niesprawiedliwe ! moich dzieci Nigdy nie uderzyłam i zrobię wszystko żeby tak zostało. Pozdrawiam Was kobietki, i wirtualnie ściskam uważam Was za bardzo mądre i fajne babki i uwielbiam Was czytać . Pa Odpowiedz Link
urge Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 14:20 Troszkę przerysowane miejscami ale dobre Ja też widzę że w dzieciństwie miałam dużo więcej luzu niż moje dzieci i chyba było ciekawiej. Z drugiej strony pamiętam że jak się np. wtedy dziecko zgubiło to milicja go po prostu szukała. Teraz też będą szukać ale w stosunku do rodziców wyciągną konsekwencje za "niedopilnowanie dziecka". Cofnijcie się choćby do wątku o zostawaniu dzieci samych w domu -u mnie w podstawówce większość dzieci już do pierwszej klasy przychodziła z kluczem na szyi a tu się rozważa czy 11 lub 12 latka można samego w domu na godzinkę zostawić??? Moje dziecko jest jednym z 4 które będąc w drugiej klasie ma pozwolenie na samodzielne wyjście ze szkoły. Sam jednak nie wraca bo choć droga prosta żadnej z okolicznych mam nie udało mi się namówić na takie "szaleństwo", a że póki co mogę po niego przychodzić to mu po prostu raźniej Jest całe mnóstwo takich rzeczy które moje dzieci mogłyby moim zdaniem robić ale nie robią bo albo nie mają towarzytwa albo jak nawet nie potrzeba im towarzystwa to boję się jednak wytykania przez sąsiadów palcami i mówienia że są tacy "niedopilnowani" bo jest ich "aż tylu" (czyli trzech póki co, a już nie raz słyszałam to powiedziane takim tonem jakby było co najmniej trzydziestu ) Odpowiedz Link
czesiula Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 14:41 Miodzio...Dla mnie to nie osiemdziesiąte, a sześćdziesiąte....Wspaniałe lata i mądra, nieprzewrażliwiona mama...I zaliczane drzewa, rusztowania i place budowy...i pies, który podrapał mnie okropnie, i piaskownice z kotami i psami, i trzepak, trzepak, trzepak przy śmietniku, hihi)))) Odpowiedz Link
donkaczka Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 14:38 z przymruzeniem oka przeczytalam i posmialam sie w duchu ja mieszkalam kolo przychodni, przez plot mielismy bocznice kolejowa dworca - dwa centralne miejsca ulubionych zabaw - smietnik przychodni, gdzie sie ze sterty smieci wygrzebywalo, strzykawki, buteleczki i inne skarby no i bocznica kolejowa, lazilo sie po wagonach, siedzialo przy torach ogladajac pociagi, uciekalo przed sokistami z dziecinstwa pamietam tylko dwie tragedie - sasiadka z gory, 6 lat, umarla na raka i brat mojej przyjaciolki spadl z balkonu na chodnik, uczyl sie potem wszystkiego od nowa, dzis jest normalnym 30latkiem rzeczka tez byla, ale do kolan, pijawki w niej ze hoho, lapalo sie zaby duza woda tez byla - o dziwo topili sie dorosli tylko, nigdy nie utopilo sie zadne dziecko chodzilo sie "na dzialki", za ucho nie raz dzialkowicze wytargali za podjadanie truskawek na podworku siedzielismy do 23 w wakacje, tez pamietam klucz na szyi na sznurowce, czarnej, od pierwszej klasy jedzilam do szkoly autobusem - 1 przystanek, albo zasuwalam na piechote - 2 razy przejscie przez ulice pilo sie napoje z torebki, wode z saturatora, jadlo niemyte owoce, a nie pamietam zadnego alergika, zadnego dzis trudno miec zaufanie do dzieci, bo wszyscy dookola podsycaja leki i trabia o mozliwych nieszczesciach, ja sie czasem zastanawiam, czy nie przesadzam z luzowaniem dzieciom lancucha jasne, jest wiecej aut, wiecej wariatow (sadze ze rozwoj netu sprzyja wylazeniu z nor i osmiela roznych zboczencow i psychopatow),wiec na niektore rzeczy trzeba uwazac, ale czasem mam wrazenie, ze ludzie robia z dzieci kaleki ja niedawno 4 latke i 3 latke wyslalam z kasa w reku po drozdzowki, bylam w innym sklepie, piekarnia byla obok i poszly, kupily, reszte przyniosly, a radosc byla straaaaszna zamierzam je dosc szybko uczyc samodzielnego korzystania z komunikacji miejskiej, zakupow, zagryze zeby i swoje leki schowam w kieszen, ale pozwole im na wolnosc, jaka my mielismy Odpowiedz Link
przeciwcialo Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 17:14 Wnioskuje że byłam patologicznym dzieckiem, miałam patologicznych rodziców i patologicznie wychowuje dzieci. Psychologów nie słucham bo te grupe zawodowa uwazamza pokrecona. Odpowiedz Link
tamcia35 Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 17:29 o. właśnie mi przypomniałyście o trzepaku, łapaniu traszek z moim ukochanym wówczas sąsiadem , siedzenie pod blokiem do 23 , jedzenie brudnych owoców i całą resztę i jeszcze jak składałam leżak w ogrodzie na którym leżał mój dziadzio , dziadunio lądował pod jabłonką i prze nigdy nie gniewał się na mnie ... Odpowiedz Link
verdana Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 18:39 Z jednej strony rzeczywiście uważam, że teraz za bardzo pilnuje się i nadzoruje dzieci. Z drugiej - taki tekst mogło napisać tylko żywe byłe dziecko. Ilość wypadków, utonięć, nieszczęść dotykających dzieci byla ogromna. Prowadzono wielkie akcje, które miały zapobiec ogromnej ilości wypadków na drogach, w drodze do szkoły. Jakos mi nie zal czasów, gdy wiejskie dzieci ginęły w drodze do szkoły tak często, ze to nie była w ogóle wiadomość do gazet i czasów, gdy sporo dzieci przychodziło do szkoły tak zmęczone i przemarznięte, ze nie miały sily na naukę. Tylko dla wielu rodziców nie bylo to istotne, bo szkołę uwazali tylko za stratę czasu. Nie jestem też zwolenniczką nieleczenia dzieci, a właściwe leczenia alkoholem - nie tylko pierwszy krok do uzależnienia, ale i spora śmiertelność - leczyło sie dziecko sposobem domowym dlatego, ze wieś była nie ubezpieczona i szkoda było pieniędzy na lekarza. Efekt - sporo dorosłych z chorobami reumatycznymi, chorobami serca itd, z niedoleczonych chorób dzieciństwa. A najbardziej mnie zezłościła apoteoza lania - ach, jakie piękne były czasy, gdzie każdy mógł bez konsekwencji zlać, obrazić, postraszyć dziecko i jeszcze trzeba mu było okazywać szacunek. Jakoś ponuro myślę, ze choć rodzice autora na pewno nie byli patologia, to on sam , jako rodzic - jednak chyba jest... Odpowiedz Link
donkaczka Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 20:16 wiesz co, ja tego jako apoteozy nie odebralam, raczej stwierdzenie faktu - za rozroby bylo lansko i ani dzieci ani dorosli nie robili z tego afery czasem mysle, ze bicie dzieci moze miec rozne wymiary bywalo ze dzieciaki zbieraly manto za rozroby - wtedy chyba najlatwiej sie z tym pogodzic, z tej grupy zapewne pochodza ludzie, ktorzy mowia "a mnie bili i traumy nie mam" - i ja to moge zrozumiec bo byli tez i tacy rodzice, co za wszystko lali, kazde nieposluszenstwo, kazdy problem byl zalatwiany pasem (to u mnie w domu) - wtedy ma sie naprawde glebokie poczucie krzywdy, niesprawiedliwosci i zyje sie w ciaglym strachu, bojac odezwac dlatego moge zrozumiec, ze ktos kto przez cale dziecinstwo zebral kilka szybkich od sasiada czy ojca za durne wybryki grozace mu smiercia, moze to wspominac ze smiechem, wcale nie majac na celu wychwalania lanska jako metody wychowawczej troche luzniej trzeba podejsc do calego tekstu mysle Odpowiedz Link
mamaanieli Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 20:18 normalnie jak zobaczyłam ze Verdana sie dopisała, nie musiałam czytać całego postu ja na szczescie przeczytałam ten tekst - jak i chyba większość dziewczyn - z przymrużeniem oka) ps. moje ulubione zajęcie z podwórka: pod choinką w ogródku bawiliśmy się w dom. moja kolezanka sikała do piachu, a my patykami robiliśmy z tego zupę. (dla śmiertelnie poważnych: to była zupa na niby czesiula, zgadnij jak miała na imię ta koleżanka? Odpowiedz Link
mama.rozy Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 20:21 verdano,czy Ty jesteś strażakiem,ze ciągle gasisz jakikolwiek przejaw ognia(radości i entuzjazmu)? a czy nie masz wrażenia,że teraz jednak więcej dzieci ginie,chodzi głodnych czy zmęczonych? choroby będą zawsze,taka jest ludzka natura.i nic nie pomoże dostęp do lekarza czy oświata zdrowotna-nie tylko na wsi. ja nadal wolę podac dziecku syrop z cebuli niż ciągnąc do lekarza po idiotyczne syropy. i nie dlatego,że lekceważę medycynę,ale własnie dlatego,że wiem,że nie z byle katarem warto do lekarza biegac. co do zwracania uwagi na dziecko,to ja myślę,ze jest wprost przeciwnie,niż piszesz.jak kiedyś urwałąm się ze szkoły i pojechałam do koleżanki,to zanim wróciłam,moja matka już o tym wiedziała.bo ktoś tam mnie zobaczył i się zainteresował.bo to był czas szkolny.teraz jest lepiej?wiem,pochodzę z małej miejscowości,gdzie każdy znał się chociaż z widzenia.w większych miejscowościach może i była większa anonimowośc.ale były społeczności-osiedlowa,blokowa,uliczna.bez idealizowania,ale była. nasze pokolenie będzie cierpiało na wiele chorób,które są wynikiem dorastania w tamtej epoce.ale pomyśli,na co chorują nasze dzieci...a na co zachorują nasze wnuki?i postęp medycyny,ani wiekszy dostęp do niej tego nie zmieni. ten artykuł nie był instrukcją obsługi dziecka,tylko wspomnieniem,jak to najczęściej sie wspomina.a wspomnienia najczęściej są dobre... Odpowiedz Link
3bitt Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 20:35 Lata 80-90 Leczenie spirytusem (mnie nacierali) psim sadłem (oj tak tak) borsuczym sadłem, naparem z makowianek, czosnkiem, cebulą i mlekiem z miodem (mleko od krowy miód pd pszczół- teraz to rzadkość) Ale lekarze istnieli, w szkołach były higienistki a raz w tyg lekarz! w szkole mieliśmy stomatologa i plomby (czarne bo czarne ale plomby) były za darmo i obowiązkowo! a teraz? Pamiętam co tydzień po weekendzie sprawdzanie głów czy nie ma insektów, sprawdzanie czy paznokcie obcięte i uszy czyste. Dwa razy do roku ważenie, mierzenie. Szczepienia w szkole. Nie gadajcie, ze opieki nie było bo była! Dużo lepsza niż teraz bo teraz jak cie nie stać na prywatnego lekarza to do państwowego możesz nie dożyć do wizyty! U nas w przychodni z chorym dzieckiem trzeba się umawiać telefonicznie, terminy są na za 3 dni, do lekarza internisty sama z sobą na wizytę 1 kontaktu czekam tydzień! Odpowiedz Link
eva.braun Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 21:14 Pamiętam jak gumy Donaldy farbowaliśmy grafitami z kredek. Odpowiedz Link
undomestic_goddess Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 20:57 Zgadzam sie z Verdana. To wcale nie byl taki miod. Wrecz przeciwnie. Odpowiedz Link
andaba O, nie... 27.10.10, 21:36 Verdano, przesadzasz... Jestem od Ciebie młodsza, więc może czasy, które pamiętam są inne, ale za to wychowywałam się na wsi. Zarówno ja, jak i moi rówieśnicy pojazdy mechaniczne prowadziliśmy od 10 roku życia, pracowaliśmy w polu, przemierzaliśmy kilometry na rowerach, kąpaliśmy się w rzekach, do szkoły niektórzy dojeżdzali 20-30km (mówię o podstawówce). Jakoś sobie nie przypominam tych wypadków - absolutnie żadne z moich rówieśników, ani dzieci młodzych czy starszych nie zginęło. Kojarzę jeden wypadek, który się wydarzył gdy byłam mała i znam go z opowiadań - chłopiec przewrócił się z traktorem, który go przygniótł. Wypadki samochodowe, autobusowe zdarzały się, ale ja sama brałam w takim udział, ale uratował mnie brak pasów i rozkręcone siedzenia... Leczenie domowymi sposobami nie było spowodowane brakiem ubezpieczenia, czy ciemnotą, tylko zdrowym rozsądkiem, brakiem czasu, podejściem że leczy się poważne choroby, a nie przeziębienie. Owszem, jak chodzi o choroby reumatyczne masz dużo racji - ja sama takową posiadam, pewnie z jakiejś niewyleczonej anginy, ale i tak jesteśmy zdrowsi niż dzisiejsze dzieci faszerowane lekami przy okazji kataru. Co do lania - nie mam traumy ani poczucia krzywdy z powodu lania jakie nieraz dostałam. Z reguły nie było bez powodu... I słusznie któraś napisała, że teraz nie ma bicia, a psychologia zna lepsze sposoby dręczenia dzieci - ja stokroć wolałam pas ojca, niż trucie matki. Natomiast nikt mnie nie karał zakazem czytania książek (a to to samo jak zakaz grania dla dzisiejszych dzieci), nie zabraniał spotkań z koleżankami, jeżdżenia na rowerze, gonienia po dworzu. W ogóle raczej nie było kar - albo lanie, albo za karę robota, którą przewaznie i tak trzeba było zrobić - kary były zadawane "na ciepło", nie miały cech przemyślnego wyszukiwania odpowiedniego sposobu, aby dziecku dopiec. Odpowiedz Link
bibba Re: i don't love patologia ;) 27.10.10, 22:25 wiecie, ja to chyba za duzo w necie siedzie, bo takie rzeczy czytalam juz tyle razy ze mnie tp juz nie smieszy. my zyjemy, ale ja pamietam np w lecie wieloktornie wiadomosci o dzieciach ktore ginely pod kombajnem, czy inna maszyna rolnicza, utoniecia tez, i przeciez nadal sie zdarzaja. pamietam tez audycje radiowa - mama sluchala, wiec i ja - o dziewczynce pobitej przez matke na smierc, i inne rzeczy ktore mnie przerazaly. oczywiscie, JA mialam fajne dziecinstwo, ale bez przesady, to wcale nie byl lepszy czas dla dzieci, czy rodzicow, byl po prostu inny. Odpowiedz Link
abecia Re: i don't love patologia ;) 28.10.10, 08:26 Mnie też ten watek nie śmieszy, na kilku przykładach: mnie też ojciec pędzlował gardło spirytusem, co i tak nie pomagało, a konczyło sie najczęściej zawaansowaną anginą, jeden plus do dzisiaj nie piję wódki - zębów nie myłam do ok 10 lat, bo nikt mi nie kazał, do dziś pamiętam ból zęba w nocy jak miałam 5 lat i jak byłam spuchnięta od ropy w zębie jak miałam 12 lat, stan do dzisiaj brak 2 stałych szóstek, moja siostra podobnie _ kuzyn na maszynie rolniczej stracił konce palców u jednej ręki. Jeśli zaniedbania i wypadki nie były u was to były pewnie w sąsiedztwie. Pozdrawiam Odpowiedz Link
mamaanieli Re: i don't love patologia ;) 28.10.10, 09:41 niedawno w sąsiedztwie: nadrazliwa i bardzo współczesna (nie patologiczna) mamusia szesciolatki taką ją dzielnie asekurowała, gdy ta wchodziła na drabinkę (bardzo bezpieczną i z atestami!), ze dziecię spadło głową w doł i wylądowało w szpitalu ze wstrząśnieniem mózgu. wypadki będą i byly zawsze. co nie znaczy, ze są fajne bo kojarzą sie z dzieciństwem. prawda jest niestety taka - ze wychowujemy pokolenie dzieci niesamodzielnych i nieprzystosowanych do swiata i zycia. przesadzamy, nasze lęki paraliżują działanie dzieci, jesteśmy nadwrazliwi na ich punkcie, nie potrafimy sensownie dawac im coraz wiekszej swobody. i nie potrafimy z przymruzeniem oka czytac satyrycznych (jednak!) tekstów. Odpowiedz Link
modrooczka Re: i lowe patologia ;) 27.10.10, 22:52 Zgadzam sie z Verdaną. Łatwo jest idealizować dzieciństwo. Moja babcia też uważa, że najpiękniejsze lata jej życia to czasy okupacji. Obiektywnie lata osiemdziesiąte to były straszne czasy: wypadków, którymi nikt sie nie przejmował, braku leków w aptekach, dzieci z kluczami na szyi, błąkających się po dużych miastach, braku szczepionek itd. Oczywiście że dam dzieciom swobode. Oczywiście że będą samodzielne, ale nie urządzę im kuligu samochodem, nie bede leczyć spirytusem, nie będę ich lać - na szczęście cywilizacja poszła troche do przodu. Zeby nie było że taka sztywniara jestem - nie wierze w sikające po lasach lisy, dlatego jagody dzieci jedzą prosto z krzaka Odpowiedz Link
ratyzbona Re: i lowe patologia ;) 28.10.10, 02:13 Kiedy byłam dzieckiem jeździłam na łyżwach po jeziorze które nie było do końca zamarznięte, wybrałam się po zmroku do sklepu na biegówkach mimo że w śnieżycy nie było prawie nic widać, przebiegałam przez jezdnię w miejscu w którym nie było świateł tylko po to by móc pójść na mecz z kolegami, zrywałam się z lekcji by pójść na zakupy na stadion dziesięciolecia, odprowadzałam moje koleżanki po zmroku na najgorszą część Pragi i wracałam sama, zjadałam niedojrzałe owoce prosto z drzew na podwórkach, weszłam do kilku piwnic do których z całą pewnością nie powinnam wchodzić i praktycznie nie myłam zębów do dziesiątego roku życia. Jestem córką verdany więc możecie przypuszczać że byłam raczej pilnowanym ( choć bez przesady) dzieckiem. Chodzi mi po to że każdy podsumowując swoje dzieciństwo dochodzi do wniosku że robił rzeczy których nie pozwoliłby robić innemu dorosłemu a co dopiero własnemu dziecku. To jasne. Dzieci nie znają strachu i robią rzeczy o których nam się nie śniło. Ale to nie znaczy że nie mamy im tego zakazywać i troszczyć się by robiły to jak najrzadziej ( niekoniecznie lejąc je po fakcie). Bo nie chodzi tylko o to że większość z nas przeżywa dzieciństwo bez większego szwanku. Ale też o to że za każdym razem gdy moczyłam szczoteczkę w wodzie by udać że umyłam zęby czy przebiegałam przez ulicę przez którą nie wolno było mi przechodzić wiedziałam że łamię zasady i było mi głupio. A to spora część wychowania . Odpowiedz Link
domagda Re: i lowe patologia ;) 28.10.10, 09:42 Ponieważ czytałam ten tekst wiele razy w różnych wersjach, nie śmieszy mnie już. Wspominam swoje dzieciństwo dobrze, chociaż nie wolno mi było kąpać się w stawie bez opieki. Też oczywiście robiłam różne głupie i ryzykowne rzeczy- np zabawa na pustej budowie, co było oczywiście zabronione, szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Nie o tym chciałam teraz pisać. I w moich wspomnieniach i w tym podlinkowanym tekście inni dorośli zwracają uwagę na nie swoje dzieci. Wprawdzie lania od sąsiada nie dostałam- i dobrze, od ojca też nie, ani nie chcę, żeby ktoś lał moje dzieci. Jednak jak ktoś nas na tej budowie zobaczył (zza płotu, bo pracowników tam nie było), to przeganiał. W innych sytuacjach też sztorcowali mnie, albo pomagali sąsiedzi, ale i zupełnie obcy ludzie. Teraz dopóki nie było świateł na przejściu, chcąc nie chcąc musiałam odprowadzać córki do szkoły, bo żaden przypadkowy przechodzień nie przeprowadziłby ich na drugą stronę. Nawet jakby zaproponował, pewnie wpadłyby w popłoch, bo ciągle kładzie się im do głowy, żeby z obcymi nigdzie nie szły. To jest zdecydowanie inne- lepsze, gorsze -nie wiem. Odpowiedz Link
nata76 Re: i lowe patologia ;) 28.10.10, 09:49 czesc córko verdany kazdy idealizuje dziecinstwo,jak piszecie. ja dziecinstwo spedziłam na wsi, gdzie dzieciak to chyba był na szarym koncu zainteresowania rodziców. moja mama mnie pilnowała,ale i tak zrobiłam kilka rzeczy,ze cud,ze zyje. ale mama mnie pilnowała i zakazywała,malo gdała ze mna, stad dla mnie komunikat,zeby rozmawiac z dziecmi. mam problem z przesadnym pilnowaniem, ale po czesci sytuacje moje zyciowe sie na to złozyły, choc i tak sukces, bo pozwalam juz dzieciom czasem samym ze szkoły wrócic,albo isc do kolezanki. czasy dzicinstwa tez wspominam z rozzewnieniem, czasem z e znajomymi powspominamy to stanie w kolejkach, kombinowanie itd. ale ja tez poamietam notoryczne wypadki na polu, dwoje, o nie troje dzici w szkole zmarło na "niewyjasnine" choroby.... ale z perspektywy czasu kazdy kraj lat dzicinnych jest cudny. mysle,ze ten tu i teraz tez. Odpowiedz Link
przeciwcialo Re: i lowe patologia ;) 28.10.10, 13:56 Ja z czasów podstawowki pami ętam tylko 2 smierci dzieci, jedna dziewczynka zmarła na zapalenie opon mózgowych a chłopak na czerniaka. W wypadku nikt nie zginął. Teraz jak tak sięgne pamiecia 10 lat wstecz to tragicznie zmarłych dzieci było kilkanascioro i były to wypadki komunikacyjne i jedno utoniecie. Odpowiedz Link
tamcia35 Miało być zabawnie... 28.10.10, 17:33 tak mnie się wydawało a tu znowu jakieś "Czarnowidzki" snują opowieści jak to było okrutnie, głodno , chłodno i bito... na prawdę nie macie poczucia humoru ??? Ech, dziewczyny ( kobiety) , może wrzucić troszkę na luuzzzz ??? Odpowiedz Link
modrooczka Re: Miało być zabawnie... 28.10.10, 18:50 A co ja poradze ze jedne teksty satyryczne mnie śmieszą a inne nie? Ten akurat nie. Wychowałabyś sie jak ja to może też by Cie nie śmieszyło. Odpowiedz Link
bibba Re: Miało być zabawnie... 29.10.10, 09:08 no jestem indywidualistka, sory, nie zamierzam wrzucac na luz, tylko dlatego ze watek mial byc 'zabawny'. poza tym, zdarza sie chyba, ze ktos ma odmienne zdanie? Odpowiedz Link
czesiula Mamoanieli!!! 29.10.10, 12:40 Jak na Ochocie, to tyż może być Agnieszka, hihi... Odpowiedz Link
anna_sla Re: i lowe patologia ;) 28.10.10, 20:33 prawie wszyscy tu przesadzacie. Dzieci zawsze robiły i będą robić to na co zdobędą odwagę a tej jej nie brak zarówno wtedy jak i teraz. Nie chodzi tak naprawdę o to jak byliśmy leczeni, czy byliśmy bici i dopilnowani czy nie. Chodzi przede wszystkim oto, że tak naprawdę niewiele z nas miało werbalny kontakt ze swoimi rodzicami. Ja byłam dzieckiem dopilnowanym mimo patologicznej rodziny, obrywałam zarówno ścierką po łbie, pasem po dupie czy płaską ręką w twarz... i w sumie dziś mam to wszystko w d.. żal mi tylko, że nie byłam akceptowana, nikt ze mną nie rozmawiał, nikt mnie nie słuchał i co z tego, że mama mnie planowała. Tylko ja musiałam słuchać i wielokrotnie to co słyszałam nie chciałam w ogóle słyszeć. I tak naprawdę tylko to jest dla mnie najważniejsze w tych wszystkich teraz zmianach... że rodzice zaczęli ze swoimi dziećmi rozmawiać. A co do wypadków.. wszędzie dookoła w kilku wsiach nie było żadnego wypadku dziecka wynikającego z niedopilnowania. Wszelkie wypadki jakie się zdarzały zdarzyły się już tym starszym nastolatkom. A nad czym ubolewam?? Straciliśmy kontakt z ludźmi. Kiedyś nawet mimo obłudy ale jednak z tymi sąsiadami miało się kontakt, nie było takiego problemu z pójściem do nich po pomoc, sami też tej pomocy oferowali bezwarunkowo. Miało się wrażenie życia w pewnej kupie. Teraz tak naprawdę jesteśmy sami... chociaż na moją wspólnotę nie narzekam, Ci staruszkowie tu żyją naprawdę fajnie, jest raźniej, takie minimum poczucia życia w grupie. Oni tu mieszkają od tych lat 80-90-tych itd. pochodzą nawet z dawnej tej samej firmy, znają się jak łyse konie i wciąż żyją tamtym życiem, wprowadzają ten luz, wpadną czasem jak za dawnych czasów pożyczyć przysłowiową "szklankę cukru" i my sami nie boimy się pójść do nich... Dlatego też tak bardzo nie chcieliśmy się stąd wyprowadzać mimo, że niektórzy z "nowych" sąsiadów (niegrupujących się) dokucza nam nieraz, ale wtedy Ci z grupy stawiają się za nami. Naprawdę ich lubię, lubię mieszkać tu gdzie jestem, bo jak słucham o innych społecznościach tego miasta to tego tam już nie ma. Jest pełna izolacja w czterech ścianach! Odpowiedz Link
verdana Re: i lowe patologia ;) 28.10.10, 21:27 Wszystkie dzieci robią głupie rzecz, a nadmierne pilnowanie, jak napisałam nie jest OK. Jednak jakoś mnie nie śmieszy idealizowanie lania dzieci przez sąsiada i akceptacja tego przez rodziców - jak to było pięknie, kiedy każdy mógł zbić czy obrazić dziecko. Nie śmieszy mnie, bo to oznacza tęsknotę za powrotem takich zachowań - za akceptacją braku szacunku dla dzieci. Nie śmieszą mnie też teksty o tym, jak było dobrze, gdy można było zlać żonę - być może dla części z Was to zabawne, dla mnie nieszczególnie. A w lata 60=te to nie 80-te. Na wsi to ogromna różnica. Odpowiedz Link
czesiula Re: i lowe patologia ;) 29.10.10, 12:43 Przeczytajcie Kalicińskiej " Fikołki na trzepaku" i " Widok z mojego okna"... Odpowiedz Link
modrooczka Re: i lowe patologia ;) 29.10.10, 13:36 Przejrzałam, ale przeczytać to chyba by mi musieli jako pokutę kazać... Odpowiedz Link
czesiula Re: i lowe patologia ;) 02.11.10, 11:33 Rozumiem, to dla wielomam po pięćdziesiątce)) Odpowiedz Link