bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz.

30.10.10, 12:56
Własciwie to nie wim jak zacząć. Nie wiem, czy to watek narzekajacy czy wręcz przeciwnie.
Moze opisze dwie historie z miliona codziennych:
Historia pierwsza:
Męża zabolał kręgosłup,wiec tadycyjnie-zrobia mu masaż. uwielbiam masowac,wiec juz sie ucieszyłam. Ulkowałam meza na materacu i....
syn przyszedł,ze on mi chce pomóc, za chwile starsza,ze ona tez chce byc masowana, za chwilke najstarsza,ze ona nie rozumie jak taki masaz działa, no i jak jej tłumaczyłam,to najmłodsza wykorzystała okazje i cała butelke oliwki na polecy meza wylała i ...wszyscy sie zaczeli paplac w tej oliwce.przescieradla juz pewnie nie dopiore, jak i wiekszości rzeczy.....

Historia druga:

Najstarsza piecze babeczki. Tuptuptup...najmłodssza weszłą na stło i pomaga wbic jajko.oczywisce całe trafia do ciasta. za chwile srednia nadbiega i che pomoc mieszac, na to syn,ze nie bo on chce i juz sie kłoca,kto pierwszy, na to najstarsza:mamooooooooooooo!!!!

a ja , usiadałam na kanapie i mysle.
Jeste z natury samotnikiem, Lubie działąc sama,szybko i metodycznie. Tak sie nie da. Wiec czasem naprawde nie chce mi sie nic robic,bo wiem,ze zamieni sie to w prace grupowa z róznymi atrakcjami po drodze,zniecheca mnie to...
Z drugiej strony-uwielbiam ten ruch, te energie, zycie, akcje i kontreakcje. Ucze sie od nich, i ich i siebie....Widze wtedy zyciw w domu.

No i tyle, nie mam zadnego koncowego wniosku. Nie wiem,czy cos wniosłam,ale moze mnie któras z Was rozumie?
    • 3bitt Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 30.10.10, 13:11
      Wiem o co chodzi.
      Ja mam dwie natury. Czasem piekę na szybko żeby młodzi nie zauważyli, ze mama "dobrze się bawi" i nie chcieli pomagać bo jak pomyślę, o tym co mnie czeka później? Mycie dzieci, wycieranie kuchni no i wypieki to do kosza co najwyzej, a nie do zjedzenia.

      A czasem biorę głęboki wdech i działamy zespołowo. Jajka wpadają do misek, mąka wypada za miski, ktoś chce oblizać łyżkę z surowego ciasta, a ktoś inny właśnie zjadł pół konfitury na nadzienie. Jak jeszcze do tego przyłącza się mąż to w kuchni powstaje tzw kocioł kuchenny smile
      Ale wtedy staram się nie myśleć o konsekwencjach tylko po prostu się dobrze bawimy i jest fajnie. Czasem trzeba iść na całość.
    • marrakuja Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 30.10.10, 13:19
      Rozumiem, rozumiem...uwielbiam piec z dzieciakami - cieszę się na samą myśl, że będziemy to robić, zaczynamy i zaczyna się... Jedno chce ugniatać i drugie, jedno chce bić pianę i drugie, wywiązuje się awantura, najstarsza się obraża i zamyka w swoim pokoju...a syn chce w nieskończoność bawić się w robienie korytarzy w mące dla jajka... a mnie zaczyna się już spieszyć i w duchu przeklinam siebie, za te pomysły...Nasze wyjazdy w różne miejsca przeważnie też kończą się kłótniami, przepychankami, ostatnio wyzwiskami (ty świnio!)córka ma 10 lat, syn prawie 5. Co będzie jak bliźniaki podrosną? - teraz mają po półtora roku...Za kazdym razem obiecuję sobie i im, że to ostatni raz skoro nie potrafią się dogadać, ale kiedy emocje opadną już wyszukuję kolejnych imprez i zajęć dla starszaków... Mąż po paru wyjściach powiedział, że nigdzie z nimi nie będzie jeździć i tego się trzyma.
      pozdrawiam
      m.
    • urge Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 30.10.10, 13:29
      Mi się zdaje że Cię rozumiem, przynajmniej częściowo smile

      Otóż ja mam tak że lubię wszystko robić sama, nie szybko ale dokładnie. Kompletnie nie umiem współpracować chyba bo przeszkadzają mi "pomocnicy" w kuchni, jak sprzątam to albo ja albo chłopaki (w tym mąż, oni jakoś potrafią się podzielić robotą).
      Do tego uwielbiam jak jest czysto, kiedy nie miałam dzieci i mieszkałam jeszcze w domu rodziców mój młodszy brat mówił że nie mógłby ze mną mieszkać bo nie znosi takiej szpitalnej sterylności. Teraz w domu mam 3 dzieci i gubiącego sierść kota (którego nie potrafię oddać bo wiem że dla dzieci byłaby to mała życiowa tragedia) więc męczy mnie to że nie jest już tak jak chciałabym żeby było.
      Lubię sobie wieczorem usiąść z herbatką i spokojnie poczytać albo obejrzeć film -ale dzieci nie są już w tym wieku kiedy je można było położyć o 20 spać i odpocząć więc albo się nie da poczytać bo ktoś ciągle coś chce, albo jeśli się zdecyduję na film to nie dość że musi być dobrany do wieku gluciarni to jeszcze jest non stop komentowany więc się w ogóle oglądać odechciewa.
      CHłopaki uwielbiają budowle z koców, krzeseł, fotela, stołu a wewnątrz tego połowa zabawek... wiem że to przednia zabawa więc się na to zgadzam a potem się czuję we własnym pokoju dziennym jak w jakichś slumsach i sama nie wiem czy skończyć tę super zabawę czy się tak męczyć dalej...

      Takich ale jest mnóstwo a z drugiej strony wiem że nie potrafiłabym żyć bez tego, że życie bez dzieci w czyściutkim mieszkaniu byłoby jeszcze większą męką, że w sumie lubię to nasze tętniące życiem gnazdko, że w końcu, sama nie wiem dlaczego, ciągle marzę o dołożeniu sobie jeszcze jednego bałaganiarza którego będzie można kochać ponad życie i który wniesie coś nowego i innego do naszej rodziny smile
    • stefania1939 Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 30.10.10, 14:59
      U mnie ostatnio jest taka historia: Nina ma nieco krzywe zęby więc ćwiczy z płytką, i ja mam jej niby jeszcze jedynkę co pięć minut masować. Tymczasem Miłosz sepleni, język mu do przodu ucieka i ma robić ćwiczenia ze słomką i papierkami, oraz np. robienie bąbelków w kubku z wodą. Tymczasem Jeremi, o czym już pisałam ma dziurę w zębie i spanikował u dentysty, o czym już pisałam. I teraz ja masuję tą jedynkę, podrzucam papierki i jednocześnie na przykładzie klocków lego pokazuję Jeremiemu jak to Spiderman przyszedł do dentysty, ma dziury w każdym zębie, bardzo się boi, ale w końcu dentystka zakleja mu tą dziurę i jest szczęśliwy. Potem na życzenie moich dzieci Batman przychodzi do dentysty i Ben Ten i tak dalej.
      Nie wiem tylko czy te moje działania coś dają, bo Miłosz ubawiony Batmanem wylewa wodę, Ninie płytka wypada z buzi ze śmiechu. Na razie osiągnęłam tyle, że Jeremi powiedział, ze do dentysty pójdzie ale w stroju Spidermena . No dobrze, myślę sobie, strój Sidermana mam dla niego, tylko czy jak ja go teraz zapiszę na wizytę nawet prywatnie to on do czasu tej wizyty z tego stroju nie wyrośnie?
    • bibba Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 30.10.10, 15:01
      nata, mam TO SAMO.
      • nata76 wyjazdy 31.10.10, 10:24
        to jakby osobny rozdział. raczej wyjazdy mnie zniechecaja. Tzn. uwielbiam jezdzic i jak tylko mamy mozliwosc to chce zebysmy gdzies jechali i nie wazna,czy do lasu niedaleko, czy do miasta dalej,czy na weekend czy dalszy /dłuższy wyjazd. ale na razie jest to dla mnie wyzwanie. i bardzo czesto naerwówka.
        po czesci zaanowałam nad tym opracowujac strategie pakowawczo ubieracza itd.ale zawsze jest cos, a to dlaczego jedziemy,a to daleko jaeszcze, siusiu, piciu, nie chce w foteliku, brzuch mnie boli, za ciepło ,za zimno.....Wiec w praktyce juz wychodzac z domu jestem podkurzona i mam ochote wracac.

        I powiem Wam,ze jak mysle o ewentulanym kolejnym dziecko, to pierwsze co mi przychodzi do głowy,ze jak ja to zrobie w aucie;/

        wiem,ze to czasowe,ze dzici rosna,ale dla mnie to wyzwanie. zwłaszcza,ze lubie jezdzic. bardzo. nieraz sie zdarzało,ze jechalismy z m. w epoce przeddzieciowej gdzies aby po prostu pojedzic sobie.

        pozniej w aukcie dzieci ogladaja film,albo czasem sie staram cos wymyslic ,ale zazwyczaj sie nie udaje, bo jak siadam z nimi w drugim rzedzie to zawsze któres z młodszych chce na kolana,albo kazdy cos chce a jak siedze z przodu to po prostu mnie zwyczajnie mdli i jest mi niedobrze,dosłownie, jak sie ciągle odwracam do nich.
    • dagis.1 Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 31.10.10, 11:38
      smile

      rozumiem
      bardziej niz bym chciala tongue_out

      :]

      uwielbiam to ze sa i tak
      rodzina to szczegolna druzyna, lubie byc z nimi mimo ze druzynowych aktywnosci nie lubie wink
      • mama.rozy Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 31.10.10, 11:59
        to ja opiszę coś,co sie zdarzyło u nas wczoraj.
        poznałam niedawno bardzo miłą kobietkę,jakos tak od razu przypadłyśmy sobie do gustusmile
        w zasadzie tak na poważnie,o zyciu,rozmawiałyśmy w czwartek.w piątek zadzwoniła,czy mogłaby przyjechac i nas odwiedzic.ma małą córeczkę,w wieku mojej najmłodszej.dzieci,jak to dzieci widzące się pierwszy raz,trochę się razem bawiły,trochę nam właziły na głowęsmile
        wieczór przyszedł,trzeba się było pożegnac,a nam się nie chciało...to umówiliśmy sie na drugi dzień,tym razem u nich...mieszkają głęboko w lesie,w domu dużo drewna(ściany,podłogi...),mają stary piec,taki dawny,gdzie nawet chleb można upiec...wszędzie w pokojach przepastne łóżka,szafy.taki dom otwarty na gości...(polecam ich na wyjazdy w wątku przyszpilonym o wyjazdach).
        jedno ale...nie mogą miec więcej dzieci.ta ich córeczka jest już po jakichś ogromnych staraniach.Ula,ta moja znajoma,jest już po 40-tce i ma teraz niesamowity głód dziecka.myślą o adopcji.
        było mi u nich dobrze.wszystkim razem nam było dobrzesmile
        to też post bez zakończenia i mądrego podsumowaniasmile
        • nata76 Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 01.11.10, 09:12
          a jak ja ide do tej mojej kolezanki to ma wszystko posprzatane, wnetrzaw takim stylu jak lubie,gustownie i pieknie urzadzone, lubie tam byc bo jestem esteta,wiec zazdroszcze tego porzadku, tego ze swiece stoja na stole i nikt ich nie przewróci,ze jak mała połozy cos na ziemi to zaraz nie znajdzie sie nikt co jej to wezmie. jej córka ma ogromny pokoj,piekny,mz własna lazinka i garderoba i moja córka jej zazdosci. wyjezdzaja dwa razy latem na wakacje ,zima na narty. na weekendy w rózne czesci swiata. tu ja im zazdroszcze.
          ona nie chce miec wiecej dzieci, tak jej dobrze.

          a ja bym nie mogła miec jednego.
          to tak tez bez podsumowania.....
      • benignusia Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 01.11.10, 15:24
        oj jak ja cię dobrze rozumiem...niestety smile co do tego-któreś wiecznie cos chce w aucie,mam dokładnie to samo,po chwili mi niedobrze,ale nigdy z dziecmi nie siadam,zawsze jezdze z przodu.
        no i ta ich wieczna pomoc big_grin w kuchni tymbardziej big_grin ( a po tym duuuużo sprzątania)
    • rycerzowa Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 01.11.10, 11:25
      Ale jakie to było fajne, ten "wielodzietny" rozgardiasz!

      Wiecie - jest (będzie) w życiu czas na samotność, na ciszę, spokój i porządek.
      A teraz jest czas na hałas, rozmowy, śmiechy, piski, przekomarzania - ten cały urok dużej rodziny.
      I kłótnie też, bo jak może być inaczej, skoro "on ją a ona jego"
      Trzeba to zaakceptować, docenić, nasycić się tym, bo to minie szybciej, niż nam się wydaje.

      Za kilka dni z trzech stron świata zjadą się/zlecą moje dzieciaki.
      Już się umawiają na łaskotki, młynki, gonitwy, chichranie się, dokuczanie sobie, kpinki i docinki,
      czyli wielką podróż w przeszłość.
      Wnusio się umawia ze mną na budowę jaskini z foteli i koców w moim wymuskanym salonie, a dwa niemowlaki pewnie powyrzucają wszystko z szuflad. Czyli codzienność z dziećmi.
      Będzie bałagan? Będzie. Jak wyjadą, się posprząta.
      Kiedyś się sprzątało, gdy szły spać.

      Czy tu jest "końcowy wniosek"? A musi być?
      • luxnordynka Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 02.11.10, 13:03
        My wyjazdy-dalekie i bliskie mamy prawie do perfekcji opanowane, choc czasem zdarzają sie stresowe zamieszanie...natomiast u nas najgorszym momentem dnia jest wspólny posilek, ehhh. Dzieci - niejadki, ale to nie najwazniejsze, bo udalo mi sie zdystansowac do jedzenia, ale z racji tego, ze one nie ciesza sie jedzeniem, to bawia sie przy stole-lyzkami, widelcami, zawsze ktos cos wyleje, zawsze jest marudzenie, gadanie jeden przez drugiego, wpadanie pod stół, placze... Nie cierpie tych momentów dnia, mój mąż tez...
        Poza tym ja lubie (tak jak zreszta i Wysmile te wielodzietność w domu, to zamieszanie, gwar, dzieciecy bałagan, to,ze jak wychodze gdzies sama w domu to witaja mnie glosno 4 osóbki i klóca sie kto otwiera dziś mamie drzwi, ehhh, wciąż sie rozczulam na ich widok... a tymczasem jestem sama w domu z 2 maluchow i jest spokojnie, nawet przy stolesmile i tak do niedzieli, ale juz za nimi tesknie a mineły dopiero 2 godziny od ich wyjazdu, Ewa
        Ps. Rycerzowa, miło, ze sie odezwałas po dluzszym czasie, ciesze sie bardzo
    • barbie-torun Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 08.11.10, 08:38
      gwar, śmiech, żarty ale i ciągłe pouczanie
      wrzask i popychanie
      gonitwa i obrazanie
      wyzwiska i bicie
      taka kołomyja od paru lat
      tatuś rządzi

      a jak tatuś spokojny to i dzieci do rany przyłóż

      ot tak pożaliłam się
      • tu-jaa Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 08.11.10, 12:35
        O jak dobrze to wszystko znam i rozumiem.
        Czasem zanim pomyślę z rozczuleniem jak miło mieć taki dom pełen dzieci, a jak się cudownie razem bawią, to już się tłuką, i dom jest pełen wrzasków wink
        wśród mam jedynaków (a niestety wiele takich wkoło nas i mało wielodzietnych) czuję się czasem jak patologia z tym ciągłym rozgardiaszem, mnóstwem spraw, mnóstwem dźwięków . A z drugiej strony uwielbiam ten rozgardiasz i wbrew swojej samotniczej duszy chętnie bym sobie jeszcze jedno dorzuciła to tego młynka naszego smile
        • niecierpliwa3 Re: bolący kręgosłup,babeczki&co w rodz.wielodz. 08.11.10, 21:07
          o jaki fajny wątek. mnie właśnie co nieco przerażają to zamieszanie i bałagan, które już niedługo mnie czekają (gdy wielodzietnośc stanie się faktem tongue_out)). Z jednej strony lubię święty spokój, miec jaki taki porządek i poczytac sobie gazetkę na kanapie, ale z drugiej strony to przecież nuuuda i wegetacja...dom tętniący życiem wydaje mi się pociągający, zobaczymy jak będzie w praktyce hehe. chyba nie bez kozery Ktoś zsyła właśnie mnie takie wyzwanie wink
Pełna wersja