nata76
30.10.10, 12:56
Własciwie to nie wim jak zacząć. Nie wiem, czy to watek narzekajacy czy wręcz przeciwnie.
Moze opisze dwie historie z miliona codziennych:
Historia pierwsza:
Męża zabolał kręgosłup,wiec tadycyjnie-zrobia mu masaż. uwielbiam masowac,wiec juz sie ucieszyłam. Ulkowałam meza na materacu i....
syn przyszedł,ze on mi chce pomóc, za chwile starsza,ze ona tez chce byc masowana, za chwilke najstarsza,ze ona nie rozumie jak taki masaz działa, no i jak jej tłumaczyłam,to najmłodsza wykorzystała okazje i cała butelke oliwki na polecy meza wylała i ...wszyscy sie zaczeli paplac w tej oliwce.przescieradla juz pewnie nie dopiore, jak i wiekszości rzeczy.....
Historia druga:
Najstarsza piecze babeczki. Tuptuptup...najmłodssza weszłą na stło i pomaga wbic jajko.oczywisce całe trafia do ciasta. za chwile srednia nadbiega i che pomoc mieszac, na to syn,ze nie bo on chce i juz sie kłoca,kto pierwszy, na to najstarsza:mamooooooooooooo!!!!
a ja , usiadałam na kanapie i mysle.
Jeste z natury samotnikiem, Lubie działąc sama,szybko i metodycznie. Tak sie nie da. Wiec czasem naprawde nie chce mi sie nic robic,bo wiem,ze zamieni sie to w prace grupowa z róznymi atrakcjami po drodze,zniecheca mnie to...
Z drugiej strony-uwielbiam ten ruch, te energie, zycie, akcje i kontreakcje. Ucze sie od nich, i ich i siebie....Widze wtedy zyciw w domu.
No i tyle, nie mam zadnego koncowego wniosku. Nie wiem,czy cos wniosłam,ale moze mnie któras z Was rozumie?