Dzień jak co dzeń :)

04.11.10, 08:18
W TS i TVN za wiele nie było takich naprawde konkretów.
Może zechcecie sie podzielić jak wygląda u Was dzień taki zwyczajny wink
Ja na razie mam tylko 2 dzieci i wiem, ze jeszcze z kolejna 2 dałabym sobie spokojnie rade.
U nas dzień wygląda tak:
przykladowy rozkład:
5:30 pobudka, toatleta, prasowanie sobie i dzieciom, pseudomakijaz, torba i do pracy
6:30 - 15:00 praca (maz zawozi dzieci, bo pracuje od 8)
15:30 odbiór z przedszkola, 15:45 odbiór ze szkoły (ja)
16 - 18 dodatkowe zajecia dzieci zgodnie z rozkładem
pon - ang Paula
wtor - rehabilitacja Paula wyjazd o 16, powrót ok 20 (dopiero na wiosne ruszamy z tym)
sroda - 16 ang Paula, Maks piłka 17
czwar- Paula szkola rysunu 16-18:30
pia - Maks pilka 17 - 18

Zawsze w ciągu dnia ustalamy, kto zawozi, a kto odbiera z zajęć dodatkowych.
Tak wiec zycie domowe zaczyna sie okolo 18-19. Szybki obiad, a raczej obiadokolacja (zazwyczaj robimy jedno danie, dzieci to straszne mięsożercy, więc staram sie dzien wcześniej przygotować przynajmniej wstępnie obiad. Np. jeśli maja być kotlety, to panieruje, wstawiam do lodówki i tylko smaze na drugi dzień). Później jest odrabianie lekcji. Po odrabianiu zadan ok 20:30 zabieram sie za pranie, porzadki, czasem cos ugotuje na drugi dzien. Czasem pranie zostawiam na sobote i wtedy mam 3 pralki jedna za drugą. Za to mamy czas wolny z mężem. Kłade sie ok 24. Do tego dochodza czasem delegacje. w wakacje jest duzo luźniej. Mimo napietego planu naprawde mam czas, zeby sie ponudzić, to chyba znak, ze mam za malo dzieci do ogarniecia smile Sobota jest dniem gospodarczym - naprawa tego co sie popsuło, prace ogrodowe, mycie aut, itd. Niedziele - wyjścia do kina, na wycieczke za miasto, odwiedziny rodziny, przyjaciół ( u nas, u nich), w sezonie grill.

    • stefania1939 Re: Dzień jak co dzeń :) 04.11.10, 09:47
      Wiesz ja nie jestem taką planistką u nas bardziej improwizacja jest z praniem itp. ale wstajemy później od was ok.7. 30. Nina idzie do szkoły na 8 lub 8.30. Przedszkole jest przez płot ze szkołą i to jest fajne. Biorę rower i wiozę ich po kolei na bagażniku. Z powrotem mam przejażdżkę, taką chwilę dla siebie, czasem pojadę na rynek zrobię szybkie zakupy, albo coś tam załatwię. Potem do pracowni. Mam swoją firmę.Telefon do męża , co robimy, kto kogo odbiera i co trzeba dzisiaj załatwić. OK. 15.30 zabieram dzieci z instytucji, robię jakiś obiad, to musi być coś szybkiego. Żadne pierożki, gołąbki nie wchodzą w grę, w życiu czegoś takiego nie ugotowałam i jest tylko jedno danie.Czasem staram się wrzucić tak więcej do garnka na dwa dni, ale przychodzi mąż i zjada wszystko " żeby się nie zmarnowało". Czasem udaje się jeszcze wyjść z dziećmi na rowery do parku. Później odrabianie lekcji, bajeczka, kąpanie, czytanie dwie książeczki dziennie całej trójce na raz, ostatnio Janosh o misiu i tygrysku znacie?
      Czasem Nina rozgrywa partyjkę szachów z mężem. No i wydawałby się, że teraz następuje błogie spanie w wykonaniu moich dzieci , a ja mam błogi wieczór z moim mężem. Nic bardziej mylnego.
      Wychodzi pierwsze:
      - Mamusiu chce mi się kupkę
      Wychodzi drugie
      - Tatusiu chce mi się piciu
      Wychodzi trzecie;
      - Zapomniałam powiedzieć ksiądz kazał się nauczyć jeszcze trzech paciorków na jutro.
      Wychodzi znowu to pierwsze:
      -Tatusiu ja wolałbym z tobą spać
      Wychodzi drugie
      - Ja bym chciał spać z mamusią
      wychodzi trzecie
      - A dlaczego oni mają spać z wami, ich bardziej kochacie?

      • luxnordynka Re: Dzień jak co dzeń :) 04.11.10, 12:00
        my wstajemy o 7.00, jemy wspolne sniadanie, mąż odprowadza trójkę do przedszkola, szkoły, ja zostaje z Marysia. bawimy sie razem, idziemy na spacer, gotujemy, sprzatamy. O 11.44 odbieram dzieciaki, idziemy na obiad, jemy sprzatamy po obiedzie, opowiadamy sobie, jak minelo przedpoludnie, idziemy na ogrodek, dotlenic szare komorki, o 13.45 dzieci musza byc z powrotem w szkole (3 razy w tyg), odbieram je znow o 15.45... (to dla mnie najbardziej uciążliwe, a wlasciwie dla Marysi, naszej najmnłodszej coreczki-widzę, ze zle znosi to pourywanie dnia i nie ma okazji sie wyspać po pd). Dodatkowo mamy:
        -poniedziałek-ja mam francuski wieczorem o 19.00
        -wtorek-Krzyś ma pilke nozna od 17.00 d0 19.00 (chodzimy zwykle pieszo 2km w jedna stronesmile), ja mam luksemburski o 18.30 (i tu mamy problemy logistyczne-zawsze sie spozniamsad albo krzys konczy wczesniej)ątek
        -sroda-ja chodze na zajecia sportowe dla mamy i dziacka z Marysia, Marta ma skrzypce o 17 (jezdzimy autem, bo w innym miescie, a my w tym czasie idziemy sobie na gorąca czekolade i do biblioteki razem z inna mama i jej córeczką-bardzo lubie ten czassmile)
        -czwartek-Krzys piłka nozna-tj we wtorek
        -piątek jest wolniejszy i czesto robimy wieksze porzadki
        -sobota-Marta ma rano dwugodzinna nauke czytania nut (jade z nia sama i mam czas dla siebie)
        W międzyczasie robimy zakupy (teraz jestem w domu z 2 dzieci tylko i sie dziwie, jak malo jemy, jak malo wszystkiego ubywa, jak malo mam przania-2 razy w tyg, normalnie minimum raz)... Weekendy-wycieczki, kina, spotkania ze znajomymi, spacery. Dni wypełnione po brzegi, a ja i tak wciąż czegos szukam, jakiegos zajecia, choc z całego serca zyczyłabym sobie, zeby mi zycie domowe wystarczyło, bo naprawde nie mam juz miejsca na nic innego, przynajmniej do czasu az wszystkie dzieci beda w szkole. Mysle, że boje sie jakby calkowitej odpowiedzialności za wychowanie a bardziej za opieke i bezpieczeństwo dzieci, a czasem widze, że moj mąż, ktory pracuje od rana do wieczora 5 dni w tyg chciałby, zebym to ja czuła sie odpowiedzialna za caloksztalt... nie wiem czy mnie rozumiecie, bo ja sama do ko nca jeszcze tego nie przepracowalam. No bo jak ja mam kursy jezykowe to zostawiam oczywiscie mezowi caly dom-kolacje, mycie, polozenie dzieci spać, moge tez wyjechac na weekend i zostawic dom, ale jednak mam za duze poczucie odpowiedzialnosci, ktore moj mąż jeszcze podsyca (teraz go nie ma ze starszakami, ale koniecznie muszę z nmi o tym porozmawiać). Na szczęscie nasze starszaki sa b odpowiedzialne i same odrabiaja zadania, nigdy nawet przypominac im nie trzeba, czasem im sprawdzimy albo damy dodatkowe przed jakims testem, ale to naprawde zajmuje nam mało czasu, no i ucza sie bardzo dobrze, wiec jakby szkola mi odpadasmile, do czasu pewnie, pozdrawiam, Ewa
        • elsa33 Re: Dzień jak co dzeń :) 19.11.10, 08:08
          Luxnordynka? Co to jest luksemburski smile?
          • niecierpliwa3 Re: Dzień jak co dzeń :) 19.11.10, 11:03
            ja nie luxnordynka, ale też nadaję z Luksemburga, więc pozwolę sobie odpowiedziec:
            pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_luksemburski
            Moien! - Dzień dobry! smile
            • elsa33 Re: Dzień jak co dzeń :) 19.11.10, 11:18
              kurcze nie miałam pojęcia że jest taki język urzędowy. Ja jestem tłumaczką niderlandzkiego, podejrzewam, że pewnie luxemburski jest trochę podobny do niderlandzkiego.
              Nigdy nie byłam w Luksemburgu, powiedzcie jak tam się żyje? Oprócz luksemburskiego mówi się jeszcze francuskim i niemieckim?
              • niecierpliwa3 Re: Dzień jak co dzeń :) 19.11.10, 11:45
                o języku luxnordynka będzie mogła więcej powiedziec, bo ja się go nie uczę jeszcze
                tak, są tu trzy języki urzędowe i "miejscowi" faktycznie mówią płynnie we wszystkich trzech, chociaż dominuje francuski, przynajmniej w stolicy.

                jak się żyje - trudno powiedziec w paru słowach, raczej plusy przeważają nad minusami. ogólnie rzecz biorąc, małe państwo, małe problemy. na pewno są tu zdecydowanie lepsze warunki dla uprawiania wielodzietności wink czy wychowywania dzieci w ogóle - i pod kątem wsparcia państwa (zasiłki, place zabaw na każdym rogu) i nastawienia społeczeństwa (duże rodziny nie budzą żadnego zdziwienia, raczej powszechną sympatię)
                • kasialip5 Re: Dzień jak co dzeń :) 06.12.10, 09:50
                  Ja wstaję o 7.15- 7.30 szykuję lunch dla starszaka, śniadanie i wysyłam go do przedszkola. Mam czas na posiedzenie w internecie poczytanie książki. Młodsi chłopcy wstają ok.9.30/10, daje im śniadanie i wychodzimy do ogrodu lub na basen latem. 12.00 wracamy, gotuję zupę, wstawiam pranie, wieszam, bawimy się z chłopcami. Ok. 14.00 wraca starszak z przedszkola, jemy zupę i idziemy na dwór. Ok. 16.00 wracamy do domu, chłopcy odpoczywaja ja robie obiad. Potem wspólna zabawa, ok. 18.00 wraca mąż z pracy jemy obiad i albo gdzieś razem jedziemy, albo szalejemy z chłopcami w domu. Ok. 20.00 po kąpieli chłopcy idą spać, a my z mężem mamy czas dla siebie.
                  Wyjątki stanowia dni gdy chłopcy mają aikido lub taniec, no i w wolne piątki (latem spędzamy je na plaży, gdy pogoda nie dopisuje jeździmy na wycieczki, robimy grilla, lub spotykamy się ze znajomymi)
                  • kasia0606 Re: Dzień jak co dzeń :) 06.12.10, 16:47
                    Ja robie pobudka o 6.50. Szykuje sniadanie dla sredniaczki i meza (najstarsza chodzi do szkoly na 8.00 wiec wstaje ciemna noca o 6.00). Iza wychodzi kolo 8.50. Zaraz potem wstaje Kornelia i je swoje sniadanie. Jak jest pgoda to do poludnia wychodzimy na spacer. Jak nie to mloda sie bawi a ja pranko, sprzatanko, internecik. W poludnie mamy midi i obowiazkowo obiad. Potem drzemka ok. 2-2,5 godzinna. O 16.00 podwieczorek i zaraz potem wychodzimy po Ize na autobus. A wieczorem to juz wolna amerykanka. Mloda chodzi spac kolo 21ej. Od pazdziernika zasypia juz sama, wiec mamy wolne wieczory. W weekendy podobnie. Tyle ze, gotujemy normalny obiad dla wszystkichsmile
    • salomea_ Re: Dzień jak co dzeń :) 10.12.10, 15:49
      niby pewna organizacja istnieje, ale każdy dzień jest inny. Mąż wychodzi do pracy i wraca o róznych porach, czasem nie ma go też w sobotę czy niedzielę. Dzieci chorują na różne sposoby - aktualnie chorują całą drużyną. Ja dorabiam u teściów w biurze projektowym - kiedy mam czas = nie mam dzieci w domu.
      Wszystko jakoś sie kręci, przy czym wszystko jakoś dzieje sie o rozmaitych porach.
Pełna wersja