wielodzietność i żywienie ;-)

24.11.10, 10:42
mamy 4 dzieci, 14 lat, 12 lat, 7 lat i najmłodsze troche ponad rok.....wszystko jest super, dzieci grzeczne i wogole (raczej z tych nie kłócących się wink przynajmniej na razie) tylko jeden problem: żywienie gromadki..... uwielbiam gotować ale już po prostu nie nadążąm z kupowaniem jedzenia smile zawsze czegoś brakuje. Robie sobie liste obiadów na najbliższy tydzień, wieeeeksze zakupy raz w tygodniu przez internet, ale i tak zawsze czegoś brakuje i dodatkowo musze jeździć do sklepu ok 2 razy w tygodniu i wkółko to samo, już mi brakuje pomysłów, do obiadów dochodzą jeszcze śniadania, kolacje no i najmłodsza powinna jeszcze mieć troche inne posiłki niż my, do tego jeszcze śniadanie do szkoły.... kończy sie tak że jak już zrobie wszystkie zakupy to najczesciej zapominam o owocach i innych takich zdrowych rzeczach.... wiem ze powinnam gotowac obiady np na kilka dni, ale na jeden to jest dużo to jaką musiałabym ugotować porcję na kilka dni? dodam tylko ze dwojka młodszych czy my nawet nie jemy tak dużo, tylko nastolatki praktycznie pochłaniaja jedzenie a jak już jest wolne od szkoly to najlepiej caly dzień siedzieli by w lodówce smile i tak po cichu marzy mi sie taka pigułka co połykasz raz dziennie, popijasz woda i nie jesteś głodny przez cały dzień smile)))
a jak jest u was?
ps. a mężowi marzy sie jeszcze że upiekę jakieś ciasto chociaż raz w tygodniu....
    • annalorenka Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 10:57
      Mam zamrażalkę.
      Ostatnio była u mnie teściowa i z mięsa z rosołu i dokupionej wołowiny zrobila mi 120 pierogów. Przez 2 dni jedliśmy pierogi, resztę zamroziłam. Zrobiła mi też dwie wielkie siaty kopytek do zamrożenia.
      Jak była moja mama w zeszłym tygodniu, to zrobila wielki gar pysznego żurku - też zamroziłam.
      Jak robię pulpety to z kilograma mięsa - dwa dni jemy pulpety (jednego dnia z ryżem, drugiego z ziemniakami) - wychodzi mi chyba z 40 sztuk - resztę zamrażam. Z sosu z pulpetów robię krupnik, resztę sosu zamrażam.
      Jak robię ciasto do pizzy to też z kilograma mąki - reszte ciasta zamrażam.
      MOi jeszcze nie nastolatkowie, ale już i tak powoli uczę ich jedzenia prostszego, takiego które sobie sami będą potrafili zrobić bez zbytniego brudzenia kuchni - np. jedzenia kanapek (tak, tak, znam dzieci, które kanapek z zasady nie jedzą).
      Piją też zwykłe mleko z kartonu - mój siedmolatek potrafi wypić z pół litra. Nie kupuję żadnych wymyślnych płatków, tylko zwykłe kukurydziane najtańsze z "Kerfura"
      Opiekacz do chleba - mój siedmolatek już sam go obsługuje - też dobre rozwiązanie. Wystarczy ciepły chlebek posmarować masłem i można zjeść pół bochenka, takie dobre.
      Zwykłe jogurty bez cukru (nie te owocowe) - dosypują sobie cukier i też sami jedzą.

      Jak by nie było przy czwórce jest i tak dużo roboty w kuchni. Ja stawiam na samoobsługę w granicach rozsądku, na hurtowe ilosci jedzenia, które zamrażam oraz na jedzenie proste i kaloryczne, które na długo syci (mleko tylko pełnotłuste, zwykła kiełbasa - szyneczka, czasem, ale nie jako główny dodatek do kanapek, makarony, ziemniaki z jajem sadzonym).
      Zauważyłam też, że jak wprowadziłam większy rygor przy posiłkach - tzn. zmuszam, aby zjadali dużo na obiad i do końca z talerza, to potem przez dłuższy czas są syci i nie myszkują w kuchni od razu po obiedzie.
      • marina2 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 11:05
        zamrażarka chyba ok.300l/kupowanie hurtem dziczyzny,drobiu,dwa razy w roku 110kg wieprzowiny do tego mrożenie pieczywa/
        duża lodówka w kuchni plus duża szafa gospodarcza /kasze,mąki,cukier,puszki,przyprawy/
        plus w ogóle duże szafki kuchenne
        spiżarnia z zaprawami w piwnicy
        pomieszczenie na jabłka ,ziemniaki i inne warzywa

        ostatnio kociokwiku dostaję,bo CODZIENNIE wydaję 4 razy obiad-każde z dzieci kończy zajęcia o innej porze i jak ostatnie wróci ze szkoły o 18.10 to "za chwilę" kolacja pierwszego powracającego.
        raczej nie mrożę gotowców - nie uchowają się...
    • tamcia35 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 11:36
      Też mamy czworo dzieci ze sporym "rozrzutem" wiekowym i różnymi upodobaniami kulinarnymi wink Do tego przez 8 lat ( do połowy października) miałam jeszcze w domu babcię w wieku 91 na diecie cukrzycowej , ( niestety babunia zmarła 14 października sad ) . Przyznam że nie jest to może łatwe ale do ogarnięcia wink . Zdarzało mi się że jak nam zachciało się czegoś ciężkostrawnego to gotowałam osobno dla babci i małej . U mnie też trzej synowie i mąż wracają o bardzo rożnych porach, bardzo głodni,i każdemu z nich podaję obiad .Ze względu na dietę babci obiad gotuję na godz 12 . Babci z nami już nie ma ale wieloletnie przyzwyczajenia zostały , jemy z córeczką obiad około 12, potem odgrzewam ( zazwyczaj w mikrofali) każdemu kto wraca do domu. Ciasto n weekend też piekę ( wolę to niż zapychanie dzieciaków kupnymi słodkościami wink
      Zakupy robimy zazwyczaj w sobotę na cały tydzień , w ciągu tygodnia są to zazwyczaj tylko pieczywo i owoce . Jakoś udaje mi się planować, budżet mamy napięty to i młodzież nie wybrzydza i nie woła o frykasy, dostają codziennie parę złotych to kupują sobie jakąś drożdżówkę , jogurt czy napój.
      Jak gotuję potrawy takie jak bigos, fasolka , leczo, gołąbki to robię ich więcej i oczywiście zamrażam .
      Myślę że to normalka w większej rodzinie big_grin
      • verdana Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 13:52
        A u mnie idealnie sprawdza się brak planowaniasmile Jako, ze nie mam dużej zamrażarki, ani samochodu, zakupy musze robić "z dnia na dzień" - i nigdy nie miałam takiego problemu jak Wy. Po prostu kazdego dnia widzę, co jeszcze jest, czego już nie ma - i dokupuję. Podobnie z obiadami - widzę, czy coś zostało, czy nie, wiec planowanie kolejnego obiadu jest łatwiejsze.
        Prawdziwy problem jest ztym, aby znaleźć to, co bedzie smakowało mniej-wiecej wszystkim. Zasada jest taka - gotuję bardzo rózne rzeczy, jak ktos czegos nie lubi, to trudno, raz zje, ale jesli czegoś nie znosi wyjątkowo - dostaje to, co zostało z wczoraj, albo usmażę mu jajko.
        No i cos, co u mnie okazało się "strzałem w dziesiątkę". W każdą niedzielę, zgodnie z kolejnością, dzieci i mąż wybierają, co chcieliby dostać - i wtedy gortuje zgodnie z życzeniem , tak wiec kazdy ma raz na jakiś czas wymarzony obiad. Z jednym zastrzeżeniem - nie wolno wybrać czegoś, czego nie znosi większość pozostalych.
        • goska81-gryfino Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 19:39
          Verdana, u mnie się zgadza dokładnie z Twoją wersją, poza tymi niedzielnymi "wyborami"wink Nie umiemy się przestawić na zakupy raz na jakiś czas więc robimy je codziennie. Od września trzech zapisaliśmy na obiady w szkole, więc gotuję tylko dla męża, Olci i siebie i to jak zdążę, bo nie zawsze udaje mi się ugotować przy Madzi. Ale zakupy na co dzień. Zresztą kupienie np zgrzewki jogurtów czy mleka zaowocowałoby tym, że zostałyby przez nas zjedzone dużo wcześniej niż byśmy planowalibig_grin Tak więc kupujemy to co potrzebne jest z dnia na dzień. Ewentualnie mrożonki można kupić lub mięso na zapas, ale zakupy raz w tygodniu? Nieee... Nie potrafimysmile
    • agni71 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 15:46
      Widzę, że wszystko jeszcze przede mną, bo dzieci na razie stosunkowo małe. Chociaz najstarsza corka (8 lat) jak cos jej bardzo smakuje, to potrafi juz zjeść więcej ode mnie. Starsze corki na razie wracaja o tej samej porze do domu, wiec obiad gotuję przeważnie na 14.00. Najmłodsza, o ile nie jest chora, obiad zjada w przedszkolu i zazwyczaj nie chce drugiego obiadu w domu. Mąż nie wybrzydza, dzieci czasem - tak. W ostateczności, jak cos komus bardzo nie smakuje, to smażę jajko, czy robię kanapki, ale to juz w ostateczności.

      Mam natomiast pytanie do tych, co gotuja na dwa lub wiecej dni (zamrażanie). Jak duze macie gary, bo gdybym ja chciała nagotowac zupy czy np. leczo na dwa dni, to musiałabym gotowac w dwóch garnkach wink
      Owszem, zdarza sie, ze cos zostaje, ale raczej nie tyle, zeby 5 osób sie najadło, więc i tak cos tam musze przygotowac na świeżo.
      Jesli chodzi o zakupy, to mąz robi raz w tygodniu duze zakupy w hipermarkecie, ale ja codziennie dokupuje, co potrzeba (pieczywo, wędlina, warzywa i owoce). I tak wychodze po dzieci, więc zakupy robie po drodze.

      Acha, może ktos mi pozyczy taka babcię, co przyjedzie i zrobi mi 100 pierogów wink
      • eni7.08 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 16:14
        ja też poproszę taka babcie smile moja mieszka w polsce, my w uk.
        agni71: wlaśnie o tym mówię- u nas wielki garnek leczo jest na jeden dzień smile ewentualnie zostanie jakas resztka na drugi dzień, za mało do zamrożenia. Jedynie czego wychodzi wiecej to gołąbki, zawsze zostaja mi na drugi dzień, chociaż wszyscy uwielbiają...
        a pulpety? no cóż... też robię z kilograma mięsa....nic nie zostaje smile
      • tamcia35 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 08:13
        To co mam zamiar zamrozić gotuję w dużym garze takim około 10 litrów wink potem pakuję do pojemników i do zamrażarki big_grin
    • izamoyska Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 19:49
      u nas nareszcie zaczal sie okres, w ktorym juz cala rodzina (mamy 4 dzieci) mozemy jesc ten sam posilek. bardzo mi doskwieralo gotowanie dwoch roznych obiadow, a ze lubimy rozne kuchnie swiata, jeden byl zazwyczaj "wymyslny", drugi nie etc. no i zupy, u nas zupy sa obowiazkowe i brdzo pozywne, maz zaluje, ze nie ma wiekszych garnkow niz te juz i tak najwieksze.

      zazwyczaj staram sie gotowac spontanicznie, bez planowania, najwyzej z pomyslem z dnia na dzien, nie zamrazam poniewaz raz ze nie lubie, dwa ze i tak wszystko ijest zjadane na biezaco za wyjatkiem zupy, ktora jest na dwa dni.

      oprocz generalnych zakupow raz w tygodniu, czesto bywa ze codziennie jeszcze cos po drodze z pracy dokupuje, miedyz innymi owoce, swieze pieczywo, wedliny, mieso...

      pieke tez, wlasnie raz w tygodniu na weekend
      w ogole lubie i piec i gotowac, za to sprzatanie i pranie to dzialka meza

      no i najstarszy syn od czasu do czasu ekserymentuje w kuchni, nie jest zle

      a pigulka mi sie marzy rowniez, ale taka z duzym wyborem wink


      ps. a poza tym to chcialam sie serdecznie przywitac smile
    • ladyacid Re: wielodzietność i żywienie ;-) 24.11.10, 20:36
      My większe zakupy(ser żółty,mąka,makarony itp.) robimy raz w miesiącu w hurtowni(i sporo oszczędności zyskujemy na tym smile ).Dwa razy w tygodniu mąż jeździ na bazar po wiejskie jaja,mleko,biały ser ,kurczaka ,owoce i warzywa.Raz na tydzień kupuję mięso (po rocznej przygodzie z wegetarianizmem )Resztę "dokupujemy" na bieżąco w miarę potrzeb.
      Zamrażalka niby duża ,ale bardziej przeznaczona na "letnie"owoce i warzywa.
      Maluchy na razie nie grymaszą .Na śniadania obowiązkowo zupa mleczna,obiady jednodaniowe (z przewagą drugich dań).Gorzej z kolacją ,bo dzieci nie znoszą kanapek,które serwuję tylko raz w tygodniu.

      A Babcię także chętnie poproszę (bo nasze mieszkają na drugim końcu kraju) smile
      W moim domu nie może zabraknąć wody mineralnej,niegazowanej ,której średnio idzie ok.20 litrów na tydzień.Zaopatrujemy się więc w wodę (Jantar)u producenta ,w "galonówki"
      • ladyacid Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 15:53
        a i nie dodałam wczoraj,że obowiązkowo dwie blachy ciasta piekę w każdą sobotę smile
    • karola1601 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 12:16
      Ja też mam czwórkę, najstarsza w I klasie, dwie w przedszkolu, jedna jeszcze w domu. Wszystkie ciągle głodne, zjedzą niemal każdą ilość o każdej porzesmile Gotuję głównie zupy w wielkim garze - na 2 dni, całe szczęście wszyscy uwielbiają zupy. Chleb piekę sama (co 2-3 dni), jogurty robię co 2 dni. Większość zakupów (np. 30kg mąkismile ) robię przez internet - jest taniej i wygodniej, a nie lubię supermarketów, ale czasami zdarza mi się i tam być. Ciasta i ciasteczka piekę dość często, lubię piec. Ale rzeczywiście dzieci jedzą coraz więcejsmile
      • verdana Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 12:52
        Zaczynam doceniac posiadanie niejadków+ osob odchudzających się. U mnie na 5 osób bochenek chleba dziennie - to za duzosmile
        • hisia Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 13:26
          Mamy trójkę, wszyscy jedzą sporo, chłopcy rosną, panienka też nie wylewa za kołnierzsmile
          Oczywiście mam zamrażarkę i mrożę to, co zostanie, a staram się zawsze zrobić więcej. Poza tym w piwnicy zrobiliśmy "spizarkę", raz w kwartale jedziemy do makro i kupujemy wszystko zgrzewkami, również środki czystości, papier toaletowy etc. Unikam więc sytuacji, której nie znoszę - nagle wieczorem brakuje majonezu, gdy już cała sałatka pokrojona lub ryż czy cukier się skończył.
          W tygodniu gotuję obiady jednodaniowe (wszystkie dzieci jedzą obiady w placówkach), w weekend rozwijam się kulinarnie, rosół lub inna zupa, ciasto lub częściej ciasteczka, pieczemy z córką i sałatka na kolację.
          Pizzę zamawiamy średnio raz na 2 mce, gdy już mam naprawdę dość jęczenia dzieci - gdyby mogły, jadłyby codziennie.
          • 2007e Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 14:40
            A do makro trzeba dalej miec wazna karte? I czy ta karte dostaje sie majac firme? U nas tez powoli ledwo wydalam z zakupami (zwlaszcza, ze w poblizu sklepy megedrogie i trzeba jezdzic do marketow) Wprawdzie nie wiem gdzie mialabym trzymac tak wielkie zapasy, ale moze warto...
            • ladyacid Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 15:59
              z tego co się orientuję ,to do makro trzeba mieć kartę.Z reguły kartę dostają ludzie mający własna działalność.
              My robimy zakupy "w zwykłej hurtowni" co strasznie nie podoba się sklepikarzom. Kilku nawet skarżyło się na ten fakt,(bo zakupy robimy całą rodziną )
              • 2007e Re:Hurtownie 25.11.10, 18:35
                A ja mam jeszcze w takim razie pytanie czy znacie takie hurtownie w krakowie, gdzie detalisci moga dostac towar w cenach hurtowych i czy to jest zalezne od wydanej kwoty jednorazowo czy ilosci konkretnego towaru (no bo trudno w naszym przypadku nakupic jednego rodzaju makaronow ogromne ilosci, ale juz jogurty to ilosci hurtowe)?
                • ladyacid Re:Hurtownie 25.11.10, 19:00
                  gdzie w Krakowie są hurtownie to nie wiem.
                  My nie kupujemy ogromnych ilości np.makaronów(maks.do 15 szt.)Zresztą i właściciele małych sklepików także nie kupują mega ilości.
                  Kiedy zaczynaliśmy hurtowe zakupy nie mieliśmy jeszcze działalności.Kupowaliśmy(na paragon)"za pozwoleniem"kierownictwa po wcześniejszej "pogawędce". Ale zawsze możesz też poprosić jakiegoś znajomego z działalnością o pozwolenie na kupowanie na jego rachunek(NIP)-także na paragon.
                  Jak dla nas zakupy w hurtowni to spore oszczędności smile
                  • 2007e Re:Hurtownie 25.11.10, 19:09
                    No tylko ja z tych co nie lubia sie prosic. Ale pomyslec o hurtowniach warto, zwlaszcza że troche na pewno ich tu jest. Jeszcze fajnie byloby nie przedzierac sie przez cale miasto.
            • agni71 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 16:11
              Z tym, ze jeśli chodzi o ceny, to makro wcale nie jest konkurencyjne wzgl. hipermarketów. Chyba, że cos jest w promocji w makro, to wtedy bywa tańsze. Mówię o cenach brutto.
              • wilma1970 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 19:58
                W macro kupujemy tylko chemię, mają wielkie wory z super papierem toaletowym. smile Nie kupię tam tylko podpasek hurtem - dwa razy nabyliśmy półroczny zapas i dwa razy byłam zaraz w ciąży. smile
                Jak tylko kupię większą ilość np. makaronów czy mąki, zaraz zalęgają mi się mole, chyba przynoszę je ze sklepu.
                U nas najlepiej sprawdza się SKLEP TUŻ POD DOMEM ! Dzieci biegają czasami po trzy razy dziennie po to, co mi się zapomniało. Najstarsze potrafią przyrządzać coraz więcej potraw i naprawdę to lubią.
                • chrust5 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 26.11.10, 12:57
                  wilma1970 napisała:

                  > W macro kupujemy tylko chemię, mają wielkie wory z super papierem toaletowym. :
                  > -) Nie kupię tam tylko podpasek hurtem - dwa razy nabyliśmy półroczny zapas i d
                  > wa razy byłam zaraz w ciąży. smile

                  Powinnas zamieszczac ostrzezenie "Nie czytac przy jedzeniu!". Tak sie zakrztusilam ze smiechu, ze masz na sumieniu moj zakiet w jogurcie smile
    • anna_sla Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 20:22
      u nas to samo. Moja trójka żywi się do godz. 15-stej w przedszkolu, potem reszta w domu i w dniach wolnych całodobowo oraz podczas choroby (wcale nie tak rzadko, któreś zawsze zostaje w domu). A oprócz tego minimum czwórka podopiecznych dziennie od rana do wieczora któreś, więc jedzenia zrobić więcej trzeba. Non stop czegoś brakuje. Chodzimy do sklepu codziennie, jak i nie 2 razy dziennie. Ciągle o czymś się zapomina, ale chodzi też oto, że moi jedzą "falowo". Jak mam dużo sera białego, bo lubią to np. nie chcą go. Ser się psuje i wyrzucam. Kupuję mniej, a potem nagle mają bum na ser, ser na obiad, ser na kolację, sera brakuje. To samo z wędliną. Kupiłam więcej to przejeść nie mogliśmy, bo dzieci wyjątkowo przeniosły się na ser topiony wyłącznie. Kupiłam mniej, bo szkoda wyrzucać potem (ja chleba prawie nie jadam i tym samym kanapek też nie, skubnę ze 2-3 plasterki dziennie i to wszystko) to zjedli wszystko na śniadanie z dokładką i na wieczór wędliny brakuje big_grinbig_grinbig_grin

      Kolejna sprawa też taka, że nigdy nie wiem dokładnie ile dzieci będzie przez cały tydzień, bo niektórzy umawiają się z dnia na dzień. Dlatego nie robię zakupów na tydzień produktów szybko psujących się. Jak wypadnie dzień kiedy przez moje mieszkanie przewinie się 7-ro lub więcej obcych dzieci + moje własne 3 sztuki to jedzenie znika z lodówki w tempie błyskawicznym.
      • anna_sla Re: wielodzietność i żywienie ;-) 25.11.10, 20:25
        acha no właśnie, mam pod opieką i niemowlę i dziecko ze skazą białkową, potrzebują innej diety, więc muszę posiłki albo pośrodkować albo robić po dwa-trzy. Jeszcze do niedawna miałam dwójkę dzieci, z których jedno lubiło wyłącznie zupy, a drugie wyłącznie drugie dania i to mięsne i najlepiej bez ziemniaków.
    • mamabasia Re: wielodzietność i żywienie ;-) 26.11.10, 17:47
      Nie robie odległych planów. Ostatnio kupuję na bieżąco po drodze z pracy. W zamrażarce mam zawsze awaryjne mięso do spagetti czy pierogi.
      • andaba Re: wielodzietność i żywienie ;-) 27.11.10, 16:39
        O tak, zywienie ośmiu osób jest nieco upierdliwe. Ja lubie gotować i potrafię, mam czas, bo nie pracuję, problemy sa dwa: co i za co. Czyli wymyślić co ugotować i ugotować tanio.

        Mam o tyle dobrze, że mamy swoją mąkę, ziemniaki i jarzyny (te ostatnie mniej więcej do stycznia, potem sie kończą lub gniją), więc zawsze coś się da ugotować, nawet jak się wydaje, że wszystko wyżarte. Marzy mi sie zamrażarka potężna, bo na razie świniaka muszę przerabiać do słoików plus wędzonka.

        Mniej więcej raz w miesiącu jeździmy na większe zakupy do marketu, poza tym codziennie chodze do sklepu, ale to juz są drobiazgi, głównie nabiał, wedliny. Chleb przewaznie piekę sama, sama robie makaron (choć ostatnio rzadziej, w realu można kupić dosłownie za grosze, a nawet nie jest najgorszy). Jajka kupuję na placu, ale w ilościach hurtowych, po 150 sztuk, żeby wciąż nie jeździć. nie wiem na co te jajka ida, bo samych nikt nie je, do obiadu rzadko, jajecznicę raz na kwartał robię. Chyba do wypieków, bo piekę kilka razy w tygodniu, niby nic wielkiego, ale to ciasto, to racuchy, to naleśniki i jajka wychodzą błyskawicznie.


        Ale nigdy nie planuję na zaś, np, żeby się żur ukisił muszę go kilka dni wczesniej "zaplanować", ale z reguły wymyślam z dnia na dzień. Czasem dopiero po zakupach , w zależności co się uda kupić - chodzę do osiedlowego sklepiku, gdzie przywożą 10 nóżek kurzych i dwa całe kurczaki - czaem sie uda kupić, czasem nie smile
    • judytak Re: wielodzietność i żywienie ;-) 29.11.10, 14:09
      z gotowaniem na kilka dni jest tak, że jeśli się udało, to i tak nic nie zostanie, a jeśli się nie udało, to bedzie stało w lodówce póki się nie zepsuje ;o)

      natomiast ciasto u nas piecze córka, zaczynała, jak miała lat 9 ;oP

      duże zakupy w sobotę, i syndrom pustej lodówki najpóźniej od czwartku...
      (na codzienne zakupy szkoda mi czasu, dzieci owszem kupują, ale raczej tylko podstawowe rzeczy, chleb, mleko)

      w ogóle to teraz mam luz kompletny,
      dzieci jedzą w szkole / przedszkolu / u babci
      niedzielne obiadki u babci sa obowiazkiem
      a ja jem co znajdę ;o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • tamcia35 Re: wielodzietność i żywienie ;-) 29.11.10, 15:00
        Judytak- zazdroszczę big_grin
        nie mam blisko ani babci ani nikogo kto by nas na obiadki zapraszał, mało tego , jak już coś to do nas przyjeżdżają na wyżerkę wink
        Matka -Polka ,trzech synów,córeczka,i cała reszta smile
Pełna wersja