za późno?...

17.01.11, 17:09
Czy myślicie, że 43letnia kobieta może coś zmienic wswoim życiu? Kobieta, która nie ma wykształcenia (w papierach, bo w praktyce studiowała), w zasadzie nie pracowała na "poważnie", do tej pory siedząc w domu z dziećmi? Mam takiego doła, że nawet pisac o tym nie umiem...
    • eps Re: za późno?... 17.01.11, 17:38
      Wg mnie dopóki "wieka trumny" nie zamykają to można i trzeba próbować zmian w życiu wink
      niektórzy całkiem zmieniają zawód i tez zaczynają od początku.
      oczywiście nie uda Ci sie rozpocząć od kierowniczego stanowiska bo początki sa trudne ale sie udaje. Moja mama siedziała z dziećmi do 45 roku życia i zaczynała na rynku pracy od początku. Teraz nadal pracuje a ma juz ponad 55 lat.
      • sli-maczek Re: za późno?... 17.01.11, 17:56
        No ciezko liczyc na to, ze ktos Cie przyjmie bez doswiadczenia kompletnie w tym wieku.Ale...ale...rozne sa sytuacje, roznych umiejetnosci ludzie potrzebuja. Po prostu zacznij probwac.Rozgladac sie,podpytywac.Mozna - ZAWSZE.Jedynie moze byc trudniej zaczac
    • magdak_1977 Re: za późno?... 17.01.11, 18:36
      Maman, spokojnie, wychowyjesz dzieci, to przeciez praca i to nie byle jaka. Moja mama w weiku 48 lat musiala sie przekwalifikowac zupelnie z racji liwidacji zakladu pracy, skonczyla kolejne studia i teraz jest cenionym pracownikiem w nowym zawodzie, ma 55 lat, pracuje i bedzie pracowac jeszcze dlugosmile

      Ja, oprocz epizodow jeszcze podczas studiow, tez siedze z dziecmi w domu i czuje, ze tak na razie trzeba. Moj maz, po tych samych studiach, robi blyskotliwa kariere i czasem mi przykro, jak mysle, ze tak bym tez mogla. Ale juz po chwili przekonuje sie, ze jestem niezbedna moim dzieciom i humor sie poprawia. na szczescie on docenia moja prace, to bardzo wazne dla kobiety - kury domowej.

      Pozdrawiam, trzymaj sie, w ciazy rozne humory sie czlowieka imaja, wiem cos o tymsmile


      m.
      • czesiula Re: za późno?... 18.01.11, 14:08
        Długo nie pracowałam, dzieci rosły i urosły...Studia, które ukończyłam straciły aktualność. Musiałam sie przekwalifikowac, jakaś podyplomówka, jakies studium, troche kursów i szkoleń i pracuję już 16 lat...Do emerytury jeszcze trochę...I dobrze...Uda Ci się, jeszcze możesz się uczyćsmile))
    • wysokieobcasy7 Re: za późno?... 17.01.11, 21:18
      oczywiscie ze mozna a nawet trzeba jesli tak czujesz. zacznij jakies studia zaoczne/ wieczorowe i akurat za 2-3 lata bedziesz gotowa...
    • kasia_stu Re: za późno?... 18.01.11, 09:27
      Możnasmile tylko trzeba chcieć smile moja ciotka w wieku 45 lat rozpoczęła studia prawnicze, skończyła je z wyróżnieniem i została wójtem smile jest moim wzoremsmile
      • kasia0606 Re: za późno?... 18.01.11, 09:57
        Jestem w podobnej sytuacji. Co prawda w czerwcu skoncze 40 lat ale do tej pory praktycznie przepracowalam 5 lat i to w roznych firmachsmile Tez mam skonczone studia i dobry zawod, jestem ksiegowa, ale od 5 lat mieszkam za granica. Na razie moja znajomosc jezyka jest na poziomie komunikatywnym u lekarza i sklepiebig_grin Potrzebuje jeszcze intensywnych kursow i opanowania jezyka zwodowego. Mysle, ze to co najmniej 2 lata. I dopiero wtedy bede mogla zaczac myslec o jakiejs pracy. A ze w domu mam niespelna 3, a wlasciwie to 2l i 2m-c, corke to jak sie uda od wrzesnia z przedszkolem to dopiero wtedy bede mogla "wziac sie" za siebie. Ale to takie patykiem na wodzie pisane. I wiesz ja nie mysle, ze bedzie za pozno. Jak jest duzo checi a malo mozliwosci to podobno wszystko mozna. Wiara w sukces to gwarancja co najmniej polowy tego sukcesu! Ja wierze, ze mi sie udasmile Ze jeszcze bede z westchnieniem tesknoty wspominac te czasy w domu, w pizamie o 9h53 z ciastem i kawa przed komputeremsmile
        Glowa do gory! Kobiety to takie zjawiska, ktore swoja determinacja potrafia realizowac nawet najbardziej niedoscignione marzeniasmile
        Sciskam Cie mocno!
        • maman3 Re: za późno?... 18.01.11, 10:34
          Dziękuję, dziewczyny, przykłady kobiet nie do pobicia smile, tylko czy przy małych dzieciach człowiek da radę? Boję się, że zacznę i nie skończę, że tylko wyrzucę kasę i narażę wszystkich na stres. Trochę patowa sytuacja- nie mam tak naprawdę nikogo, kto przejąłby część obowiązków, nawet pomoc się nie sprawdziła sad. Nie mówiąc o tym, że tak bardzo się gdzieś zgubiłam, że nawet nie potrafię dojść do tego, co chciałabym robić w życiu. Kiedyś depresja zabrała mi ponad 5 lat życia-to był istotny etap-końcówka studiów, szukanie pracy. Walczyłam z tym wszystkim sama, nie pomogła mi rodzina (kiedy teraz na to patrzę, nie rozumiem, jak mogli byc tak obojętni). Wszystko się w moim zyciu przesunęło- późno zostałam matką, moje dzieci nie sa "podchowane", to dopiero podstawówka w całej rozciągłości, plus przedszkolak, plus maleństwo, które przyjdzie na świat. Chyba podświadomie znalazłam sobie zawód- rodzenie dzieci wink. Gdybym miała mały margines naoddech, pewno nie widziałabym problemu,ale ja od 11 lat siedzę w domu z dziećmi-nie ma czegoś takiego, jak mój czas wolny-zdaję się sobie sprawe z tego, że skoro mój mąż musi utrzymywac liczna rodzine-i radzi sobie z tym świetnie-to ja też muszę sie poświęcić. Tylko, że mi już siada psychika...Jestem obowiązkowa, zresztą same wiecie, jak ważne jest przy takiej ekipie zorganizowanie i porządek, dbam o dom, o siebie (nikt by we mnie nie zauważył zmęczonej matki-Polki), o rozwój i zabawy dzieci-i nagle wszystko jest oczywiste-tak ma byc, to jest łatwe-o co mi chodzi??? Ostatnio-pogorączce świątecznej plus ciąża-"wyciągnęłam" wtyczkę. Dwa dni nie podnosiłam, co towarzystwo rzuciło, nie sprzątałam, co zostawiło, zmywarkę zostawiłam dzieciom, kolacje, sniadania-obecnemu w domu tatusiowi. Efekt-sajgon, moje deprecha- i nikt tego nie będzie umiał posprzatać, tylko ja. Do tego zapchana zmywarka uncertain.Nie wychowam męża, który niby rozumie, jaką pracę wykonuję, ale w praktyce to g... prawda. Mam żal, bo koleżanek nie miałam kiedy zdobyć (od kiedy mamy dzieci, mieszkam poza miejscowością rodzinną), rodzina ma mnie serdecznie gdzieś, nie mam gdzie wyjść, nawet wtedy, gdy mój mąż mówi-idź gdzieś, ja pobędę z dziećmi (zdaża się to dwa razy w roku, po moim wulkanicznym wybuchu). Doskonale wie, że nie mam z kim/gdzie pójść. Ale elaborat mi wyszedł smile. Ponoć mamy to, co chcemy... Wszystko zależy od nas samych... Wiem, że tak jest, wybaczcie moje wynurzenia, musiałam sobie ulżyć, widać za mało mam siły, żeby coś zmienić w swoim życiu. Ale żal mam olbrzymi, głownie do moich rodziców, do matki, że zostałam sama w tak ważnym i poważnym momencie życia-to zaważyło na dalszym ciągu...
          • aska1972 Re: za późno?... 18.01.11, 11:34
            Skąd jesteś? Jak masz ochotę pogadać to moje gg 6057856
            • maman3 Re: za późno?... 18.01.11, 16:06
              Asia, jestem Twoją wielbicielką, jakis rok temu znalazłam Ciebie i Twoje zdjęcia i wszystkim o Tobie mówię, jak mnie komplementują, że nie wyglądam na matkę czworga smile. Nie mam gg, założę i się odezwę. W Krakowie bywam smile.
              • aska1972 Re: za późno?... 18.01.11, 21:50
                He he, dajesz czadu wink
                to słuchaj wielbicielko, jak bywasz w Krakowie to zapraszam na kawę.
          • luka06 Re: za późno?... 18.01.11, 11:43
            Rzeczywiście masz doła, który zaburza racjonalne spojrzenie na rzeczywistość. Rodzice mają niewątpliwie duży wpływ na życie swych dzieci i pewnie w wielu przypadkach są odpowiedzialni za to jacy jesteśmy, jak radzimy sobie w życiu. Ale to my jesteśmy głównymi autorami swojego życia. Poza tym zgadzam się z powiedzeniem: Co nas nie zabije to nas wzmocni. Napisałaś, że nie masz wykształcenia, ale to jak ktoś już stwierdził można nadrobić. Licencjat to trzy lata i można to pogodzić z byciem z malutkim dzieckiem w domu (oczywiście przy pomocy męża lub innej osoby). Ja przez 7 lat siedziałam w domu z dwoma fakultetami i też wydawało mi się, że tak będzie zawsze. Dodam, że przeprowadziliśmy się do małej miejscowości (nie miałam i do tej pory nie mam nikogo do pomocy, rodzina mieszka daleko), w której znałam tylko dwie osoby. Kiedy moje dziecko zaczęło chodzić do przedszkola nawiązałam nowe znajomości. Z roku na rok krąg znajomych się poszerzał (co dziecko to nowi rodzice - nowi przyjaciele, znajomi). Z niektórymi organizujemy wspólne imprezy, z innymi planujemy wakacje a jeszcze z innymi organizujemy coroczną imprezę charytatywną. Zaangażowałam się w działalność społeczną, a zaczęło się od rady rodziców w przedszkolu. Znajomości te zaowocowały także znalezieniem pracy. Teraz znowu mam małe dziecko, więc znów nie pracuję, ale już się nie frustruję, tym że nie mogę nic zmienić. Teraz myślę o jakimś własnym interesie. Jeżeli np. w Twojej miejscowości nie ma takiego miejsca to mogłabyś pomyśleć o klubo-kawiarni dla mam z dziećmi. Rejestrując się jako bezrobotna masz szansę na dotację z urzędu pracy na rozpoczęcie własnej działalności w wysokości prawie 20 tys. Poza tym gdybyś poszukała to może znalazłabyś jeszcze jakiś program wspierający w Twojej gminie lub bezpośrednio na stronie funduszy unijnych. Kiedyś sama interesowałam się takim programem dla kobiet 45+. Możesz pogrzebać w internecie i coś znaleźć. Często w takich programach dla kobiet pokrywają koszty pobytu w trakcie szkolenia dla osób zamiejscowych a także zapewniają opiekę dla dzieci. A doświadczenie uważam, że masz ogromne. Bycie w domu z kilkorgiem dzieci to umiejętności logistyczne, mediacyjne, zdolność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków (elastyczność), zarządzanie i wiele wiele innych.
            Pozdrawiam i oddalam się do płaczącego dziecka.
          • ella1976 Re: za późno?... 18.01.11, 11:56
            Jak ja Cię rozumiem mimo że niedługo kończę 35 lat mam dokładnie ten sam dylemat. Od 10 lat z dziećmi w domu, dwa miesiące po magisterce urodziłam pierwsze dziecko
            ....
            I właśnie w tym momencie musiałam przerwać pisanie bo dostałam telefon i wiecie co, kto wie czy właśnie ten telefon nie zmieni mojego życia smile pół roku temu starałam się o dotację ale zabrakło mi 4 punktów do wymaganego minimum żeby zakwalifikować się do programu. Ale okazało się że zzorganizowali drugą turę i zapraszają mnie na szkolenia z możliwością ubiegania się o dotację. Na razie jestem w ciężkim szoku.
            Ale jak widać życie pisze własne scenariusze i to co jeszcze pięć minut wcześniej wydawało się kompletną abstrakcją staje się rzeczywistością czego i Tobie życzę!
            • maman3 Re: za późno?... 18.01.11, 16:30
              Zgadzam się z tym, co piszecie, muszę nauczyć się asertywności jeśli chodzi o egzekwowanie obietnic mi danych-bo to jest potrzebne, żeby móc podjąć się jakichkolwiek zobowiązań szkolnych. Co do żalu do moich rodziców-ma on, niestety, dwa końce- po pierwsze-uważam, że zrobili mi wiele złego-i mówię to z perspekytywy matki, bo teraz to widzę coraz wyraźniej. Dawno temu problemu nie dostrzegałam w ten sposób, w zasadzie pretensje miałam tylko do siebie. Teraz, jako matka, dziwię się, jak mogli tak postepować, zniszczyli moje marzenia, nie pomagali wykorzystać możliwości- nie dostawałam pieniędzy, a były to czasy, kiedy studenci pracy nie mogli sobie załatwić ot tak, zwłaszcza studiujący dziennie. Bagatelizowane było to, że nie miałam podręczników, bo mogłam wg nich dojeżdżać do czytelni z akademika i cały czas tam siedzieć (kichałam po 15 minutach-silna alergia na kurz). To jest drugi koniec kija- boję się, że coś przegapię u moich dzieci, że coś zaniedbam-i cały czas poświęcam im, o sobie nie myśląc (do czasu,jak widać). Ten żal do rodziców to nie jest zrzucanie na nich winy za wszystko (tak wygląda, bo piszę w wielkim skrócie), wiem, że za mało we mnie determinacji. Dziękuję za odpowiedzi, dają nadzieję smile.
          • maman3 Re: za późno?... 18.01.11, 16:07
            miało być- zdarza się...
    • mamatroojki Re: za późno?... 19.01.11, 11:10
      Maman, ja też miałam podobne rozterki, może to hormony nam takie psikusy fundują smile) Teraz gdy mój najmłodszy smyk skończył 13 miesięcy, od 3 miesięcy go nie karmię wszystko wraca do normy. Ja też przeprowadziłam się do nowego miasta, na dodatek zupełnie nie w moich stronach, na początku wychodziłam z małą córcią, na 2-3 godzinne wycieczki rowerowe, spacery nad Wartą, wypady do Zoo do Poznania itp. Bardzo mi to poprawiało samopoczucie. Pracę po macierzyńskim miałam małoambitną, administracyjną, ale poznałam nowych ludzi, miałam czas jeździć z córcią raz w tygodniu na basen, a po niespełna 2 latach poprosiłam o zmianę stanowiska i to był strzał w dziesiątkę. Dodam jeszcze, że w ubiegłym roku mój mąż zatrudnił kobitkę ok. 50-tki, jest bardzo zadowolony, doszedł do wniosku, że osoby z pewnym bagażem doświadczeń mają sprecyzowane, ale nie wygórowane oczekiwania, lepiej budują relacje z pozostałymi członkami zespołu i generalnie podchodzą do spraw z dystansem. Twój wiek i doświadczenie z logistyką domową mogą być Twoim silnym atutem. Pozdrawiam Cię serdecznie smile)
      • tamcia35 Re: za późno?... 19.01.11, 11:48
        Kobieto smile
        oczywiście że trzeba iść do przodu, start i tak masz o niebo lepszy niż ja bo ja mam tylko wykształcenie zawodowe, obiecywałam sobie że zrobię maturę przed najstarszym synem ale nic z tego uncertain , ale w tej chwili i ja startuje od zera, za tydzień ruszam na kurs prawa jazdy, potem rejestruję się w UP , może zmiana kwalifikacji, jakiś kurs, marzy mi się jakaś maleńka jednoosobowa firma , w ostateczności etat. Z rynku pracy wypadłam 11 la temu, jak urodziłam 3 dziecko, potem od 2002 roku do 2010 siedziałam w domu opiekując się obłożnie chorą babcią z którą byłam praktycznie 24/24 godziny przez 8 lat , aż dziw że jeszcze nie zwariowałam, uwierz, opieka nad 10 maluchów jest mniej obciążająca psychicznie i fizycznie niż nad jedną obłożnie chorą , umierającą osobą sad
        Bilans mój jest taki że nawet nie stałam w miejscu przez te wszystkie lata ale cofałam się w tył ...
        teraz zamierzam wziąć rozpęd, dostałam takiego kopa w d... sad ze nie mam innego wyjścia jak wziąć się z siebie ,
        cytując mamę mej koleżanki z innego forum "Kroczem do przodu " i damy radę , kobiety smile
    • jaga68 Re: za późno?... 19.01.11, 20:57
      Może zmienić, jak najbardziej smile.
      Znam dziewczynę, która odeszła z życia zawodowego w epoce "kamienia łupanego". Wróciła po dziewięciu latach do ery komputerów i telefonów komórkowych smile ( o których obsłudze miała blade pojęcie ). Zmieniła zawód, kończy studia, dopracowała się kierowniczego stanowiska, znowu zmieniła zawód i idzie do przodu jak burza ( marzą się jej studia doktoranckie i własna firma smile).
      Co do rodziców. Przeczytałam kiedyś zdanie, że każdy rodzic popełnia błędy, ale też prawie każdy to co robi, stara się wykonać jak najlepiej. I że dobrze by było, żeby zadać sobie pytanie, czy te nasze opinie o relacjach z rodzicami nam służą, czy nie. Jeżeli nie, to po prosto trzeba sobie powiedzieć "zrobili co mogli, więcej do tego nie wracam" . Kropka.
      Rodzina. Niestety rodzinie od lat przyzwyczajonej do pełnej obsługi trzeba postawić granice i "wywalczyć" pole dla siebie. To baaardzo trudne, ale my matki też mamy prawo do własnej przestrzeni smile. Nie powiem Ci jak, bo sama się właśnie tego uczę ( właśnie też usiłuję wrócić do życia zawodowego po latach smile). Może dziewczyny podpowiedzą ?
      Koleżanki. Tak jak pisały dziewczyny poszukaj bratniej duszy wśród rodziców koleżanek/kolegów twoich dzieci. Mnie ten "patent" bardzo się sprawdził smile.
      Rozpisałam się uncertain. Ogólnie nie daj się, dasz radę ! smile. Jak sobie dajesz radę z czwórką dzieci, to z wszystkim sobie poradzisz. Powodzenia smile.
    • tamcia35 Re: za późno?... 20.01.11, 07:06
      U mnie też trudno będzie odzwyczaić ferajnę od tego ze już nie ma mnie w domu 24 godziny ... planuję rozpisać plan i powiesić np w kuchni wink
      • sunny_34 Re: za późno?... 21.01.11, 20:49
        U mnie nie było problemu z odzwyczajeniem rodziny że nagle nie będzie mnie 24 godziny na dobę - choć tego się obawiałam. Mąż super poradził sobie z Chłopcami, poprawiły się relacje między nimi, nie "podrzucał " dzieci Babci - ja w tym czasie zrobiłam studia podyplomowe, zdałam państwowy egzamin, wcześniej był jeszcze kurs ( dość ścisła dla mnie tematyka) i gotowa do dzialania- ... zaszłam w ciążę...
        Co mi to dało? Poza tym, że trochę przesunie się czas rozpoczęcia mojej aktywności, mam większą pewność siebie , udowodniłam sobie, że mogę.

        Nie czytałam tego, ale opis jest właśnie taki - w temacie.
        www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka.php?ID=2157&PHPSESSID=af50d0cd6eec17b19bcce17ef33e00be
        pani Ewa Woydyłło studia zaczęła bodajże w wieku 45lat. Rewelacja.
    • salomea_ Re: za późno?... 21.01.11, 20:21
      Myślę, że jest wiele sposobów na pracę - jak Ci zależy, to na pewno sobie poradzisz. Najpierw próbuj zdobyć taką prace, jaką wykonywałabyś z przyjemnością; jak się nie uda, to dopiero próbuj innych rzeczy.
    • alinaw1 Re: za późno?... 17.02.11, 21:16
      Każdy może zmienić coś w swoim życiu- i 20-latka i 70-latka. Czy chodzi tylko o pracę?
      Skończyłam 43 lata. Miałam dawno temu świetną pracę w gazecie, 2 fakultety, podróżowalam po świecie itd ale ZMIENIŁAM coś w swym życiu i jestem tzw. kurą domową. Każdy coś może zmienić. Ja zmieniłam...
      • maman3 Re: za późno?... 17.02.11, 22:20
        No, tak, ale w tę stronę chyba łatwiej... Bez złośliwości to piszę.
Pełna wersja