Kazałam mu się wyprowadzić....

21.03.11, 13:26
Pisze bo chce sie wyżalic,po prostu tego potrzebuję sad.Kiedys juz pisalam na jego temat na innym forum.
Chodzi o mojego syna,nie bede sie tu rozpisywac o wszystkich problemach,ktore z nim mialam i mam bo ksiażkę musiałabym napisac,nie post.W skrócie;nie skonczył gimnazjum(tylko 2 klasy,druga powterzał),uciekał z domu,kradł(okradał nas oraz najblizsza rodzinę).Nie pomagaly zadne prosby,tlumaczenia,rozmowy,terapie u psychologów po prostu nic.W koncu na terapii wyladawalam ja bo byłam bliska zalamania nerwowego.Kiedy skończyl 18 lat co rusz wyprowadzał sie z domu,bez słowa(do kolegi,który mieszkał sam),a jak mu sie odwidzialo mieszkanie z kolega jak gdyby nigdy nic wracal do domu.Taka sytuacja powtarzała się kilka razy.Najgorsze bylo to,ze nie utrzymywał wtedy z nami zadnych kontaktow,na ulicy omijal,a po kilku m-cach potrafil napisac sms-a;za chwile będę w domu.W tym czasie(kiedy mieszkal u kolegi)dorobił sie wyroku w zawieszeniu za paserstwo,mial tez kilka innych zarzutów,ale sprawy umorzono.Byly tez dopalacze i narkotyki(trawka).Na szczęscie odkad wrócil do domu nie bierze.Po ostatnim zatrzymaniu przez policje wrócil do domu z podkulownym ogonem bo nagle wszyscy koledzy(a mial ich sporo bo nalezy do bardzo towarzyskich ludzi)odwrócili sie od niego(ponoc cos tam na nich powiedział na policji jak go przesluchiwali).Nagle okazało sie,ze nie Ci wszyscy wspaniali koledzy,sa jego najgorszymi wrogami,chca go bic itd.Troche sie uspokoil,jedynym kolega,z ktorym utrzymywał kontakt byl sasiad.Zdarzylo sie kilka razy,że tak popili,że wracal do domu w srodku nocy,kompletnie pijany.Potem z sasiadem urwaly sie kontakty bo po pijanemu podpalil mu kontakt od dzwonka.W tym czasie postawilam ultimatum;albo sie uspokoi,albo bedzie musiał sie wyprowadzic,druga opcja to terapia w osrodku uzaleznien(osrodek zamkniety),bo w/g psychologa,który zalecił terapie tylko taka terapia w jego przypadku ma sens.Znow bylo troche spokoju.W ostatni piatek nie wrocil na noc do domu,z soboty na niedziele tez go nie bylo.Biłam sie z myslami;kolejny numer w jego wydaniu czy moze cos sie stalo.Obdzwonilam szpitale,pogotowie,dzwoniłam do firmy w ktorej dorywczo pracuje(roznosi ulotki) i nic.Nie bede pisac co przezywałam bo chyba mozna sie domyslic;oczyma wyobraxni widzialam najgorsze rzeczy,śnily mi ie koszmary,jak juz udalo mi sie w nocy zasnac.Wrócil wczoraj wieczorem po prawie 3 dniach nieobecnosci.Stwierdził jakgdyby nigdy nic,ze byl u kolegi,a nie zadzwonil bo nie mial z czego(jakis czas temu po pijaku zgubil tel).To mialo byc wytlumaczenie 20-latka.Dodam,ze firma,w której pracuje znajduje sie blisko naszego domu,mogł po pracy podejśc i powiedziec,że spędzi kilka dni u kolegi.
Po raz kolejny i ostateczny uswiadomilam sobie,że nie mam co liczyc na poprawę jego zachowania,on sie nie zmieni.Postawiłam ultimatum;ma czas na wyprowadzke do konca kwietnia lub jedzie na terapie do osrodka(mam adres od psychologa),potrzebne jest tylko skierowanie,ale z tym nie bedzie wiekszego problemu.
Dawałam tysiace szans-nie skorzystał z zadnej.Poprawa jesli jest,nastepuje na chwile,az do nastepnego wyskoku.Nie mam juz sily tak zyc.Zaczynac kazdego dnia od zamartwiania sie co dzisiaj sie wydarzy z jego strony.Swiat kreci sie wokol niego i problemow z nim zwiazanych.Mam jeszcze dwoje mlodszych dzieci,ktorym nie poświęcam tyle uwagi ile powinnam bo ciagle9od kilku dobrych lat)najbardziej skupiam sie na nim.Na cale szczescie z mlodszymi nie mam zadnych problemow.Latami zastanawiałam sie co jest nie tak i nie umiałam tego poskładac w calosc.nie moglam zrozumiec jak mozna wogole nie wyciągac wnoskow z popelnianych bledów,do jakiego stopnia mozna nie liczyc sie z innymi,nie miec zadnych wyrzutów sumienia itd.Wszystko stalo sie jasne kiedy przeczytalam definicje sosjopaty,a psycholog potwierdzil moje obawy.Charakterystyka pasuje do mojego syna jak ulal poza jednym punktem,że jest typem samotnika.Mój syn jest bardzo towarzyski,wrecz nie umie zyc bez kolegow,bardzo latwo nawiazuje kontakty.
Jest mi bardzo trudno w tej sytuacji,ciagle na nowo to wszystko przezywam,analizuje itd.Dalabym wiele aby wreszcie cos drgnęlo,żeby zaczal logicznie myslec,skończył szkołe,przestał pakowac się w coraz to nowe klopoty.Ciagle zastanawiam sie czy dobrze zrobilam stawiajac mu to ultimatum choc psychoog tez podpowiadał takie rozwiazanie.Wiem,ze nie ma innego wyjscia,jesli nie postawilabym sparawy na ostrzu noza to nigdy sie nie skonczy.Całe zycie będzie zył jak niebieski ptak siedzac nam na karku,a my bedziemy każdego dnia zamartwiac się co tez dzis za numer odkreci.Tak po prostu nie da się zyc sad.
    • mama.rozy Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 15:25
      a dlaczego ma termin do końca kwietnia,a nie na już?
      to brutalna taktyka,ale chyba sam widzisz,że tu nie ma miejsca na ugody,pójście ne rękę,zaufanie.
      czasem trzeba kims mocna trzepnąc o ziemię,bo tylko wtedy można pomóc
      według mnie to i tak późno-nie wiem,czy jako pełnoletni nie musi wyrazic zgody na leczenie
      a co z obowiązkiem szkolnym?dlaczego nikt nie skierował go do przymusowej nauki,chociażby w ośrodku poprawczym?
      nie wiem,czy jesteś w stanie się na to zdobyc,ale zrób coś teraz,już,zaraz.
      nie czekaj,aż strach i bezsilnosc Cie zniszczą
      • maman3 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 17:29
        Rozumiem, że najbardziej dobija Cię to, że obwiniasz siebie... Że będziesz sie czuć za niego odpowiedzialna, mimo jego 20, 30, 40 lat...Matki tak mają, ale nie wszystko od nas zależy, każdy w końcu staje się dorosły i wyciąga wnioski. Nie wiem, na czym polega natura socjopaty-czy można coś z tym fantem zrobić? Postaraj się siebie rozgrzeszyć z tego, co nie jest Twoją winą-trzymam kciuki i ściskam.
        • marina2 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 18:21
          wiesz mam przyjaciela,którego córka adoptowana jako 5 latka jest borderline.widziałam latami przez co przechodzili.przeszli ostrą psychoterapię i jakoś się pogodzili z tym,ze ich dziecko WYBRAŁO życie bez zasad.Twój syn jest jaki jest ,bo tak wybiera.Po ludzku zrób wszystko-chyba już zrobiłaś,ale NIE POZWALAJ krzywdzić innych dzieci i siebie
          • mokatato1405 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 20:02
            Dzieki za slowa otuchy.Tak jest dokładnie jak piszecie;ciagle obwiniam sie za to,że są problemy z synem.Miliony razy analizowalam gdzie i jakie bledy popełniłam,to min.dlatego potrzebna mi byla terapia,poniewaz zzerało mnie poczucie winy.Psycholog pomógl mi zrozumieć,ze duza rolę odgrywa charakter.Błędy z mojej strony napewno były,ale jedno wiem napewno,ze nigdy nie zaniedbywalam swoich obowiazków jako rodzic,nie brakowało mu z mojej strony uwagi,przez długi czas mielismy ze soba dobry kontakt.Problemy zaczeły sie wraz z wagarami,a potem juz całkowita absencja w szkole(to bylo powodem,że jej nie uończyl,bo jest zdolny i moglby bez problemu skonczyc szkole,gdyby tylko chciał).Co do obowiązku szkolnego to oczywiscie istnieje,ale z tego powodu nie funduja mlodemu czlowiekowi ośrodka szkolno-wychowawczego.To tylko wszystko pieknie wygląda w TV,lub gazetach.W rzeczywistości za wagary najpierw miał dozór wydzialu nieletnich w najblizszym komisariacie policji.To nie poskutkowalo więc dostał dozór kuratora,ktory pojawial sie srednio raz na dwa m-ce po to,zeby sporzadzic raport.Sam stwierdzil,ze nie jestesmy rodzina patologiczna i on nie bardzo ma co tu robic,a ze syn jest "niesforny"-takiego okreslenia uzyl,to nalezy miec nadzieje,że z tego wyrosnie.Nie wyrósł.
            Co do definicji socjopaty to wystarczy wpisac w wyszukiwarke.W skrócie moge napisac,że jest osoba,która nie przestrzega zadnych zasad obowiązujacych w danym spoleczenstwie,nie ma poczucia winy,wykorzystuje innych do wlasnych celów,doskonale potrafi manipulowac ludźmi,nie wyciaga zadnych wnioskow itd.
            Dziekuje i pozdrawiam.
            • eps Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 20:34
              napiszę moze trochę nie fajnie ale wg mnie w zachowaniu syna też jest sporo Twoje winy niestety. Niechciane zachowania nalezy uciąc szybko i skutecznie. Co to ma być ze wraca do domu jak do hotelu? Rozumie ze z Twojej strony to Ty dawałas mu szanę a z jego to ma miejsce że jak mu sie jego plany nie ułożą (do których WY kompletnie nie pasujecie) to wraca. Stanie na nogi i znów rusza w trasę. ale co było nie ma co rozpamiętywać. ja bym ucieła krótko. powiedziałabym że ma się ustatkować albo ma się wyprowadzić i to z końcem marca!
              do tego wystarczy jeden skok w bok, nie odmeldowanie się wieczorem i rano nie ma powrotu - zamki zmienione i już). na 100% jeśli się zgodzi na Twoje warunki sprawdzi ich skuteczność czyli do domu kiedyś nie wróci ale wteyd trzeba bedzie dotrzymać danego slowa i zamki zmienić.
              Kiedys czytałam fajną książkę "Kiedy pozwolić?Kiedy zabronić?" tam były fajne sposoby na utemperowanie nastolatka. i bylo tez napisane że taki obywatel bedzie sprawdzał czy granice nadal obowiązują, bo u Ciebie - niestety - nie ma żadnych granic tylko czcze gadanie.
              bardzo współczuje sad
              • donkaczka Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 21:44
                oj nie wiem, moj brat byl taki, jak w koncu sie z domu wyprowadzil, to robil numery na wieksza skale, madry chlopak a w zyciu sie zaplatal
                od dwoch lat nie wiem co sie z nim dzieje, zniknal z powierzchni ziemi...
              • mali-nki Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 21:44
                zycze ci duzej sily aby byc konsekwentna. Jak mu postawilas to ultimatum to musisz koniecznie ten zamiar zrealizowac. Tak to bedziecie sie bawic w kotka i myszke do konca zycia. Co na to ojeciec?
                • maman3 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 21.03.11, 21:50
                  Już doczytałam, czym się charakteryzuje postawa socjopaty-ciężka sprawa... pozostaje tylko kochać i liczyć na cud ...może sam będzie miał moment, kiedy zechce się udać do psychoterapeuty.
                  • mokatato1405 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 11:21
                    Masz racje to napewno po czesci moja wina,nie bylam konsekwentna.Ciagle dawałam nowe szanse bo myslałam,ze sie zmieni.Jak pisalam doskonale potrafi manipulowac,po kolejnych wyskokakach przez jakis czas jest chodzacym ideałem,a ja w swojej matczynej naiwnosci wierzyłam,że wreszcie sie zmienił.Teraz juz nie wierze,widzę to jasno,że on sie "zmienia" do kolejnego wyskoku.Co do wystawienia za drzwi to wiem,ze to jedyne rozwiazanie bo nie możemy tak dłuzej zyc.Zdaje sobie jednak sprawe,że skutki moze miec dwojakie;albo wreszcie sie otrzasnie,albo,jak ktos pisal spadnie na dno.Jak juz wspominałam kiedy mieszkał z kolegą to tylko napytał sobie wiekszej biedy;uzywki,wyrok itd.
                    Jeszcze co do socjopatycznej natury to z jednej strony czuje ulge,że wreszcie dowiedzialam się co jest grane bo długi czas bylo to dla mnie kompletnie nie zrozumiale,z drugiej zas nie jest pocieszajacy fakt,że terapia nie przynosi jakichs wielkich rezultatów.Zdania sa co prawda podzielone,ale raczej tak do konca to wyleczyc sie tego nie da.Pozdrawiam i dziekuje za zrozumienie.
    • anna_sla Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 11:56
      współczuję i już się boję przyszłości sad
      • blizniaki14 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 20:40
        podobnie współczuję bardzo, jednak prawdą jest "małe dzieci mały kłopot, duże..." sad
        też się nie raz boję jak to będzie w przyszłości, mimo,że teraz jest super ...ehhhhh
    • lynette Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 15:30
      Bardzo współczuję, to jest straszne, gdy dziecko, które kochamy nad życie niszczy życie nasze i swoje. Ja mam dziewięcioletniego chłopca. Mamy z nim duże problemy wychowawcze. Bardzo często brakuje mi sił i motywacji do pracy z nim. Zasięgaliśmy porady wielu osób: psychologów, terapeutów, neurologów, nawet dietetyków. Na dłuższą metę nie działa nic. Książkę o stawianiu granic znam, staramy się stosować podawane w niej metody, ale uwierzcie mi, ciężko być spokojnym i opanowanym kiedy własne dziecko straszy cię policją. Są w naszym życiu okresy spokojne i bardzo złe. Mam troje dzieci i to młodsza dwójka przywraca mi wiarę w to, że macierzyństwo może być piękne. Cieszę się, że są, choć bardzo cierpią przez zachowanie swojego brata. Często pytają: dlaczego on jest taki, dlaczego nas wyzywa i bije? Trudno odpowiadać. Wiem że tak naprawdę prawdziwe kłopoty dopiero przed nami. Teraz możemy mu w ramach konsekwencji zabronić grać na komputerze, odesłać do pokoju, ale za chwilę po prostu trzaśnie drzwiami i będzie miał w nosie nasze kary. Boję się, że gdy będzie starszy wpakuje się w prawdziwe kłopoty. Jest bardzo podatny na wpływ innych. Wystarczy, że ktoś podda jakiś głupi pomysł, a on idzie w to jak w dym. To straszne, co napiszę, ale przygotowuję się na to, że spośród trójki moich dzieci jedno mogę niestety stracić dla świata i naszej rodziny. Wciąż walczę, wymyślam nowe metody, wyszukuję ludzi, którzy mogą pomóc, ale jestem przygotowana na porażkę.
      Mokatoto, trzymaj się, bądź dobra dla siebie.
      • 5ala Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 04.04.11, 20:03
        Witaj Lynette! Chciałabym sie z Toba skontaktować.
        • lynette 5ala! 05.04.11, 09:37
          Piszę priv.
    • login_znany_moderatorowi_forum Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 16:05
      Trzy spostrzeżenia po przeczytaniu twojego posta.
      Po pierwsze, nie piszesz nic o roli ojca w tym wszystkim. Może to mieć związek z tą całą sytuacją.
      Po drugie, trochę słabo wygląda to ultimatum. Pomijając, że nie jest pierwsze, to były lepsze okazje na takie rozwiązanie. Łatwiej byłoby je wyegzekwować kiedy "wracał z podkulonym ogonem" albo pijany. Nie wiem co dokładnie oznacza trzydniowy pobyt u kolegi i jakie zasady "bycia w domu" ustaliliście, ale w końcu on ma 20 lat. Jeżeli w nic się nie wpakował, to z jego punktu widzenia, po prostu możesz się teraz czepiać. On nie ma teraz wewnętrznego poczucia zagrożenia, które ułatwiłoby decyzję o terapii. OK. powinien zadzwonić, ale sama wiesz jak traktuje twoje uczucia. Dawanie mu półtora miesiąca na zastanowienie jeszcze bardziej osłabia twoje stanowisko. To jest tak odległy termin, że można o nim nie myśleć. Co więcej, w międzyczasie może znowu coś wywinąć. I co wtedy? Kolejne ultimatum? Skoro specjaliści twierdzą, że poskutkować może jedynie terapia w zamkniętym ośrodku, to nie ma co tego odwlekać, łudząc się, że się ocknie. Ale to wszystko już się stało. Ważne teraz będzie jak wyegzekwujesz postawiony warunek. Jeżeli odpuścisz, to każde następne ultimatum będzie mniej skuteczne. To na pewno nie będzie łatwe więc się musisz dobrze przygotować.
      Trzecia sprawa, piszesz o młodszych dzieciach, że nie sprawiają kłopotu. Całe szczęście. Nie wiadomo jednak jak cała sytuacja działa na ich psychikę, a działa na pewno. Mogą tego po sobie nie dawać teraz poznać. Sama piszesz, że poświęcasz im za mało uwagi. Nam się czasem wydaje, że dzieci rozumieją takie stany "wyższej konieczności". Czasami wręcz oszukują, że wszystko jest w porządku, żeby dodatkowo nie obciążać. Ale co się dzieje w środku? Może to właśnie dla nich trzeba dotrzymać ultimatum?
      Życzę dużo sił.
      • verdana Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 19:29
        Czytałam kiedyś bardzo dobry artykuł o braniu przez rodziców nadmiernej odpowiedzialnosci za problemy dzieci i o poczuciu winy, ktore dobrzy rodzice mają, gdy cos nie wyjdzie.
        Autor artykulu twierdził, ze kiedyś funkcjonowało pojecie "czarna owca" - w dobrych, troskliwych rodzinach jedno dziecko schodziło na złą drogę. Rodzice byli wtedy obiektem współczucia, a nie wymowek. teraz uznaje się, że nawet dorosłe dziecko, ktore sprawia klopoty to niezawodnie efekt błędów wychowawczych - rodzice są oskarzani, a nie pocieszani. Tymczasem zazwyczaj jest tak, żegdy pozostałe dzieci nie sprawiają kłopotów, a nie było jakiegos drastycznie innego traktowania jednego dziecka - to wina rodziców jest zerowa. Pech. jak choroba.
        Trzymaj się i nie obwiniaj. Zrobiliscie, jak sadzę, wszystko co bylo mozna. Czasem po prostu nie można nic.
        • sli-maczek Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 22.03.11, 23:48
          To ja moze optymistyczniej. Mam kolege (przyjaciela),ktorego kiedys mama wyrzucila z domu.Bylo dosc podobnie.narkotyki,omijanie szkoly, jak mu sie nie podobalo u mamy to wyprowadzal sie do ojca,bo akurat byli rozwiedzeni. W ktoryms momencie matka nie wytrzymala i wyrzucila go z domu (o ile pamietam po niezdanej maturze).Wstrzasnelo to nim mocno.Ale dzis mowi o tym,ze chyba tego potrzebowal. Rok pozniej zrobil mature,poszedl na studia, ale zawalil od razu,niestety rodzice dowiedzieli sie ostatni...no nie jest super.Ale powiedzial sobie ze bedzie kims i wyuczyl sie fachu (grafika komputerowa),zaparl sie i zaczal robic na tym pieniadze.Wiele razy klal pozniej ze nie zna prawie podstaw matematyki,ktora bylaby mu potrzebna...zawalil wiele.Ale swoimi silami wyrobil sobie zawod.Teraz jest gdzies w swiecie (nie podam szczegolow) i dobrze sobie radzi.Z matka ma dobry kontakt.Taki jaki sie da przy jego pokreceniu,ale nie obwinia jej za tamto.Zrozumial ze musiala to zrobic dla niego.

          Pisze to, bo moze to Cie zmobilizuje do podjecia dzialania.Nie daj sie sciagac na dol psychicznie.Pokaz mu,ze na Twoja milosc tez trzeba sobie zasluzyc i niech idzie w swiat walczyc tak jak chce.Wierz mi, to najlepsze co mozesz teraz dla niego zrobic.
          Pozdrawiam i zycze duzo duzo sily.Musisz byc fajna mama skoro tak wiele emocji w to wkladasz.
          • mokatato1405 Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 23.03.11, 11:58
            Bardzo Wam wszystkim dziekuję za wsparcie.Mnóstwo madrych słów tu padło.To wszystko jest bardzo trudne,moje mysli galopuja ciągle i czasem czuje sie jak w matni.Zadna decyzja nie jest łatwa do podjecia jesli chodzi o wlasne dziecko,człowiek milion razy zastanawia się czy postepuje własciwie,jakie to bedzie mialo skutki itd.Najlepszym rozwiązaniem oczywiscie bylaby terapia,ale on do tej pory nie widział sensu poddania sie jej bo twierdzi,że nie jest nienormalny.Dziekuje i pozdrawiam.
    • bornholmka Re: Kazałam mu się wyprowadzić.... 06.04.11, 09:24
      Doskonale Cie rozumiem.Moj syn w tym roku konczy 20 lat.Na szczescie nie mialam /nie mam z nia takich problemow jak Ty ale...tez bywaly rozne historie.Czasami az ryczalam z bezsilnosci bo z jednej strony jest dorosly, niech sobie radzi ale z drugiej..to nadal moje dziecko.Tez byla wyprowadzka do kolegi , imprezy, zawalenie szkoly.Pozniej chcial wrocic do domu.Powiedzielismy z mezem ze ok ale sa warunki powrotu.Jednym z nich byla szkola, jezeli nie bedzie chodzil wyprowadza sie z domu.Nie interesuje nas jak sobie poradzi.
      Drugim - ze wraca ostatni raz.Czyli jak znowu zachce mu sie zmienic adres to juz nie ma powrotu.
      I wiesz co? Uspokoil sie.Teraz mieszka z dziewczyna 2 km od nas.Chodzi do szkoly.Dobrze mu idzie.Planuje dalsza edukacje, przyszlosc.Wszystko sie poukladalo.
      Musisz byc konsekwentna i Twoja decyzja jest najlepsza jaka moglas podjac.
      Trzymam kciuki.
Pełna wersja