mokatato1405
21.03.11, 13:26
Pisze bo chce sie wyżalic,po prostu tego potrzebuję

.Kiedys juz pisalam na jego temat na innym forum.
Chodzi o mojego syna,nie bede sie tu rozpisywac o wszystkich problemach,ktore z nim mialam i mam bo ksiażkę musiałabym napisac,nie post.W skrócie;nie skonczył gimnazjum(tylko 2 klasy,druga powterzał),uciekał z domu,kradł(okradał nas oraz najblizsza rodzinę).Nie pomagaly zadne prosby,tlumaczenia,rozmowy,terapie u psychologów po prostu nic.W koncu na terapii wyladawalam ja bo byłam bliska zalamania nerwowego.Kiedy skończyl 18 lat co rusz wyprowadzał sie z domu,bez słowa(do kolegi,który mieszkał sam),a jak mu sie odwidzialo mieszkanie z kolega jak gdyby nigdy nic wracal do domu.Taka sytuacja powtarzała się kilka razy.Najgorsze bylo to,ze nie utrzymywał wtedy z nami zadnych kontaktow,na ulicy omijal,a po kilku m-cach potrafil napisac sms-a;za chwile będę w domu.W tym czasie(kiedy mieszkal u kolegi)dorobił sie wyroku w zawieszeniu za paserstwo,mial tez kilka innych zarzutów,ale sprawy umorzono.Byly tez dopalacze i narkotyki(trawka).Na szczęscie odkad wrócil do domu nie bierze.Po ostatnim zatrzymaniu przez policje wrócil do domu z podkulownym ogonem bo nagle wszyscy koledzy(a mial ich sporo bo nalezy do bardzo towarzyskich ludzi)odwrócili sie od niego(ponoc cos tam na nich powiedział na policji jak go przesluchiwali).Nagle okazało sie,ze nie Ci wszyscy wspaniali koledzy,sa jego najgorszymi wrogami,chca go bic itd.Troche sie uspokoil,jedynym kolega,z ktorym utrzymywał kontakt byl sasiad.Zdarzylo sie kilka razy,że tak popili,że wracal do domu w srodku nocy,kompletnie pijany.Potem z sasiadem urwaly sie kontakty bo po pijanemu podpalil mu kontakt od dzwonka.W tym czasie postawilam ultimatum;albo sie uspokoi,albo bedzie musiał sie wyprowadzic,druga opcja to terapia w osrodku uzaleznien(osrodek zamkniety),bo w/g psychologa,który zalecił terapie tylko taka terapia w jego przypadku ma sens.Znow bylo troche spokoju.W ostatni piatek nie wrocil na noc do domu,z soboty na niedziele tez go nie bylo.Biłam sie z myslami;kolejny numer w jego wydaniu czy moze cos sie stalo.Obdzwonilam szpitale,pogotowie,dzwoniłam do firmy w ktorej dorywczo pracuje(roznosi ulotki) i nic.Nie bede pisac co przezywałam bo chyba mozna sie domyslic;oczyma wyobraxni widzialam najgorsze rzeczy,śnily mi ie koszmary,jak juz udalo mi sie w nocy zasnac.Wrócil wczoraj wieczorem po prawie 3 dniach nieobecnosci.Stwierdził jakgdyby nigdy nic,ze byl u kolegi,a nie zadzwonil bo nie mial z czego(jakis czas temu po pijaku zgubil tel).To mialo byc wytlumaczenie 20-latka.Dodam,ze firma,w której pracuje znajduje sie blisko naszego domu,mogł po pracy podejśc i powiedziec,że spędzi kilka dni u kolegi.
Po raz kolejny i ostateczny uswiadomilam sobie,że nie mam co liczyc na poprawę jego zachowania,on sie nie zmieni.Postawiłam ultimatum;ma czas na wyprowadzke do konca kwietnia lub jedzie na terapie do osrodka(mam adres od psychologa),potrzebne jest tylko skierowanie,ale z tym nie bedzie wiekszego problemu.
Dawałam tysiace szans-nie skorzystał z zadnej.Poprawa jesli jest,nastepuje na chwile,az do nastepnego wyskoku.Nie mam juz sily tak zyc.Zaczynac kazdego dnia od zamartwiania sie co dzisiaj sie wydarzy z jego strony.Swiat kreci sie wokol niego i problemow z nim zwiazanych.Mam jeszcze dwoje mlodszych dzieci,ktorym nie poświęcam tyle uwagi ile powinnam bo ciagle9od kilku dobrych lat)najbardziej skupiam sie na nim.Na cale szczescie z mlodszymi nie mam zadnych problemow.Latami zastanawiałam sie co jest nie tak i nie umiałam tego poskładac w calosc.nie moglam zrozumiec jak mozna wogole nie wyciągac wnoskow z popelnianych bledów,do jakiego stopnia mozna nie liczyc sie z innymi,nie miec zadnych wyrzutów sumienia itd.Wszystko stalo sie jasne kiedy przeczytalam definicje sosjopaty,a psycholog potwierdzil moje obawy.Charakterystyka pasuje do mojego syna jak ulal poza jednym punktem,że jest typem samotnika.Mój syn jest bardzo towarzyski,wrecz nie umie zyc bez kolegow,bardzo latwo nawiazuje kontakty.
Jest mi bardzo trudno w tej sytuacji,ciagle na nowo to wszystko przezywam,analizuje itd.Dalabym wiele aby wreszcie cos drgnęlo,żeby zaczal logicznie myslec,skończył szkołe,przestał pakowac się w coraz to nowe klopoty.Ciagle zastanawiam sie czy dobrze zrobilam stawiajac mu to ultimatum choc psychoog tez podpowiadał takie rozwiazanie.Wiem,ze nie ma innego wyjscia,jesli nie postawilabym sparawy na ostrzu noza to nigdy sie nie skonczy.Całe zycie będzie zył jak niebieski ptak siedzac nam na karku,a my bedziemy każdego dnia zamartwiac się co tez dzis za numer odkreci.Tak po prostu nie da się zyc

.