Dzieci "na uwięzi"

22.03.11, 11:10
Coś do poczytania. wiadomosci.onet.pl/waszymzdaniem/60857,dzieci_na_uwiezi,artykul.html
    • jagienka_77 Re: Dzieci "na uwięzi" 22.03.11, 18:06
      Dobry artykuł i piękna puenta. Zgadzam sie w 100%. Osobiście znam takie dzieci z klasy mojego starszaka. Bywa, że ich rodzice wpędzaja człowieka w kompleksy, że jak to, to wasze dziecko nie chodzi na takie i takie zajęcia? No właśnie moje dziecko nie chodzi. Za to ma czas zwyczajnie ponudzić się, odpocząć, powygłupiać z rodzicami i rodzeństwem. Ma czas pogrzebać patykiem w kałuży, przyjrzeć się tyciuteńkim pączkom na żywopłocie i pohuśtać bite półtora godziny, bo to uwielbia. Chodzi na zajęcia sportowe, które oferuje szkoła, ale i na które samo ma ochotę, i nic ponadto. Uważam, że na rozszerzanie wachlarza zajęć dodatkowych przyjdzie jeszcze czas.Tyle, że nie chce mi się z tego tłumaczyć.
      • verdana Re: Dzieci "na uwięzi" 22.03.11, 18:38
        Powiem więcej - takie organizowanie dziecku czasu w zamierzeniu ma je uczynic inteligentniejszym, lepiej radzacym sobie w życiu itd. Nic bardziej mylnego - te zajęcia dają wiedzę i umiejętności, ale zabierają czas na myslenie. Mysli się na "zadany temat" od-do. Zabieraja tez spontaniczność, umiejętność organizowania sobie zajęć, samodzielność i inicjatywę. oczywiście, nie pojedycncze zajęcia, ale zorganizowanie dzieciom zycia od rana do wieczora, żeby spedzały czas "twórczo" i "z pożytkiem".
        Bez czasu absolutnie wolnego o zadnej twórczosci mowy nie ma. Bardziej twórcza i rozwijająca jest zabawa, czy czasem nawet nuda niz totalnie zorganizowany czas.
        • andaba Re: Dzieci "na uwięzi" 22.03.11, 20:09
          Zdecydowanie pocieszające jest, ze ja takich dzieci nawet nie znam. Wszystkie znane mi dzieciaki spedzają czas po szkole na grach komputerowych i gonieniu po polu. w okresie wiosenno-letnio-jesiennym z przewagą tego drugiego.

          Myśle, że tak naprawdę tych dzieci nie ma tak wiele, ale rodzice na świecznikach łatwiej wpadają w oczy redaktorom niż te pospolite szaraczki, które ewentualnie chodzą na SKS i kółko plastyczne do szkoły czy MDK-u.
          • verdana Re: Dzieci "na uwięzi" 22.03.11, 20:37
            Niestety, ja takich dzieci znam bardzo duzo. nawet jedno posiadałam, z tym, ze po roku dziecię zrezygnowało z polowy zajęć , a ten rok uwaza za największy horror w swoim zyciu.
            Teraz moj licealista tez tak ma. Na szczęście przejściowo.
            • jagienka_77 Re: Dzieci "na uwięzi" 22.03.11, 21:28
              Ja też znam takich dzieci sporo i nie wydaje mi się to wydumany temat nakręcony przez autorke art. Co więcej sądzę, że w dzisiejszym świecie takich dzieci/rodzin jest przewazająca ilość. Uważam, że to smutne i ze jako społeczeństwo jeszcze odczujemy negatywne skutki tej tendencji.

              Wrażenie mam tym intensywniejsze, ze z moimi czytamy właśnie do poduszki "Dzieci z Bullerbyn". Chłoną tamten świat jak gąbka wodę, są zachwycone. To tez chyba o czyms świadczy? O geniuszu autorki, ale może i o czyms więcej?
              • goska81-gryfino Re: Dzieci "na uwięzi" 22.03.11, 22:54
                Bo to jest tak, Drogie Panie, że rodzice wynajdują mnóstwo zajęć pozaszkolnych, ale zwykle tych, które im tak naprawdę odpowiadają, a nie liczy się zdanie dziecka, które i tak często jak przyjdzie co do czego, to powie: tak, mamusiu, będę chodził na to i tamto. Bo przecież nie chce mamie przykrości zrobić, tym bardziej, że mama ciężko pracuje, żeby te zajęcia dziecku zapewnić. Sama złapałam się na tym, że chciałam posłać starszych chłopaków na takie zajęcia, na które ja sama z przyjemnością bym pochodziłasmile Na początku myślałam, żeby poszli na karate, ale oni nie bardzo chcieli. Potem, jak Krzyś dostał na Komunię gitarę od mojego brata, chciałam, żeby chodził na naukę gry na gitarze, a on stwierdził, że nie chce, że może w przyszłym roku, ale nie teraz. W efekcie chodzą na zajęcia sportowe w szkole w ramach projektu unijnego. Uczą się grać w kosza, chodzą na basen. To lubią, więc jest to dla nich czysta przyjemność. Dodatkowy angielski to ja mogę im sama zapewnić w domusmile a zajmowanie dziecku czasu CODZIENNIE po szkole, żeby tylko nie miało czasu na głupoty to jakaś pomyłka jest. Rozumiem, że dziecko chce chodzić np na basen czy piłkę nożną i ma zajęcia 3 razy w tygodniu, ale żeby dzień w dzień chodziło na co innego, bo w ten sposób nie ma szans łobuzować? Co najmniej dziwne. Tym bardziej, że mój Krzyś na przykład wraca w piątek (całe szczęście, że nie w środku tygodnia) koło 16:00, chce zjeść, odpocząć, bajki pooglądać, wyskoczyć na dwór do kolegów, a do tego jeszcze pograć na komputerze. Za rok będzie miał do odrabiania nie tylko "Domowniczek", ale już j. polski, j. angielski, matematykę, przyrodę, historię. Niech się zdarzy, że będzie się musiał "na jutro" sprężyć i odrobić zadania z trzech przedmiotów. Kiedy znalazłby czas na zajęcia dodatkowe? Albo inaczej- kiedy znalazłby czas na lekcje chodząc na ten przysłowiowy "balet" big_grin Mam takie silne wrażenie, że te dzieci, które są niejako zmuszone do uczestnictwa w kilku zajęciach dodatkowych od małego już żyją pod ciągłą presją. A potem będziemy się zastanawiać skąd tylu młodych ludzi ma stany depresyjne, nerwicę. No skąd? Przecież to wszystko było robione "dla ich dobra".
                • mama.rozy Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 08:24
                  ja się też mogę pod tym wszystkim podpisac,chociaż uczymy w domu i dla nas nie ma czegoś takiego,jak zajęcia pozaszkolne-my wszystko mamy włączone w tok nauki i dostosowane do tempa rozwoju dziecka.
                  ale mam w otoczeniu takie znajome dzieci,szkolne,które wychodzą z domu na 8 do szkoły,a potem cała armia rodzinna wozi je z jednych zajęc na drugie.wczoraj własnie widziałam taki przypadek-angielski,na który chodzą moje dzieci przedłużył sie o jakieś 5 min.i jedna z mam nerwowo podskakiwała na krześle,bo oni już sa spóźnieni na następne zajęcia.a to było juz po 19-tej...dziecko 2 klasa SP.
                  tak jak pisała Gosia-czasem mam wrażenie,że to rodzice realizują swoje ambicje,bo kiedyś nie było takich możliwości...
                • anna_sla Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 08:32
                  pamiętam jak byłam dzieckiem chciałam brać udział w wielu zajęciach (których notabene za dużo to i nie było na wsi) i nie mogłam, bo mama nie miała pieniędzy. Obiecałam sobie, że postaram się aby dla moich dzieci nie było to przeszkodą.. i niestety jest sad Moje bomble chcą chodzić na basen (o zgrozo ile to kosztuje), Magda chce iść na kurs tańca (40zł za 90min spotkanie, a spotkania w tygodniu są dwa). Nie mam parcia aby dzieciom zapełniać czas specjalnie, ale jak coś chcą... tylko, że póki co i tak nie mogę sad
    • dasia_23 Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 10:07
      A może zamiast oceniać spytajmy sie dziecka smile Moja mała płacze jak są odwołane któreś z jej zajęć dodatkowych, bo tam również wygłupia się z dzieciakami, na angielskim tańczą skaczą turlają się. Przychodzi do domu po plastyce i dalej wycina, szyje i lepi. Nie ma problemu z oraganizowaniem swojego czasu. Lekcje odrabia na świetlicy i w domu ma czas dla siebie i na zajecia dodatkowe. Póki dam radę finansowo - będę płacić. I przyznaje się zmuszam ją do pianina. A teraz czekam na lincz smile
      • login_znany_moderatorowi_forum Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 10:24
        dasia_23 napisała:
        > I przyznaje się zmuszam ją do pianina. A teraz czekam na lincz smile
        A czemu to pianino ma służyć?

        Tu nie chodzi o to, żeby dzieci nie miały żadnych zajęć dodatkowych. Jeżeli lubi coś to bardzo dobrze, że może się rozwijać. Tylko zajęcia takie powinny wspierać rozwój dziecka, a nie rozgrzeszać rodziców z braku osobistego kontaktu z dzieckiem czy realizować ich niespełnione ambicje. Tak jak ktoś wcześniej napisał, że jego dzieci spędzają pół dnia przed komputerem na grach, to przegięcie w drugą stronę. Dobrze, że chociaż drugą połowę dnia biegają po polu.
        • andaba Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 12:25
          login_znany_moderatorowi_forum napisał:

          Tak jak ktoś wcześniej napisał
          > , że jego dzieci spędzają pół dnia przed komputerem na grach, to przegięcie w d
          > rugą stronę. Dobrze, że chociaż drugą połowę dnia biegają po polu.

          Ja nie napisałam, że moje graja po pół dnia, bo moje to akurat nie grają wcale (troje najmłodszych), albo góra 60 min dziennie (starsze), napisałam, ze znane mi dzieciaki tak robią, odnosząc sie do wypowiedzi Jagienki, o dzieciach z grupy jej dziecka.

          Choć nie ukrywam, jakbym miała zmuszać dzieci do angielskiego, francuskiego i baletu, to chyba wolałabym, żeby jednak grały na komputerze, dzieciństwo ma być szczęśliwe, a nie pracowite, obojętnie, czy tą pracą jest harówa w polu, czy siedzenie na zajęciach do nocy.

          I jakoś nie bardzo wierzę w ten pęd do wiedzy małych dzieci. Moje jakoś nie płaczą z powodu braku zajęc dodatkowych, chodzą (niektóre) na kółko plastyczne i treningi sportowe, ale nic ponadto i jednak plastyka, sport czy taniec to nie to samo co języki obce czy gra na instrumentach, nie wymaga nauki, ćwiczeń, nie wymaga wysiłku umysłowego.
          Podejrzewam,że gdyby jako alternatywę do "powygłupiania" się na angielskiem matka dała do wyboru zabawy w parku, pójscie do koleżanki, czy jazdę na rolkach, to to już angielski nie byłby tak wymarzony.

          Co nie znaczy, ze jestem przeciwna nauce angielskiego, ale wszystko z umiarem...
          • verdana Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 16:39
            Pójdź w me ramiona za zdanie "dziecinstwo ma być szczęśliwe, a nie pracowite".
            jak dzieciaki pracowały w polu, to wszyscy się użalali, ze zmarnowane dzieciństwo. Jak pracują na zajęciach od switu do nocy, to rodzice zapewniają im wszystko co najlepsze.
            W doadtku z moich prywatnych doświadczeń wynika, ze dzieci z większości tych zajęć niewiele wynoszą.
    • goska81-gryfino Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 11:29
      Ze mną to było za młodu tak: najpierw chodziłam na scholę parafialną jako drugo, może trzecioklasistka. Śpiewałyśmy w niedzielę, a w soboty miałyśmy próby. Przeszło mi po kilku miesiącach. Potem chodziłam do takiego jakiegoś zespołu, czy jak to tam nazwać. O wiem! Chórek się na to mówiło. Tak więc ten chórek w szkole. Też kilka miesięcy. Późnniej, już w 6 czy 7 klasie był SKS. Chodziłam przez chyba 2 lata, ale chyba tylko dlatego, że w kosza graliśmy. W międzyczasie, w 6 klasie, chciałam chodzić na karate, więc mnie tato zapisał, ale wytrwałam może ze 3 m-ce, jak nie krócej. Nawet się kimona nie zdążyłam dorobićsmile Byl też tenis. Myślę, że też jakieś 3-4 m-ce. Mnie się szybko wszystko nudziło. Mogłam grać w tenisa, czy w kosza, ale na podwórku, z bratem, czy koleżankami. No ale, żeby chodzić na jakieś zajęcia, treningi- ciężko. Nie chciało mi się, bo to jednak jakaś systematyczność musi być. A, jeszcze chodziłam, też przez kilka m-cy, na naukę gry na keyboardzie. Dziś umiem zagrać "Nie płacz Ewka" jedną rękąbig_grin big_grin Tyle mi pozostałobig_grin
      • patka05 Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 13:44
        Artykuł jest tendencyjny i jednostronny. Nie wyczerpuje tematu, pokazuje tylko jedną stronę medalu.
        Słowo klucz - "zmuszanie" dziecka.
        Tak, dziecka nie należy przesadnie obciążać obowiązkami, musi mieć czas na spontaniczną zabawę - to wie każdy mądry i odpowiedzialny rodzic. Nikt rozsądny nie posyła dzieciaka na zajęcia dodatkowe od świtu do nocy.
        Ale nazywanie nauki "odbieraniem dzieciństwa" jest nieporozumieniem. Całe życie, a już najbardziej życie dziecka, to ciągła nauka i zdobywanie nowych umiejętności, najczęściej w formie zabawy.

        Bardzo często, moim zdaniem znacznie częściej, zdarzają się przegięcia w drugą stronę, i to ma równie poważne konsekwencje - jak nie gorsze - dla przyszłości dziecka.
        • w_iika Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 13:56
          Patka, dobrze to ujelas.

          • verdana Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 16:41
            "W formie zabawy" - zajęcia zorganizowane, na ktore trzeba iść, niezaleznie od chęci - to nie jest zabawa. To teraz takie słowo-klucz, wymyslone przez doroslych, zeby nie mysleć o tym, ze dziecko wychodzi często z domu na dłużej, niż pracujący, dorosły człowiek.
        • jagienka_77 Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 18:26
          >Bardzo często, moim zdaniem znacznie częściej, zdarzają się przegięcia w drugą stronę, i to ma równie poważne konsekwencje - jak nie gorsze - dla przyszłości dziecka.

          To bardzo ciekawe, w jakim środowisku żyjesz/mieszkasz, że masz takie spostrzeżenia. Ja bardzo chciałabym miec takie same, niestety, rozglądajac się wkoło nie widze dzieci beztrosko bawiących się w wolnym czasie. Widzę za to np. dziecko biegające za rodzicami z tańca na zajęcia teatralne-język obcy-karate-balet-pływanie-origami-grę na instrumencie-tenis i co jeszcze komu przyjdzie do głowy. Zajęcia wymienione powyżej dotyczą jednej dziewczynki, lat 7. Dziewczynka jest bardzo cicha, grzeczna, ale i zamknięta w sobie, z pokora przystaje na propozyje rodziców, ale cieżko stwierdzić, ile przyjemności jej samej sprawiaja. Wiem, ze marzy o rodzeństwie, ale w ramach rekompensaty ma na urodziny dostac... pieska. Oczywiście każdy układa swoje życie po swojemu i nikomu nic do tego, więc jestem ostatnia osobą która rzuci przysłowiowy kamień, ale jednak mam wewnętrzne poczucie, że cos jest zachwiane.
          Takich dzieci naprawdę jest więcej. Przynajmnniej tu, w centrum sporego miasta, w którym jeszcze na razie mieszkam.
        • 2007e Re: Dzieci "na uwięzi" 23.03.11, 19:10
          patka05 napisała:
          > Ale nazywanie nauki "odbieraniem dzieciństwa" jest nieporozumieniem. Całe życie
          > , a już najbardziej życie dziecka, to ciągła nauka i zdobywanie nowych umiejętn
          > ości, najczęściej w formie zabawy.
          >
          > Bardzo często, moim zdaniem znacznie częściej, zdarzają się przegięcia w drugą
          > stronę, i to ma równie poważne konsekwencje - jak nie gorsze - dla przyszłości
          > dziecka.

          Jak ty to madrze ujelas. Powiedzialabym, ze moj syn ma przesadna ilosc zajec dodatkowych, ale to on je wybral i on chce na nie chodzic. W zasadzie wiekszosc zajec zwiazana jest z ruchem, wiec uwazam, ze to nic szkodliwego. A poki wyrabia sie i radzi sobie z nauka w szkole, to mu na to pozwalam. Jedynie zmuszam go do nauki jezyka, bo uwazam, ze nie ma az takich obciazen umyslowych, zeby nie uczyc sie czegos, co w zyciu konieczne. Z wiekiem coraz wiecej bedzie nauki w szkole, a teraz im mlodszy tym lepiej dla niego. Potem jak juz bedzie z gorki, to moze go to bardziej zainteresuje, zwlaszcza, ze juz 2 osoba twierdzi, ze ma zdolnosci do jezykow.
Pełna wersja