pola468
07.04.11, 19:28
Witam serdecznie wielomamy

"bywalcem" na forum jestem od trzech lat, ostatnio jednak tylko podczytuję, wiele nowych nicków się tutaj pojawiło.
Jestem pełnoetatową kobietą domową, mamą trzech synów (urodzeni kolejno w 2004, 2006 i 2008 roku). Najstarszy kończy pomalutku pierwszy rok nauki szkolnej, średniaczek chodzi do przedszkola, a najmłodszy kawaler "rządzi" ze mną w domu. Podział mamy więc w tej chwili na wszystkie możliwe edukacyjne etapy, a jeszcze w tym roku znowu zaczniemy przygodę od zera. Jestem u progu czwartego m-ca ciąży. Noe (taka ciążowa personifikacja

) pojawiła się w naszym życiu w lutym tego roku. Zaskoczyła mnie, ale nie dlatego, że "coś" zawiodło; dlatego, że nagle poczułam absolutny brak sił, żeby znowu zmierzyć się z ciążą, wszelkimi wyzwaniami, jakie niesie ze sobą pojawienie się małego człowieka, generalnie - dwie kreski oznajmiające nam jej obecność w jednej chwili zrewolucjonizowały moją wizję życia na ten rok. Niby nic, przecież obecnie zawodowo nie pracuję. A jednak; po urodzeniu trzeciego syna bardzo posypało mi się zdrowie, po około roku walki z niewiadomą zdiagnozowano niedoczynnośc tarczycy i zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego. Był to mały cios, z bólem stwerdziłam, że bardzo pogorszyła się moja ogólna wydajność fizyczna, a lubię czuć moc. Przy trójce szkrabów, żywiołowych, co tu kryć, w zabieganej codzienności, gdzie do pomocy jest tylka para mężowskich rąk, musiałam trochę spuścić z tonu. I właśnie teraz, kiedy od kilku miesięcy się leczę, już nie mdleję, kiedy zaplanowałam spokojne plenery i wakacje pod chmurką na działce - ciąża. Spełnienie pragnień gdzieś tam głęboko zakpoanych w sercu, a jednak w pierwszym odruchu szok (są tu mamy, które były wtedy "ze mną", dziękuję Wam bardzo za każde ciepłe słowo).
Dzisiaj, kiedy prowadzimy regularne kontrole, zwiększyłam dawkę hormonów, kiedy pomału żegnam żołądkowe rozstroje pierwszego trymestru, mogę ze spokojem napisać - jestem szczęśliwa, że będę miała kolejne dziecko. Jest wiele spraw, których się boję, nie patrzę w przyszłość z naiwnym uśmiechem (chłopcy są alergikami; najmłodszy syn ma astmę, a pierwsze 18 mcy jego życia to walka z oskrzelami, dusznościami, inhalacje, które o 3/4 nad ranem ratowały mu życie), ale mam gdzieś tam w sobie głęboką wiarę, że będzie dobrze. Jak dotąd doświadczyłam więcej dobrych reakcji i słów, niż mogłam się spodziewać w stosunku do naszej sytuacji. Nawet, jeżeli dla kogoś czwarte dziecko brzmi jak kosmos, we mnie jakos tak akurat bliscy i znajomi widzą właśnie wielomamę

.
Tyle zdaję się na dzisiaj, pozdrawiam serdecznie

.