dojadanie po dzieciach?

21.04.11, 23:30
Witam,
mam pytanie na wskroś praktyczne: co można zrobić z wcale niemałymi ilościami niedojedzonych kanapek ("już nie chcę i nie zjem") oprócz wyrzucania? Najgorsze jest, ze nie bardzo potrafię wyrzucać jedzenie i póki byłam w ciąży lub karmiłam to te dodatkowe kalorie nie ruszały mnie bo przekształcały się w słodkie krągłości moich dzieci. Teraz nie mam tego komfortu. Nie chcę wmuszać dzieciom jedzenia, zdrowy rozsądek nie pozwala wmuszać w M, bo on i tak lubi zjeść i z każdym rokiem bardziej to niestety widać na wadze.
Ale ja też powinnam zjechać trochę w dół z wagą, tylko co z tego, że cały dzień dieta jak potem dokańczam te kanapki i wszystko szlag trafia? Jeszcze całą kanapkę odłożę dla delikwenta na potem ale pozostaje temat nadgryzków z kolacji, dwóch ostatnich ziemnaczków z obiadu do niczego nie pasujących, i tym podobnych spraw. Jest jakies wyjście?
    • andaba Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 01:02
      Kupić kury.
      • ada16 Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 09:07
        smile kury
        a powaznie : staram sie nie dojadać, dojada chudy mąż, albo wyrzucam.
        z domu nauczona ze jedzenia sie nie wyrzuca, cierpię jak wyrzucam, ale jeszcze bardziej cierpię jak sie nie mieszcze w ciuchy
        • donkaczka Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 10:58
          ja tez cierpie smile
          rada: dawac mniej, lepiej dac dokladke niz wywalac rozbabrane jedzenie z talerza

          chleb u nas idzie, bo chodzimy karmic kaczki resztkami, ale z obiadowymi potrawami juz ciezko
          ja zaczelam robic szwedzki stol, kazdy bierze po kawalku chleba i sam montuje kanapki, podobnie z obiadem, nakladam doslownie po lyzce, ostatnio zaczelam trafiac z ilosciami idealnie
          • bibba Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 12:41
            i u nas rowniez, jesli chleb na kolacje - szwedzki stol. kanapki niezjedzone w szkole wyrzucam do kompostownika (mieszkamy w domu, mamy ogrod), jedzenia po dzieciach nigdy nie dojadalam, bo nie lubie zjadac pomemlanych, pomieszanych, pociachanych kawalkow jedzenia. no upierdliwa estetka jestem.

            obiadowe jedzenia czasem dokancza m, (miecho, ale juz nie makaron, bo rzeczywiscie nie lubimy wyrzucac jedzenia)
        • agni71 Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 11:11
          ada16 napisała:

          > smile kury

          albo pies...

          A serio... nakładac mniej. W razie czego zawsze mozna dołozyć. Ja czasem robie tez tak, że sobie nakładam mniej, biorac pod uwagę, że dzieci czegos tam nie wykończą i dojem wink
    • dzieciata.renata Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 14:34
      Jedzenie obiadowe - na talerz nakładam malutko, jeśli już coś zostanie, wyrzucam.
      Kanapki - dojadam, jem dopiero jak dzieci skończą, jeśli się najem tym co zostało od dzieci, już sobie nic więcej nie szykuję.
      • mama.rozy Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 16:01
        pies dużo możesmile
        a jak się ma ich 5,to człowiek się cieszy,jak coś z jedzenia zostajewink
        jak nie masz zwierzaka-kup kompostownik,są nawet takie małe,na balkon
        • lisia312 Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 18:02
          zawsze zostają ptaki, można dokarmiać.
    • anna_sla Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 21:51
      ja nie jadam z dziećmi i mąż jak nie jest po pracy też nie... jemy po nich a właściwie jemy to co zostało big_grin (jakkolwiek to brzmi wink) albo nasze porcje są pomniejszone o ewent. odrzutek dziecięcy. Stąd np. od x czasu ziemniaki obieramy na sztuki. Tj. jak mąż nie po pracy to 4-5 ziemniaków dla niego, jak jest po pracy 5-7, dla naszych dzieci i wszystkich starszych od 5-go roku życia (bo jeszcze podopieczni stołują się u nas) 1,5 ziemniaka na osobę, młodsi 1 ziemniak, dla mnie wcale. Jeśli danego dnia jest u nas dużo dzieci powyżej 5-go roku życia i np. jedno dziecko młodsze to nie obieram już dla niego ziemniaka, a jak dwoje to tylko jeden dodatkowo. Ćwiartki tylne z kurczaka: jeden dla męża, jeden dla mnie (ostatnio pół) i 2szt. na 3-4 dzieci lub 5-ro gdy dwójka jest w wieku 0-3 lata. Schabowe o grubości 0,5cm po jednym dla dzieci, jedno dla mnie i dwa dla męża. Pierogi również na sztuki zwłaszcza, że robię raz na dwa miesiące i zamrażam pojedynczo tak aby można było pojedyncze sztuki wyciągać. System od zawsze się sprawdza, wszyscy najadają się po uszy i jeszcze zostaje. Każdy inny nadmiar można zamrozić albo przechować do następnego obiadu. Z nadmiaru ziemniaków robię kopytka, pyzy, krokiety ziemniaczane (kulki obsmażane wielkości orzecha włoskiego), które potem zjadają na sztuki. Zwykle mięsa nadmiar nie zostaje, mąż pochłania wszystko, a nie ma tego zbyt często aż tak dużo by się mocno przejadł, potem idzie do swojej fizycznej pracy i spala (wciąż jest szczupły). Ewentualne resztki dojada ktoś na kolację (bywa, ze ktoś ma chęć), np. kotlet mielony na kanapce. Resztki bułek i chleba, zeskrobuję masło i suszę na bułkę tartą.

      Kiedyś też dużo wywalaliśmy, ja je zjadałam, aż przejeść nie mogłam i stwierdziłam koniec, nie tędy droga.. Nie przelewa nam się aby jedzenie wywalać, a dojadanie dodatkowo po własnym posiłku to potem dupsko i brzuszysko rośnie.. Dlatego robimy tak jak powyżej..

      Nadmiar zupy zjadam potem ja przy kolejnych posiłkach (np. na kolację, albo na obiad dnia następnego)
      • bibba Re: dojadanie po dzieciach? 22.04.11, 23:07
        ziemniaki tez na sztuki gotuje smile makaron i ryz na kubki.
        rowniez roie kopytka (bo uwielbiam!!)
        jesli mam za duzo ugotowanej marchewki - zamrazam.
        itd.
        najbardzie jednak staram sie nie przygotowac za duzo.
    • urge Re: dojadanie po dzieciach? 23.04.11, 09:48
      Ja podobnie jak reszta -nie dojadam bo nie lubię i nie chcę się rozrastać.
      Nie wyrzucam (z wielu powodów) więc nakładam mało -zupy i drugiego dania, zawsze można dowolną ilość dokładek zjeść. Odsmażane ziemniaki to dla moich dzieci najlepszy deser wink, mięso zostaje na drugi dzień albo zjadam ja lub małż na kanapkach, albo... Kanapki robię po jednej i dorabiam zgodnie z zamówieniami, jak ktoś po zjedzeniu poprosi o kolejną kanapkę a w połowie się rozmyśli to i tak musi zjeść -tu jestem bezlitosna (ale kanapki robię małe a dzieciaki szybko się nauczyły oceniać swoje możliwości i chęci). Wszystko inne też nakładamy zgodnie z możliwościami, potem ewentualnie dokładki.
      Jednynie jak coś ze szkoły zostanie to ląduje w koszu bo nie mam pomysłu co zrobić ze zgniecioną rozmemłaną kanapką (ten kompostownik na balkon to fajny pomysł), ale to się na szczęście zdarza bardzo rzadko.
      • blizniaki14 Re: dojadanie po dzieciach? 23.04.11, 20:03
        Jeśli już muszę dojadam, bo jeść lubię smile ale podobnie jak Ania ziemniaki obieram na sztuki, podobnie pierogi itp. Zupki nalewam tyle ile zjedzą, jak jest smaczna jedzą dokładki. Jak nie pracowałam gotowałam dla siebie i męża zupę na 2-3 dni, jak dzieci miały ochotę zjeść po przedszkolu, zawsze było jej więc dużo. teraz już jedzą obiad tylko w przedszkolu, ja w pracy (też w przedszkolu) wiec tylko mąż je obiad w domu. marnuje się mniej niż kiedyś smile
        • 3-mamuska Re: dojadanie po dzieciach? 25.04.11, 03:12
          Zdecydownie mniej gotuje,bo ciagle ziemniaki mi zostawaly. Mieso sie nie marnuje bo najstarszy 12-latek uwielbia. Corka czesciej zostawia,ale syn zawsze wciagnie,czasem im malo to jeszcze zagryzaja owoc czy cos innego..
          Kanapki robimy na sztuki ,i zawsze moga dorobic.
          Zupy przestalam gotowac ,bo wlasnie najbardziej sie marnowaly,3 dniowej juz nie zjemy,a nigdy nie umiem trafic i iloscia.

          Dojadac nie dojadam i wlasciwie nigdy tego nie robilam.
          • verdana Re: dojadanie po dzieciach? 26.04.11, 22:52
            Uważam, ze dojadanie, aby się nie zmarnowało - to zmarnowanie sobie zdrowia pod hasłem nie marnowania jedzenia. Wątpliwie pozyteczna działalność.
            Mniejsze porcje - to raz. Dwa - nie dawanie tych posiłków i potraw, których dziecko z reguły nie je. Jedno z moich dzieci nie jadało kolacji, dwoje - drugich śniadań. To nie dawałam i już. Nie daję brukselki jej zdecydowanemu przeciwnikowi, ani marchewki tym, ktorzy ją i tak zostawia, nawet jeśli marchewka jest zdrowa.
            No i mam psa. Ale on też wszystkiego nie dostawał.
    • salomea_ Re: dojadanie po dzieciach? 01.05.11, 20:13
      ja nei zjadam resztek, jak nie mam ochoty, wole wyrzucic niz kogoś zmuszać do obzerania się.
      poza tym mam meczący dla mnie sposób karmienia dzieci na śniadanie/kolacje - każdy mówi, co chce zjeśc i ja mu to robię. za to wiem, że jest spore prawdopodobieństwo, że zje wszystko ładnie. a na obiad jakos wszyscy ładnie jedzą i zostaje mało resztek.
      • anka_zz Re: dojadanie po dzieciach? 03.05.11, 22:27
        Dzięki za odzew,
        różne pomysły będę wdrażać, może poza kupnem psa, bo nie podołam smile
        Mam pytanie do tych co nakładaja na obiad po 1 łyżce, a potem dają dokładki - mam na stanie młodego makaroniarza/ziemniakarza i dając mu po trochu wszystkiego a potem uzupełniając porcję dokładkami dziecko miałoby prawie zero zjedzonej surówki i mięsa, bo dostanie surówki w pierwszym rzucie uważa za akceptowalne (i ostatecznie zje co ma na talerzu), ale dokładanie tejże surówki uważa za bardzo niefajne i odmawia współpracy.
        I nr 2: co zrobić z dzieckiem które podczas posiłku prosi o np kanapkę i nie dojada, tylko zostawia 2/3 lub pół?
        • verdana Re: dojadanie po dzieciach? 03.05.11, 22:52
          Nakladaj tyle surówki, ile wynosi akceptowalne przez Ciebie minimum. Jesli chodzi o ziemniaki i makaron, to warunkiem dokładki może być zjedzenie surówki.
          A kanapki rób mniejszesmile
        • 3-mamuska Re: dojadanie po dzieciach? 03.05.11, 23:04
          > a potem uzupełniając porcję dokładkami dziecko miałoby prawie zero zjedzonej s
          > urówki i mięsa, bo dostanie surówki w pierwszym rzucie uważa za akceptowalne (i
          > ostatecznie zje co ma na talerzu), ale dokładanie tejże surówki uważa za bardz
          > o niefajne i odmawia współpracy.
          Wiec tak ja bym dala tej surowki wiecej tak zeby juz jej nie dokladac,a malutko ziemniakow i tak na styk miesa (ja wiem ze corka zje nie duzego kotleta, a syn moze i ze 3) a potem jesli zje ziemniaki i surowke i mieso to dalabym samych ziemniakow.

          > I nr 2: co zrobić z dzieckiem które podczas posiłku prosi o np kanapkę i nie do
          > jada, tylko zostawia 2/3 lub pół?
          Jesli np.corka jest w stanie zjesc gora 2 kanapki i prosi o 3 to daje jej pol kromki ,to znaczy robie tylko pol ,a jak to zje to robie jej 2 polowke.A ostatecznie mowie, zeby wziele sobie owoc.Albo wystarczy zeby sie napila,lub odczekala chwile ,i wtedy pytam czy chce jeszcze i najczesciej mowi ze juz nie.
          Pisze o corce do syn to znada ilosci duze, wiec nie ma problemu czesto to on zjada po niej.
          Wiadomo ze nie zawsze tak sie da zeby wszystko wyszlo na styk.
          • tamcia35 Re: dojadanie po dzieciach? 04.05.11, 10:07
            U nas stoi koło zlewu miska w którą wrzucam resztki cały dzień a wieczorem wynosimy to psu i kotu smile i zwierzaki mają ucztę big_grin więc się nie marnuje . Ale my mieszkamy na wsi , przypuszczam ze w blokowisku taki pomysł się nie przyjmie...

            pos
            też zdarzało mi się dojadać po dzieciach ale bardziej mi zależy na w miarę dobrej figurze niż na tym że coś zostaje nie zjedzone wink
    • uttarpradesh Re: dojadanie po dzieciach? 12.07.11, 13:37
      Ja tam dojadam. A już krokiety ziemniaczane to mogę dojadać codziennie smile
      • 3lina Re: dojadanie po dzieciach? 14.07.11, 16:41
        Nie dojadam! Nie wyglada dla mnie apetycznie jedzenie, ktore jest "podziabane".
        • kasiaiklaudia8309 Re: dojadanie po dzieciach? 20.07.11, 19:06
          A czy nie możesz po prostu nakładać mniejsze porcje na talerze i potem ewentualnie zrobić dokładkę jak któres dziecko jeszcze jest głodne?
    • plater-2 Re: dojadanie po dzieciach? 22.08.11, 20:06
      Jak dzieci były małe to i nie bardzo było co dojadać, sąsiadka miała psa i nosiliśmy temu psu. Trochę dojadał po dzieciach mąż, który jest bardzo szczupły i nigdy nie tyje.
      Nigdy nie wyrzucaliśmy jedzenia do śmieci. Taki "kaprys".
      W nowym mieszkaniu mieliśmy psa, który był niewybredny i jadł wszystko, co dostał. Ale pies zachorował na jakieś psychiczne przypadłości, trzeba było go uśpić, bo zaczął dzieci gryźć w nogi, aż konieczna była interwencja chirurga.
      Teraz, jak dzieci już dorosłe i przyjeżdżają w gości, zaczęło się niestety wyrzucanie. Za dobrze mają i tyle. Kupują jakieś okropne, niejadalne dla mnie produkty i nie bardzo wiadomo, jak zagospodarować resztki. Wnuk młodszy jest bardzo wybredny.
      Dobrym sposobem na niewyrzucanie jest pozwolenie dziecku na samodzielne nakładanie. Ile nałoży, tyle ma zjeść. Nie zawsze się to udaje, oczywiście, ale zawsze jest to rozwiązanie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja