maman3
25.04.11, 16:40
Chyba porażka małżeńsko-rodzicielska

. Od czwartku jestem chora-prawdopodobnie grypa, bo totalnie poległam, ale swoje zrobiłam-mięsa, ciasta, przystrojenie domu. Całkowicie padłam wczoraj z rana-podałam jeszcze swiątecznie śniadanie-i pas. No i zaczęło się-mój mąż, który zawsze twierdził, że ze wszystkim sobie poradzi, tylko ja mu nigdy nie daję szansy, dostał pole do popisu. Pomijam złosliwostki przy wczorajszej kolacji, które mnie doprowadziły do furii (7 m-c ciąży), to dziś sniadania w zasadzie nie było-tak to oceniły dzieci-każdy osobno dostał jakąś kanapkę w kuchni, wszędzie bałagan, od wczoraj do dziś rana zostawione naczynia w salonie, kuchni, nie opróżniona zmywarka. Na moją uwagę, że wszędzie jest bałagan, sarkastyczna uwaga, że dla mnie porządek jest najwazniejszy i żebym dała na luz, bo święta. w końcu posprzatał. Darcie się na dzieci, siedzenie non-stop przed laptopem-w nocy z nim zasnął, rano znowu laptop, żadnych gier z chłopakami-choć w teorii jest świetny.
Staram się celebrować święta, wszyscy to lubią-ale, jak widac, tylko wtedy, kiedy mama u sterów. To przerażające, bo upewniam się w przemyśleniach, że gdyby coś mi się stało, mój mąż nie będzie umiał utrzymać właściwych, dobrych relacji w rodzinie.Lenistwo i wygodnictwo. Nie uleczalne. A dzieci też mnie dziś zawiodły-najstarszy brzydko potraktował kolegę, córka popisała sie pyskówką, jakiej bym się nie spodziewała... A ja leżę i nawet gęby mi się nie chce otworzyć, tak się czuję... I przykre to jest, że się starasz-i widzisz, że te starania idą na marne.