Jak pogodzić dzieci i pracę?

27.05.11, 17:54
Co jakiś czas pojawiają się tutaj takie gorące wątki dzieci czy praca, a tak naprawdę wiele z nas godzi jakoś te role. I jakbym miała tak napisać o sobie jak to jest możliwe, to po pierwsze ja nie mam telewizji , za to zatrudniam sprzątaczkę i to już jest przewrót kopernikański i to są wielkie oszczędności czasowe. Po drugie na prawdę super mąż i prawdziwe partnerstwo w obowiązkach domowych i dzieciowych, bez tego nie wyobrażam sobie żadnej szansy powodzenia w tej sprawie. Po trzecie często gotowe obiady z Piotra i Pawła na przykład. Pamiętam był tu kiedyś wątek o obiadach cała strategia, logistyka to niestety nie dla mnie kobiety pracującej, nie można mieć wszystkiego. Chociaż czasami coś tam zrobię naleśniki, spagetti.
Do tego dobrze mieć jeszcze nienormowany czas pracy i oparcie w dziadkach.
A jak wy sobie radzicie? Może macie jakieś ciekawe patenty?
Ja chcę jeszcze wprowadzić identyczne skarpetki dla każdego z dzieci, żeby nie szukać wiecznie zagubionych par.
    • goska81-gryfino Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 27.05.11, 22:46
      Co do pracy nie wypowiadam się, bo nie pracuję, ale tymi skarpetkami dla mnie WYGRAŁAŚ. Nagroda Nobla dla Ciebie za pomysł ;D
      • 5an-ka do goska81-gryfino 28.05.11, 00:22
        hej niezgadzam się jak nie pracujesz!!!!! mam wymieniać zabrakło by strony skarpetki też mi się podobały u nas ciągle pojedynczo spacerują. Pozdrawiam z moją piąteczką
        • mama.rozy a ja 28.05.11, 12:12
          ja się wypowiem we wrześniu,jak do tej pracy wrócę
          na razie udał mi się załatwic na zmianę babcie do dzieci i trwam w przyjemnym nastawieniu,że oszczędzając na opiekunce podratuję domowy budżetsmile
          a skarpetki-u mnie się nie da.dziewczyny preferują kwiateczki,syn jakoś niewink
          • chiyo28 Re: a ja 28.05.11, 12:57
            był juz taki watek na zamknietym. I tam opisywałam swój dzien mamy pracujacej. Pracuje od zawsze wink
            Ciężko by mi było wszystko ogarnąć, gdyby nie mąż.
            Rano za logistykę odpowiada on. Ma za zadanie dopilnować mycia zębów , ubierania rajtuz pod spodnie, zjedzenie śniadania, robi tez herbate do termosu do szkoły. Rozwozi dzieci do przedszkola i szkoły. Jedzie do pracy na 8.
            Po godz. 15 są 2 wersje:
            1 wersja:
            dzieci odbieram ja i rozwoże na zajęcia dodatkowe ( angielski, szkółka piłkarska, szkoła rysunku). Gdy dzieci są na zajęciach, robię szybkie zakupy. Około 18 wracamy do domu, gotuje szybki obiad lub przygrzewam mięso/zupe z dnia poprzedniego.
            2 wersja - częściej stosowana
            odbieram dzieci, rozwożę i jadę do domu gotować obiad. Odbiera ich mąż i wszyscy przyjeżdżaja na gotowe jedzenie do domu. Wtedy obiad jest po 17.
            Od około 18/18:30 odrabiamy lekcje - mamy w salonie ogromny stół - ja siedze z laptopem po środku, a dzieci po bokach odrabiają swoje zadania ( syn na razie tylko szlaczki). Zazwyczaj kończymy jak zaczyna sie "Na wspólnej". Wtedy robię kolację. Później każdy ma czas wolny. Dzieci kładą się około 21.
            Do pracy mam kilka km, do szkoły/przedszkola tez. Mąż dojeżdża kilkanaście km w jedna strone. Wszystko ogarniamy dzięki 2 samochodom, inaczej nie dało by sie, bo mieszkamy na obrzeżach.
            Czasem w piątki wieczorem gdzieś wychodzę do koleżanek, do kosmetyczki itp. Wtedy mąż zostaje sam w domu z dziećmi. Weekendy zazwyczaj spędzamy na wyjazdach: wycieczki, lodowisko, kino, basem itd w zależności od pory roku. Czasem chcemy z mężem wyjechać gdzieś sami, wtedy dzieci zostają z dziadkami ( mamy ich az 4 do pomocy).
            Kilkanaście razy w roku mam delegacje i inne wyjazdy - wtedy mąż musi ogarnąć wszystko. Jedynie odbiór ze szkoły i zajecia dodatkowe obstawiają wtedy dziadkowie. Mam taką pracę, ze jeśli trzeba wyskoczyć na akademię do przedszkola/uroczystości w szkole, to mogę sobie na to pozwolić (chociaz nie zawsze). Gdy mąż wyjeżża, wtedy ja i dziadkowie sobie radzimy do spółki ( bo mąż też czasem wyjeżdża na kilka dni).
            Prawie codziennie jest tak, ze zdzwaniamy się z mężem o 14 i ustalamy szczegóły takie jak, kto odbiera dzieci, kto robi zakupy, co chcemy w danym dniu na obiad itd
            Czasem po zajęciach popołudniowych wskakujemy z dziećmi na 15 minut do biblioteki, albo razem na zakupy, jak coś im trzeba na drugi dzien do szkoły i sobie przypomną.
            Grunt, to dobra organizacja i zaangażowanie męża, tudzież pomoc dziadków ( chociaz sporadyczna i najczęściej w weekendy, to bardzo ją doceniamy).
            Gdyby pojawiło sie maleństwo chcę być z nim w domu przez rok (planuję urlop wychowawczy). Gdy małe skończy rok, pójdzie do żłobka. Już dawno temu rozmawiałam z Prezesem o swoich planach i wyraził zgodę. Gdyby było bardzo cieżko,to po pół roku mogłabym wrócić na pół etatu (wtedy opiekunka rano do 11). Jednak zawsze z każdym dzieckiem siedziałam w domu rok i nic się nie działo, tak wiec i teraz mam zamiar przez rok posiedzieć.
            Opisałam tylko taki standardowy dzień, ale wiadomo, że zdarzają sie tez inne dni, kiedy plan dnia wygląda inaczej ( kogoś odwiedzamy, gdzieś jedziemy, wychodzimy na obiad i nie gotuje itd).
    • dzieciata.renata Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 28.05.11, 17:10
      Ja też się będę mogła lepiej wypowiedzieć w przyszłym roku jak wrócę do pracy z czwórką dzieci na karkusmile Najważniejsze jest prawdziwe partnerstwo z mężem w obowiązkach domowych i dzieciowych tak jak napisałaś, dodam jeszcze usamodzielnianie dzieci i pomoc babć w podbramkowych sytuacjach bardzo się przydaje. Mogę napisać jak wyglądało nasze życie z dwójką dzieci.
      Wróciłam do pracy w czerwcu 2002 r, przez trzy miesiace Dorotą i Mileną zajmowała się teściowa, miały wtedy skończone 3 i 2 lata, trochę mąż miał urlop, od września Dorota poszła do przedszkola, a Milena przez rok zostawała z teściową, później też poszła do przedszkola. Mąż pracuje 8-16 poniedziałek-piątek, ja wtedy pracowałam różnie 8-16, 9-17, 10-18, 11-19, 12-20, nie było łatwo bo pracę mam stojącą więc wracałam potwornie zmęczona. Jak miałam na później to dziewczynki do przedszkola też odstawiałam później, odbierał zawsze mąż po pracy. Jak musiałam iść do pracy w sobotę a nawet w niedzielę się zdarzało mąż zostawał z dziećmi. Jak miałam w tygodniu wolny dzień za sobotę niedzielę zostawiałam dziewczynki w domu i miałyśmy trochę czasu dla siebie. Jak dziewczynki chorowały zostawała z nimi teściowa, pierwsze dwa lata były najgorsze, później choroby się skończyły. Miałam najpierw umowę na próbę, później zlecenie, później cały czas przedłużaną na czas określony i bałam się chodzić na zwolnienia, zresztą w mojej pracy nie można sobie ot tak nie przyjść, musi wtedy przyjść ktoś inny kto tego dnia akurat ma wolne bo inaczej tracimy klientów, a na to sobie nie pozwoli żaden właściciel. Mąż chociaż robi w budżetówce też nie bardzo może się zwalniać kiedy chce. Gotowałam wieczorem, zwykle zupy, dzieci jadły w przedszkolu i później w szkole, zakupy sprzątanie pranie zmywanie ten kto akurat jest w domu, większe zakupy wspólnie w sobotę. Jak dziewczynki poszły do szkoły zostawały w świetlicy i czekały aż je odbierze mąż czasem ja, na zajęcia dodatkowe wtedy nie chodziły. Wakacje dziewczynki spędzały trochę z nami, resztę z teściami i moją mamą.
      W przyszłym roku sytuacja się powtórzy mam nadzieję. Zamierzam iść do pracy od lipca, w wakacje z dziećmi zostanie mama i teściowie, trochę mąż będzie miał urlop, od września Weronika do przedszkola, Natalia z mamą zostanie a za rok też do przedszkola. Nie wiem w jakich godzinach będę pracowała, ale pewnie podobnie się zorganizujemy. Będzie trudniej bo teraz jest jeszcze Dorota i Milena, chociaż one już duże są i samodzielne muszę mieć rękę na pulsie bo starsza zacznie gimnazjum, druga w szóstej klasie, trzeba pilnować lekcji. Będzie rewolucja powrót do dawnego sysytemu bo teraz jak jestem w domu a mąż wiecznie w pracy albo dorabia wszystko się poprzestawiało, starszaki przyzwyczaiły się że mama zawsze jest, wszystko zrobi i się rozleniwiły. Zobaczymy co będzie, najważniejsze żebym znalazła pracę i maluchy nie chorowały za dużo bo od tego tylko stres.
      • 5an-ka Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 29.05.11, 09:42
        Hej mam chwilę więc na poważnie już nie czytam o skarpetkach bo to naj mniej ważne. Naprawdę uśmiech, ich zdrowie, jak sobie radzą z różnymi problemami, osiągnięciami To jest ważne jak w domu jest szczęście i miłość to damy radę ze wszystkim.
        Ja przed urodzeniem 1 córy pracowałam i bardzo chciałam wrócić po pół roku do pracy. Okazało się, że jestem w ciąży z 2 synem. Poród bardzo lekki ale zapalenie płuc okołoporodowe i roczna rechabilitacja młodego. W tym czasie nie myślałam o powrocie do pracy. Niestety też pomału poznawałam moją teściową chciała bardzo pomagać i pomagała ale wszystko miało być tak jak ona zarzadzi. Naszczęście po roku okazało się że z młodym wszystko ok. i z tej radości jest 3 fajny chłopak. Jak młody skończył 8 miesięcy mama dzielnie wróciła do pracy, 2 starszaków do przedszkola. Niestety udało mi się wytrwać w pracy tylko rok. W pracy olbrzymie wsparcie, ale dom rozłożony na łopatki, dzieciaki nerwowe, u 2 syna zaczęły sie objawy duszności. W domu niby wsparcie teraz to wiem, teściowa już wtedy demencja starcza, przy mnie słodka w domu krzyki i nerwy. Mąż jedynak zakrecony kąpletnie pod wpływem mamy manipulacji a niby silny, fajny facet. Bardzo trudno pogodzić pracę zawodową i wychowanie dzieci. Ciągłe wybory i jakieś niespodzianki, bez pomocy nie da się rady. Organizacja i partnerstwo to podstawa. Trzeba też pamiętać o sobie i swoim odpoczynku to jest chyba njtrudniejsze ale bez tego długo nie damy rady a mamy dla kogo. My ciągle w biegu i tak naprawdę możemy liczyć tylko na siebie. Jest trudno ale fajnie, mam nadzieję że uda mi się pogodzić kiedyś pracę teraz jest jeszcze etap młodych a że są alergikami ze słabą odpornością więc na razie tylko szukam pomysłu na swoją działalność. Pozdrawiam memadżer rodzinny tak mówi na mnie moja córa.
    • anna_sla skarpetki 28.05.11, 21:36
      ee lipa.. potem będą chodzić jedna większa druga mniejsza big_grinbig_grin Już lepiej niech każde dziecko ma jeden rodzaj skarpetek dla siebie, ale każde dziecko inne od pozostałych winkwink
    • stefania1939 Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 29.05.11, 16:05
      No tak z tymi skarpetkami, to ciągle są takie moje marzenia ale pracuję nad tym. Nigdy nie kupuję jednej pary jednego wzoru, to byłaby porażka. Zawsze po dwie trzy, wtedy jest większa szansa to sparować.
      Ale jeden wniosek się powtarza: zaangażowanie męża, pełna gotowość bojowa każdego dnia, w każdej sprawie. No i dziadkowie. Czyli to czy matka małych dzieci pracuje to nie jest tylko jej decyzja. Tu jest potrzebna pomoc całej rodziny.
      • dzieciata.renata Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 29.05.11, 17:44
        stefania1939 napisała:

        > Ale jeden wniosek się powtarza: zaangażowanie męża, pełna gotowość bojowa każde
        > go dnia, w każdej sprawie. No i dziadkowie. Czyli to czy matka małych dzieci pr
        > acuje to nie jest tylko jej decyzja. Tu jest potrzebna pomoc całej rodziny.
        Oczywiście, ale decyzja o kolejnym dziecku jest wspólna i trzeba brać wszystkie okoliczności pod uwagę np. czy możemy liczyć na pomoc kogoś trzeciego w razie trudności. Dzieci są obojga rodziców, dom wspólny więc nie można oczekiwać że matka weźmie wszystko na siebie. Dziadków znamy przecież, wiemy czy możemy na nich liczyć, a raczej czy mają możliwość pomóc. Przyznaje się bez bicia że gdyby mąż należał do typu nietykającego prac domowych i uważałby że sprawy dzieciowe to domena matki nie zdecydowalabym się na trzecie dziecko, a gdybym nie miała zapewnienia mamy o pomocy przy maluchach na czwarte.

        A teraz o obiadach jeszcze, nie robiliśmy nigdy gotowych i nie zamierzamy, mam nadzieję że się uda, to sama chemia, zresztą dziewczyny by nie zjadły. Dzieci jadły w przedszkolu szkole i jak wrócę do pracy też tak będzie, do domu gotowałam przeważnie zupy, najlepiej rosół i pomidorowa. Gotowałam poprzedniego dnia wieczorem w dużym garze, na całym kurczaku, wykrajałam piersi na kotlety na inny dnzień, do rosołu dodawałam trochę wołowego, marchew pietruszka seler cebula, jednego dnia był makaron gotowany na świerzo po powrocie, drugiego dnia ryż, na każdy dzień po połowie kurczaka i obiad gotowy. Inne zupy często gotowane to barszcz czewony lub biały z jajkiem i żurek z białą kiełbasą. Jak nie zupy to naleśniki, ciasto robione przed pracą rano, po przyjściu smarzenie i farsz twaróg śmietana lub jogurt cukier waniliowy i namoczone w wodzie rodzynki albo roztopiona czekolada i owoce jakie tam w domu aktualnie są, może być farsz z mięsa mielonego z sosem pomidorowym albo mięso z piersi kurczaka i warzywa na patelnię z mrożonki. Spagetti robi się bardzo szybko, mięso mielone na patelnię puszka pomidorów makaron ugotować i jest. Może być makaron z warzywami na patelnie z mrożonki posypać serem i już, może być makaron z twarogiem śmietaną i truskawkami. Fasolka po bretońsku też robi się szybko, podsmażyć kiełbasę, dodać puszkę fasolki i pomidorów majeranek do tego chleb i można jeść. Po weekendzie jak został sos od mięsa to w poniedziałek była kasza sos i buraczki, zawsze mam w lodówce ugotowane i zamrożone, rano wyciągam do rozmrożenia, po powrocie trzeba zetrzeć i dodać chrzan, może być w takiej wersji bezmięśnie albo dosmarzyć kotlety z piersi kurczaka. Czasami nawet u nas był bigos, zawsze mam zawekowany w lodówce, podgrzać dodać parówki do tego ziemniaki, czasami kasza manna z syropem, czasami jajecznica na parówkach albo z pomidorem i szczypiorkiem, czasami hot dogi bułka parówka i do piekarnika na chwilę. Wszystko to szybkie obiady są, 15-30 min i gotowe, zawsze takie lepsze niż kupne.
        • zuzanna56 Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 30.05.11, 11:30
          Dobry temat smile Pisałam o tym na zamkniętym - może zajrzycie też. Mam tylko dwoje dzieci i pracuję praktycznie od zawsze, ale gdybym miała trzecie, byłoby mi znacznie trudniej, też dlatego że wyprowadziłam się trochę za miasto, więc do wielu rzeczy dochodzą też dojazdy.
          • mamanadii Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 31.05.11, 10:07
            Pracuje od zawsze. Mam trójke maluszków. Drugą i trzecią ciąże pracowałam do końca, tylko że ta trzecia byla na swoim.
            Daje radę bo:
            - mąż mi pomaga, razem pracujemy to i razem ogarniamy bałagan po pracy
            - dwójka dzieci w przedszkolu więc dla nich obiadów nie trzeba, małe czasem słoiczki czasem ja cos z pracy przyniosę, prowadze restaurację więc to ulatwia, my jemy w pracy
            - do trzeciej ciąży mam sprzataczkę, nie robi tego perfekt ale z grubszego brudu ogarnia
            - kupiłam suszarke - nie mam wiec problemu z rozwiszanie tabuna skarpetek
            - pracuję na swoim wiec mogę czasem w czasie pracy cos załatwic domowo-dzieciowego np. szczepienia, lekarzy, zakupy itp.
            - odpuścialam sobie rzeczy mniej istotne - niestety następstwem tego jest to, ze u mnie w domu i kaktusy mogą uschnąc smile
            - praca daje mi kopa i wytchnienie od dzieci - szczesliwa mama to szczęśliwe maluszki
            • mruwa9 Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 31.05.11, 23:54
              mam trojke wyjatkowo wymagajacych dzieci i tez pracuje "od zawsze". Nie mamy babc ani niani, ani sprzataczki na podoredziu, pchamy wozek sami ( maz mi nie pomaga- razem sobie wzajemnie pomagamy, dzielimy sie obowiazkami, staramy sie tak zorganizowac dom, zeby bylo jak najlatwiej go ogarnac.). Podstawa to wlasciwa organizacja (wiem, truizm) i wlasciwe priorytety ( podzial prac na te, ktore musza byc wykonane, powinny byc wykonane i ewentualnie moga, przy nadmiarze czasu i energii). Tolerancja pewnego balaganu wokol siebie tez nie zaszkodzi wink
    • lynette Re: Jak pogodzić dzieci i pracę? 01.06.11, 09:27
      A ja aktualnie jestem samotną mamą trzech chłopców. Mój mąż jest w Chinach, wróci za dwa tygodnie. Nie mam dziadków do pomocy. Pracuję 8,5 godziny dziennie normalnie na etacie. Jak daję radę? Przede wszystkim wstajemy bardzo wcześnie: ja o 5:45, dzieci o 6:15. Ja zawożę przedszkolaków do przedszkola, najstarszy syn ubiera się, zamyka mieszkanie i jedzie tramwajem do szkoły, sam też wraca po lekcjach. Z pracy wychodzę o 16.00. Jeśli czegoś brakuje, to na szybko dokupuję w sklepie. Trzy razy w tygodniu woże najstarszego na treningi. Jedziemy całą czwórką razem wracamy do domu. Dwa razy w tygodniu treningi ma średni i tu mam jedyną pomoc: kumpel zabiera średniaka razem ze swoim synem, a potem mi odstawia do domu. Wieczorem lekcje, mycie, jedzenie i o wpół do dziewiątej już chłopcy śpią. Ja jeśli mam siłę, to coś robię w domu, przygotowuję ubrania na następny dzień. Jeśli nie mam siły, padam do spania o 21.00. Generalnie prace domowe staram się wykonywać szybko i wtedy, gdy mam więcej energii. Robię wtedy dużo i na zapas. I co dziwne, problem skarpetkowy w naszym domu w ogóle nie istnieje smile
Pełna wersja