sonix73
07.06.11, 12:14
jak sobie czytam o pomocach/lub ich braku w domu i o organizacji życia domowego wielodzieciowego, to uświadamiam sobie, że mam codzienny dzień świstaka: wstaję oczywiście pierwsza, zwlekam z łóżek starszą trójkę, robię szybkie przedśniadaniowe zakupy, potem szykuje śniadania, pilnuję żeby pościelili łóżka, umyli zęby, i wypycham ich za drzwi, wtedy budzą się maluchy więc mam drugi rzut śniadaniowy, mąż rano zawsze zauważa brak wyprasowanej koszuli, a , ze ZAWSZE jest spóźniony i strasznie się śpieszy, prasuję mu to cholerstwo, nim on wyjdzie, pędzę z psem na siusiu, potem to już szybkie porządki,pranie-około3 dziennie;-(, no i zaczynam szykować obiad. wtedy przypomina mi się, że też muszę zjeść śniadanie.
do tego uczę dwulatka korzystania z toalety i mniej więcej co 3-15 minut spędzam tam z nim kilka chwil, obowiązkowo wyśpiewując hymny pochwalne jak coś mu się uda zrobić. na ogół nic, po prostu lubi siedzieć w klo

o 12 chłopaki wracają za szkoły i celnym kopniakiem posyłają tornistry do swoich pokojów i zaczynają się pertraktacje komputerowo-telewizyjne- jestem mamą-sadystką, kanały z sieczką dla mózgu-czyli ulubione moich dzieci, zakodowałam, do kompa puszczam po spełnieniu wielu warunków, ale i tak jękom i pertraktacjom nie ma końca. obiad, lekcje, spacery z maluchami, kolacja, kapanie i rozścielanie łóżek, a w między czasie to wszystko co wypada znienacka.
na widok łóżka oczy same mi się zamykają, ale jeszcze opowiadanie bajki, no i nagłe olśnienie, że na jutro do szkoły MUSZĄ mieć coś bardzo pilnego.... jak już są w łóżkach, zaczyna sie marsz ludów: toaleta, picie, tylko jedna bardzo ważna sprawa, jeszcze przytulenie...
kiedy odpływam w niebyt, wraca mąż, kuszącym głosem pyta czy śpię....
a kiedy budzę się rano wszystko zaczyna sie od nowa.
wrrrr.... nie zamieniłabym tego na nic innego

)))))))))))))