oczekujacy
09.06.11, 14:50
Witajcie,
przeczytać może każdy, ale bardziej kieruję do par które już to przeszły.
Mam – mam nadzieje – chwilowy problem z moją żoną. Od początku w paru zdaniach. Staraliśmy się o dziecko 5 lat. W końcu po In vitro udało się i mamy fajnego chłopaka który ma dziś 4 lata.
W końcu zeszłego roku zaczęliśmy myśleć o drugim dziecku (plany były zawsze żeby nie był tylko jedynak) tym bardziej, że embrionów mamy jeszcze parę zamrożonych. W listopadzie mojej żonie podano 2 zarodki, 2 a nie 1 żeby zwiększyć szanse na ciążę. niestety nic nie wyszło. W maju podchodziliśmy kolejny raz. Znowu zostały podane dwa zarodki i tym razem jest ciąża, ale …. na pierwszym USG dowiedzieliśmy się, że to ciąża podwójna.
Hmmmm…… szok, ja zacząłem się śmiać w pierwszej chwili, moja żona się załamała. Ja uważam, że jak z dwójką byśmy sobie musieli jakoś radzić to i z trójką też się uda (nasza sytuacja materialne nie jest jakaś zła, nie martwimy się co jutro do garnka wsadzimy. Razem mamy pracę, praca żony jest wprost wymarzona do rodzenia dzieci gdyż tam nikt nie ma pretensji, po macierzyńskim kobiety wracają i dalej sobie pracują)
Moja żona natomiast od paru dni jest w jakimś dołku. Jest w domu na zwolnieniu, trochę śpi, odpoczywa, cały czas myśli co to będzie jak to będzie. Pyta mnie co my zrobiliśmy, popłakuje, jest drażliwa, powiedział mi w ogóle że się wstydzi że jest w bliźniaczej ciąży, że nigdy nie planowała mieć więcej nić dwójkę itd. Po prostu w chacie na razie masakra, atmosfera do bani.
Proszę o Wasze opinie – oczywiście głównie tych co byli w takiej sytuacji, jak to było u Was? Czy kobity też dostawały jakiś dołów i nastrojów wisielczych?
Pozdrawiam
Grzesiek