jak sobie radzicie

14.06.11, 11:52
Już myslałam, że młody coś zrozumiał a tu zima 9 latek, koniec roku i obniżona ocena ze sprawowania. Wczoraj nic nie powiedział a pytaliśmy czy jest przygotowany, do szkoły dziś mnie poinformował, że pani kazała mnie powiadomić o zajściu w szkole, bez pytania wzią 2 zł, ze swojej skarbonki i kupił sobie i koledzie jakieś wybuchowe diabełki, najpierw mówi, że znalazł, potem że wziął sam. Czekał aż mąż pójdzie do pracy. Narazie nawet nie mam ochoty z nim gadać. Tracę do niego zaufanie i to jest naj gorsze. Ale rodzeństo przeżywa, też takie sutuacje. Młodzi patrzą jeszcze nie rozumieją, bo też rozmawiamy bez nich ale starsza przeżywa już nawet go pilnowała co robi w szkole, sama z siebie bo się o niego martwiła. Ona jak powie tak zrobi i jak nawet coś jest nie tak to pogadamy i do przodu. A ten coś zawsze wymyśli. Lepiej z jego zdrowiem, to traci zaufanie w rodzinie. Już zaczą sie starać, jak chciał coś w sklepiku to mówił uzgadnialiśmy. Tak mu inponują koledzy, że przedkłada to nad nasze ustalenia domowe. Najgorsze, że dopuszcza się kradzieży bo taka prawda. Ja wiem, że znajdę na niego sposób, ale nie lubię tej bezsilnosci i braku zaufania. Łatka łobuziakia, ciągnie się zanim. Zaczą robić to co lubi, szachy i Judo. Tak jak w sporcie są efakty i sprawia mu to przyjemość, tak w szachach już nie pracuje tak jak na początku. Jemu nie przeszkadza, że się nie rozwija, chlubi sie rodzeństwem nad sobą zero pracy. Wraca do podstaw. Zgłosiłam go na badanie dysleksji czeka nas sporo pracy, ale on nie chce pracować. Co siedzi w głowie takiego 9 latka. 2 kroki do przodu, 3 do tyłu.
    • mama.rozy Re: jak sobie radzicie 14.06.11, 12:29
      Aniu
      sama nie wiem,co napisac
      macie jakiegoś dobrego psychologa?może on by to rozgryzł?
      • tamcia35 Re: jak sobie radzicie 14.06.11, 12:57
        U nas podobny problem z najmłodszym synem. Starsi jakoś tak bardziej jak ja to nazywam " prości w obsłudze" są a ten ... urodził się jako wcześniak, w 8 miesiącu, w związku ze skomplikowanym porodem i wczesnym urodzeniem ma problem z dysgrafią i jest nadpobudliwy. To w szkole , w domu to anioł nie dziecko więc jak by ta teoria się mniej sprawdza. O cokolwiek poproszony- wykona, bardzo lubi domowe prace, uwielbia majsterkować i świetnie mu to wychodzi , jest uczynny , samodzielny i serdeczny, jak robi sobie np coś do jedzenia , zawsze zapyta czy ktoś z rodzeństwa nie zje z nim. Fakt, wymaga aby mu poświęcić więcej uwagi , tak jak nam zalecano ale to akurat u nas nie jest problem, chyba dobrze to rozwiązaliśmy .
        Ale jak jest w szkole wstępuje w niego diabełek, bardzo często otrzymuje uwagi, używa ostatnio wulgarnych słów stosunku do kolegów, daje się w bijatyki, sam je często prowokuje ... wychowawczyni zawsze informuje mnie pisemnie i telefonicznie na bieżąco o jego wybrykach , bo tak się umówiłyśmy. Zaczął bardzo rozrabiać początkiem roku szkolnego, byłam w szkole na rozmowie, pomogło. Do kwietnia był spokój , na wywiadówce pani powiedziała ze nie ma zastrzeżeń do jego zachowania , odetchnęłam z ulgą , ale za kilka dni dostałam obuchem w łeb- znów nabroił, ciągnie się to tak cały maj i teraz , w zeszłym tygodniu też Pani dzwoniła, mam się z nią jeszcze spotkać przed zakończeniem roku szkolnego... zapiszę go też na kolejne badania w Por. Psychol.- Pedag. Chłopak zachowuje się jak by w gronie rówieśników dostawał małpiego rozumu jednocześnie w domu np podczas ferii czy wakacji zachowuje się spokojnie . uncertain
        Raz zgłasza się a ochotnika do robienia gazetki czy występu na akademii , dostanie 6 z zachowania a zaraz potem tak dla równowagi coś złego zrobi. Przeprosi, wykaże skruchę, jakiś czas jest spokój a potem od nowa sad . Nawet mój ojczym którego syn uwielbia i jest dla niego ogromnym autorytetem nie może teraz pomóc, jego rozmowy nie skutkują ... jest podobno szansa że z tego wyrośnie, według opinii psychologa z poradni właśnie teraz wkroczył w najgorszy wiek, później powinno być już tylko lepiej... więc całkowicie Cię rozumiem. U nas zaczęło się to właśnie jak miał około 9 -10 lat. Oprócz badań w poradni byliśmy z nim też u neurologa dziecięcego , bo w wieku 6 lat przeszedł wirusowe zapalnie opon mózgowo-rdzeniowych i według psychologów to też mogło mieć wpływ na jego zachowanie i problemy z pisaniem,jednak neurolog t wykluczył, diagnoza brzmi " Z powodu wcześniejszego urodzenia nie wykształciły się zakończenia nerwowe odpowiedzialne za umiejętność pisania i problemy z przestrzennym przekształcaniem obrazów mózgu" .
        Jedyne co mogę poradzić z własnego to w miarę szybką diagnostykę w Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej, tam pokierują Was w jaki sposób można mu pomóc , pozdrawiam.
        • maman3 Re: jak sobie radzicie 14.06.11, 13:54
          Też mam problem, teraz już z 10-latkiem, ale ciągnie się od jakiegoś czasu. Nie są to kradzieże, ale ogólnie wredne zachowanie, szczególnie wobec rodzenstwa. W szkole różnie, raczej nie najgorzej-ale tu ja staram sie zachować zdroqwy rozsądek, bo uważam, że niejednokrotnie uwagi nauczycielek są przesadzone. Kiedyś było naturalne, że chłopcy w tym wieku wracali ze szkoły z uwagami-martwiło rodziców to, gdy byli zbyt grzeczni-bo to świadczyło o zakompleksieniu, lękach, wycofaniu. Teraz biegniemy do psychologa. Sprawę kradzieży trzeba bardzo, jasno wyjasnić-konsekwentnie karać. I utrzymywac równowage-pamietajmy, że dla chłopca szkoła, to front-zawsze ktos stoi w opozycji i trzeba walczyć smile . Dobrze świadczy, że w domu jest grzeczny i dobry.
          • sli-maczek Re: jak sobie radzicie 14.06.11, 14:03
            Zaraz.Wzial 2zlote ze skarbonki?Moze nie dostaje kieszonkowego? Jak sie dzieci za krotko chowa to potem mozna stracic z nimi kontakt.Moze warto przemyslec zeby mial 2zlote czasami i nie musial podkradac jak potrzebuje? Nie chce sie madrzyc,ale nas wychowywano z duzym zaufaniem,za to godzinami rozmow i wszyscy wyszli na ludzi.Jak mlodszy popijal piwo z kolegami to mama zaczela mu kupowac w domu porzadne,zeby pil z nia czasami zamiast sie ukrywac.koledzy mowili ze to patologiasmile (16lat mial) a jakos dzieki temu przestal sie chowac po katach i probowac za to koledzy nadal widza w piciu wielka frajde.Ot - rozmawiac duzo a wiecej ufac
            • verdana Re: jak sobie radzicie 14.06.11, 15:41
              Pomyślałabym, ze nadmierna kontrola powoduje bunt. Jeśli dziecko nie moze wziąć własnych pieniedzy ze skarbonki bez uzgodnienia z rodzicami, jesli to uznawane jest za kradzieź, to jego niewlasciwe zachowanie jest słuszne - jest to próba wyrwania sie spod wszechogarniającej kontroli i tępienia wszelkich przejawów samodzielnosci. na przyklad kupienia czegos samodzielnie w sklepiku.
              Drobne wykroczenie (albo i nie, kupienie wybuchowych diabelkow jest moze głupotą, ale nie jest niczym złym) urasta do rangi przestępstwa. Dziecko postawione jest w rodzinie w sytuacji "czarnej owcy", którą nadzorować ma grzeczna siostra, a młodsze dzieci są obserwowane, czy przypadkiem nie wzoruja się na starszym bracie - a starszy brat powinien mieć autorytet wsród mlodszego rodzeństwa. Kompletny drobiazg, z ktorego większość rodziców by się uśmiała, urasta do rangi zbrodni.
              Dlaczego niechęć do gry w szachy w ogóle jest czymść niewłasciwym?
              Co bym zrobila- zmieniła zasady wychowania tego dziecka, być moze innych takze. A przede wszystkim zakazała starszej siostrze pełnienia funkcji dozorcy i donosiciela.
              • sli-maczek Re: jak sobie radzicie 14.06.11, 17:08
                Dokladnie.lepiej bym tego nie ujela
              • 5an-ka Re: jak sobie radzicie 15.06.11, 01:48
                fajne podbudowanie Verdano: ale ty masz chyba dorosłe dzieci moje mają 10, 9, 7 i 2* 3,5
                nadmierna kontrola dla 9 ulegajacego kolegom i wynoszącego do szkoły nie tylko swoje rzeczy nie mówiąc o kasie, wizyty w szkole po 3 razy w tygodniu bo nie wiedzieliśmy, że młody nie umie sobie radzić z agresywnymi kolegami i dzięki młodej to wyszło, bo poszła zanieść mu kanapki a on był kopany i kopał, najnoramalniej w świecie bała się o niego, ona umie się postawić i poprosić o pomoc, jest bardzo dojrzała i empatyczna potrafi i lubi pomagać nie tylko bratu. Dzieki wsółpracy z wychowawczynią( jest też kuratorem sadowym) młoda sama z siebie patrzyła czy daje radę i wspierała go, za zgoda nauczyciela. Syn sobie bardzo ceni pomoc siostry. Oboje się wspierają i już lepiej potrafi sobie radzić.
                Pod szkołą też byli zaatakowani, nie tylko oni. W tej szkole są różne dzieci.
                Jakie donosicielstwo, do skarżenie czasem dochodzi ale te sprawy rozwiązują debaty rodzinne i to u młodych.
                To są małe dzieci teraz on potrafi, wspierać siostrę. Jest bardzo z niej dumny tak jaki ona z niego. Bardzo się lubią, mają wspólnych kolegów, jeżdżą sami do szkoły.
                Są alergikami a on astmatykiem, wiec uczą się co mogą jeść i kupować to też kontrola, to nie wiedziałam, skonsultuję z lekarzem.
                Kasę wziął z domowej skarbonki na drobne wydatki, a tu mu nie wolno sięgać,( nawet po 2 zł
                ) bez pytania, już potrafił mówić mamo potrzebuje na to i na to i dostawał. Więc znów zaczyna łamać zasady, które sam zaakceptował i ustaliśmy wspólnie.
                Na bierząco dostają od nas małe kwoty jak potrzebują. Większe zakupy ustalamy razem bo im się dorzucamy i tu mają swoje osobiste skarbonki.
                W szkole dzieciom nie zalecano dawać pieniędzy bo starsi wymuszali kasę. Moje dzieciaki też nie wymagały do tej pory, bo brały sobie z domu to na co mieli ochotę.
                Drobne wykroczenie zostało ukarane obniżeniem oceny 4 chłopcom a ich wychowawczyni poszła by zanimi w ogień on też bardzo przeżywa to co zrobili, bo uwielbia swoją panią, a ona nie robi z igły widły wręcz odwrotnie, broni ich jak lwica ale jak trzeba ukarze,
                (w pierwszej klasie dzieciaki były gnębione przez starszych kolegów, wiec poszły i ich stłukły) To są konsekwencje i lęk w wyniku pewnych zachowań.
                Jeżeli młody przygotowywał się zmodszym bratem i siostrą od dłuższego czasu na konkurs szachowy z radością, a od pewnego momentu widzę i czuję, że się coś się zmienia, on znów mniej mówi i wyszło znów wyniesienie małej kasy ale wyszło i to z karą od wychowawcy. To wolę nawet mysleć głośno i się mylić niż coś przeoczyć. Sukcesem jest już to że mówi, jeszcze kłamie czasem jak teraz, że znalazł 2 w trawie, ale mówi. Moje dzieci lubią rozmawiać i dyskutować i to nie ich wina a zasługa, że są zdolne, a on jest inny, woli robić niż mówić, co nie znaczy wcale że uważany jest za czarną owcę ale napewno już jesteśmy bardziej wyczuleni na jego zachowanie i zdrowie. On musi widocznie doświadczyć, żeby zrozumieć.
                Teraz też wychodzi, że jest dyslektykiem nauczyciel mówił, że za wcześnie a poradnia, że bardzo dobrze bo zacznie od września zajęcia u nich.
                Ach jeszcze nasze metody to napewno nie dozór, a wsparcie, wychowanie i akceptacja a efektem są ich sukcesy tak samo jak w szkole i na zajęciach dodatkowych (bardzo lubią taniec i też im wychodzi to też źle) a u nas w domu ciągle powiększa sie grono kolegów. Verdano jak nie pomagasz to nie dokopuj przynajmniej na tym forum, czytałam wiele twoich porad i z wielu korzystam.
                • verdana Re: jak sobie radzicie 15.06.11, 07:30
                  Nie pisałas o kradzieży, tylko o zabraniu wlasnych dwóch złotych ze skarbonki i niemoznosci kupienia nic w sklepiku bez rodzicielskiej kontroli.
                  Pomoc siostry na stałe NIE jest dobra, spytaj psychologa. Owszem, starsza siostra może czasem wesprzeć, nie może być kimś, kto ma za zadanie opiekować się dziewięciolatkiem w szkole. Ma być siostrą, nie kolejnym rodzicem.
                  Nie bardzo rozumiem - w szkole Twoje dziecko jest atakowane, a Ty masz do dziecka pretensje?
                  Jesli to skarbonka na drobne wydatki to nie "jego skarbonka" jak napisałas. Dziecko barzo potrzebuje pieniedzy nie "na cos", tylko na to, o czym mama nie wie. Dawanie pieniedzy na konkretny cel jest w wypadku 9-latka za dużą kontrolą - i to widzać. dziecko kradnie, bo chce być niezalezne w zakresie głupich dwóch złotych. Tygodniówka zalatwiłaby sprawę. Inaczej Twój syn będzie podbierał kasę - nie dla kasy, tylko dla wolnosci. Dziecko, zbyt ukarane przez szkołę za drobne wykroczene potrzebuje wsparcia rodziców, a nie załamywania rtąk i oświadczeń o utracie zaufania. Zresztą , jesli dziecko nie mowi Ci o atakach kolegów na niego, to Ty też raczej nie cieszysz się jego zaufaniem. Nie wierzę też w zadne "zasady ustalane wspólnie" - to formułka, stosowana przez rodziców na pewne narzucone zasady. Mówi się dziecku coś i oczekuje jego zgody, a potem mowi o "ustaleniacgh". Sa to niemal w 100% polecenia - też trzeba ich przestrzegać, ale nie można od 9 -latka żądać, aby zawsze przestrzegał poleceń. Można się gniewać, ale nalezy łamanie zasad traktować jako normę rozwojową, a nie przejaw złego charakteru.
                  Rozumiem, ze pomoc dla Ciebie byłaby oswiadczeniem "No, biedna jesteś, cała rodzina idealna, a jedno dziecko sprawia takie straszne problemy, to jego wina. Trzeba iść do psychologa, trzeba go trzymać krótko, pinować". Przykro mi, tak nie bywa. Jesli dziecko w tym wieku zachowuje się źle, to powinny zmienić się obie strony. Częściej nawet rodzice niż dziecko. Idź do psychologa, usłyszysz to samo.
                  Nie ma rodziców nie popełniających błędów. Jesli dziecko "źle działa" to nie nalezy iść w zaparte i zmieniać dziecko uznając, ze samemu robi się wszystko dobrze, tylko przede wszystkim zastanowić się, co jest w domu nie tak. Mnie tu w oczy bije kilka błedów wychowawczych. Ale widzę, ze Ty uznajesz wyłacznie wine dziecka, tego jednego, nigdy reszty rodziny. I absolutnie nie masz zamiaru niczego zmieniać.
                  I w ten sposób kłopoty nie miną. Pogłębią się.
                  • zuzanna56 Re: jak sobie radzicie 15.06.11, 08:27
                    Nie napiszę pewnie nic mądrego...
                    Córka ma teraz 10 lat, syn 14 lat, więc jestem w miarę na bieżąco z wiekiem, o którym piszesz. Mam dzieci spokojne w szkole, tak bym to ujęła. Chwalone za dobre wychowanie itp. W domu tak cudownie nie jest, potrafią się ze sobą pokłócić i trzasnąć drzwiami. Sama nie wiem, czy to natura, czy wychowanie...Jestem nauczycielką, ale w licem (częściowo też w gimnazjum) i wiele rzeczy obserwuję. Nie jest dobre ani danie dziecku nadmiernej swobody, ani też zabranianie wszystkiego. Nie wiem, czy sama robię dobrze, często o tym rozmawiamy z mężem. W kwestii finansów, nasze dzieci zawsze mają przy sobie jakieś pieniądze na drożdżówkę czy coś do picia, starszy na dojazdy. Zawsze jak coś chcę im dać, okazuje się, że one nic nie potrzebują, nie chcą tych pieniędzy...w skarbonce pieniądze są na jakiś konkretny zakup. Z drugiej strony ja ich nie kontroluję czy wydali 10 zł na jedzenie czy picie, nie dopytuję. Nie piją coli, nie jedzą czipsów itp. choć nikt im tego nigdy nie zabraniał. Raz na jakiś czas jemy w fast foodzie, nie wiem, może raz na 2 miesiące, nie widzę w tym nic złego.
                    • basha Re: jak sobie radzicie 15.06.11, 09:04
                      ja myslę, ze problem tu jest złożony. Powinnaś skorzystać z porady fachowca. Ciężko dać dobrą radę na forum nie znając dziecka, nawet jeśli jest się pedagogiem lub psychologiem.
                    • 5an-ka Re: jak sobie radzicie 15.06.11, 12:35
                      Dla mnie sygał nauczyciela, który daje dzieciom tyle serca jest bardzo cenny, często radziłam się w kwestji syna i dzięki wychowawczyni młody radzi sobie o wiele lepiej w grupie, ona wymaga przestrzegania zasad w szkole i młody się bardzo stara bo tak ustalili w klasie. Może to mu się to podobać lub nie w szkole musi słuchać wychowawcy i nauczycieli. On biegnie z radością do szkoły to jest ważne, uśmiech na jego buzi i przytulenie dużo mówią.
                      Tak jak muszą mieć już telefony bo jeżdzą sami tak też będą dostawali kieszonkowe i sami będą decydować na co wydają, narazie dostawali na bierząco i nie prosili. Ich rówieśnicy dostają wiekszą kasę inni wogóle a według potrzeb. Uczą sie gospodarować, robią czasem małe zakupy. Jednak wolą ustalić z nami jakieś konkretniejsze zakupy i na nie sobie składają, jest spokój bo i tak zazwyczaj jest to lego u chłopaków cała 3 składa. Koledzy bardzo imponują ze swoimi zabawkami i gadżetami a oni wybierają. Dyskusjom nie ma końca. To oni wybrali szachy, czy taniec więc też nie wymagali kieszonkowego. Tak jak w domu nie ma słodyczy czy czipsów to w sobotę i niedzielę wybierają co chcą jeść czy gdzie się wybieramy na wyprawę i wtedy lody to podstawa. Impreza 10 latki w domu tylko moi jedli sałatkę owocową, którą sami zrobili, a wszyscy (20 osób) czipsy i kola, było za mało. Młodzi są odporniejsi i mogą sobie na więcej pozwolić, wiec próbują i poznają. Ja uczę się z nimi i nie widzę nic złego w ustalaniu potrzeb i dokonywaniu wyborów na razie pod okiem rodziców, tym bardziej, że każdy z nich jest inny. Martwię się że jest wpływowy dostaje po głowie ale widocznie musi poobrywać. Nowe miejsce zamieszkania, ciągle coś było nie tak z nowymi kolegami, nie pomogły przestrogi, nie zabranialismy wychodzenia, musiał dostać od niby kolegi w twarz sam zrozumiał, ale też odnalazł się w grupie sportowców. Teraz szykują swoją imprezę urodzinową przed blokiem, ustalili grila z hoddogami, hamburgerami, czipsy i kola, lista otwarta mamy czas do 20.
                      Ja bardzo lubię patrzeć jak dorastają, kłócą się, dyskutują podczas zabaw, biegną do domu, z radością lub z jakimiś cieżarem na karku, tesknią za sobą, godzą sie wolę ten krzyk niż młodego nic nie mówiącego i naszą bezradność.
                  • 5an-ka Re: jak sobie radzicie 15.06.11, 10:27
                    Teraz bardziej biorą górę emocje,
                    U nas te sprawy ciagną się od przedszkola, ja wróciłam do pracy młody zaczą chorować bardzo i w domu zostawał czasem z teściową, ( żona wojskowego, bardzo ostra, właśnie bardzo kontrolująca i desdpotyczna, okazało się, że już wtedy demencja starcza, teraz dopiero wiem ile dziecaki przeszły, właśnie młody, dopiero po informacji sąsiadów przejrzałam na oczy).(mąż jedynak naszczęście nie wojskowy,) Siostra zdrowsza chodziła systematycznie do przedszkola i na szczęście informował jak umiała co potrafiła robić babcia. Ja też się stawiałam ale byłam, wdzięczna za pomoc, niestety byłam wtedy zbyt naiwna i dawałam się jej manipulować. Młody od tamtego czasu zamyka się w sobie. Szczególnie jak coś mu nie wychodzi ale już zaczyna rozmawiać, z siostrą nie mogą się nagadać, mają swoje sprawy i wiedzą już, że babcia jest chora. Naszczescie nie stracił do nas zufania i potrafił krzyczeć, mamo nie chcę z babcią. Z psychologiem jesteśmy w kontakcie od zerówki i to ona uzmysłowiła nam chorobę babaci i na pewno przez to nas wszystkich.
                    Młody nie odbiega w niczym od reszty moich chłopców, to są dzieciaki dopilnowane po prostu, pomoc siostry była w pierwszej klasie i tylko chwilę jak wyszła sprawa z bójkami i ciągłym bieganiem, zajęcia korekcyjne mu nie wystarczały więc wybrał klub Judo i teraz zdobywa doświadczenia już samodzielnie bo ostatnio był pogryziony i potrafił zgłosić do trenara sam. Imponowali chopcy łobuzujący teraz biegnie do piłkarzy. I to jest opinia pani psycholog, że jeszcze nie widziała tak zdolnej piąteczki, a sama ma piateczkę. Ja niestety sama obarczam siebie winą bo boję się obsadzić moje dzieciaki w roli jakiejkolwiek, geniusza, kozła ofiarnego, dobrego sportowca, chorego, wolę mieć świadomośc ale nie jest to łatwe.
                    Ja nawet nie rozpatruję kradzieży czy kłamstwa z jego strony na tym etapie rozwoju. Rano dopiero powiedzał we wtorek, (10 minut przed wyjsciem do szkoły) sprawa rozegrała się w piątek przeważył znowu lęk ale dał radę pomimo wszystko powiedzał sam. A u mnie przeważyły znów emocje.
                • tamcia35 5an-ka 15.06.11, 09:51
                  w kwestii poradni...
                  wychowawczyni mojego syna w klasach 1-3 pytana przeze mnie czy czasem nie powinnam iść z synem na badania do poradni uparcie twierdziła że nie ma takiej potrzeby a ja jej wierzyłam, w końcu miała w klasie ponad 20 osób więc skala porównawcza była .Widziałam jednak ze ma problemy z czytaniem i pisaniem porównując jego umiejętności do starszych synów . Ale ufałam nauczycielce. We wrześniu rozpoczął naukę w 4 klasie i po dwóch tygodniach nowa pani wychowawczyni, ( polonistka z resztą ) skierowała nas do poradni. I miała całkowitą rację w swoich przypuszczeniach. Pluję sobie w brodę po dziś dzień że słuchałam poprzedniej nauczycielki , mogliśmy mu pomóc już dwa lata wcześniej uncertain , wcale nie potrzeba przecież zgody nauczyciela aby iść z dzieckiem na badania do poradni. Jeśli u Was są jakieś podejrzenia co to tego typu zaburzeń to idźcie z synem do poradni, nie zważając na to mówi nauczyciel . Powodzenia.
                  • 5an-ka Re: 5an-ka 15.06.11, 10:47
                    Ja dlatego przeżywam takie sytuacje może za bardzo, ale naprawdę widzę, że lepiej wcześniej i niech mnie pogonią niż być nie świadomym co się dzieje. Dysleksja też wyszła dzięki znajomej bo jej syn bardzo przeżywał 3 klasę zdolna i pracowita besja 2 lata wyróżniany a trzecia nie wyróżniany bo robisz błędy. Ja do ciebie nic nie mam ale robisz błędy i zero pomocy ze szkoły. Nie pomogły tłumaczenia rodziców przestał się uczyć i już. Córa też zaczeła z nim rozmawiać i naszczęście pomogło.Testy na koniec 3 klasy już poszły mu dobrze. Też dopiero zacznie zajęcia w poradni. Pewnie razem z moim.
                    • tamcia35 Re: 5an-ka 15.06.11, 10:58
                      Pogrzebię w domu i podeślę Ci kilka propozycji książek z ćwiczeniami dla dzieci z dysleksją , są napisane w formie żartów, łamigłówek i krzyżówek , polecono mi je właśnie w poradni, mój syn bardzo lubi na nich pracować , bo to raczej jest w formie zabawy niż nauki, zupełnie inaczej niż w podręcznikach szkolnych . Poza poradnią, w domu też można takim dzieciakom sporo pomóc smile
                      • 5an-ka Re: 5an-ka 15.06.11, 13:14
                        Dzieki młody dziś spał z nami tak właśnie reaguje jak ma problem. Rano mieliśmy 2 godziny dla siebie i usłyszałm ,, mamo ja bardzo,źle zrobiłem, że wziąłem kasę bez pytanie,ale ja nie umiem się opanować jak mam jakiś pomysł, dopiero jak ty mówisz, czy pani to ja wiem, że powinienem porozmawiać wcześniej". Teraz opowiada o krzemieniach i rysuje statki kosmiczne, chceliśmy żeby mówił więc się rozkręca. Pozdrawiam.
                        • tamcia35 Re: 5an-ka 15.06.11, 17:54
                          Zupełnie jak bym czytała o moim Michale ja coś nabroi wink
Pełna wersja