maman3
13.08.11, 16:55
Dziś zrobiłam numer... wyszło w sumie niechcący.., otóż moje dzieci życzyły sobie, żeby tata przymocował kosz do piłki-gdzies, taki dla mniejszych. Mąż mój generalnie nie lubi prac przydomowych, z reguły , w końcu nie wytrzymując, ja go wyręczam, bo żal mi dzieci. Dziś w ich imieniu prosiłam kilka razy, na co usłyszałam nie pierwszy raz, że się nie da. "Zawsze się da"-rzekłam i stwierdziłam, że w takim razie ja sie tym zajmę. Jesteśmy już na etapie braku wstydu-mąż nie ruszył tylka z fotela. Ja miejsce znalazłam, ale brakowało mi sprzętu typu wiertarka, a właśnie z naprzeciwka wychynął w trakcie prac warsztatowych sąsiad-nota bene ojciec dziecka, które u nas chciało w tę piłkę grać. Zapytałam, czy akurat nie ma na podorędziu wiertarki-sąsiad przyszedł, obejrzał i stwierdził, że zaraz zrobi, co należy. Weszłam do domu i mówię-wyjdź, bo sąsiad będzie mocował kosz... Ale reakcja! Nikt mi tu nie będzie! To moje podwórko! Wyszedł i wrócił z tekstem, żebym tego więcej nie robiła, bo on mi tu babę do gotowania przyprowadzi! Ja mu na to, że wszystko, co chce, gotuję mu bez mrugnięcia, spełniam każdą jego fanaberię kulinarną, a babę, owszem, już mi przyprowadził do sprzątania i nie mógł zrozumieć, dlaczego jestem temu niechętna (zupełny brak pomocy z jego strony w domu), poza tym sam powiedział, że się nie da, więc teraz nie ma o co kruszyć kopii...
Przypomniało mi się, że kiedyś go straszyłam,że poproszę o pomoc sąsiada, skoro on taki niechętny jest, i proszę, samo jakoś się zrealizowało

. Ciekawe tylko, jakie będą efekty... Na razie bardzo obrażony.