mama.rozy 23.08.11, 17:29 rozpoczęliśmy szkolenie na rodziny zastępcze decyzja była i łatwa i trudna,jak to w życiu bywa ale szkolenie zaczęliśmy i zobaczymy,jak się sprawy dalej potoczą Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
3lina Re: ogłaszam juz oficjalnie;) 23.08.11, 17:36 Gratuluje mamo.rozy! Swiadczy to o ogromnych pokladach ciepla i milosci! Odpowiedz Link
agnie-sia80 Re: ogłaszam juz oficjalnie;) 23.08.11, 19:45 my z mężem tworzymy rodzine zastepcza dla 14-latka.Jest z nami od 4 lat. poczatki były bardzooo trudne, ale teraz juz jest niezle. Ciagle sie zabieram zeby opisac nasza historię i ciagle mi czasu brakuje. ale w razie pytań-chętnie odpowiem Odpowiedz Link
mama.rozy Re: ogłaszam juz oficjalnie;) 23.08.11, 20:31 o fajnie,dzięki za odzew my chcemy byc specjalistyczną,także z racje tego,że na kursie reszta będzie zwykłą zawodową,a także dlatego,że jestem pielęgniarką i to podnosi nasze kwalifikacje agnie-a wiecie już co się u Was zmieni jak wejdą nowe rozporządzenia? Odpowiedz Link
zdunia1979 Re: ogłaszam juz oficjalnie;) 23.08.11, 23:16 Zycze powodzenia i wytrwalości Odpowiedz Link
zebra12 Re: ogłaszam juz oficjalnie;) 28.08.11, 19:45 A ja chętnie zajęłabym się takim rodzicielstwem zastępczym. Zawsze chciałam pracować w DD. Miałam tam nawet praktyki, a potem byłam wolontariuszką. Niestety trzeba mieć warunki mieszkaniowe, a ja ich nie mam Gratuluję w każdym razie. Odpowiedz Link
mama.rozy zebra 29.08.11, 08:36 do adopcji musisz miec idealne warunki do zostania RZ nie jak chcesz więcej to napisz na gazetowego Odpowiedz Link
agnie-sia80 Re: zebra 29.08.11, 10:28 no własnie chciałam to napisać- warunki mieszkaniowe nie są aż tak bardzo brane pod uwage Odpowiedz Link
toya666 Re: zebra 29.08.11, 11:56 agnie-sia80 napisała: > no własnie chciałam to napisać- warunki mieszkaniowe nie są aż tak bardzo brane > pod uwage Może i nie są. Ale jak ktoś ma 2 pokoje i już 1 czy 2 swoich dzieci, to nijak nie zakwateruje kolejnego... Chyba, że z krzywdą dla niego, co jest bezsensem. Myślę, że chodziło bardziej o warunki GODNE dla tego dziecka/dzieci. Niż jako formalne wymagania. Mamo.rozy - gratuluję!!! Od dziecka marzyłam o stworzeniu rodziny zastepczej lub adopcji. Może kiedyś się uda Odpowiedz Link
mama.rozy Re: zebra 29.08.11, 12:35 no właśnie nie są tak restrykcyjni znam RZ,która ma dwoje biologicznych i jedno jako RZ.oczywiście,żeby mieli więcej w RZ,musieliby miec więcej miejsca.ale na to jedno było miejsce. godne warunki to pojęcie względne.dla jednych będzie to osobny pokój z dostępem do internetu,dla innych własne łóżko... najlepiej iśc do własnego PCPR-u i zapytac.oni przychodzą na pierwszą kontrolę i decydują.my poprosiliśmy o takąż jeszcze przed rozpoczęciem szkolenia,żeby miec pewnośc,że i PCPR i my myślimy w tym samym kierunku.i tak jest przy adopcji sa większe wymagania lokalowe,bo dziecko jest przysposabiane na stałe i ani OA,ani PCPR nie chodzą na kontrole(raczej sporadycznie).przy RZ,pogotowiu czy RDD,takie kontrole są non stop i w razie czego się koryguje błędy. u mnie trójka dzieci śpi w jednym pokoju,maluch,który do nas przyjdzie,będzie miał kąt w pokoju nas-rodziców.oprócz tego jest tzw.bawialnia.przy większej liczbie dzieci trzeba będzie myślec o np.adaptacji strychu czy garażu.ale to wszystko w swoim czasie. jak ktoś o tym myśli,najlepiej iśc właśnie do PCPR-u albo OA. przygoda życia Odpowiedz Link
verdana Re: zebra 29.08.11, 13:36 No, to ja się trxochę wyłamię -bo z jednej strony rzeczywiście podziwiam, a z drugiej - nie podziwiam. Wiem, że zaraz spadną na mnie gromy, bo dzieci osierocone czy osamotnione bardzo potrzebują rodzin zastepczych, a terapeutyczna rodzina zastępcza to juz rzadki skarb. Tylko, gdy w domu pojawia się chore , małe dziecko, to trzeba poświęcić mu ogromną ilość czasu. Znane są i zbadane problemy rodzeństwa chorych dzieci - rzadko kiedy ich dziecinstwo jest naprawdę w pełni szczęśliwe. Rodzice musza koncentrować się na chorym, wiele aktywności ze zdrowym dzieckiem jest niemożliwych, bo nie ma go z kim zostawić. Zdrowe dzieci w rodzinie, gdzie jest chory sa zazwyczaj choć w części zaniedbane. Jak wyobrazasz sobie zajmowanie się zdrowymi? Czy znajdziesz dla nich dostatecznie dużo czasu? Czy będą w stanie zaakceptować to, że po przywiązaniu się do jednego dziecka, ono zniknie i przyjdzie kolejne? Czy sa przygotowane na tęsknotę za dzieckiem? Czy nie będzie tak, ze dzieci w końcu nie będą w stanie przywiązać sie do zadnego malucha, a będą traktowaly go tylko jako obcego, ktory zajmuje czas? Ja wiem, ze to dosyć paskudne pytania, ale czy znasz na nie odpowiedzi? Odpowiedz Link
mama.rozy czekałam na Ciebie;) 29.08.11, 14:11 bo wcale głupio nie pytasz właśnie po to jest szkolenie,żeby sobie na to wszystko odpowiedziec my wychodzimy z założenia,że chore dziecko i ja mogłabym urodzic.dlatego dla nas nie jest problem samej choroby dziecka.po prostu jest to dla nas normalne,że chore dzieci się rodzą.dla naszych dzieci,wbrew pozorom,łatwiej jest zaakceptowac to,że chore dziecko potrzebuje opieki,że ktoś je zostawił/albo i nie,ale że nie mógł sobie poradzic z opieką nad nim.takie to przewrotne jest,ale nam to wyszło w rozmowach z dziecmi.im było w ogóle bardzo trudno uwierzyc,że zdrowe dziecko można ot tak zostawic.bo tu trudniej wytłumaczyc... verdana,mi będzie o wiele łatwiej zajmowac się dziecmi,mając jeszcze jedno(bo na razie -po szkoleniu-wyrażamy zgodę na jedno) pod ręką,niż jak teraz,kiedy wracam do pracy i nie widzę dzieci w ogóle,bo pracuję na 12-tki.teraz to mam problem,olbrzymi.bo męża nie ma tak codziennie. i mi wcale nie chodzi o ochy i achy.to sobie sama mogę zaśpiewacszkolenie,które my robimy,jest właśnie nastawione na trudności.żeby by na nie przygotowanym,bo one na pewno będą.zawsze są. o dzieciach zdrowych i chorym rodzeństwie dużo już czytałam,interesowało mnie to od zawsze.a szczególnie dysproporcje w poświęcaniu czasu.bo wszyscy ciamkają nad chorym,a zdrowe w tym czasie okrada sąsiadkę.tak w skrócie. a co do znikania-to widzisz,chore dziecko ma kilkuprocentowe szanse,że koś z rodziny je zachce.brutalna prawda naszych czasów.zdrowe-owszem,RZ są z założenia pośrednikami między dysfunkcyjną rodziną a dzieckiem.tymczasowośc jest jakby na pierwszym miejscu. ale chore dziecko?raczej jak jest zostawione,to na wieki wieków.znam to z opowiadań właśnie RZ specjalistycznych.one raczej martwia się tym,że w RZ dziecko może byc do 18-tki(lub do skończenia nauki).a potem? a jeśli chore dziecko wróci do rodziny,bo im się coś tam wyrówna i będą w stanie-trzeba to odczytac jako sukces. Verdana,na wiele pytań Ci teraz nie odpowiem.sama mam ich coraz więcej.podobno zdrowy objaw. ale dośc mam pustego gadania o tym,że trzeba pomagac.mogę,to robię.i mogę,co robię. a że mogę,to robię Odpowiedz Link
verdana Re: czekałam na Ciebie;) 29.08.11, 14:32 Oczywiscie - tylko urodzenie chorego dziecka to zazwyczaj powazny kryzys w rodzinie i - co tu ukrywać - czesto zrujnowanie życia rodzinnego. Ale uniknąć się tego nie da - tylko trudno uznać,z e to jest wydarzenie w pełni szczęśliwe. Zaniedbuje sie inne dzieci - bo innego wyjścia nie ma. Trudno. Tymczasem Ty chcesz to zrobic dobrowolnie. Kiedy wracasz do domu po 12-ce mozesz jednak iść z dziećmi do teatru, czy na przedstawienie w szkole, mozesz jeden dzień poświęcić dziecku, jesli tego potrzebuje. W przypadku chorego dziecka moze się zdarzyć,z ę potrzeby Twoich własnych bedą musiały zostać zignorowane, nawet jeśli są istotne. I nie bardzo rozumiem jedną rzecz. Biorac dziecko zrezygnujesz z pracy, to oczywiste. pieniądze, jakie otrzymasz jako rodzina zastępcza pójdą najprawdopodobniej w calości na potrzeby chorego dziecka - takie dzieci po prostu kosztuja ogromne poeniądze - specjalne jedzenie, rehabilitacja, żajęcia. Czyli rodzinę bedzie utrzymywał maż? To bedzie jeszcze mneij w domu, niz teraz. Chore dziecko, jesli jest tak chore, ze nie rokuje wyzdrowienia, wymaga bezustannej troski przez lata. Jesli rokuje - moze zniknąć jak najbardziej. W tym pierwwszym wypadku - cóż, bedę bardzo brutalna, naprawdę, za co przepraszam - czy jesteś przygotowana na to, ze nie wyjedzesz wiecej na wspólne wakacje z wlasnymi dziećmi? Czy jesteś przygotowana na to, że Twoje dzieci mogą nie chieć zapraszać do domu kolegów? Czy jesteś przygotowana na to,z e Twoje dzieci bedą chcialy uciec z domu, gdzie centralną piostacia jest chore, obce dziecko? cfzy przewidujesz, ze dzieci beda patrzyły, jak się meczysz z chorym, czy też będziesz wymagała, aby poświecały mu czas i uwagę? Przy rodzenstwie nie mam watpliwości - przy dziecku, ktorego sie nie kocha i ktory jest elementem zycia zawodowego rodziców - czy mozesz tego wymagać? Dla mnie "mogę pomagać" jest OK. Ale pytanie "czy mogę zmuszac do pomocy całą rodzinę i wymagać poświęceń, bo mam jakiś pomysł na życie" nie jest juz pustym gadaniem. Odpowiedz Link
mama.rozy no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 15:16 jeśli jest się zawodową rodziną zastępczą dostaje się pensję z PCPR-u,oprócz tego na wydatki na dziecko.wszystko jest w ustawie,można łatwo znaleźc a co do zmuszania.trudno.jestem ich rodzicem,mieli pecha. wiele rzeczy można podciągnąc pod ten temat.decyzja o rodzeństwie,bo kiedyś mogą mi zarzucic,że woleliby byc sami.decyzja o miejscu zamieszkania-bo woleliby miasto.decyzja o kupnie ubrania.o sposobie jedzenia.o znajomych takich a nie innych.o religii. po dyżurze,kiedy wracam do domu ok.21,na pewno nigdzie z dzieckiem nie idę.zdecydowanie. kazdemu z moich dzieci może zdarzyc się wypadek i nie pojedziemy przez nie na wakacje.ale rodziców jest dwóch.na szczęście.w te wakacje też byłam z nimi sama. a RZ ma prawo do 2 tygodni urlopu.więc nie bardzo widzę ten problem. wiem,że obniżenie standardów życia na własne życzenie nie jest mile widziane.ale to zależy od tego,co się przyjmie jako standard życia. co do kolegów-na szczęście mamy takich znajomych,którzy podzielają nasze poglądy.co nie znaczy,że robią to samo.ale jeśli ktoś miałby do nas nie przyjśc przez to,że w domu jest chore dziecko.verdana,czy ja całe życie muszę patrzec na innych?mam ich głęboko.jak dla kogoś to jest problem,to ja za niego nie odpowiadam.owszem,jesteśmy nastawieni,że ludzie mogą różnie reagowac.ale to chyba świadczy o nich?i mam się komuś takiemu podporządkowac?przepraszam,sięgam wyżej. no i z tą miłością to już pojechałaś po bandzie.nie mozna kochac takiego dziecka?jedna jest miłośc?ubogie takie życie.ja mam tak,że im więcej do kochania,tym więcej kocham. nie przewidzę wszystkich katastrof w moim życiu.ale sama przeżyłam już trochę i wiem,że warto coś robic.tego uczę dzieci.jak ktoś stoi w miejscu,to szybko zgnije. my myślimy o rodzicielstwie zastępczym od jakiś 10lat.teraz nareszcie możemy.to naprawdę jest ogromna radośc. ale jeśli wszystko sprowadza się do cierpiętnictwa i męczeństwa,przestaje smakowac. a życie smakuje www.uroczysko.net.pl/ Odpowiedz Link
verdana Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 15:28 Zaczekaj - a czy przy zawodowej rodzinie zastępczej ta pensja jest na tyle duża, ze zdołasz z niej utrzymać chore dziecko i w rozliczeniu zostanie Ci jeszcze na utrzymanie własnych dzieci? Cóż, decyzje podejmowane przez rodziców są oczywiście ich suwerennymi decyzjami, co nie oznacza, ze mozna je podejmować bez zastanawiania się, jak to wplynie na dzieci. decyzja u urodzeniu kolejnego dziecka, gdy nie mamy warunkow - tez jest decyzją suwertenna, a jednak budzi wątpliwości co do tego, czy nie krzywdzi zyjących juz dzieci. Oczywiscie,z e każdemu dziecku mopze się zdarzyć wypadek, moze się też zdarzyc, ze w ogóle wakacji nie bedzie, ale czym innym jest podjecie decyzji, ze więcej z dziecmi na wakacje się nie wyjedzie. Dwa tygodnie wakacji to całkiem niezle, ale z tego co wiem, to nie jest łatwo wcale to uzyskać tak, aby nie ucierpiało na tym chore dziecko. Nie, nie musisz patrzeć na innych, ale na przyszłość dzieci - wlasnych - jednak warto. Ich życie będzie znacznie trusniejsze, a to,z e cieżkie zycie rozwija wrażliwość, uczy otwarcia na chorych ludzi, wrazliwości itd - to są raczej ksiazkowe madrości, a nie realne zycie. mało znam tak nieczułych ludzi, jak parę osób, ktorych dziecinstwo krecilo się wokół chorego członka rodziny. Nigdy nie zapomnę 12-latka, ktorego siostra z ZD, z ktorą - jak się wyadawało był związany,z ginęła w wypadku samochodowym. Cóż, powiedził kiedyś szczerze, ze to było najlepsze co go w zyciu spotkało i ze dopiero teraz czuje, ze ma dom. Moja córka miała w szkole kolegę, z bratem chorym pscyhicznie - rodzice, dla dobra zdrowego dziecka musieli się rozstac. Nie watpię, ze Ty wybierając takie życie nie będziesz ani cierpiętnicą, ani meczenniczką. Tylko wybierasz to zycie także dla innych... Odpowiedz Link
mama.rozy Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 15:44 no ale wybieram je także w wielu innych rzeczach,byc moze dla nich gorszych verdana,RZ mają ciągłe kontrole,ciągłe rozmowy z psychologiem i innym logiem jeśli coś jest nie tak w placówce,po prostu się ja rozwiązuje,bo dobro dzieci biologicznych zawsze jest na pierwszym miejscu co do finansów,bo to ważna kwestia.pensja to jakieś 2 tys-czyli mniej więcej tyle,ile teraz mam,z czego teraz 1000 idzie na opiekunkę. do tego dochodzi mniej więcej tyle samo na dziecko.jak dla mnie-nieźle. dla opiekunów zastępczych ważne są osoby bliskie,które mogą w każdej chwili stworzyc koło ratunkowe.musieliśmy nawet takie podac w wywiadzie. ustawa,która teraz wchodzi w życie,przewiduje powstanie tzw.rodzin pomocowych,właśnie na wakacje.ale my tak się średnio do tego odnosimy.ale to osobny wątek. błędów w życiu nie uniknę.chocbym się nie wiem jak starała.pamiętam jak któraś z wielomam tu pisała,ze mając nastoletnie dzieci,zapytała ich,co by w swoim życiu zmieniły,gdyby mogły cofnąc czas.i wiesz,że one podważyły prawie każdą jej decyzję,wybór w ich życiu? zdaję sobie sprawę,ze te decyzje nie są łatwe.ale przynajmniej się staram. Odpowiedz Link
verdana Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 17:08 Wiem, przeciez tego, co pisze, nie wzięłam "z powietrza". Mam przyjaciółke, ktora cale lata przepracowała w OA, jako psycholog kwalifikujący rodziców do adopcji i rodzin zastępczych.Nawet doktorat z tego napisała. I ona mi opowiadała, ze najlepsze rodziny adopcyjne(przeciętnie oczywiście, nie zawsze) to byly wlasnie takie, jak wasze - czyli ludzie mające wlasne dzieci, sprawdzeni jako rodzice, ktorzy brali kolejne po to, aby je mieć. Ale że nie dawano takim rodzicnom dzieci problemowych. Bo zbyt czesto okazywało sie, ze adopcja się nie udaje. Nie dawano też starszych, niż własne dzieci. Wy nie adoptujecie , to inna spraw, fakt. Ale mnie jakoś nie przekonuje wizja, ze jak coś jest nie tak, to się placówkę rozwiązuje i nie ma problemu. Bo to mnie trochę przeraza - jesli przyjmuje się, że najwyzej dziecko pojdzie gdzie indziej, ze to nie jest problem. Ja wcale nie twierdze, ze to się nu uda. Bo może się udac. Ale może - z czego sobie kazdy musi zdawać sprawę - się nie udać. Wlasne dzieci+obce dziecko specjalnej troski to jest idylla filmowa, nie rzeczywista. Nie neguję wyboru, ale czy nie zastanawiałaś się, czy nie lepiej byloby poczekać pare lat, aż wszystkie Twoje dzieci bedą wystarczajćo samodzielne, aby nie potrzebować codziennej uwagi i pomocy? Odpowiedz Link
modrooczka Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 17:43 Verdano, przeczytałam watek i mam pytanie: naprawdę uważasz, że szczęśliwe dziecko to takie, które nigdy nie spotka się z chorobą, śmiercią, które nie ma dodatkowych obowiązków, które ma rodziców na każde zawołanie i bardzo dobry status finansowy? Ja znam wiele dzieci, których dzieciństwo było trudniejsze niż wypieszczonego jedynaka a mimo to czują się bardzo szczęśliwi. Może nawet bardziej niż tamci, bo wiedzą, jak życie może wyglądać. Te dzieci często mają zaszczepioną od dzieciństwa potrzebę i chęć pomocy. Pomyśl ile da dzieciom róży świadomość, że rodzice stworzyli dom dla obcego dziecka. Poza dziecięcym wkurzeniem od czasu do czasu róża da im na dorosłe życie najlepsze możliwe świadectwo. Odpowiedz Link
verdana Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 18:07 Czym innym są wypadki losowe, których nie da się uniknąć, cóż, takie jest życie. I niemal kazde dziecko ma cos takiego w swoim życiorysie - chorobe, śmierć, niedostatek - różne rzeczy. Jednak są wydarzenia, ktore są wyjatkowo trudne - jednym z nich jest obecność osoby przewlekle i nieuleczalnie chorej w rodzinie, osoby, ktora trzeba się zajmować 24 godziny na dobę. Jesli coś takiego zdarzy się w rodzinie - trudno. Ale nie jest to tym samym, gdy matka malych dzieci podejmuje decyzję, żedo domu przybędzie osoba, wymagajace całodobowej opieki - nei dlatego, zee jest to ktos bliski, ale dlatego,z e taka drogę zawodową wybrała. Tak, sadzę, zę dzieciństwo naznaczone chorobą w domu zazwyczaj nie ejst dziecinstwem szczęśliwym. oczywiście, zalezy to od choroby, od domu, od okoliczności - ale nie bedę poprawana - wiekszość domów, w ktorym jest ktoś bardzo chory, szczęśliwa nie jest. I nie ejst wcale prawdą, ze dzieci z takich rodzin wyrastają na altruistów. Równie czeto wyrastają na osoby, ktore mają altruizmu wyzej uszu i resztę zycia starają sie skoncentrowac na swoich potrzebach. Świadomość, ze rodzice dali obcemu dziecku dom wcale nie musi - choć nie zaprzeczam, moze- byc miła i dziecko moze być dumne z rodziców. Jednak, jesli okaże się,z e rodzice, tworzac obcemu dziecku dom, pozbawili w dużym stopniu opieki własne dzieci - to nie ejst to juz tak jednoznacznie dobry moralnie wybor. Wiem, to bardzo niepopularne twierdzenie, bo jakże to - ludzie naprawde chcą pomóc dziecku, mają dobrą wolę, chcą zrobic coś naprawde dobrego - a tu nagle mówi się, zę powinni sie zastanowić? Ze zwzględu na własne dzieci, ktore przeciez już maja rodziców i dach nad glową, więc nie powinny sprzeciwiać sie stworzeniu komus domu? szkoda, ze to nie jest takie proste. I nie mów mi, ze brak czasu i zajmowanie się cieżko chorym dzieckiem prowadzi tylko do "dziecięcego wkurzenia". To nie o wkurzenie chodzi. Chodzi - niestety dosyć czesto w rodzinach z jednym chorym dzieckiem, o autentyczne, psychiczne zaniedbanie pozostałych przez krancowo zmęczonych rodziców. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 19:00 według Twojego rozumowania po prostu nie warto.bo może nie wyjśc. a ja myślę,że warto spróbowac.chociaż może nie wyjśc. verdano,gdybym słuchała takich dobrych rad,nadal nie wyszłabym za mąż(straszne czasy,a poza tym moge trafic na pedofila albo chorego psychicznie),nie miałabym dzieci(straszne czasy),nie wzięłabym kredytu na dom(oj jak strasznie). to ja jestem z tych osób,które wolą się sparzyc,niż nie spróbowac. moje dzieci nie zawsze pałają miłością i wdziecznością co tego,co robię.nie muszą.z tego,co od nich wiem,życia im nie rujnuję.jeśli swoje życie spęczą na pływaniu w basenie i przepuszczaniu swoich pieniędzy-ich życie.nie mam ambicji wpływania na ich dorosłośc i życiowe ambicje.zawsze im mówię,że mogą sprzątac kible w supermarketach,byle robili to dobrze. no i jeszcze jedno-każde dziecko potrzebuje całodobowej opieki.im młodsze,tym większej.i wcale nie jest powiedziane,że dziecko chore będzie jej wymagac więcej.wszystko zależy od choroby. i cały czas piszesz o pieczy zastępczej,jakby tylko masa ludzi czekała,aż się do tego dobiorą.figa.jak myślisz,dlaczego tyle dzieci czeka po placówkach?dlaczego,skoro to jest takie wzniosłe,piękne i opłacalne,się nie chce? czasem mam wrazenie,ze masz bardzo smutne życie.sama,bez przyjaciół,zrozumienia wokół. jakoś nigdy nie byłam tak zmęczona,żeby cierpiec psychicznie.mam znajomych,do których mogę iśc i odpocząc.dlatego mam siły do zycia.człowiek samotny ciągle narzeka,wszystko dla niego jest straszne,pozbawione sensu. Odpowiedz Link
verdana Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 21:31 Nie wyjść to moze ciasto. "Ryzyko, podejmowane w swoim imieniu i w imieniu dzieci nie jest takie samo. Tu podejmujesz zobowiązanie na wiele lat, jesli coś "nie wyjdzie' to oznacza, ze ktoś ma zmarnowane życie. Mozna ryzykowac, rozumiem - ale nie mozna do tego podchiodzić tak beztrosko, uznając,z ę dzieci wszystko zaaprobują,z ę zawsze się da radę, a jak nie - no to mozna robić co innego... Odpowiedz Link
toya666 Re: no i jak zwykle przeszadzasz 29.08.11, 22:45 modrooczka napisała: > Pomyśl ile da dzieciom róży świadomość, że rodzice stworzyli dom dla obcego dziecka. Marzyłam jako nastolatka, aby rodzice zaadoptowali dziecko. Prosiłam ich i nawet przez jakiś czas to rozważali. Pomysł upadł a mnie było bardzo przykro, bo wtedy nie zwracałam uwagi na sprawy finansowe i inne. Myślałam kategoriami, że oni nie chcą pomóc jakiemuś biednemu dziecku... Byłam na obozie organizowanym przez Dom Dziecka. Bardzo zżyłam się z tymi dzieciakami. Tak jak pisze modrooczka - dzieci róży mogą być w przyszłości bardzo szczęśliwe z tego, że rodzice potrafili otworzyć się na potrzebę innych. Życie pokaże. Odpowiedz Link
zebra12 Re: zebra 29.08.11, 17:47 A jednak moje warunki nie pozwalają ani na pół dziecka - nie mam swojego mieszkania. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: zebra 29.08.11, 18:11 a to faktycznie insza inszośc,chyba że...chcielibyście założyc Rodzinny Dom Dziecka.wtedy dom,jako placówkę,załatwia powiat.w Łodzi,np.jest taka fundacja Happy Kids,która tylko czeka na chętne małżeństwa,które takie domy poprowadzą.mozesz sobie o tym poczytac na ich stronie i jeszcze co do ogólnej dyskusji,to sobie przemyślałam coś w deseń moodroczki wolę,żeby moje dzieci wzrastały w świadomości,że sa ludzie,którzy przyjmą dziecko,kiedy ich rodzicom powinie się noga,kiedy coś się z tymi rodzicami dzieje.mieliśmy już takie rozmowy z naszymi dziecmi odnośnie ich chrzestnych-bo mamy takich chrzestnych,którzy naszymi dziecmi się zajmą,jakby co.i dzieci wiedzą,ze oprócz nas są drudzy rodzice,którzy są. nie myślę o problemach z dziecmi z pieczy,bo ich nie wymyślę.owszem,pewien standard problemów jest jakby obowiązujący.ale każde dziecko jest inne. jeszcze dopiszę,co pominęłam-po rozmowie z p.psycholog wiemy,że nie możemy brac dziecka starszego niż najstarsza.i dlatego zastrzegamy sobie,żeby było młodsze od najmłodszej.przyznasz verdano,że mamy wtedy większe prawdopodobieństwo "trafienia"na dziecko chore.chore często oddaje sie po porodzie.trudniej oddac kilkuletnie(nie mówię o wypadkach losowych).szczerze mówiąc,będziemy dązyc do opeiki nad dzieckiem z zespołem Downaa takich,mówiąc brutalnie,jest na pęczki.kilkulatki do wzięcia od zaraz. verdana,wiele trudności powstaje wtedy,kiedy dziecko w pieczy jest małym króliczkiem,wypełniającym pustkę.albo jako dodatek do pieska/kotka. my mamy do zaoferowania dom z dziecmi,psami i kotami.z ogródkiem i lasem w pobliżu. wiem,że chcesz dobrze.ale bardzo czarno odbierasz jakiekolwiek wyjście poza schemat. Odpowiedz Link
verdana Re: zebra 29.08.11, 18:48 Dziecko z ZD to jeszcze nie taki wielki problem. Nie jest to dziecko wymagające bezustannej opieki, spokojnie mozna z nim wyjść, wyjechać, iść do kina itd. Problemem może być dziecko, jesli będzie na tyle cięzko chore, ze bedzie wymagalo bezustabnnego czuwania, albo na tyle niesprawne intelektualnie, że bedzie grożne dla siebie i inncych dzieci. dzieci z ZD rzadko bywają uposledzone w stopniu ciężkim. Problemem moze być tylko to - czy dzieci powinny się do tego dziecka przywiązać, jak do rodzeństwa, czy tez nie - ale tu moze pomoc tylko psycholog. Probemem nie jest tylko to, gdy podopieczny zapelnia pustkę, ale tez to, gdy podopieczny zajmuje tyle czasu, ze przestaje go starczać dla rodzonych dzieci. Czym innym jest poswięcenie dla brata czy siostry, a czym innym dla obcego dziecka, do ktorego nie wolno traktowac jak rodzenstwo... Nie, nie odbieram czarno wyjscia poza schemat - tym bardziej,z ę rodzina zastępcza jako sposób zarobkowania, to nie ejst takie znowu "wyjście". natomiast uwazam,z e w momencie, gdy nasza praca burzy dotychczasowe życie dzieci - czy to jest opieka nad dzieckiem niepelnosprawnym, czy wyjazd rodzica na pare lat za morze, czy realizacja marzeń kosztem zarobkow - dobro wlasnych dzieci, za ktore jesteśmy odpowiedzialnu, powinno stanowić jedną z najwazniejszych przesłanek decyzji. Odpowiedz Link
verdana Ps 29.08.11, 18:50 Żeby bylo jasne - o wiele mniej watpliwości miałabym przy adopcji chorego dziecka, ktore po prostu byloby dla starszych kolejnym bratem czy siostrą, a nie dzieckiem 'tymczasowym". Odpowiedz Link
mama.rozy życie jest brutalne 29.08.11, 19:10 i na adopcję po prostu nas nie stac najzwyczajniej w swiecie.rodzice adopcyjni muszą pracowac,żeby utrzymac dom.widzisz to?bo ja nie.chyba,że ma się kupę kasy. a poza tym-do adopcji trafiają tylko dziec,które mają uregulowaną sytuację prawną.a nie wszystkie dzieci mają to niezmierne szczęście,że ich rodzice się ich zrzekli. myślę,że przy adopcji pisałabyś o zaburzeniu hierarchii wśród dzieci,poczuciu odepchnięcia. bo to są normalne problemy,z którymi się to wiąże. miałam kiedyś bliską koleżankę,która ,podobnie jak Ty,podchodziła do życia.ponieważ ciągle się czegoś bała,wyszła późno za mąż,wylądowała na zadupiu z fajnym,ale nieimprezowym(tak było dla niej bezpiecznie)mężem.nie mogą miec dzieci.mieszkają z jego rodzicami i dziadkiem,chorym psychicznie.ale-żadnych zmian,żadnego ryzyka. ja tak nie mogę Odpowiedz Link
chiyo28 Re: życie jest brutalne 29.08.11, 20:44 mamo róży ja tak poza tematem przeczytaj "Poczwarkę" Terakowskiej. Odpowiedz Link
mama.rozy chiyo 29.08.11, 21:03 czytałam kilka lat temu teraz bezskutecznie próbuję dorwac "Celę" Odpowiedz Link
verdana Re: chiyo 29.08.11, 21:22 A skąd jesteś? ja mam "Celę' -świetna, rozsadna książka. A "Poczwarki" jednak raczej nie bierz pod uwagę. Jest o niej nawet w "Celi" - rodzice dzieci z ZD są oburzeni - przedstawia ona jakiś potworny koszmar, niepodobny wcale do życia z dzieckiem z ZD, w dodatku w sposób zupełnie nieuprawniony pokazuje, że te dzieci sa zupełnie normalne "wewnatrz", tylko to sie nie przedostaje do swiata. Sobolewska, matka Celi, zieje ogniem, ile razy slyszy o tej ksiązce W dodatku happy end to smierć dziewczynki z ZD i urodzenie "porzadnego", zdrowego dziecka... Jest sporo wydawnictw, są stowarzyszenia, jest pismo dla rodzicow - to lepsza lektura. Odpowiedz Link
loko1977 Re: chiyo 29.08.11, 21:37 mamo róży, niedaleko mnie mieszka rodzina,mają 2 swoich dzieci i trójkę jako RZ,w tym też jedno chore,jak razem wychodzą na spacer, idą tacy uśmiechnięci, radośni aż serce rośnie od samego patrzenia,i tak sobie myślę ile oni muszą mieć siły, cierpliwości i miłości, naprawdę podziwiam ich za to, bo tak naprawdę wielu z nas ma możliwość dać innym szczęście ale tego nie zrobią, bo wakacje, bo praca, bo fajne ciuchy, bo przywiązanie, bo rozstanie czasami nawet nie chcą własnego dziecka chociaż mają super warunki itd... ja ich też za to szanuję, ale nikt nie powinien krytykować tych, którzy pragną dać szczęście tym biednym opuszczonym dzieciakom. życzę co powodzenia Odpowiedz Link
verdana Re: życie jest brutalne 29.08.11, 21:27 Nie, dlaczego pojawienie się najmlodszego, choreggo ma być zaburzeniem hierarchii? Ale wtedy dzieci mogą potraktować chore dziecko jak rodzenstwo, przywiązać się, pomóc bratu czy siostrze. A tak? Sama nie wiem. To będzie jednak obce dziecko, do którego nie wolno się za bardzo przywiązać. Co zrobiz, gdy dziecko zostanie zabrane? czy pomyślałaś - fakt, to dluga perspektywa - czy kiedy dziecko bedzie pełnoletnie i skonczy się placenie za nie - oddasz je, czy nie? Co pomyśla Twoje dzieci, gdy dziecko oddasz? Czy będą mialy nim zapomnieć, czy odwiedzac? Jak bedzie się czulo dziecko w dużej rodzinie, gdy dostaniesz z całą rodziną urlop od niego i bez niego wyjedziecie? Urlop od jednego dziecka? Czy tak można? Gdzie bedzie mieszkało to dziecko, gdy juz nie bedzie maluchem w Waszej sypialni? Ryzyko - OK, rozumiem ryzyko. Tylko ryzyko mopżna podejmować zdając sobie sprawę z całokształtu - czyli wszystkich konsekwencji. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: życie jest brutalne 29.08.11, 21:49 z Mazowsza jestem obecnie wiem,że Cela to podstawa,w Poczwarce wiele rzeczy mnie zniesmaczyło te urlopy nam się średnio widzą właśnie z tej perspektywy,dla mnie zupełnie bez sensu.już bardziej byłoby potrzebne w pogotowiu opiekuńczym,gdzie" przerób" tych dzieci jest czasem makabryczny,a obciążenie ogromne.tam tez dzieci sa krócej,jest mniejsza więź. ale w RZ?tym bardziej specjalistycznych.bez sensu.-to my się teraz jedziemy bawic nad morze,z ty biedne,chore dziecko siedź sobie u znajomych. ktoś to świetnie wymyślił ale-przy przygotowywaniu ustawy o pieczy zastępczej nie było nikoguśko,kto by prowadził taką placówkę.też można. dramat,że tak napiszę,RZ z chorymi dziecmi jest właśnie taki,że wiele z nich dożywa tych 18-tych urodzin.i co potem?szkoła specjalna? nie wiem,zobaczymy. reszta jutro,ok? Odpowiedz Link
chiyo28 Re: życie jest brutalne 29.08.11, 22:30 Na "Poczwarkę" trafiłam przypadkiem w bibliotece i przeczytałam jednym tchem. Uznałam ją za adekwatną w temacie, stad tez poleciłam. Znam 2 dzieci z ZD, ale nasze kontakty nie sa zbyt czeste, wiec nie mam odniesienia, czy sytuacje opisane w ksiazce mają sie jakos do rzeczywistości. Odpowiedz Link
mama.rozy Re: życie jest brutalne 29.08.11, 22:56 nie że są nieadekwatne ja je odebrałam raczej jako naciągane.że ma byc problem,to się go tworzy. coś tam jeszcze mnie denerwowało,nie pamiętam kiedy pracowałam w przedszkolu specjalnym,mocno wciągnęły mnie ksiązki o dzieciach autystycznyych.i tu dopiero można znaleźc banały.w końcu zostałam przy lit.fachowej,przynajmniej były konkrety chiyo,pamiętaj,że na wzruszających opowiadaniach zawsze ktoś zarobi.a im bardziej wzrusza,tym -bardziej wzrusza a tak naprawdę to tych wzruszeń nie jest więcej czy mniej niż normalnie.tylko się lepiej sprzedaje Odpowiedz Link