Nie wyrabiam na zakrętach

22.10.11, 10:45
4 dzieci. Cały dom na mojej głowie. Mąż wiecznie zajęty w gospodarstwie i jeszcze z pretensjami, że mu nie pomagam. Teściowa wtraca się i dogaduje, ze nie radzę sobie z dziecmi i źle je wychowuje. Córka najstarsza w maju do komunii, póki co codziennie różaniec (jeździmy na zmianę z innymi rodzicami- wypada co 4 dzień moja kolejka), w lekcjach zbytnio jej się nie udzielam bo zdolna, sama sobie radzi.
Syn 7,5- pierwsza klasa. Leń i nicpoń, nic mu sie nie chce, problemy z mową i psychologiczne(logopeda +psycholog raz w tygodniu). Przysłowiowego "g..." z drogi nie sprzątnie.
córka 4,5- logopeda + kontrole u kardiologa i alergologa (wada serca +astma)
najmłodsza 2lata- rozbiegana, wszędobylska, wszystko niszcząca.
Wyprawić je do szkoły, przedszkola- na mojej głowie,
obiad, sprzątanie, pranie, zakupy- moja działka,
wieczorne kąpanie, usypianie- moja działka
wszystkie wizyty lekarskie, poradnie, zajęcia, wywiadówki - znowu ja...
I co? Ano nic, przeciez JA NIC NIE ROBIE TYLKO W DOMU SIEDZĘ!!!

Chciałam dziś jechać na targowisko. No tak, pomyślałam, że pora kupić coś dla siebie. ostatnio prawie sie poryczałam.Na ślubowaniu mamunie takie odstrzelone, wymalowane, a ja wpadam w ostatniej chwili w sweterku sprzed 4 lat i wytartych jeansach, o butach nie wspomnę, z rozlatującą się torebką, oczywiście zero makijażu czy fryzury- bo nie zdążyłam sad
Usłyszałam od m., ze "ja tylko jeżdżę" ( no tak- ślubowanie pierwszaków, pasowanie przedszkolaka, logopeda, psycholog, różaniec...zakupy zawsze przy okazji, bo wyjazd specjalny nie wchodzi w grę)

No i nie pojechałam. Bo wkurzyłam się niemiłosiernie. "Weź SOBIE dzieci i jedź". Dzięki, nie skorzystam.
Zostają mi znów zakupy na allegro, ale wkurza mnie takie kupowanie, bo o ile na dzieci z rozmiarami problemu nie mam, no to ze soba już tak (jestem wysoka i bardzo szczupła).

Kurczę, kiedy będę mogła tak na spokojnie, sama ze sobą pospacerować po markecie smile
Moje marzenie.
    • czarna9610 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 22.10.11, 13:13
      No więc laska zostaw mężowi na 3 dni dzieci i gdzieś jedź , to zrozumie
      --
    • donkaczka Moze przeczytaj mezowi 22.10.11, 13:20
      Mąż wrócił z pracy i zobaczył, jak trójka jego dzieci siedziała przed domem, ciągle ubrana w piżamy i bawiła się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie, porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak drzwi wejściowe do domu i nie było najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a chodnik był zawinięty pod samą ścianę.
      Na środku pokoju głośno grał telewizor na kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a przy tylnych drzwiach była usypana kupka z piasku.
      Mężczyzna szybko wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora, albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa woda. Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
      Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, leżącą na łóżku w piżamie i czytającą książkę. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
      - Co tu się dzisiaj działo?
      Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
      - Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
      - Tak - odpowiedział z niechęcią.
      - Więc dziś tego nie zrobiłam.
      • mama.rozy Re: Moze przeczytaj mezowi 22.10.11, 13:54
        donkaczka-rewelacjasmile
        a do autorki-nie pytaj i nie proś,poinformuj,o której wrócisz.to działa,chociaż nie zawsze od pierwszego razuwink
        ale walcz o siebie,bo za chwilę juz nie będziesz miała siły
      • zuzanna56 Re: Moze przeczytaj mezowi 26.10.11, 10:33
        Cudnesmile
    • zebra12 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 22.10.11, 14:38
      Ojj, znam ten ból. Tyle, że ja mam 3 dzieci, ale za to nie mam męża i pracuję na cały etat. Dziś sobota, a ja mam dość: pranie, sprzątanie, gotowanie, pieczenie, zakupy, selekcja zabawek, zrobienie zapasów żarła na tydzień, przygotowanie obiadu na bieżąco, spacer z psem, zmiana kotu kuwety, śwince trocin, pochowanie walających się butów, powieszenie prania, poskładanie już suchego... Mam dość! Dobrze, że córki mi troszkę pomagają. A w tygodniu też mam różne wizyty u lekarzy, logopedy, okulisty, dentysty - masakra! Wracam z pracy to padam na ryj, a tu jeszcze tyle do zrobienia w domu. Na dodatek dojeżdżam do pracy 25 km w jedną stronę, a auta nie posiadam...
      • verdana Re: Nie wyrabiam na zakrętach 22.10.11, 16:20
        Mogę tylko bardzo współczuć. Powinnaś się postawic, odpocząc trochę, nawet kosztem awantury z mężem. Bo to ju7ż nie tylko zmęczenie, z Twojego postu przebija nawet niechęć do dzieci. To, co piszesz o własnym synu jest przerazające...
        • andaba Re: Nie wyrabiam na zakrętach 22.10.11, 17:28
          Aaaa, mamy wspólnego męża? Mój też wiecznie twierdzi, że nic nie robię...
          • trojkowamama Re: Nie wyrabiam na zakrętach 22.10.11, 19:19
            Wielki szacun z mojej strony! Ja mam podobnie, do tego pracuję tyle, że Bogu dzięki dzieci mam zdrowe, po specjalistach jeździć nie muszę.
            • bess Re: Nie wyrabiam na zakrętach 24.10.11, 01:14
              Poproś teściową o wskazówki , jak sobie radzić, bo przecież ma doświadczenie życiowe- tylko spokojnym tonem. Bo chyba już zapomniał wół...
              To jest zawsze wkurzające, jak stoją murem za swoimi synami, jakbyśmy nie wiadomo jakim wrogiem były. Myśle , ze będę bardziej obiektywna w przypadku swojej synowej i syna.
              • basha Re: Nie wyrabiam na zakrętach 25.10.11, 11:17
                Współczuję ci bardzo. Mąż faktycznie aż tak zajęty? Szkoda nie tylko że Ty nie masz czasu dla siebie, ale też i on ma znikomy kontakt z dziećmi.
                Mój tez długo pracuje, ale jak tylko wpada do domu przejmuje dzieci, całą trójkę. Dziewczyny za nim szaleją. A ja wtedy mam chwilę dla siebie, spróbuj z nim porozmawiać.
                • zuzanna56 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 26.10.11, 10:33
                  Współczuję męża i tego że mieszkasz z teściową. Szczerze...nie widzę tu możliwości poprawy dopóki mąż nie zobaczy jak jest ci ciężko i jakie są twoje potrzeby.
    • magdak_1977 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 26.10.11, 23:19
      Ja tez nie wyrabiam, przez najmlodsza dwojke w postaci 22 miesiace i 5 miesiecy. Mza duzo pracuje i momo, ze pomocny i zdaje sie mnie po trosze rozumie, to jednak uwazam, ze do konca nie zrozumie, jak nie bedzie w mojej sytuacji...

      Powinnas jakos mimo wszytsko i przeciw wszytkiemu wyjsc z domu i zostawic dzieci mezowi. W koncu to tez jego dzieci, nalezy mu sie czas z nimi jak" psu zupa"wink
    • meggi79 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 26.10.11, 23:33
      Kochane
      Tu jakbym o sobie po części czytała smile
      Powinnyśmy miec miesięczną wypłatę po 2000 zł od każdego dziecka smile
      Bo w domu często człowiek bardziej sie narobi niz w pracy....
      • mamuska25 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 28.10.11, 10:14
        No właśnie. "Siedzenie" w domu z dziećmi powinno być traktowane tak samo jak każda inna praca. Niestety jest inaczej. Kiedyś logopeda powiedziałami, ze pracuję na trzech etapach całodobowo. Niestety to prawda, ale wiem o tym tylko ja i inne matki w podobnej sytuacji.
        Dziś mam "wychodne"- z synem do logopedy. Jutro też-jadę z synem 75 km do psychologa klinicznego- to na szczęście rzadka wizyta- ale, ale... A w międzyczasie zaliczę chyba pediatrę, bo najmłodsza cherla przez sen jak 150.
        Ale nie ma co. Mam przerwę między myciem okien, gotowaniem bigosu i obiadu, wieszaniem prania... zaraz łapę za mopa. Acha, lecę jeszcze zjesć w locie śniadanie... znów zapomniałam!
        • maman3 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 28.10.11, 21:28
          Swój swego zrozumie smile , przytulam mocno smile .
          • 5an-ka Re: Nie wyrabiam na zakrętach 31.10.11, 17:20
            Jak was czytam to trochę się pocieszam, że nie jestem jedyną walniętą mamą, biegajacą od alergologa, ortodontę, dentystę, okulistę ach jeszcze doszły zajęcia w poradni z dyslektykiem moim kochanym o zajęciach po szkole nie wspomne, mąż z teściowową wreszcie chyba też coś zrozumieli, bo wylądowałam na pogotowiu w piątek w nocy steres i przemęczenie dały o sobie znać. Pozdrawiam dziewczyny dbajcie o siebie.
            • zuzanna56 Re: Nie wyrabiam na zakrętach 31.10.11, 17:26
              mąż z
              > teściowową wreszcie chyba też coś zrozumieli, bo wylądowałam na pogotowiu w pi
              > ątek w nocy steres i przemęczenie dały o sobie znać.

              Może źle pojmuję, może jakoś niezręcznie piszecie, ale mam wrażenie że jesteście wy i wasze dzieci a po drugiej stronie barykady mąż i jego matka. To ty kobieto i twój mąż tworzycie rodzinę, do tego wielodzietną, to wy się macie dogadać, razem wychowywać dzieci, gotować, pomagać w lekcjach, chodzić do lekarza. Ty i mąż. Co ma do tego teściowa? Dla mnie to dziwna rodzina, wielodzietna czy nie, gdzie matka pada na pysk, a mąż i jego matka nie pojmują że kobieta jest zmęczona. Mąż nie pomoże tylko nasyła swoją matkę. To jest szczęśliwa rodzina wielodzietna? To ja podziękuję.
              • donkaczka Re: Nie wyrabiam na zakrętach 31.10.11, 18:13
                kurde, mam podobne odczucia, ale nie chcialam pisac
                to jakim cudem z takimi facetami macie dziewczyny tyle dzieci? sztuka dla sztuki?
                przy waszych opisach moj chlop to cud miod i orzeszki, a ja i tak uwazam, ze nie jest specjalnie obciazony i czasem go ganiam troche
                rodzina to wspolna odpowiedzialnosc, no i my dajemy wzorce dzieciom, jak to powinno wygladac - zycie rodzinne, podzial obowiazkow, szacunek dla siebie i swojej pracy - a "siedzenie" z dziecmi w domu to orka lepsza niz niejeden etat
                co do tesciowej nie rozumiem, ale moja sie mnie boi i podziwia balwochwalczo, wiec nie umiem sobie wyobrazic, ze moglabym jako dorosla kobieta i matka dzieciom wysluchiwac obelzywych komentarzy i nie zareagowac odpowiednio..
    • dzieciata.renata Re: Nie wyrabiam na zakrętach 31.10.11, 18:25
      Nie wiem, co napisać, chyba tylko, że współczuję. Ja tak nie mam i nie wyobrażam sobie żyć z facetem, którego nic nie obchodzi, niczym się nie przejmuje. Rozumiem zabieganie, problemy z dziećmi, każdy tak ma, ale trzeba działać wspólnie, wspierać się, samemu nie da się wszystkiego ogarnąć, od tego jesteśmy rodziną, żeby wspólnie się angażować.
      • verdana Re: Nie wyrabiam na zakrętach 31.10.11, 19:44
        No , to ja się przyłączę. Przecież juz przy pierwszym i drugim dziecku widać, ze mąż nie pomaga, zę jest się ze wszystkim samemu. Decyzja o kolejnych dzieciach to także decyzja, zakładająca, ze się da radę z kilkorgiem dzieci bez niczyjej pomocy. Ja bym się na takich warunkach na rodzinę wielodzietną nie zdecydowala - a jesli już, to nie narzekałabym , bo sama chciałam takiego zycia. Problem w tym, ze to nie tylko wykopnczona matka, ale i problem dla dzieci - matka, ktora ani psychicznie ani fizycznie nie ma siły, to nie jest dobre rozwiązanie.
        Mąż tez nie zawsze jest winien - zarobić samemu na 5-6-7 osob to straszna odpowiedzialność i na ogół calodzienna praca.
    • vinere tak to jest z mężem wieśniakiem 09.11.11, 22:38
    • gazeta_mi_placi Re: Nie wyrabiam na zakrętach 16.11.11, 11:03
      Współczuję, ale nie przejmuj się, pomyśl ile radość swoim wyglądem zrobiłaś tym "odstrzelonym" mamusiom.
      Poza tym przykre co piszesz o swoim synku, dziecko ma problemy, musi chodzić do psychologa, a Ty go wyzywasz od lenia i nicponia sad Nieładnie.
      • mali-nki trollowanie? 16.11.11, 12:51
        no nie wiem nie moge w to uwierzyc ze to co autorka watku pisze to jest prawda. To mi sie nie miesci w glowie tym bardziej ze to jest niby rodzina opierajaca sie na wartosciach chrzescijanskich (codzinnie na rozaniec? taaaaaaaaaaa) . To nie jest rodzina tylko uklad niewolniczy tak jak to autorka opisuje tylko sobie z nas czytelnikow jaja robi przerysowujac cechy, ktore wlasnie podaje sie jako typowe dla rodziny wielodzietnej. Czyli matka non stop w garach ze szmata albo biega za dziecmi, dzieci tez niedopieszczone do tego z duzymi problemami zdrowotnymi. Matka przez 4 lata nie zdolala sobie nic nowego kupic do ubrania a wychodzi "do ludzi" i wyglada jak potwierdzenie wlasnie rodzin patologicznych. Do tego jeszcze maz len smierdzacy i traktujacy zone jak poslugaczke i oczywiscie na doczepke slynna tesciowa z swoimi przywarami i na spolke z mezem dowalajaca synowej. No sorry ale nie moge w to uwierzyc. To nie 21 wiek tylko myslenie tak zacofane ze az wstyd o tym mowic.
        Nie sadzicie ze to jest parodia?
        • zuzanna56 Re: trollowanie? 16.11.11, 19:47
          Niestety chyba nie jest to trollowanie.
          O ile pamiętam, to jedna czy dwie inne osoby przyznały sie w tym wątku że u nich jest podobnie, może nie aż tak źle ale podobnie...
          Myślę, że tak niestety ludzie żyją...
          • maman3 Re: trollowanie? 24.11.11, 22:28
            Ale jak ludzie żyją? O jakiej parodii mowa? Wg Was to rzadkość, ze kobieta zasuwa jak samochodzik i ma pretensje do męża i teściowej? Sądzicie, że tylko u wielodzietnych tak jest?
            Tak, zuzanno, ja równiez zaliczam się do tych matek, o których pisze mamuśka, ale wiecie o tym tylko Wy, że jestem zmęczona, wściekła nie raz na ojego ślubnego-i uwierz mi, gdybyś mnie znała, w życiu byś nie pomyślała, że nie mogę liczyć na męża w sprawach domowych. I, jak cudnie nadmienia verdana, utrzymanie takiej rodziny wymaga dużo pracy-stąd można by mojego męża wytłumaczyć, gdyby nie fakt, że nie pracuje fizycznie-i wysiłek fizyczny w domu/obejściu byłby bardzo wskazany. A dzieci? Skąd się biora w takich sytuacjach, kiedy już po pierwszym-drugim dziecku wiemy, z kim przestajemy? Otóż droga zapłodnienia jest ta sama. Uspokajające też są obietnice męża, że teraz będzie inaczej, bo jest swiadomy smile . Tak to się dzieje. W czałym układzie ta zagoniona matka jest najbardziej godna szacunku-bo gdyby nie była zagoniona, to znaczy, że miałaby wszystko w d..., a takie domy tez znam-niekoniecznie wielodzietne. Tylko o nich się nie mówi-bo tam nie ma problemu-brud, zaniedbanie dzieci, ale mama nie zmęczona-więc nie ma powodu do narzekań.
            Verdana by się nie skarżyła..Bo wg verdany wszystko jest kwestią wyboru... Komentować mi się tego nie chce.
            • zuzanna56 Re: trollowanie? 24.11.11, 23:05
              maman3 napisała:

              > Wg Was to rzadkość, ze kobieta zasu
              > wa jak samochodzik i ma pretensje do męża i teściowej?

              Tak.

              Sądzicie, że tylko u wie
              > lodzietnych tak jest?

              Nie.
            • zuzanna56 Re: trollowanie? 24.11.11, 23:09

              maman3 napisała:

              > Ale jak ludzie żyją?

              Tak jak w pierwszym poście. I jeszcze 1-2 innych.
              • sabina211 Re: trollowanie? 25.11.11, 10:41
                Na ochotnika zgłaszam się do bicia, bo też smaruję mężowi te przysłowiowe naleśniczki, podstawiam pod nos, nieraz wprost do łóżka śniadanko, organizuję nasze życie towarzyskie i wyjazdy, wyjmuję rano czyste ubrania z szafy....W dodatku wcale nie uważam, że mąż jest mało samodzielny, czy mnie wykorzystuje. Tak po prostu tak się u nas ustaliło, ułożyło. Niejako w zamian mąż min wykonuje w domu wszystkie prace manualne, których ja nie znoszę i mam do nich dwie lewe ręce, przygotowuje dzieciom stroje na bale (brr), zajmuje się ich szkołą pod kątem zadań praktycznych (wszelkie malowania, grania, śpiewania,eksperymenty itd), bez słowa sprzeciwu przeorganizował sobie pracę tak, bym ja mogła bez stresu podyplomowo studiować. Jestem mu za to wdzięczna, on też docenia to, na co może liczyć.
                Dlatego wiem, że nie zawsze obsługiwanie męża na co dzień oznacza niewolnictwo i brak szacunku do żony, czy żony dla samej siebie. I rzeczywiście ma to mały związek z liczbą dzieci.
            • magdak_1977 Re: trollowanie? 25.11.11, 11:41
              Maman, nie po raz pierwszy sie z Toba zgadzam. Maz mniej lub bardziej pomocny, czuly i wrazliwy nie jest powodem do tego, by nie miec z nim dzieci - jezeli sie ludzie kochaja. Poza tym ludzie tez sie zmieniaja - gdyby tak nie bylo wszystkie malzenswta doczekiwalyby w szczesciu i radosci diamentowych godowsmile

              Mnie razi jedno - i to jest chyba takie nasze, polskie: krytykuje sie zawsze kobiete - gdzie ona miala oczy, z kim sie zwiazala, jak zyje, jakie zycie zgotowala dzieciom. No i ze praca zawodowa jest obarczona wieksza odpowiedzialnoscia/stresem/zaangazowaniem niz wychowywanie dzieci i zajmowanie sie domem. Moj maz ma swiadomosc, ze gdyby mu sie cos stalo, zyloby nam sie bardzo ciezko. Ale ja mam swiadomosc, ze gdyby mnie zabraklo nasza rodzina miala byc moze problemy z przetrwaniem w ogole, bo mojej pracy/zaangazowania/podejscia/czulosci nie da sie w zaden sposob zastapic.
              • maman3 Re: trollowanie? 25.11.11, 14:35
                Magda, uzupełniłaś to, czego nie napisałam smile (i tak sobie z dziubków wyjadały wink )
                • magdak_1977 Re: trollowanie? 25.11.11, 17:04
                  Ach, jak słodko...wink

                  Fakt jest taki, ze clou problemu, orznajmniej IMO, leży w poczuciu niedocenienia i samotności w małżeństwie - ja też tego doświadczam, mimo że mąż ma pomaga jak tylko może. Wystarczy drobna pochwała, powiedzenie - aleś się napracowała, dobra robota, świetnie sobie dajesz radę i od razu sił mam więcej i problemów wydaje się mniej.
                  Do tego małe - ale ładnie dziś wyglądasz i już zupełnie dobrze się czuję, mimo że roboty nikt mi nie odebrał. Plus świadomość, że w naprawdę trudnych chwilach mogę na niego liczyć, bez względu na okoliczności.
                  A jak chłop tego nie nauczony z domu, to co zrobić. Przed ślubem mi na takich rzeczach nie zależało aż tak bardzo,bo wychodziłam z domu, miałam inne życie i tam sie czułam dowartościowana, więc nie miałam jak tego sparwdzić. Teraz trzeba starać się chłopa jakoś "wychować" na nowo, ale na to trzeba czasu i chęci obu stron...
        • bibba Re: trollowanie? 24.11.11, 12:44
          wypowiedz gazeta_mi_placi to trollowanie, od zawsze, natomiast pierwszy post?

          bylam w pl u mojej rodziny w lecie. finansowo sa na szczycie piramidy, moja kuzynka nie pracuje, maja dwoje dzieci. po calodzinnej imprezie rodzinnej, gdy kuzynka i ja sprzatalysmy ogrod i dom, jej maz podszedl do niej i mowi - posmaruj mi nalesnika nutella, co?
          i co zrobila?
          poszla i posmarowala. bo on nie mogl???

          wiem, ze wiele z nas ma mezow, ktorzy spisuja sie w roli ojca wielodzietnego lepiej, niektore z nas maja tych co sie spisuja nieco gorzej. nie oczekujmy, prosze, ze kazdy ojciec rodziny wielodzietnej bedzie zaangazowanym ojcem, ktory daje zonie czas na samotne zakupy, to nie jest realne. to tak jakby oczekiwac, ze kazda rodzina wielodzietna musi miec pomoc, bo jak oni sobie poradza? same wiemy, ze tak nie jest.

          sytuacja z moja kuzynka uzmyslowila mi jak niektorzy faceci sa w pl wychowywani (znaczy we wszystkich krajach swiata takich sie znajdzie), i ze beda kobiety, ktore takich leniuchow pokochaja i beda im smarowac nalesniczki.

          co nie dobiera im prawa na poczucie bezsilnosci i zniechecenia.
          • zuzanna56 Re: trollowanie? 24.11.11, 23:07

            bibba napisała:

            > sytuacja z moja kuzynka uzmyslowila mi jak niektorzy faceci sa w pl wychowywani
            > (znaczy we wszystkich krajach swiata takich sie znajdzie), i ze beda kobiety,
            > ktore takich leniuchow pokochaja i beda im smarowac nalesniczki.
            >
            > co nie dobiera im prawa na poczucie bezsilnosci i zniechecenia.


            OK. Ich problem. Skoro to lubią.
            • maman3 Re: trollowanie? 24.11.11, 23:49
              Zuzanno, ja nie smaruję naleśniczków-ciągle próbuję uswiadomoić męża. Ale to cięzka praca, chyba Syzyfowa.
              • zuzanna56 Re: trollowanie? 25.11.11, 09:13
                maman3 napisała:

                >ciągle próbuję uswiadomoić męża.

                No i o to chodzi.
    • dzieciata.renata Re: Nie wyrabiam na zakrętach 25.11.11, 16:37
      Mi się wydaje, że u maman3 i mamuska25 głównym problemem jest po prostu nieszanowanie ich pracy w domu i zaangażowania w dzieci. Jeśli mąż nie potrafi docenić, pochwalić, pozytywnie ocenić a jeszcze do tego uważa, że żona nie ma prawa być zmęczona, nie powinna mu zawracać głowy pracami domowywi i okołodziecięcymi to nic dziwnego, że rodzi się frustracja. Wasi mężowie po prostu lekceważą to co wy robicie dla rodziny, uważają, że to nic wielkiego, nie dziwię się, że narzekacie. Każdy potrzebuje usłyszeć dobre słowo. Wielu mężów dużo pracuje zawodowo, mój też i ja to doceniam, bo dzięki temu nie musiałam od razu wracać do pracy, dzieci są bardziej dopilnowane i dopieszczone, a przez to są zmęczeni, ale to nie daje prawa do zrzucenia wszystkiego co dotyczy domu na barki kobiety i krytykowania jak coś nie jest po ich myśli. No kurcze, trzeba z takimi zapędami walczyć, rozmawiać zwłaszcza o roli ojca w wychowaniu dzieci, facet nie może olewać spraw dzieci, domagać się szacunku chociaż jeśli pan nie chce pomagać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja