A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały etat

01.11.11, 14:31
Wiem ile pracy jest w domu, ale gdy do tego dochodzi codzienne wstawanie o 5, szybkie oporządzenie mieszkania, przygotowanie śniadań dzieciom, wyprowadzenie psa (gdy ktoś ma), ubranie, nakarmienie i rozwiezienie dzieci do placówek, a następnie gnanie na złamanie karku do pracy. A potem powrót o 16-17 czy później. Zwiezienie dzieci do domu, nakarmienie, pomoc w lekcjach, odstawienie na zajęcia dodatkowe, szybkie wizyty u lekarza czy inne załatwienia, gotowanie obiadu na następny dzień lub sprzątanie, pranie, zmywanie naczyń... No to zaczyna dnia brakować.
Chętnie przyjmę wszelkie rady smile
    • alin9 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 15:13
      Ja zazdroszczę nie radzę.Powód:
      -nie mam samochodu i zaprowadzam dzieci na piechotę
      -do pracy nie gnam tylko jadę w rytm autobusu
      -nigdy tak wcześnie nie wracam szczególnie jak mam na noc
      -zajęcia dodatkowe także pieszo lub pojedynczo rowerem
      -skoro zaprowadzam to i przyprowadzam
      Doba ma 24h więc lekarza raz na czas wcisnę.Generalnie masz lajciksmile
      • zebra12 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 15:49
        A nie nie, ja też nie mam samochodu smile Dzieci idą pieszo lub je rozwożę autobusem smile
        A ja gnam do autobusu, bo zwykle coś w ostatniej chwili mnie zatrzymuje i wychodzę na styk. Zaraz potem mam busa do miejscowości docelowej i muszę zdązyć, bo jeżdżą raz na godzinę. Ale nie pracuję na zmiany i doceniam to! Najdłużej zdarza mi się być w pracy 12-13 godzin. Bywają dni, że nie widzę się z dziećmi, bo gdy wychodzę one jeszcze śpią, a gdy wracam one juz śpią... Wtedy bez pomocy osób trzecich nie dałabym rady.
    • dzieciata.renata Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 17:26
      Zebra jak Ciebie czytam coraz bardziej doceniam, że nie jestem sama, że mogę liczyć na męża, chociaż on niestety dużo pracuje, ale jak jest w domu angażuje się w 100%. I podziwiam Cię, że dajesz radę sama z pracą i domem. Ja wracam do pracy w przyszłym roku w wakacje, tak planuję i już wiem, że będzie trudno wszystko zgrać, pocieszem jest, że nie zostanę z tym wszystkim sama.
      Pozdrawiamsmile
    • alin9 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 18:23
      Ja tam nie jestem sama i matka z dziećmi też nie jest.Z tego co pisze autorka dzieci są w szkole.Odpada ubieranie,karmienie,część porządków.Dzieci to też członkowie rodziny i chyba naturalnym są pewne obowiązki.Do i ze szkoły sami wrócą.Połowa tych rzeczy odpada.Lekcje to obowiązek ucznia a nie rodzica,więc jakie siedzenie?I nie trzeba być w pracy 13 godzin by nie widzieć dzieci.Ktoś mając np.zmianę popołudniową(tylko 8 godzin)też nie widzi.Przed wyjściem dzieci są w szkole a po powrocie śpią.Nie jest to dzień a cały tydzień.I co wtedy z opieką?Czasami nawet dwie osoby nie wystarczą.Dla mnie godna podziwu jest rodzina,która daje sobie radę(nieważne iludzietna).Pozdrawiam!
      • chiyo28 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 18:52
        alin nie zgadzam sie z Toba, Mam w domu pierwszoklasiste i czwartoklasistke. Musze dopilnować, żeby pozapinali zamki, powciągali koszulki i ogarnąć ich wizualnie. Trzeba dopilnować, aby wymyli zęby i dogonić ich do śniadania, które trzeba im przygotować (sami tez by zrobili, ale trwało by to 10 razy dłuzej i by nasyfili tak, ze musiałabym 15 minut po nich sprzatać). Oprócz tego dochodzi czesanie córki, zeby nie szła do szkoły jak wrona z gniazdem na głowie. Do szkoły mamy kilka kilometrów, w dodatku przez bardzo ruchliwa droge krajową (jedyne wyjście to dowozić samochodem).
        A najbardziej rozbawiło mnie, że lekcje to obowiązek ucznia, a nie rodzica. Gdybym nie spędzała z dziećmi czasu przy odrabianiu lekcji, to były by na szarym końcu. Cieżko im idzie nauka i muszę im w domu wiele rzeczy tłumaczyć, ćwiczyć, doglądać. Nie wszystkie dzieci rodzą się geniuszami. Zreszta dzieci same proszą "pomóż, wytłumacz, przepytaj mnie". Jak mogłabym im nie poświecić czasu.
        Kazdy z nas ma inną sytuację i ciężko znaleźć uniwersalne rozwiązanie. U mnie sprawdza się pomoc typu zmywarka - odpada reczne mycie naczyń, samochód - szybsza logistyka. Jednak u kogoś innego mogą być takie korki, ze 5 razy szybciej przejedzie autobusem, czy metrem, wiec wszelkie porady są tu ciężkie do udzielenia, zeby pasowaly uniwersalnie. Oprócz zmywarki dobry patent to gotowanie z dnia na dzień i przygotowanie ubrań do założenia na nastepny dzień.
        • alin9 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 19:04
          Ależ zgadzam się,że nie ma tu uniwersalnej rady.Mamy różne rozkłady dnia i tyle.Ja nie mówię o pierwszoklasistach.To,że nabrudzą po robieniu to norma.Wyręczanie w wielu sprawach(tym bardziej już dużych dzieci)to błąd.Ale to moje zdanie.To z lekcjami mnie nie bawi.Bo gdy dziecko poprosi to wiadomo,że każdy pomoże,wytłumaczy.Nie mam geniuszy i nie siedzę z nimi bo zwyczajnie albo nie ma mnie albo dzieci(m.in.zajęcia dodatkowe).Moi przechodzą przez ruchliwe skrzyżowanie bez świateł no i się da.Trochę wiary i zaufania.Co do przygotowywania ubrań to ja się nie zgodzę.Rano dzieci same mogą wyciągnąć z szafy tak jak rodzic.Ty masz prawo nie zgodzić się w jednym a inny w drugim pomyśle.Tak będzie w tej kwestii.
          • mamaanieli Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 01.11.11, 19:18
            heh. no ja tez chetnie porade przyjme wink a najchetniej jakies ręce do pomocy wink no cóż: z dnia na dzien sie zyje, pracuje, wychowuje. i tyle.
    • dzieciata.renata do alin9 03.11.11, 16:15
      Jednak jest różnica między matką trójki dzieci, która musi sobie radzić i z pracą i w domu i z dziećmi sama a matką w takiej samej sytuacji, ale z mężem, gdzie oni wspólnie są odpowiedzialni za dzieci, dom i utrzymanie.
      • alin9 jest różnica ale matka to matka i obowiązki raczej 03.11.11, 16:30
        te same.Moja znajoma po rozwodzie żyje tylko z Mopsu i alimentów.Bo do pracy nie pójdzie.Owszem jest.Piszę na przykładzie znajomych.Osoba sama z trójką radzi sobie super.Koleżanka z 1 dzieckiem i mężem tylko narzeka.To nie kwestia bycia samej a organizacji.Wdowie albo żonie,która ma męża raz na kilka miesięcy w domu też tak Powiesz?To też różnicasmileA sprawa z jedzeniem i brudzeniem mnie rozwaliła u przedmówczyni.Mężowi też robi wszelkie posiłki bo nabrudzi i (o zgrozo!)15 minut by musiała sprzątać?Może trochę życia wprowadzić a nie wyręczać.Sorki,że w jednym wątkusmile
        • zuzanna56 Re: jest różnica ale matka to matka i obowiązki r 03.11.11, 18:39
          no chyba nie te same
          bo jak jest ojciec, to i on coś zrobi - pomoże przy lekcjach, zawiezie do szkoły itp

          Na pewno organizacja jest ważna ale nie mów, że samotnej i pracującej matce 3 dzieci jest łatwo.
          • alin9 Re: jest różnica ale matka to matka i obowiązki r 03.11.11, 19:11
            Zuzanna56 nie chcę się czepiać ale mnie nie przekonuje codzienny widok.
            Nadal uważam,że nie ilość osób w rodzinie jest wyznacznikiem zaradności.
            Czy Ty również nie znasz małżeństw,gdzie ojciec z powodów takich a nie innych zjeżdża do domu raz na kilka miesięcy.Masz rację pod nieobecność zawiezie i pomoże.Są sytuacje i sytuacje.Jednym jest łatwiej innym trudniej nieważne czy ma siebie,męża,kochanka, babcie dziadków i inne osoby do pomocy.To moje zdanie, do którego mam prawo.No i Pominęły panie istotną)i dość częstą kwestię.Nie zawsze w związku znaczy mam pomoc.Tylko ja mam takiego super męża co mi pomaga.Dlatego mnie jest łatwiej ale nie bądźmy obojętni na innych.Może w ramach możliwości pomóżmy przy opiecesmile
            • zuzanna56 Re: jest różnica ale matka to matka i obowiązki r 03.11.11, 19:54
              Ja mam męża, który robi mnóstwo rzeczy np potrafi zrobić remont, dba o ogród, wyprasuje, ugotuje, zawiezie dzieci tam gdzie trzeba. Oczywiście pracuje. Może dlatego wydaje mi się, że jak jest mąż, to jest w rodzinie łatwiej. Ja pracuję dość dużo, dzieci mam tylko dwoje, ale dla mnie jest normalne, że skoro oboje pracujemy zawodowo, to gotujemy czy sprzątamy czy tam wozimy gdzieś dzieci wtedy gdy mamy na to czas i siłę (oboje), a nie robi to jedna osoba.
              • alin9 zuzanna56 04.11.11, 16:39
                Masz wielkiego plusa!Taki układ w rodzinie powinien być zawsze.Niestety nie każdy tak myśli.I nie Masz tylko dwójki dzieci.Ktoś może mieć 5 spokojnisiów a ktoś dwa charakterki niepokornesmilePozdrawiam!
                • zuzanna56 Re: zuzanna56 04.11.11, 19:51
                  Mam dwoje dużych już dosyć dzieci, powiedzmy że raczej spokojne sąwink
                  Gdy były małe, też pracowałam, łatwo nie było, ale z pomocą męża - jakos normalniesmile
    • rycerzowa Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 04.11.11, 12:57
      Zebro - wiesz, że rada jest jedna: kup kozę....wink

      A propos męża w domu, przypomina się sytuacja, gdy mąż dostał propozycję wyjazdu na kilkumiesięczne stypendium, a dzieci (troje) były małe. Nie mogłam liczyć na niczyją pomoc,
      zatem temat upadł. Moja mama była bardzo zdziwiona.
      - O co ci chodzi, mężczyzny w domu nie ma, to i pracy wielkiej nie ma.

      Zatem można popatrzeć na sprawy i w ten sposób.wink
      • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 04.11.11, 19:54

        rycerzowa napisała:
        > - O co ci chodzi, mężczyzny w domu nie ma, to i pracy wielkiej nie ma.


        To jest fajne i dowcipne oczywiściewink

        ale serio mówiąc to jest tragiczne, że tak kobiety myslą: po co mi mąż, tylko nabrudzi, porozrzuca skarpetki, ja i tak wszystko robię, po nim sprzatam, ja gotuję, ja piorę itp
        • rycerzowa Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 04.11.11, 22:25
          zuzanna56 napisała:

          >
          > rycerzowa napisała:
          > > - O co ci chodzi, mężczyzny w domu nie ma, to i pracy wielkiej nie ma.
          >
          >
          > To jest fajne i dowcipne oczywiściewink
          >
          > ale serio mówiąc to jest tragiczne, że tak kobiety myslą: po co mi mąż, tylko n
          > abrudzi, porozrzuca skarpetki, ja i tak wszystko robię, po nim sprzatam, ja got
          > uję, ja piorę itp

          Nie w tym rzecz, Zuzanno. Moi rodzice to roczniki przedwojenne. Kiedyś mężowie w domu nie robili nic, fizyczna obecność mężczyzny w domu dla kobiety oznaczała tylko obowiązki.
          Taka była norma.
          Gdzieś na wsi słyszałam przysłowie: "Chłop w chałupie to jak wrzód na d..."

          Zatem dla mojej mamy mąż na delegacji to znak, że super obiadu robić nie trzeba i że dzieci mogą wesoło pobałaganić.
          Czyli luz.
          .

          • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 05.11.11, 14:11
            Ja wiem. Ale nawet kiedyś zdarzali się nietypowi mężczyźni jak np. mój dawno już nieżyjący dziadek, gdyby żył, miałby ponad 90 lat - jak na tamte czasy był bardzo nowoczesny, gotował, prał i oczywiście do tego pracował, ciężko fizycznie. Przeżyli z babcią wiele szczęśliwych lat.

            Może jestem przewrażliwiona, nie wiem. W moim domu to, że mąż gotuje czy prasuje to norma, u mojej siostry także, choć mąż zagraniczny i w kompletnie innej kulturze wychowany (mężowie w wieku po czterdziestce). Mój tata niestety nic raczej nie potrafi zrobić, ale mam wrażenie, że to przez mamę, bo ona wszystko najlepiej zrobi...

            A tu na forum gdzie mamy mają kilkoro dzieci i czasami do tego pracują zawodowo, tyle skarg, że mąż nie robi nic. Nie pojmuję (choć to sprawa na inny wątek).
          • zebra12 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 05.11.11, 16:51
            Może w domu nie robili nic, ale kasę przynosili i często kobiety mogły dzięki temu poświęcić swój czas tylko domowi - obsłudze dzieci i męża.
            • alin9 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 05.11.11, 18:45
              Zebra12 i tu jest częściowa odpowiedź.Kiedyś mężczyzna zarabiał i stać ich było w np. w 6 osób żyć przyzwoicie.Teraz czasami dwoje robi i żyje z ołówkiem w ręku.No i właśnie są typy(szczęściem ja takiego męża nie mam)którzy dalej myślą,że baba to do garów ale nie patrzą,że też zarabia i on mógłby pomóc.Czasami zastanawiam się czy to nie takie pokolenie.Tak byli wychowywani.Teraz to panowie koło 40 i nie zmienisz ich.
              • blizniaki14 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 05.11.11, 20:35
                ja tęsknię za pracą i dobrze pamiętam jak to było, gdy oboje pracowaliśmy, a dzieci - starszak miał 3 latka(zaczynał przedszkole) a bliźniaki miały po 1,5 roku. na szczęście mój pełny etat to było 5 godzin dziennie, ale miałam jednego dnia 2-3 godziny pracy, innego 9 godzin. Jak miałam na 7,30 zawoziłam starszaka do przedszkola i odbierałam, jak na 6 rano, to ja jechałam autobusem, a mąż wiózł cała trójkę by odprowadzić starszego. Jak miałam na 1230 lub 11.30 było super, mogłam posprzątać przy bliźniakach, obiad ugotować. Potem one szły spać ok 11.30-12, ja do pracy. Jak ja byłam w pracy, mąż wtedy byłz dziećmi, on w pracy, ja z dziećmi. Gdy on wyjeżdżał był problem, bo rodzina daleko, przyjaciół też jeszcze nie mieliśmy, pomagała starsza pani, czasem 2-3 razy w miesiącu.
                Później... to znaczy w tym roku jeszcze na początku, pracowałam na 8 godzin dziennie, a mąż też o wiele więcej, dzieci cała trójka w przedszkolu, nie raz już od 6.30 bywały. jakoś sobie radziliśmy, bez pomocy. ja wstawałam codziennie o 5 tej, najpierw myłam włosy, ubierałam sie sama, potem śniadanie dla dzieci , zmywarka do opróżnienia i obudzić dzieciaki, ubrać itp. Wieczorami prania, prasowania, sprzątanie. Obiad na 2-3 dni gotowany.
                Od pół roku nie mam pracy sad i szczerze mówiąc wolałam żyć na pełnych obrotach niż ta jak teraz całe dnie siedzieć w domu, to jest dopiero strasznie męczące i frustrujące.
              • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 05.11.11, 21:11
                alin9 napisała:

                > Kiedyś mężczyzna zarabiał i stać ich było
                > w np. w 6 osób żyć przyzwoicie.

                Myśle, że nadal tacy mężczyźni z taką pensją gdzieś tam istnieją...

                > baba to do garów ale nie patrzą,że też zarabia i on mógłby pomóc.Czasami zast
                > anawiam się czy to nie takie pokolenie.Tak byli wychowywani.

                Dokładnie, to wina wychowania. Och, jak kocham moja teściowąwink
                • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 05.11.11, 21:13
                  wielomam pracujących zawodowo tu chyba za dużo nie ma...
                  • mama.rozy Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 06.11.11, 18:47
                    są są,tylko pracująsmile
                    ja mam o tyle dobrze,że pracuję na 12-tki,czyli nie codziennie.do tego nocki,po których juz nawet nie muszę się w ciągu dnia przespac,kompletnie się przestawiłam...
                    no i dzieci uczone w domu,czyli odpada codzienne jeżdżenie,a grafik mam tak ułożob=ny,żeby w dni ich zajęc byc w domu.
                    czyli nie tak źle organizacyjnie.
                    ale zmęczenie takie,że z utęsknieniem czekam na zmianę z życiuwink
                  • dzieciata.renata Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 07.11.11, 18:17
                    zuzanna56 napisała:

                    > wielomam pracujących zawodowo tu chyba za dużo nie ma...

                    Tutaj chyba wiekszość mam ma również małe dzieci, takie w wieku żłobkowym, więc nie dziwi specjalnie, że nie pracują. Wiele mam niewielodzietnych też zostaje w domu z maluchami na początku.
                    • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 08.11.11, 17:02
                      Może i tak.
                  • gosia.w40 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 25.11.11, 19:15
                    Pracuję zawodowo, w tej chwili prawie na póltora etatu, a jeszcze mi sie studiów zachciało, prawie wszystkie soboty zajęte. Bardzo obawiałam sie wrzesnia, jako że jedna zaczynała gimnazjum, druga IV klase, trzecia zerówkę, a czwarta przedszkole, ale wszystko dobrze się ułozyło. Mam ten luksus, że na rodzinę mogę liczyc, babcia obiad ugotuje, ciocia przyprowadzi z zerówki, inne ciocie zajmą się dziećmi w soboty, mąż pranie zrobi i wyprasuje, mam więc czas na internet, ksiązkę i inne przyjemności, choć dom nigdy nie jest dosprzątany. Sporo czasu zajmuje odwożenie dzieci na dodatkowe zajecia, nie chcę aby same chodziły po ciemku ruchliwą drogą bez chodników. Dodam ,że jak siedziałam przez 2 lata w domu, byłam bardziej zmęczona. Pozdrawiam pracujące w domach (przy garach i dzieciach) i poza nimi wielomamy.
                    • evenjo Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 26.11.11, 12:06
                      Po co mieć dzieci, jeśli inni się nimi zajmują?
                      • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 26.11.11, 17:15
                        pewnie
                        po co matki pracują?
                        wink
                      • elgosia Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 26.11.11, 19:57
                        Nikt nie pisał, że się inni zajmują, ale że pomagają. a to jest różnica. Jak moja znajoma jedzie po swoje dzieci, a ma miejsce w samochodzie, to dlaczego nie miałaby moich zabrać? Babcie też często pomagają, ale nie wyręczą matki. Bycie matką to przecież nie tylko gotowanie i odprowadzanie do szkoły... Mam nadzieję.
                      • gosia.w40 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 29.11.11, 13:38
                        Powodów jest wiele: żeby było z kim lepić bałwana, chodzić po domu na czworaka i szczekać, budować zamki z piasku i z klocków, czytać "Koszmarnego Karolka", Przygody Franklina" powtarzać w nieskończoność tabliczkę mnożenia, odmianę przez przypadki, robić zielnik, dyskutować o "Zmierzchu" i innych tego typu dziełach, piec pierniczki, lepić łańcuchy na choinkę. Mam wymieniać dalej?
                        • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 29.11.11, 15:21
                          Gosia, ja to wszystko robiłam pracując ( no OK, mam tylko dwoje dzieci i dość sporo wolnego w pracy), a Koszmarny Karolek i Franklin to były ulubione książki moich dzieci, właśnie niedawno oddaliśmy całe serie młodszym dzieciom z innej rodziny.

                          Czasami matka dzieci większych chce pracować, czasami musi, bo z pensji męża nie da się normalnie funkcjonować.
                          • zuzanna56 Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 29.11.11, 15:23
                            gosia, sorry, myślałam że to evenjo pyta po co matka pracuje...
    • dilmahh Re: A jak sobie radzą wielomamy pracujące na cały 27.11.11, 18:17
      Ja jeszcze wrócę do tej kozy, którą ktoś zalecał autorce wątku. Mam troje dzieci, pracuję na cały etat, pomocy z zewnątrz mało. Wydawało mi się, że mam baaardzo ciężko. Traf chciał, że mąż zachorował, trafił na tydzień do szpitala. Odeszła nie tylko jego pomoc, trzeba było także codziennie dojeżdżać do owego szpitala, przez całe, zakorkowane miasto, prawie 20 km w jedną stronę. Najmłodsze dziecię miało wtedy rok, najstarsze 7 lat. Wierzcie mi, teraz już nie narzekam - zobaczyłam, co znaczy być naprawdę samą. I nie chodzi mi tylko o te codzienną krzątaninę. Chodzi przede wszystkim o wsparcie, poczucie, że dźwigacie coś razem, że możecie na siebie liczyć. Podziwiam, Zebro, naprawdę podziwiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja