umiejetnosci

03.11.11, 21:51
naszych dzieci w temacie sporzatania - to moje pytanie do Was.
czego wymagac od prawie pieciolatek majacyhc swoj pokoj...
i jak egzekwowac to wlasnie badz cokolwiek innego - mam jeden dosc oporny w temacie posluszenstwa egzemplarz i nie mam pomyslow na odpowiedz NIE.
powtarzanie kilkakrotne nic nie daje....dopiero lekko silowe wyprowadzenie do pokoju i przetrzymanie na sile moze troche.....bo ianczej ucieka mi z pokoju....a jednoczesnie jest od mnie przyklejona....wysiadam. to dosc wrazliwe dziecko ale z gatunku jeczacych, marudzacych, placzacych o byle gucio

zeb nie bylo - ta corka ma problem z posluszenstwem a nie z porzadkiem. jej siostra - na odwrot. i do tego ma czas na wszystko.....metoda z nastawianiem czasu - ok - i co dalej jaknie zmiesci sie w czasie?

poratujcie mnie prosze

widze to az do bolu, ze dzieci nie chca sie mnie sluchac, a to boli. nie mam pomyslow na ten problem. rozmowa nic nie daje.....karanie tez nie, bo jak dlugo i jak czesto mozna karac?
    • andaba Re: umiejetnosci 03.11.11, 22:39
      Mam czterolatke i pokój z nią wspólny. Nie przyszłoby mi do głowy wymaganie czegos innego niż wrzucenie zabawek do skrzynki.
      Poza tym nie wymagam bezwzględnego porzadku w pokojach dzieci bo inaczej wylądowałabym w psychiatryku kilkanaście lat temu.
    • megann120 Re: umiejetnosci 04.11.11, 00:00
      och te wieczne problemy ze sprzątaniem...
      Polecam wymaganie konkretnych rzeczy i sprzątanie razem z nimi, przynajmniej przez jakiś czas. Np: jedna sprząta klocki, druga kredki a ty układasz ksiażeczki.
      U nas tekst : posprzątaj swój pokój działa jak polecenie: "idź do swojego pokoju i zaszyj sie tam nna jakieś pół godziny to może zapomnę ze masz bałagan i pozwolę oglądnąć bajkę". Bez pokazywania palcem to i 9 latek nie posprząta pokoju.
      A co do kary, przekraczania czasu... mieliśmy kiedyś taką metodE: zabawki rozwalone lądowały w przedpokoju na podłodze, jak przez wyznaczony czas nie zostaną odłożone na miejsce to lądują w czarnym worku. Nieźle działało, choć kilka worków zadomowiło się na stale w szafie wink
      Ale jednak pomoc, nawet mała działa najlepiej.
      Powodzenia
      smile
    • stefania1939 Re: umiejetnosci 04.11.11, 11:58
      U nas też była groźba czarny worek. I tak wiele worków z zabawkami wylądowało w piwnicy, i dostały je biedne dzieci , bo moje zupełnie o nich zapomniały. I okazało się, że nikt za nimi nie płakał. Ja myślę, że nasze dzieci mają za dużo tego wszystkiego: zabawek, ubrań, gazetek i nie wiadomo czego. Dlatego jak ja z moimi robię porządki, to sporo wyrzucamy, oddajemy. W ten sposób nie mają tak dużo gratów i ten bałagan też wtedy trochę inne ma rozmiary. Kiedyś byłam u znajomych, którzy mieli tylko dwoje dzieci, a zabawek i Bóg jeden wie czego, tyle że już nie mieli salonu, tylko jakiś zagracony pseudo bawigraj i wielki śmietnik, zero miejsca dla siebie. W ich rodzinie nie ma więcej dzieci i ciocie z wujkami zasypały dzieci torami wyścigowymi, domkami dla barbi, dla kucyków, jakiś koszmar. Żadnych szans na porządek.
      • anna_sla Re: umiejetnosci 04.11.11, 23:13
        > Ja myślę, że nasze dzieci mają za dużo tego wszystkiego: zabawek, ubrań, gazetek i nie wiadomo czego.

        a ja myślę, że to nie w tym jest problem. My kiedyś z mężem doprowadzeni do ostateczności też robiliśmy tak jak Ty. Co nie pozbierane to szust do wora.. Został im się jeden pojemnik z klockami. To co oni potrafili zrobić z tym jednym pojemnikiem to nie masz pojęcia. Córka za to zasypała nas kartkami i kredkami wyłażącymi z każdej dziury (no bo co innego miała robić z nudów?). To jest dla mnie dowód, że nie ilość tu ma znaczenie, a raczej to jak do tego podchodzą dzieci.. a przynajmniej moje dzieci.

        Ja czasami niewychowawczo jak nie pozbierają lub ten co się ociągał przez co reszta nie zdążyła, z premedytacją każę mu wziąć poduszkę i kołdrę i położyć się spać na tych zabawkach. Jest szloch i zawodzenie. Kiedy wpadam po jakimś czasie z "drugą szansą" jest momentalnie taki bieg przy sprzątaniu, że naprawdę ogromny sajgon potrafią uporządkować nim doliczę do 10.

        Najgorsze w tym wszystkim jest to, że każda metoda u nas jest tylko do czasu. Dopóki Krzyś nie rozszyfruje, że mama blefuje. Bo wszystkie worki wracały, bo w każdej chwili mógł je potem nadprogramowo odpracować jak miał wenę, bo do odkurzacza się nie zmieszczą, bo jak się coś połamie to na ogół jest obok drugie lub może zainteresować się inną zabawką.. i tak można wyliczać w nieskończoność. Krzyś po prostu bardzo szybko w każdej nowej sytuacji wynajduje słaby punkt, przez co szybko osiąga nad nami przewagę. On naprawdę doprowadza nas tym i nie tylko tym do szału. To jest mały terrorysta na każdym tle..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja