goska81-gryfino
18.11.11, 08:56
Wczoraj trafił mnie szlag. Po raz kolejny zresztą. Powiedziałam, że od tej pory przez tydzień nie sprzątam w ogóle, jedynie po sobie i po najmłodszej, która sama po sobie nie posprząta jeszcze. Mam ochotę rzucić wszystko w cholerę. Wojtek jest chory i nie chodzi do szkoły, więc cały czas daje czadu z Olgą. Jak ogarnę chatę do południa i wychodzę na zakupy z maluchami, to starsi chłopcy wracają ze szkoły i w ciągu kilku godzin, a tak naprawdę to nawet w ciągu pół godziny, robią taki burdel na kółkach, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Ich pokój wygląda tak samo i tylko maja pretensje, że każe im się sprzątać w pokoju. Wiecznie słychać: "ja wczoraj sprzątałem, a Paweł sobie leżał i czytał!", "ja sprzątałem, a Paweł mówił, że on nie umie zbierać!" "mama, a Paweł nie chce!" "mama, a Wojtek i Olga robią nam w pokoju syf, a nie my!" I tak codziennie. Ale dziś nie o ich pokoju, a o pokoju, kuchni i przedpokoju na dole. Dziś na podłodze leżą m.in.: but, zabawki, słomki do napojów, paragon, z którego maluchy chciały zrobić samolocik, poduszka-jasiek, gazetka reklamowa jakiegoś sklepu z elektroniką, ręcznik, który Paweł wyjął z plecaka po zajęciach na basenie, skarpetka Wojtka, a nawet w kuchni są 2 kromki chleba, które za chwilę podniosę, bo to Madzia je tu rzuciła. Od rana mam nerwa, bo niby pedantką nie jestem (oj, nie jestem), ale jak pierwszy widok po obudzeniu jest taki, a nie inny, to potem cały dzień mogę mieć spierniczony. Wściekam się o byle co. Do tego Paweł ma w piórniku kilka kredek (3szt), ołówek i długopis z odgryzioną częścią. A w tym roku szkolnym już 2 razy kupowaliśmy im przybory. I to nie pojedyncze sztuki, tylko większość po ileś tam. Klejów była cała zgrzewka- 24szt. Nie ma nic. Jakieś resztki tylko. Mam ochotę wyjechać i zostawić ten burdel na co najmniej tydzień, ale nawet na taki wyjazd mnie nie stać. Marzy mi się, że kiedyś bez słowa się spakuję i nie mówiąc nic nikomu, nawet nie dając za bardzo znaku życia, wyjadę sobie w góry SAMA. Może się spełni. Po sześćdziesiątce...

Mąż wczoraj wrócił później niż zwykle i od progu zapowiedziałam mu swój plan niesprzątania. Powiedział: ok. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Oczywiście w plan nie wchodzi pranie, prasowanie(średnio 1-2 razy na tydzień), układanie do szafy, zakupy gotowanie. Raz dziennie ogarniam podłogę, a zawsze trzeba to robić kilka razy dziennie. I tyle. No, wygadałam się.