Już wyrabiam na zakrętach...

24.11.11, 08:52
1) To, że nie kupuję markowych ciuchów i nie maluję się jak lampucera... ba w ogóle się nie maluję, bo uważam, że ładna buzia nie potrzebuje sztucznej maski...
2) Czytać ze zrozumieniem nauczyłam się mniej więcej w szkole podstawowej i to na samym początku... a jak widać sporo e-mamusiek ma z tym spory problem.
3) Na lekcje ortografii również przydałoby się wysłać co poniektórych.
4) Gdyby nie te wszystkie wieśniaki, w których co poniektórzy wycierają swoje szczęki... co byście jedli kochane mieszczuchy? Jajka w proszku z Chin?

Jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to znaczy, że go to nie dotyczy wink

A poza tym bardzo się cieszę, że zaczęłam poprzedni wątek. Przynajmniej widać jak wiele osób potrzebuje się dowartościować i dokopać komuś...
Dziękuję za uwagę smile
    • bibba Re: Już wyrabiam na zakrętach... 24.11.11, 12:47
      glowa do gory!
      • magdak_1977 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 24.11.11, 13:29
        Mysle, ze jednak wiekszosc z nas Ci bardzo wspolczuje i rozumie, przynajmniej po czesci. Moj maz jest pomocny, ale co z tego jak pracuje bardzo duzo i na odpowiedzialnym stanowisku, wiec jak wraca to tylko dobranoc mowi dzieciom. Ja sama ze wszystkim, na dodatek czuje sie tez samotna...

        Trzymaj sie, czas dziala na Twoja korzysc
    • zuzanna56 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 25.11.11, 09:16

      > Jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to znaczy, że go to nie dotyczy wink

      No ja nie wiem.
      A nie chodziło ci o to, że jesteś wykończona, bo masz 4 dzieci, mąż nie pomaga a teściowa tylko krytykuje?
      A tu o wsi czy malowaniu się czy o markowych ciuchach...czy o jajkach w proszku...
      • andaba Re: Już wyrabiam na zakrętach... 25.11.11, 10:40
        Myślę, że niepotrzebnie się oburzasz, tych idiotycznych wypowiedzi było ze dwie.

        Zakładając jakikolwiek wątek trzeba się liczyć z tym, że zostanie się skrytykowanym, a już zwłaszcza, jeżeli czyjeś życie tak bardzo odbiega od ematkowego standardu czyli superpraca, supermąż, superdzieci i superteściowa na antypodach. Już samo przyznanie się do mieszkania z teściową jest strzeleniem sobie samobója, bo do pewnych pań istnienie czegoś takiego jak rodzina wielopokoleniowa nie istnieje. Pozostaje mieć niechrześcijańską nadzieję że wychowane w takim duchu dzieci na matkę się wypną w momencie gdy ta zamiast sponsorować zacznie wymagać opieki.

        Głowa do góry...
    • urge Re: Już wyrabiam na zakrętach... 25.11.11, 22:24
      W poprzednim wątku się nie wypowiadałam bo nie wiem jak Ci pomóc, mogę tylko współczuć. Ale w tym bardzo mi się podobało podsumowanie:

      > A poza tym bardzo się cieszę, że zaczęłam poprzedni wątek. Przynajmniej widać
      > jak wiele osób potrzebuje się dowartościować i dokopać komuś...

      Niezwykle często uderza mnie w internecie właśnie ten problem u niektórych: "ja bym się w życiu nie dała wpędzić w taką sytuację życiową", "ja na Twoim miejscu miałabym inną teściową, lepszego męża i w ogóle to nawet ładniejsza bym była wink"
      I dlatego o poważnych problemach nie piszę, przynajmniej na takim otwartm forum, po co ma mnie oceniać ktoś kto mnie zupełnie nie zna?

      A tak w temacie to kiedyś moja siostra, aktywna zawodowo i w kilku innych dziedzinach życia matka czwórki dzieci, w przypływie wściekłości napisała artykuł (został nawet opublikowany) w którym zadawała pytanie: dlaczego jeśli kobieta jest przemęczona bo pracuje po godzinach robiąc karierę zawodową, bo robi studia podyplomowe czy aplikację czy podjęła się jakichkolwiek innych zobowiązań i zaczyna na to przemęczenie narzekać to wszyscy ją podtrzymują na duchu, pocieszają że wprawdzie jest ciężko ale zobaczy jakie będą efekty! I ogólnie każdy ją rozumie. Niech jednak wielodzietna matka spróbuje choć kwęknąć że jej ciężko to usłyszy właśnie to, co Ty przeczytałaś w poprzednim wątku. I tu o dziwo nikt nie pocieszy a dokopią najchętniej inne babki. A przecież to taki sam wybór a efekty będą sto razy fajniejsze i cenniejsze niż wielki dom z basenem i najnowszy samochód smile
      • maman3 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 26.11.11, 16:46
        Hmm..., a może to, nieuświadomiona nawet, zazdrość? Że ktoś się odważył mieć taką ekipę? To niech teraz ponosi konswkwencje w milczeniu smile
        • zuzanna56 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 26.11.11, 17:13
          na pewnowink
          • maman3 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 26.11.11, 22:56
            Nnie, no wiem, że mogłam trochę się zagalopować wink
            • mamuska25 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 27.11.11, 16:59
              Eee tam spoko... Już mi przeszło wink
              Wątki narzekające pisze się zazwyczaj w chwilach jakiegoś dołka psychicznego... Zakładam, że każdy ma chwile słabości.
              Po jakimś czasie emocje słabną, na wszystko patrzy się inaczej.
              Poza tym...
              Znajomych mam różnych. I tych "dzieciatych" i takich, którzy starają się, ale niestety nie mogą mieć dzieci i kilku singli...
              Każdy narzeka. Ten ma za dużo, ten za mało, jedego wkurza teściowa, innego sąsiad, a trzeciego dzieci na podwórku...

              W taki dzień jak dziś nic mnie nie wkurza smile
              Nawet to ciasteczko wgniecione w klocki rozrzucone na podłodze...
              • maman3 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 27.11.11, 20:17
                Ja to rozumiem, raz bym mojego ślubnego wystawiła za drzwi z walizkami, a kiedy indziej dziękuję Bogu, że go mam smile , kwestia dnia, stopnia zmęczenia, pms... smile .
                • zuzanna56 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 10:27
                  A może takie gadanie innej osoby, że jak ty kobieto wytrzymujesz z facetem, który ci nie pomaga, dlaczego pozwalasz teściowej wtrącać się w swoje życie, coś jednak da? Może jednak wyraźnie powiesz następnym razem mężowi, że padasz na twarz i że ma ci pomóc. Nie piszę konkretnie do nikogo tylko do takiej hipotetycznej zagonionej matkiwink
                  • maman3 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 14:58
                    Zuzanno, uwierz, że nie da się smile . Ja już mam miejsce w niebie zapewnione za anielski nieraz spokój wink . Teściowa nawaliła, i tyle. Jestem twarda i asertywna, co mój mąż ostatnio nazywa...wredotą. Wczoraj zrobiłam sobie kogel-mogel (kiepska hemoglobina), ułożyłam zmęczone niedzielną krzątaniną członki na kanapie i konstatowałam rzeczony kogel z ciszą na zmianę (mały spał, dzieci powiązane w swoich pokojach). A mój mąż do mnie "daj trochę" . Mówię -nie, to ty powinieneś mi ten kogel-mogel zrobić, żebym ci nie padła, jak kawka, a nie, że ja ci jeszcze będę swój oddawać. A on, biedaczek, że nigdy nie jadł! To do mamusi pretensje, mówię wink . Przyzwyczajony, że mamusia zawsze poda, przyniesie, posprząta-dla niego to norma, świat, w jakim się wychował-każda zmiana-to bunt na pokładzie smile .
                    • magdak_1977 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 15:15
                      To prawda - ja nie mogę złego słowa na wychowanie męża powiedzieć, ale że w domu od zawsze przychodziła pani do sprzątania, to nawyku nie ma - myśli, że brudy same wędrują do łazienki, porozrzucane rzeczy same idą na miejsce w ciągu dnia itp. A mnie takie poranne zbieranie rzeczy po wszystkich zajmuje dobre pół godz, nie mówiąc już o nastroju w jaki mnie wprowadza.

                      inna sparwa to rzeczy bardziej "duchowe" - jak rodzice rozumieli małżeństwo, jakie wzorce z tego dziecko czerpało... ale to już inna i bardziej delikatna rzecz...
                    • zuzanna56 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 15:39
                      maman3 napisała:

                      > Zuzanno, uwierz, że nie da się smile
                      To do mamusi pretense, mówię wink . Przyzwyczajony, że mamusia zawsze poda, przyniesie, posprząta-dla niego to norma, świat, w jakim się wychował-każda zmiana-to bunt na pokładzie
                      smile .


                      No może i tak...może masz rację, może moja teściowa po prostu dobrze wychowała syna, a może to że wyszedł z domu młodo, w wieku 23 lat i żona niczego mu pod nos nie podkładała, bo sama studiowała dziennie i do tego pracowała. Chyba mam za co dziękować teściowejsmile
                      • maman3 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 18:39
                        A odpowiem smile , mój mąż wyszedł z domu w wieku 19 lat-do mnie, od razu zaczął dostawać szkołe życia. Minęło lat 20-efekty mierne (ale są smile )
              • zuzanna56 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 10:29

                > Każdy narzeka. Ten ma za dużo, ten za mało, jedego wkurza teściowa, innego sąsi
                > ad, a trzeciego dzieci na podwórku.


                też racja.
                • magdak_1977 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 28.11.11, 15:15
                  A po drugiej stronie płota, trawa zawsze bardziej zielona...
                  • zuzanna56 Mąż 28.11.11, 15:49
                    myślicie że takiego wypieszczonego synka mamusi, który ma te 30-40 lat i 3-5 dzieci niczego już sie nie da nauczyć?
                    że żonie wypadałoby pomóc?
                    za późno?
                    • maman3 Re: Mąż 28.11.11, 18:41
                      Służę przykładem smile . Różnych metod próbowałam wink
                    • magdak_1977 Re: Mąż 28.11.11, 19:19
                      Moim zdaniem niewiele, chyba że będzie musiał znaleźć się w sytuacji drugiej strony - może wtedy zrozumie. Dorosłych raczej trudno się wychowuje, a nawet jeżeli się uda to najcześciej na krótko, niestety
                      • urge Re: Mąż 28.11.11, 23:09
                        > Moim zdaniem niewiele, chyba że będzie musiał znaleźć się w sytuacji drugiej
                        > strony - może wtedy zrozumie

                        O, to jest dobre! Ja się we wrześniu znalazłam na tydzień w szpitalu. Sytuacja była niespodziewana więc nie byliśmy wcześniej przygotowani -małżon został nagle z 3 dzieci w domu. W tym czasie nie sprzątał, nie prał, nie gotował (jedli pizzę, kfc lub u babci) -zostały mu tylko szkoła (2 starszych na dwie zmiany), przedszkole, treningi, angielski itp -i było tego TYLE, że np średni synal dwa razy do szkoły nie dotarł bo zupełnie nie było kiedy go odprowadzić smile
                        • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 07:31
                          urge napisała:

                          Ja się we wrześniu znalazłam na tydzień w szpitalu. Sytuacja
                          > była niespodziewana więc nie byliśmy wcześniej przygotowani -małżon został nagl
                          > e z 3 dzieci w domu. W tym czasie nie sprzątał, nie prał, nie gotował (jedli pi
                          > zzę, kfc lub u babci) -zostały mu tylko szkoła (2 starszych na dwie zmiany), pr
                          > zedszkole, treningi, angielski itp -i było tego TYLE, że np średni synal dwa ra
                          > zy do szkoły nie dotarł bo zupełnie nie było kiedy go odprowadzić smile

                          Czyli dorosły mężczyzna nie poradził sobie z 3 własnych dzieci
                          , nie potrafił nic im wyprać (pal licho sprzątanie, nie jest najważniejsze) ani ugotować (babcia dała obiad) a jedno dziecko nie było dwa razy w szkole. Wiecie co, z jednej strony rozumiem, że są takie typy ludzi na świecie, że nie potrafią nic ugotować ani wyprasować, ale z drugiej strony dla mnie to jest niezaradna życiowo osoba. Jestem w stanie pojąć, że jak facet sam zarabia na dużą rodzinę, to nie ma siły wieczorem prać i prasować, gotować itp, naprawdę to rozumiem, ale powiem wam że tak się staram wychowywać mojego syna i córkę, aby sobie radziły z prostym ugotowaniem obiadu czy wyprasowaniem czegoś, mój syn już teraz nie ma z tym najmniejszego problemu, z córką gorzej ale jest młodsza.
                          Wiele razy gdzieś wyjeżdżałam na 3 dni czy na tydzień a raz nawet na dwa i wiedziałam, że dzieci z mężem dobrze się mają a żadna babcia nie była im potrzebna. W sumie to już nie wiem, czy to kwestia wychowania takiego faceta w domu rodzinnym czy też kwestia charakteru czy po prostu są na świecie osoby, które nie potrafią się nauczyć jak sobie ugotować prostą potrawę, posprzątać w swojej kuchni czy łazience czy wyprasować własną koszulę czy zając się własnymi dziećmi.
                          • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 07:34
                            Dziewczyny, nie bierzcie tego zbyt osobiście, dobrzewink Po prostu mam takie zdanie, a nie krytykuję was, ok? wink
                            • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 08:55
                              Uff Zuzanno-całe szczęście że jesteś Ty i Twój mąż, bo już myślałam że tylko sami niezaradni życiowo chodzą po tym świecie. . . Ja też staram się wychowywać dzieci najlepiej jak umiem, ale obiadów jeszcze nie gotują, nie piora i tak naprawdę to cieszę się, jak są w stanie do klasówki się nauczyć bez mojej pomocy. Męża mam dobrego, a jak rodziłam dziecko to żadnego prania nie zdjął do szafy, tylko ubrania leżały wszędzie. I też się dziwię, jak z takim typem jeszcze żyje, bo to rzeczywiście rzecz niesłychana. Może dlatego że go kocham, dzieci go kochają a on kocha nas. Co nie zmienia faktu, że często czuje się niezrozumiana i niedoceniona. Może też jestem niezaradna życiowo, skoro nie umiem sobie z tym poradzić? PS. Też nie bierz do siebie, tak sobie pisze swoje zdaniesmile
                              • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 09:28
                                szczerze mówiąc takich niezaradnych znam może ze trzech a zaradnych ze stowink
                                dzieci mam dość duże, syn ma niedługo 15 lat, więc nic dziwnego że sobie coś czasami wyprasuje
                                naprawdę nie moja sprawa że są kobiet, które same wszystko robią


                                a może tak jest gdy kobieta nie pracuje zawodowo
                                no nie wiem
                                tak sobie rozważam
                                jakie jest wasze zdanie?

                                z drugiej strony tu na forum może 3-4 osoby tylko pisały że mąż nic nie robi
                                • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 09:48
                                  zuzanna56 napisała:

                                  > szczerze mówiąc takich niezaradnych znam może ze trzech a zaradnych ze stowink
                                  no widzisz - ja w ogóle nie znam stu cudzych mężów, więc może stąd rożnicasmile


                                  > z drugiej strony tu na forum może 3-4 osoby tylko pisały że mąż nic nie robi
                                  >

                                  no właśnie - ja szczerze mówiąc nie widziałam, żeby ktokolwiek pisał, że mąż nic nie robi, tylko że pewne rzeczy nas w nich denerwują, że byśmy chciały tu coś więcej a tu coś mniej. A Ty wysnuwasz z tego mylne wnioski, mam wrażenie. Poza tym czasem mamy gorszy dzień, bo nasze niezaradne dzieci coś zmajstrują, mąż wkurzy, u lekarza kolejka, a mięso się zepsuje i chcemy po prostu ponarzekać. Te pracujące zawodowo pewnie tak nie mają.


                                  Pozdrawiam i lecę się zająć moimi dziećmi, bo beze mnie słabo sobie dają radę
                                  • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 10:23

                                    > no widzisz - ja w ogóle nie znam stu cudzych mężów, więc może stąd rożnicasmile

                                    Mam bardzo szerokie osób znajomych, ludzi z pracy, przyjaciół itp, nie wiem czy sto ale na pewno coś koło tego
                          • urge Re: Mąż 29.11.11, 10:20
                            A to ciekawe podsumowanie, przyznam że mnie zaskoczyło smile
                            Mój małżon jest zdecydowanie najlepszy na świecie! Faktycznie jest zaradnym facetem który utrzymuje na niezłym, moim zdaniem, poziomie rodzinę, choć zaczynać musiał od zera bo na starcie nie mieliśmy NIC. Nie gotuje -dla mnie to nie ból wink Nie prasuje -ja też nie, wyjątkiem są jego koszule do pracy które prasuje sobie sam. Obsłużyć pralkę potrafi ale zwyczajnie nie przyszło mu to do głowy bo zawsze to robię ja (w tym też nie widzę nic dziwnego). Zająć się swoimi dziećmi umie doskonale, był z nimi sam i na żaglówkach i na nartach, od urodzenia wszystkie zawsze kąpał i kładł spać (ja w życiu nie kąpałam noworodka choć mam 3 dzieci)... mam takich przykładów miliony. To nie jest facet który wraca z pracy i nic nie robi, przeciwnie. W ciągu dnia jednak moje dzieci mają szkołę na różne godziny, przedszkole na jeszcze inne i mnóstwo zajęć dodatkowych -czasem sama mam problem jak to wszystko zorganizować żeby zdążyć w międzyczasie z obiadem, czasem też muszę gotować obiad na 2 dni żeby kolejnego dnia był tylko do szybkiego podgrzania bo wpadamy do domu na krótko między jednymi a drugimi zajęciami. Wrzucony w to wszystko znienacka małżon po prostu nie ogarnął, choć nie wiątpię że na dłuższą metę by sobie poradził.

                            A Twoja wypowiedź jest jak dla mnie typowym przykładem oceniania kogoś na podstawie dwóch zdań (które z mojej strony nie miały być zarzutem a śmieszną anegdotką) -tym bardziej, że zmieszałaś z błotem faceta którego ja, jako żona, uważam zdecydowanie za egzemplarz doskonały pod każdym względem smile
                            • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 10:29
                              Nie zrozumiałam tego jako anegdotkę ale jako narzekanie. Dla mnie to, że facet nie potrafi albo nie chce pomóc żonie to nie jest rzecz śmieszna tylko żałosna. No może jest tak, ze generalnie jest w rodzinie dobrze i o tym sie nie pisze ale czasem bywa ten zły dzień i wtedy ktos pisze na forum - rozumiem to.


                              Zająć się swoimi dziećmi umie doskonale, był z nimi sam i na żaglówkach i na nartach, od urodzenia wszy stkie zawsze kąpał i kładł spać (ja w życiu nie kąpałam noworodka choć mam 3 dzieci)... mam takich przykładów miliony.


                              No ale o tym wczesniej nie pisałaś...
                            • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 10:38
                              A mój pralki nie umie właczyć - jak byłam w szpitalu z Maćkiem, to za każdym razem dzwonił, choć jeden program miał jedynie włączac
                              smile
                              Marta - mnie bardziej śmieszy ten wątek, bo wiadomo, że jakby chłop był zupełnym nierobem, to żadna z nas by się nie decydowała na dzieci z nim, pewnie nawet na jedno, albo by dłużej niż rok z takim nie wytrzymała. A narzeka każda normalna baba - moim zdaniem
                              • urge Re: Mąż 29.11.11, 10:58
                                P umie pralkę obsłużyć chociażby dlatego że przez większość wakacji jest sam w domu i gdyby nie umiał to sam musiałby w brudnych rzeczach łazić.

                                A ponarzekać każdy musi, zwłaszcza jak jest zmęczony. Ja wprawdzie nigdy chyba nie narzekam na małżona bo naprawdę uważam go za egzemplarz wyjątkowy i zawsze twierdzę że mam najlepszego męża ze wszystkich mi znanych. Ale na upierdliwe obowiązki dnia codziennego, zmęczenie, niedospanie itd lubię sobie ponarzekać. I nie przeszkadza mi to nawet w planowaniu kolejnego "małego obowiązku", choć to nie takie prote bo po ostatniej porażce nie mogę fizycznie wyjść na prostą.
                                • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 11:04
                                  A ja lubię ponarzekać i na męża, i na zmęczenie, i na niegrzeczne dzieci, i na brak czasu, i na różne inne braki w ogóle. A jak się jeszcze okazuje, że inni mają podobnie, to od razu mi lepiejsmile

                                  Mam nadzieję Marta, że wyjdziesz na prostą już niedługo. Oby do wiosnysmile
                                  • urge Re: Mąż 29.11.11, 12:01
                                    Oby...

                                    A na dzieci wolę nie narzekać, przynajmniej na forum, dopiero bym się dowiedziała jak je beznadziejnie wychowuję wink I może jestem dziwna, ale mimo że regularnie mam ochotę podusić je wszystkie i każdego z osobna to obiektywnie uważam że są całkiem fajne, hehe.

                                    Mam na swoim osiedlu pięciodzietną mamę padającą ze zmęczenia i ogólnie podłamaną swoją sytuacją i namawiałam ją ostatnio żeby tu zajrzała i też się pocieszyła że są i inne kobietki które mają podobnie. Też myślę że to trochę człowiekowi pomaga.
                        • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 09:38
                          Marta - też tak miałamsmile Jak urodziłam Maćka - był koniec maja - byliśmy przez 2 tyg razem w domu. łatwo nie było, bo czwórka starszych 9,5 - 1,5 roku plus noworodek. Najpierw przez tydzień sprzątałam po 3 -dniowym pobycie mojego męża z dziećmi - naprawdę nie sądziłam ,że można tyle rzeczy na razy wyjąć/nie znaleźć dla nich miejsca/nie schować na miejscesmile Potem dwójka miała jeszcze szkołę plus zajęcia dodatkowe plus okres akademii ( dzień matki) i wycieczek. Jak mąż wrócił po tym czasie do pracy - a parcuje dużo, ma sporo stersu i odpowiedzialmości w pracy - powiedział do mnie : ja nie wiem, jak ty sobie dajesz z tym wszystkim radę, ja w pracy zmęczyłem się 20 proc tego, co w domu. I to był największy komplement, jaki kiedykolwiek od niego usłyszałam. Co nie zmienia faktu, że on nadal uważa, że pewne rzeczy w domu po prostu robią się podczas jego nieobecności. Dlatego w weekendy mamy największy bałagan, bo ja uważam, że wtedy częścią rzeczy może zająć się on, a on nawet nie wiem, że cos trzeba/należy/powinno się zrobićsmile
                          • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 10:31
                            OK, zarzucacie mi że mieszam kogoś z błotem za napisanie 2 zdań, ale skąd mam wiedzieć że na co dzień jest inaczej, jest dobrze, mąz pomaga, zabiera dzieci na narty, wykąpie, poczyta itd skoro o tym nic wczesniej nie pisałyście???
                            • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 10:35
                              Bo to wątek narzekalny, jak będzie chwalebny, to będziemy naszych mężów wychwalaćsmile

                              rany miałam już tu nie zaglądać, a mnie ciągniesmile
                              • maman3 Re: Mąż 29.11.11, 11:25
                                A kuku smile . Nie dodam nic nowego, Magdę chciałam ściągnąć smile . Założę w przyszłości wątek chwalebny dla męża-równowaga i sprawiedliwość musi być wink
                                • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 14:53
                                  Już jestemsmile

                                  dawno żeśmy sobie nie przytakiwałysmile już nadrabiam - o, tak, taki wątek będzie extra - zamiast sie na chłopa żalić, wychwalimy go pod niebiosasmile A potem jak samosprawdzająca się przepowiednia, wróci taki z pracy i będzie pomagał, chwalił i na rękach nosiłsmile

                                  Myślę, że to jest tak specjalnie - jak się na chłopa narzeka, to go żadna nie zechce i nie odbierze, a jak wychwalisz taki ideał, to się kupę chętnych znajdzie na pracowitego, mądrego, czułego i wychowanego przez żonę odpowiedzialnego ojca rodziny, nie sądzicie?

                                  smile
                                  Miłego popołudnia, mamuśki
                                  • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 15:06
                                    E tamwink Mojego nikt nie zechce, znalazłabym u niego parę wadwink
                            • urge Re: Mąż 29.11.11, 10:52
                              > OK, zarzucacie mi że mieszam kogoś z błotem za napisanie 2 zdań, ale skąd mam w
                              > iedzieć że na co dzień jest inaczej, jest dobrze, mąz pomaga, zabiera dzieci na
                              > narty, wykąpie, poczyta itd skoro o tym nic wczesniej nie pisałyście???

                              Bo ja w ogóle o moim mężu wcześniej nie pisałam smile
                            • andaba Re: Mąż 29.11.11, 11:31
                              zuzanna56 napisała:

                              > OK, zarzucacie mi że mieszam kogoś z błotem za napisanie 2 zdań, ale skąd mam w
                              > iedzieć że na co dzień jest inaczej, jest dobrze, mąz pomaga, zabiera dzieci na
                              > narty, wykąpie, poczyta


                              A gdyby nie było dobrze, mąż faktycznie przy dzieciach by nie pomagał, to już można taką żonę mieszać z błotem?

                              Poza tym - mam wrażenie, że autorka wątków nie napisała, że jej mąż nic nie robi, tylko że nie pomaga przy dzieciach. W moim odczuciu to są dwie całkowicie różne sprawy.
                              Poza tym, jeżeli nawet czyjś mąż po 12 godzinach pracy ma siłę bawić się z dziećmi w berka to też zależy od rodzaju pracy. Możliwe, że dyrektorowi się będzie chciało, górnikowi czy rolnikowi niekoniecznie - i nie w mentalności tu wina.
                              • zuzanna56 Re: Mąż 29.11.11, 14:46
                                andaba napisała:


                                > A gdyby nie było dobrze, mąż faktycznie przy dzieciach by nie pomagał, to już m
                                > ożna taką żonę mieszać z błotem?

                                Nie. I ja tego w żadnym tu miejscu nie zrobiłam. Owszem, gdy kobieta narzeka bo ma 5 dzieci a mąz jej kompletnie w niczym nie pomaga, jest chora i bardzo zmęczona, to ja mówię: kobieto, poproś go o pomoc, to nie są tylko twoje dzieci, ty też musisz mieć siły i czas na wypoczynek.

                                > Poza tym, jeżeli nawet czyjś mąż po 12 godzinach pracy ma siłę bawić się z dzie
                                > ćmi w berka to też zależy od rodzaju pracy. Możliwe, że dyrektorowi się będzie
                                > chciało, górnikowi czy rolnikowi niekoniecznie - i nie w mentalności tu wina.

                                Racja.

                                Oczywiście, że to wszystko zależy od sytuacji i od konkretnej rodziny. Mnie jest po prostu żal kobiety, na którą wiecznie narzeka teściowa i której mąz nie chce jej w niczym pomóc. Może trochę inaczej rozumiem niektóre wypowiedzi, nie wiem.
                                • magdak_1977 Re: Mąż 29.11.11, 15:05
                                  zuzanna56 napisała:

                                  Mnie jes
                                  > t po prostu żal kobiety, na którą wiecznie narzeka teściowa i której mąz nie ch
                                  > ce jej w niczym pomóc. Może trochę inaczej rozumiem niektóre wypowiedzi, nie wi
                                  > em.
                                  Moja teściowa tez na mnie bez przerwy narzekawink I na dodatek twierdzi, że dzieci to na pewno moja sprawka i że jej biednego synka wrobiłam ( tylko nie wiem, czy w całą piątkę czy mniej) smile
    • bibba Re: Już wyrabiam na zakrętach... 29.11.11, 10:55
      mamuska, fenomenalne sa woje watki big_grin zakladaj wiecej, poprawiasz aktywnosc naszego forum smile
      • magdak_1977 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 29.11.11, 11:06
        Też tak pomyślałam - biedna Mamuska miała zły dzień i zwyczjnie się wygadać chciała, a tu wątek światopoglądowo - moralizatorski wyszedłsmile

        mam nadzieję, że jak czyta te nasze mądrości, to się chociaż trochę odpręży i pośmieje
        • zuzanna56 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 29.11.11, 11:26
          No to cieszę sie że swoim gadaniem parę osób tu ściągnęłamwink

          A teraz wątek chwalący mężówsmile
          • 5an-ka Re: Już wyrabiam na zakrętach... 29.11.11, 20:57
            Dodam tylko tyle, że każda znas wygadać się musi i powinna a szczególnie mamy, które tu na forum są bo mają trójkę i wiecej dzieci, i doskonale czują to co inne kobiety w podobnej sytuacji, jak czasem jest trudno, ktoś kto ma 2 dzieci, spokojnie godzi pracę zawodową z wychowaniem dzieci nigdy nie zrozumie kobiety, która wychowuje więcej niż 3 dzieci, i często musi rezygnować z siebie, a problem synowa teściowa, to temat rzeka i jak ktoś kto nie doświadczy tego nie wie, że dla każdej takiej kobiety, po prostu człowieka, ratunkiem i pomocą jest mówienie o tym i bardzo dobrze jak dziewczyny mówią o swoich problemach na forum takim jak to, bo często nie mają gdzie i z kim.
            • mamuska25 Re: Już wyrabiam na zakrętach... 30.11.11, 10:14
              "Ło jej", ależ się wątek rozkręcił...
              Fakt, zmęczona byłam i zła na M. to przedstawiłam go w najgorszym świetle, a co...
              A dziś chciałam dzieciom zrobić "pampuchy" i co? nie wyszły... Próbowałam po raz pierwszy je robić osobiście...
              no i pasowałoby wątek trzasnąć o porażce kuchennej.
              Pewnie drożdże były do kitu, mąka feralna, jaja zbuki... no bo przecież inne zarło umiem zrobić wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja