06gosia34
02.01.12, 12:45
W pażdzierniku bylam w 7 ciąży, miałam mieszane uczucia. Bardzo żle przechodziłam początki. Sama sie śmiałam ,ze to maleństwo mnie wykończy. ZAczełam krwawić, poszlam do lekarza i wtedy po raz pierwszy , zrobło mi się przykro kiedy zostalam zapytana(nie o to jak się czuje,czy od kiedy krwawie) czy nie słyszałam o antykoncepcji. Było mi przykro. Dostalam leki ale i tak po 3 tyg.trafiłam do szpitala. Straciłam maleństwo(to było,nadal jest dla mnie straszne). Po badaniach zdjagnozowano zaśniad. Cierpialam ale to nikogo nie obchodzilo,na każdym kroku tylko pytano i mówiono o tym ze mam w domu 6 dzieci.Wszyscy głosno komętowali moją wielodzietność. Wdedy po raz pierwszy było ma nie zręcznie. Do tego stopnia ,że wstydziłam się zapytać czy jeszcze kiedyś będę mogła mieć dziecko. Nie chcę się wstydzić swojej rodziny ,jestem z niej dumna. Dla czego innych tak to dziwi.Nadal cierpie po stracie dziecka a wszyscy tylko powtarzają że dobrze się stało bo już mam tyle dzieci. Tak nie można,to bardzo krzywdzące.