Czy strata mniej boli?

03.01.12, 13:12
Ad do poprzedniego wątku. Ile z was stracily swoje maleństwa w okresie płodowym-kilka napewno by się znalazlo. Jestem jesdna z was mama 6 dzieciaczków. Roksana 1998,Oliwka 2000,Julcia 2002, Miloszek 2004.Nela 2009 i najmlodszy Cyprian 2010. W pazdzierniku straciłam dziecko przez zaśniad(ból,strach i wiele,wiele innych emocji). Nikt nie rozumiał mojego bólu,bo powinnam byc zadowolona i oddychać z ulga-bo kolejne dziecko to dramat. Ale ja kochalam to maleństwo już jako dwie kreseczki na teście. Płacze za nim,tęsknie choć nigdy nie bylo mi dane maleństwa poznać i wziąsć w ramiona. Poklepywanie po ramieniu że tak lepiej( dla kogo),że mam w domu dzieci więc po co te łzy. Skąd pomysl że nas wielkoródki strata dziecka mniej boli. Dla mnie nie ma znaczeni czy to 1..3...7 ciąza, to bylo i w sercu zawsze pozostanie maleństwem mojm skarmem a terza aniołkiem. Piszę to i łzy lecą mi po policzkach. Strata bardzo boli ale znieczulica,brak zrozumienia dokladaja <cegiełkę> do mojego dramatu.
    • agusia2137 Re: Czy strata mniej boli? 03.01.12, 16:42
      Ja jak zobaczylam 2 kreseczki na tescie bylam załamana,w domu mialam 4 ,2 letnie dziecko i bobasa 10mcy. Po paru dniach sie oswoiłam i nawet cieszyłam. Moj mąż byl przerazony. w 6 tyg ciazy dostalam skurczy i poronilam we wlasnej łazience,a bylo to tydzien przed Bozym Narodzeniem. Byłam strasznie załamana i za kazdym razem gdy wchodziłam do łazienki ta chwila nawracała w moich myślach. Pól roku pozniej zaszłam znow w ciaze i oprocz strachu "jak ja sobie poradze" balam sie takze ze historia sie nawroci. Ciąża od poczatku była zagrozona ale udalo sie urodzic cudowna dziewczyne. Ale o tamtej stracie nigdy nie zapomnialam mimo ze mineło juz 3 lata.Ból po stracie osłabl ale nigdy sie z tym nie pogodze i zawsze bede pamietac o moim Aniołku.
    • rycerzowa Re: Czy strata mniej boli? 03.01.12, 19:38
      Gosiu, ludzie próbują pocieszyć jak umieją, stąd przy pierwszym - "jeszcze będziesz mieć dzieci", a przy siódmym - "przecież masz już dzieci".
      Nie trzeba o to mieć do nich żalu.
      Kto nie przeżył, ten nie zrozumie.

      Czytałam wspomnienia lekarki, pracującej w Afryce, gdy pacjentce zmarło maleńkie niemowlę. Matka tak głośno rozpaczała, aż lekarka spytała, czy ma ona jeszcze dzieci. Kobieta policzyła na palcach i odpowiedziała, że ma jeszcze 14.
      - No to czemu tak płaczesz, przecież masz jeszcze gromadkę?
      I wtedy ta prosta czarna kobieta odpowiedziała jej tak:
      - Ile masz palców, fatima ? (Fatima znaczy "pani" - przypis mój)
      Masz dwadzieścia. A gdybyś straciła jeden, nie rozpaczałabyś?

      To dziecko, chciane, czy niechciane, już było, i zostało utracone.

      Jak sobie poradzić?
      1. Naprawdę w bólu nie powinno się zapominać o dzieciach, które żyją. Dobra wielodzietność oznacza, że każde dziecko jest ważne i kochane, nie tylko to chore, nie tylko to utracone.
      2. Najboleśniejsze w utraconej szansie na życie jest, że ten mały człowiek niczego nie dokona, niczego dobrego nie ma szans zdziałać. Jego krótkie istnienie stało się powodem jedynie bólu,
      łez matki. Ciężko jest iść z takim bagażem w wieczność.
      A może my możemy coś dobrego zrobić, czego by nikt nie zrobił, gdyby tego maleństwa nigdy nie było? Coś niejako w jego imieniu?
Pełna wersja