06gosia34
03.01.12, 13:12
Ad do poprzedniego wątku. Ile z was stracily swoje maleństwa w okresie płodowym-kilka napewno by się znalazlo. Jestem jesdna z was mama 6 dzieciaczków. Roksana 1998,Oliwka 2000,Julcia 2002, Miloszek 2004.Nela 2009 i najmlodszy Cyprian 2010. W pazdzierniku straciłam dziecko przez zaśniad(ból,strach i wiele,wiele innych emocji). Nikt nie rozumiał mojego bólu,bo powinnam byc zadowolona i oddychać z ulga-bo kolejne dziecko to dramat. Ale ja kochalam to maleństwo już jako dwie kreseczki na teście. Płacze za nim,tęsknie choć nigdy nie bylo mi dane maleństwa poznać i wziąsć w ramiona. Poklepywanie po ramieniu że tak lepiej( dla kogo),że mam w domu dzieci więc po co te łzy. Skąd pomysl że nas wielkoródki strata dziecka mniej boli. Dla mnie nie ma znaczeni czy to 1..3...7 ciąza, to bylo i w sercu zawsze pozostanie maleństwem mojm skarmem a terza aniołkiem. Piszę to i łzy lecą mi po policzkach. Strata bardzo boli ale znieczulica,brak zrozumienia dokladaja <cegiełkę> do mojego dramatu.