Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole

15.01.12, 11:53
Dzień dobry wszystkim Paniom,
nie jestem wielodzietna, nie zaczęłam się nawet rozmnażać, ale taki model rodziny bardzo mi odpowiada i z chęcią Was podczytuje, ucząc się, mam nadzieję, na przyszłość.
Tymczasem, miałabym do Was prośbę. W ramach studiów podyplomowych związanych z edukacją, mam za zadanie zrealizować krótką prezentację na dowolny temat związany z współczesnymi tendencjami w edukacji (taka forma zaliczenia przedmiotu). Z chęcią przedstawiłabym innym właśnie spojrzenie na dziecko z rodzin wielodzietnych w życiu w szkole i jego specyficzne problemy i wyzwania. I tu prośba do Was -> dostrzegacie takowe jako matki? czy Wasze dzieci mają jakieś problemy -mniejsze lub większe - z racji licznego rodzeństwa? a może wręcz przeciwnie - o wiele lepiej odnajdują się w klasie, niż np. jedynak?

Będę wdzięczna za wszystkie Wasze przemyślenia i uwagi na temat dziecka z rodzin wielodzietnych w przestrzeni szkolnej smile
Dziękuję z góry smile
    • asia889 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 16.01.12, 19:05
      Mam dzieci w pierwszej i drugiej klasie szkoły podstawowej. Nie zauważyłam aby wielodzietność miała wpływ na ich funkcjonowanie w szkole. Co dziecko to inny przypadek, inne problemy, niezależnie od ilości rodzeństwa.

      Jednak mam ostatnio przemyślenia na tendencji w szkolnictwie jako takim.
      1. Weźmy na przykład książki dla klas 1-3. Grubsza nazywa się podręcznik, cieńsza ćwiczenia. W jednej i drugiej dzieci piszą. W takim razie po co dwie? Z angielskiego jak dziecko ma zadane coś zrobić to może być to aż w 4 miejscach: w środku i na końcu podręcznika i ćwiczeń. Mało tego w dziecku wyrabia się nawyk mazania po książkach. Mnie to drażni, bo wychowana zostałam w duchu poszanowania książek.
      2. Ponieważ są podręczniki-uzupełnianki dzieci w zeszytach piszą zdecydowanie za mało i efekty są takie, że nie potrafią pisać poprawnie. Zamiast ćwiczyć kaligrafię często ćwiczą rysowanie, bo malowanek w podręcznikach jest dużo.
      3. W klasie I w programie za mało jest nauki czytania i pisania. Natomiast w drugiej dziecko ma już czytać zadania ze zrozumieniem.
      4. W zerówce był zakaz nauki czytania. Jak dzieci poszły do pierwszej klasy wymagano od nich aby już czytały. Dlaczego? W efekcie to ja musiałam uczyć dzieci czytania.
      5. Nie wiem czy tylko w mojej szkole czy w innych też, są nauczyciele, którzy mogą nie uczyć, nie tłumaczyć i tylko wymagać lub co gorsza nawet i nie wymagać. Nikt z tym nic nie robi.
      6. Kiedyś korepetycje miały osoby, które faktycznie miały trudności w nauce. Teraz większość czegoś się doucza, albo siedzi z rodzicami. Póki dzieci nie miałam w szkole to dziwiłam się dlaczego rodzice muszą pomagać w lekcjach. Ja swoje odrabiałam sama. Teraz widzę, że wiele jest zadań "dla rodzica" a nie dziecka.

      Podsumowując, współczesne tendencje w edukacji to mydlenie oczu, że dzieci w szkole się uczą. Brak ćwiczeń utrwalających, traktowanie dzieci jak studentów, którzy muszą uczyć się sami.
      • 2007e Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 16.01.12, 23:51
        Rzeczywiscie to co napisalas jest swieta racja. Moj najstarszy syn jest w 3 klasie. Nie wiem jak to dokladnie hula, ale ponoc klasa mega zdolna, wiec maja duzo zadan i takie tam. Ja faktycznie nie mam zadnych problemow. Niemniej jednak juz przyczepie sie do angielskiego. Po 2 latach zmienila sie pani. Nie wiem czy na lepsze czy gorsze. Na pewno wymaga, ale nie slyszalam, zeby moje dziecko kiedykolwiek odpowiadalo. To raczej dziwne jak dla mnie. Z kolei mam duze watpliwosci co do 6-latkow w 1 klasie. Tu pani wymaga i ciagle narzeka. Mniej wiecej przedszkolak nagle powinien stac sie doroslym, ktory czyta i swietnie rozumie wszystkie polecenia i posiada spora wiedze ogolna. I absolutnie sie nie myli jak juz sie czegos nauczy. Z kolei mlodszy z angielskiego uczyc sie wcale nie musi i jeszcze gorzej moim zdaniem, bo nagle w 3 czy 4 klasie bedzie dramat. No i swieta prawda, ze dziecku trzeba wpoic wiedze 1-3, a anuczyciel jest do odpytywania.
        • mama.rozy Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 09:29
          my przebierając w ofertach naszej wspaniałej edukacji,wybraliśmy edukację domową i tu wielodzietnośc rzeczywiście sprzyjawinkszczególnie,jak się ma znajomy wielodzietnychsmile
          jakbyś chciała coś więcej,to pisz na maila gazetowego
          pozdrawiam
          • andaba Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 13:21
            A jak to wszystko co napisałyście ma się do tematu wątku?

            Bo w ćwiczeniach to jedynacy też piszą...
            • asia889 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 16:18
              andaba napisała:

              > A jak to wszystko co napisałyście ma się do tematu wątku?

              Mi chodziło o to, że wielodzietność nie wpływa na funkcjonowanie dzieci w szkole. Więc tak naprawdę nie ma co rozwijać tego tematu. Za to warto napisać na inny temat. Ja napisałam z czym kojarzy mi się hasło "współczesne tendencje w edukacji". Może coś zainspiruje założycielkę wątku.
              • mama.rozy Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 17:33
                a dlaczego nie ma?w kontekście tego,co napisałyście o podręcznikach,można by się zastanowic,czy np.to,że teraz co roku właściwie zmieniają się podręczniki,wpływa na relacje między rodzeństwem.Chodzi mi o to,że kiedyś,kiedy podręczniki można było sobie przekazywac,dzieci dziedziczyły je po sobie;czy w ogóle były przekazywane w rodzinie.Fakt,trzeba by było udowodnic,że wcześniejsze korzystanie z jednej książki scalało rodzinęwinkTo jest jednak do przemyślenia.
                Tak samo jak przewidywalnośc programu-kiedyś rodzice nadążali za tym,co robią dzieci(no dobra,większośc).Teraz rodzice nie wiedzą,co i kiedy dziecko będzie miało.A kiedyś,dzięki tej przewidywalności mogli powiedziec-starsza już to miała,to pomoże młodszemu.Chociaz może się tu mylę...
                Ale temat wg mnie dobry.
                • 2007e Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 18:44
                  Kwestia scalania rodzenstwa poprzez przejmowanie po starszym podrecznikow, to akurat wydaje mi sie, ze to nic fajnego. Zawsze fajnie jest miec cos nowego, swojego. Nie mniej jednak to rzutuje na kieszen rodzicow. Mnie np. zdenerwowalo to ze, ksiazka do angielskiego nawet nie moze zostac dla nastepnego, bo niestety naklejek odkleic nie mozna, a i pokolorowanych obrazkow zmazac sie nie da. Ja jednak przyczepiam sie do robienia ludzi w balona z tymi 6-latkami. Bo albo jest zatwierdzone, ze ida dzieciaki 6-letnie do szkoly, albo nie. Tu sie okazuje, ze zmiana znowu na 2 lata, a po 2 latach pewnie sie okaze, ze w ogole nie ma sensu wysylania maluchow do szkoly. A te co sa teraz w szkole, to sie od nich wymaga dojrzalosci co najmniej 7-latkow (przynajmniej tak jest w naszej szkole). Nie jest zle, ale tak jak mowie niepotrzebne to cale zamieszanie.
    • dzieciata.renata Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 13:38
      Ja nie dostrzegam żadnych specyficznych problemów. Jedynaka w szkole nigdy nie miałam, więc nie wiem jakby się odnalazł, a innych dzieci nie analizuję. Moje córki były po przedszkolu, w zbliżonym wieku, problemów adaptacyjnych, z odnalezieniem się w grupie nie miały, ale czy to zasługa rodzeństwa?
      Do tego co napisała asia, w klasach 1-3 córki nie miały problemów z nauką, rozumieniem, lekcje odrabiały same na świetlicy, kłopoty zaczęły się w 4, aktualnie najstarsza jest w 6 i boję się gimnazjum, nowych przedmiotów. Czasu na lekcjach jest tak mało na tłumaczenie, że właściwie w domu robię to od nowa, pędzą z tym programem niemożliwie, nie zdążą załapać o co chodzi, a już nowy temat. Tłumaczę czego nie zrozumiały, pomagam w zrozumieniu zadań domowych, w nauce do sprawdzianów też muszę pomóc, bo wymagania kosmiczne. Nie wiem, czy mam tak mało kumate dzieci czy program przeładowany, czy klasa taka dobra?
      • heca7 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 18:42
        U nas nie było przekazywania sobie podręczników. Ja mam brata 10 lat starszego więc nie sądzę żeby to było możliwe nawet wtedy. Pierwsze słyszę, że przekazanie podręcznika ma wpływ na stosunki z rodzeństwemwink Bo co? ja córka miała to inaczej napisane to już sobie nie poradzi? To chyba nic się nie nauczyławink Nie widzę problemów w wychowaniu szkolnym dziecka z rodziny wielodzietnej. Jak jest z rodziny patologicznej to mu nawet jedynactwo nie pomoże. A jak z normalnej to i 6 sobie świetnie poradzi. W klasie córki jest matka z 5 i jej dzieci uczą się świetnie.
        • 2007e Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 18:56
          Jedynego co moze braknac dzieciom z rodzin wielodzietnych to mnostwa korepetycji, ktore teraz juz nie sa dla tych ktorzy sobie nie radza, ale sa dla tych, ktorzy mogliby poszerzyc wiedze. Np. znam jedynaka, ktory ma swojego nauczyciela szach, swojego nauczyciela jezyka obcego i matematyki. Moje dziecko chodzi na grupowe zajecia z jezyka i w 2 miejsca na szachy (ma ogromne zdolnosci, ale odkad odeszla taka super-pani, to juz te grupowe zajecia nie zaspokajaja jego "potrzeb"), jakis tam sport, ale to nie daje takich efektow jak sam na sam z nauczycielem. Ja tez nie wychodze z zalozenia, ze to jest super, ale jednak znam tez dzieciaki, ktore tez sa z rodziny, gdzie jest 3 dzieci i juz np. na takie czy siakie zajecia nawet grupowe nie moga sobie pozwolic.
          • mama.rozy Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 19:40
            mi nie chodziło o podawanie gotowych tez,tylko o tematy,które mogą łaczyc wielodzietnośc i szkołę.
            można się skupic na logistyce,pieniądzach,obowiązkach rodziców(co innego miec jedną wywiadówkę,co innego 4).podział obowiązków między rodzicami.trochę tego można wymyślic.
            • asia889 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 20:27
              Właśnie smile, temat byłby dobry (IMO), gdyby słowo dziecko zastąpić słowem rodzic.
    • stefania1939 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 21:17
      Mamoróży jak ty sobie dajesz radę z tym uczeniem domowym? Ja muszę przyznać, że też mam czasem wrażenie, że i tak muszę wszystkiego sama uczyć. Uczę angielskiego dzieci swoje i sąsiadów, bo w szkole, kiedyś usłyszałam twierdzenie, że jeszcze nikt się nie nauczył. Uczę plastyki, rysunku malarstwa, też swoje dzieci i sąsiadów. Poza tym dyktanda robię , tabliczkę mnożenia powtarzam. Ale takie uczenie w domu? Jak to wygląda na co dzień?
      • 2007e Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 17.01.12, 23:34
        Ja ogolnie tez czuje sie jak nauczycielka nauczania poczatkowego, ale ciekawa jestem bardzo jak to jest z nauczaniem w domu. Nie mam zamiaru nieczego zmieniac, ale bardzo ciekawa jestem jak to wyglada od podszewki, a chyba mi sie obiło o "oczy", ze jest tu wiecej rodzin, ktore nie posylaja dzieci do szkol.
    • salomea_ Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 18.01.12, 15:12
      1. Kiedy młodsze dzieci widzą, że najstarsza odrabia lekcje i ja tego pilnuję, pomagam jej, jeśli trzeba, nie obejrzą bajki póki ona nie skończy, to widzą, że to ważna sprawa itd. - potem nie ma kłopotów z wytłumaczeniem następnym dzieciom, że trzeba odrabiać zadania i już.
      2. Najstarszą najwięcej sama uczyłam, np. dni tygodnia, miesięcy, dużo tłumaczyłam ot tak - przy okazji. Zauważyłam, ze przy młodszych już mi to tak nie przychodzi do głowy. Teoretycznie młodsze dzieci uczą się jednak wielu rzeczy od starszych - czasem świadczy to o tym, że wymagało to od nich większej inteligencji, czasem nauczą się coś bez głębszego wytłumaczenia.

      Co do podręczników - zmieniają się nieustannie co roku, więc niestety nie daje się ich przekazywać z dziecka na dziecko, jak to było w czasach naszego dzieciństwa. Jak na razie mam dzieci w zerówce i pierwszej klasie, więc dużo podreczników nie kupuję, co bedzie dalej - zgroza pewnie. Z drugiej strony kupuję też książki do przedszkola rok w rok + wyprawki.
      Z tego, co widzę, wszystkie mają miękkie okładki i niemożliwością jest uchronienie ich od pozawijania się kartek na rogach. Pewnie gdyby taka ksiażka miała szansę trafić do trzeciego dziecka, wyglądałaby okropnie.
      • mama.rozy stefania i 2007e:) 18.01.12, 15:48
        nie chce zaśmiecac wątku Ed,ale jak wpiszecie w wyszukiwarkę forumową,to już ten temat tu byłsmile
        jakby co,piszcie do mnie na pocztę gazetową
      • heca7 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 18.01.12, 17:56
        Nawet jakby udało mi się zostawić książkę na drugi rok to prawdopodobieństwo, że inna nauczycielka wybierze ten sam podręcznik jest małe.
        Córka chodzi na zajęcia plastyczne. Oprócz tego raz w tygodniu przychodzi "pan od angielskiego" i uczy córkę i syna (każde oddzielnie). Ten model polecam bo nie trzeba dzieci gdzieś zawozić i czekać. Jak najmłodszy podrośnie to też zacznie zajęcia z tym panem. Córka lekcje odrabia sama(IIIkl) syn jest w I klasie jako 6-latek (klasa tylko dla nich) i trzeba mu przeczytać polecenie a potem już z górki. Robi większość sam , tylko mu sprawdzam. Dzieci do szkoły zawozi mąż na 8.00 a odbieram ja( nie pracuję). Najmłodszy wraca z przedszkola o 16.00- przyprowadzam ja albo dziadek.

        Mój brat ma starsze dzieci (3) i te starsze kupują cześć książek na giełdach, używane. W rezultacie koszt książek jest o połowę mniejszy.
        • dzieciata.renata Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 19.01.12, 20:43
          heca7 napisała:

          >
          > Mój brat ma starsze dzieci (3) i te starsze kupują cześć książek na giełdach, u
          > żywane. W rezultacie koszt książek jest o połowę mniejszy.

          Robię tak samo, aktualnie dzieci w 6 i 5 klasie, od 4 klasy jest lepiej, część podręczników, zbiorów zadań jest ta sama, część kupuję na kiermaszu w naszej szkole, część w innych okolicznych szkołach, część na giełdzie używanych, różnica w cenie jest znaczna.
    • kasperkowa Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 18.01.12, 22:21
      Jeśli mogę coś dodać do spostrzegania dziecka z rodziny wielodzietnej w szkole to problemem może być porównywanie młodszego rodzeństwa do starszych przez nauczycielki zwłaszcza pod względem nauki i zachowania: twój brat był taki zdolny z matematyki a ty co?? albo nawet po cichu zakładanie że jak z rodziny wielodzietnej to wszystkie dzieci takie same. Czesto też same dzieci mogą chceić zazanczyc swoja odrębność przez rózne zachowania- ja miałam jako uczennica na wsszystkich poziomach nauczania bliźniaków w klasie- zawsze skrajnie różni wink
      Miejsce w klasie nie zależy od ilosci rodzeństwa wg mnie, tylko od "komunikatywnosci" dziecka, sposobu zachowania i umiejętnosci rozwiązywania konfliktów i współdziałania w grupie, które ( choć w rodzinach wielodzietnych trenowane na co dzień) każde dziecko ma inne.
      Jak mi cos jeszcze przyjdzie do głowy to dopisze.
      Pozdrawiam


    • granatowoszara Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 19.01.12, 19:49
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi smile
      Zaznaczę może dobitnie, bo nie zrobiłam tego w pierwszym poście, pisząc o problemach, nie chodzi mi tylko o rzeczy złe, a raczej o rzeczy specyficzne, typowe dla takiego właśnie modelu. Chciałam też uciec od właśnie tego stereotypu, że rodzina wielodzietna, to rodzina w jakiś sposób gorsza.
      Jak wspominałam prezentacja nie ma być skrajnie naukowa, a przynajmniej ja nie chciałabym takiej zrobić. Zamierzam bardziej uczulić przyszłe nauczycielki na pewne kwestie, które mogą (ale nie muszą) wynikać z tego, że dziecko jest z rodziny wielodzietnej. Do tej pory mam takie ogólne punkty (zaznaczam, że są to teoretyczne gdybania):
      1) "piętno wielodzietności", bardzo łatwo przypiąć łatkę z powodu jakiejkolwiek inności, tak też może być w wypadku wielodzietności, która nie jest popularnym modelem rodziny. Dziecko usłyszy w domu, że pewnie u Kowalskich tyle dzieci, bo mąż pije, a żona się puszcza i bezmyślnie zacznie to powtarzać w klasie. Część z Was pisała o tym, że kolejne dzieci były inaczej traktowana np. przez dziadków i babcie, takie poczucie może przenosić na zachowanie się w klasie.
      2)kolejność urodzenia - czyli np. najstarsze dziecko jako to bardzo odpowiedzialne, od którego wymaga się opieki nad innymi. Wydaje mi się, że nauczyciele bardzo łatwo mogą to wykorzystać na lekcji, zlecając zawsze takiemu dziecku odpowiedzialne zadania, a ono chociaż w szkole chciałoby przestać być tym, który musi wszystkiego pilnować. Świadomość takiego faktu mogłaby nauczycielce pomóc organizować pracę tak, by jednocześnie wykorzystać umiejętności "przewódcze" dziecka, ale też nie wykorzystywać go zanadto. Tak samo dziecko najmłodsze - być może najbardziej rozpieszczone, przyzwyczajone,że robi się wszystko za nie, analogicznie może zachować się w klasie.
      3)Porównywanie z rodzeństwem, zwłaszcza jeżeli uczyła je ta sama osoba. Skoro siostra świetnie pisała dyktanda, to nie ma opcji, żebyś ty miał dysortografie. Albo w drugą stronę siostra i brat nieuki, to i ty jesteś nieuk.
      4) problem z odrabianiem lekcji, nauką w domu - bo młodsze rodzeństwo przeszkadza albo mama pomaga starszemu rozwiązywać równania,a nie ze mną rysować szlaczki
      5) sprawy czysto praktyczne: finansowe ,ale też organizacyjne (wiecznie się spóźniam, bo młodsza siostra przechodzi bunt dwulatka, a starszego brata trzeba odwieźć do szkoły na drugim końcu miasta, a z najmłdoszym trzeba było jechać do przychodni)

      Jak pisałam takie sprawy mogą się pojawić, ale nie muszą, większość z tych rzeczy, może wystąpić również w rodzinach, gdzie dzieci jest np. dwoje. Swoją wypowiedź chciałabym jednak zbudować właśnie na tym, żeby nauczycielki nie ulegały stereotypowemu myśelniu i potrafiły wykorzystać potencjał tkwiący w Waszych dzieciach i traktowały je indywidualnie, a nie przez pryzmat całej rodziny smile
      • andaba Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 19.01.12, 20:19
        granatowoszara napisała:

        3)Porównywanie z rodzeństwem, zwłaszcza jeżeli uczyła je ta sama osoba. Skoro s
        > iostra świetnie pisała dyktanda, to nie ma opcji, żebyś ty miał dysortografie.


        Powiedziałabym, ze jest odwrotnie.

        Mam taka sytuację, ze starsze dzieci uczyły sie bardzo dobrze, młodsze gorzej. I sądzę, ze właśnie przez wzgląd na starszych na młodsze patrzą z wyrozumiałością, problemów z nauka nie zwalają na lenistwo lub zaniedbanie, tylko właśnie na dysfunkcje i problemy z nauką.
        Moja córka jest traktowana w szkole z dużą doza wyrozumiałości, są wobec niej wiele niższe wymagania, a oceny lepsze. Niemal wystarczają jej dobre chęci, żeby ocena była pozytywna.
        Sądzę, że gdyby nie miała starszego rodzeństwa, które niegdys rozsławiało szkołę na konkursach i olimpiadach, pewnie nie byłoby tak różowo.


      • marina2 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 23.01.12, 09:53
        > 1) "piętno wielodzietności", bardzo łatwo przypiąć łatkę z powodu jakiejkolwiek
        > inności, tak też może być w wypadku wielodzietności, która nie jest popularnym
        > modelem rodziny. Dziecko usłyszy w domu, że pewnie u Kowalskich tyle dzieci, b
        > o mąż pije, a żona się puszcza i bezmyślnie zacznie to powtarzać w klasie. Częś
        > ć z Was pisała o tym, że kolejne dzieci były inaczej traktowana np. przez dziad
        > ków i babcie, takie poczucie może przenosić na zachowanie się w klasie.




        > 2)kolejność urodzenia - czyli np. najstarsze dziecko jako to bardzo odpowiedzia
        > lne, od którego wymaga się opieki nad innymi. Wydaje mi się, że nauczyciele bar
        > dzo łatwo mogą to wykorzystać na lekcji, zlecając zawsze takiemu dziecku odpowi
        > edzialne zadania, a ono chociaż w szkole chciałoby przestać być tym, który musi
        > wszystkiego pilnować. Świadomość takiego faktu mogłaby nauczycielce pomóc org
        > anizować pracę tak, by jednocześnie wykorzystać umiejętności "przewódcze" dziec
        > ka, ale też nie wykorzystywać go zanadto. Tak samo dziecko najmłodsze - być moż
        > e najbardziej rozpieszczone, przyzwyczajone,że robi się wszystko za nie, analog
        > icznie może zachować się w klasie.

        nie wiem jaka jest statystyka takich zachowan jakie opisujesz,ale u nas w ogóle nie wystepują.
        najstarsza córka NIGDY nie miała na głowie młodszego rodzeństwa.
        nauczyciele nie szufladkowali naszych dzieci i nie spodziwali się ,ze zdolności czy system pracy się powieli

        > 3)Porównywanie z rodzeństwem, zwłaszcza jeżeli uczyła je ta sama osoba. Skoro s
        > iostra świetnie pisała dyktanda, to nie ma opcji, żebyś ty miał dysortografie.
        > Albo w drugą stronę siostra i brat nieuki, to i ty jesteś nieuk.

        nigdy nie było takich sytuacji.ale u nas w domu kazdy jeden to większy kosmita i w zupełnie innej dziedziniewink

        > 4) problem z odrabianiem lekcji, nauką w domu - bo młodsze rodzeństwo przeszkad
        > za albo mama pomaga starszemu rozwiązywać równania,a nie ze mną rysować szlaczk
        > i

        kazde dziecko ma swój pokój.nie odrabiam z nimi lekcji.czasem: zakupy w papierniczym czy bibliotece.najmłodszy sam chodzi do szkoły ,sam pamięta co zadane itd.

        > 5) sprawy czysto praktyczne: finansowe ,ale też organizacyjne (wiecznie się spó
        > źniam, bo młodsza siostra przechodzi bunt dwulatka, a starszego brata trzeba od
        > wieźć do szkoły na drugim końcu miasta, a z najmłdoszym trzeba było jechać do p
        > rzychodni)

        organizacyjne hmm w czasach kiedy dzieci dojeżdżają do szkoły przekleństwem są korki.jak dojeżdżaliśmy zdarzały się spóźnienia.zasłanianie się młodszym rodzeństwem jako reguła postępowania u nas nie przejdzie. zdarzało mi się może 2-3 razy pisać usprawiedliwienie spóźnień z powodu zasypania śniegiem.nie daliśmy rady odśnieżyć drogiwink
        >
        > Jak pisałam takie sprawy mogą się pojawić, ale nie muszą, większość z tych rzec
        > zy, może wystąpić również w rodzinach, gdzie dzieci jest np. dwoje. Swoją wypow
        > iedź chciałabym jednak zbudować właśnie na tym, żeby nauczycielki nie ulegały s
        > tereotypowemu myśelniu i potrafiły wykorzystać potencjał tkwiący w Waszych dzie
        > ciach i traktowały je indywidualnie, a nie przez pryzmat całej rodziny smile

        wybacz,ale Twoje pytania są w moim odczuciu tendencyjne i stereotypowe służące udowodnieniu tezy.nasza rodzina nie wpasowuje się w tę ankietę.
        jedno dziecko mam poukładane ,ścisły umysł,pracujące metodycznie.

        drugie pasjonat pracujący pod siebie i dla siebie rozwijający zainteresowania po drodze wygrywa konkursy/co pierwszemu dziobakowi się nie zdarzało,ale na fajne studia się dziecko dostało i dalej kowali/.
        trzecie dziecko to luzak,któremu wszystko spada z nieba bez wysiłku łatwo miło i przyjemnie rękawki na swoim miejscu.
        czwarte ciekawie się zapowiada z jednej strony poukładane i systematyczne,bardzo samodzielne,a z drugiej artystyczna dusza.

        cała czwórka idąc przez system edukacji DOTĄD nie ma doświadczeń : a twoja siostra ,a twój brat.nauczyciele "nie przenoszą" zdolności czy postawy.
      • elgosia Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 23.01.12, 10:20
        Patrzę trochę jako rodzic, a trochę jako nauczyciel. Większość nauczycieli nie wie, jak duże są rodziny ich uczniow (pomijam wychowawców). Niestety jednak wiedząc,że rodzina jest wielodzietna, a uczeń słaby właśnie na wielodzietność często to zrzuca. Ja zawsze bronię wielodzietnych, ale to niełatwe zadanie sad
        Wśród uczniów chyba nie ma piętnowania - chyba że trafi się rodzic, co dzieciom wodę z mózgu zrobi, ale tu powodów może być tysiąc: wielodzietność, samotny rodzic, inny kolor skóry, jedynactwo itd itp
        Piętno rodzeństwa niestety istnieje - mnie zawsze do siostry (dużo grzeczniejszej) porównywali i za przykład
        ją stawiali uncertain Ale ja tylko siostrę miałam, brat pojawił się później. Ja - jako nauczyciel - choć bardzo się staram mylę imiona dzieci - rodzeństwa. Ale znowu - wystarczy do tego dwójka rodzeństwa, nie trzeba mieć większej gromadki.
        Sprawy finansowe są względne i nie zawsze zależą od ilości dzieci. Wielodzietność nie oznacza biedy i odwrotnie. A logistyka jest problemem rodziców, a nie dzieci, choć miałam taką uczennicę, która nie mogła mieć wzorowego ze względu na ogromną ilość spóźnień - a było ich w domu 7, matka pracująca, ojciec też (cudowna rodzinka tak na marginesie i dzieci super!), pewnie z organizacją u niech krucho uncertain
        Co do odrabiania lekcji - to prawda, że rodzic się nie rozdwoi,więc dzieci z rodzin wielodzietnych muszą się uczyć samodzielności, a to akurat dobrze. Moi - mimo że maja swoje biurka uwielbiaja odrabiać lekcje w salonie, gdzie szaleją maluchy, ale im to nie przeszkadza smile
    • werbena11 Re: Dzieci z rodzin wielodzietnych w szkole 21.01.12, 10:25
      ja moge o swoich probemach napisac przy trojce dzieci w wieku 4, 6 i niecale 9
      - logistyka, problemy poranne z odwozeniem do roznych placowek - od tego roku szkolnego, kiedy wszyscy sa w jednym budynku odczuwam to jako niesamowita ulge, skrocenie czasu na odwozenie poranne (i co zrobic ze starszymi, kiedy mlodsze do zlobka odprowadzalam - decydowalam sie na zostawianie dzieci w samochodzie, parking monitorowany kamerami, a dzieci zdyscyplinowane, siedzialy zawsze grzecznie)
      -wywiadowki w roznych klasach o tej samej porze - chcialabym sie udzielac, a tu nie ma takiej mozliwosci, kiedy wszystko sie jednoczesnie odbywa
      -mozliwosc poslania do tej samej nauczycielki nauczania poczatkowego i ryzyko jakiegos zaetykietowania przy drugim dziecku, porownywania "grzecznosci" i mozliwosci intelektualnych
      -z plusow - lepsze umiejetnosci spoleczne, odnajdywanie sie w grupie, dogadywanie sie, negocjacyjne umiejetnosci, przystosowywanie sie - przynajmniej z mojej perspektywy jedynaczki (ostatnio sie spotkalismy z druga rodzina z czworka dzieci, rodzice przy stole siedzieli, a dzieci sie bawily - w ogole nie musielismy zadnych rozjemczych dzialan praktykowac, wszystkie konflikty dzieci potrafily same rozwiazywac - dzieci w wieku 3 do 11 lat)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja