Dodaj do ulubionych

Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa.

21.08.04, 17:24
U nas, w kraju nad Wisłą często nie rozróżnia się wielodzietności od
dziecioróbstwa.
Ludzie wielodzietni to świadomi rodzice, którzy planując liczną rodzinę
zdawali sobie sprawę, ze mogą pozwolić sobie socjalnie i finansowo na
spłodzenie potomstwa. Ich dzieci maja zapewnione spokojne dzieciństwo, miłość,
ubiór, miejsce do życia i wykształcenie.
Wiem, że określenie "dziecioroby" jest wulgarne, ale nie znam innego, które
trafnie określałoby parę ludzi rozmnażających się ze słodką beztroską na
zasadzie "jakoś się wychowa". To ludzie oczekujący na mannę z nieba, pazerni
na przywileje socjalne, często nisko uposażeni i nieposiadający warunków
lokalowych i materialnych do odpowiedniego wychowania dzieci.
Obserwuj wątek
    • jol5.po Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 21.08.04, 20:31
      Nie podoba mi sie takie rozróżnienie. To zakłada, ze ja wiem lepiej, znam prawdę, a ci inni to...
      Ludzie >pazerni na przywileje socjalne< są i z jednym dzieckiem i z wieloma. Ludziom zaradnym też zdarza się mieć dzieci z przypadku.
      Myślę, że inna jest kolejność, nie: >para ludzi rozmnaża sie beztrosko na zasadzie "jakoś się wychowa"<, a po prostu sa ludzie, których całe życie jest takie - jakoś to bedzie, opieka społeczna da pieniądze - czy jedno dziecko, czy więcej tak by żyli.
      Biedni, niezaradni byli są i będą. Liczyć, że to sie zmieni to idealizm, tylko chyba jakaś baaaardzo rozsadna polityka oświatowa promujaca "branie spraw w swoje ręce". A jak genetycznie jesteśmy zróżnicowani i niektórzy z jakiś przyczyn inaczej wypopsażeni wtedy to już klops i musi tak zostać wink Czytałam gdzieś teorię, ze im wiecej przywilejów socjalnych, im wiecej państwo bierze na swoje barki, tym chętniej ludzie korzystaja i przez to z ich kreatywnością i "braniem spraw w swoje ręce" coraz gorzej.
      Wolę więc się nie nakręcać, że inni to pasożytują itd. A zresztą, ja sama mam 5 dzieci (z wyboru) i nie mam samochodu (na razie)- nie wyglada to zapewne dość odpowiedzialnie w dzisiejszych czasach.
      • verdana Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 21.08.04, 21:45
        Dlaczego 5 dzieci+ brak samochodu to nieodpowiedzialność? Ja też nie mam
        samochodu, mam troje dzieci, a czuję się odpowiedzialna jak cholera!
        Termin "dziecioróbstwo" też mi sie nie podoba, ale coś w tym jest. Rodzenie
        dzieci i liczenie na to, ze ktoś w ih utrzymaniu pomoże nie jest szczególnie
        uczciwe. Niezależnie od tego, czy to dzieci "z wyboru" czy "z wpadki".
      • plathess Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 09.04.05, 19:37
        Kobiety nienawidzą prawdy. Na jednym forum już mnie skasowały za temat o
        dzieciróbstwie i nieodpowidzialności tej tzw. pięknej płci (a podobno i
        mądrzejszej, ha, ha - to jest kawał, który mnie zawsze śmieszy, ponieważ mam
        niejaki kontakt z kobietami (też takim z dyplomem i mądrości w nich... ojejej!
        oceany), ale to tyle.
        A co do tematu.
        Owszem, socjal w Polsce nie jest taki, żeby dla niego opłacało się mnożyć, ale
        wielu to robi, bo zawsze są to jakieś pieniądz. Marne bo marne, ale
        GWARANTOWANE, a w Polsce to obecnie naprawdę pokusa nieodparta.
    • judytak postulat skądinąd słuszny, 24.08.04, 12:15
      tylko jak to zrealizować?

      raz, że "odpowiedni poziom życia" oznacza dla każdego coś innego - prywatną
      szkołę, prywatne leczenie, narty w Alpach i nurkowanie na Karaibach na
      przykład... a jakie to maja być "odpowiednie warunki lokalowe"? i w którym
      momencie muszą te warunki "zaistnieć"? kiedy które z kolei dziecko jest w jakim
      wieku?

      i co robić z faktem, że fortuna kołem się toczy?
      wychowanie dzieci trwa przynajmniej 20 lat, przez ten czas jedni się
      wzbogacają, inni zbiednieją...
      i co, przekwalifikować ich wtedy?

      często nawet nie jest to kwestia wysokości dochodów, tylko stylu życia, czy jak
      to powiedzieć...
      często porządne rodziny wychowują 3-4-5 dzieci przy niewiarygodnie niskich
      dochodach - i dzieci mają miłość, ubiór i wykształcenie...
      w innych przypadkach mogą tego nie mieć nawet będąc jedynakiem...

      pozdrawiam
      Judyta
    • joanka741 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 24.08.04, 23:01
      Ja chyba rozumiem o co sloggiemu chodzi,ale faktycznie trudno przewidziec czy
      za 10 lat "stac" mnie bedzie na moje dzieci
      Niestety tego nie moge przewidziec,na razie widze swoja przyszłosć w jasnych
      kolorach ale....
      Nie wiemy co nas czeka,nie wiem ile bede zyła,nie wiem co bedzie jutro i
      przeciez nikt tego nie wie nawet decydujac sie na 1 dziecko.
      Mozna przez 9 msc oczekiwania zostac bez pracy a nawet bez meża.
      Dom może sie spalić itd.
      Nie bede tu czarnych wizji demonstrować.
      Mysle że jesli sie chce, mozna mieć 5 dzieci,najwazniejsze że sie je kocha,a co
      bedzie za tydzien czy msc jest i tak tajemnica.
      Pozdrawiam wszytskie rodzinki,na które sasiedzi czasem zerkaja ze zdziwieniem
      ze sie im chcesmile
      • jol5.po mam! 15.09.04, 11:41
        myślałam o sprawach poruszonych na wątku i nie dawało mi coś spokoju. Nie idziałam co.
        Chyba już wiem.
        Bardzo chciałam mieć dużą rodzinę - zaczęło mi to chodzić po głowie kiedy miałam już 2 dzieci. Teraz mam o 3 dzieci więcej. Sama tak chciałam, może nie zawsze dokładnie planując.
        Wiele trudu włożyłam, by jakoś połączyć to z życiem zawodowym, wymyśliłam uczelnie, bo tu jest możliwość układania sobie samodzielnie pracy, bo jest możliwość pracy w domu. Ciągnę to już kilka lat i właściwie kosztuje mnie to wiele wysiłku. Mąż mnie wspiera, sam podejmuje coraz większe wyzwania.
        Ale wiadomo, nasze dorabianie sie przebiega wolniej niż naszych znajomych mniej dzietnych, ja w tej chwili nie dostaję już stypendium. Ale dajemy sobie radę, jesteśmy szczęsliwi, mamy poczucie, ze każdy dzień przynosi wyzwania, własciwie harujemy jak woły, a najpewniej do stanu, jaki opsiagnęlibyśmy bez dzieci, lub z 1,2 dojdziemy trochę póniej.
        Tylkoe, że w porównaniu z równolatkami bedzie widać, przynajmnie przez pewien czas różnicę, bo tylko jedna pensja, bo dzielimy ją na 7. Nie ma siły. Dajemy sobie radę, ale samochodu np. jeszcze nie mamy.
        To wyliczanie, że od takiego dochodu na łebka w rodzinie jest wielodzietność, a od takiego to dziecioróbstwo nie podoba mi się. Nie podobają mi się też stwierdzenia, że najpierw powinno być stać tych, którzy chcą miec więc dzieci, a potem mogą je miec. Takie odwrócenie sytuacji, najpierw mam udowodnić, że mam dostatecznie duzy przychód i jestem usprawiedliwiona przed społeczeństwem, a potem już mam prawo...
        Właściwie rozumiem intencje, ale coś mi nie grało w tej konstrukcji, przestałam myśleć o całym społeczweństwie i pomyślałam co mnie w tym myśleniu dotyka, mnie osobiście.
        Ja sama wolę traktować wielodzietność jako wyzwanie.
        • jol5.po Re: mam! 15.09.04, 13:40
          i wkładając w życie więcej trudu niż równiesnicy z 1 lub 2 dzieci iść do przodu.
          Ale nie chcę, żeby ktoś kto widzi, jak wychodzę z centrum handlowego, wrzucam zakupy pod wózek i zasuwam na piechotę (na szczęście mam blisko) z kilkorgiem dzieci myślał, że skoro wiozę te hurtowe zakupy w taki sposób, a nie dorobiłam sięn środków transportu, aby to przewieżć do domu, klasyfikował mnie jako dziecioroba, a nie wielodzietnego z wyboru.
          Szczerze mówiąc nie specjalnie mnie to obchodzi, co myślą patrzący z boku, bo nie mam wglądu w ich myśli, ale nie będę się przykładała do budowania stereotypu, o którym mowa w tytule wątku. Więc jeszcze raz mówię, nie, nie zgadzam się z takim rozróżnieniem.
          • jofin Re: mam! 15.09.04, 21:38
            jol5.po napisała:
            , nie, nie zgadzam się z
            > takim rozróżnieniem.

            I masz racje. Nikt z nas nie ma prawa sadzic innych i ich zycia. Kazdy buduje
            to swoje zycie tak jak potrafi.

            Rowniez dziala to w odwrotna strone. Wielodzietni nie powinni ukladac i glosic
            jakichs stereoptypow dot. rodzin bezdzietnych , czy z jednym dzieckiem.

            Jofin
            • jol5.po Re: mam! 16.09.04, 10:35
              oczywiście masz rację, tylko nas duzo mniejsza mniejszość, nie specjalnie nas słychać, kiedy chcielibyśmy dopiec komuś. Poza tym nie jesteśmy z różnych planet, bo na początku też byliśmy bezdzietni, potem mieliśmy z reguły jedno, no a potem więcej, chyba, że wieloraczki od razu.
              Chyba nie jest tak źle z tym głoszeniem przez wielodzietnych stererotypów o małych rodzinach.
              Ale jak najbardziej się z tobą zgadzam, to co napisałam powinno działać bez 2 zdań w dwie strony.
        • ewax3 Re: mam! 19.04.07, 09:58
          i w Pani przypadku to jest wielodzietność a nie dziecioróbstwo. Bo Pani robi
          wszystko żeby dzieciom zapewnić lepszą przyszłość. Uczy sie Pani żeby w znaleźć
          dobrą pracę a przez to zapewnicie swoim dzieciom wykształcenie. A dziecioroby co
          rok prorok siedzą w domu i tylko do MOPsu po pieniądze co miesiąc przychodzą jak
          po wypłatę bo przecież oni mają dzieci. Do pracy sie nie wezmą bo dzieci małe i
          matka i ojciec muszą sie nimi opiekować a za becikowe kupują nowe DVD i telefon
          komórkowy. To właśnie to ja nazywam dziecioróbstwem a nie wielodzietnością. Znam
          wiele rodzin wielodzietnych ale znam też dziecioroby które z dzieci zrobiły
          sobie źródło dochodów.
    • spytaj Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 15.09.04, 14:22
      sloggi napisał:

      > U nas, w kraju nad Wisłą często nie rozróżnia się wielodzietności od
      > dziecioróbstwa.
      > Ludzie wielodzietni to świadomi rodzice, którzy planując liczną rodzinę
      > zdawali sobie sprawę, ze mogą pozwolić sobie socjalnie i finansowo na
      > spłodzenie potomstwa.

      Chciałoby się parafrazować B.Lindę "co Ty wiesz o wielodzietności???"
      Z tego zdania wynika czysto pragmatyczne podejście do życia i bije nudą.
      Jest pewne że większość rodzin wielodzietnych nie planowała ilości dzieci,
      natomiast z pełną odpowiedzialnością podejmowały tę trudną decyzję o
      powiększeniu rodziny. Jakie jest w tym kontekście rozróżnienie pomiędzy
      stanem "socjalnym i finansowym" ?

      Ich dzieci maja zapewnione spokojne dzieciństwo, miłość,
      > ubiór, miejsce do życia i wykształcenie.
      > Wiem, że określenie "dziecioroby" jest wulgarne, ale nie znam innego, które
      > trafnie określałoby parę ludzi rozmnażających się ze słodką beztroską na
      > zasadzie "jakoś się wychowa". To ludzie oczekujący na mannę z nieba, pazerni
      > na przywileje socjalne, często nisko uposażeni i nieposiadający warunków
      > lokalowych i materialnych do odpowiedniego wychowania dzieci.

      bez komentarza,
      Jola, Twoje odczucia są mi bliskie pozdrawiam smile
        • wiga1968 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 02.10.04, 13:09
          Niestety zazwyczaj rodzice "poprawnej politycznie", czy też modnej liczby
          dzieci tworzę teorie o "dziecioróbstwie", tylko nie wiem dlaczego? Czyżby po
          to, żeby siebie usprawiedliwić? Czy dlatego, że zabrakło w ich sercach miejsca
          na miłość do kolejnego dziecka, muszą wytykać nam większą ilość dzieci? Czy
          mając jedno, czy dwoje dzieci wiedzą, co ich czeka za rok, dwa, dziesięć? Może
          wtedy nie będzie ich stać nawet na skromne utrzymanie i także ktoś może ich
          wtedy posądzić, że są nieodpowiedzialnymi dzieciorobami, bo czekają, że ktoś im
          pomoże.
          Moja rodzina wielokrotnie była i jest wytykana palcami i wyśmiewana
          przez "odpowiedzialnych". Nie czekam na pomoc, nie chodzę do opieki społecznej,
          bo narazie wystarcza nam na utrzymanie (dodam, że ja nie pracuję zawodowo, a
          mąż zarabia troszkę powyżej średniej krajowej). Żeby dolać jeszcze oliwy do
          ognia... - nasze najmłodsze dzieciątko Szymonek, który ma 2,5 mies. był
          dzieckiem planowanym, mimo że jest 7 dzieckiem w naszej rodzinie.
          • jol5.po Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 02.10.04, 16:51
            a ja nie planowałam pierwszego i drugiego, a zaplanowałam piate, mój mąż powiedział wtedy, że teraz to znajomi wezmą nas na pewno za wariatów, a prawdą była taka, że znajomi stracili rachubę tak od trzeciego i pytali się np. to macie 4 czy 5, nie mówiąc o imionach, które mylą sie im notorycznie, (mi zresztą teżwink pozdrawiam Jola
    • eury1 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 02.10.04, 19:16
      Och Jolu poicieszyłaś mnie z tymi pomyłkami-imion oczywiście smile)
      Fakt faktem że określenie "dziecioroby" działa na mnie jak przysłowiowa płachta
      na byka....A bzdury pt.że opieka społeczna cokolwiek "daje" jest poprostu
      śmieszne.
      Żyjemy w takim państwie które niczego nie daje.Jak już to zabiera.Szlag mnie
      trafia że nie mamy żadnych ulg podatkowych.Trzeci próg podatkowy szczerzy na
      mnie zęby - do nikogo w tym kraju nie dociera że aby utrzymać tak liczne
      rodziny trzeba sporo zarabiać,a jak sporo zarabiasz to płać podaki takie że aż
      dech zapiera jak się policzy ile to wychodzi w skali roku.
      Do licha,jakoś jeszcze niczego od nikogo nie dostałam - nie mieścimy się w
      progach nawet do zasiłku rodzinnego.
      I wiecie co,mam w nosie gadanie moich sąsiadów i całe to "wielce zdziwone
      otoczenie" - jestem dumna z mioch dzieci i męża,bo potarfi nas wszystkich
      utrzymać...hehehe z siebie też troszeczkę,chociaż dzisiaj jestem bojowo
      nastawina do świata,po rozmowie z moją mamą,która oczywiście jest na mnie
      obrazona że "znowu jestem w ciąży".
      Zebrałam zresztą za to "opierdziel" od mojego pracusia że stresuję bzdurami
      maluszka.Za nerwy oczywiście smile)
      Ech,nie ma to jak wkurzona kobieta w ciąży
      Pozdrawiam
      Eury z Wojtkiem21tc
      • praktycznyprzewodnik Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 02.10.04, 19:43
        Potwierdzam.
        Rodzina bliższa obraża się, a dalsza najpierw stuka palcem w czoło, a potem
        traci rachubę.
        Wyrazenie "myla mi się te twoje dzieci" w ustach osób z bliższej rodziny
        zawsze przełykałam jak gorzką pigułkę. Sasiadami nie zawracałam sobie głowy.
        Ale akurat nasza sasiadka doskonale odróznia nasze dzieci i jest dosc dobrze
        zorientowana w ich perypetiach.
        • wiga1968 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 02.10.04, 20:38
          Całe szczęście, że moja rodzina, choć dosyć liczna rozróżnia moje dzieci, ale
          znajomym idzie to gorzej. A myślałam, że mylenie imion moich dzieci tylko mnie
          się przydarza, ale jak widzę nie jestem w tym osamotniona. Kiedyś śmiałam się z
          mojej babci, która zanim zawołała jedno z nas, wyliczyła wszystkich. Teraz sama
          czsem tak robię. Dzieci śmieją się, że to za karę, że ja śmiałam się z babci.
    • justinka_27 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 04.10.04, 12:46
      Mnie również niezbyt podoba się takie rozróżnianie.Mam 5dzieci,nie wszystkie
      planowane.Znam osoby z "przyzwoitą"ilością dzieci notorycznie korzystające z
      pomocy społecznej.Mnie również zdażało się zwracać z prośbą o taką pomoc ale
      tylko kiedy było to naprawdę konieczne.Zdażało się też że pracownik socjalny
      sam do mnie przychodził z pytaniem dlaczego nie przyjdę po jakiś zasiłek,a ja
      poprostu nie chcę.To moje dzieci i sama chcę im zapewnić to czego
      potrzebują.Nie zaplanowałam może odpowiedzialnie swoich dzieci,ale staram się
      sprostać sytuacji w jakiej się znalazłam.Lekkomyślne jest według mnie płodzenie
      dzieci,które chodzą pózniej głodne,brudne albo są odbierane nieodpowiedzialnym
      rodzicom.Nie jest sprawiedliwe osądzanie ludzi,którzy dla swoich dzieci(nawet
      nieplanowanych)są gotowi na wszystko.
    • mader1 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 05.10.04, 13:26
      Popieram Jole calkowicie.
      Pamietam " dzieciorob" uslyszalam o jednym znajomym z 5 dzieci - rodzice
      ciezko pracuja, roznie u nich bywa, akurat mieszkanie wlasnosciowe i jakis
      samochod maja, ale na codzien roznie, choc nikogo o nic nie prosza. Ten, co
      wypowiadal to paskudne slowo mial troje dzieci, zarabial tyle co nic. Rok
      pozniej rozwiedli sie i zoan zostala sama z problemem. A dzieciorob dalej
      dzwiga swa gromadke... nieodpowiedzialny jakis !
      Pare lat temu przez pare lat jezdzilismy na narty do Austrii, w tym roku byc
      moze nigdzie sie nie wybierzemy... Nie wierze w bezpieczenstwo finansowe, ktore
      bedzie trwalo cale zycie. Raz jest lepiej, raz gorzej. To odpowiedzialnosc za
      dzieci kaze szybko sie podniesc i brac do pracy. To strach o nie nie pozwala
      sie poddac...
      I zle czasy mijaja. I dzieci sobie radza. Tez raz lepiej, raz gorzej. Ale same,
      nie uchylajac sie od odpowiedzialnosci.
    • marta_i_koty Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 07.10.04, 00:12
      W mojej rodzinie jestem jedyną kobietą, która ma jedno dziecko, ba, przy tym
      jednym pozostanie. I wcale nie czuję się mniej wartościowa niż mama 3 czy 4, to
      wszystko zależy od nastawienia. Ja realizuję się doskonale jako matka i nie
      potrzeba mi kolejnego dziecka, aby stwierdzić, że jestem "pełniejszą" mamą.
      Poza tym wyglądam świetnie, a niestety ciąża rujnuje mi figurę, więc wolę być
      szczupła, niż mieć kolejne dziecko... Wszystkie moje wielodzietne znajome
      wyglądają jak stare torby, to przerażjące, że stają się tylko matkami... A
      gdzie miejsce dla kobiety i żony?
      • marzek2 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 07.10.04, 09:52
        Widzisz Marto, a ja wolę mieć kolejne dziecko, niż zachować figurę...
        I najważniejsze, żebyśmy wszytkie tutaj i w życiu dawały sobie prawo do innego
        patrzenia na to co ja "wolę mieć" w życiu, a nie uznawały tylko jednej opcji za
        dającą szczęście i spełnienie. Ja też, tak jak Mama-kasia jestem i mamą, i żoną
        i kobietą, zresztą, może dałabym inną kolejność, ja jestem przede wszytkim żoną
        swojego męża. I chcesz w to wierzyć, czy nie, obecna najtrudniejsza jak do tej
        pory ciąża umożliwiła nam z mężem nadzwyczajny rozwój naszej relacji intymnej i
        śmiem twierdzić, że gdyby nie ta ciąża, być może nie dowiedzielibyśmy się o
        sobie różnych rzeczy z tej dziedziny... Poza tym mój mąż kiedyś gdy pytałam go
        co zrobi, gdy będę w ciąży i będę mieć np 100 cm w pasie (dodam, że teraz pod
        koniec 3 ciąży mam ponad 100 smile) - odpowiedział "to proste - wtedy mój ideał
        seksu będzie miał wymiar 100 w pasie i już".

        Pozdrawiam

        marzek
      • justinka_27 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 07.10.04, 10:44
        Ja również nie jestem jakimś zaniedbanym babolem.Kiedy byłam jeszcze mamą
        jedynaka poznałam dziewczynę bardzo młodą z trójką dzieciaków i było widać że
        trochę brak jej czasu na zadbanie o siebie.Pomyślałam wtedy że choćbym nie wiem
        ile dzieci miała nie będę tak wyglądać,no i udaje się.To kwestia podejścia,ja
        potrafię znalezc czas dla,męża,dzieci i dla siebie również.Co do figury to ja
        po pierwszym dziecku schudłam zamiast przytyć,a teraz 9 miesięcy po urodzeniu
        piątego mam problem ze znalezieniem na siebie spodni z rozmiarówki
        damskiej.Kupuje najmniejsze jak gdzies trafię,albo w sklepach młodzieżowych bo
        nie jestem zbyt wysoka.
      • libra.alicja Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 07.10.04, 20:27
        marta_i_koty napisała:
        A Wam nie zalezy na
        > dobrym wyglądzie? Nie wierzę....

        Ja myślę, że kobiecie, dla której wygląd jest najważniejszy, najtrudniej
        zdecydować się na pierwsze dziecko. Bo ciąża, poród i długie karmienie piersią
        wiele w tym wyglądzie zmienia. Potem jest juz łatwiej. Nawet gdybym posiadanie
        dzieci chciała rozpatrywac w kategoriach wyglądu, to i tak mam już niejędrne
        piersi, 2 razy cięte i szyte krocze, rozciągnięte mięśnie brzucha (ale wcale
        nie wyglądam najgorzejsmile), więc następne ciąże nie zmienią już wiele.
      • mader1 Kazda.... 08.10.04, 13:53
        Poniewaz Grrrw cos zajeta - pewnie robi pierwsze klasowki, to ja odpowiem w
        jej stylu " Kazda potwora znajdzie swego amatora " smile))))
        To na nasze usprawiedliwienie smile))))
        a powazniej - odkad urodzilam trzecie staram sie miec lekki makijaz, dobre
        ciuchy, czesciej chodzic do fryzjera i pilnowac farbowania.
        Z tym wygladem jest prosciej, niz myslisz.Prawda jest banalna.
        Przykro to stwierdzic, ale to jest tylko kwestia kasy i genow.
        Znam mamy, ktore dzieki swietnym ciuchom i masazystom nie wygladaja na to, zeby
        urodzily nawet jedno dziecko, a maja pare i...
        Jezeli kobieta biedna, nie stac ja na fryzjera,jest niezbyt ladna z urodzenia,
        duzo pracujaca i jeszcze niekochana, to nawet jezeli nie urodzi ani jednego
        malucha, podda sie i bedzie brzydka i zgorzkniala sad
        Ciesze sie, ze jestes fajna mama smile
      • agnieszka35 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 12.04.05, 18:10
        Moim zdaniem dziecioroby to są dwa gatunki osób.Beztroscy tatusiowie,którzy
        robią sobie dzieci,potem zostawiają te dzieci z mamusią i odpływają w siną dal
        robić kolejne dzieci.Na te już narodzone płacą co najwyżej alimenty albo i
        nie.Drugi gatunek to mamusie które rodzą kolejne dzieci i te dzieci trafiają
        potem do domu dziecka totalnie zaniedbane,a mamusie rodzą sobie następne.(Nie
        mówię tu o kobietach które oddają dziecko do domu dziecka z jakiś poważnych
        przyczyn losowych,tylko o tych które traktują to jako sposób na życie.)
        Wielodzietni to dla odmiany ludzie,którzy każde pojawiające się dziecko
        przyjmują z miłością a potem dbają o zaspokojenie jego potrzeb i
        odpowiedzialnie wychowują.Nie ma tu moim zdaniem większego znaczenia czy
        dziecko było zaplanowane czy nie,tylko jak zostało przyjęte.Co do pieniędzy to
        korzystać z opieki społecznej może każdy,taką niestety mamy w kraju sytuację,że
        niczego nie można być pewnym.Moim zdaniem do tego by dobrze wychować dzieci
        duże pieniądze nie są niezbędne.Oczywiście bardzo ułatwiają one zadanie,ale nie
        jest tak,że bez pieniędzy to się dzieci dobrze nie wychowa.Jeśli dziecko może
        chodzić na prywatne lekcje angielskiego to super,ale jeśli nie może to
        niech dobrze wykorzysta to co daje państwowa szkoła.Książki są drogie,ale są na
        szczęście biblioteki i nawet niezbyt zamożne dziecko może być oczytane.
        Natomiast co do wyglądu mamuś wielodzietnych,to z moich obserwacji wynika,że
        figurę może zrujnować już pierwsza lub druga ciąża(niestety na geny i przemianę
        materii nic się nie poradzi),zaś czasem i po szóstym dziecku ma się super
        figurę,płaski brzuch i ładny biust(jak matka natura łaskawa).Natomiast co do
        dbania o siebie to można być zaniedbaną mamą jednego potomka i zadbaną mamą
        wielodzietną.To nie zależy od ilości dzieci tylko od tego czy się człowiekowi
        chce i czy potrafi zorganizować sobie czas.Ponadto kwestia zadbania bądź
        zaniedbania zależy od punktu widzenia.Nie koniecznie trzeba mieć codziennie
        fryzurę prosto od fryzjera,pełny makijaż i wysokie obcasy oraz czerwone
        paznokcie na wysoki połysk.Dla wielu kobiet dbanie o siebie to codziennie umyte
        włosy,tusz na rzęsach i estetyczne ubranie.Wszystko zależy od tego z czym lub w
        czym się człowiek dobrze czuje.No to by było na tyle.Pozdrawiam wszystkie
        wielodzietne wspaniałe mamusie.Agnieszka.
        • zurr123 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 13.04.05, 10:47
          "zaś czasem i po szóstym dziecku ma się super
          > figurę,płaski brzuch i ładny biust(jak matka natura łaskawa)"
          nikt mi nie wmówi,że można mieć płaski brzuch po tylu porodach-widzę to po
          moich ciotkach,mamie ,kobietach obserwowanych (szczególnie na plaży)-niby
          szczupłe ale brzuchy porozciągane (a większość z nich to matki 3-4 dzieci).
          Nie oszukujmy się płaski brzuch można osiągnąć tylko dzięki systematycznym
          ćwiczeniom na te partie mięśni-a matka natura wcale nie jest taka łaskawa tym
          bardziej,że właśnie z natury oragnizm kobiecy gromadzi tłuszcz właśnie w
          okolicach brzucha.
          • eleanorrigby Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 13.04.05, 11:08
            Za płaski brzuch odpowiadają nie tylko męśnie-może być tak,że masz je super
            wyćwiczone,ale skóra jest rozciągnięta i obwisła.A to,w jaki sposób reaguje
            skóra,jest już sprawą genetyki.Ja np. po 3 porodach dużych dzieci (ostatnie
            4350g i 62 cm),nie mam ani jednego rozstępu -ale to nie moja zasługa,tylko dar
            od losu-na twarzy też prawie nie mam zmarszczek mimo 38 lat.
            Kasia
              • jol5.po Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 13.04.05, 13:54
                zurr123suspicious widzę to po
                >moich ciotkach,mamie ,kobietach obserwowanych (szczególnie na plaży)-niby
                >szczupłe ale brzuchy porozciągane (a większość z nich to matki 3-4 dzieci).

                no i co z tego? naprawde martwisz się tak strasznie o te brzuchy, dlaczego Cie to tak boli i dlaczego jeszcze hurtem martwisz się o anonimowe osoby z netu??
                W życiu juz tak jest, że przemijanie to jego część. Kobieta z płaskim brzuchem też się zestarzeje. Świat jest różnorodny, na plaży, ale nie tej z reklamy, przechadzają sie mamy z jedynakami i rozciągniętym brzuchem, te szczupłe, te za chude, a z trójką dzieci itd. itp.
                Jeżeli naprawdę jest to dla Ciebie problem, to juz Twój problem, i już współczuję Ci przerażenia, które doświadczysz kiedy dopadnie Cię świadomość, że przeminęła uroda i młodość - bo ono dopada tych właśnie co tak silnie są przywiązani do panującego w dzisiajszy świecie kultu młodości.
                • eleanorrigby Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 13.04.05, 14:47
                  Jolu,z ust mi to wyjęłaś,właśnie chciałam coś takiego dopisać,siadam do kompa-a
                  tu Twój post.Zagadzam się z nim w 200%!
                  A co do plaży-dwa lata temu widziałam na Bornholmie wycieczkę niemieckich
                  staruszek.W kostiumie kąpielowym weszła do wody po kolana
                  staruszeczka,pomarszczona,przygarbiona,(tak,tak,z obwisłym brzuchem i na
                  dodatek biustem),pod rękę z drugą,trochę młodszą.I wiecie co? Obydwie były
                  piękne,tak jak piękna może być starość,która ma odwagę nie rezygnować z życia.
                  I nikt się na nie nie gapił,nie śmiał,nie pokazywał palcem,może dlatego,że nie
                  było tam polskich turystów...
                  Kasia
                • zurr123 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 13.04.05, 15:47
                  naprawde martwisz się tak strasznie o te brzuchy, dlaczego Cie
                  > to tak boli i dlaczego jeszcze hurtem martwisz się o anonimowe osoby z netu??

                  Jeśli już to martwię się o swój brzuch (chociaż bardziej pasuje słowo "dbam").
                  Nic mnie nie obchodzi czy komuś wisi do kolan czy nie -napisałam tylko swoje
                  spostrzeżenia ;

                  "Kobieta z płaskim brzuchem
                  > też się zestarzeje"

                  A gdzie ja napisałam,że płaski brzuch to gwarancja wiecznej młodości?

                  "już współczu
                  > ję Ci przerażenia, które doświadczysz kiedy dopadnie Cię świadomość, że
                  przemin
                  > ęła uroda i młodość - bo ono dopada tych właśnie co tak silnie są przywiązani
                  d
                  > o panującego w dzisiajszy świecie kultu młodości."
                  daruj sobie te frazesy;
                  PS
                  uderz w stół a nożyce się odezwą...
                  • apsik1 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 13.04.05, 16:14
                    urodziłam trójkę dzieci, przy każdej ciąży zatrzymywałam tonę wody w organiźmie
                    i "przytyłam" w ciąży po 30 kg. Po porodzie masz tyle roboty przy dzieciach że
                    wszystko szybko spada. Ja nie mam rozstępów ani jednego i opadającego brzucha.
                    Po prostu tak czy inaczej trzeba ćwiczyć mięśnie brzucha bo one trzymają i
                    odpowiadają za prawidłową funkcję kręgosłupa. Też nie lubię kobiet
                    zapuszczonych brudnych ale to nie zależy od ilości dzieci. Grubasy mają
                    problemy ze stawami, zawiązywaniem butów itp. Widzicei więc że nie chodzi o
                    urodę i młodość ale o zdrowie w szerszym tego rozumieniu.
                          • bemari Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 15.04.06, 00:50
                            A mnie tam chyba dzieci służą.Najwięcej męskich komplementów usłyszłam już po
                            urodzeniu trójki.Teraz latka mam swoje, ale nawet często coś miłego
                            usłyszę.Najważniejsze, że mój miły ciągle traktuje mnie jak najcudowniejszą
                            dziewczynę.I pewnie w tym klucz do bycia atrakcyjną mimo upływu lat.No i
                            dzieci, które spontanicznie mówią: mamuś, ty jesteś tak śliczna!Lusterko mam,
                            więc prawda o zmarszczkach nie jest mi obca, ale nie zaglądam do niego zbyt
                            często.Wolę przeglądać się w oczach moich bliskich.Fajne uczucie!
                            • zuzanna56 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 18.04.06, 12:23
                              A w sumie to po co o tym rozmawiać. Dziecioróbstwo to straszne słowo.
                              Podziwiam wszystkie rodziny mało- i wielodzietne które uczciwie pracują i
                              starają się swoją miłością wychować swoje dzieci na porządnych ludzi.
                              Ludzie dziwią się różnym rzeczom. Jak ktoś ma duzo dzieci, inny kolor
                              skóry ,jest innej wiary. Jak jest mała róznica wieku między dziecmi albo wręcz
                              przeciwnie jak jest za duża. Albo że ludzie w ogóle nie mają dzieci. Grunt to
                              się nie przejmować. Wiem, łatwo to powiedzieć. Sama to sobie ciągle tłumaczę.
        • efciaeb Re: generalizacja? dlaczego? 16.04.07, 21:58
          Głupi podział, bo są rodziny wielodzietne, w których 2.5tys. wystarczy na godne
          utrzymanie 5 dzieci ( w tym również te takie modne dodatkowe płatne zajęcia),
          samochodu i wystarczająco dużego mieszkania, a są rodziny nie-wielodzietne, w
          których ciągle się słyszy narzekania, że 6tys. to zam mało by się utrzymać, bo
          nie starcza by co roku kupować nowy samochód, lub inną "bardzo potrzebną rzecz"
          To w wielu przypadkach kwestia umiejętnego gospodarowania posiadanymi środkami.
          Są ludzie, którym zawsze będzie mało i są ludzie, którzy przy zmianie warunków
          dostosowują się do tego co muszą zrobić. Czy tych narzekających na wieczny
          niedostatek też mam nazywać dzieciorobami, bo mają jedno lub dwoje i im nie starcza?
            • embro1 Re: generalizacja? dlaczego? 16.04.07, 23:05
              Być może niektórym to wystarcza, może np odziedziczyli duży dom po dziadkach,
              wiadomo podatek od nieruchomości nie jest wielki, może np. samochód kupili gdy
              mieli jeszcze dwójkę i nadal dobrze służy, może np. od czasu do czasu trafia się
              dodatkowe zlecenie lub premia, może mają dużą rodzinę i wymieniają się ciuszkami
              tak, ze nie wydają na to zbyt wiele, zajęcia dodatkowe dzieci może mają ze
              studentami, lub też jest wymiana znajomi, rodzina, a nie w drogich prywatnych
              "klubach zajęciowych", Może nie jedzą serów roquefort i kozich ale zwykłą goudę
              i szynkę z pomidorem lub ogórkiem kiszonym, tak jak ja w dzieciństwie na okrągło
              i uwielbiałam to... Może....
              Ja niestety będąc jedynaczką, która nie odziedziczyła jeszcze niczego, dom ma w
              kredycie 100%, za ogrzewanie płacąc 6000 w sezonie, samochód tez w kredycie...
              no cóż, na 4 dzieci myślę, że to maksimum,co mogę planowac, a i tak jestem pełna
              obaw i lęków
              • efciaeb Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 12:46
                Nie odziedziczyłam chałupy po nikim, zbieraliśmy na nią pieniądze od ślubu (nie
                od razu ma się 5-kę dzieci) przez 7 lat uzbieraliśmy na mieszkanie 81 m2 (trzy
                pokoje, duża kuchnia, łazienka, ubikacja i garderoba). Mamy dwa samochody i
                nasze dzieci (na razie najstarsza dwójka) chodzi na płatny angielski i płatne
                zajęcia taneczne. Od września na angielski zacznie chodzić trzecie dziecko i nie
                widzę problemu z wygospodarowaniem na niego pieniędzy. Zarabia tylko mąż 2600 na
                rękę. Więc jak widać można.
                • agnieszkas72 Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 14:41
                  Nie spotkałam się na tym forum z drobiazgową analizą zawartosci cudzych portfeli
                  i zakupów uprawianą namiętnie na emamie,więc też nie będę jej rozpoczynac.Ale
                  nie mogę się powstrzymać,żeby nie napisać,że jestem pod wrażeniem cudu
                  gospodarczego,którego dokonujecie wraz z mężem ;P.
                  • efciaeb Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 15:02
                    Dla Ciebie to cud gospodarczy, dla mnie konieczność. Po prostu nikt nie nauczył
                    mnie żyć ponad stan i MUSI mi wystarczyć to co mam. Znikąd więcej pieniędzy nie
                    dostanę, więc zamiast narzekać robię co mogę by wystarczyło. Nie jestem
                    politykiem i nie mogę mieć dziury budżetowej uncertain
                • nata76 Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 15:10
                  rozumiem,ze zarabiacie ponizej 580 na osobe w rodzinie....hmmmmmmmmmm........

                  majac na utrzymaniu dwa samochody+mieszkanie wydaje mi sie cudem gospodarczym
                  wyzycie WYLACZNIE za te 2600 bez DODATKOWEJ pomocy....ni wspominajac o zwykłym
                  zyciu,i nie chodzi,jak piszesz o codzienne restauracje,ale nawet tego
                  cytowanego mcdonalda(bo na 6 os.rodzine to pewnie50-100 zl trzeba liczyc za
                  obiad).ubranka,nawet uzywane kosztują, ksiazki....nie ma co pisac...
                  chya,ze sie da i ewcia,ty jestes mistrzynia i powinnam sie uczyc od Ciebie...


                  w sumie,to nie lubie takich osobistych wycieczek,ale Ty,ewcia, prowokujesz
                  takie podejscie...
                  wszystkie posty traktujesz jako atak na swoja osobe i udowodnienie,ze mozna,ze
                  TY umiesz itp.
                  • agnieszkas72 Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 16:10
                    Uważam się za osobę oszczędną.Staram się ,jak najlepiej gospodarować tym,co
                    mam,bo na żadną pomoc z zewnątrz typu:babcia kupi dzieciom buty i pożyczy
                    gotówkę,jak zabraknie, nie możemy liczyć.Wiem,jakie są ceny.I dlatego uważam że
                    6 osobowa rodzinie z dochodem,jaki podałaś,bez pomocy musiałoby być
                    bardzo,bardzo ciężko.Nie znam też nikogo,kto by "uzbierał" sobie na
                    mieszkanie,nawet wśród ludzi zarabiających całkiem sporo,ot tak sobie(na
                    samochody też??).Nie wiem,jaki sens ma pisanie takich postów,naprawdę.
                    • zuzanna56 Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 16:47
                      Chętnie nauczę się jak w ciągu 7 lat kupić duże 3 pokojowe mieszkanie i dwa
                      (nawet używane) samochody. Ile trzeba by odkładać co miesiąc (bo kredytu nie
                      było)? Do tego oprócz odkładania, jak żyć za taką pensję?
                      • efciaeb Re: generalizacja? dlaczego? 19.04.07, 18:27
                        Nie traktuję tej rozmowy osobiście, podałam po prostu siebie jako przykład i na
                        pewno nie ja jedna żyję podobnie.
                        Jest ciężko. Nie twierdzę przecież, że jest mi wspaniale i cudownie, ale że się
                        daje. Często boli, że nie można sobie czegoś kupić ot tak bo jest potrzebne,
                        tylko muszę na to zbierać rok, dwa lata, . Na samochody też trochę czasu
                        zbieraliśmy (jesteśmy po ślubie 11lat), i kupiliśmy ponad dziesięcioletnie więc
                        kosztowały malutko. A z mieszkaniem mieliśmy to szczęście, że kupiliśmy jeszcze
                        przed tym potwornym skokiem cen, w tej chwili to ledwo by na kawalerkę
                        starczyło. Na początku małżeństwa przecież nie było dzieci, więc i odłożyć można
                        było więcej.
                        Może i mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu, ale utrzymujemy się. Nie udowodnię
                        nikomu, że nie jestem wielbłądem, wiem ile mam pieniędzy na miesiąc i ile muszę
                        się nakombinować by starczyło. Jednak żyję.
              • efciaeb kredyty 19.04.07, 12:51
                Ale mnie na kredyty nie stać, więc długów sobie nie robię i nie muszę się
                martwić, że co miesiąc pół pensji idzie na odsetki. A jemy różnie, na pewno nie
                codziennie w restauracji, ale zdarza nam się pojechać do Mc czy KFC, czy na
                jakąś pizzę, i na lody z dziećmi wybrać.
                      • jol5.po Re: kredyty 21.04.07, 11:05
                        bo z pieniędzmi to tak zawsze, jak wyjdą w rozmowie, to atmosfera siada - no bo
                        zaraz ludzie sie porównują, a to komus się przykro zrobi itd., podobno prawdziwi
                        dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, pewnie dlatego.
                        jeszcze gorzej niż w rozmowie, jesli chodzi o temat pieniędzy jest na forach
                        internetowych.
                        Pamiętacie, wystarczyło niewienne (choc zapewne z intencją wcale nie niewienną)
                        zadane pytanko, a ile wy własciwie na te dzieciaki macie miesięcznie. Im ktos z
                        odpowiadających starał się dokładniej wyliczyc, tym temperatura w wątku
                        wzrastaławink. Za dużo źle - bo nieprawdopodobne, za mało źle, bo tak się nie da
                        życ itd.
                        Ja myslę sobie, że gdyby naprawdę chciec sobie przeanalizowac nasze wydatki, to
                        jeszcze i miejsce zamieszkania trzeba wziąśc pod uwagę, no bo życie w W-wie i
                        życie w małym miasteczku może kosztowac inaczej, a podam drobiazgowo się pobawic.
                        Pytanie tylko czy efekt byłby nam do czegoś potrzebny - średnia życia dużej
                        rodziny by wyszła jakaś czy coś takiego, emocji w trakcie byłoby co nie miara.
                        Gra chyba nie warta świeczki, znaczy się chyba juz nie warto ciagnąc tematu,
                        znaczy się dac spokój z zastanawianiem się czy te 2600 to naprawde starcza czy nie.
                        Mnie zdarzało się kilka razy w zyciu brac udział w cudzie gospodarczym, to
                        znaczy życ za tyle ile inni uważaliby za niewystarczające, w innym momencie
                        zycia uczestniczyc w obliczaniu PIT-u, którego wysokośc zaskakiwała mnie i męża
                        (in plus). Przezywac moment powierzenia mojej rodzinie w formie kredytu
                        ogromnych pieniędzy, widac udało nam się udowodnic, że nas na to stac, no tylko,
                        ze inni to najpierw postaraliby się o samochód. Ach róznie było i jest, ciekawa
                        jestem co będzie dalej...
                        W dokładnym opisie, gdyby nam się forumowo chciało tak bawic, musielibyśmy
                        jeszcze uwzględnic wiek, posiadany zawód, wykształcenie, no i cechy osobowiści
                        też przydałoby się jakos porównac. Jeden może życ za połowę tego co inny, kredyt
                        bierze się z reguły mając trochę nierówno pod sufitem, no bo kto potrafi
                        przewidziec, jak bedzie przebiegło jego zycie przez następne 35 lat itd, itp.

                        A wątek staruśki już, z 2004. Ale aktualnosc zachował, może dobrze tak czasami
                        byłoby pogrzebac w tych forumowych dyskusjach, było troche ciekawych, dzięki
                        Embrosmile
                          • jol5.po Re: Jola 23.04.07, 11:55
                            rośnie, rośnie.wiesz Zuzanno, to był dobry moment ma wzięcie kredytu dla nas,
                            teraz chyba byśmy nie dostali, a rok temu, kiedy mąż zaczął to byl dobry moment
                            na rozpoczęcie budowy. w tym roku i z materiałami gorzej i z pracą, ceny idą w
                            górę.
                            Dlatego myślę, że podjęcie ryzyka w niektórych wypadkach ma większy sens, trzeba
                            rozeznac dobrze moment, to najważniejsze
                            (inna sprawa, że ja nawet nie jeżdżę na budowę, a że aparat mi się zepsuł, to
                            nawet po zdjęciach nie mogę rozeznac jak tam postępy, wiem więc tyle co Tywink
                            a jak Wasza budowa (też budujecie, prawda?)?
                            • zuzanna56 Re: Jola 23.04.07, 18:35
                              U nas też czyste szaleństwo. Ty wiesz, Jola, że ja mało szalona jestem i muszę
                              mieć wszystko zaplanowane. Więc jak na mnie to jest jednak ogromna odwaga.
                              Mieliśmy kupić gotowy dom w listopadzie po bardzo przyzwoitej cenie. Okazało
                              się że blisko ma byc za 10 lat budowana jakaś obwodnica. Obwodnica ta ma jednak
                              3 warianty ale my baliśmy się, że wybiorą wariant dość blisko tego domu. Potem
                              ktoś ten dom kupił a o konkretnym wariancie drogi gmina powiadomi nas w
                              grudniu. Oczywiście w planach nie ma żadnej drogi, jest zgoda na budowę, a o
                              drodze mówi zarząd dróg krajowych. Okazało się że ten deweloper będzie budował
                              jeszcze 3 domy obok. Załapaliśmy się na ostatni po całkiem jeszcze korzystnej
                              cenie.Deweloper ma jeszcze zapasy materiałów budowlanych i dużo znajomości w
                              hurtowniach. Dom więc jest w budowie i ma być gotowy na lipiec.
                              Udaje wam się kupić materiały budowlane i znaleźć ludzi do pracy? Co to się
                              porobiło, ceny rosną jak szalone i ludzi do pracy brak.
                              • jol5.po Re: Jola 25.04.07, 17:03
                                no to fajnie (że juz w lipcu bedzie dom), jakby nie było posuwacie się do przodu
                                i o to chodzi.
                                U nas stan surowy ukończony, teraz wykańczanie tzn. tynkuje sie, kominek
                                zamówiony (o niego oparty system grzewczy). Z materiałami rzeczywiście mieliśmy
                                problem, okna zamiast w IX zostały założone dopiero w styczniu. To dom w małej
                                miejscowości ekipa jest tamtejsza, dlatego wolno idą prace, bo ekipa robi różne
                                inne zlecenia po drodze, ale jednak jest. Do tego ludzie stamtąd dopilnują domu
                                i obejścia jakby co.
                                Co do szaleństwa budowlanego, to myślę, że na Dolnym Sląsku będzie jeszcze
                                "weselej", wszak Euro będzie między innymi we Wrocławiu.
                                Dobrze, ze na pomysł budowy wpadliśmy odpowiednio wcześniesmile
    • heloiza74 Re: Rozróżnić wielodzietność od dziecioróbstwa. 09.05.07, 12:05
      Przeczytałam cały ten watek i zrobiło mi się jakoś niefajnie. Mam wrażenie, że zbyt wiele tu
      kompleksów, pesymizmu i nieustannej krytyki innych. No i dwa odwieczne problemy - kasa i wygląd.
      Jestem w czwartej ciąży i muszę powiedzieć, źe jeśli chodzi o kasę to obecnie wiedzie nam się najlepiej
      od początku małżeństwa - budujemy dom, mamy samochód i planujemy kupić drugi (większy,
      używany), dzieci są dobrze ubrane, ja i mąż też nie najgorzej. Może nie stać nas na wakacje w Alpach,
      ale to kwestia priorytetów - wolimy inwestować w firmę i skończyć budowę domu. Wszystko ma swój
      czas i swoje miejsce. I to właśnie dzieci mobilizują nas do pracy, do brania spraw w swoje ręce i nie
      ogladanie się na to czy ktoś nam na nie coś da czy nie. Jeśli chodzi o wygląd, to właśnie po trójce
      miałam najlepszą figurę od szóstej klasy podstawówki i nie jest to wynik ciężkiej harówki przy licznej
      rodzinie, ale zwykłe dbanie o siebie. Znam kilka rodzin z jednym czy dwójką dzieci, których nie stać na
      nic, a mamusie wygladają jak zaniedbane, stare baby. I znam też rodziny z 4 dzieci, które mieszkają we
      własnych dużych domach, mają po 2 samochody, a matki są piekne, zadbane i z płaskimi brzuchami
      (skoro to takie dla niektórych istotne). Uważam, że bardzo wiele zależy od nas samych, od tego ile nam
      się chce i ile mamy odwagi, by podejmować ryzyko zarówno wielodzietności, jak i szans, które życie
      przed nami stawia (choćby podjęcie innej lub dodatkowej pracy czy zmiana miejsca zamieszkania).
      I nie ma co się kłócić i licytować, każdy ma swoją wizję i plan na życie, jeden woli mieć dużo dzieci inny
      zwiedzać świat a jeszcze inny robić karierę. Niech się każdy dobrze zajmie swoją "działką" i nie ogląda
      na innych ani na państwo. I przestańmy się wreszcie nawzajem tak ciągle krytykować. Więcej
      życzliwości i otwartości na innych by nam się przydało!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka