do jol5.po i innych od hijamadre

14.09.04, 16:10
Droga Jol5.po
Obiecałam, że napiszę o swoich przemyśleniach nt rodzin wielodzietnych no to
piszę.
Jak już gdzieś pisałam, u moim domu była nas 5 – ja jestem najstarsza.
Dziś oczywiście patrzę zupełnie inaczej na to wszystko. Cieszę się, że
wyrosłam w takiej rodzinie, ale oczywiście miałam poważne chwile zwątpienia,
głównie mając 14-18 lat, czyli ostatni okres kiedy mieszkałam w domu, bo od
19 roku życia sama utrzymuję się w innym mieście. (żaden bunt, po prostu
poszłam na zaoczne studia i do pracy)
Moim głównym problemem posiadania takiej liczby rodzeństwa były nie problemy
tkwiące w naszej rodzinie, a raczej biorące się z zewnątrz. Katorgą było dla
mnie występowanie w całym komplecie gdzieś „publicznie” i udawanie że nie
słyszę – „Boże, ile tych dzieci” czułam się jak uosobienie patologii. Okazji
było wiele – spacery rodzinne, wspólne plażowanie itp. do dziś robi mi się
dziwnie jak na mój koncert przyszła cała rodzinka, zamiast się ucieszyć, że
mam publiczność szlag mnie trafiał, że któreś co chwila wychodzi siusiu
budząc zniesmaczenie na twarzach innych.
Nie znosiłam komentarzy i „niby dyskretnego” podpytywania pań na wycieczce
szkolnej, jak my sobie dajemy radę i czy tatuś nasz czasem nie pije i czy ja
nie jestem zmuszana do opieki nad młodszymi. (dodam, że w życiu całym
widziałam raz czy dwa ojca z deka wstawionego) Zatem ogólnie, czułam się
inna, a w tym wieku człowiek bezpieczniej czuje się gdy nie odstaje pod
żadnym kątem. Wstyd, że mam taką dużą rodzinę. Ale wstyd o którym teraz myślę
z przymrużeniem oka. Ale skoro pytasz jakie problemy mnie dotykały to piszę.
Stosunek innych. Chory stosunek.
W moim domu nie przeszkadzał mi tłok. Mieliśmy 4 pokoje, całkiem możliwie
sobie dawaliśmy radę. Nie czuję się przez rodzinę odarta z intymności.
Koleżanki czasem mnie dołowały, że jak ja mogę wytrzymać z taką bandą
gówniarzy. Ale mi to aż tak nie przeszkadzało. Nikt mnie nie zmuszał do
zabawy z nimi w ciuciubabkę. Za chodzenie z młodszymi na spacer dostawałam 2
zł za godzinę  rodzice uważali, że kieszonkowe za nic jest niewychowawcze,
więc zarabiałam. Prowadziłam normalne życie towarzyskie. Zresztą, masa
znajomych lubiła u nas przesiadywać podkreślając, że u nas tak zwariowana
atmosfera i że jest strasznie śmiesznie (mi wydawało się to jakąś bzdurą)
Może teraz jak patrzę to widzę, że jednak przy tak dużej rodzinie nie idzie
się nie wypalić. Widzę, że moi rodzice nie mają w sobie tyle zaangażowania co
kiedyś. Ale też kwestia wieku. Kiedyś więcej czytali mi niż mojemu rodzeństwu
teraz. Lekcji bardziej pilnowali. Ale prawdą jest, że jak mi czytała mama, to
teraz bratu czyta siostra. Jak mnie mama uczyła angielskiego tak ja uczyłam
młodszych i to bez żadnego wielkiego poświęcenia z mojej strony. Kiedyś mama
namawiała mnie bym może na kółko plastyczne się zapisała, teraz jedno drugie
ciągnie na akrobatykę czy inne takie.
Pytasz przed czy mogę przestrzec dzisiejszych rodziców takiej bandy. Przede
wszystkim niech nie ustają w pomaganiu dzieciom zrozumieć, że nie są gorsze.
Ale to podobna sytuacja, gdy np. ma się dziecko za niskie, albo chore. Pomóc
zaakceptować inność, nie zmuszać, by były od dziecka dojrzale dumne. Bo tak
się nie da. Jak się buntuje, nie chce iść całą bandą przez miasto – niech
idzie samo. Myślę, że mając małe dzieci tego problemu możesz nie widzieć. Ale
to zaczyna się trochę później.
Trudno mi mówić o jakichś typowych błędach wychowawczych. Gdy coś mi teraz
przychodzi do głowy – są to raczej kwestie charakteru, które w ten sam sposób
byłby niszczące gdybym była sama jedna.
Może masz jakieś konkretne pytania...
A z dobrych stron, to uważam, że nic mnie lepiej nie nauczyłoby
samodzielności niż to, że wyrosłam w takiej rodzinie. Jestem z siebie
nieskromnie mówiąc dumna. Radzę sobie w życiu nie gorzej o ile nie lepiej niż
moi rówieśnicy. Mam nawyk brania wszystkiego we własne ręce. Nie czekam aż mi
ktoś coś da. Prowadzę spory dział w dużej firmie, a mam 24 lata. W moim
dziale pracują starsi ode mnie. Gdy przychodzą chętni – nowi ręce mi opadają
jak można być taką pierdołą. Czekać aż ktoś kogoś wyręczy, pomoże... wtedy
najbardziej się cieszę, że wyrosłam w takiej rodzinie. Choć miałam jej
naprawdę dość – teraz to cenię. I cieszę się, że toruję drogę młodszym. Że
będę mogła im pomóc, że zawsze będziemy mogli na siebie liczyć w dorosłym
życiu.
Sama nie wiem czy będę mieć tak dużą rodzinę. Biorąc pod uwagę to jak się
zmieniły czasy – pewnie nie.. to zależy od pieniędzy pieniędzy szeregu innych
czynników. Zobaczę.
hijamadre (moje drugie pseudo)
    • rhynox Re: do jol5.po i innych od hijamadre 15.09.04, 10:56
      ej, wy! napisałam takiego długie posta, a wy nic... łeee. Jol5.po! Czy o takie
      przemyślenia chodziło? Bo chciałam od serca napisać czego dobrze jest się
      wystrzegać.
      ja to się aż wzruszyłam jak sobie jeszcze raz przeczytałam co napisałam.
    • jol5.po dziękuję 15.09.04, 11:00
      bardzo dziękuję za odpowiedź.
      Napisałaś tak szczerze, własnie o taką odpowiedź mi chodziłosmile.
      Wiesz, znam także uczucie, o którym piszesz - poczucie inności, brak dumy, ze jest się tym kim jest - mówię o dzieciństwie. Mimo, ze bardziej tradycyjnie było w mojej rodzinie (2+2) to moja mama nosiła (rózne były tego przyczyny) poczucie - "przepraszam,l że jestem jaka jestem", przeżycała to na dzieci - teraz to wiem, widocznie miałam skłonność do zastanawiania się nad tym wszystkim, bo w wieku nastu lat zaczęła, najpierw buntować się, potem to analizować. Doszłam, że można półsówkiem , miną przekazywać dziecku komunikat. Postanowiłam uważać bardzo, gdy juz będe mamą, "przeskoczyć" tradycję rodzinną i przekazać dzieciom dumę.
      Dziś, gdy moje dzieci zaczynają być nastoletnie, wiem, jak to trudno - gdy jest problem, nie zaczynać, że: to wszystko przez was, jest was tak dużo, że...
      Ale z satysfakcję zauważyłam, że w czasie przypadkowych rozmów na ulicy, w autobsie, moje dzieci informują, jeśli rozmowa schodzi na te tory, że jeszcze w domu, jest brat i 2 siostry. Zauważyłą, że one dokładnie mnie nasladują, jakie kolwiek wachanie, skrzywienie ust, temat "jak mi ciężko" w rozmowie telefonicznej z koleżanką podsłuchany przez nie, zanotowałyby w pamięci, powtórzyły potem. No ale teraz wejdą w wiek nastoletni, ważna stanie się opinia kolegów, grupy równiesniczej, no zobaczymy jak to bedzie...
      Co do wypalania się - też widzę, że nie czytam już z takim zapałem dziecio, bo ile razy można przerabiać muminki - ale i na to znalazłam sposób, moja 3 córka, która mogłaby słuchać czytania całymi godzinami ma ogromną ilość kaset do słuchania - ostatnie zdobycze to Janda czyta "Awanturę o Basię", a Irena Kwiatkowska "Kubusia Puchatka", może to też da się przeskoczyć.
      Daje zmęczenie opiekowanie się 5 dzieci nie ma siły, widzę to po 11 latach, ale też widzę zmęczenie moich rodziców, którzy dorobili sie tylko 2 dzieci, bo po prostu maja po 60 lat.
      Ciekawa sprawa z "zapracowanym" kieszonkowym, może to jest sposób na motywację. Sama nie wiem, moje mają obowiązki, ale też często problem z wypełnieniem ich, no bo własnie - i tu zaczyna się dyskusja o tym kto ma więcej, a kto mniej itd. Własnie te dyskusje, konflikty wzajemne - szczególnie między starszakami wysuwają sie teraz na sam poczatek naszych problemów. Staram się nie angażować w konflikty. Staram sie wysłuchiwać poszkodowanych, ale natężenie tego wszystkiego zaczyna być ogromne i zaczyna utrudniać zrobienie czegokolwiek wspólnie do końca. Może też one weszły w taki wiek i ćwiczą właśnie na rodzeństwie jak współpracować z innymi. Powoli, powoli dojdą do konstruktywnych wniosków. Mam nadzieję, że właśnie tak będzie... ale teraz bywa nieciekawie czasami...
      Może jak przepracują problem w swoim gronie, będą kiedyś zgraną drużyną, która będzie się wspierać i występować razem. Ciekawa jestem i mam taka nadzieję.
      A jak u was, pomagacie sobie, macie dobry kontakt??
      Pozdrawiam Ciebie Hijamadre o dwojgu nickach
      Jola (tylko o jednym)
      • jol5.po Re: dziękuję 15.09.04, 11:05
        no popatrz, akurat smarowałam swój post, kiedy sprawdzałaś, czy jest odpowiedź - wczoraj sie nie dało, bo od 6 rano było: zaprowadzenie dzieci do szkoły, odprowadzi\enie 3 latki do babci, wizyta u okulisty z dziewczynkami, dobieranie okularków, odebranie Jasia, wizyta u babci po małą, sklep, powrót późnym wieczorem do domu, sama rozumiesz - to był wyjątkowy dzień, bo akurat mąż wyjechał, ale jednak życie mamy wielodzietnej jest tak pasjonujące jak sport ekstremalny, adrenaliny ci w nim dostatek....smile
    • rhynox i kilka nowych przemyśleń 15.09.04, 11:30
      mój zawód nie wziął się z chorobliweej potrzeby zaintersowania moją osobą smile, a
      z tego, że w ostatniego posta włożyłam wiele serca. dodatkowo odżyła masa
      wspomnień, że nie mogłam wczoraj usnąć, aż mąż mi powiedział, że mi odłączy
      internet smile

      z przykrych wspomnień, przypomniało mi się np, ze w podstawówce, jak była nas
      czwórka, przyszła pani pedagog i przy całej klasie powiedziała, że dla rodzin
      wielodzietnych przyszły ubrania ze Szwecji i mam się zgłosic w przerwie.
      myślałam, że umrę z rozpaczy. oczywiście nie poszłam. Potem jak miałam nowy
      sweter to koleżanki pytały czy to ze szwecji (nie złośliwie, ale ja myślałam,
      że się powieszę). swoją drogą, delikatna babka, nie?
      nie wiem czemu ludzie robili taką sensację z tego, że nas tyle było. Dobrze, że
      nie byłam jakaś przewrażliwiona i poza kilkoma dołkami radziłam sobie z
      tym "strasznym psychicznym obciązeniem"
      ale dobre strony też warto podkreślić. kilka razy bezczelnie wykorzytsałam
      swoją sytuajcę. Jak nie odrobiłąm zadania domowego poszłam w przerwie do
      nauczycielki i powiedziałam, że w nocy siostra zachorowała i musiałam z mamą
      jechać na pogotowie. a tata musiał zostać z resztą dzieci. historia wyssana z
      palaca, ale przecież żadna nauczycielka nie ośmieliła mi się mnie za
      nieodrobione zadanie skarcić.
      ale kwestia wstydu za bycie odmieńcami dalej u nas w domu jest. jak
      przyjeżdżam do rodziców i proponuję wspólne lody to pierwsza oburza się moja
      nastoletnia siostra, że to "siara na maxa" i pójdzie pod warunkiem, że nie
      będziemy iśc całą bandą smile
      jeśli chodzi o nasze obecne kontakty, to chyba jest ok. Nie ma wakacji czy
      ferii, by nie oprzyjeżdżało do mnie moje najmłodsze rodzeństwo na tydzień, dwa.
      fajnie jest. a pod koniec sierpnia była u mnie siostra posprzątać, bo mi się
      ciężko już ruszać z wielkim brzuchem. A mój brat, który studiuje w tym samym
      mieście w czasie remontu przyprowadzał z akademika całą bandę do wynoszenia
      gruzu. A moje ciuchy, w które się nie mieszczę przez ciążę całe wakacje nosiły
      moje siostry, zadowolone, że hej!
      pozdrawiam
      • jol5.po Re: i kilka nowych przemyśleń 15.09.04, 11:58
        właśnie marzy mi się duża rodzina, jako grupa wsparcia.
        Ja jestem bardzo rodzinna, gadam z siostrą codzienie przez telefon. Jak sobie wyopbraże, że moje dzieci będą mogły to pomnorzyć przez 5 to już się cieszę. Wyobrażam sobie, że jako stara babacia Jola będę prowadziła gazetkę internetową dla członków klanusmile, co kto robi, kto sie obraził itd.
        Ale, ale - wiem, też że sa różne charaktery, nie każdy lubi tabun ludzi dookoła, mój mąż to chyba wiekszy niz ja samotnik, a moje dzieci będą miały po połowie tych genów i tych. Więc dlatego na wszelki wypadek staram się dziś nie włączać w to nagromadzenie konfliktów, choć nie zawsze mi się to udaje), żeby potem po 20 latach jakiś urazów nie wyciągali i nie stało się to pretekstem do spledid isolation któregośwink
        No co Ty z tą >chorobliwą potrzebą zainteresowania własna osobą<, nawet nie przyszło mi to do głowy - oj, wy dzieci z rodzin wielodzietnych macie czasami za mało zdrowego egoizmuwink, to był żart, uwielbiam dzieci z rodzinm wielodzietnych, sama mam ich 5smile)))))))
        Jola
        • rhynox Re: i kilka nowych przemyśleń 15.09.04, 13:16
          o właśnie!
          bo przecież mężowie twoich dzieci nie musza przepadać za gromadą gości, nie? ja
          się dziwię wielce, że mój mąż znosi jakoś nocowanie co drugi tydzień któregoś z
          mojego rodzeństwa, które wybrało się do "wielkiego miasta" oraz brata ktory
          wpada co jakiś czas i ogołaca lodówkę (jemu to chyba tylko dlatego wybacza, że
          mu pomaga ilekroć trzeba jakąś cięższą pracę wykonać w domu)
          ale z tymi rodzinnymi klanami różne bywa. miałam koleżankę z taką dużą rodziną
          i każdy żyje swoim życiem. bez zadnej urazy, ani nic, a jednak coś ich nie
          ciągnie tak bardzo do siebie.
          ciekawe na ile to zasługa rodziców, na ile los każdego z osobna zadecydował o
          tym. ciekawe... muszę to przemyśleć
          • jol5.po Re: i kilka nowych przemyśleń 15.09.04, 14:42
            tak, ja też mam przykład w zanadrzu. Znajome małżeństwo, ona miała 4 rodzeństwa. Teraz trochę wiecej o jej rodzinie: ojciec wykładowca uczelniany, fascynat, nie dorobili się wielce, ale wszystkie dzieci wykształcone w różnych dziedzinach, od informatyki do mniej przydatnychwink humanistycznych studiów. Dziś korzystają na wzajem ze swoich usług.
            On ma brata z dużą różnica wielku. Rodzice zrobili karierę tak naukową jak i finansową.
            On i ona zakładają po ślubie firmę. Teraz już po kilkunastu latach widać, ze był to dobry pomysł, firma ma sie całkiem całkiem. Jej praca bardzo do tego się przyczyniła, a jej rodzeństwo wykonuje różne prace pomocnicze, zaczynając od zaplecza komputerowego. Mimo to funkcjonuje w towarzystwie poglad, ze to na jego barkach całe zasługi. A ona z jedną koszulą tu przyszła...,
            Ich wzajemne relacje to ich problem, ale najlepsze, że ona sie w ogóle nie broni w towarzystwie. Przyjmuje, że on ma rację, zachowuje się jakby ta wielka rodzina była piętnem, jakby się jej wstydziła.
            sami mają jedno dziecko i już tak zostanie. Jej ciężko przebywać u nas, męczy ją hałas i chaos naszego domu.
            Zastanawialiśmy się z mężem, jak to jest, mogłaby być z wielu rzeczy dumna, taty profesora, pomagającego rodzeństwa, a nie jest.
            Za to jej brat, robił nam komputer, wchodząc do pokoju sprawnie ominąła sterty rzeczy na podłodze, momentalnie skupił się mimo chałasu (komputer w pokoju dzieci), absolutnie nic mu nie przeszkadzało, miło sobie z nimi gawędząc sprawnie zrobił co trzeba.
            No i jak to jest, różnice charakterów, rodzice nie przekazali dumy, ale znowu dlaczego jedno zachowuje sie tak, a drugie inaczej??.
            • jol5.po Re: i kilka nowych przemyśleń 15.09.04, 14:56
              własnie i kurcze, żeby moje dzieci były dumne i pewne siebie, przynajmniej w zakresie pochodzenia (ze swojej rodzinysmile, tak bym chciala...
    • wiga1968 Re: do jol5.po i innych od hijamadre 30.09.04, 22:47
      Widzę, że tylko we dwie odpisujecie na swoje posty, więc trochę zaburzę tę
      równowagę. Ja także pochodzę z rorziny wielodzietnej (mam 5 rodzeństwa). Moja
      mama nie była zachwycona ilością swoich dzieci, choć na codzień tego nie
      ujawniała. Jednak pewnego razu usłyszałam od niej, że jakby wszystko się
      wróciło, to chciałaby mieć tylko dwoje dzieci (ja jestem trzecia). W moim
      środowisku było sporo koleżanek pochodzących z rodzin wielodzietnych, więc nie
      czułam się inna, ale mając w pamięci słowa mojej mamy, sama chciałam mieć
      najwyżej troje dzieci. Obecnie mam 7 dzieci, jestem bardzo szczęśliwa z tego
      powodu. Najmłodszy synek ma 2,5 mies. i właśnie słodko śpi.
    • eury1 Re: do jol5.po i innych od hijamadre 30.09.04, 23:22
      Cieszę się że zabłądziłam na to forum.Dlaczego?-ano w domu jest juz czwóreczka
      i piąte w drodze.Akurat to piąte jest zupełną niespodzianką.
      Szczerze mówiąc jestem przerazona.Najmłodsza córeczka-rodzyneczka ma już 8
      lat.Najstarszy syn 18,a ja już nie mam siły na tłumaczenia "ludziom" że żadna
      ze mnie męczennica,że posiadanie tak licznej rodziny to faktycznie duże
      obciązenie finansowe,ale jeszcze większa radość.Ja mam naprawdę grzeczne
      dzieciaki,wkurza mnie już zdziwienie "nowych" znajomych : macie tyle dzieci i
      tak cicho w domu?....Do licha,to że jest ich czworo to nie znaczy że mają się
      kłucić i okładać po głowach.
      Moi rodzice są na mnie obrażeni że znowu jestem w ciąży,tak jakby mi
      kiedykolwiek w czymkolwiek pomagali.Jestem taka zosia samosia.Zawsze
      wychodziłam z założenia że problemy należy roziązywać na bieżąco i we własnym
      domu.
      Oni wychowali dwoje jedynaków.Między mną a moim bratem jest 15 lat
      róznicy.Dopiero teraz znalezliśmy wspólny język.
      Teraz też urodzę synka,4.02.2005r.Jest silny i zdrowy.Bardzo energicznie
      przypomina mi o swojej obecności.
      Miejsce przy stole dla niego już czeka.
      Bo ja mam taką niegrozną obsesję jednoczenia rodziny przy stole.Jak kilka lat
      temu zamienialiśmy mieszkanie na większe,zrobiłam totalną demolkę i wyburzyłam
      kilka ścian.W efekcie powstała bardzo duża kuchnia.Czy u Was w domu też jest
      tak że wszyscy znajomi czy rodzina gromadzi się w kuchni?Teraz mają wreszcie
      gdzie.W centralnym punkcie stoi 2-wu metrowy stół z wysokimi krzesłami.Wreszcie
      wszyscy wygodnie mogą się "roziąść" i wszystko się mieści.
      Tak- w takich domach jak nasze nie można się nudzić.
      Serdecznie pozdrawiam
      Eury
      • jol5.po Re: do jol5.po i innych od hijamadre 01.10.04, 10:20
        o rany Wiga, ale mi zaimponowałaś, siódemka to taka ładna liczbasmile. No i jeszcze był tu kiedyś wątek, że ci z małych rodzin mają czasami dużo dzieci, które znowuż mają mało dzieci itd. A Ty inaczej smile))
        Eury - piatka też super liczba, taka fajna okrągła. jeszcze odkrywanie macierzyństwa po przerwie. To będzie chyba ekscytującesmile)
        Powodzenia dzieczyny. jeszcze trochę prywaty, zapraszam na wątek WIELE DZIECI I INNI (forum "Z życia rówiesników")
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=573&w=13007668&v=2&s=0
        Podrwiam Jola
      • fumag Re: do jol5.po i innych od hijamadre 01.10.04, 11:11
        No ja też wywaliłam ścianę dla stołu !
        Tylko krzeseł fajnych nie mamy i trochę dziadujemy na takich
        rozkladanych,których nie cierpię(bo się co jakiś czas psują i są niewygodne).
        U nas czwórka dzieci i stół to centrum domu.
        A ostatnio zrezygnowaliśmy z telewizora i jest wogóle super-cisza,czas dla
        siebie osobno i nawzajem.
        Pozdrówka!!!
        • wiga1968 Re: do jol5.po i innych od hijamadre 02.10.04, 10:57
          My jesteśmy w trochę lepszej sytuacji, bo mamy dom jednorodzinny, który sami
          budowaliśmy. Zrobiliśmy duży pokój łączony z kuchnią, no i zamiast pokoju
          wyszła tak jakby jadalnia, bo mamy wielki stół i krzesła. Zresztą na naszą
          rodzinę, musieliśmy się w końcu postarać o porządny stół, bo zaczęło nam
          brakować miejsca przy małym stole. Ale mamy jeszcze narazie dwa krzesła wolne
          przy stole...
Pełna wersja