grrrrw 01.11.04, 11:22 Macie jakieś przemyslenia ? Czy ten problem dotyka także rodziców i dzieci z rodzin wielodzietnych ? Czy dzieci z rodzin wielodzietnych to POKOLENIE Y (przesytu konsumpcyjnego) ? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
rhynox Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 01.11.04, 18:43 widzę, że też czytałaś raport newsweeka. he he he Myślę zupełnie nie podlizując się Wam, mamy wilodzietnych, uważam, że akurat w rodzinach wielodzietnych to zjawisko występuję raczej w mniejszym zakresie, ale na pewno też występuje. Bo, żeby odmawiać trzeba mieć siłę, a w rodzinach wielodzietnych matki/ojcowie często tej siły nie mają. myślę jednak, że mimo to, (bo w sumie to sobie póki co - sama sobie zaprzeczam) w rodzinach takich właśnie ilosć jej członków narzuca wyrobienie pewnych zasad. Czyli NIE KUPIĘ CI NA SPACERZE MISIA CZY INNEGO FISIA, bo po powrocie do domu reszta będzie miała żal to tak wg mnie. Odpowiedz Link
verdana Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 01.11.04, 19:07 Nie wiem, czy ten raport nie jest mocno przesadzony. W społeczeństwie, gdzie 53% dzieci zyje ponizej granicy ubóstwa, takich dzieci, którym "nie odmawia się niczego" jest garstka. I taka garstka chyba zawsze była. A w rodzinach wielodzietnych? Nie wiem - to chyba też zalezy od rodziców. Ja np. nigdy nie stosowałam argumentu "nie kupię, bo inni będą mieli żal", poniewaz starałam sie wychować dzieci w przekonaniu, ze nie musi zawsze być po równo - raz jedno dostanie misia, a inne nic, a za drugim razem odwrotnie. I jaikoś nikt nie miał zalu o kupioną na spacerze zabawkę czy lizaka- tylko dla tego jednego. I to moim zdaniem było wychowawcze. Jeśli nie kupowałam, to z tych samych powodów, dla których nie kupiałabym jedynakowi - bo niepotrzebne, niezdrowe, niewychowawcze, albo nie ma na to pieniędzy. Odpowiedz Link
jol5.po Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 02.11.04, 12:40 podpisuję sie obiema rękami pod tym co napisała Rhynox (aczkolwiek raportu newsweeka nie czytałam Czasami ilość bodźców wypływających od dzielnych małych wojowników pomnożona przez 5 jest tak duża, że odpuszczam sobie niektóre niewzruszone (wcześniej) nakazy, zakazy. Padają flanki, ale jednocześnie ich własny upór i absurdalne poczucie sprawiedliwości, które zauważam jest przypisane do początkowej podstawówki (a potem się pogłębia buduje nowe mury, które podtrzymają konstrukcję zasad w jako takiej kondycji. Ilość rzeczy, nawet gdyby była niewiadomo jak wielka, też zostanie podzielona na oczach małych wojowników przez nich samych, więc obserwując sam proces podziału, będą mieli świadomość, nawet gdyby były to niewiadomo jak nieprzebrane ilości, że ulegną one podziałowi, a co za tym idzie zmnieszeniu. Doświadczenie bolesne, ale pouczające Fragment procesu socjalizacji. Wielodzietni niechybnie przejdą przez to doświadczenie, inni mogą, ale niekoniecznie. Więc koniec końców może to wpływać na pewne odmienność dzieci z rodzin wielodzietnych w tej materii. Choć hmmm, raportu nie czytałam i może trafiłam diagnozą jak kulą w płot, a wypowiedź nie na temat. No nic, może potem zajrzę do newsweeka i sprostuję jakby co. Odpowiedz Link
mama_kasia Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 02.11.04, 13:37 Raportu nie czytałam, a podpisuję się po Verdaną, bo dla mnie czy dla jedynaka, czy dla moich dzieci argument jest ten sam: nie kupię, bo "niepotrzebne, niezdrowe, niewychowawcze, albo nie ma na to pieniędzy." A twarda jestem ... - z reguły Odpowiedz Link
jol5.po Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 02.11.04, 19:42 ja też deklaratywnie jestem jak najbardziej za tym co pisze Verdana, mądre to i staram się temu hołdować, ale esencja życia jest jaka jest i nie przez przypadek napisała o niej pierwsza córka a nie matka z rodziny wielodzietnej) Odpowiedz Link
verdana Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 02.11.04, 20:13 Wysiadła mi umiejętność czytania ze zrozumieniem (to nie przytyk, tylko prawda). Jak córka? Odpowiedz Link
jol5.po Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 02.11.04, 22:55 o tym, że w rodzinach wielodzietnych czasami rodzice nie mają siły odmawiać dzieciom i machają ręką na ustalone wcześniej zasady napisała pierwsza rhynox, która jest póki co mamą jednego dziecka, ale samam pochodzi z rodziny, w której była piątka dzieci >Bo, żeby odmawiać trzeba mieć siłę, a w rodzinach wielodzietnych matki/ojcowie >często tej siły nie mają. >myślę jednak, że mimo to, (bo w sumie to sobie póki co - sama sobie >zaprzeczam) >w rodzinach takich właśnie ilosć jej członków narzuca wyrobienie pewnych >zasad. >Czyli NIE KUPIĘ CI NA SPACERZE MISIA CZY INNEGO FISIA, bo po powrocie do domu >reszta będzie miała żal Odpowiedz Link
lideczka_27 Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 02.11.04, 23:20 Nas było trzy i teraz urodzę trzecie dziecko (tzn. urodzę drugie, ale mamy troje I w domu rodzinnym i teraz mam taki patent: drobiazgi dzielę sprawiedliwie, grube rzeczy też, ale nie w czasie. Na przykładzie: jakiś smakołyk, niedrogą zabawkę itp. kupuje córce oraz synowi, albo żadnemu. Natomiast w kwestii rzeczy drogich (buty, kurtka, inne) kupuję temu, które bardziej na daną chwilę potrzebuje - drugiemu później, gdy finanse pozwolą, gdy trzeba. Mama dzieliła między nas rzeczy policzalne (np. cukierki na wagę) na trzy kupki, a później robiłam to ja pod bacznym okiem komisji ("dla ciebie, dla ciebie, dla mnie" )) Co mnie najbardziej cieszy? Że nasza młoda (skończone 6 lat) zawsze pyta o brata, wręcz dopomina się o jego dolę (mu jeszcze to wisi, ma 17 miesięcy Więc jeśli prosi mnie np, o batonik czy coś w tym klimacie, to zaraz pokazuje, bym małemu kupiła też (taki, który jeść może; rzadko im kupuję słodycze a wszelakie kindery uwielbiają Często powtarza, że nie jest już sama i musi być sprawiedliwość W kwestii prezentów okolicznościowych jest tak, że jubilat otrzymuje, reszta towarzystwa pretensji nie ma. Natomiast podoba mi się postawa moich rodziców, którzy przyjeżdżając do nas i do swojego wnuka nigdy nie przyjechali do małej z pustą ręką - nawet gdy jeszcze mieszkała ze swoją matką. Przede mną jest jeden problem, póki co w przyszłości niedalekiej i na dziś nie wiem jak to ugryźć. Z oczywistych powodów w naszym układzie tej sprawiedliwości nie będzie. Głównie dlatego, że mała jest często obdarowywana różnymi rzeczami przez swoich dziadków. Wiem, że za jakiś czas moje dzieci mogą mieć jakiś żal o to, że tu sprawiedliwość nie działa. Nie wiem czy szczera rozmowa i wytłumaczenie kilkulatkom wystarczą. A to nie tylko o to chodzi, bo będziemy musieli opowiedzieć o innej żonie taty, o tym co znaczy określenie "przyrodni" itd. Chętnie bym to ominęła w pierwszych latach ich życia, bo może to dla nich być trudne, ale z uwagi na to, iż dziadkowie prężnie uczestniczą w życiu małej, będę zmuszona dzieci bardzo szybko w to wprowadzić: pewnie pierwsze, o co zapytają, to dlaczego siostra mówi do nich babciu i dziadku a oni nie mogą. Ech sorki za smęcenie. I tak oto od konsumpcji przeszliśmy do moich rozważań nad przyszłością... pozdrawiam lidka Odpowiedz Link
justinka_27 Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 03.11.04, 01:16 U nas jest tak,że zawsze zabieram któreś z dzieci(po kolei)na zakupy i wtedy ono dostaje jakiś drobiazg,reszta nie ma pretensji.Marzenia wymagające większego nakładu finansowego są spełniane przy różnych okazjach typu urodziny,imieniny,czy mikołaj w miarę możliwości oczywiście.Natomiast kiedy czegoś odmawiam,nie próbują negocjować bo wiedzą że nic to nie da. Taka postawa u mnie nie wynika z tego,że mam kilkoro dzieci i nie na wszystko mnie stać,bo nawet kiedy dzieci miałam mniej,a funduszy dużo więcej nie kupowałam dziecku na spacerze np.misia za kilkadziesiąt złotych,tylko dlatego że mu się podobał,choć mogłam sobie na to pozwolić.Poprostu uważam że dawanie dziecku wszystkiego czego zapragnie nie prowadzi do niczego dobrego i tego się trzymam. Lideczko u nas jest podobnie,mamy dwoje dzieci wspólnych i trójkę moich z poprzedniego związku i nie ma z tym większego problemu.Starsze dzieci utrzymują kontakt z rodziną taty i też często dostają jakieś prezenty.Załatwiamy to w ten sposób,że jeśli są to słodycze poprostu dzielą się z małą(z bratem nie bo ma dopiero 9 miesięcy),a jeśli zabawki to pozwalają jej się nimi pobawić i nikt nie ma pretensji i nie czuje się pokrzywdzony. Nie przeprowadzaliśmy też żadnej rozmowy z córeczką,wyrosła w tym że przychodzi tata po rodzeństwo i jest to dla niej coś naturalnego.Kiedy miała 1,5 roczku słysząc jak dzieci mówią tata do swojego ojca,też tak do niego mówiła.Wtedy tłumaczyliśmy jej,że to tata dzieci,a ona ma swojego i nawet nie wiadomo kiedy przestała. Nie martw się na zapas,na pewno sobie poradzicie i będzie OK. Pozdrawiam.Justyna Odpowiedz Link
rhynox Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 03.11.04, 09:23 obiegając nieco od tematu, to ostatnio wpadła nam kaseta która ja nagrałam będąc w 5 klasie. gadam na niej jakieś dyrdymały o mojej rodzinie - bzdury nieistotne. Natomiast zaśmiewaliśmy się z moim mężem, bo przez ok 15 minut któreś bliśej nieokreślone w tej chwili już dziecko w tle pyta: mamo, mogę drugie jabłko? mamo mogę drugie jabłko? ktoś się może oburzy, że to skandal, by dziecko nie mogło sie do syta najesc jabłek, które są takie zdrowe - typowa patgologiczna rodzina wielodzietna, KTORA SZCZĘDZI DZIECIOM OWOCÓW!!! Ale dajmy na to na jesień - nie ma problemu - jabłka są tanie itd, ale kiedy o innej porze ktoreś z rodzców kupiło jabłka z myślą, że dla każdego po jednym - to bylismy nauczeni, że jeśli zjesz dwa - ktoś inny nie dostanie. No i zasada była przestrzegana. A że czasem kupowane było "po dwa" stąd to powtarzające się na taśmie pytanie. he he Ale ciepło mi się zrobiło na duszy jak sobie puściłam tę kasetę, a pyt o jabłko to mnie nawet wzruszyło. Odpowiedz Link
praktycznyprzewodnik Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 12.11.04, 11:15 Myslę sobie i myśle o tym poscie od tygodnia. Moje dzieci były małe w czasach "jak niczego nie było". To jest pokolenie częsciowo lat osiemdziesiatych, a czesciowo dziewiecdziesiatych. W tamtych czasach trudno było przejsc obok sklepu bez zadawania sobie pytania, czy warto stanąć w kolejce i czy ustawiac na osobnego członka kolejki takze tego, który się z trudem trzyma na nogach. Ze sklepu wynosiło sie towar w ilosciach "ile dawali", a czasem dawali po jednym a czasem po dwa. Moje dzieci w tamtych latach dostawały nieoczekiwane i chyba nie wyczekane czy wymarzone prezenty, bo były to rózne zabawki z transportów albo paczek od zagranicznych przyjaciół. A ja strzegłam się, by przynajmniej przy dzieciach nie zachwycac sie kazdym "G" i nie pytac przy nich, gdzie i w jakim dniu tygodnia mozna to i to kupic. Kupiono za skład rzeczy chowałam jak najgłebiej i wydzielałam w małych ilosciach. Te bardziej atrakcyjne towary zawsze jako dowód uznania za niezwykłe dokonania dziecka. Lubie mysleć, wiec juz wtedy, odrabiajac swoja panszczyzne przed sklepem, zastanawiałam się nad problemem, jaki to wszystko bedzie miało wpływ na stojace w tych kolejkach ze mna dzieci.I na inne dzieci stojace z matkami i babciami. Czy wyrosna na ludzi ceniacych dobra materialne czy odwrotnie ? Czy beda odczuwac satysfakcje z tego, ze zycie powoli przynosi im to i owo, czy beda pazerni ? Beradni czy ostro za zycie sie bioracy ? No i nie wiem. Bo to przeciez wy, młode mamy, jestescie tym "kolejkowym pokoleniem", któremu w udziale przypadł na dodatek obowiazek przemundurowania sie na kapitalizm. Moje dwoje najstarszych wyrosło na ludzi bioracych sie ostro za zycie. Reszta jeszce w domu siedzi. Odpowiedz Link
verdana Re: nieumiejetnosc odmawiania dziecku 12.11.04, 18:32 Moje dzieci też z lat osiemdziesiątych. Ale ja, leniwa i wyrodna, w kolejkach nie stałam. Moje malutkie dzieci żarły kaszankę, albo kartofelki pieczone, albo zupę. Bo mnie się nie chciało stać po szynkę. Najmóodszy z dobrobytu końca lat dziewięćdziesiątych, gdzie szynka tak się znudziła, ze o kartofelkach pieczonych człowiek marzy. Ich stosunek do dóbr materialnych jest chyba taki sam (z pewną poprawką na wiek), tzn. - raczej lekceważący (z wyjątkiem książek). Myślę, ze to co w sklepach się nie liczy. Ważne to, jak dom traktuje tą sprawę. Czy jest to ważne (oh, ile się nasłuchałam od kolezanek, że dzieciom kaszankę daję, a "za szynką" mi się nie chce stać, że biedne dzieci, ze dziecku potrzeba...). Moja mama przeżyła getto i obóz. I jakoś - nie prawiąc kazań - nauczyła mnie, ze jeśli jest co jeść, to narzekać nie tylko nie trzeba, ale wręcz nie ma o co. Odpowiedz Link