Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ?

28.11.04, 14:24
Bo moje tak. O wszystko są awantury, zabawka może leżeć miesiąc i kurzem
porastać, ale jeżeli jedno zacznie się nią bawić reszta też musi, już! teraz!
zaraz! Kredek równoczaśnie dostają trzy komplety - 36 sztuk, ale wszyscy
muszą rysować akurat tą jedną! Jedynym wyjściem jest kupowanie pięciu
identycznych rzeczy, tyle, że wtedy błyskawicznie tracą nimi zainteresowanie.
Wciąż słyszę bo on mi pobazgrał, ona mi zepsuła, on mnie popchnął, on mi
wypił, ona mi przeszkadza!!! Oszaleć można. Kto powiedział, że dzieci mające
dużo rodzeństwa są łatwiejsze we współżyciu? Z drugiej strony, z tego co
wiem, to w szkole czy przedszkolu, nie stwarzają takich problemów. Zgodnie
się bawią, są lubiani, chętnie się dzielą... To dlaczego w domu stale są
konflikty? Niby się kochają, nie mogą się doczekać, jak któregoś godzinę
dłużej nie ma, ale radość trwa krótko, bo on mi zepsuł, bo ona mnie
nadepnęła, bo on się wykrzywia, itd, itp...
    • grrrrw Czasem chca 28.11.04, 18:31
      Lepiej sie zachowuja w szkole, bo cwicza nieustannie zachowania społeczne.

      Okropnie sie zachowuja w okresach napiecia (matura, egzamin, okres
      przedswiateczny).
      najgorzej w wigilię. Jest nawet ludowe przysłowie "wilija dzieci bija, za piec
      wsadza, jesc nie dadza". Nie dziwie sie, ze bija. W wigilie dzieci sa okropne !
      • jol5.po Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 29.11.04, 08:53
        tak
        smile))))
    • sloneczniemi Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 03.01.05, 14:57
      “Aby uniknąć nie kończącej się próby sił dziecko/rodzeństwo/rodzice musimy
      staraćsięza wszelkącenę o całkowitąnieingerencję w ich wzajmene konflikty.
      Powstrzymujmy sie zarówno od stawania po czyjejś stronie, jak i od intewencji
      (o ile tylko nie ma ewidentnego zagrożenia fizycznego lub emocjonalnego)...”
      Cytat z książki “Rozsądne dziecko” elisa medhus
      co o tym sadzicie?
    • praktycznyprzewodnik Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 04.01.05, 17:44
      Próbuja i próbowały nie raz.
      Ale moze niech to rynox opisze, co sie bede przechwalać !
      • verdana Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 04.01.05, 21:20
        Sądzę, ze nieingerencja jest dobra, gdy chodzi o drobne przepychanki,
        sporadyczne skarżenie, kłótnie czy bójki "dla rozrywki". Ale nieingerencja nie
        może oznaczać nieuwagi. Rolą rodziców jest wiedzieć, czy dzieci biją się dla
        zabawy, czy też na serio, czy siły sa równe, czy zawsze wygrywa jedna strona.
        Przede wszystkim chodzi o to, czy dzieci "się biją" (jest w porzadku, nawet
        jeśli sporadycznie będa siniaki , krew sie poleje - trudno), czy też jedno
        dziecko jest bite, poniżane, maltretowane przez inne dziecko -a to jest
        absolutnie niedopuszczalne. W tym drugim przypadku uważam, ze konieczna jest
        każdorazowa interwencja. Nie mozna dopuścić, aby w naszym domu ktoś był bity -
        tak samo dorosły, jak i dziecko.
        Ale to wymaga dużej uwagi i obserwacji, podczas gdy powiedzienie "wszystkie
        dzieci się biją, najlepiej się nie wtrącać" moze spowodować, ze jakieś nasze
        dziecko będzie żyło w stałym strachu.
        • andaba Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 04.01.05, 21:47
          Tak drastycznie u mnie nie jest. Na razie wszystkie starsze są bite i poniżane
          przez najmłodszego, który wyznaje zasadę: dwoje oczu za oko. Rzuca się z
          pięściami (zdumiewająco silnymi jak na dwa latka) na każdego, kto śmie mu się
          sprzeciwić. Ale muszę przyznać, że mamusi ani tatusia nie bije, widać szacunek
          czuje.
          Jak mu wojowniczość nie przejdzie to blady strach. Silny jest bardzo, potrafi
          tak przechylić fotel na którym siedzę, że mnie zrzuca (fotel ciężki, a o sobie
          nawet nie wspomnę). Ojca już raz z krzesła wywalił. W ogóle przesuwanie mebli
          to jego ulubione zajęcie odkąd nauczył się stać samodzielnie. I co z takim
          zrobić ? Obawiam się, że tłumaczenie na wiele się nie zdaje, uwięzienie za karę
          w łóżeczku odpada, bo górą wychodzi, A dawanie mu wszystkiego co chce, żeby
          tylko nie bił nie jest raczej dobrym pomysłem. Ale na szczęście ogólnie jest
          pogodny i te ataki furii nie są bardzo częste.
          • jol5.po Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 13.01.05, 09:22
            Anadabo, to mały Herkules przecież!!! >przesuwanie mebli to jego ulubione zajęcie odkąd nauczył się stać samodzielnie< smile))))
            a do łóżeczka to lepiej nie wsadzać, gdy nie chce, bo powyciąga sobie szczebelki jak zapałki (cóż to pewnie dla niego) i nie będzie miała gdzie spać mały Herkulessmile
            pozdrawiam jola
        • mama5plus Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 05.01.05, 15:02
          Verdano, zgadzam sie w calej rozciaglosci.
          U nas bywaja konflikty ale nie ma bojek.
          Dzieci wiedza, ze nie mozna sie nawzajem lac czy szturchac,
          znecac nad kims i ze to jest zle.
          Mam odczucie, ze wlasnie ten nasz `nadzor`,
          pomaganie im w rozwiazywaniu konfliktow uzmyslowil im wiele rzeczy
          i pomogl spojrzec czesto na te druga strone medalu.
          I nie mowie o narzucaniu rozwiazan ale o wspolnym dochodzeniu do nich.
          Cos w stylu `pogadajmy o tym` ` moze to tak wyglada, jak sadzisz?`

          Np jedno drugie potracilo i drugie sfrystowane bo `ona mnie uderzyla`.
          Wkraczamy do akcji, wywiad obustronny (albo widzialam cale zajscie)
          i sie okazuje, ze potracenie nie bylo celowe a przypadkowe.
          Kwestia interpretacji.
          Dzieci by czesto na to czy inne rozwiazanie nie wpadly bo do pewnego wieku
          jeszcze trudno jest im przewidywac, domyslac sie wielu rzeczy a do tego gdy
          emocje biora gore..
          przeciez nawet nam doroslym zdarza sie czesto brak dobrej woli
          i pozytywnego myslenia w takich sytuacjach. Ile razy dzialamy zaslepieni
          emocjami? A dorosli jestesmy. I mamy juz na koncie
          pare lekcji i doswiadczen.
          A gdy juz sie do kogos uprzedzimy poczytajac kazde jego slowo i dzialanie za
          przejaw zlej woli (bo raz i drugi tak zinterpretowalismy jego intencje_moze
          slusznie, moze nie. Moze wyjasnienie i szczera rozmowa by sprawe zalatwily
          a moze zadoscuczynienie, przeprosiny... To my...a co dopiero dziecko.
          Z wiekiem jednak czlowiek trzezwiej mysli...ale ilez bledow popelni jesli nie
          ma w tym wlasciwego prowadzenia...

          A tak, w ww sytuacji..wyjasnienie, przeprosiny i problem rozwiazany. Nastepnym
          razem gdy
          cos takiego sie zdarza a nie ma jasnosci, pojawia
          sie pytanie: uderzylas mnie specjalnie czy celowo.
          naprawde juz biora te ewentualnosc pod uwage. Ucza sie rozrozniac premedytacje
          i brak zlej woli. Wszak to ogromna roznica..
          I same w oparciu o pewien wzorzec (wczesniej z nasza asysta a nastepnie bez
          niej) sa w stanie ten problem rozwiazac, wyjasnic sobie pewne rzeczy,
          przeprosic...I o dziwo nie zdaza sie jakos by celowo ktos kogos uderzyl.
          Od dawna juz.
          A i `przypadkiem` jakos bardziej ostrozne sa.

          Albo inny przyklad - tez z przeszlosci.
          Lily zaprotestowala glosno gdy Gloria ja szturchnela raz i drugi.
          Rozmowa. Dlaczego? Ano okazalo sie, ze Lily- nasz chochlik zawodowy,
          kpiarz nieustajacy, znecala sie nad starsza siostra psychicznie -
          potrafi tak naprawde bo nie wie gdzie sie koncza zarty i czasem bedzie sobie
          za kims chodzic i zarciki robic,dokuczac tym sposobem. Gloria jest cierpliwa,
          ale w koncu nie
          wytrzymala a slowa, `prosby i grozby` tez nie pomagaly.
          No to walnela ja w koncu z frustracji.
          Obydwie dostaly reprymende i instrukcje co w takich przypadkach robic
          (ktora zreszta nie narzucona ale doszly do niej w rozmowie),
          jedna drugiej powiedziala jak sie czuje (glownie to co Gloria powiedziala Lily
          bylo mysle istotne bo malej nie przyszlo do glowy, ze moze komus tym sposobem,
          zarcikami, krzywde robic i doprowadzac do ostatecznosci), ze i ta i ta
          zle postapila. Gloria wie, ze w takich przypadkach moze smialo przyjsc do nas
          i powiedziec bo skoro jej prosby i tlumaczenia i inne metody zawodza to my
          musimy wkroczyc do akcji.. A tluczenie nie ma racji bytu nawet jako
          ostatecznosc.
          No i dziala. Mam nadzieje, ze na przyszlosc przyda sie i w zyciu
          i nie stana sie nigdy milczacymi ofiarami znecania sie
          (czy to wsrod znajomych, w pracy, w zyciu prywatnym, kiedykolwiek)

          Czasem jest konflikt bo nie moga dojsc do porozumienia.
          Przychodza z tym do nas. Uwazam, ze dlatego, ze dylemat je przerasta
          a nie zeby paplac - zreszta sa to `rasowe` dylematy. Nawet nam czesto trudno
          znalezc zloty srodek.
          Myslimy wspolnie, radzimy nad rozwiazaniem tak by wszyscy byli zadowoleni.
          Nie zawsze sie da. Czasem ktos musi isc na wiekszy kompromis.... ale w sumie
          zycie to szkola...trzeba sie tych rzeczy nauczyc. Rowniez przez konflikty i
          starcia.
          Z tym, ze nie od razu dzieci wiedza jak to robic i tu nasza rola uwazam.
          Jest to owszem pracochlonne, ale owocne jak widze. Bardzo.
          I mam nadzieje, ze na przyszlosc tez to bedzie przekaz, ze moga ze swoimi
          zyciowymi problemami smialo przyjsc do nas. Nie rozwiazemy ich za nich,
          ale wysluchamy na pewno i moze wspolnie jakies rozwiazanie znajdziemy.
          W kupie latwiej o to, bo co dwie glowy... big_grin
          I obserwuje coraz czesciej, dochodza mnie sluchy, ze nasladujac te wzorce
          rozwiazuja juz same swoje problemy albo np Ella jako starsza wkracza do akcji
          miedzy Lily i Ollie i je naprowadza na wlasciwy trop. Bez naszego udzialu.
          Moze nauka nie idzie w las smile
          A moja odpowiedz na pytanie w tytule:
          - Nie, nie probuja.

          Moze to przypadek a moze rzeczywiscie ta metoda dziala.
          Mam taka nadzieje w kazdym razie smile
          • eleanorrigby Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 13.01.05, 09:39
            Moje czesciej sie razem bawia niz kloca,ale kiedy juz sie kloca,to ho,ho! Pare
            dni temu przeczytalam swietna ksiazke "Mamo!A on na mnie oddycha" dr Anthony
            Wolfa.Tez pisze o zasadzie nieinterwencji,ale w bardzo przystepny i zyciowy
            sposob.Ksiazka jest cieniutka i pelna konkretnych przykladow,opisuje
            rzeczywiste dzieci,a nie wydumane przyklady i pokazuje rozne wyjscia z danej
            sytuacji-lepsze i gorsze.Wyjasnila chyba wszystkie watpliwosci jakie mialam
            odnosnie tej metody.Naprawde bardzo polecam.Biegne wprowadzac w zycie!
            Kasia
          • jol5.po Re: Czy Wasze dzieci też próbują się pozabijać ? 13.01.05, 09:57
            sloneczniemi napisała:
            >?Aby uniknąć nie kończącej się próby sił dziecko/rodzeństwo/rodzice musimy
            >staraćsięza wszelkącenę o całkowitąnieingerencję w ich wzajmene konflikty.
            >Powstrzymujmy sie zarówno od stawania po czyjejś stronie, jak i od intewencji
            >cryingo ile tylko nie ma ewidentnego zagrożenia fizycznego lub emocjonalnego)...?
            >Cytat z książki ?Rozsądne dziecko? elisa medhus
            >co o tym sadzicie?
            to bardzo ciekawe pytanie, z książkami o podobnej treści i wymowie ("Jak mówić, żeby dzieci słuchały..., "Wychowanie bez porażek" itd.) zetnęłam się na studiach, jeszcze wtedy nie miałam dzieci. Przekaz był jasny: nie ingerować, a w podtekście znaczył, że często ingerencja doprowadza do eskalacji konfliktów, a czasami wręcz je powoduje. Znaczy się bardzo świadomie prowadząc swoje dzieci, uważając na mieszaniem się w ich sprawy, mozna otrzymać nagrodę w postaci braku konfliktów miedzy dziećmi (sprawa podejścia do tych konfliktów to inna sprawa, dopuszczalnosci lub nie pewnych form, jak bicie, ponizanie jest oczywista - ich ma nie być - z założeniawink.
            Mając więc założenia teoretyczne przystąpiłam do zajęć praktycznychwink - dzieci były małe i metoda działała, ale dzieci rosły i w pewnym momencie zauważyłam, że jednak pojawiają się emocje, które na sobie wyładowywują. Pojawiła się drobiazgowa wręcz walka o "sprawiedliwość społeczną", dzieci zaczęły walczyć (od wieku około 6, 7, 8 lat) o to, by było po równo, tak samo dla każdego. Z tego wynikają przeróżne konflikty, pojawiły się bójki - a czasami myślę sobie obserwując to wszystko, że mniej okrutne jest wyładowanie sie fizyczne, bo szczególnie płeć żeńska potrafi psychicznie dopiec o wiele bardziej, niż gdyby przywaliła piąchą.
            Dobrze, że swego czasu przeczytałam książki o nie ingerowaniu w konflikty, bo gdybym, od najmłodszych lat angazowała się w te ich przepychanki, to zakręciłambym się w to wszystko zdrowo i dziś chyba nie umiałambym odróżnić, czy walczą, bo chcą przciągnąć mnie na swoją strone, czy walczą, bo to naturalny proces, wynikający sam z siebie.
            Myslę, że to naturalny proces, zamiast na zewnątrz, ucza się w domu jak to się załatwia pewne sprawy w społeczeństwie, a że konflikty to sprawa społęczna, więc w małej społeczności bratersko-siostrzanej też muszą się pojawić, to naturalne.
            A podejście przez rodziców do konfliktów to całkiem inna (ech, równie długa) historiawink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja