andaba
03.02.05, 13:12
Moja córka w wieku 13-14 miesięcy podczas nabożeństwa majowego wchodziła do
prezbiterium. Zabierałam ją stamtąd, ale ksiądz odprawiający mszę mi
zabronił, kazał dziecku dać spokój. Nie przyszło mu do głowy, że dziecię
znienacka wlezie mu pod ornat...
Mniej więcej tyle samo miesięcy miała jak trzymałam ją podczas mszy na
kolanach. Nawet gzeczna była, ale przed nami siedział starszy pan, z
kompletnie łysą głową. Przez całą mszę czyniła usilne starania, zeby go w ta
głowę klepnąć. Na szczęście mam refleks i zawsze mi się udawało w porę złapać
jej łapkę, ale wokół nas siedzieli braciszkowie zakonni (to był klasztor
Kapucynów) i dusili się ze śmiechu. Wszyscy mieli czerwone twarze, zalane
łzami. Mnie dopiero to naprawdę rozśmieszyło.
Wczoraj (teraz ma pięć lat) przyprowadzona do pierwszej ławki oznajmiła
pełnym głosem: "Ja się nie umiem przeżegnać!". Oczywiście umie, nie wiem, co
jej odbiło, mało sie ze wstydu nie spaliłam! Dobrze, że organy już grały i
tylko okoliczne trzy ławki słyszały...