Nasze straty - mniej bolą?

15.02.05, 11:53
Zakłóce trochę radosną atmosferę tego forum, ale jak patrzę na inne rodziny
wielodzietne widzę, że rzadko się zdarza, zeby ktos kto ma czworo, piecioro
lub wiecej dzieci na ziemi, nie miał też jakiegoś w niebie... pewnie po
prostu 100% "powodzenia położniczego" statystycznie jest bardziej
prawdopodobne przy np. dwóch ciążach, niż przy pięciu czy ośmiu. Ale o tym
się nie mówi... gdy roni się pierwszą czy drugą ciążę wszyscy współczują,
przy piątej nawet jeżeli tego nie powiedzą, to myślą: "powinna się cieszyć".
Straciłam trzecią i piątą ciążę. Pogodziłam sie z tym, ale żal pozostał.
Gdy leżałam po poronieniu w szpitalu i beczałam w poduszkę, przyszła lekarka
popatrzyła na kartę, zapytała zdziwiona: "Masz w domu 4 dzieci?" odparłam, że
tak. "Zdrowe?" Tak. "No to o co płaczesz???!!!" Tak jakby posiadanie dzieci
wykluczało rozpacz po kolejnym, nienarodzonym. Z jednej strony wiem, że
powinnam się cieszyć (i cieszę się w każdej chwili), że mam dzieci i na pewno
dzieki dzieciom łatwiej jest dojść do siebie, ale denerwuje mnie uwazanie, że
zastąpią inne. Wiem, ze jest tak również w przypadku straty dziecka
narodzonego, niekoniecznie tuż po porodzie, ale i starszego. Dla mnie jest to
potworna strata nieporównywalna do niczego innego i nie dająca się zastąpić
innym dzieckiem. Przecież każde dziecko jest inne i każde jest kochane tak,
jakby było jedyne. Inne dzieci pomagają wrócić do równowagi, ale nie zastąpią
tego utraconego. A tak często się słyszy "nie placz, nie martw się, myśl o
tych co żyją. Myślę, ze normalna matka nie zapomni o dzieciach nigdy.
    • andaba Re: Nasze straty - mniej bolą? 15.02.05, 16:00
      Zgadzam sie z przedmówczynią.
      Ja również poroniłam dwoje, ale nie chcę o tym pisać, zwłaszcza na tym z
      założenia optymistycznym forum.
      Napiszę co innego, co nasunęło mi sie po przeczytanu słów Haliny o lekarce.

      Jak zaszłam w ciążę z córką (c.V p.III) i oznajmiłam ten fakt lekarce ta
      zmartwiona powiedziała; "A widzisz, chciałam ci dać tabletki". Śmiać mi się
      chciało i nie chciałam być niegrzeczna, więc się nie odezwałam. A potem
      zdziwiona zapytała: "Ty naprawdę chcesz tego dzidziusia?"

      Po urodzeniu najmlodszego syna po kilku miesiącach poszłam do kontroli do gina.
      Zbadał mnie, zastrzeżeń nie miał, więc gramoląc się z fotela żartem
      spytałam: "Wszystko w porządku? Można robić następne?" A doktor na to
      surowo: "Może już wystarczy, co? I tak ma pani za dużo, jak na dzisiejsze
      czasy."
      I tu już mi się nie chciało śmiać, tylko było mi przykro. Jakim prawem ktoś ma
      mi mówić ile powinnam mieć dzieci, jeżeli mnie stać na to, aby je wykarmić,
      ubrać i wykształcić, jezeli nie są zaniedbane, jeżeli jestem zdrowa i młoda i
      spełniam wszystkie warunki potrzebne do bycia matką.
      A Wy co o tym myślicie?
      • glupiakazia Re: Nasze straty - mniej bolą? 15.02.05, 16:58
        Tez sie zgadzam, ze mowienie "a co tam jedno, masz inne" jest po prostu
        okrutne.
        A sama bylam kiedys swiadkiem takiej sceny na porodowce: lekarka zszywala po
        porodzie kobiete, ktora urodzila drugie dziecko i mowi: no ja to bym pania
        zaszyla tak na dobre, bo dzieci juz wiecej nie trzeba.
        Co im wszystkim do tego??????????
        A my, zazwyczaj nic nie mowimy, "zeby nie byc niegrzeczna". Ale mysle sobie, ze
        wlasnie w takich sytuacjach trzeba byc niegrzecznym...
    • praktycznyprzewodnik Re: Nasze straty - mniej bolą? 15.02.05, 17:36
      A ja po szczesliwym urodzeniu najmłodszego poryczalam sie jak głupia. Płacze i
      placze, az wreszcie pyta mnie lekarka czemu. A ja na to, ze ze szczescia.
      Spojrzala na mnie dziwnie.
      Moze myslała, ze powinnam (G6P6) płakac z rozpaczy ?
    • mama5plus Re: Nasze straty - mniej bolą? 15.02.05, 17:37
      Tez sie zgadzam.
      Mnie szczesliwie jak dotad ominely poronienia
      ale gdy moja znajoma po stracie siodmej ciazy wpadla
      w silna depresje wszyscy ja w ten sposob "pocieszali"

      Tak jak chyba tylko wielodzietni rozumieja pragnienie
      powolania do zycia wiecej niz pierwszego czy drugiego dziecka.
      Moze to tylko moje subiektywne odczucie, ale gdy staralismy sie
      ostatnio o kolejne dzieciatko (szoste) i szlo dosc opornie,
      naprawde ten temat byl dla wielu abstrakcja (bo przeciez macie juz piatke).
      Majac te swiadomosc zreszta rzadko go poruszalam.
      • jol5.po Re: Nasze straty - mniej bolą? 16.02.05, 08:16
        sad((
        Halinko - głupia lekarka
        ale właśnie jakoś tak lekarzom się często zdarzają podobne komentarze.
        Zawsze mam opory, żeby pójść do lekarza z kolejną ciążę - "ojej, trzeba się było zabezpieczyć", a potem: "to może juz dosyć", "teraz trzeba juz uważać" itp.itd.
        jest mi smutno i przykro
        ta troska w głosie...
        • mareszka5 Re: Nasze straty - mniej bolą? 16.02.05, 18:07
          Tak, ja też często spotykam się ze zdziwieniem, że mam troje dzieci (ponoć nie
          wygladam smile)),ale nie wiem jak powinnan wygladać???)i oczywiście zaraz potem
          słyszę..."ale juz chyba wystarczy" i ogromne zdziwienie, kiedy mówię, że nie
          wystarczy i myślę o następnym...jest jeszcze druga wersja, kiedy ludzie słyszą
          ze mam troje dzieci, pytają sie z dziwnym uśmieszkim, kiedy następne? i
          oczywiscie większość sądzi, że po prostu nie umiemy się zabezpieczać i tak
          naprawdę wcale tylu dzieci nie chcieliśmy...Smutne to wszystko, czuję się
          jakbym była jakąś ciekawostką, niezrozumiałą dla reszty społeczeństwa, a jak
          juz mówię, ze okres ciąży i porodu to najpiekniejsze momenty w moim zyciu, to
          juz mają mnie za wariatkęsmile)))
    • mareszka5 Re: Nasze straty - mniej bolą? 16.02.05, 18:23
      To bardzo smutne co napisałaś, ale takie podejscie, moim zdaniem, bierze się z
      tego, że dzieci traktuje się dzisiaj jak kolejny etap "dorabiania się", mamy
      już samochód, mieszkanie, urządziliśmy się, wyszaleliśmy, to teraz czas na
      dziecko, jedno, ew. drugie do pary, żeby ładnie rodzina wyglądała i wystarczy.
      Kolejne dziecko to juz zbędny "dodatek", ponad program, jego strata nie będzie
      juz taka bolesna, może nawet lepiej się stało, bo w dzisiejszych czasach tyle
      dzieci...??Wiem, że to strasznie zabrzmiało, ale czasem czuję, że ludzie mają
      właśnie takie nastawienie. Nie rozumieją, że naprawdę można chcieć i kochać
      kolejne dziecko, nie mniej niż pozostałe, że każde jest dla nas nową, wyczekaną
      istotką i bólu po jego stracie, nie ukoi fakt, że mamy już dzieci...
      • eleanorrigby Re: Nasze straty - mniej bolą? 16.02.05, 19:08
        Przychodzą mi na myśl dwie sprawy:
        1.Polacy nie lubią dzieci.Zauważcie,że ogólnie rzecz biorąc dzieci nie są mile
        widziane w miejscach publicznych typu bank,poczta,urząd itp.Dzieci są uciszane
        na każdym kroku,przywoływane do porządku i uważane za utrapienie.Polacy,mam
        wrażenie,jacyś tacy ponurzy są i przygnębieni,a radosne,wesołe i żywe dziecko
        burzy nastrój powagi i dostojeństwa.Przykład:wizyta u teściów.Moje dzieci
        wychodzą,i zbiegają ze schodów,wiadomo,robiąc przy tym sporo hałasu.No i się
        zaczyna :"ach,jak oni hałasują,to innym przeszkadza"!,"dzieci cicho,nie
        biegajcie!""Za każdym razem im powtarzam a oni.."itd.itp.Dzieci,w ogólnym
        pojęciu,to KŁOPOT.Częste są teksty w stylu:"jak podrosną będzie Ci
        lżej".ALbo,"musisz sobie jakoś radzić".Albo "jak ty sobie biedulko
        poradzisz?".A ja mam dzieci,żeby ,mieć PRZYJEMNOŚĆ.No,ale skoro dzieci to taka
        smutna konieczność i wieczne zmartwienie,to strata kolejnego to dla matki ulga
        i szczęście,no nie?
        2.Wszechobecna,okropna arogancja służby zdrowia,zwłaszcza państwowej.Mówienie
        do pacjentów po imieniu,tłumaczenie jak idiotom,bądź,częściej brak
        tłumaczenia,przekonanie o własnej nieomylności i wszechwiedzy,brak pokory...Ja
        wiem,że płace niskie,że trudna praca..ale o tym wszystkim chyba wiadomo przed
        podjęciem studiów medycznych?.Pewnie,że są perełki,tylko niełatwo na nie trafić.
        Na odreagowanie polecam wakacje w Skandynawii.Oni tam chyba jakąś politykę
        prorodzinną uprawiają,bo wszędzie spotyka się udogodnienia dla rodzin z dziećmi
        i matek karmiących.
        Kasia
    • kachna0 Re: Nasze straty - mniej bolą? 16.02.05, 19:08
      Po części w temacie: Mnie lekarz na kontroli po pierwszej ciąży zapytaj: :To
      co, jakieś pigułki?". Po drugiej ciąży, już inny lekarz na moje pytanie
      dotyczące cyklu i zawirowań odpiwedział :" W sumie najważniejsze, że nie jest
      Pani w ciąży! Po zakończeniu karmienia poradzimy sobie z tym. Damy pigułki".
    • mama68 Re: Nasze straty - mniej bolą? 17.02.05, 06:06
      To nieprawda że nasze straty mniej bolą! Od kiedy niema mojego Mikołaja nie umię
      funkcjonować normalnie w rodzinie,moje myśli wciąż są razem z Nim!
      Choć wiele razy słyszałam że muszę dalej żyć bo mam jeszcze pięcioro dzieci to
      tak naprawdę są dni w których mnie to nie obchodzi.Każde dziecko jest inne,wnosi
      do rodziny coś innego i tak jest w naszym przypadku.Cierpię na brak obecności
      Mikołaja,jego gadania,śmiechu,dopytywania się.Myślę że ten ból nigdy nie minie
      ale mogę nazwać się szczęściarą że mój synek był z nami prawie 10 lat,mamy tyle
      wspomnień!
    • akve Re: Nasze straty - mniej bolą? 17.02.05, 22:37
      Bardzo bola straty...
      Przeżyłam dwie.
      Bardzo długo nie mogłam nawet o tym myśleć taki to sprawiało ból, a co dopoiero
      mówić czy pisać.
      Nie pamiętam komentarzy co do tego ,ze mam juz dziecko czy dzieci.Ale pamiętam
      jedna lekarke ze szpitala i jej słowa ,których po tylu latach nawet nie jestem
      w stanie napisać ,tak były okrutne , bezmyślne i nieludzkie.Pamiętam ta kobietę
      i widze ja,i jej twarz.I nigdy nie zapomne , choć wybaczyłam.
      Często myśle o moich dzieciach w niebie...Czuje ich obecność.Nikt ich nie
      zastąpi...
      I prosze je o wstawiennictwo.
    • magduniar3 Re: Nasze straty - mniej bolą? 17.02.05, 22:54
      Nie doświadczyłam sama takiej straty, ale myślę, ze to wcale mniej nie boli.
      Tak naprawdę dopiero trzecia ciąża i poród uświadomiły jak kruche jest ludzkie
      życie. I tak naprawdę decyzję o kolejnym dziecku (choć bardzo go pragnę)
      odkładam nie z powodów finansowych czy nawet niechęci męża, ale właśnie z obawy
      o jego życie, zdrowie, a także po trosze z obawy o siebie.
      Prawie codziennie uczestnicze w pracy w rozmowach typu: Po co ci tyle dzieci. W
      osłupienie wprawił mnie miły(zazwyczaj) dyro, który stwierdził, że zawsze mogę
      urodzić sobie następne.
      Pozdrawiam
      Magda
    • elgosia Re: Nasze straty - mniej bolą? 18.02.05, 14:46
      Ja mam dopiero jedno dziecko i drugie w drodze, ale zauważyłam już jedna rzecz:
      Strata dziecka przy posiadaniu już co najmniej jednego jest o
      tyle "łatwiejsza", że po pierwsze: trzeba żyć dla żyjących, co pomaga zwyciężyć
      smutek i depresję, a po drugie świadomość, że ma się dziecko pomaga utwierdzić
      się w nadziei na kolejne. Przy stracie pierwszego jest strach, że się w ogóle
      nie może mieć dzieci. Piszę to poniekąd z własnego doświadczenia, jak w 7 tyg
      tej ciąży lekarz stwierdził puste jajo płodowe, brak tętna. Po tygodniu już
      zobaczyłam moją Kruszynkę, ale ten tydzień dał mi do myślenia i stąd powyższe
      wnioski.
      Nie umniejszam straty - każde dziecko jest wyjątkowo kochane, ale myślę, że
      może być łatwiej ją przeżyć, jak ma się już dzieci.
      • mama68 Re: Nasze straty - mniej bolą? 19.02.05, 08:28
        elgosia napisała:

        > Ja mam dopiero jedno dziecko i drugie w drodze, ale zauważyłam już jedna rzecz:
        >
        > Strata dziecka przy posiadaniu już co najmniej jednego jest o
        > tyle "łatwiejsza", że po pierwsze: trzeba żyć dla żyjących, co pomaga zwyciężyć

        Nawet niewiesz jak bardzo się mylisz!




        • elgosia Re: Nasze straty - mniej bolą? 19.02.05, 21:09
          Nie chciałabym się dowiedzieć naprawdę, ale piszę, jakie były moje odczucia jak
          myślałam, że straciłam drugą ciążę. Myślałam sobie, że nie wolno mi rozpaczać,
          bo mam Tomusia i muszę dla niego żyć. Nie wiem, co by było, gdybym naprawdę
          ciążę straciła, ale może inni, na całe szczęście dla nich, niedoświadczeni mogą
          myśleć tak jak ja. Także powodem pocieszeń typu: masz jeszcze dzieci nie musi
          być zawsze zła wola - raczej niedoświadczenie. Ja sie tak właśnie pocieszałam,
          ale nie chciałabym tego usłyszeć od osób trzecich. W obliczu czyjegoś
          cierpienia najlepiej milczeć...
    • trzebowianka Re: Nasze straty - mniej bolą? 18.02.05, 22:46
      A ja myslę, że to wynika z faktu, szczególnie gdy umrze niemowle albo dziecko
      nienarodzone, że traktuje się u nas dzieci nie jak ludzi, konkretnych ludzi,
      ale jak przypadki, czy gorzej jeszcze, jak kawałki mięsa, które wprawdzie
      trzeba nakarmić, przewinąc i uspić, ale do świata prawdziwych ludzi to oni
      jeszcze nie należą. A więc i strata nie jest wielka. Szczególnie uderzyło mnie
      to przedmiotowe traktowanie dzieci, gdy moja córka, zarza po porodzie, trafila
      na patologie noworodka z ciężką infekcją. Oni jej tam nie tarktowali jak osoby,
      która czuje, widzi, mysli, postrzega, ale jak przedmiot, który poddac trzeba
      różnym zabiegom, aby działał bez zarzutu. Smutne to.
      • wiga1968 Re: Nasze straty - mniej bolą? 20.02.05, 16:47
        Moje dzieciątko miałoby teraz 2 latka, a straciłam je w 10 tyg (C7P7).
        Pielęgniarka stwierdziła, że już mi wystarczy dzieci, że powinnam iść do
        lekarza, to przepisze mi tabletki. Słysząc taką "argumentację" rozryczałam się,
        a pielęgniarka nie mogła zrozumieć, dlaczego. Dlaczego my już cieszyliśmy się ,
        że będziemy mieli dziecko, że dzieci też cieszyły się. 13 letnia wtedy córka
        stwierdziła, że to najlepszy prezent imieninowy, bo akurat w dniu jej imienin
        dowiedziała się, że będzie mieć braciszka lub siostrzyczkę. Pielęgniarka
        przyprowadziła do mnie koleżankę i próbowała jej ze zgrozą tłumaczyć, że ja
        płaczę z powodu straty 7 dziecka (chyba zamiast się cieszyć!). Na szczęście ta
        druga miała trochę więcej rozsądku.
        Długo nie mogłam dojść do siebie, widziałam i nadal widzę swoją wine w tym, co
        się stało. Rok później zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko, bo myśląc ciągle
        o tamtym nie mogłam już przejść spokojnie obok jakiegoś wózka. Właściwie
        wydawało mi się, że na ulicy widzę tylko wózki. Pomimo trudnej ciąży i ciągłych
        obaw, że historia może się powtórzyć, urodził się Szymon i złagodził tęsknotę
        za tym utraconym dzieckiem.
        • grrrrw Pełno nas jakoby nikogo nie było 20.02.05, 16:52
          z jedna malutka dusza tak wiele ubyło.
    • wieczna-gosia Re: Nasze straty - mniej bolą? 21.02.05, 14:46
      Poronienie mnie nie ominelo, natomiast ominela mnie faktycznie jakas glebsza
      rozpacz.
      Ale za tekst w szpitalu po lyzeczkowaniu "no to chyba juz koniec" gotowa bylam
      zabic. Nie mam glebszych refleksji po poronieniu, ale sadze ze mam taka
      "przyrodnicza" konstrukcje ze ne mialabym ich i po pierwszym dziecku. Natomiast
      uwazam, ze lekarze nasi zdecydowanie powinni miec wiecej wykladow z empatii.

      Kiedy lezalam z Ola w szpitalu na naszej sali polozono kobioete, ktora urodzila
      martwe dziecko. TO BYL KOSZMAR my z dzieciakami przy piersi a ona sciaga i
      wylewa. My za bardzo nie chcialysmy swiergotac i dzidziusiach, ona zas nie za
      bardzo chciala sie afiszowac swoja rozpacza, i wszystko bylo takie nie za bardzo.

      Po dobie ona niesmalo poprosila pielegniarke zeby ja przeniosla do osobnej sali.
      A pielegniarka najpierw sie nadarla na nia ze czy nie widzi ze lozek brakuje a
      potem na nas ze nie wspieramy. Kurna. Czy ona nie widzi ze czlowiek w chwili
      najwiekszego szczescia samym swoim szczesciem doluje tego, kto wlasnie jest w
      najglebszej rozpaczy. Zrobilysmy wtedy heizel na pol szpitala.

      Acha, i jeszcze mnnie wkurzalo po poronieniu ze lekarz rozmawia se mna uzywajac
      terminow medycznych. Tkanka, zarodek. Przy wyskrobku chociaz nie mam glebszych
      refleksji pizdnelam drzwiami i wyszlam..... no jak tak mozna. Poronilam przeciez.
      • grrrrw Re: Nasze straty - mniej bolą? 21.02.05, 15:26
        Ja swoje opisalam na poronieniu. Kto chce niech szuka. To bylo troche dawno,
        ale nie sadze, zeby sie cos w szpitalach zmienilo.
        • mamakini Re: Nasze straty - mniej bolą? 04.03.05, 13:24
          Leżałam na patologii ciąży razem z kobietą w pierwszej, poprzedzonej długim i
          skomplikowanym leczeniem, ciąży. Któregoś dnia usłyszłam z ust lekarza tej pani
          następujący komentarz: "Jeszcze trochę potrzymamy panią w szpitalu tak na
          wszelki wypadek. To w końcu pani pierwszy dziciuś a nie piąty więc nie ma co
          ryzykować." Byłam oburzona jego zachowaniem! Do dziś nie mogę o tym myśleć
          spokojnie! Basia
    • ulkad Re: Nasze straty - mniej bolą? 22.03.05, 11:09
      Ja o malo nie stracilam trzeciego dziecka - zaczely mi sie saczyc wody w 22
      tyg, potem niby przestaly, ale po tygodnio od wypisu znowu to samo i znowu
      szpital. Pamietam, jak bardzo przezywalam kazde USG, które pokazywalo, czy wód
      ubywa, i czy Grzes ma ciagle tylko 500 g czy moze juz troche wecej. Jak bardzo
      sie cieszylam, ze ma juz 700 i ma jakies szanse, gdyby sie urodzil. My
      planujemy jeszcze jedno dziecko w przyszlosci, ale wszyscy wokól chyba traktuja
      to jako zart, a nie prawdziwe zamiary. Tyle, ze tak naprawde w glebi serca ja
      mam obawy, ze jesli trzy razy nam sie udalo, mamy trzech zdrowych synków, to
      moze juz wyczerpalismy swój limit?
      • magduniar3 Re: Nasze straty - mniej bolą? 22.03.05, 15:16
        ulkad napisała:

        >Tyle, ze tak naprawde w glebi serca ja
        > mam obawy, ze jesli trzy razy nam sie udalo, mamy trzech zdrowych synków, to
        > moze juz wyczerpalismy swój limit?

        Czuję to samo co ty, szczególnie że jestem po operacji torbieli i nie wiem czy
        powinnam podejmować ryzyko.
        • fizula Re: Nasze straty - mniej bolą? 18.11.05, 23:28
          Ja co prawda mam dopiero dwójeczkę dzieci (a jedynie marzenia o trójce czy
          czwórce), ale na ten temat też pewne przemyślenia. Gdy miało się urodzić moje
          młodsze dzieciątko opowiadałam starszej Lidzi przed spaniem "opowieść o sercu
          rodzica" wymyśloną przeze mnie. Po krótce polegała ona na tym, że gdy poczyna
          się i rodzi nowe dziecko, to serce mamy i taty rośnie, jest coraz większe. I
          nawet, jeśli dzieci się boją, że mniej dla nich samych miłości (czasu, zabawek
          itp.), to w rzeczywistości jest odwrotnie: serce kochającej mamy tak bardzo
          rośnie, że miłości jest więcej i dla starszego, i dla młodszego.
          Opowiadałam tak nie dla uspokojenia dziecka wyłącznie, ale ponieważ tak sobie
          właśnie myślę. A smutną tego konsekwencją jest też, że ból utraty dla
          takiego "rozrośniętego" serca jest też większy, chociaż może czasem pozory mylą.
          Bywajcie zdrowi!
          • kalina1 Re: Nasze straty - mniej bolą? 19.11.05, 07:26
            Przeczytałam to co napisałyście , i odrazu po przeczytaniu postu haliny25
            poczułam się jakbym to ja pisała, poronienia też mnie nie omineły i tego typu
            komentarze ...ale z takimi dziwnymi komentarzami spotykam się też w urządach
            jak powiem ile mam dzieci [bo jak nie powiem to podobno nie widać, to może
            powinnam nosić bluzkę z napisem ile mam dzieci ]" po co pani tyle dzieci , a
            szczegolnie jak się chce coś w urzędzie załatwić wtedy często słysze trzeba
            było myśleć prędzej ....albo przy okazji czyjejś tragedii, ktoś mowi że ja to
            bym tak nie cierpiała bo mam tyle dzieci, a po sracie jedynaka .....czy my
            mając więcej dzieci jesteśmy jakieś inne czy mamy inne uczucia niż te ktore
            mają mniej dzieci ....czasem po takim komentarzu zastanawiam się co jest nie
            tak ?????
            pozdrawiam M
            • nastka_7 Re: Nasze straty - mniej bolą? 19.11.05, 09:02
              >....albo przy okazji czyjejś tragedii, ktoś mowi że ja to
              >bym tak nie cierpiała bo mam tyle dzieci, a po sracie jedynaka .....czy my
              >mając więcej dzieci jesteśmy jakieś inne czy mamy inne uczucia niż te ktore
              >mają mniej dzieci ....czasem po takim komentarzu zastanawiam się co jest nie
              >tak ?????

              Oczywiście jestesmy takie same jak inne matki.
              Myślę, że tu chodzi o to, że jak tamta mama straci jedynaka to "nie ma juz dla
              kogo żyć".
              Wielodzietna mama jak straci dziecko to ma jeszcze inne dla których wie, że
              warto zyć, ale oczywiście nie umniejszam straty. Tak tylko próbuję głosno
              mysleć...

              Strata zawsze będzie stratą, czy miało sie jedno dziecko czy kilkoro.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja