andaba
19.02.05, 16:36
Trójka dzieci, którym świnka przestała dokuczac, a wyjść jeszcze nie mogą.
No więc siedzą w domu i się biją.
Proponuję: Moze pogramy w memo? NIEEEEEEEEEEE!
Może poukładacie puzzle? NIEEEEEEEEE!
Zagracie w szachy? NIEEEEEEEEEE!
Porysujecie? NIEEEEEEEEE!
Może bajkę puścić? NIEEEEEEEEEEE!
Może posegregujecie zabawki? NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
Poczytamy? NIEEEEEEEEE!
To co chcecie robić??!! GRAĆ!!!
Graliście? Nooooo....
No i tak tłumaczenia, ze nadmierne siedzenie przy komputerze jest szkodliwe
na liczne uklady i narządy, przypomina efekty mówienia do obrazu.
Najstarszy poszedł na pole, no bo w końcu co winny, że świnkę do domu
przyniósł i że rodzeństwo uziemione. Siedzieli więc na oknie z nosami
przylepionymi do szyby i spychali się wzajemnie z parapetu. Nie rysowali
wcale (normalnie uwielbiają - skończylo sie na wywaleniu granatowej
plakatówki na Dankę). Puzzli nie dotknęli (normalnie układają kilka pudelek
dziennie). Nie grali w żadną grę (normalnie grają kilka razy).
Całe szczęście dwójka młodszych poszła spać (młodszy rutynowo, a starsza
obrażona po ostrej reprymendzie po ostatnim przebieraniu). Chłopcy zmuszeni
do cichego zachowania zajęli się kotem (biedny kot, ale nie chce mi się
ratować go z opresji, bo uwaga znów skupi się na mnie, a chwilowo moja
pomysłowość w dziedzinie organizacji czasu się wyczerpała). Pozostaje mieć
nadzieję, ze kot przeżyje ubieranie skarpetek i wożenie w lalczynym wózku. To
ostatnie zdawało mu się nawet podobać. Nie dziwię się, posadzili go na moim
jaśku! Trudno... Przeboleję... Byle jeszcze chwila spokoju...