mieć dzieci i nie zwariować

17.01.06, 10:29
na innym forum jedna z mam wielodzietnych (agnjan) podzieliła się takim fajnym tekstem, a że naprawdę warto go przeczytać, szczególnie w wypadku dużej rodziny (aby nie zwariować własnie), wklejam u nas

Mieć dużo dzieci i nie zwariować
Stefan Mucha

Podejście praktyczne, nie akademickie

O wielodzietność ocieram się nie tylko z racji przywileju życia z małżonką
(Ola) i czwórką dzieci (Mania 15, Antek 12, Benio 8, Marunio 6), ale również
z powodu funkcjonowania w środowisku, w którym dwójka dzieci traktowana jest
jako dobry początek.

Mocny skład rodziny traktowany jest przez znaczącą część otoczenia jako
oznaka braku opanowania prostej umiejętności wystrzegania się ciąży. W
rozmowie ze znajomymi, którzy mają więcej niż trójkę dzieci, odkryliśmy
kiedyś funkcjonowanie prostej zasady: im mniej dzieci w rodzinie, tym więcej
narzekania na trudności wychowawcze.

Ale do rzeczy! Co się sprawdza?

1 postawa obdarowanego rodzica
Mamy dzieci, ale ich nie posiadamy. Nie należą do nas, choć są nasze. Nie są
naszą zasługą i żelazną konsekwencją naszego kreacyjnego sprytu. Nie są
splotem okoliczności.
My, rodzice – tłumaczyłem kiedyś dzieciom – żyliśmy kiedyś z osobna, ale
stało się coś niesłychanego, choć naturalnego. Jesteśmy razem! Powstała
Drużyna Obrączek. Potem do reprezentacji powołane zostały dzieci. Idealnie
pasują. Nie jesteśmy selekcjonerami – kadrę buduje Stwórca, Bóg Dobry. Razem
dostajemy Puchar Świata, choć wcale nie musimy pokonywać innych.


2 rezygnacja z pępkowania swiatu
Nasza rodzina jest ważna, ale nie najważniejsza. Nie jesteśmy osią
wszechrzeczy i centrum wszechświata. Nie oczekujemy zbawienia od siebie ani
od naszych dzieci. Mamy swoje poglądy na małżeńskie i rodzinne szczęście, ale
one zawodzą. Jest wizja większa od naszych i da się ją odczytać, gdy nie
rządzą nami emocje i kurczowe trzymanie się swoich poglądów i postaw. Dzieci
nie są środkiem do łatania naszych emocjonalnych braków.


3 słuchanie


Niestety łatwo i wytłumaczalnie zdarza nam się dzieci ignorować, wysłuchiwać
pozornie lub selektywnie, lub udawać chęć zrozumienia o co im chodzi.
Wyczuwają to natychmiast, nawet wtedy, gdy starają się ukryć, że lekceważenia
nie dostrzegają. Kiedy porządnie słuchamy, to znaczy, że się troszczymy, co
cenią bardziej niż wielkie miłosne słowa. Wtedy śpią spokojnie.


4 zgoda na przepływ życia
Czasem po uszy wypełnieni jesteśmy mądrymi radami, wymaganiami, kryteriami i
oczekiwaniami, szczególnie, gdy dziecko wydaje się „trudne”. Jeśli sami
zamkniemy się w tej pozornej „świątyni mądrości”, to w końcu powiemy dziecku,
że też ma się zamknąć. Żeby być blisko dziecka trzeba pozbyć się wszyskich
postaw i myśli, które nie pozwalają go dostrzec.


5 pełen magazyn zaufania i szczerości
Z każdym dzieckiem z osobna budujemy mentalny magazyn zaufania i szczerości.
Niektóre nasze zachowania wnoszą do magazynu zaufanie i szczerość, inne
oznaczają , że zaufania i szczerości zaczyna brakować. Zasilaniem magazynu są
wszelkie przejawy serdeczności, dobroci, uczciwości, troski, pomocy,
zaangażowania, życzliwości, szacunku, uprzejmości, uwagi, zrozumienia,
radości, zainteresowania, otwartości, współczucia, cierpliwości,
towarzyszenia w sytuacjach trudnych i bolesnych.
Uszczupleniem magazynu są wszelkie przejawy oschłości, niecierpliwości,
złośliwości, braku szacunku, narzucania swojego zdania, agresji, chamstwa,
bezczelności, nieuczciwości, obojętności, wrogości, unikania kontaktu,
wyniosłej obcości, lekceważenia, odsunięcia, zarozumiałości, pogardy,
znieczulicy.
Uszczuplenia ważą o wiele więcej niż zasilenia.


6 życie w blaskach i cieniach
Każde dziecko, owszem, rodzic również – ma święte i niezbywalne prawo do
przejawów bylejakości. Jesteśmy razem na znośne i nieznośne. Jeśli słońce nie
zachodzi nad naszymi przywarami – jest w porządku. Jeżeli nie umiemy
przepraszać i otorbiamy się w naszych wadach i słabościach – snujemy się po
domu jak złodziej.


7 trzymanie się rodziców
Dość często rodzice dają do zrozumienia, że są razem już tylko ze względu na
dzieci. To sugerowany przejaw heroizmu i kosmicznej miłości do pociech. Ale
największy dar, jaki rodzice mogą dać dzieciom, to ich wzajemne trzymanie się
siebie – mimo wszystko. Jeśli dzieci dostają właśnie to – mają wszystko.
Dobre warunki, dobre szkoły, dobre jedzenie, świetne gry i zabawki mają wobec
tego znaczenie drugorzędne. Nie, trzeciorzędne.


8 trzymanie się dzieci
Dzieci nie potrzebują naszej sprawiedliwości ani żelaznej konsekwencji.
Zdroworozsądkowe zasady bywają przydatne, ale nie traktowane jako
nienaruszalna zasada. Dobry Bóg przeniósł nad sprawiedliwość miłosierdzie i
rodzice mogą się tego z czystym sumieniem trzymać. Zawsze mamy być po stronie
dzieci. Niekoniecznie po stronie ich zachowań i argumentów. W sporze z nami –
mamy być po ich stronie. W sporze ze szkołą – po ich stronie. W sporze z
naszą wizją udanego potomka – mamy być po ich stronie. Kiedy zaczną spierać
się z życiem, będą spokojne, że mogą na nas liczyć. Będą bogate.


9 pilnowanie naturalnej hierarchii
Dzieci czują się niepewnie, gdy rola ojca ma w domu wielu odtwórców. Nie jest
im też dobrze, gdy o tatę trudno, ale mam jakby nadmiar. Kolejność porodów
też sugeruje istnienie w domu porządku przyrodzonego. Jak powiada mój
przyjaciel: „Akordeon w domu – harmonia w rodzinie!”. Kiedy domowa drabina ma
powyłamywane szczeble, staje się huśtawką. Balansujemy wtedy od głupawej
pobłażliwości, do nadmiernej surowości. Wszystkim źle.


10 wyłączenie z kibicowania
Są między rodzicami drażliwe sprawy, które nie potrzebują trybun i
komentarzy. Wiem o tym i mam nadzieję, że w końcu opanuję sztukę tak
wymagającą. Być może będę już wtedy dziadkiem (gdy nie wiesz, jak kochać, to
kochaj jak dziadek!). Ale serce mi świadkiem – próbowałem i będę próbował
nadal.
Źle jest, gdy towarzyskim rozmowom dorosłych na dorosłe tematy towarzyszą
odstające uszy nieletnich. Tolerowanie tego jest chorobą powszechną – tym
gorzej. Nie obdzierajmy dzieciarni z dzieciństwa.Nie potrzebują też kibiców
dzieci, gdy czują się dobrze w swoim gronie. Nadopiekuńczość to zbrodnia
przeciw niewysokiej ludzkości.


11 wspólny śmiech
Śmiech uzdrawia, ratuje, pomaga, jednoczy, pociesza, przedłuża życie i pomaga
je łapać. Święty jest śmiech. Śmieje się Ten, który mieszka w niebie. Nie
tylko z przewrotnych, ale razem z wesołymi też. Rodziny, które często się
śmieją, mają bardzo małą szansę na rozpad. Poradzą sobie i wtedy, gdy trzeba
razem zapłakać. Potrzeba obecności wyraża się najsilniej w pragnieniu
wspólnej radości. Kiedy jesteśmy razem – świat jest w porządku.
    • jol5.po i jeszcze coś 17.01.06, 11:54
      i jeszcze coś z życia wzięte, z praktyki

      Buciki
      Pani przedszkolanka pomaga dziecku założyć wysokie, zimowe botki. Szarpią się, męczą, ciągną... Jest! Weszły! Spoceni siedzą na podłodze, dziecko mowi:
      - Ale założylismy buciki odwrotnie...
      Pani patrzy, faktycznie. To je ściagaja, morduja się sapią. Uuuf, zeszły. Wciągaja je znowu, sapią, ciagną, nie chcą wejść... Uuuf. Weszły. Pani siedzi, dyszy a dziecko mowi:
      - Ale to nie moje buciki...
      Pani niebezpiecznie zwężyły się oczy, odczekała i znowu szarpie się z butami... Zeszły. Na to dziecko:
      - To buciki mojego brata i mama kazala mi je nosic...
      Pani zacisnela rece mocno na szafce, odczekała aż przestaną się trząść, przełknęła ślinę i znow pomaga wciagać buty. Tarmoszą się, wciągają, silą się... Weszły.
      - No dobrze - mówi wykończona pani - a gdzie są twoje rękawiczki?
      - Mam schowane w bucikach...


      • bbas Re: i jeszcze coś 17.01.06, 12:58
        Błahahaha!! Piękne!!!!! smile smile)
      • utka Re: i jeszcze coś 17.01.06, 14:56
        dobreeeeeeeeee ..... na koniec pracy i czekajaca mnie za chwile wizyte u
        dentysty.

        Jolu - you've got mail ... smile
        • rhynox Re: i jeszcze coś 18.01.06, 11:15
          mile to takie...
          • oleswava Re: i jeszcze coś 26.01.06, 21:56
            genialnesmile naprawdę świetnebig_grin
            • jol5.po Re: i jeszcze coś 18.10.06, 12:37
              dołaczam do starego wątku (tak czy siak warto go odnowić) taki fajny tekst -
              wisiał sobie gdzieś w internecie
              może trochę seksistowski (a co niech się dostanie tym facetom), ale smieszny

              ONA: Co tak siedzisz?
              ON: Jak siedzę?
              ONA: Taki znudzony. Dawniej się ze mną nie nudziłeś.
              ON: Nie jestem znudzony. Czytam gazetę.
              ONA: Dawniej w moim towarzystwie nie czytałeś gazety.
              ON: Od czasu jak jesteśmy małżeństwem, stale jestem w twoim towarzystwie, a
              kiedyś przecież muszę przeczytać gazetę.
              ONA: Już ci się nie podoba, że jesteśmy małżeństwem? Dawniej byłeś szczęśliwy z
              tego powodu.
              ON: Zlituj się, wcale nie powiedziałem, że mi się nie podoba.
              ONA: Dawniej nie miałeś zwyczaju zarzucać mi kłamstwa.
              ON: Nie zarzucam ci kłamstwa. Czego ty chcesz ode mnie?
              ONA: Nic nie chcę od ciebie. Chcę tylko, żeby mnie traktował jak dawniej.
              ON: Dobrze, postaram się.
              ONA: Dawniej nie musiałeś się starać.
              ON: Moja droga, daj mi spokój.
              ONA: Mogę ci dać spokój. Tylko ciekawa jestem, czy dawniej też byś się tak do
              mnie odezwał.
              ON: (milczy)
              ONA: Już nawet nie raczysz odpowiedzieć. Dawniej sprawiała Ci przyjemność każda
              rozmowa ze mną. Może nie? No, powiedz, nie?
              ON: Tak.
              ONA: Ach, więc przyznajesz się nareszcie!
              ON: Do czego się przyznaję, na miłość boską?
              ONA: Do czego? Żeś się zmienił w stosunku do mnie.
              ON: O czym ty mówisz?
              ONA: Na szczęście sam się przyznałeś, tylko dlaczego? Powiedz mi szczerze,
              dlaczego jesteś inny niż dawniej?
              ON: Przestań się mnie czepiać. Czego ty chcesz ode mnie?
              ONA: Tylko tego, żebyś był taki jak dawniej, (chwila ciszy) Ach, więc nie możesz
              już być dla mnie taki jak dawniej ? Dobrze. Tylko żeby później nie było na mnie.
              Ty sam tego chciałeś.
              ON: Czego chciałem? Co ty wygadujesz?
              ONA: No sam przed chwilą powiedziałeś, że mnie już nie kochasz. Bardzo się
              cieszę, że sam zacząłeś tę rozmowę. Przynajmniej będę wiedziała. Już nie będę
              się łudzić, że kiedykolwiek będziesz znów taki jak dawniej.
              ON: Słuchaj, gadasz takie głupstwa, że aż mnie trzęsie. Przestań bajdurzyć, bo
              mnie szlag trafi, i daj mi przeczytać gazetę, do wszystkich diabłów!
              ONA: A kochasz mnie jeszcze? Tak jak dawniej? I jesteś dla mnie znów taki jak
              dawniej? I przepraszasz mnie za wszystko, coś powiedział bez zastanowienia?
              Biedny! Przykro ci, żeś doprowadził do tego, żebym pomyślała, że już nie jesteś
              taki jak dawniej... No, to dobrze. Już się nie gniewam. Co tak siedzisz?
              ON: Jak siedzę?
              ONA: Taki znudzony. Dawniej się ze mną nie nudziłeś

              • magduniar3 Re: i jeszcze coś 18.10.06, 17:42
                Jak bym czytała moją rozmowę z mężulkiem.
                To chłopina musi mieć ciężko ze mną.
              • mac62 Re: i jeszcze coś 18.10.06, 17:52
                Swietne te kawałki.
                Uśmiałam się, aż mi się brzuchol trzęsie.
              • mamajudo Re: i jeszcze coś 18.10.06, 19:51
                Świetne smile
                Podczytuję taki blog rozmawiamy.blox.pl/html
                tam mają podobne teksty smile
                Polecam!
    • mamajudo Re: mieć dzieci i nie zwariować 18.10.06, 17:58
      Piękny ten tekst z tytułowego wątku, piękny.
      To rodzina idealna smile Taką chciałabym mieć.
      A nie mam, bo nie potrafię, może za malo się staram...
      Popłakałam sobie nad punktem
      > 5 pełen magazyn zaufania i szczerości
      i
      > 11 wspólny śmiech
      Tak mi tego brakuje, nigdy nie umiałam ani jednego,
      ani drugiego sad

      Ech, chandra i burza hormonów nie za bardzo mi służą...
      • nata76 Re:buuuuuuuuu 19.10.06, 09:07
        ale mnie ten drugi tekst załamał....buuuuuuuuuuuu....skąd ja to
        znam.........buuuuuuuuu......jak zrobić,żeby się nie znudzić sobą????
Pełna wersja