jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie?

31.01.06, 21:36
Mam do Was pytanie, jak przyjmowali wiadomosc o kolejnej ciazy Wasi mezowie,
zreszta calkowicie odpowiedzialni za poczeciewink? Moj maz pierwsza ciaze
przyjal bardzo entuzjastycznie, b. sie cieszyl i b. dbal o mnie, choc bal sie
tez nowej sytuacji (taki juz jest), druga przyjal spokojnie i tak sie
zlozylo, ze dostal propozycje drugiej pracy. Nie mogl wiec mi tak pomagac jak
poprzednio, ale robil co mogl. Trzecia byl zalamany... Mysle, ze to teraz (22
tc) nie potrafi sie z niej cieszyc. Dotyka mojego brzucha, lubi czuc
ruszajacego sie dzidziusia, z ochota wybiera sie ze mna na usg, chce byc przy
porodzie, ale chyba strach przed obowiazkami nie pozwala mu sie cieszyc z
powiekszajacej sie rodzinki (mnie to zajelo kilka dni). Teraz wiec ja go
wspieram, przekonuje, ze bedzie dobrze, ze sobie poradzimy. A u Was??
    • poleczka2 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 31.01.06, 21:42
      Mój mąż nigdy nie był zbyt zaangażowany w te sprawy. Zdecydowanie nigdy nie
      dotykał brzucha a już nigdy do niego nie przemawiał. Jest dobrym ojcem i to
      jest najważniejsze, to że nie interesuje się w czasie ciąży za bardzo mnie
      jakoś nie rusza.
    • glupiakazia Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 01.02.06, 09:32
      Spokojnie, bo zawsze wiedzieliśmy, ze trójka to minimum. Chociaż teraz nam się
      wydaje, że na tym poprzestaniemy.
      Ale do brzucha nigdy nie gadal, do lekarza ze mną nie chodził (nota bene mnie
      trochę śmieszą te parki w poczekalniach ginówsmile)
      Natomiast uwielbiał każdą z córek od momentu urodzenia, tzn. nie miał takiego
      objawu jak część facetów, że niemowlę to nic ciekawego, bo nie można się z nim
      dogadać. On się od razu bardzo dobrze dogadywałsmile
      • dodadada Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 01.02.06, 21:28
        Sory ale nie rozumiem twojego komentarza -(nota bene mnie
        > trochę śmieszą te parki w poczekalniach ginówsmile)- ja zawsze chodzę z mężem i
        nie wyobrażam sobie pójść samej, dziecko jest nasze wspólne i oboje chcemy
        wiedzieć o nim wszystko i dla nas to naturalne, że oboje chodzimy z dziećmi do
        lekarza i tymi już urodzonymi i tym nienarodzonym. Mój mąż gada do brzucha,
        gładzi i całuje, jest dla mnie bardzo troskliwy - i nie wyobrażam sobie żeby
        mogło być inaczej. Pozdrawiam Dorota
    • piastka Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 01.02.06, 15:24
      Pierwsza dwójka to był standard - oczekiwane, w pewnym sensie zaplanowane. Ale
      trzecie - niespodzianka (prawdziwa Kinder-niespodzianka! hi, hi)po naszej 40-
      stce najbardziej go ucieszyło i przyznam, że mnie też. Wniosło świeży powiew w
      nasz związek / rodzinę. Mój mąż twierdzi, że to było przeznaczenie, że ta mała
      osóbka miała do nas dołączyć.

      Musze przyznać, że jest najbardziej ze wszystkich córeczką Tatusia, jej słodkie
      nawoływanie Tatuuu, Tatuuch, itp mogłoby zmiękczyć każdego ojca.

      Co do ciąży, czy porodu to była wybitnie tylko moja sfera (i mój wybór).

      Pozdrowienia

      • iwonka50 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 01.02.06, 18:43
        > Co do ciąży, czy porodu to była wybitnie tylko moja sfera (i mój wybór).
        Czyli Ty zaplanowałaś to 3 dziecko. Czy dobrze zrozumiałam?
        • piastka Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 02.02.06, 09:32
          Skądże, jak pisałam poczęcie dziecka było dla nas niespodzianką, choć
          wiedzieliśmy oboje, że może się zdarzyć (zostawiliśmy małą furteczkę...). Ja
          nie planowałam tej ciąży ze zględu na wiek. Przez cały czas ciąży sama dbałam o
          wszystkie badania (może poza jednym - amniopunkcją, która zaangażowała nas
          oboje przede wszystkim w sensie podjęcia decyzji), sama chodziłam/jeździłam na
          bardzo liczne wizyty u lekarza prowadzącego + USG genetyczne. Jedynie na
          ostatnie badanie USG niedługo przed porodem zaciągnęłam męża, aby choć raz
          zobaczył swoje jeszcze nienarodzone, bo to ostatnia okazja... Była to też moja
          sfera finansowa (lubię niezależność), a wydatki były spore - wszystkie badania
          i wizyty płatne - oprócz amnio, ciuchy ciążowe dość drogie (wciąż chodziłam do
          pracy, a w sezonie wiosenno-letnim trudniej się dobrze ubrać w czasie ciąży), a
          zdążyłam się pozbyć wszystkiego z poprzednich ciąż, także dla maluszka. Och
          trochę mi rozpisało, mam nadzieję że nie przynudziłam i w miarę wyjaśniłam.

          Pozdrowienia
    • przeciwcialo Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 02.02.06, 08:31
      Cała trójka to bardzo planowane dzieci. Więc zaskoczeń nie było. Tylko całus
      nad testemi i słowa- udało sie. Nie wiem jak to jest przy tzw. wpadkach.
      • nastka_7 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 02.02.06, 18:45
        Entuzjastycznie smile) Ja przy trzecim troche się załamałam, bo miało się pojawić
        troche później. To mąż mnie wspierał i mówił, że wszystko nam się ułoży...
        Przy 4 cieszyliśmy się już oboje od początku, mąż martwił sie tylko sferą
        finansową, dalej wynajmujemy mieszkanie...ale wiem, ze będzie dobrze, prędzej
        czy później, ale wszystko się ułoży.
        Do lekarza chodzę sama, ale na USG chodzimy razem i zabieramy też dzieciaki.
        Zawsze sa ciekawe jak tam maluch w brzuchu...
    • cookee2 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 02.02.06, 22:09
      Mój mąż był poza moim miastem i to na 2 tyg., ja zadzwonilam,że bedzie 3
      dzidzius a on... dzieci i szklanek w chałpie nigdy za wiele...Wychowany w
      rodzinie wielodzietnej dla niego dziecko to fakt dokonany i zawsze się
      cieszy.Twierdzi pieniądz rzecz nabta ,raz się go ma raz niesmilewięc o finanse się
      nie martwi ,zaradny zreszta facetsmile Pozdrawiam
      • iwonka50 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 03.02.06, 17:28
        ... dzieci i szklanek w chałpie nigdy za wiele...
        To fajnesmile
    • kalpa Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 03.02.06, 07:23
      Mój się cieszył, bo obydwie zaplanowane wspólnie. Natomiast w trakcie ciąż
      wzniósl się na wyżyny milosierdzia i aż chwilami ja sama byłam zaskoczona, że
      facet moża mieć tyle empatii w sobie.
      Kalpa
    • kasperkowa Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 04.02.06, 23:14
      Mój mąż każdą ciążą był zachwycony, szczęśliwy, nawet zaskakiwał mnie taką
      dziękczczynną postawą. Przy każdej głaskał brzuszek i rozmawiał z dzidziusiem.
      Chodził na USG. Pocieszał mnie i wspierał, zwłaszcza podczas ostatniej,
      czwartej, kiedy to ja martwiłam się reakcją otoczenia, naszą sytuacją
      finansową, pracą, i tysiącem spraw, które przecież w gruncie rzeczy nie są
      ważne. Choć po cichu myślę, że on też się martwił jak sobie poradzimy. Ale
      nigdy mi tego nie okazał. I od razu przy pierwszej ciąży oświadczył, że przy
      porodzie być musi, i tym samym był przy 4!!!!
    • zuzanna56 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 10.03.06, 10:39
      Życzę ci aby wszystko dobrze się ułozyło!
    • reniuszka Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 13.03.06, 14:06
      Witam. Mam piątkę i od pierwszego porodu minęło sporo czasu. Tak
      pierwsze jak i czwarte dziecko przyjeliśmy oboje z radościa (ja na pewno
      ciut większą smile), tylko przy piątym (13 lat temu) doszło jeszcze wzruszenie, takie miłe zaskoczenie, nie ukrywam, że była to niespodzianka i nawet łzy popłynęły...
      Najważniejsze, że teraz jesteśmy super rodzinką i kochamy się bardzo.
      Pozdrawiam.

      Renata
    • anna_sla Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 26.03.06, 11:52
      Witam mam na imię Ania.. My o każde dziecko, a może raczej o każdą ciążę
      musieliśmy "walczyć". O pierwszą najdłużej, bo ok. dwóch lat, więc kiedy w
      końcu się udało, oboje byliśmy w euforii. Mąż zdawał się chodzić po chmurach
      przez wiele godzin, a nawet dni.. O drugą staraliśmy się pół roku, ale w tym
      tylko dwa miesiące leczenia (wiedząc z czym mamy problem by zajść łatwiej
      znaleźć rozwiązanie na następne).. Znów bardzo się cieszyliśmy, choć mniej jak
      przy pierwszym.. za drugim razem sama muszę chodzic do ginekologa (czego bardzo
      nie lubię, bo bardzo się denerwuję, a mój mąż umie mnie rozluźnić), bo mąż musi
      zostawać z pierwszym dzieckiem.. ale jak okazało się, że są to bliźniaki nasza
      euforia zniknęła.. Ja jak popłakałam się w gabinecie tak całą drogę powrotną
      ryczałam i jeszcze w domu.. Byłam załamana.. Przez kilka dni nie mogłam znaleźć
      sobie miejsca w domu, potem mi przeszło. Zaczęłam się nawet cieszyć, ale wciąż
      nie pozbyłam się przerażenia (córeczka ma dopiero 2 lata, to trójka maluchów w
      domu) oto jak sobie poradzimy, jak ja sobie poradzę.. Do męża szybciej to
      dotarło, albo może właśnie nie dotarło, hehe.. Jego pierwsza reakcja była taka,
      że złapał się za głowę zatroskany, kilka minut później już się cieszył.. ale
      teraz po dwóch miesiącach mój mąż wpadł w depresję, hehe.. i to całkiem serio.
      Córeczka nasza jest na etapie przygotowywania się dość intensywnego do
      samodzielnosci i chyba nie zawsze jej się to podoba, bo próbuje wrócić chwilami
      nawet wręcz do niemowlęctwa.. Każe się nosić, wisi na tatusiu, nie można jej
      odgonić, dużo płacze, marudzi, histeryzuje, trzeba ją znów czasem karmić, choć
      jadła już sama.. i wiele wiele innych.. Najgorzej ma tata, bo nie dość, że
      pracy dużo, wiele dodatkowej (w domu, robi projekty na komputerze), do tego
      czasami więcej obowiązków w domu, bo ja ciążę zaczęłam fatalnie, ale póki co
      jest jakby lepiej (nie wiem czy to się tak utrzyma do porodu), do tego Magda,
      która nie daje mu spokoju, non stop na nim wisi.. Mamy tudnawą sytuację
      finansową, kasa jest potrzebna, a teraz jeszcze remont łazienki (konieczny!!)..
      No i mu się nazbierało.. choć widzę, że trochę zaangażował się w ten remont i
      jakby mniej myslał o tym wszystkim, więcej się uśmiecha..
    • mamciamoze6 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 31.03.06, 10:32
      Mój mąż (dzisiaj wysłałam mu wynik testu sms-em)zareagował cudownie .
      Powiedział mi że mnie kocha(a to słowo usłyszałam od niego może z 5 razy)i
      nasze nienarodzone(szóste) 2 mm Nowego Człowieka też kocha. Juhuuuu, już
      niczego się nie boję ! A świadomość, że to żadna nasza zasługa- tylko STWÓRCY -
      jusz wogóle buduje we mnie pokój.Chyba jestem szczęśliwa!!!!
      A teraz się biorę do roboty,bo mnie zwolnią za nim pójdę na zwolnienie.
      • kaka73 Re: jak przyjmowali kolejne dziecko Wasi mezowie? 31.03.06, 10:58
        Nasze pierwsze i drugie dziecko było co do joty zaplanowane, bo po leczeniu.
        Mąż się bardzo cieszył, ale zawsze chciał mieć trójkę. Ja miałam zaplanowaną
        dwójkę i koniec. No ale rok temu okazało się, że bez żadnego leczenia pojawiła
        się druga kreska na teście i od 3 m-cy jestem mamą Igorka. Mąż gdy się
        dowiedział był bardzo zadowolony, stwierdził iż dopiął swego. Na a ja na
        początku totalna załamka - c=jak dam sobie radę, bo mąż pracuje w Warszawie i
        jest tylko co kilka dni w domu a ja sama z 3 dzieci 6,2 i 3 m-ce no i jeszcze
        moja praca. Bałam się, że nie pokocham tego maluszka, ale po kilku tygodnich
        ciąży w pełni ją zaakceptowałam i musiałam jeszcze powalczyć o małego, bo
        miałam zagrazające poronienie. Wszystko się ułożyło, ja za 2 mce wracam do
        pracy - a my jesteśmy szczęśliwą rodzinką trójki.
Pełna wersja