Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym...

08.06.06, 09:00
wiadomosci.o2.pl/?s=261&t=232070
    • jol5.po Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 08.06.06, 10:26
      to pomysł LPR-u, nie za wiele mają posłów, żeby ten pomysł przeszedł. A gdyby przeszedł?
      > comiesięczne pensje i dodatki emerytalne dla matek wychowujących w domu dzieci.<
      Żeby dać trzeba komuś zabrać. Teraz becikowe i inne prezenty (np. dla górników) skutkują podniesieniem podatków.
      >kobiecie wychowującej troje dzieci państwo opłacałoby składki ZUS<
      Polska ma jedne z najwyższych kosztów pracy w Europie. Pracodawca wypłacając pensję pracownikowi oddaje prawie drugie tyle państwu.
      Te wszystkie prezenty, które miałoby man fundowac państwo pochodzą z naszej kieszeni. Państwo zbiera w postaci podatków pieniądze, a potem przez ogromnie biurokratyczny system jej rozdziela. To co miałaby dostac niepracująca żona jako pensję w wizji LPR-u zostanie zabrane z kieszeni jej męża. Do tego w ogromnej części zostanie zmarnotrawione przez niewydolny system centralnego rozdzielania. Ja bym wolała, żeby w kieszeni mojego meża zostało więcej pieniędzy i żeby owa zona, czyli kobieta bedąca w domu miała mozlowść podejmowania różnych elastycznych form zatrudnienia, nie na etat. Zeby przepisy zakładania np. małych firm były totalnie uproszczone, żeby te zus-y itd. nie były tak duze. Ale nad tym trzeba by było pogłówkowac, ławiej i bardziej medialnie jest posłom wołac - damy, damy (oczywiscie z pieniędzy podatników).

      • lusia64 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 08.06.06, 10:28
        Zgadzam się.
        Byłoby dobrze gdyby matki mogły pracować na pół etatu.
      • ulkad Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 09.06.06, 10:19
        Ja np. pracuje w tym samym zawodzie co maz, i naprawde np. robie wizualizacje
        do domów, ktore on projektuje, czasem cos inwentaryzuje, cos rysuje itp. Wiec
        np. zupelnie uczciwie i legalnie moglby mnei zatrudnic na pól lub cwierc etatu.
        Ale tego nei zrobi, bo wszelkei koszty zwiazane z moim zatrudnieneim nie moga
        byc odliczane od jego dochodów (dodam , ze nawet nie rozliczamy sie wspolnie,
        ze wzgledu na rodzaj opodatkowania jego dzialalnosci) Takie to prorodzinen jest
        nasze panstwo sad

        Pozdrawiam - Ula.
    • lusia64 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 08.06.06, 10:26
      A co z matkami które, mając kilkoro dzieci,pracują?
      Na równi z ojcami starają się zapewnić byt swoim dzieciom.
      Wygodnie jest nie pracować.
      Niech się może wypowiedzą mamy pracujące i jednoczesnie wychowujące kilkoro
      dzieci. Na pewno nie jest im łatwo ale są osobami odpowiedzialnymi.
      • dominikapoziomka Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 08.06.06, 11:02
        Nie pracuję, ale pomysł nie podoba mi się wcale. Mam dużo lepszy pomysł na
        zagospodarowanie pieniędzy mojego męża idących na podatki. To jest pomoc
        pozorna. I co za stawka? Od razu musiałabym zacząć strajkować, bo to obraza- za
        pracę wiele godzin dziennie i codzienne nocne dyżury. Żadnej opiekunki za to bym
        nie znalazła nawet do jednego dziecka.
      • mac62 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 08.06.06, 21:12
        Lusia-ja pracowałam-wiesz ile mi zostawało z pensji ,kiedy opłaciłam
        przedszkola i opiekunkę do najmłodszego- 450 zŁ .
        A wiesz jak cierpieliśmy wszyscy na chroniczny brak czasu na wszystko i
        wszystkich, jak ciężko było czasem rozwiązywać problemy dzieciaków
        telefonicznie, czy przez osoby trzecie.
        Dobrze jest kiedy mama wielodzietna jest w domku - ma wtedy poczucie dobrze
        wykonanej misji, a dzieciaki też są na pewno szczęśliwsze.
        Obawiam się Lusia , że niewiele wiesz o tym co piszesz,a Twoje posty są
        szalenie prowokacyjne.
        Trzeba dotknąć problemu- i dopiero wtedy wypowiadać się na tym forum.
        • jol5.po Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 09.06.06, 10:45
          fajnie by bylo jeszcze gdyby dochody do opodatkowanie były dzielone na ilośc członków rodziny (a obecna koalicja idzie w odwrotną stronę, przebąkuje się np. o zlikwidowaniu mozliwości wspólnego opodatkowania męża i zony). To byłoby sprawiedliwie (jesli do polityki mzna stosowac w ogóle ten termin). My utrzymując duże rodziny w każdym ruchu - robiąc zakupy, korzystając z usług płacimy o wiele większe podatki w tym zawarte niz mniejsze rodziny. Niechże więc byłoby to wliczone w podatek od dochodu. To byłoby naprawdę prorodzinne posunięcie.
      • joanna.k51 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 07.07.06, 18:38
        wychowuje troje dzieci samotnie, pracuję na dwa etaty by przetrwać do
        pierwszego moje dzieci częściej widzą sąsiadów niż mnie sa dni kiedy chce mi
        się płakać zabrano mi rodzinne bo przekroczyłam dochód o 12 złotych...nikt nie
        zapytał ile płace za wynajmowane mieszkanie, za dojazdy do pracy.... chętnie
        posiedziałabum z moimi dziećmi w domu.....
    • neomama Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 06.08.06, 00:14
      I chociaż jesteśmy normalnymi rodzianami to określają nas mianem patologicznych.
      bo zdecydowaliśmy się na dzieci, anie na karierę. willę i nową brykę.
      • barbie-torun Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 06.08.06, 12:36
        neomama napisała:

        > I chociaż jesteśmy normalnymi rodzianami to określają nas mianem
        patologicznych
        > .
        > bo zdecydowaliśmy się na dzieci, anie na karierę. willę i nową brykę.

        rozumiem twoje rozgoryczenie ale znam dużo wilodzietnych
        na stanowiskach, z willą, autem i wyjazdami co roku na wczasy zagranicę

        a czasami widzę patologie właśnie z rodziną z jedynakiem
        • agnieszkas72 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 07.08.06, 13:20
          Wiesz neomamo,nie obraź się,ale uwazam,ze dzieci,a szczególnie ich gromadka,są
          (i powinny byc)świetną motywacją do pracy i powodem do szukania wszelkich
          mozliwych opcji zarobkowania.Ja mam czwórkę i uważam,ze "bryka"(spróbuj bez niej
          jechać na wakacje z małymi jeszcze dziecmi,które nie noszą swoich plecaków) jest
          u nas nieodzowna ,a w kawalerce mieszkac by się z nimi nie dało.W naszym
          poprzednim mieszkaniu-3 pokojowym i dosc dużym też robiło się makabrycznie
          ciasno.Więc mamy dom-dla dzieci własnie.Nie wypasiona willę ale duży dom,którego
          wykańczanie bedzie nas jeszcze kosztowało mnóstwo wysiłku.Mój M. ciezko pracuje
          na swoją pozycję zawodową bo to oznacza lepsze życie dla dzieci,które
          powołalismy na świat, a ja do niego dołączę gdy nasz najmłodszy wystartuje w
          swiat(do przedszkola).
          Nie wiem,w jakim srodowisku sie obracasz ale nas nikt kto nas zna,chocby z
          widzenia, nigdy nie okreslił jako rodzinę patologiczną-nasze dzieci są zadbane a
          ich potrzeby zaspokajane,wiec dlaczego niby ktos miałby tak pomysleć?
          • neomama Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 09.08.06, 23:06
            Ja się nie obrażam. A niestety o patologii rodzin wielodzietnych czytam bardzo
            często w internecie. I nie mam nic przeciwko temu, żeby mieć samochód czy dom.
            Ale jako mama czwórki dzieci potrafisz rozdzielić, co jest dla ciebie
            najważniejsze. Bo dla mnie najpierw dzieci a dopiero potem reszta. I jeżeli
            posiadanie domu czy samochodu i szukanie jak to określiłaś wszelkich źródeł
            zarobkowania miałoby się odbyć kosztem dzieci to wolę moje dwa pokoje.
            • zuzanna56 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 10.08.06, 07:23
              Neomamo, dla każdej mamy dzieci są na pewno najważniejsze. Ale co to znaczy że
              szukanie źródeł zarobkowania może odbywać się kosztem dzieci? Pewnie dla każdej
              rodziny ( nie tylko wielodzietnej ) będzie to oznaczało co innego. Może to że
              tata dzieci pracuje w innym mieście lub za granicą żeby zarobić na rodzinę? A
              może tata jest na miejscu ale pracuje codziennie do późna? A może pracuje też
              mama i dzieci są z babcią 8 godzin dziennie ale za to mają oboje rodziców dla
              siebie od 16.00? Myślę że wszystko zależy też od wieku dzieci.
              A dzieci potrzebują dobrych warunków do rozwoju i do nauki. Nie mówię tu o
              willi z basenem ale powiedzmy o trochę większym mieszkaniu gdy jest więcej
              dzieci w rodzinie.
              Aha, rzadko zdarza mi się czytać o rodzinach wielodzietnych w kontekście
              patologii.
              • agnieszkas72 Re: Jeszcze jeden pomysł jak pomóc wielodzietnym. 10.08.06, 09:33
                Mój mąż pracuje bardzo długo,ja wychowuję dzieci,zajmuje sie domem.W soboty mąz
                jest bardzo zajęty pracami wykończeniowymi w domu i w ogrodzie,w tym dzieciaki
                juz mogą mu towarzyszyc.Niedziele spędzamy razem ale bywa i tak,ze musi jechac
                popracowac właśnie w sobotę lub niedzielę.Pracuje DLA DZIECI,NIE KOSZTEM
                DZIECI,bo za zarobione pieniadze nie pojedzie relaksowac się sam na
                Karaibach.Nie mozemy liczyc na żadną pomoc,musimy utrzymać się sami.
                Zdarza się,ze rodzina zyje w złych warunkach na skutek tragicznych wydarzen
                losowych,moze to byc rodzina z kilkorgiem lub jednym dzieckiem(choroba,smierc
                jednego z rodziców,bezrobocie) ale widzę,ile kosztuje utrzymanie i wykształcenie
                dzieci,stworzenie im dobrych warunków do zabawy i nauki i dla mnie normalne
                jest,ze ci, co dzieci powołali na swiat biorą za nie odpowiedzialnosc.I własnie
                wkładając ogromna pracę w utrzymanie rodziny,dając z siebie wszystko, mozna
                liczyc na Bożą pomoc i błogosławieństwo.Bo samo zrobienie dzieci i bycie z nimi
                to,jak dla mnie czysta przyjemnosc.
                • agnieszkas72 Post wyżej -do neomamy nt 10.08.06, 09:35
                  • neomama Re: Post wyżej -do neomamy nt 11.08.06, 12:19
                    Przepraszam dziewczyny, chyba się nie zrozumiałyśmy. Ja jestem w identycznej
                    sytuacji jak wy. Nie pracuję, tylko zajmuję się domem. Za to mój mąż musi
                    pracować ze zdwojoną siłą, żeby utrzymać naszą gromadkę i zapewnić dzieciom
                    normalne warunki. I to nasze dorabianie faktcznie jest dla dzieci, a nie ich
                    kosztem. Ja broń Boże nie zarzucam wam tego. Ale same musicie przyznać, że
                    spotkałyście się w bliższym czy dalszym otoczeniu z rodzinami gdzie dom i
                    samochód (nie taki dom dla dzieci, ale bardziej dla zanjomych), jest wartością
                    nadrzędną, a dzieci są tylko dodatkiem. Bo napisałyście, że te domy i samochody
                    są dla dzieci. Ok u mnie też tak jest, ale dla niektórych te domy (które
                    wyglądają jak muzea i nie można nic dotykać) i samochody są dla znajomych, żeby
                    tylko zaszpanować. Jeszcze raz przeprazszam jeżeli którąś z Was obraziłam.
                    Pozdrawiam Serdecznie.
                    • zuzanna56 Do neomamy 11.08.06, 12:47
                      Droga neomamo, na pewno nikt się nie obraził a forum jest po to również żeby
                      wymieniać poglądy.
                      Ja akurat nie jestem wielomamą i na dodatek pracuję ale mam już dość duże
                      dzieci. Jedno ma 9,5 a drugie 5,5.

                      Powiem też szczerze że nie znam nikogo dla kogo dom i samochód byłby wartością
                      nadrzędną, jak to okresliłaś. Znam ludzi i biednych i bogatych. No nie wiem,
                      może ja nie przywiązuję do tego takiej wagi. Ale u mnie wszystko jest pod kątem
                      dzieci. Chcę żeby im było dobrze w życiu.

                      Pozdrawiam cię serdecznie. Tym bardziej że ja tez jestem z Trójmiasta.
                      • barbie-torun dzieci, praca i dom 11.08.06, 13:31
                        mamy dom i 4 dzieci jestem na wychowawczym z najmłodszą
                        starsze to szkoła i zerówka
                        w tym roku na wczasy nie pojechaliśmy, brak kasy i mała jeszcze za mała smile
                        wracam do pracy jesienią i odłożę z mojej skromnej pensji na wczasy za rok
                        a przecież dla dobra dziecka małego mogłabym zostać 3 lata na wychowawczym,
                        w pracy nie widzą przeszkód,
                        1/2 pensji dla opiekunki pójdzie
                        ale są wybory
                        dla dobra własnego i całej rodziny
                        także na tegoroczny urlop można bybyło zaciągnąć kolejny kredyt

                        po co pracuje mąż tak długo
                        moglibyśmy w bloku mieszkać w 3 pokoikach z 4 dzieci
                        oczywiście bez psa i własnego ogródka
                        po co kosić trawnik, sadzić kwiatki
                        wystarczyłby balkonik i parapet

                        czym więcej dzieci tym człowiek więcej może dokonać
                        to motor napędowy, jeśli tylko się chce

                        barbie
                        (od szkolniaka do niemowlaka)
                      • agnieszkas72 Re: Do neomamy 12.08.06, 02:04
                        Neomamo,nikogo nie obraziłaś,po prostu rozmawiamy.Nie możemy gawędzic tylko o
                        stosach prania i hałasie przekraczajacym normyDDD.
                        Tak naprawdę,nie znam nikogo,naprawdę nikogo,komu zalezy na kasie a nie na
                        dzieciach,nie znam tez osobiscie żadnych bogatych singli dorabiajacych sie i
                        rezygnujących z tego powodu z założenia rodziny.Serio,serio.Prawie wszyscy
                        znajomi dorobili sie dzieciaków i z mniejszym lub wiekszym sukcesem pracują na
                        ich utrzymanie.
                        Dlatego zdziwiło mnie to,co napisałaś.A ja sama najbardziej boję się właśnie o
                        pieniądze.Bo chciałabym,zeby moje dzieci miały nie tylko chleb,ksiązki do szkoły
                        i buty na nogach ale wakacje,wyjscia do kina,fajne ubrania....To chyba
                        naturalne.Pozdrawiam,dobranocsmile.Agnieszka
                        • kalafior_tez_kwiat Re: Do neomamy 14.08.06, 08:43
                          A ja znam kilka takich rodzin... Wprawdzie mają po jednym dziecku, "żeby plan
                          wykonać", ale już kiedy słyszeli o mojej drugiej ciąży, to...
                          Jedna taka "koleżanka" złożyła mi kondolencje... Już nie utrzymujemy ze sobą
                          kontaktów... Ciekawe jak zareaguje na wieść o mojej trzeciej ciąży (hihihi).
                          W każdym razie pieniędzy mają w bród. Wszyscy mieszkają w swoich domach, mają
                          po dwa samochody i po pracy nudzą się śmiertelnie zajmując obgadywaniem innych
                          znajomych...
                          My dla nich jesteśmy jak kosmici... Do tego już całkiem "wypadliśmy z obiegu"
                          bo "nie bywamy tu i tam" gdzie bywać się powinno...
                          • zuzanna56 Re: Do neomamy 14.08.06, 09:43
                            A ja serio nikogo takiego nie znam. Mieszkam w Trójmieście i moi znajomi to
                            lekarze, nauczyciele i urzędnicy. Mają zykle po dwoje dzieci, mniejsze lub
                            większe mieszkanie i jeden samochód. Są normalni.
                          • neomama Właśnie o to mi chodzi. 14.08.06, 23:03
                            Ciekawi cię, co powiedzą na twoją tzrecią ciążę? Ha Ja mam trójkę dzieci. To dla
                            niektórych już jest powód do zdziwienia i komentarzy typu "no to chyba teraz już
                            koniec". Dla mnie typowa rodzina nie musi oznaczać 2+2. Wraz z mężem jesteśmy
                            głęboko wierzący i nie uznajemy antykoncepcji. Owszem często boję się o finanse,
                            ale to chyba teraz problem społeczny. Jednak jestem gotowa przyjąć to wszystko
                            co Pan Bóg da. Pozdrawiam serdecznie dziewczyny.
    • jol5.po Re: Właśnie o to mi chodzi. 15.08.06, 00:29
      ja jestem za złotym srodkiem (chociaz mam najwięcej dzieci na tym wątku,
      przynajmniej w jego drugiej czesciwink posiadanie dzieci tez nie moze być
      odwrotnościa tylko i wyłącznie chęci posiadania,
      dziecko jednak to ktoś, nie rzecz i nie dla nas własciwie,
      to truizm ale tak chciałam doprecyzować, bo pewnie i tak wszystkie Panie beda
      zgodne co do zasadnościwink

      ps
      akurat na "wychowaniu w wierze" toczy się ciekawa dyskusja o antykoncepcji (
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16182&w=45965517
      ) A tak z ciekawosci
      jak zapatrujesz się Neomamo na planowanie dzieci? Czy Twój wybór to nie dla
      antykonceopcji w ogóle, a tak dla naturalnych metod, czy ogólnie nastawienie
      się, że będziecie realizowali "plan wyższy", co do ilości dzieci?
      Wiem, że mogą być takie postawy i takie. pytam się z ciekawosci, jeśli to zbyt
      intymne pytanie to prosze nie odpowiadaj.
      Pozdrawiam
      i witaj na forumsmile
      Jola
      • zuzanna56 To byłby ciekawy temat na nowy wątek. 15.08.06, 20:55
      • neomama Re: Właśnie o to mi chodzi. 16.08.06, 12:36
        Bardzo dobrze to określiłaś. nie dla antykoncepcji a tak dla naturalnych metod.
        Po prostu wychodzimy z mężem z założenia, że to Pan Bóg planuje. Bo wiadomo, ze
        naturalne metody zawodzą, ale modlimy się z mężem, że nie mówimy nie na kolejne
        dziecko, ale w tej chwili jest dla nas za wcześnie. Najmłodsze dziecko jest
        bardzo absorbujące i po ludzku nie wyobrażam sobie kolejnego maluszka akurat
        teraz. Pan Bóg chyba nas rozumie, bo na razie nie spodziewam się dziecka. Ale z
        drugiej strony jest taki pokój na Jego wolę. Również pozdrawiam.
        • jol5.po Re: Właśnie o to mi chodzi. 16.08.06, 12:46
          już rozmumiem, dziękuję za odpowiedź
          • zuzanna56 Metody 16.08.06, 13:21
            Żadna metoda nie jest na 100% pewna. A metody naturalne bardzo dokładnie i
            skrupulatnie stosowane wcale tak często nie zawodzą.
            • barbie-torun Re: Metody 16.08.06, 14:53
              fakt nie często
              mnie po 5 latach od ostatniego dziecka zawiodły
              błąd - pooperacyjne plamnienie po miesiącu,
              ale ginekolog o tym nie informuje
              on zna sie najlepiej na pigułkach i wkładkach
              nie NPR-rze

              PS. Natka ma już 9 miesięcy
              • kalafior_tez_kwiat Re: Metody 16.08.06, 15:02
                hehehe ja tak naturalnie po porodzie zapobiegałam Kubusiowi i teraz
                Niespodziance wink)))
                Ale nie powiem - jakoś do zaplanowania pierwszego dziecka metoda naturalna się
                sprawdzała wink)))
                • zuzanna56 Re: Metody 16.08.06, 15:18
                  Ja tak chwalę te metody aż kiedyś coś wykraczę... Do menopauzy mam jeszcze
                  daleko.

                  Ale muszę przyznać że nigdy mnie nie zawiodły. Choć stosowałam też pigułki
                  hormanalne ze względu na problemy z cerą.
                  • krzemyczka Re: Metody 18.08.06, 14:43
                    Ja mam bardzo długie cykle, więc NPR trochę mnie denerwuje, bo aby nie mieć
                    dziecka trzeba dłużej poczekać (albo to ja jestem trochę niedouczona). W każdym
                    bądź razie metoda zawiodła nas wtedy gdy my sami zawiedliśmy. Tak na zasadzie,
                    wiemy, że nie możemy ale może się uda i dziecka nie będzie. W sumie wiele razy
                    udawało się, więc te dzieci które mamy mamy od Pana Boga. I szczerze mówiąc
                    jesteśmy Mu wdzięczni, bo sytuacja kształtowała się różnie i kto wie może do
                    tej pory nikogo byśmy nie mieli?
                    A tak w październiku będzie już trzecie, choć ciężko jest bo pozostałe też małe
                    (trzy lata i rok).
                    A co do pieniędzy, luksusów i dzieci to niestety znam wiele takich osób, które
                    cyt:"przyzwyczajone do konsumpcyjnego stylu życia" wystrzegają się jak mogą aby
                    tych dzieci nie mieć. Ciekawe czy jak już w końcu zdecydują,że jednak chcą to
                    będą jeszcze mogli?
                    I znam też takich którzy daliby wszystko aby te dzieci mieć a niestety nie mogą.
                    Tak to wszystko jest dziwnie poukładane.
                    • magdalenki1 Re: Metody 21.08.06, 12:39
                      witam
                      daleko dobiegłysmy od tematusmile
                      z tymi pieniążkami dla Nas to nawet nie warto dyskutować, nie chodzi bowiem ani
                      o dzieci, ani o te mamy, tylko o kiełbaskę wyborczą, niestety rządzą nami
                      głupki, więc nie ma się czego spodziewać, jesli to miałoby iśc normalną droga,
                      jestem za polityką wspierającą mamy wychowujące dzieci, jest wiele sposobów,
                      które sprawdzone sa w wielu krajach na świecie i działaja, u nas jeszcze wiele
                      wody upłynie zanim coś się zmieni... dlatego niech sie wypchają z tą jałmużną i
                      pomyślą jak faktycznie można pomóc taki mamom i rodzinom ( i to bez względu na
                      to czy mieszkamy w willach, kawalerkach i czy jeźdźimy trabantami czy
                      merolkami) wszystkim nam przydałaby się madra polityka, jakies sensowne ulgi,
                      ciekawe rozwiazania pozwaljace na legalizacje tego, co teraz dzieję sie
                      nielegalnie itd.
                      to tyle na ten temat

                      a jesli chodzi o te nasze systemy wartości, potrzeby, rozbierzności, to nie ma
                      chyba mozliwości bysmy sie wszystkie zgodziły, ile ludzi tyle teoriismile
                      zgadzam się z tym, ze czasy, w których zyjemy, nie koniecznie sprzyjaja
                      myślenieu o dzieciach i rodzinie i tu nikt mnie nie przekona, ze jest inaczej,
                      moi bliscy znajomi, rodzina, przyajciele, wiele ludzi, którzy zyja obok mnie,
                      troche mnie "przestraszają", zagonieni, podnieceni karierą, szybkimm zarobkiem,
                      zagubienie, samotni, mylący prawdziwe zycie z amerykańskim filmem, to całe
                      cisnienie, które wszyscy po trosze mamy, te obawy, ze to nie jest dobry czas na
                      dziecko, ze dziecko to nie najlepsza inwestycja - ostatnio kuzyn, którego
                      bardzo luibie spytał mnie ile miesięcznie kosztuje utrzymanie małego dziecka na
                      dobrym poziomie, potem pomyślał i stwierził, ze to by spłacało kredyt na
                      kawalerkę, a to dobra inwestycjasad nie oceniam Go źle - martwię sie o Niego,
                      bo jest mi bliski), martwię sie o wiele takich młodych osób i najbardziej o
                      moje dzieci, że braknie mi czasu, zeby wychowac je z daleka o tego pędu
                      konsumpcyjnego, od tego szlaeństwa, żeby znaleźć złoty środek, myślę, że
                      wszystkim nam o to chodzi, bez względu na zasobność portfeka
                      niestety jedni mając dzieci martwią się o stan ich ducha,o bliskość, inni o to,
                      czy maja najlepsze w klasie buty i plecaki (wiem co mówię, mam córkę w
                      prywatnej szkole i czasem dech mi zatryka w piersiach i wiele pracy kosztuje
                      mnie, aby zapanować nad tym szaleństwem i nie "stracić dziecka"
                      ale kolaborat wlanełam, sorki,
                      co do naturalnej koncepcji u mnie zawiodła 3 razy i cóż? uwielbiam moje
                      szkraby, ale przed 4 ciążą troche popracuję nad antykoncepcją hi hi hi
                      pozdrawiam dzielne mamysmile i ich pociechy
                      magda
Pełna wersja